
„Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym“
Chyba każdy z nas zetknął się kiedyś ze zwrotem kamień węgielny. Pojawia się on kilka razy w Biblii (z której pochodzi powyższy cytat), ale znajduje też zastosowanie w bardziej współczesnych wypowiedziach. Czy zastanawialiście się kiedyś, co dokładnie oznacza ta fraza? I czy kamień węgielny ma coś wspólnego z węglem?
Przymiotnik węgielny wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z węglem. Pochodzi od słowa węgieł, które ma korzenie prasłowiańskie i oznacza miejsce zetknięcia się dwóch pionowych ścian zewnętrznych budynku. Pierwotnie termin ten odnosił się do konstrukcji wieńcowych, w których zachodzące na siebie drewniane bale układano na dużych kamieniach ustawionych w narożnikach (węgłach*). Jest to bardzo stary typ konstrukcji, który pochodzi z czasów neolitycznych, jednak budynki w tym stylu wciąż są obecne w niektórych regionach Polski (Podhale, Kurpie).
Kamień węgielny – zwany też węgłowym, choć przymiotnik ten praktycznie wyszedł już z użycia – stanowił istotny element budowy, ponieważ konstrukcje na planie prostokąta zaczynano zawsze od postawienia narożników. Wraz z rozwojem budownictwa moment położenia kamienia węgielnego nabrał bardziej ceremonialnego aniżeli praktycznego znaczenia. Sama fraza zaczęła odnosić się do pierwszej cegły lub kamienia stawianego w trakcie budowy, niezależnie od tego, czy znajdował się w narożniku, czy nie.
Wmurowanie kamienia węgielnego jest uważane za oficjalne rozpoczęcie budowy i często bywa połączone z podpisaniem tzw. aktu erekcyjnego. Niektóre kamienie węgielne noszą inskrypcje zawierające jakąś sentencję lub informacje dotyczące samego budynku, takie jak data budowy czy imiona fundatorów.
Frazeologizm „kamień węgielny” ma jednak dużo szersze znaczenie, które wykracza poza budownictwo. Wyrażenie to oznacza podstawę lub fundament czegoś, i wcale nie musi być to fizyczna konstrukcja. Czyjaś myśl lub idea może być kamieniem węgielnym danego nurtu filozoficznego lub religijnego. Właśnie w tym sensie, w przytoczonej na początku biblijnej metaforze, Jezus jest kamieniem węgielnym chrześcijaństwa.
Jeśli mają Państwo jakiekolwiek wątpliwości językowe, zwłaszcza te dotyczące kamieniarstwa, gorąco zachęcamy do przesyłania pytań na adres
biuro@kurierkamieniarski.pl
*) Dlatego też mówi się, że ktoś wyskoczył zza węgła, lub – bardziej potocznie – zza winkla.

Rodzima marka – światowa jakość.
Folie do piaskowania IKONOS serii BRT zostały opracowane i wyprodukowane w Opolu, skąd trafiają dokamieniarzy na całym świecie. Jedyna polska folia do piaskowania powstaje z zachowaniem wszelkich wymaganych norm i standardów, z komponentów wyłącznie pochodzenia europejskiego, bez wykorzystania azjatyckich zamienników. Dzięki temu folie BRT IKONOS zyskały zaufanie wielu użytkowników zarówno w Europie, jak i na innych kontynentach.
Polski producent jest otwarty na podpowiedzi i uwagi odbiorców oraz faktycznych użytkowników, dzięki czemu folie są stale udoskonalane i dostosowywane do aktualnych potrzeb klientów. Najnowsza formuła kleju nie zawiera rozpuszczalników organicznych (VOC-free) i bazuje na akrylanach z dodatkiem specjalnej żywicy. Taki dobór elementów składowych powoduje, że klej jest transparentny, posiada dużą przyczepność początkową, istotną przy nanoszeniu szablonów do piaskowania i jednocześnie jest w pełni usuwalny – nie pozostawia niechcianych śladów i resztek kleju na powierzchni kamienia.
Sama folia – choć bardzo wytrzymała i gruba – jest jednocześnie elastyczna. Umożliwia skuteczne, głębokie piaskowanie kamienia i innych materiałów. Jest łatwa i przyjazna w obsłudze nawet dla początkujących operatorów piaskarek. Doskonale znosi długie piaskowanie i koryguje błędy operatora – nawet przytrzymanie głowicy piaskującej w jednym miejscu nie powoduje przebicia folii i uszkodzenia poleru.

Elastyczność materiału ułatwia także obieranie wyciętych szablonów i nanoszenie ich na różne typy powierzchni. Nieprzypadkowe są również kolory folii do piaskowania – zapewniają dobrą widoczność nacięć z plotera. Oczywiście folie IKONOS można z powodzeniem używać również do ręcznego wycinania szablonów.
IKONOS produkuje folię do piaskowania w trzech grubościach:
• 400 µ (zielona) – przeznaczona m.in. do głębokiego piaskowania w kamieniu,
• 300 µ (zielona) – przeznaczona m.in. do płytszego piaskowania w kamieniu,
• 200 µ (beżowa) – przeznaczona m.in. do zabezpieczenia nieosłoniętych obszarów podczas piaskowania w kamieniu oraz do piaskowania w szkle.
Folie IKONOS są produktami z segmentu „Premium”, jednak dzięki możliwości zakupu bezpośrednio u producenta posiadają atrakcyjną cenę.
www.ikonos.pl
Polskim dystrybutorem folii IKONOS jest Atrium Centrum Ploterowe.

Pracodawca, przetwarzając dokumentację płacową pracowników, jest zobowiązany do ochrony danych osobowych tam zawartych jako ich administrator. Za niedopilnowanie tych zasad grozi odpowiedzialność karna.
Przepisy prawa nie nakładają obowiązku przekazywania pracownikowi comiesięcznych pasków płacowych. Kodeks Pracy przewiduje jedynie, że na żądanie pracownika, pracodawca zobowiązany jest udostępnić do wglądu dokumenty, na podstawie których wyliczono wynagrodzenie. Jednak pomimo ustawowego obowiązku wiele podmiotów praktykuje przekazywanie pasków pracownikom w formie papierowej czy elektronicznej (np. e-mail).
Jeżeli pasek płacowy zostanie już przygotowany, to pracodawca, jako administrator, powinien zadbać o to, by nie miały do niego wgląd osoby niepowołane. Na pracodawcy ciążą obowiązki zachowania poufności tych danych. Informacje o wynagrodzeniu są dobrem osobistym, a za ich rozpowszechnianie grozi odpowiedzialność karna. Gdyby doszło do naruszenia ochrony danych, pracownik może zwrócić się do sądu i domagać się odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. Natomiast osoba, która przetwarza dane, nie posiadając uprawnień, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 2.
Elektroniczne paski płacowe są bezpieczniejsze do przetwarzania niż dokumentacja papierowa. Systemy komputerowe umożliwiają bezpieczną wysyłkę np. e-maili, chroniąc informacje przed osobami trzecimi. Do mechanizmów zabezpieczeń należy np. certyfikat bezpieczeństwa, podpis kwalifikowany czy szyfrowanie informacji.
Pracodawca może wysłać pasek płacowy e-mailem, jedynie i tylko wtedy, gdy otrzyma od pracownika wyraźną zgodę na taką czynność. Najlepiej zadbać o wersję papierową takiej zgody. Paski płacowe powinny być przekazane bezpośrednio pracownikowi, bez udziału osób trzecich, nawet pełniących funkcje kierownicze! Chyba, że kierownik jest odpowiedzialny za określenie wysokości wynagrodzenia, np. w postaci premii.
Co do głównej zasady bezpiecznego przetwarzania danych, informacje o wynagrodzeniu nie powinny wychodzić poza dział odpowiedzialny za naliczanie wynagrodzeń. Natomiast elektroniczny obieg dokumentacji znacząco zmniejsza ryzyko ujawnienia danych.
Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych. Specjalizuje się w problemach związanych z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych. Audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

Co by było, gdyby okazało się, że za energię w firmie można płacić o 10% mniej? Gdyby wyszło na jaw, że dotychczas opłacaliśmy znacznie więcej, niż byliśmy w stanie wykorzystać? A co, gdybym właśnie powiedziała, że w prosty sposób można sprawdzić, ile tej mocy faktycznie jest nam potrzebne i dzięki tej wiedzy zredukować wydatki do niezbędnego minimum?
Już spieszę z odpowiedziami i przedstawiam bohatera całego tego zamieszania - eLicznik. Klienci firmy Tauron mają do dyspozycji platformę TAURON Dystrybucja. Podstawowa wersja pozwala na zapoznanie się z płatnościami, fakturami, kontrolowanie sytuacji finansowej. Jednak można podpiąć pod swoje konto wspomniany eLicznik, który pozwala na analizę i monitorowanie zużycia energii w poszczególnych okresach dnia, tygodnia, miesiąca, roku.
Po co nam kolejna aplikacja, wykresy i liczby? Żeby sprawdzić, czy nie płacimy za zbyt duże wartości, dowiedzieć się jak sytuacja by wyglądała przy innej mocy umownej i mieć świadomość, jak wygląda zużycie energii w firmie. Po to również, by obserwować, kiedy występują skoki czy nagłe spadki w zużyciu. Ta wiedza pozwoli nam dojść do odpowiedzi na pytania “Dlaczego? W jakich sytuacjach?”
Odczytów dokonuje licznik zdalny, aktualizowany kilka razy dziennie, dzięki czemu mamy dostęp do bardzo dokładnych danych.
Korzystając z eLicznika, możemy przyjrzeć się mocy, energii, sprawdzić odczyty, ustawić strażnika, tj. alarm, na przekroczenie ustawionych przez nas parametrów (np. przekroczenie mocy umownej, przekroczenie pewnej wartości zużycia energii, przekroczenie zużycia mocy energii biernej pojemnościowej). Oczywiste jest, że przekroczenie pewnych wartości zobowiązuje nas do dodatkowych opłat – wyłapanie momentu zbliżania się do granicy będzie dla nas pomocne w celu ich uniknięcia.
Dokładna analiza mocy również uchroni nas przed niepotrzebnymi wydatkami. Możliwość dokładnego przyjrzenia się wykresom z poszczególnych okresów oraz możliwość robienia symulacji mocy umownej pozwoli nam, po pierwsze, uniknąć sytuacji, w której mamy zamówioną zbyt niską moc umowną, przez co płacimy kary. Po drugie: zmniejszyć naszą moc umowną, gdy nie wykorzystujemy jej w takich ilościach, jakie opłacamy.
Przykładowo: firma opłaca 120 kW miesięcznie. W czasie analizy okazuje się, że średnio zużywa 75 kW, a wartość 80 kW jest przekraczana sporadycznie, czasem raz na kwartał. W tym wypadku na pewno warto obniżyć moc umowną do 90 kW, jednocześnie zastanowić się, czy bardziej opłaca się płacić za 90 kW mocy, czy zmniejszyć do 80 kW, narażając się jednocześnie na ewentualne opłaty dodatkowe raz na trzy miesiące.
Na kolejnych stronach znajdują się przykładowe dane uzyskane z aplikacji eLicznik dla średniej wielkości zakładu kamieniarskiego. W zakładzie pracuje 15 pracowników produkcyjnych obsługujących 2 traki linowe, 2 traki tarczowe, 3 cyrkularki, 1 centrum obróbcze oraz 4 stanowiska ręcznej obróbki.
Na poniższym zrzucie ekranu widać stronę startową, czyli zestawienia danych z ostatniego miesiąca:

Możemy dokładnie przyjrzeć się zużyciu energii i mocy i porównać dzień do dnia, miesiąc do miesiąca, kwartał do kwartału, co widać na kolejnych screenach:

Na kolejnym screenie widoczne jest wykorzystanie opcji symulatora. Wykres pokazuje, jak prezentowałoby się dotychczasowe zużycie przy innej mocy umownej.

Na podstawie analizy danych z aplikacji eLicznik z ostatnich 12 miesięcy nasz przykładowy zakład (zużycie na poziomie 25,5 MWh/m-c) zmniejszył koszty o ponad 1200 zł miesięcznie, co stanowi ok. 9% kwoty rachunku. Oszczędności pojawiły się w trzech obszarach: zminimalizowano praktycznie do zera koszt energii biernej, obniżono do realnie wykorzystywanej moc umowną oraz zoptymalizowano grupę taryfową.
Czy opłaciło się?

Długo się zastanawiałem, czy w ogóle opisywać tę historię.
Na pewno ciekawi Was, skąd wzięliśmy się w RPA – jak to było, kto nas wprowadził i kto z Zenonem zaczął to wszystko. Zwłaszcza, że w Afryce jesteśmy od 2011 roku, a ja zacząłem regularnie tam latać dopiero od 2014 roku! Tak, mieliśmy tam swojego człowieka. Polaka, który od początku był w RPA z Zenonem i ze mną. Nazwijmy go GM – oczywiście nie jest prawdziwym General Manager, tylko naszym polskim genialnym menadżerem.
Zacznijmy – jak zwykle – od początku. GM towarzyszył Zenonowi w RPA jako tłumacz i z tej roli wywiązywał się rewelacyjnie. Jak to Zenon mówił: „masz być moimi oczami i uszami w tym kraju, obcym kraju”. Początki faktycznie takie były – Zenon i GM wręcz przesiąkali sobą nawzajem. Jak pewnie pamiętacie z poprzednich odcinków, Zenon na początku budowy kopalni latał systemem „miesiąc w Polsce – miesiąc na Czarnym Lądzie”. W Polsce zostawił mnie, a ja starałem się trzymać wszystko w ryzach – chociaż to były moje początki na firmie oraz w prawdziwym życiu – dla każdego to była szkoła życia! GM miał tłumaczyć, miał zajmować się biurokracją, która, czy w Polsce czy w RPA, jest skomplikowana: kupno koncesji, kupno ziemi, zakup nowego sprzętu, czy po prostu rozmowy z pracownikami. Ktoś to musiał robić, a w końcu Zenon zatrudniał wtedy już 40 osób. Wypłaty, sposób naliczania godzin pracy – sami dobrze wiecie, że w Polsce jest to skomplikowane, a tym bardziej dla obcokrajowca w obcym, nieprzewidywalnym kraju. Nie mówię, że GM podejmował decyzję – on tłumaczył – decyzję podejmował Zenon. W sumie tak jest do dzisiaj. Zenon podejmuje decyzje, tylko teraz ma oparcie we mnie i zdjąłem z niego część ciężaru prowadzenia firmy w RPA.
Wrócimy do naszego GM. Żył w RPA od lat 80. XX wieku, czyli, jak wiecie z historii, od czasów Apartheidu. Poznał dwa oblicza Afryki: stary i nowy, to złę i to z normalnych czasów. Trzeba przyznać, że miał wiedzę o tym kraju i łatwość poruszania się po nim. My do RPA lataliśmy na zmianę, GM tam był – na Czarnym Lądzie spędzał ponad 10 miesięcy w roku. Ale taki był układ między Zenonem a nim i wszystko szło dobrze.
Nawet w najlepszych i najbardziej idealnych małżeństwach pojawia się skaza. Pojawiła się i tu!
Z czasem Zenon nie musiał polegać wyłącznie na tłumaczeniach GM – coraz częściej zaczął mnie do tego wykorzystywać, przy okazji wprowadzając w coraz trudniejsze tematy firmowe. Moja znajomość języka angielskiego szybko osiągnęła poziom płynnego posługiwania się w mowie i piśmie. Nasz GM powoli zaczął być odsuwany od głównych spraw firmowych. Nie był to jeszcze ten impuls do zmiany nastawienia do nas jako szefostwa, ale wydaje mi się, że to był początek wydarzeń, których apogeum nastąpiło w 2020 roku.
Brak wiedzy fachowej naszego GM na temat granitu i, co za tym idzie, zadawane przez niego pytania krążą do dziś po kopalni jako legendy. Przykład? Stojąc pod biurem i patrząc na wyjeżdżające tiry załadowane 20-tonowymi blokami GM, po 4 latych pracy dla nas w RPA, pyta: „Chłopaki, na czym wy robicie pieniądze, skoro nic nie sprzedajemy?”. „Jaja sobie robisz?!” – to jedyna reakcja, jaką można sobie wyobrazić w takiej sytuacji. „No nie. Gdzie są klienci?” Nasze osłupienie rośnie: „Widzisz te bloki na tirach? One jadą do Polski, gdzie potniemy je na płyty i sprzedamy dalej do kamieniarzy i hurtowni po kraju.” Odpowiedź powaliła: „No w sumie coś mi nie pasowało, że te auta często jeżdżą do portu”. Wtedy zrozumieliśmy, że ten prawie 60-letni gościu niech lepiej robi to, co potrafi najlepiej: tłumaczy i gra w tenisa. Nie przeszkadzała nam jego niewiedza ani brak chęci do nauki nowego, dopóki nie zaczął działać na złość i z premedytacją przeciw naszym ludziom.
Przyjazd Mietka do RPA zmienił bardzo dużo. Pojawił się nowy człowiek, który jest inżynierem, i do tego bardzo pracowity. Wcześniej budował z Zenonem w Polsce kamieniarstwo, a teraz zaczynał budować z nami tu w RPA nowy zakład. Mietek przeszedł bardzo podobną drogę w RPA jak ja, tylko jego cele i zadania były inne. Dodatkowo jego pobyty w RPA przeplatały się z naszymi – Zenona i moimi – najpierw żeby się oswoić z nowym miejscem, potem żeby nieobecność kogokolwiek z Polski na Czarnym Lądzie była jak najkrótsza.
Bywało, że Mietek spędzał w Brits nawet po 4 tygodnie. Z początku stosunek naszego GM do Mietka był neutralny. Z czasem pojawiła się zazdrość i poczucie, że Mietek zabierze mu jego przywileje w naszej firmie. Wszystko narastało do momentu, gdy GM postanowił Mietka odstrzelić z RPA. Zaczęło się niewinnie. Zaczął Mietkowi wydzielać pieniądze. Wydzielać to niewłaściwe słowo, ale nie wiem jak inaczej nazwać 30 zł na tydzień na jedzenie dla człowieka, który ma budować nowy zakład. Tak, w RPA jest taniej, ale nasza zasada jest prosta: w RPA każdy z nas ma czuć się jak w domu – jeśli ma ochotę zjeść dobry obiad, to ma taki dostać, ma ochotę napić się piwa w weekend, to idzie po piwo. Moja reakcja była bardzo prosta i szybka: do firmowej karty kredytowej ma dostęp tylko ktoś z Polski: ja, Mietek albo Zenon. Ziarno niepewności zostało zasiane. Jedna i druga strona wiedziała, że teraz będzie inaczej. Jak później się okazało, ten prosty zabieg obniżył znacząco koszty użytkowania karty, bo na koncie przestały się pojawiać dziwne transakcje.
Punktem zwrotnym był wypadek w RPA. Mietek wymieniał paski klinowe na monolince, był odwrócony plecami do kół silnika i nie wiedział, że ktoś przy nich poprawia paski. Zaczął obracać koła, które poruszyły drugą stronę: palec Rediego zaklinował się w maszynie i na nieszczęście go stracił. Wypadek przy pracy – powiecie oczywiście – tylko, że Mietek nie jest zatrudniony w RPA, a w Polsce, i był tylko oddelegowany do nadzorowania maszyn w RPA. Więc w tej sytuacji prawo różnie może być interpretowane. Niestety nasz GM stworzył notkę, z której wynikało, że to była Mietka wina i on w 100% za to odpowiada. To pociągnęło za sobą sporo konsekwencji wobec nas jako szefostwa i wobec firmy. Z czasem jakoś sprawy wyprostowaliśmy i funkcjonowaliśmy dalej. GM już wtedy knuł plan, który dopiero rok później poznaliśmy. A my niestety przegapiliśmy jeden, ale bardzo ważny, moment: GM osiągnął wiek przedemerytalny i był nie do ruszenia z firmy – chyba, że mielibyśmy jakieś haki na niego. Ewidentnie zaczął przeszkadzać w działalności firmy i coraz częściej wiele rzeczy zaczął robić na złość. A my, niestety, mieliśmy związane ręce przez jego wiek przedemerytalny. To raz. A dwa, że właśnie rozpoczynała się pandemia Covid-19.
W marcu 2020 roku byliśmy w RPA we trzech: Zenon, Mietek i ja. Po wprowadzeniu lockdownu w Polsce i zamknięciu granic podjęliśmy decyzje o jak najszybszym powrocie do domu. Jak dobrze wiecie z poprzednich odcinków, do RPA wróciliśmy dopiero po 7 miesiącach. Był październik. RPA zastaliśmy w opłakanym stanie. Zrobiłem podsumowanie finansów i pokazałem w firmie, o ile musiałem zwiększyć nakłady na jej prowadzenie, a o ile spadło wydobycie. Zaproponowałem obniżenie pensji zarządu w RPA o 20% – wszyscy się zgodzili prócz jednej osoby: naszego GM, który tak to podsumował: „Ciężko pracowaliśmy i nam się to należy. Więc ja się nie zgadzam na obniżenie pensji.” „Już to gdzieś słyszałem – pomyślałem – ale każdy ma prawo do własnego zdania. Jednak udowodnię ci, że nie masz racji.” Przez trzy miesiące, we trzech, zrobiliśmy rewelacyjną robotę, pokazując jak może wyglądać praca na kopalni pomimo pandemicznych obostrzeń. W październiku i listopadzie pracowałem tam z Mietkiem. Później Mietek poleciał z Zenonem i zostali tam do 20 grudnia 2020 roku.
„Zostali do 20 grudnia” to nie do końca dobrze powiedziane. Nasz GM zawiadamia urząd imigracyjny. 11 grudnia na kopalnię wjeżdżają trzy kabaryny i dwa radiowozy – po zakładzie rozbiega się mnóstwo mundurowych, wszyscy z długą bronią. Ich celem jest Zenon i Mietek. Ja jestem wtedy w Polsce, a oni trafiają do aresztu. Świat się dla mnie zatrzymuje: chłopaki bez znajomości języka, bez paszportów, trafiają do więzienia…
TIA...