
Czas, w którym zaczęliśmy się gryźć z naszym GM, przypadł na czas pandemii COVID-19. Dopiero w momencie, kiedy wezwaliśmy policję, żeby naszego GM wyrzucić z naszego domu zrozumiałem, jakie przepisy weszły w życie. Nie można nikogo eksmitować z domu bez wcześniejszego zabezpieczenia mu lokum na takim samym lub lepszym poziomie.
Pytam więc policji: „To co, mam z nim mieszkać do końca życia? Przecież to mój dom i ja jestem jego właścicielem. A jak sprzedam dom komuś innemu to co, z lokatorami?” Odpowiedź była tak prosta i głupia, że nawet nie udało mi się tego skomentować. „Tak.” Więc stwierdziliśmy, że skoro nie możemy w świetle prawa pozbyć się go z własnego domu, to utrudnimy sobie trochę życie, a jemu je po prostu obrzydzimy!
Jak pamiętacie, dom jest duży: 4 sypialnie, dwie łazienki, kuchnia i salon. GM ze swoją żoną zajmowali jeden pokój, ale mieli dostęp do wszystkiego. Więc trzeba było to zmienić. Po przyjeździe w styczniu 2021 roku zaczęliśmy od wymiany zamków, nawet w łazienkach. Lodówkę zamknęliśmy na łańcuch i kłódkę – tak, za każdym razem, kiedy wyjeżdżaliśmy z domu zaplataliśmy łańcuch na drzwiach od lodówki. To był mój najdłuższy pobyt w RPA – 4 tygodnie – i przez te cztery tygodnie on z żoną nie mogli korzystać nawet z toalety w Naszym Domu. Gdzie chodzili do ubikacji i jak sobie radzili, nie wiem, to był ich problem. Zapytacie się, czy nie było prób negocjacji? Tak, były.
Dawaliśmy różne propozycję załagodzenia naszego sporu czy po prostu rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Jego żądania były dla nas nie do zaakceptowania. Facet chciał od nas udziałów w firmie Zenka w RPA. Po jednej z takich rozmów Zenek nie wytrzymał: „Chyba ciebie poje...ło! Masz 20 tys. dolarów i sp...aj, żebym cię więcej na oczy nie widział!” GM odpowiedział, że urażamy jego inteligencję i chce 15% Crystal Black Granite. Zaproponowałem Ojcu, by zostawił mi ten temat: za pół roku nie będzie GM ani w domu, ani w firmie!
Po 20 lutym wróciliśmy do Polski i po niecałych trzech tygodniach Zenon z Mietkiem znów polecieli do do RPA. Dom zastali w takim stanie, w jakim go zostawiliśmy. Ale GM nadal tam mieszkał i nie zamierzał opuszczać Naszego Domu. Po tygodniu pobytu Mietek zachorował na „covida” co poskutkowało tym, że nasz GM z żoną przestraszyli się i postanowili się wyprowadzić. Mietek trafił do szpitala, gdzie leżał prawie dwa tygodnie. To był ciężki okres i dla niego i dla nas. Ale udało się mu z tego wyjść i bezpiecznie wrócić do domu do Polski. Chłopaki wylatując z Afryki wymienili zamki wejściowe w domu i kłódkę do bramy wjazdowej.
W całej tej nieciekawej dla Mietka sytuacji żartowaliśmy, że udało nam się bezkonfliktowo usunąć GM z Naszego Domu. Myśleliśmy, że mamy problem z głowy. Jak mocno się myliliśmy, dowiedzieliśmy się pod koniec kwietnia, kiedy razem z Mietkiem wróciliśmy do RPA, a przed domem stał samochód GM, a na drzwiach domu przypięta była kartka z decyzją sądu: GM ma nakaz powrotu do domu i nakaz mieszkania w nie swoim domu bez płacenia czynszu. Szczękę zbierałem z podłogi przez dłuższą chwilę. Wtedy powiedziałem: koniec! Czas rozmów minął, przechodzimy do działania. Spotkałem się z prawnikiem, który miał prowadzić sprawę Oscara Pistoriusa (pamiętacie tę sprawę z 2008 roku – lekkoatleta biegający na protezach uzyskał dopuszczenie do igrzysk w Pekinie). Lourens to biały prawnik, który stracił wzrok w trakcie trwania studiów, ale nie przeszkodziło to jemu w ukończeniu ich i w rozkręceniu firmy, która jest dobrze rozpoznawalna na terenie RPA, a on sam jest poważanym adwokatem.
Pierwsze spotkanie z prawnikiem odbyło się 3 maja 2021 roku. Znaliśmy go już wcześniej, ale bardziej spotykaliśmy się w formie konsultacji, niż prowadzenia jakichkolwiek spraw. Lourens jest fanem historii, a szczególnie drugiej wojny światowej, więc zanim przeszliśmy do rozmów o usunięciu GM z naszego życia, dużo rozmawialiśmy o Polsce, którą sam odwiedził w 2019 roku. Wyobraźcie sobie, jaka była moja mina, kiedy facet opowiada o obcym kraju z taka pasją i podziwem, że aż mnie zatkało. Do tego spotkanie odbywało się 3 maja. Największe wrażenie jednak wywołała opowieść o tym, jak zwiedzał Polskę: gdzie był, co czuł, co usłyszał (celowo piszę w takiej formie, bo nic nie mógł zobaczyć). Wtedy zrozumiałem, że gość jest idealnym rozwiązaniem w naszej sytuacji!
Lourens tak poprowadził sprawy, że z końcem maja GM nie mieszkał już w domu, a z końcem czerwca został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. To był tryb ekspresowy. Powiedziałem wtedy sam sobie, że ten szczur nie dostanie już nic więcej – był czas rozmów i propozycji, teraz nie ma już na to miejsca. Koniec. „Szczur” – pewnie się domyślacie, dlaczego dostał taką ksywkę. Wzięło się to z jego podejścia do życia w Naszym Domu. Facet, który jest po 60., mógł żyć jak pączek w maśle, nie martwić się o nic. Mógł w firmie bezproblemowo dociągnąć do wieku, w którym by stwierdził, że ma dość pracy i iść na emeryturę. Ale nie. On wolał żyć jak szczur, kąpać się na kortach tenisowych, korzystać z toalety w nocy na stacji paliw. Facet może jeszcze sobie poradzi. Ale jego żona? To jest już dla mnie szokiem.
Nie sprawiało nam żadnej satysfakcji to, że tak musieli żyć przez ponad 6 miesięcy w naszym domu. Ale uwierzcie mi: próbowaliśmy rozmawiać, negocjować czy nawet proponować naprawdę dużą odprawę. Wolał wybrać wojnę, która de facto trwa do dzisiaj. Rok później mogę powiedzieć spokojnie, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby tę sprawę zamknąć. Jeszcze trochę przed nami. GM był też zatrudniony w Kamieniarstwie w Strzegomiu i też został zwolniony dyscyplinarnie z polskiej spółki, spotykamy się już tylko na rozprawach sądowych. Zeznając w sądzie, przyznałem jedno: GM wprowadził mnie do RPA, pokazał mi dobre i złe strony tego kraju. Pokazał mi, jak poruszać się po Czarnym Lądzie, jak rozmawiać z ludźmi, jak prowadzić rozmowy z bankami i instytucjami państwowymi.
Kiedy pojawiłem się w RPA, był rok 2014. Miałem 27 lat, dopiero zacząłem się uczyć, jak prowadzić firmę w Polsce, a tu już zacząłem latać do RPA i ogarniać tematy na Czarnym Lądzie. Ktoś musiał mi to wszystko pokazać i nauczyć, więc nasz GM był osobą, która tak naprawdę wprowadziła mnie w ten świat oddalony o 10 tysięcy kilometrów. I tak naprawdę trochę było mi tego wszystko szkoda. Ale jak mawia klasyk „biznes nie lubi sentymentów” i pewne granice zostały niestety nieodwracalnie przekroczone.
Dzisiaj, po roku niekończących się bitew, dużo kwiatków jeszcze powychodziło związanych z działalnością GM. Wiele tematów potoczyło się inaczej, ale też pewni ludzie wrócili do kontaktów z nami. I chyba najważniejsze: po tym najgorszym okresie początku pandemii, gdy przez siedem miesięcy nie było nas w RPA, udało nam się ustabilizować produkcję, finanse i atmosferę na kamieniołomie. A także zerwaliśmy podziały na czarnych, białych z RPA i białych z Polski. Dzisiaj jest szef i pracownicy – prosta hierarchia i każdy wie co ma robić i za co odpowiada. TIA!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

Nieograniczony dostęp amerykańskich służb do danych osobowych staje się ponownie prawnym problem w legalnym transferze i przetwarzaniu danych europejskich użytkowników internetu.
Możliwości amerykańskich służb doprowadziły do uznania przez austriacki i francuski organ nadzorczy, iż korzystanie z Google Analytics narusza przepisy RODO. Francuski organ nadzorczy (CNIL) stwierdził wprost, że transfery danych do USA są nielegalne i nakazuje francuskim menedżerom stron internetowych przestrzeganie RODO i zaprzestanie korzystania z tej usługi na obecnych warunkach.
Google Analytics to usługa, którą można zintegrować ze stronami internetowymi, w celu pomiaru liczby odwiedzin użytkowników Internetu. W tym kontekście każdemu odwiedzającemu przypisywany jest unikalny identyfikator. Ten identyfikator – który stanowi daną osobową – i związane z nim dane są przesyłane przez Google do Stanów Zjednoczonych.
CNIL, we współpracy ze swoimi europejskimi odpowiednikami – także z polskim Urzędem Ochrony Danych Osobowych – przeanalizowała warunki, na jakich dane zebrane za pomocą Google Analytics są przekazywane do Stanów Zjednoczonych. W ocenie regulatora dane osobowe przetransferowane do USA za pośrednictwem Google Analytics nie są odpowiednio chronione przed potencjalnym dostępem amerykańskich służb specjalnych, a transfer ten odbywa się z naruszeniem art. 44 i nast. RODO.
Zauważono, że narzędzia analityczne służące do analizy ruchu na witrynach internetowych powinny być wykorzystywane jedynie do generowania anonimowych danych statystycznych. Takie rozwiązanie pozwoliłoby m.in. na uniknięcie konieczności pozyskiwania zgód osób, których dane dotyczą, na przetwarzanie ich danych osobowych, a w konsekwencji nie prowadziłoby do naruszeń przepisów o ochronie danych osobowych.
Transfery do Stanów Zjednoczonych nie są obecnie wystarczająco uregulowane prawnie. Rzeczywiście, w przypadku braku decyzji stwierdzającej odpowiedni stopień ochrony danych w odniesieniu do RODO, przekazywanie danych może nastąpić tylko wtedy, gdy zapewnione są odpowiednie gwarancje bezpieczeństwa w szczególności transferu.
CNIL stwierdził, że tak nie było. Chociaż Google przyjęła dodatkowe środki w celu uregulowania bezpieczeństwa danych w kontekście funkcji Google Analytics, nie są one wystarczające, aby wykluczyć dostępność tych danych dla amerykańskich służb wywiadowczych.
CNIL zauważa, że dane użytkowników internetu przekazywane są do Stanów Zjednoczonych z naruszeniem art. 44 i nast. RODO. W związku z tym CNIL nakazał administratorom stron, aby dostosował to przetwarzanie do RODO, w razie potrzeby zaprzestając korzystania z funkcji Google Analytics (w obecnych warunkach) lub korzystając z narzędzia, które nie wiąże się z transferem poza UE.
Dotyczy to wszystkich bez wyjątku. Kilka tygodni temu europejski Inspektor Ochrony Danych zauważył bezpodstawne korzystanie z narzędzia analitycznego Google na stronie poświęconej koronawirusowi, prowadzonej przez Parlament Europejski. Na niej również znajdował się kod Google Analytics i korzystanie z niego zostało zakwestionowane.
Wygląda więc na to, że sytuacja wraca do punktu wyjścia i znów nie ma legalnego sposobu na transfer danych za ocean. Jedyny to ich szyfrowanie, tylko że to wyklucza przetwarzanie danych w USA.
Z punktu widzenia przedsiębiorcy nie ma w tej chwili rozwiązań całkowicie bezpiecznych prawnie. Jedyna nadzieja w tym, że będzie nowe porozumienie UE-USA. W praktyce więc firmy, które chcą mieć pewność, że nie łamią prawa, nie mogą transferować danych do USA.

wydarzenie: Euroskills 2023
zawód: kamieniarz
wiek: 17-22 lata
płeć: bez znaczenia
termin: 06-09.2022 – przyjmowanie zgłoszeń
11.2022 – wybór reprezentanta/eliminacje
11.2022-10.2023 - przygotowania
jesień 2023 – zawody
Jeszcze w grudniu „w związku z…” wspominałem o Euroskills, czyli młodzieżowych mistrzostwach zawodów rzemieślniczych. Jak jeszcze wtedy planowano, impreza miała się odbyć w St. Petersburgu, ale ostatecznie z przyczyn wiadomych przywilej organizacji zabrano Rosji i powierzono Polsce.
Fakt organizacji tak prestiżowego wydarzenia w naszym kraju powinien nas, środowisko kamieniarskie, dodatkowo zdopingować do aktywnego uczestnictwa, które najlepiej wyrazi się w zgłoszeniu i przygotowaniu zawodnika, który będzie wraz z rówieśnikami z różnych krajów europejskich, rywalizował w konkurencji kamieniarskiej.
Dajmy szansę młodym wejść do zawodu w ten wyjątkowy sposób. Jak to zrobić? Rozejrzyjmy się wokół. Jeżeli widzicie młodego pracownika, może jeszcze ucznia, którego warto zdopingować do zgłoszenia się do startu w mistrzostwach, to poinformujcie go o takiej możliwości. Jest na to półtora roku, więc jest jak najbardziej możliwe, by wspólnymi siłami przygotować zawodnika do rywalizacji o mistrzowski tytuł. Choć nawet bez tytułu, sam udział będzie świetną przygodą, promocją i doświadczeniem.
Namawiam zarówno członków Polskiego Związku Kamieniarstwa, jak i wszystkich kamieniarzy, którzy mogą w swoim otoczeniu wyłowić potencjalne talenty, by przyjrzeli się tematowi. Wykwalifikowanych pracowników w naszym zawodzie jest jak na lekarstwo. Taki konkurs to świetna okazja do promocji zawodu jako takiego oraz talentu młodych ludzi, którzy podejmują się zgłębiania jego tajników.
Ze swojej strony w imieniu Zarządu obiecuję pomoc na każdym etapie przygotowań. Z pytaniami i zgłoszeniami zapraszam do biura PZK (tel./e-mail) lub bezpośrednio do mnie (tel. 605359988).


Wapień oolitowy – powiększenie
Wapień, zwany „świętokrzyskim marmurem”, jest skałą znaną i wykorzystywaną od stuleci. Jest to skała osadowa pochodzenia morskiego powstała z mułu wapiennego osadzonego w niezbyt głębokim, ale za to bogatym we wszelkie formy życia, zbiorniku wodnym.
Poszczególne odmiany skał wapiennych noszą nazwy pochodzące od głównych skamieniałości znajdujŚwiętokrzyski ących się w osadzie. Stąd też takie nazwy jak wapienie krynoidowe, stromatoporowe, amfiporowe i inne. Wymienione wapienie są okresu dewońskiego.
W gronie świętokrzyskich „marmurów” znajduje się też jego jurajski przedstawiciel pochodzący z kamieniołomu Morawica. Jasny, zwięzły o dużej wytrzymałości na ścieranie surowiec, znalazł zastosowanie przy wykonywaniu wielu elementów architektonicznych. Po blisko 200-letnim królowaniu na marmurowym rynku jurajski wapień z Morawicy, znalazł godnego konkurenta, jakim jest jego rówieśnik – również jurajski – wapień z kamieniołomu Gołuchów.
Eksploatacja skały wapiennej odbywała się w rejonie Gołuchowa już w latach 20, kiedy to kamieniołom dostarczał surowca wykorzystywanego podczas budowy wąskotorowej kolejki dojazdowej biegnącej na trasie Hajdaszek – Opatowiec. W okresie powojennym eksploatację prowadzono do połowy lat 80 ubiegłego wieku. Po tym okresie zaprzestano wydobycia, które wznowiono w roku 2018 w znajdującym się ok. 800 metrów na wschód od starego kamieniołomu wyrobisku. Wydobyciem i obróbką zajmuje się firma Marmur – Płytki z Podłęża.

Wapień oolitowo-muszlowy – powierzchnia polerowana
Ten znany już i ceniony surowiec jest wyjątkowym ewenementem wśród świętokrzyskich skał osadowych. Jego wyjątkowość polega na sposobie powstania. Mimo, że jest skałą osadową, to w odróżnieniu od pozostałych jest pochodzenia chemicznego. Występujący tu osad zwany wapieniem oolitowym lub ikrowcem składa się z niezliczonej ilości milimetrowych kuleczek kalcytowych, zbliżonych wyglądem do rybiej ikry. Kuleczki powstały w wyniku wytrącania się z morskiej wody węglanu wapnia, czyli kalcytu. Osad powstawał w strefach płytkiego morza. Właśnie takie warunki jak ruch fal, oraz duże nasycenie wody węglanem wapnia stwarzały idealne możliwości do powstawania oolitów.

Wapień oolitowo-muszlowy w naturalnym przełamie
Powstała w ten sposób skała daje się bardzo ładnie polerować i ma ciepły beżowy kolor w różnych odcieniach. Obrazy powstające na powierzchni wypolerowanego wapienia gołuchowskiego działają na wyobraźnię oglądającego, opowiadając mu o morskim środowisku jurajskich płycizn i lagun. W procesie obróbki skały ujawniają się także uwięzieni w osadzie mieszkańcy przybrzeżnych wód. Są to bardzo ładnie zachowane ramienionogi, głównie z gatunku terebratula. W niektórych partiach złoża nagromadzenie skorupek małży i ramienionogów jest tak znaczne, że skałę śmiało można nazwać muszlowcem.
Niespotykaną na innych „marmurach” fakturę uzyskuje się na powierzchni wapiennych elementów podczas procesu szczotkowania. Uwidaczniają się wtedy wyraźne różnice twardości, które powodują wydobycie na powierzchnię poszczególnych elementów składowych skały.
Ten unikatowy rodzaj „marmuru” może nawet posłużyć osobom niewidomym do „oglądania” mieszkańców jurajskiego morza, za pomocą dotyku dłoni.
A wydawałoby się, że widzieliśmy już wszystko!

Nie znam człowieka, któremu kompletnie nie zależy na oryginalności. W mniejszym lub większym stopniu, ale jednak odważę się stwierdzić, że zależy na tym każdemu. Z pewnością również stwierdzam, że nikt nie lubi być okradany. Kreujemy nowe pomysły, chwalimy się nimi i lubimy je nazywać własnymi. Zdecydowanie nie lubimy, gdy te pomysły są przywłaszczane przez innych, a szczególnie przez konkurencję.
Chcąc zapobiec takim sytuacjom przedsiębiorcy, twórcy z różnych dziedzin patentują wynalazki, chronią znaki towarowe, wzory przemysłowe, oznaczenia geograficzne, prawa autorskie i pokrewne. W skrócie: poświęcają pieniądze i energię na ochronę własności intelektualnej. Warto się jednak zastanowić, dlaczego kamieniarze podchodzą do tego tematu z tak małym zainteresowaniem? Dlaczego tak niewielu z nich dba o swoje prawa? Czyżby nie mieli czego chronić?
Nic bardziej mylnego. Przecież własność intelektualna to chociażby znaki towarowe pod różnymi postaciami – słowną, graficzną, przestrzenną. To po prostu logo firmy, które jeśli nie jest chronione przez przedsiębiorcę, może zostać wykorzystane przez każdego, komu się ono po prostu spodoba. Nawet jeśli nazwą firmy jest nazwisko – niechronione może zostać użyte przez każdego. Własność intelektualna to również wzory przemysłowe, czyli to, co określa zewnętrzną postać, formę przedmiotu. Prawie każdy produkt, prawie każde rękodzieło może zostać objęte ochroną jako wzór przemysłowy. Przykładami produktów są: wzory graficzne, etykiety, ale również meble, naczynia, kształty materiałów budowlanych itp. Własnością intelektualną są również wynalazki i wzory użytkowe, topografie układów scalonych, oznaczenia geograficzne i prawa autorskie. Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej Urzędu Patentowego w bezpłatnych publikacjach na ten temat.
Wspomniany Urząd Patentowy wyszedł do przedsiębiorców należących do sektora MŚP (małych i średnich przedsiębiorstw) z propozycją, a konkretnie z projektem „Własność intelektualna w Twojej firmie”. Ma on na celu analizę modelu biznesowego, produktów, usług, planów, by następnie zaprezentować raport dotyczący rekomendacji co do strategii ochrony własności intelektualnej w przedsiębiorstwie.
Po takiej analizie przedsiębiorca będzie miał merytoryczne zaplecze pozwalające na podjęcie decyzji: jakie prawa własności intelektualnej powinny zostać zgłoszone, jak rozwijać te już zarejestrowane i jak planować strategie przyszłego rozwoju.
Co, prócz już wymienionych korzyści, można zyskać? Wiedzę dotyczącą tego, jak chronić swoją własność intelektualną i jakie korzyści można z niej czerpać, jak za jej pomocą zwiększyć konkurencyjność swojej firmy i czerpać zyski. Udział w projekcie pozwoli uniknąć spraw podobnych do plagiatu nagrobków. Jest to bardzo dobrze przez wszystkich pamiętany konflikt, który rozegrał się właśnie na tle ochrony własności intelektualnej. Dodatkowo jest to bardzo dobry przykład tego, że kamieniarze mają co chronić.
Projekt będzie pomocny zarówno dla przedsiębiorców, którzy do tej pory niespecjalnie zawracali sobie głowę ochroną własności intelektualnej, jak i tych, którzy tematem zajmują się już od dawna.
Bardzo atrakcyjna jest również możliwość dofinansowania ze środków unijnych – obejmuje ona bowiem pokrycie aż 95% kosztów usługi w przypadku mikroprzedsiębiorstw oraz 90% w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Skoro więc cena usługi waha się od 2 tys. do 4 tys. zł, to wydatek poniesiony przez kamieniarza to tylko 100 do 400 zł.
Zainteresowani skorzystaniem z usługi nie mają przed sobą zbyt skomplikowanej drogi – wszystkie informacje znajdują się na stronie internetowej Urzędu Patentowego RP (www.uprp.gov.pl). Bezpośredni link do opisu projektu „Własność intelektualna w Twojej firmie” to msp.uprp.gov.pl.
Wnioski można składać do końca sierpnia 2022 roku.