
Faktury wystawiane przez Facebook (Irlandia) są niezgodne z polskimi przepisami.
Reklama jest dźwignią handlu. To fakt powszechnie znany i przez wszystkich przedsiębiorców wykorzystywany.
Wraz z dynamicznym rozwojem internetowych portali społecznościowych coraz więcej firm decyduje się reklamować swoje usługi w sieci, chcąc zwiększyć zasięgi i dotrzeć do jak największej grupy odbiorców. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z pewnych problemów, które mogą się z tym wiązać.
Jedną z niespodzianek, które mogą nas nieprzyjemnie zaskoczyć, są faktury, które wystawia Facebook za usługę publikowania reklam w swoim serwisie.
Zgodnie z ustawą o VAT, aby dokument mógł zostać uznany za fakturę, musi spełnić szereg wymagań. Wśród obowiązkowych pozycji znajduje się data wystawienia, której brakuje na facebookowych fakturach. To z pozoru błahe niedopatrzenie niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje.
Zgodnie z wydaną 8 lutego 2019 roku interpretacją Krajowej Administracji Skarbowej (KAS), dokument wystawiany przez Facebooka nie może zostać uznany za fakturę i w konsekwencji nie można na jego podstawie dokonać rozliczenia podatkowego. To poważny cios dla przedsiębiorców, którzy w takiej sytuacji nie są w stanie zaliczyć poniesionego wydatku do kosztów uzyskania przychodu.
Opinia KAS zaskoczyła wielu ekspertów, którzy nie zgadzają się z taką interpretacją i uważają, że jest to krok wstecz w kontekście wysiłków mających na celu poprawę relacji między państwem a przedsiębiorcami. Nie zmienia to jednak faktu, że dokument, który Facebook nazywa fakturą, w świetle prawa nią nie jest i może być co najwyżej nazwany raportem z rozliczenia. Widniejąca na nim data płatności niestety nie rozwiązuje problemu, choć wiele zależy od dobrej woli urzędników. Ale to jeszcze nie koniec komplikacji.
W przypadku usług zakupionych u podmiotu zarejestrowanego w innym kraju Unii Europejskiej (w przypadku Facebooka jest to Irlandia), mamy do czynienia z tzw. importem usług. Sprowadza się do tego, że nabywamy usługę bez naliczonego podatku VAT i musimy ją opodatkować w Polsce według obowiązujących przepisów. Mamy przy tym prawo do odliczenia podatku naliczonego, przez co transakcja jest dla nas neutralna podatkowo. Nie zmienia to jednak faktu, że musimy ją wykazać w deklaracji podatkowej, bo w przypadku ewentualnej kontroli możemy mieć kłopoty.
Pozostaje jeszcze kwestia podatku u źródła, którego płacenia także możemy uniknąć, jeśli przedstawimy certyfikat rezydencji Facebooka (którego siedziba, jak już wspominaliśmy, znajduje się w Irlandii). Z pozoru nie jest to żadnym problemem, ponieważ można taki certyfikat pobrać w formie pliku PDF z internetu. Natomiast to, czy fiskus uzna nam dokument w formie elektronicznej, to już inna sprawa. Wszystko zależy od interpretacji, a te bywają niestety niejednolite. Co więcej, jeśli skarbówka ostatecznie zażąda od nas certyfikatu rezydencji w formie papierowej, to jesteśmy w nieciekawej sytuacji, bo Irlandia już takich nie wydaje.
Przykład Facebooka dobrze pokazuje, jak pozornie proste i wygodne rozwiązania często zawodzą i mogą przysporzyć nam dodatkowych problemów. Cała sprawa jest o tyle przykra, że wynika ze zwykłego zaniedbania i wystarczyłoby po prostu dodać brakującą pozycję, żeby uszczęśliwić zarówno urzędników, którzy nie mieliby się do czego przyczepić, jak i podatników, którzy mogliby bez problemów wliczyć wydatki na reklamę na Facebooku w koszt uzyskania przychodu. Jak na razie Facebook nie zareagował na prośby przedsiębiorców o dodanie daty wystawienia na fakturach przez siebie wystawianych.
| « poprzednia | następna » |
|---|