Reklama


Artykuły

Rock House – kamienne origami

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 06 lipca 2022 10:21

118ak2.jpg

Najlepszą promocją kamienia są chyba wykorzystujące go interesujące realizacje  architektoniczne. Rzecz w tym, aby projekt istotnie uwydatnia zalety naszego ulubionego materiału. Dzięki temu może częściej inwestorzy i architekci będą sięgać po marmury, granity czy łupki.

Oto unikatowa luksusowa willa, która powstała w Kuwejcie. Inwestor postawił przed projektantami trudne zadanie. Budynek miał zapewnić maksymalną intymność, ale jednocześnie stać się ikoną prestiżowej dzielnicy kuwejckiej stolicy – Abdulla Al-Salem.
Wszystkie pomieszczenia zaprojektowano wokół wewnętrznego dziedzińca.
Cały budynek przykryto betonowym pokryciem – jak to określił projektant – w szlifie fasetkowym (wielościennym). Cały obiekt pokrywa kamień.
118ak4.jpg

Pojęcie „szlif fasetkowy” wywodzi się z obróbki kamieni szlachetnych. Jest to rodzaj szlifu polegający na wykonaniu na kamieniu szlachetnym płaskich powierzchni (zwanych fasetkami) o różnych zarysach. Zasadą szlifu fasetkowego jest obróbka kamienia w ten sposób, aby cały został pokryty symetrycznymi płaszczyznami, dla których utarła się nazwa „fasetki”. Koronę kamienia wieńczy największa fasetka – „tafla”.

118ak3.jpg

Sama konstrukcja obiektu jest w zasadzie prosta, a pokrycie jej jednorodnym materiałem (włącznie z dachem) miało, według projektanta, podkreślić monolit obiektu.
Nie tylko masywna bryła ma zapewnić prywatność mieszkańcom. W elewacji zewnętrznej zaprojektowano tylko kilka otworów umieszczonych pod kątem, aby uniemożliwić przechodniom zajrzenie do środka. To rozwiązanie ogranicza też ekspozycję na mocne światło.

118ak1.jpg

Budynek, chociaż tak oryginalny, jest zgodny z tradycją budownictwa arabskiego. Nie ma w nim korytarzy, a wszystkie pomieszczenia rozlokowane są wokoło wewnętrznego dziedzińca. Pomieszczenia odgradzają przesuwne szklane drzwi zapewniające dobry dostęp światła. Drzwi można otworzyć, aby połączyć te pokoje z tarasem przy basenie.

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Wiesławem Berezickim

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 11 maja 2022 01:00

 W wielu zachodnich firmach produkujących maszyny kamieniarskie klienci mogą zamawiać jedynie towar „z katalogu”, u nas – w Promaszu – jest inaczej. Zawsze uważałem, że to klient zna swoje potrzeby lepiej niż ja. To on wie, czego mu potrzeba, ja jestem wykonawcą jego wizji, a tylko czasami doradcą.

Takie podejście niesie za sobą oczywiście spore ryzyko, ale i dużą satysfakcję, jeżeli się uda. Pamiętam kilka takich historii. Kiedyś przyjechał do nas klient zajmujący się łupkiem. Nie jest to typowy materiał. Życzenie klienta także było nietypowe – pokazał mi film maszyny automatycznej z pasami transportującymi do tego, co chciał produkować. Nigdy wcześniej nie robiłem takiego urządzenia. A klient chciał znać cenę, musiałem dość szybko zdecydować, czy się podejmę zadania. Tym razem opłaciło się, bo za jakiś czas zamówił drugą taką maszynę.

Innym razem mój stały klient przyjechał z wizją bez filmu czy zdjęcia. Dostał duże zlecenie i potrzebował pod nie maszyny, której nie mógł znaleźć w moim, ani w innych katalogach producentów maszyn. Zarwałem noc, ale i tym razem się udało.
Oczywiście nie w jedną noc. Tak działamy. Klient przywozi pomysł, a my robimy. Ciężko ocenić, ile rodzajów maszyn opuściło mój zakład, nie tylko do kamieniarstwa. Robiliśmy już maszyny do cięcia i węgla i cegły i betonu itp. Dopasowywaliśmy do potrzeb, wielkości, do konkretnego zadania.

Często używam zwrotu my, bo moja firma zatrudnia 60 osób. Te nietypowe życzenia klientów ja ubieram w plan, ale w dalszej części tworzę maszynę z moimi pracownikami, stąd tak duże zatrudnienie. Jeżeli mielibyśmy produkcję tylko katalogową, myślę, że spokojnie wystarczyła by mi połowa obecnego zatrudnienia.

Kamieniarstwo dziś różni się stanowczo od tego, co było jeszcze 10 lat temu. Żeby sprostać oczekiwaniom rynku, nie możemy stać w miejscu. Dlatego stawiam na nowoczesność i rozwój.
W tym roku na przykład dostaliśmy dotację na robotyzację. Robimy zrobotyzowaną spawalnię, aby nie zwiększając zatrudnienia zwiększyć produkcję oraz zmniejszyć, bądź chociaż utrzymać, ceny, co chwilowo jest niemożliwe. Żyjemy w trudnych czasach. W tamtym roku płaciłem 2,50 zł za 1 kg stali, dziś to już 12 zł – a jak się nietrudno domyślić bez stali nie ma maszyn. Inflacja dotyka każdego z nas.

Tym bardziej zależy mi na ciągłym unowocześnianiu zakładu, bo tylko to pozwoli na zmniejszenie kosztów produkcji.
Jakiś czas temu rozpocząłem budowę nowej hali i biurowca w trochę innej lokalizacji, dużo wygodniejszej. Jak Bóg da, to chciałbym zrobić uroczyste otwarcie na jesień tego roku. Ma być to nie tylko hala do montażu, testów i odbiorów maszyn, ale chciałbym, a w zasadzie takie miałem zawsze marzenie, żeby mieć miejsce, w którym klienci zobaczą cały zestaw naszych maszyn. Zobaczą, co jak pracuje, co z czym współpracuje i jak maszyny można połączyć w kompletny ciąg technologiczny.
Corocznie starałem się pokazać to na targach. Nasza firma przez lata, w zasadzie od początku istnienia, brała udział w rozmaitych targach kamieniarskich. Jedne z pierwszych w Wałbrzychu, później Wrocław i Poznań. Wystawialiśmy się również poza granicami kraju: w Norymberdze, Weronie, Moskwie, Chicago czy Las Vegas.
Jednak muszę przyznać, że zawsze miałem niedosyt, byłem ograniczony miejscem, czasem i – nie oszukujmy się – pieniędzmi, aby w całości, a przynajmniej tak jakbym chciał, przedstawić nasz wachlarz możliwości. Mam nadzieję, że planowane przeze mnie otwarcie zrealizuje to marzenie.

To mnie zawsze trochę bolało, że przyjeżdża do mnie klient, mówi co robi, co by chciał, a ja – chcąc mu doradzić jak najlepiej – mogę tylko mówić. Dotychczas nie miałem możliwości pokazania kilku maszyn z różnym doposażeniem i w różnej cenie, żeby mógł jak najlepiej dopasować ją do swoich potrzeb.
Klient chce kupić dobrą i tanią maszynę. Nie, nie. Proszę tak nie patrzeć. Dobrą i tanią – jedno drugiego nie wyklucza. To, że maszyna jest droga, wcale nie oznacza, że jest dobra. Czy droga maszyna lepiej wykona robotę? Niekoniecznie. Ale może wykonać inną robotę, bardziej skomplikowaną, albo jest bardziej precyzyjna, a akurat wykonujemy wyjątkowo dokładną pracę i wówczas warto zapłacić więcej. Dlatego tak zależy mi na tej możliwości porównania.

Nasza produkcja opiera się o maszyny, które dobierałem właśnie pod nasze potrzeby. Część z tych maszyn jest znanych japońskich marek: Mazak, DMG, Okuma, ale mamy również koreańskie Dosany itp.
Każdą z maszyn dobierałem według potrzeb firmy i możliwości finansowych. Rozumiem świetnie, że nie zawsze potrzeba wielkiego kombajnu za setki tysięcy, chodzi o to, żeby maszyna robiła robotę taką, jaką właśnie mamy do zrobienia. Stąd tak chętnie spełniam „nietypowe życzenia klientów”. Bo maszyny mają pracować i zarobić na siebie, mojego klienta i jego marzenia.
Promasz jest znany nie tylko w Polsce. Wielu klientów sięga właśnie po nasze maszyny. Przez lata stały się bardzo konkurencyjne na rynku kamieniarskim. Nasi konkurenci mają lepszy design. To prawda, że nie przykładaliśmy jeszcze do niedawna tak dużej wagi do wyglądu. Jednak w tych czasach, jak to mówią, „musi oko cieszyć”. Dlatego teraz w tę stronę planujemy się również rozwinąć, powoli zaczniemy to nadrabiać. Jednak gdybyśmy skupili się na samym aspekcie technicznym, z wyłączeniem wizualnego, to nie znajdziemy wielu różnic, ani w jakości podzespołów, ani konstrukcji, ani innowacyjności.

Wysyłamy maszyny na wszystkie strony świata. Produkcja na Polskę to około 40%. Maszyny Promaszu pracują w Emiratach Arabskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, w Anglii, a nawet do Włoch kilka maszyn pojechało. Bardzo dużo naszej produkcji idzie na wschód: Litwa, Łotwa, Estonia, Kazachstan, Rosja, Ukraina. Również Czechy i kraje południowe. Niedawno montowaliśmy 3 maszyny w Santa Lucia (państwo i wyspa na Morzu Karaibskim – przyp. red.). Dzisiaj ładujemy i wysyłamy maszynę do Finlandii. Jeszcze nie mamy maszyn w Chinach, Indii i Australii, ale myślę że to kwestia czasu (śmiech).
Kiedyś przyjechali klienci z Czech z państwowej firmy, z zapotrzebowaniem na piły linowe. Mieli piłę linową, ale twierdzili, że nie są w stanie wykonać na niej tak dokładnego cięcia jak potrzebowali (ta firma robiła okładziny kamienne do statków – kamień cięty jest na grubość 0,8 cm i naklejany na takie specjalne sztuczne tworzywo o dużej wytrzymałości i lekkości styropianu – potem taka płyta jest polerowana przed montażem). Zaproponowałem: weźcie moją linę, moja da radę. Jako to? Inne mają problem, a pana tak po prostu da radę? Weźcie i sprawdźcie – powtórzyłem. Posłuchali, wzięli pierwszą na próbę. A po 3 miesiącach wrócili po drugą, potem trzecią powtarzając, że tylko maszyny z Promaszu są w stanie ciąć takie plastry.

Najważniejsza jest konstrukcja – czyli słup – on jest prowadnikiem. Dzięki naszej autorskiej konstrukcji możemy ciąć bardzo precyzyjnie, a nasze piły linowe wytrzymują 10, 15, a nawet 20 lat bez obaw o dokładność.
Jesteśmy też otwarci na nowe – tego nauczyłem się jeszcze 30 lat temu. Zawsze warto sprawdzać nowe technologie i szukać ulepszeń. Ostatnio odwiedziłem Japonię i Koreę, by dobrać nowe moduły sterujące do naszych maszyn. W tej chwili nasze maszyny są wyposażane w sterowanie Mitsubishi. Wysoka technologia jest dostępna na wyciągnięcie ręki.

Proszę nie robić mi zdjęć. Na zdjęciach zdecydowanie lepiej prezentują się moje maszyny. Firma dobrze, że jest znana, logo wszyscy rozpoznają i mi to w zupełności wystarcza.
Prywatnie? Cóż... Mam już swoje lata (śmiech). Osobiście lubię popływać, pojeździć na rowerze, zwłaszcza że okolicę mamy tu piękną. Dużą przyjemność sprawiają mi spotkania z ludźmi. Oczywiście jak tylko jest czas, bo z tym różnie bywa – mam obowiązki: jestem mężem, ojcem, ogrodnikiem i od niedawna dziadkiem. Lubię rozmawiać z ludźmi, zawsze mnie ciekawiło co myślą. Rozmowa z drugim człowiekiem zawsze czegoś uczy.

W tym roku chciałbym zakończyć wszystkie rozpoczęte inwestycje. Doprowadzić do tego, by wszystko prosperowało tak, jak powinno. Chciałbym wreszcie więcej czasu przeznaczać na swoje przyjemności. Już niedługo będziemy mieli nową siedzibę z showroomem i dwie hale spawalnicze, w których będą pracowały roboty. Jak budowa w nowej lokalizacji dobiegnie końca, to planujemy zrobić dni otwarte i zaprosić na nie kamieniarzy. Dlatego zakończę słowami: do zobaczenia!

 

 

przeczytaj cały artykuł

Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 11 maja 2022 01:00

 VI Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej

18 czerwca 2022 r., godz. 12.00
Strzegom

Po dwuletniej przerwie i dwóch edycjach wirtualnych wracamy na trasę Strzegomskiej Dwunastki! Widzimy się w Strzegomiu 18 czerwca 2022 r. podczas IX edycji Biegu, VI Ogólnopolskich Mistrzostw Branży Kamieniarskiej oraz Święta Granitu Strzegomskiego!
Rok 2022 jest dla Strzegomia rokiem szczególnym ze względu na 780. rocznicę nadania praw miejskich miastu i właśnie do tego wydarzenia nawiązuje nasz medal.

Projekt medalu – jedyny i niezastąpiony mistrz Marcin Bernatek Yo.Design. Oczywiście nie zabraknie GRANITOWEGO akcentu – tym razem będzie to zawieszona granitowa kulka, o co zatroszczą się

Granitowa Galeria i Granex - kamień naturalny czyli nieocenieni Aleksandra i Krzysztof Skolak.
Medal dla każdego FINISZERA na dystansie 12 km, 6 km oraz w biegach dzieci i młodzieży. Tradycyjnie usługa grawerowania w pakiecie!

 

 

Link do wydarzenia: www.facebook.com/events/971380960409523/
Informacje: www.strzegomska12.eu
Zapisy na Super Sport:
www.super-sport.com.pl/

 

Przy okazji Biegu prosimy Was o wsparcie Celu Charytatywnego – dołączcie się do wsparcia zbiórki środków finansowych na operację i leczenie strzegomianki – Edyty Woźniak. Wiemy, że biegacze mają gorące i otwarte serducha – liczymy więc na Was: www.siepomaga.pl/s12-dla-edyty

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Carrieres de Lumieres kamieniołom światła

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 10 maja 2022 12:33

117_S46_1.jpg

Powszechny problem wykorzystania starych kamieniołomów jest rozwiązywany bardzo różnie. W sieci natknęliśmy się na ciekawe rozwiązanie z Francji – z Les Baux-de-Provence w Prowansji.

Kamieniołom Grands Fonds jest bardzo stary. Według zapisów historycznych wapień wydobywano tu już w II wieku p.n.e. Kamieniołom zamknięto w 1935 roku wraz z popularyzacją konstrukcji stalowych i betonowych, która spowodowała zmniejszenie zapotrzebowania na kamień.

Obecnie głęboko pod ziemią, w sali nazwanej halą Dantego, wyświetlane są pokazy multimedialne. Pokazy trwają po kilka minut, a między nimi są dwuminutowe przerwy. W czasie przerw zapalane są światła, więc można dokładniej przyjrzeć się konstrukcji hali. Ogromna przestrzeń jest przedzielona wielkimi filarami podtrzymującymi strop. Każdy z takich filarów ma między 5 a 10 m szerokości i 7 do 9 m wysokości. Wspólnie ze ścianami tworzą wielkie ekrany projekcyjne, na które rzucane są obrazy z ukrytych rzutników.

117_S46_2.jpg

Podczas pokazów warto z kolei spacerować pomiędzy kolumnami, bo na każdej ścianie są wyświetlane inne elementy widowiska. Całość świetnie współgra z muzyką i jest nie lada atrakcją.
Tematyka pokazów realizowanych, w Carrieres de Lumières zmienia się co sezon. Można tu podziwiać na przykład spektakle związane z historią filmu, oraz twórczością najwybitniejszych malarzy. Całość jest świetnie zrealizowana i zachęca do oglądania kolejnych prezentacji. Tym bardziej, że w kamieniołomie jest przyjemnie chłodno. Kiedy w lipcu i sierpniu na zewnątrz panują upały, temperatura wewnątrz wynosi 14-16 stopni Celsjusza.

Kariera kamieniołomu jako miejsca prezentowania sztuki rozpoczęła się w 1977 roku, ale jeszcze w latach 60. miejsce odkrył francuski artysta Jean Cocteau, który zrealizował w kamieniołomie część swojego filmu Testament Orfeusza (1960).
Sam kamień znany jest jako „kamień południowy”. Kamień Baux to wapień drobnoziarnisty w kolorze białym. Znany z łatwego cięcia i bieli bloków, był używany do budowy Glanum, średniowiecznej wioski Baux-de-Provence oraz do budowy Château des Baux. W materiale jest wiele morskich skamieniałości.

117_zs.png

przeczytaj cały artykuł

TIA cz.11 Masz 20 000 dolarów i sp...aj!

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: wtorek, 10 maja 2022 12:25

117_S44_1.jpg

Czas, w którym zaczęliśmy się gryźć z naszym GM, przypadł na czas pandemii COVID-19. Dopiero w momencie, kiedy wezwaliśmy policję, żeby naszego GM wyrzucić z naszego domu zrozumiałem, jakie przepisy weszły w życie. Nie można nikogo eksmitować z domu bez wcześniejszego zabezpieczenia mu lokum na takim samym lub lepszym poziomie.

Pytam więc policji: „To co, mam z nim mieszkać do końca życia? Przecież to mój dom i ja jestem jego właścicielem. A jak sprzedam dom komuś innemu to co, z lokatorami?” Odpowiedź była tak prosta i głupia, że nawet nie udało mi się tego skomentować. „Tak.” Więc stwierdziliśmy, że skoro nie możemy w świetle prawa pozbyć się go z własnego domu, to utrudnimy sobie trochę życie, a jemu je po prostu obrzydzimy!
Jak pamiętacie, dom jest duży: 4 sypialnie, dwie łazienki, kuchnia i salon. GM ze swoją żoną zajmowali jeden pokój, ale mieli dostęp do wszystkiego. Więc trzeba było to zmienić. Po przyjeździe w styczniu 2021 roku zaczęliśmy od wymiany zamków, nawet w łazienkach. Lodówkę zamknęliśmy na łańcuch i kłódkę – tak, za każdym razem, kiedy wyjeżdżaliśmy z domu zaplataliśmy łańcuch na drzwiach od lodówki. To był mój najdłuższy pobyt w RPA – 4 tygodnie – i przez te cztery tygodnie on z żoną nie mogli korzystać nawet z toalety w Naszym Domu. Gdzie chodzili do ubikacji i jak sobie radzili, nie wiem, to był ich problem. Zapytacie się, czy nie było prób negocjacji? Tak, były.

Dawaliśmy różne propozycję załagodzenia naszego sporu czy po prostu rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Jego żądania były dla nas nie do zaakceptowania. Facet chciał od nas udziałów w firmie Zenka w RPA. Po jednej z takich rozmów Zenek nie wytrzymał: „Chyba ciebie poje...ło! Masz 20 tys. dolarów i sp...aj, żebym cię więcej na oczy nie widział!” GM odpowiedział, że urażamy jego inteligencję i chce 15% Crystal Black Granite. Zaproponowałem Ojcu, by zostawił mi ten temat: za pół roku nie będzie GM ani w domu, ani w firmie!

Po 20 lutym wróciliśmy do Polski i po niecałych trzech tygodniach Zenon z Mietkiem znów polecieli do do RPA. Dom zastali w takim stanie, w jakim go zostawiliśmy. Ale GM nadal tam mieszkał i nie zamierzał opuszczać Naszego Domu. Po tygodniu pobytu Mietek zachorował na „covida” co poskutkowało tym, że nasz GM z żoną przestraszyli się i postanowili się wyprowadzić. Mietek trafił do szpitala, gdzie leżał prawie dwa tygodnie. To był ciężki okres i dla niego i dla nas. Ale udało się mu z tego wyjść i bezpiecznie wrócić do domu do Polski. Chłopaki wylatując z Afryki wymienili zamki wejściowe w domu i kłódkę do bramy wjazdowej.

W całej tej nieciekawej dla Mietka sytuacji żartowaliśmy, że udało nam się bezkonfliktowo usunąć GM z Naszego Domu. Myśleliśmy, że mamy problem z głowy. Jak mocno się myliliśmy, dowiedzieliśmy się pod koniec kwietnia, kiedy razem z Mietkiem wróciliśmy do RPA, a przed domem stał samochód GM, a na drzwiach domu przypięta była kartka z decyzją sądu: GM ma nakaz powrotu do domu i nakaz mieszkania w nie swoim domu bez płacenia czynszu. Szczękę zbierałem z podłogi przez dłuższą chwilę. Wtedy powiedziałem: koniec! Czas rozmów minął, przechodzimy do działania. Spotkałem się z prawnikiem, który miał prowadzić sprawę Oscara Pistoriusa (pamiętacie tę sprawę z 2008 roku – lekkoatleta biegający na protezach uzyskał dopuszczenie do igrzysk w Pekinie). Lourens to biały prawnik, który stracił wzrok w trakcie trwania studiów, ale nie przeszkodziło to jemu w ukończeniu ich i w rozkręceniu firmy, która jest dobrze rozpoznawalna na terenie RPA, a on sam jest poważanym adwokatem.

Pierwsze spotkanie z prawnikiem odbyło się 3 maja 2021 roku. Znaliśmy go już wcześniej, ale bardziej spotykaliśmy się w formie konsultacji, niż prowadzenia jakichkolwiek spraw. Lourens jest fanem historii, a szczególnie drugiej wojny światowej, więc zanim przeszliśmy do rozmów o usunięciu GM z naszego życia, dużo rozmawialiśmy o Polsce, którą sam odwiedził w 2019 roku. Wyobraźcie sobie, jaka była moja mina, kiedy facet opowiada o obcym kraju z taka pasją i podziwem, że aż mnie zatkało. Do tego spotkanie odbywało się 3 maja. Największe wrażenie jednak wywołała opowieść o tym, jak zwiedzał Polskę: gdzie był, co czuł, co usłyszał (celowo piszę w takiej formie, bo nic nie mógł zobaczyć). Wtedy zrozumiałem, że gość jest idealnym rozwiązaniem w naszej sytuacji!
Lourens tak poprowadził sprawy, że z końcem maja GM nie mieszkał już w domu, a z końcem czerwca został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. To był tryb ekspresowy. Powiedziałem wtedy sam sobie, że ten szczur nie dostanie już nic więcej – był czas rozmów i propozycji, teraz nie ma już na to miejsca. Koniec. „Szczur” – pewnie się domyślacie, dlaczego dostał taką ksywkę. Wzięło się to z jego podejścia do życia w Naszym Domu. Facet, który jest po 60., mógł żyć jak pączek w maśle, nie martwić się o nic. Mógł w firmie bezproblemowo dociągnąć do wieku, w którym by stwierdził, że ma dość pracy i iść na emeryturę. Ale nie. On wolał żyć jak szczur, kąpać się na kortach tenisowych, korzystać z toalety w nocy na stacji paliw. Facet może jeszcze sobie poradzi. Ale jego żona? To jest już dla mnie szokiem.

Nie sprawiało nam żadnej satysfakcji to, że tak musieli żyć przez ponad 6 miesięcy w naszym domu. Ale uwierzcie mi: próbowaliśmy rozmawiać, negocjować czy nawet proponować naprawdę dużą odprawę. Wolał wybrać wojnę, która de facto trwa do dzisiaj. Rok później mogę powiedzieć spokojnie, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby tę sprawę zamknąć. Jeszcze trochę przed nami. GM był też zatrudniony w Kamieniarstwie w Strzegomiu i też został zwolniony dyscyplinarnie z polskiej spółki, spotykamy się już tylko na rozprawach sądowych. Zeznając w sądzie, przyznałem jedno: GM wprowadził mnie do RPA, pokazał mi dobre i złe strony tego kraju. Pokazał mi, jak poruszać się po Czarnym Lądzie, jak rozmawiać z ludźmi, jak prowadzić rozmowy z bankami i instytucjami państwowymi.

Kiedy pojawiłem się w RPA, był rok 2014. Miałem 27 lat, dopiero zacząłem się uczyć, jak prowadzić firmę w Polsce, a tu już zacząłem latać do RPA i ogarniać tematy na Czarnym Lądzie. Ktoś musiał mi to wszystko pokazać i nauczyć, więc nasz GM był osobą, która tak naprawdę wprowadziła mnie w ten świat oddalony o 10 tysięcy kilometrów. I tak naprawdę trochę było mi tego wszystko szkoda. Ale jak mawia klasyk „biznes nie lubi sentymentów” i pewne granice zostały niestety nieodwracalnie przekroczone.
Dzisiaj, po roku niekończących się bitew, dużo kwiatków jeszcze powychodziło związanych z działalnością GM. Wiele tematów potoczyło się inaczej, ale też pewni ludzie wrócili do kontaktów z nami. I chyba najważniejsze: po tym najgorszym okresie początku pandemii, gdy przez siedem miesięcy nie było nas w RPA, udało nam się ustabilizować produkcję, finanse i atmosferę na kamieniołomie. A także zerwaliśmy podziały na czarnych, białych z RPA i białych z Polski. Dzisiaj jest szef i pracownicy – prosta hierarchia i każdy wie co ma robić i za co odpowiada. TIA!


TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

przeczytaj cały artykuł
Strona 66 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2026-08-18 10:17:44
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.