
Marmury świętokrzyskie to popularna nazwa wapieni z regionu świętokrzyskiego. Taką potoczną nazwę zawdzięczają swojej popularności w południowo-wschodniej i centralnej Polsce oraz swoim właściwościom – po wypolerowaniu uzyskują połysk i cechują się dekoracyjną, często wzorzystą barwą.
O tych kamieniach pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim w roku 2017 (nry 1-6/2017).
Z Jackiem Łatą rozmawia Paweł Szambelan

Paweł Szambelan: W czasie naszego poprzedniego spotkania rozmawialiśmy o nowej linii technologicznej do produkcji płyt z marmurów świętokrzyskich, która ruszyła w Twoim zakładzie. Zahaczyliśmy o temat dotacji, jaką uzyskałeś na tę inwestycję, i obiecałeś podzielić się swoimi doświadczeniami.
Jacek Łata: Linia produkcyjna ruszyła w połowie tego roku, a jej zakup był współfinansowany ze środków pozyskanych w ramach projektu złożonego w roku 2017. Zakup i uruchomienie maszyn nastąpił w ciągu roku od otrzymania informacji o uzyskaniu finansowania. To dobry wynik i jestem z niego zadowolony.
Wszystko zaczęło się od pomysłu. Jak wspominałem w poprzedniej rozmowie, wprowadzenie na rynek półproduktu w postaci płyt z naszych marmurów chodziło mi po głowie od kilku lat. Przeglądając strony Regionalnego Programu Operacyjnego, dowiedzieliśmy się, że będzie ogłoszony konkurs. To już kolejna dotacja, z której korzystałem, więc decyzja zapadła szybko. Postanowiliśmy złożyć wniosek.
Obecnie wszystkie dokumenty do tego potrzebne znajdują się na stronach Urzędu Marszałkowskiego. Procedura jest dużo łatwiejsza niż kiedyś. Wniosek składa się w formie elektronicznej, wypełniając formularze na stronie internetowej. Papierowo potwierdza się tylko część dokumentów. Mówimy tu oczywiście o procedurach w województwie świętokrzyskim – w innych regionach może to wyglądać trochę inaczej.
Mimo formy elektronicznej składania wniosku trzeba zebrać mnóstwo dokumentów. Bo wszystkie dane wpisane do elektronicznych formularzy muszą mieć swoje potwierdzenie na dokumentach papierowych zgromadzonych w firmie.
Czy wniosek wypełniałeś we własnym zakresie?
Formularze nie są szczególnie skomplikowane, ale nie są też bardzo proste. Dla ich poprawnego wypełnienia przygotowano kilkusetstronicową instrukcję. Nawet samo nazewnictwo może być kłopotliwe. Dla człowieka niezwiązanego z branżą dotacyjną nazwy typu beneficjent, wnioskodawca, suma bilansowa, wskaźnik rezultatów, to są słowa, które mogą być niejasne. Tak jak dla nas slab, blok, płyta, oflis są czymś oczywistym. Przy pisaniu wniosku tamte nazwy albo rozumiesz, albo za każdym razem sięgasz do instrukcji.
Uważam, że powinniśmy się skupić na tym, co potrafimy najlepiej, czyli na kamieniarstwie – na produkcji i sprzedaży kamienia. Korzystamy z firm zewnętrznych w zakresie księgowym, transportowym, celno-skarbowym itd. Więc również w tym przypadku, zamiast uczyć się od podstaw i odkrywać ponownie Amerykę, warto skorzystać z usług firm zewnętrznych.
Dlatego w przygotowaniu wniosku pomagał nam doradca, z którym pracowaliśmy już przy kilku innych projektach. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń wolę to zlecić komuś, niż samodzielnie przedzierać się przez gąszcz formularzy. Jest to korzystniejsze czasowo, a zatem i ekonomicznie.
Tylko trzeba wiedzieć, z kim warto podjąć współpracę. Rynek tych usług doradczych jest ogromny i wiele jest firm, które nie odnoszą zbyt wielu sukcesów lub prowadzą tak dużą ilość projektów, że nie są w stanie dopilnować każdego wniosku w pełnym zakresie.
Jak przebiegały prace związane z przygotowaniem wniosku?
W formularzach należało podać mnóstwo informacji i danych. Te dane musi dostarczyć firma starająca się o dotację, a ich przełożeniem na format oczekiwany przez Urząd zajmuje się doradca.
Składanie wniosku jest trochę konkursem piękności. Wnioski oceniane są rankingowo – za każdy jego element można otrzymać określoną liczbę punktów. Za pewne rzeczy można dostać więcej punktów, za inne mniej. Więc jeśli będziemy zbyt ostrożni w chwaleniu siebie i ocenimy się zbyt skromnie, to dostaniemy za mało punktów. A ponieważ często pieniędzy jest mniej niż chętnych, to dofinansowanie dostaną tylko ci, którzy zaprezentują się najlepiej.
I tu jest nieoceniona rola firmy pomagającej w przygotowaniu wniosku.
Dzięki doświadczeniu z różnych konkursów doradca wie ile i czego musimy zaproponować, by zyskać jak najwięcej punktów. W przypadku programu, o którym rozmawiamy, ważnym elementem inwestycji było tworzenie miejsc pracy. Ten program powstał w czasie, kiedy w województwie świętokrzyskim było wysokie bezrobocie. Więc więcej punktów otrzymywały projekty, które zapewniały pracę większej liczbie osób. Ale kolejnym wskaźnikiem branym pod uwagę był koszt stworzenia nowego miejsca pracy. Czyli mniejsza inwestycja dająca pracę większej liczbie osób otrzymywała więcej punktów niż droga maszyna, którą będzie obsługiwał jeden operator.
Dlatego chodzi o to, by pokazać się jako piękna panna z mnóstwem zalet. A jednocześnie nie zarżnąć swojej firmy inwestycją typu zakup jednej piły formatowej za 200 tysięcy i wzrost zatrudnienia o 15 osób. Samo otrzymanie dotacji to dopiero początek – potem jeszcze trzeba składać do Urzędu raporty z realizacji projektu i utrzymania go na deklarowanym we wniosku poziomie.
W tym miejscu również przydaje się doświadczenie firmy doradczej. Wszystkie wcześniejsze dotacje przyznane firmom w ostatnich latach są dostępne w internecie. Na podstawie tych informacji można ocenić, jakie elementy są brane pod uwagę przy ocenie wniosków i jak radziły sobie z tym firmy, które z dotacji już skorzystały. Można więc samodzielnie zrobić taką analizę. Tylko że analiza tych informacji wymaga czasu. Więc skupmy się na robieniu własnych biznesów, a nie na zdobywaniu wiedzy jako specjalista od pisania wniosków o dotacje. Uważam, że lepiej zwrócić się do osoby, która już takie wnioski pisała i wie co trzeba wpisać, aby wniosek nie odpadł w konkursie.

Wspominałeś, że Twoja inwestycja była zrealizowana dopiero za drugim podejściem. Co się wydarzyło wcześniej?
W roku 2015 dotacja na ponad 1 mln zł przepadła z powodu 23 €. Mimo poprawnego zgromadzenia wszystkich koniecznych dokumentów, stworzenia poprawnego wniosku, został on odrzucony ze względu na pewien niuans. W formularzach należało podać wysokość pomocy de minimis otrzymaną w ciągu ostatnich 3 lat. Podaliśmy ją źle, bo kwota przez nas podana różniła się od faktycznie uzyskanej pomocy de minimis, którą wyliczył Urząd. To wystarczyło do odrzucenia naszego projektu i trzeba było rozpocząć procedurę od nowa, w następnym konkursie półtora roku później.
W tym przypadku problem był taki, że nie zauważyliśmy, że bank nie dostarczył nam jednego dokumentu. Przed 2015 rokiem korzystałem z kredytu obrotowego, który był w jakiś sposób wspomożony przez Bank Gospodarstwa Krajowego. I bank nie dostarczył mi dokumentu, że ze względu na wsparcie z BGK mój kredyt był o jakiś niewielki ułamek procenta lepiej oprocentowany niż zwykły komercyjny kredyt obrotowy. Z tego powodu osiągnąłem korzyść na kwotę około 23 € i tej kwoty nie wykazałem we wniosku.
Jak się okazało, wielu przedsiębiorców ze Świętokrzyskiego wtedy miało z tym problem i wiele wniosków zostało odrzuconych z powodu niedokładnie wykazanej wielkości pomocy de minimis. Jakiś czas później uruchomiono możliwość elektronicznego podglądu wartości wsparcia de minimis dla każdego przedsiębiorcy. Sprawa stała się prosta: wystarczy wpisać dane identyfikujące przedsiębiorcę, by dowiedzieć się, jaką pomoc de minimis uzyskał w ciągu ostatnich lat. Wtedy, w roku 2015, nie było takiej możliwości.
Jakie informacje trzeba dostarczyć firmie doradczej?
Przede wszystkim musimy wiedzieć, czego chcemy i czy będzie nas stać na to. Firmy pomagające w pisaniu wniosków nie są wszechwiedzące. To my musimy ocenić, czy będzie nas stać na zatrudnienie określonej liczby osób – jeśli mówimy o kryterium wzrostu zatrudnienia. Nie dajmy się też namówić na rozbudowanie pomysłu do wielomilionowego projektu, tylko dlatego, że takie pieniądze są dostępne. Firmy doradcze nie znają naszej branży, nie znają naszych uwarunkowań. Projekt trzeba przemyśleć logicznie i racjonalnie, jakbyśmy wydawali każdą złotówkę z własnej kieszeni.
Od strony technicznej, techniczno-maszynowej my musimy mieć w głowie dokładnie poukładane, bo nikt nam w tym zakresie nie pomoże. To jak z każdą decyzją inwestycyjną: musimy ocenić, czy realne jest zatrudnienie deklarowanej liczby osób i czy są racjonalne przesłanki do posiadania maszyny za wnioskowane pieniądze.
Nie wiem, czy prawdziwe są opowieści o parkach maszynowych w Polsce, w których stoją fantastyczne, nowoczesne maszyny. Maszyny zostały kupione z dotacji, ale nie pracują, bo nie ma klienta na produkt, który wykonują. Nie zapominajmy, że ktoś – biorąc dotację – wyłożył, czy może wręcz utopił, własne fundusze. Dlatego uważam, że inwestycję wspartą dotacją warto rozpoczynać tylko w sytuacji, kiedy miałaby ona sens ekonomiczny bez dotacji.
Jesteś właścicielem złoża wapienia pińczowskiego. Jaki to miało wpływ na podjęcie tej decyzji inwestycyjnej?
Postawienie nowej linii spowodowało łatwiejszą produkcję i pojawienie się nowego produktu w postaci płyt z wapienia pińczowskiego. Wprawdzie slaby z wapienia wcześniej już produkowałem, ale – nazwijmy to – rzemieślniczo, a nie przemysłowo. Teraz mogę je produkować z większą wydajnością i lepiej kontrolowaną jakością.
Stawiając linię miałem na myśli wszystkie dostępne dla mnie materiały. Nie tylko wapień pińczowski z własnego złoża, nie tylko Morawica, o której rozmawialiśmy poprzednio („Polskie marmury są już dostępne w slabach”, Kurier Kamieniarski nr 101, sierpień/wrzesień 2019), nie tylko Gołuchów, którego wydobycie rozpocząłem w tym roku, ale również materiały, które mogą się pojawić w przyszłości. Realia rynkowe zmieniają się dynamicznie, więc może się okazać, że niedługo będzie się opłacało przywozić bloki marmuru z zagranicy i przecierać je w Polsce. Czas użytkowania takiej linii oceniam na kilkanaście lat i w tym czasie rynek może się diametralnie zmienić. Obróbka wapienia była więc jednym z elementów, równie ważnym jak produkcja z Morawicy, Bolechowic, czy – mam nadzieję już niedługo – z Gołuchowa.
Co produkujesz z wapienia?
Wapień pińczowski nadaje się na elewacje – zarówno wentylowane, jak i robione w starym stylu, czyli klejone. Doskonale nadaje się do rzeźbienia, ale o tym Kurier pisał już wielokrotnie przy okazji relacji z różnych wydarzeń rzeźbiarskich. Ze względu na swoje parametry doskonale sprawdza się do tworzenia lub odtwarzania elementów ozdobnych budynków, czyli gzymsów, glifów, rzeźbionych wykończeń i ozdobników. Jest również wdzięcznym materiałem budulcowym ze względu na doskonałe własności cieplne. Nie jest dobry na posadzki ze względu na porowatość i ścieralność.
Naszymi produktami od początku były płytki, parapety i schody oraz płyty elewacyjne. Ale półproduktem do ich wykonywania były pasy. Teraz są to slaby. I znów możemy przypomnieć rozważania z poprzedniej rozmowy na temat ekonomiki takiego rozwiązania: wycinając gotowy produkt ze slabu, a nie z pasów, mamy mniej odpadów.
Wspomniane elementy ozdobne dla budynków z dowolnej epoki można u Ciebie zamówić?
Tak. Mam dwa centra obróbcze, które mogą takie rzeczy wykonywać. Moja firma to również wykwalifikowani i doświadczeni pracownicy, którzy wykonują finalną obróbkę – takie ostateczne dopieszczenie wykonanego elementu, detalu czy profilu.
Co zmieniło się w ciągu kilku tygodni od naszej poprzedniej rozmowy o Twojej inwestycji?
Można powiedzieć, że testuję wydajność całego systemu. Wąskim gardłem okazały się traki linowe. Nie linia polerska, nie rozcinanie formatek, tylko traki. I już widać, że trzeba będzie to rozbudować w przyszłości.
Zaproponowana przez nas wielkość płyty 130 x 250 cm przyjęła się. Szerokość 130 cm wynika z parametrów technologicznych linii polerskiej. Natomiast długość 250 cm jest wystarczająca do realizacji większości zamówień, które się pojawiają. Możliwe jest uzyskanie wielkości 305 cm, nawet 330 cm, ale takie zamówienia pojawiają się rzadko. Więc nie ma potrzeby seryjnej produkcji takich płyt, skoro 90% zleceń oznacza cięcie elementów krótszych niż 2 i pół metra.
Przy czym nie chcę mówić, że 250 cm jest sztywnym wymiarem. Bloki są formatowane do wielkości odpowiadającej szerokości linii polerskiej, ale ich długość pozostaje taka, jak długość bloku, który podarowała nam natura.

Proszę o krótkie podsumowanie naszej rozmowy.
Z pomocą dotacji zrobiłem małą rewolucję i postawiłem duży krok w rozwoju firmy. Podstawą decyzji o inwestycji było jednak ważne założenie, że i tak bym ją rozpoczął, gdybym miał na to środki. A skoro nie miałem wystarczającej ilości środków, to sięgnąłem do dostępnych źródeł. Nie powiem, że są to pieniądze, które leżą na ulicy. Są raczej głęboko zakopane i trzeba się dobrze nakopać, by się do nich dostać.
Mamy październik 2019 roku, linia pracuje od lipca, ale pieniądze z dotacji dostanę dopiero po skontrolowaniu mojej inwestycji. Najprawdopodobniej rozliczenie dofinansowania nastąpi pod koniec roku. Więc tak naprawdę bez zasobów kapitału własnego realizacja takiej inwestycji byłaby trudna.
Dziękuję za rozmowę.
| « poprzednia | następna » |
|---|