Rzeźbienie jest proste - wystarczy odrzucić to, co zbędne

Kategoria: Ludzie i miejsca   |   Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data: środa, 05 listopada 2014 12:36

piekoszewski.jpg

Tytułową sentencję słyszałem kilkakrotnie przygotowując artykuły o Strzegomskim Biennale Rzeźby w Granicie do wcześniejszych wydań Kuriera. Trudno nie uśmiechnąć się, kiedy słyszy się ją ponownie z ust kolejnego rzeźbiarza. Ale mając na uwadze dostojny wiek mówiącego być może jestem bliżej źródła.

 

Niedawno dowiedziałem się, że w Pińczowie jest zakład kamieniarsko-rzeźbiarski, który istnieje od ponad 100 lat. Postanowiłem go odwiedzić. Dlatego umówiłem się z panem Józefem Piekoszewskim, obecnym właścicielem.

Zakład znajduje się w centrum miasta przy ulicy Batalionów Chłopskich, w domu pana Józefa. Gdy stanąłem przy furtce, zobaczyłem bohatera tego artykułu jak na podwórku, pod drzewem, pracował nad rzeźbą. Pan Józef przyjął mnie miło i opowiedział o długiej historii powstawania rzeźb w tym miejscu.
Historia zaczyna się w 1877 roku pod Będzinem - gdzie urodził się Antoni Piekoszewski, założyciel kamieniarskiego rodu. Jako osiemnastoletni młodzieniec rozpoczął naukę zawodu w zakładzie rzeźbiarskim mistrza Ferdynanda Rawicz-Staszewskiego w Częstochowie, gdzie po trzech latach pracy zyskał tytuł czeladnika. Często pracował w wapieniu pińczowskim, więc postanowił przenieść się do Pińczowa.

Po przeprowadzce, około 1910 roku, rozpoczął pracę w zakładzie majstra Michalskiego, którego wiele pomników do dziś można odnaleźć na pińczowskim cmentarzu. Zdobywał u niego kolejne doświadczenia i odkładał pieniądze. Kiedy nazbierał odpowiednią sumę kupił plac od niejakiej Wilczyńskiej (z rodu gulonów pińczowskich posiadających wtedy w Pińczowie spory majątek), na którym wybudował dom i założył własny warsztat. Warsztat ten to właśnie miejsce, w którym spotkałem się z panem Józefem.

Losy Ferdynanda Rawicza-Staszewskiego i Antoniego Piekoszewskiego jeszcze się skrzyżowały. Przed pierwszą wojną mistrz Ferdynand wziął udział w konkursie rzeźby o tematyce sakralnej zorganizowanym w Paryżu. Wykonał i wysłał tam trzy prace zrobione w kamieniu. Pomagał mu w tym, jako pomysłodawca i wykonawca, jego były uczeń Antoni Piekoszewski. Udział w tym konkursie zakończył się wielkim sukcesem - rzeźby zdobyły pierwszą nagrodę. Mistrz zachował się wobec ucznia lojalnie, uznając go za współautora artystycznego osiągnięcia. Na starość Rawicz-Staszewski przeniósł się do Pińczowa i zamieszkał u Antoniego Piekoszewskiego, gdzie zmarł w 1923 roku.


Antoni Piekoszewski miał dwie córki i siedmiu synów. Jednym z nich jest właśnie nasz bohater, Józef Piekoszewski. Antoni pracował w zawodzie 78 lat pozostawiając sporą spuściznę. Wiele nagrobków, płaskorzeźb i figur w kościołach, ale również rzeźb przydrożnych. Najbardziej znaną pracą, zauważalną również i dziś, jest pomnik Konstytucji 3 Maja w Pińczowie. Także przed domem rodziny Piekoszowskich stoi figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, wzniesiona w 1933 r. na pamiątkę Roku Świętego. Ciekawostką jest fakt, że rzeźbę postawiono w dniu chrztu Józefa Piekoszowskiego.

Pan Józef ma już 83 lata, ale nadal pracuje i nie myśli o emeryturze. Swoją pracę zawodową zaczął u ojca już w wieku 14 lat. Po jego śmierci przejął zakład i prowadzi go do dziś specjalizując się w taki samym zakresie prac co ojciec. W swoim warsztacie wykonał wiele prac, ale te które są dla niego szczególne to wykonane bezpłatnie dla pobliskiego kościoła reformatów: Droga Krzyżowa, Matka Boska z Dzieciątkiem, prace przy ambonie, ołtarzu głównym i balustradzie oraz figury św. Franciszka i Antoniego znajdujące się na dziedzińcu przed kościołem.

Rzeźby wykonane przez pana Józefa Piekoszowskiego nie tylko zdobią region - wiele z nich trafiło za granicę. Mój rozmówca wspomina rzeźbę Chrystusa z otwartym sercem, która trafiła do Nowego Yorku. W Londynie swoje miejsce znalazła rzeźba Matki Boskiej z Lourdes. Była też rzeźba, która wyjechała do Szwecji.
Kamień z którego powstają rzeźby, pan Józef zawsze sezonuje. Wtedy ma pewność, że jeśli występują w nim jakieś wady, to po sezonowaniu będą widoczne.

Jak sam mówi: w kamiennej bryle jest wszystko - trzeba to tylko zobaczyć i odrzucić to, co niepotrzebne. Rzeźby powstają metodą najbardziej tradycyjną - ręcznie, bez używania elektronarzędzi. Pan Józef nadal używa narzędzi odziedziczonych po ojcu, a jeśli potrzebuje nowego dłuta to robi je sam „z dobrych szwedzkich łożysk”. Jak stwierdził, nie ma lepszego narzędzia nad ludzkie ręce. Każda praca musi być dopieszczona, a w tym nowoczesne narzędzia nie pomagają.

Jedną z ciekawszych realizacji pana Józefa Piekoszowskiego była rekonstrukcja fontanny pochodzącej z 1593 roku.

Fontanna, jak na koniec XVI wieku, była nowinką - woda zasilająca fontannę spływała rurami z pobliskich wzgórz. Obiekt służył głównie jako ”kran do mycia”, ku orzeźwieniu kupców i żołnierzy. Do dziś natomiast trwają spory kto tamtą fontannę wybudował - czy był to rzeźbiarz z Florencji Santi Gucci, czy Tomasz Nikiel rzeźbiarz znany ze stworzenia posadzki przed ołtarzem katedry wawelskiej. Jedno jest pewne: fundatorem był Zygmunt Myszkowski, ówczesny właściciel dóbr pińczowskich. Fontanna przeszła renowację w 1732 roku (którą przeprowadził niejaki majster Sagowski), a zlikwidowana została w czasie II wojny światowej, kiedy Niemcy przebudowali ją na zbiornik przeciwpożarowy. Serce tej starej fontanny znajduje się w muzeum regionalnym, a od 2004 roku w rynku stoi replika wykonana przez pana Józefa.


W zeszłym roku Pan Józef został wybrany Osobowością Roku Miasta i Gminy Pińczów. Najbardziej martwi go że młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę. Jego syn, mający obecnie 49 lat, też wyjechał do Niemiec. Pan Józef uczył go zawodu, ale ze względu na możliwości zarobkowe syn wybrał emigrację. Pracuje w firmie kamieniarskiej wykonującej gzymsy.

Szkoda, że po ponad 100 latach tradycja ręcznego wykonywania rzeźb w Pińczowie z tutejszego wapienia, nie będzie miała kontynuacji w następnym pokoleniu.

 

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.