Reklama


Artykuły

Partner dla profesjonalistów

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: niedziela, 13 listopada 2022 13:34

kk120_S26_01.jpg

Kwarc to jedna z kopalni szarego granitu strzegomskiego ze złoża Borów I. Znany raczej lokalnie. Ale wkrótce to się zmieni. Kwarc ma nowego właściciela. To firma o nowoczesnym podejściu do sprzedaży i elastycznym systemie obsługi dostaw. Impekstir – bo o niej mowa – to firma, o której rynek kamieniarski już zapewne słyszał. Młoda, dynamiczna, wsłuchana w potrzeby rynku.

kk120_S27_01.jpg

Granit strzegomski jest wydobywany ze złoża Kwarc od ponad 30 lat. Wcześniej całe wydobycie było przetwarzane przez firmy będące właścicielami złoża. Obecnie granit ten będzie dostępny na rynku. W tej chwili dostępne są bloki, bryły i elementy łupane.
Możliwości dostępu do kamienia z tego kamieniołomu są praktycznie nieograniczone. Zasobność złoża ocenia się na ponad 14 milionów ton, a wydobycie może osiągnąć nawet 100 000 ton rocznie. Oznacza to, że w najbliższych latach tego szarego granitu nie zabraknie.
Impekstir deklaruje, że Kwarc otwiera się na współpracę z kamieniarzami. Wcześniejszy model wydobycia i przerobu powodował, że ten materiał nie był dostępny na rynku. A szkoda, bo parametry tego granitu są bardzo dobre – doskonale znane z innych szarych granitów z tego regionu: twardy, mrozoodporny, o niskiej nasiąkliwości, odporny na ścieranie, wytrzymały na ściskanie i zginanie.
Tomasz Tyc i Przemysław Idziak, czyli właściciele Impekstir i nowi właściciele kopalni, postawili na nowy model biznesowy: Kwarc staje się dostępny na rynku. Co więcej: dostępny nie tylko w blokach, ale również w coraz większym stopniu przetworzenia, czyli w postaci półproduktów. I oferta półproduktów będzie stale poszerzana.

kk120_S27_02.jpg

Ze względu na parametry granit Kwarc był cichym bohaterem wielu inwestycji realizowanych w Polsce i Europie. Wytwarzano z niego różnorodne elementy budowlane, począwszy od kostki brukowej a skończywszy na rzeźbionych detalach. Ten stan nie zmieni się. Nadal będzie materiałem, z którego będą wykonywane elementy budowlane – łupane. Celem jednak jest nawiązanie współpracy z zakładami kamieniarskimi i dostarczanie im bloków, brył Możliwość zakupu granitu Kwarc różnej grubości to baza do wydajnej produkcji w każdej firmie kamieniarskiej.
Szeroka promocja tego materiału już trwa. Został pokazany na niedawno zakończonych targach Marmomac w Weronie. Włoska wystawa przyniosła tak dobre efekty, że Kwarc będzie można zobaczyć również na targach STONE w Poznaniu w dniach 23-25 listopada 2022 roku. Impekstir zaprasza na swoje stoisko – hala 7A stoisko nr 21A.

Artykuł na podstawie materiałów własnych Impekstir Operation SA


Kopalnia granitu KWARC

ul. Kopernika 27, Kostrza
58-150 Strzegom
tel. 74 855 38 33
tel. 698 407 474
biuro@kwarc.pl
www.kwarc.pl

Impekstir Operations SA

Wojciechówka 5
62-800 Kalisz
www.impekstir.pl

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Pawłem Szambelanem

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 13 listopada 2022 12:52

Oczywiście, że jest wiele osób, którym Kurier Kamieniarski zawdzięcza swój jubileusz. Trudno byłoby wymienić wszystkich bez obawy, że ktoś zostanie pominięty. To wcześniejsi redaktorzy. To autorzy, dzięki którym Kurier dostarcza wiedzy, rozrywki i informacji z branży. To przede wszystkim reklamodawcy. Przez 25 lat na łamach Kuriera pojawiło się tak wiele firm, że wszystkich nie dałoby się wymienić. Wszystkim bardzo dziękuję!

I zapewniam, że postaram się osobiście dotrzeć do każdego, by złożyć podziękowania za te lata. Ze względów osobistych wspomnę tylko nieżyjącego już Bruna Dowgirda, który był moim mentorem, przyjacielem i pierwszym przewodnikiem po kamieniarskim świecie – przez niego i dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem.

Kurier Kamieniarski powstał z potrzeby i kalkulacji w Geoservice-Christi, który był organizatorem słynnych targów kamieniarskich KAMIEŃ. W 1997 roku, kiedy Internet w Polsce jeszcze raczkował, a podstawą komunikacji był tradycyjny list i faks, Andrzej Kwieciński, ówczesny pracownik Geoservice-Christi, wpadł na pomysł, że skoro i tak trzeba wysyłać informacje do wystawców, to czemu na tym nie zarobić. I tak narodził się „Kurier Kamieniarski – Kwartalnik ogłoszeniowy”, który ukazywał się cztery razy w roku.

Moje spotkanie z kamieniarstwem też miało miejsce w 1997 roku. Pracowałem wtedy w Atrium Centrum Ploterowe w Opolu, gdzie między innymi zajmowałem się przygotowywaniem udziału firmy w imprezach targowych. Wśród nich znalazły się targi w Wałbrzychu, gdzie zawarłem pierwsze znajomości z kamieniarzami i kamieniem. Potem były targi we Wrocławiu, również jako wystawca. W 2003 roku zakończyłem pracę w Atrium i założyłem własną agencję reklamową. Poinformowałem o tym firmy, z którymi miałem okazję współdziałać. Widać organizator targów, Geoservice-Christi, dobrze wspominał współpracę ze mną jako wystawcą, bo jakiś czas później zadzwoniła do mnie Gosia Sołtys z informacją, że razem z prezesem Brunem Dowgirdem mają dla mnie propozycję udziału w organizacji targów. I tak w roku 2003 pojawiłem się na targach KAMIEŃ we wrocławskiej Hali Stulecia jako człowiek od rozładunku maszyn i innych eksponatów przyjeżdżających na targi kamieniarskie.
Kiedyś, na wiosennych targach TRAK we Wrocławiu, Bruno Dowgird wspomniał o perypetiach z drukiem i wysyłką Kuriera Kamieniarskiego. Miałem spore doświadczenie z poligrafią oraz mailingiem (wysyłką listów w ilościach kilkutysięcznych), więc zaproponowałem, że mogę się zająć drukiem i dystrybucją Kuriera. Sprawdziłem możliwości, przedstawiłem ofertę i w czerwcu 2005 roku wydrukowałem i wysłałem swój pierwszy numer Kuriera.
W tym czasie Kuriera redagował Marcin Walkowiak. Kiedy w grudniu 2009 roku Marcin zakończył pracę, to mnie zaproponowano przejęcie obowiązków przygotowywania gazety. I tak od wiosennego numeru zostałem redaktorem prowadzącym Kuriera Kamieniarskiego – jak to nazwała ówczesna prezes Geoservice-Christi, Krystyna Banaszczyk. W zasadzie od tego momentu można powiedzieć, że jestem w branży. Nie, to chyba za mocno powiedziane. Chyba lepiej będzie powiedzieć: jestem bliżej branży kamieniarskiej.

Ważne jest, żeby identyfikować się z branżą, o której się pisze. I trzeba być wewnątrz niej, żeby pisać ciekawie dla osób, do których gazeta jest adresowana. Czasopismo branżowe to nie tabloid ani pismo modowe. Nie może sobie pozwolić na pisanie ogólników, frazesów, a zwłaszcza głupstw. Dlatego od samego początku starałem się rozumieć, o czym piszę, poznawać branżę, poznawać kamieniarską robotę. Do tej pory każdy artykuł, który ukazuje się w Kurierze, konsultuję z kimś, kto zna tematykę poruszaną w tekście.

Kiedy w Kurierze zaczęły pojawiać się teksty? To łatwo sprawdzić, ponieważ historia Kuriera, wszystkie numery gazety, są na stronie www.kurierkamieniarski.pl.

Jakieś teksty przewijały się zawsze. Choćby reportaże z targów czy artykuły pisane przez reklamodawców albo relacje z wydarzeń branżowych. Każdy z redaktorów starał się dodać jakiś artykuł do każdego numeru. Nawet krzyżówki bywały. Na zwiększenie liczby tekstów postawił Marcin Walkowiak. Pamiętam, że na jego prośbę w 2005 roku napisałem artykuł o skamieniałościach – napisany po wizycie w Krasiejowie na wykopaliskach archeologicznych, gdzie odkryto kości dinozaurów. To był mój pierwszy tekst do Kuriera. A od 2010 roku, kiedy zostałem redaktorem prowadzącym, starałem się zmienić wizerunek Kuriera, żeby przestał być postrzegany jako „gazetka reklamowa”. Zacząłem zabiegać o zwiększenie liczby artykułów, nawiązywałem współpracę z nowymi autorami, sam zacząłem odwiedzać firmy kamieniarskie i zakłady rzemieślnicze, by wyszukiwać nowe tematy i słuchać o czym chcą czytać nasi czytelnicy. Starałem się być blisko branży. Brałem udział w wydarzeniach branżowych i je relacjonowałem. W Kurierze pojawiły się cykle artykułów. Celem nadrzędnym była zmiana stereotypów – kamień to nie tylko nagrobki! Niektórzy mówią, że od tamtej pory jest co poczytać. Ostatnio stawiam na mocną promocję polskich kamieni, bo „cudze chwalicie, a swego nie znacie”.
Kolejnym ważnym momentem było twoje, Darku, dołączenie do zespołu redakcyjnego w 2014 roku. Wprowadziłeś nowe spojrzenie i skłoniłeś mnie do zmiany Kuriera z kwartalnika na dwumiesięcznik. To był dobry pomysł!

Właścicielem Kuriera Kamieniarskiego zostałem w marcu 2016 roku. Od 2009 roku losy Geoservice-Christi były trudne. Wszyscy pamiętamy przepychanki między Wrocławiem a Poznaniem, próby wspólnej organizacji Kamień-Stone. To doprowadziło do likwidacji Geoservice-Christi, a ja otrzymałem propozycję odkupienia tytułu. Zmiana właścicielska dla mnie zmieniła wszystko. Postawiłem wszystko na jedną kartę: tworzenie Kuriera stało się moim głównym i jedynym zajęciem. Do tej pory Geoservice-Christi, jako właściciel, decydował o kształcie gazety, o poruszanej tematyce, czy nawet o sposobie komentowania faktów. Od tego momentu można było pisać o wszystkim, obiektywnie, bezstronnie – bez podejrzeń o faworyzowanie jakichś firm, producentów lub wydarzeń.

Nie lubię pytań o przyszłość branży, ponieważ nie czuję się w tym zakresie kompetentny. Uważam, że jestem od tego, żeby obserwować rzeczywistość i ją opisywać, a nie wróżyć, w którym kierunku pójdzie. Bardzo bym się natomiast cieszył, gdyby osoby pracujące w branży miały zawsze szacunek dla kamienia. Żeby nie traktowały go jako tworzywo, które podaje się maszynom. Bo maszyny dają wielkie możliwości, ale niestety praw natury nie oszukają. Kamień ułożony na maszynie zostanie obrobiony zgodnie z wolą operatora, ale to, czy gotowy wyrób w pełni wykorzysta piękno i trwałość kamienia, zależy wyłącznie od wiedzy osoby, która ten kamień na maszynie ułoży.

Zakłady się zmieniają nie tylko od strony technologicznej. Dużo zmian jest za sprawą zmian pokoleniowych. Dzieci starych kamieniarzy weszły do firm i powoli to ich poglądy na prowadzenie biznesu zaczynają dominować. Większość, poza wiedzą zdobytą i współczesnym widzeniem świata, ma również wpojone zasady, jakimi kierowali się rodzice: „słowo droższe od pieniądza” i szacunek do kamieniarskiej roboty. Szczególnie, jeśli decyzją rodziców swoją pracę w zakładzie zaczynali od najprostszych kamieniarskich prac. Jak każdy młody człowiek, chcą po swojemu ustalać zasady. Czasami szukają własnych ścieżek. I może to wyglądać jakby odrzucali stare wartości. Ale jeśli przeszli drogę, o której mówiłem przed chwilą, to te wartości podstawowe – szacunku do pracy, materiału i klientów – w nich tkwią.
Chyba w roku 1998 na stoisku targowym w Wałbrzychu młody, pełen werwy opowiadałem o zaletach, dokładności i szybkości wykonywania napisówek z pomocą plotera i piaskarki. Naprzeciw mnie stanął potężny gość o spracowanych, wielkich dłoniach. Zaskoczony szybkością i dokładnością zapytał, ile kosztuje jedna litera. To było chyba kilkadziesiąt groszy. Z kamieniarza zeszło powietrze. Ze smutkiem powiedział, że musi wyceniać jedną literę na 2,50 zł. Jako młokos poczułem satysfakcję z dobrze przeprowadzonej prezentacji. I wtedy kamieniarz rzucił: „Ale moja litera ma duszę.” W tym momencie ze mnie zeszło powietrze. Miał rację. Siła tego argumentu zmiażdżyła mnie. Te słowa towarzyszą mi do dziś i chyba stały się kamieniem węgielnym mojego patrzenia na kamieniarstwo: technologia technologią, ale kamień trzeba kochać, czuć i słuchać.

 120jub2.png

 

 

przeczytaj cały artykuł

Google wie wszystko

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 13 listopada 2022 01:00

120felieton.jpg

W młodości rodzice mocno mnie szkolili w zakresie pozyskiwania wiedzy. Mama była polonistką, ojciec matematykiem. Kiedy jednak miałem jakieś pytania, to nieodmiennie słyszałem: „Wiesz, gdzie jest biblioteczka – idź, weź książkę i poczytaj.” Zatem korzystanie z zapisanej gdzieś wiedzy wpojono mi bardzo konkretnie.

W tamtych czasach mało było publikacji, w których wiedza była marnej jakości. Gros wydawnictw, zanim wydało książkę, otrzymany materiał dokładnie kontrolowało. Byli recenzenci, korektorzy i kilka innych osób zaangażowanych w proces powstawania pozycji.
Trudniej było o wiedzę na wyższym poziomie – tu trzeba było odpowiedniej literatury szukać w bibliotece lub czytelni. Radziliśmy sobie jednak i poziom wiedzy ogólnej przeciętnego człowieka był na przyzwoitym poziomie.

Potem doszło do rewolucji – powstał Internet, który w błyskawicznym tempie zapełnił się treściami. Z założenia publikowane w Internecie treści nie są w żaden sposób weryfikowane, a jeśli już, to w minimalnym stopniu. W ten sposób powstał problem. Z jednej strony mamy przy sobie (od czasu, gdy telefony obsługują Internet) potężny zasób informacji, przy którym nawet słynna Encyklopedia Britannica to mała książeczka, z drugiej są to w znacznym stopniu informacje niesprawdzone. Jeśli kiedyś, żeby pozyskać jakąś informację, musieliśmy naszukać się książek, to teraz trzeba sporo wysiłku, aby znalezione informacje zweryfikować. A zasób informacji jest ogromny.

Przykładowo hasło „kamień” wpisane w przeglądarkę daje prawie 24 miliony adresów, ale już hasło „Stone” 3,3 miliarda. Oczywiście ogromna ilość odpowiedzi w większości odsyła do stron komercyjnych, ale część z nich zawiera jakieś elementy zawierające potrzebne nam informacje – czasem prawdziwe, a czasem nie.

Każdy z nas właśnie w Internecie szuka informacji. Nie ma w tym nic złego – tyle, że często nie sprawdzamy ich wiarygodności. Nie można się zatem dziwić klientom, którzy przed wizytą w zakładzie grzebią w Google szukając informacji, żeby ustrzec się przed problemami. Niestety, również nie poświęcają już czasu na weryfikację zdobytej „wiedzy”. I tak powstają „złote myśli” klientów, – że chiński granit się rozleci, prawdziwy czarny granit to tylko „Szwed”, a nagrobek z piaskowca to nieporozumienie.
Znalazłem też kilka „świetnych pomysłów” w sieci dotyczących pielęgnacji kamienia. Zwykle dotyczą stosowania agresywnej chemii. Przykładowo: do usunięcia plam z wina na marmurze ktoś polecił ocet. Na wielu stronach podane są dobre porady w zakresie czyszczenia kamienia, ale są też i takie, jak przytoczone powyżej – wszystko kwestia, na co trafi poszukujący porady. Jest grupa dociekliwych klientów, która wynajduje ceny slabów i kwestionuje wycenę zamawianego produktu.

Denerwują nas klienci z nadmiarem googlowej wiedzy, ale sami też często ulegamy tej manii. Łatwo spotkać w Internecie porady dotyczące prowadzenia biznesu. Jedna z częstych porad brzmi: „Wszystko jest w Twoich rękach. Firma to Ty!”
Nie ma chyba głupszej rady. Naprawdę, jeśli chcesz osiągnąć sukces, musisz zaufać ludziom, otoczyć się wykwalifikowanymi pracownikami, oddać im część odpowiedzialności za firmę.

Ale błędy internetowych poszukiwań to też uleganie internetowym promocyjnym ofertom. Przykładowo stwierdzamy, że nasza własna strona internetowa, powinna być na wysokiej pozycji. Wpisujemy hasło „pozycjonowanie stron tanio” i… Trafiamy na internetowych czarodziejów, którzy świetnie sprzedają swoje usługi. Znam przypadek, kiedy tak znaleziony specjalista pozycjonowanie własnej strony, zlecił faktycznym fachowcom od takiej pracy, dzięki czemu trafiliśmy na jego ofertę. Efekty dla nas mizerne.
Z Internetu, przez pocztę mailową, przychodzą też oferty reklamy. Nie do końca wiadomo gdzie i do kogo trafią, ale są tanie, więc je zamawiamy i płacimy.


Proponuję nieco więcej czasu poświęcić na sprawdzanie internetowych ofert i porad, bo naszą reklamę znajdziemy na portalu o szydełkowaniu, a samochód naprawiany samodzielnie na podstawie filmików z YouTube i tak trzeba będzie odholować do serwisu.

przeczytaj cały artykuł

Czerwony piaskowiec Nowa Ruda

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: piątek, 16 września 2022 08:38

119_18_1.jpg

Czerwony piaskowiec noworudzki w „Minimonografiach polskich kamieniołomów” Henryka Walendowskiego określany jest jako zwięzły piaskowiec budowlany powstały w okresie permu (paleozoik) w kilku cyklach sedymentacji utworów ilastych, piaszczystych i zlepieńcowatych. To determinuje jego budowę.

 Piaskowiec z Nowej Rudy (Dolny Śląsk) jest znany od wieków. Świadczy o tym powszechne zastosowanie tego kamienia w tym regionie jako budulec budynków i kościołów, a także jako materiał na fundamenty i inne elementy konstrukcyjne ścian, mosty i wiadukty, odrzwia oraz nadproża, stopnie, parapety, bruk. Wydobywany był w licznych łomach na zboczach okolicznych wzgórz prawdopodobnie już od XV wieku.

Obecny kamieniołom dostarczający ten materiał znajduje się kilkanaście metrów niżej niż miejsce wydobycia eksploatowane przed II wojną światową. Barwa od jasnoczerwonej, miejscami różowej po intensywnie ciemnoczerwoną. Poza tym to klasyczny przykład piaskowca – zarówno pod względem właściwości, parametrów, jak i podatności na obróbkę. Jest łatwiejszy w obróbce w stanie wilgotnym, świeżo po wydobyciu. W miarę wysychania twardnieje oraz nabiera bardziej intensywnej barwy. Obrabia się go narzędziami do piaskowca, choć sezonowane bryły łatwiej poddają się narzędziom do miękkich granitów.

To kamień o spoiwie krzemionkowym, co decyduje o jego twardości i odporności na warunki atmosferyczne. Jest mrozoodporny i odporny na ścieranie. Nie wymaga impregnacji, choć impregnacja pozwala ograniczyć rozwój glonów oraz wydobyć głębszą barwę. Ma niski współczynnik poślizgu. Nie płacze – niespotykane są przypadki, by na elewacjach wykonanych z tego piaskowca pojawiały się czerwone zacieki. Przykłady zastosowania widoczne są bardzo licznie na Dolnym Śląsku oraz na terenie Niemiec, co wynika z historycznej przynależności geograficznej tych ziem.

Najbardziej rozpoznawalnym i znanym jest chyba Most Zwierzyniecki we Wrocławiu, w obecnej postaci istniejący od 1897 roku. To również twierdza w Srebrnej Górze czy pomnik Bismarcka w Berlinie.

Oczywiście sama Nowa Ruda i okolica obfituje w przykłady zastosowania tego materiału: Ratusz, kościół św. Mikołaja, budynek dworca, liczne budynki w mieście począwszy od kamienic na Rynku, bruki, schody. Podobnie jest w okolicznych miejscowościach – choćby w Słupcu czy Bieganowie. Współcześnie wykorzystywany jest do wielu renowacji i rewitalizacji, nawet jako zamiennik pierwotnie użytych czerwonych materiałów. Można tu wymienić Wawel czy Zamek w Malborku. Dość wszechstronnym przykładem zastosowania jest otoczenie wodospadu Wilczki w Międzygórzu – elementy różnych zastosowań, w różnych wielościach i wykończeniach powierzchni. Ze względu na łatwą obróbkę w stanie wilgotnym był stosowany do wyrobu rzeźb, pomników i przedmiotów użytkowych i ozdobnych (kapliczki, słupy graniczne, koryta lub inne zbiorniki na wodę). Dzięki temu można spotkać wiele rzeźb wykonanych z tego piaskowca, zarówno współczesnych, jak i historycznych.

Często wykorzystywany jest w małej architekturze ogrodowej (rzeźby, ogrodzenia, altany, grille, ławki, poidła, zlewy ogrodowe) oraz w realizacjach parkowych (schody, balustrady, fontanny wolnostojące i przyścienne). Był i jest wykorzystywany do produkcji pomników nagrobnych, a wiele wspaniałych przykładów można znaleźć m.in. na cmentarzu żydowskim we Wrocławiu (ul. Ślężna). Ze względu na porowatość rzadko stosowany jest do wykańczania wnętrz. Wyjątkiem są obudowy kominków, na których prezentuje się bardzo efektownie. W zastosowaniach zewnętrznych najczęściej spotyka się go ze szlifowaną powierzchnią, choć można go również piaskować i groszkować. W przypadku elementów budowlanych to zwykle faktura surowa łupna lub surowa spod piły.

Dane fizykomechaniczne:

Gęstość objęt. 2258 kg/m3
Porowatość otwarta 5,00 %
Nasiąkliwość 4,53 %
Podciąganie kapilarne 30,4 g/m2s0,5
Wytrzymałość na ściskanie 60,0 MPa
– po zamrażaniu 48 cykli 50,0 MPa
Wytrzymałość na zginanie 3,8 MPa
– po zamrażaniu 12 cykli 3,0 MPa
Odporność na wyrwanie kołka 741 N
– po zamrażaniu 12 cykli 632 N
Odporność na ścieranie
- metodą Boehma 11075 mm3
Mrozoodporność po 48 cyklach całkowita

Opis
barwa od jasnoczerwonej do ciemnoczerwonej
niejednorodna ziarnistość, częste wtrącenia piaków i żwirów
odporny na warunki atmosferyczne, lepiszcze krzemionkowe, twardy

Cechy wyróżniające
czerwona barwa
mrozoodporność i duża wytrzymałość mechaniczna, odporność na poślizg
stosunkowo miękki po wydobyciu, nabiera twardości wraz z wysychaniem

 Dostarczany jest w formie brył, formaków i bloków oraz półproduktów ciętych: płyt, stopnic, parapetów, płyt chodnikowych różnych wymiarów, stopni blokowych. Wśród elementów łupanych dostępny jako kostka, boniówka, dzikówka, kamień ogrodowy i murowy.

Może być również materiałem rzeźbiarskim i na detale architektoniczne odrabiane ręcznie.
Piaskowiec Nowa Ruda jest dość zmienny, niejednorodny. Od drobnoziarnistego przez średnioziarnisty po materiał w wieloma wtrąceniami o różnej ziarnistości. Wynika to z jego genezy, o której wspomniano we wstępie. Dlatego w czasie obróbki potrafi zaskoczyć – nierzadko pojawiają się kawerny, sztychy i wtrącenia, a znalezienie bloku o jednolitym uziarnieniu i kolorze jest trochę trudniejsze niż w innych złożach.

 


 Jacek Skalec (Firma Grasta, Książnica)

„Piaskowiec Nowa Ruda to bardzo wdzięczny materiał. Mimo, że jest twardy i ciężki, to obrabia się lekko – niektóre parametry upodabniają go do granitu, ale obrabia się go zdecydowanie jak piaskowiec. Tnie się lekko, tylko trzeba uważać na kilka cech. Mokry materiał jest miękki i podatny w obróbce, ale bardzo wrażliwy na uszkodzenia – łatwo go wyszczerbić. Szybko zabija też narzędzia. Dlatego wolę go obrabiać po wysuszeniu, choć jest wtedy trochę twardszy. Jest trochę nieprzewidywalny – bywa tak, że na wierzchu bryły jest ładne, czyste drobne ziarno, a głębiej jego uziarnienie potrafi się zmieniać. Nowa Ruda jest zamiennikiem kilku materiałów niemieckich, stąd jego popularność w Niemczech. Ale Niemcy wymagają drobnego, równego ziarna i jednolitego koloru. Gdybym mógł zawsze proponować taki materiał, to byłby absolutny przebój. Mimo wszystko, to fajny materiał i lubię go wykorzystywać.”

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Grzegorzem Górskim

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 16 września 2022 08:14

118_S20_1.jpg

Mimo że produkuję oczyszczalnie i nie pracuję w kamieniu, to mój związek z kamieniem i kamieniarstwem jest bardzo mocny. Można powiedzieć nawet, że historyczny. Mój dziadek miał zakład kamieniarski w Strzegomiu już w 1973 roku. Moja mama zaczęła działać w branży w 1991 roku w Opolu sprzedając dla kamieniarstwa chemię. Dołączyłem do niej po zakończeniu nauki w 1996 roku.

W tamtych czasach „chemię” najskuteczniej sprzedawało się, jeżdżąc od klienta do klienta. Ja również jeździłem z towarem, odwiedzając zakłady kamieniarskie. Dość szybko jednak pojawiła się możliwość wykorzystania wykształcenia mechanicznego.
W sumie pomysł podsunął Bernard Knapik – w owym czasie znany kamieniarz spod Strzelec Opolskich. Pokazał mi jakąś oczyszczalnię z Zachodu i powiedział, że coś takiego by potrzebował. Przygotowałem projekt i zrobiłem pierwszą oczyszczalnię. Prototyp zamontowałem do testów u rodziny w Strzegomiu. Byli zadowoleni – tak to się zaczęło.

Gdzieś po drodze pojawił się też pomysł niezwiązany z oczyszczaniem wody, ale też związany z konstrukcjami mechanicznymi. Pomysłodawcą był również kamieniarz. Miał problem z obróbką „napisówek” i chciał mieć stół obrotowy, który mógłby obracać się we wszystkich osiach. Zrobiliśmy taki stół. To był hit. Pokazaliśmy tę konstrukcję na targach we Wrocławiu i stoisko było oblegane. Głównymi produktami zawsze jednak były oczyszczalnie.

Kiedy w latach 2008 – 2009 było małe tąpnięcie na rynku, szukaliśmy innego rynku zbytu. I tak trafiliśmy do innych branż. Najpierw jako podwykonawca, potem już samodzielnie. To jednak były trudne tematy. Często robiliśmy rzeczy mocno niedoskonałe – ale tak klient chciał. Nasze przekonywania, że to jest źle zaprojektowane, nic nie dawały. Ktoś coś wymyślił i tak miało być. Ta przygoda trwała około trzech lat. Potem wróciliśmy do oczyszczalni.

Jak zaczynałem z oczyszczalniami, to wydawało mi się, że trzeba je promować pod hasłem ekologii. Ekologia nie działała. Do ludzi przemawiają pieniądze. Przecież wszyscy wiedzą, że inwestycję w zakład zaczyna się od maszyn produkcyjnych – kto myśli o oczyszczalni wody? Dopiero pokazywanie zmniejszenia kosztów przekonuje do takich inwestycji. Obecnie kamieniarze mają świadomość, ile trzeba wydać na wywiezienie szlamu. To są już spore pieniądze, a im bliżej większego miasta, tym drożej.
Kiedyś jakiś rolnik przyjeżdżał i za drobne pieniądze odbierał „błoto”. I nawet nie wiadomo, gdzie to wywoził. Teraz są kontrole i nie ma takich odważnych. Jak przyjeżdżają wyspecjalizowane firmy, to rachunek jest znaczny. Dochodzi do tego problem czasu. Firm utylizujących takie odpady nie ma zbyt wiele, stąd, poza ceną, istotny jest krótki termin realizacji usługi. Odstojnik pełny, robota czeka, a firma od utylizacji mówi, że może przyjechać za trzy – cztery dni. No i jest przestój, bo przecież maszyny potrzebują czystej wody.

Nasze zakłady też się zmieniają. Pokolenie tych kamieniarzy, z którymi realizowałem pierwsze zlecenia, powoli odchodzi na emeryturę. Do zakładów trafiają młodzi. Część to dobrze wychowani następcy, dodatkowo lepiej wykształceni. Z nimi współpraca jest bardzo fajna. Zdarzają się jednak tacy, z którymi trudno się porozumieć. Takie pokolenie.
Najlepiej, jeśli taki młody człowiek zacznie od pracy w produkcji. Pozna ją i wtedy będzie miał szacunek do pracy i do ludzi, którymi w przyszłości będzie zarządzał. Sam tak postępuję z synem.

Myślę, że problem z młodym pokoleniem wynika ze zmian w szkolnictwie. Praktycznie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe. Przecież tak naprawdę statystycznie tylko około 50% ludzi ma predyspozycje do wyższego wykształcenia. W szkołach zawodowych, poza nauką przedmiotów ogólnych, były warsztaty. Tam można było poznać pracę.

Teraz wszyscy chcą mieć studia. Kiedyś mój ojciec – doświadczony inżynier mechanik – miał młodego pracownika po studiach. Kiedy zobaczył jego projekt, stwierdził, że ubliża mu to, że obaj mają prawo posługiwać się tym samym tytułem naukowym...

 Kiedyś trafił do mnie młody człowiek, który ukończył kilka kursów – obsługa CNC, frezarek itd. Myślałem, że będzie z niego pożytek. Stanął przy maszynie i zrobił duże oczy: on przecież uczył się na innej. Myślałem, że jak zna ogólnie zagadnienie, to w 2-3 dni opanuje moją maszynę. Nic z tego. Potem wytłumaczył mi, jak wyglądały te kursy. Czterdzieści godzin kursu, na którym pokazywano im na ekranie jak to działa. Dwunastu kursantów, jeden coś klikał i tyle. To nie może dać efektu.

Jak patrzę na drogę, którą przebyłem? Silkam rozwinął się, rozrósł. Mimo to nadal sam odwiedzam wiele firm i widzę dwa różne systemy rozwoju. Są tacy, którzy działają bardzo szybko – rozwój jest błyskawiczny, ale to są spore inwestycje – najczęściej kredytowane – i duże ryzyko. Są też tacy jak ja, którzy wolą realizować plany na spokojnie. Pewnie, zawsze kusi takie gwałtowne przyspieszenie, to jednak nie moja metoda. Rozwijałem się powoli, ale bez szaleństwa, stabilnie – krok po kroku na spokojnie.
W temacie oceny obecnej sytuacji, to aktualnie głównym problemem są ceny surowców. My potrzebujemy dużo stali, w tym stali nierdzewnej. Ceny wzrosły drastycznie. Mamy wynegocjowane dobre ceny, ale w lutym koszty surowców wzrosły o 150 procent. Teraz ceny trochę spadły, ale i tak o poziomie sprzed wojny w Ukrainie można tylko pomarzyć.

Myślę jednak, że te spadki cen są chwilowe. W związku z brakiem surowca sporo dużych producentów zmniejszyło produkcję. Dostawcy zaczęli znajdować nowe źródła i sprowadzili materiał z innych kierunków. Jest teraz nadmiar, więc ceny spadły. Jeśli jednak duzi odbiorcy wrócą do zwiększonej produkcji, ceny znów powędrują w górę. Taka zwykła rynkowa gra.
Ceny naszych produktów musiały wzrosnąć, bo udział stali i „nierdzewki” jest duży. Na jedną większą oczyszczalnię zużywamy więcej materiału niż pomieści naczepa „tira”. Zwykle to dwa samochody. Problemy dotyczą też innych elementów.
Przełącznik – zwykły, nic nadzwyczajnego – przestał być dostępny u naszego dostawcy, a na szybko nie da się go zastąpić innym. A ponieważ wszyscy wiedzą, że są problemy z dostępnością, zamawiają z zapasem i w efekcie problem się powiększa.

Ja nie zmieniam dostawców, nawet jeśli okazuje się, że pojawił się inny trochę tańszy. Ważna jest stabilność. Przyjąłem, że trzeba po prostu planować dostawy z większym wyprzedzeniem. Kiedyś dostawy były realizowane w ciągu tygodnia-dwóch, teraz trzeba zakładać miesiąc do półtora.
Tak planując można funkcjonować, a zleceń nie brakuje. Nadal większość zakładów nie ma oczyszczalni, a wśród nich tacy, którzy już powinni je mieć, więc jest, co robić. Zamówienia na oczyszczalnie pojawiają się zwykle wtedy, gdy ktoś zmienia maszyny. Dla nowego parku maszynowego każdy woli zrobić oczyszczalnię, żeby pracować z czystą wodą.

Tak, mam też zamówienia z innych branż. Kiedyś sto procent klientów to byli kamieniarze. Teraz to około 40%. Dostarczam oczyszczalnie do branż: ceramicznej, betoniarskiej, szklarskiej. Te branże są nieco inne. Inna jest struktura i inny system zarządzania. Porównując branże trzeba zauważyć, że są nowocześniejsze – zwłaszcza w zakresie organizacji i zarządzania. Gdy robimy coś dla kamieniarstwa, to we wszystkim bierze udział szef, właściciel. Mało tego: on też dzwoni do mnie ze wszystkimi sprawami. A kiedy podczas montażu okazuje się, że coś idzie niezgodnie z planem – bo na przykład nie powiadomiono nas wcześniej o istotnych dla instalacji zmiennych – to najczęściej podejście jest z kategorii „jakoś to będzie”. Przykładowo w trochę podobnej branży szklarskiej jest osoba odpowiedzialna za instalację oraz pełne przygotowanie do niej zakładu i często nawet nie wiemy, kto jest szefem.

W innych branżach przed montażem dostajemy też zwykle informacje jakie ludzie mają mieć kaski, jakie kamizelki, o której wchodzimy do firmy, o której wychodzimy, gdzie możemy się poruszać itd. W kamieniarstwie jest mniej procedur, a wszystko trzeba załatwiać z szefem. Z drugiej strony w kamieniarstwie normalne jest, że szef firmy pyta: „Jesteście głodni? To zamówię jakąś pizzę.” W innych branżach nikogo to nie obchodzi.

Brak procedur ma też wady. Gdy wysyłamy rysunki techniczne jak ma być przygotowane miejsce instalacji, to takie miejsce zastajemy po przyjeździe. Na montażystów czekają też elektrycy i ludzie od instalacji wodnej. W kamieniarstwie często słyszę: „Wie pan… Tak, dostałem rysunki, ale myślę, że to przesuniemy tam, a to tam. Przecież jakoś to poobracacie.” No i zaczyna się bieganie, kombinowanie, załatwianie sprzętu i narzędzi.
Mimo wszystko lubię kamieniarstwo, lubię ludzi i ich serdeczność. Chociaż gdyby trochę zmienić pewne elementy w zarządzaniu, to byłoby i nam i kamieniarzom trochę łatwiej.

 


 

Grzegorz Górski, założyciel i właściciel firmy Silkam – jedynego polskiego producenta oczyszczalni i filtrów wody przemysłowej, dehydratorów szlamów przemysłowych i urządzeń odpylających dla zakładów kamieniarskich.

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 61 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.