
Staram się dobrze z ludźmi żyć. Ze wszystkimi. Nie powiem o nikim złego słowa. I robię swoje. Trochę szczęścia, trochę przewidywania i dużo konsekwentnej pracy. Zaczynałem w 1975 roku. We wrześniu tu przyjechałem. Do siedemdziesiątego ósmego – o ile dobrze pamiętam – robiłem z wujem, a potem otworzyłem swój zakład. Łatwo policzyć, że w kamieniarstwie siedzę już prawie 50 lat.

Zaczynałem od nagrobków i płytek, jak pewnie wielu kamieniarzy w Strzegomiu. W tamtych czasach głównie robiło się pomniki z lastriko i przerabiało na płytki dostępny materiał. Były kłopoty z dostępnością materiału. Trzeba było naprawdę się starać, by coś zdobyć. W dodatku pracowałem, można powiedzieć, na dwa zakłady. Produkcja szła w Żdżarach koło Wielunia, skąd pochodzę, a tutaj postawiłem traka, żeby nie wozić bloków. Do Żdżar woziłem płyty i wycinałem nagrobki. Tak było ze 2 lata. Ale zauważyłem, że to nie ma sensu i przeniosłem całą produkcję tutaj, do Morawy koło Strzegomia.
Wtedy w starych stodołach się to wszystko robiło. Żeby się rozwijać, trzeba było wszystko od nowa pobudować, wstawić maszyny, uzbroić. Najpierw wstawiłem drugiego traka, potem dwie szlifierki kolankowe i piłę ramienną. Potem zaczęły być modne „diackersy”, więc wybudowałem 3 stanowiska i postawiłem pierwszego „diackersa”. Potem trzeba było budować resztę, całe zaplecze socjalne, stanowiska obróbki ręcznej.
Oprócz tego trzeba było zająć się transportem. To były takie czasy, że każdy szybko podłapywał cudze pomysły. Jak kiedyś zawiozłem trochę towaru w lubelskie, to miesiąc później okazało się, że do mojego klienta, za moimi plecami, zaczął wozić kamień ten, któremu miesiąc wcześniej kazałem zawieźć mój kamień. Trzeba było pomyśleć o własnym transporcie. Teraz mam trzy samochody ciężarowe. I ciągle są w ruchu.
Nigdy nie było czasu, by postawić większe biuro. Na razie obecne wystarcza i na razie nie widzę potrzeby, by teraz to zmieniać. Ale zakład cały czas rozbudowuję. Cały czas o tym myślę. Nowe maszyny, nowe stanowiska. Jak jest możliwość, to dokupuję terenu. Staram się też o zamianę działek tak, by wszystko było obok siebie.
[telefon, klient dzwoni]
O widzisz, poczekaj. Muszę sobie wszystko zapisać. Jak miałem pomiędzy 20 a 30 lat, to na tydzień czasu, na każdy dzień z sobotą włącznie, miałem wszystko zaplanowane w głowie co do godziny. Teraz muszę sobie wszystko pisać. Mam tych notesów już ze 20. Ale jak sobie tylko przypomnę datę, kiedy chcę coś sprawdzić, to wszystko znajdę: kto, z kim, ile i za ile.
Wracając do historii: na początku lat 90. w Strzegomiu nie było sklepu mechanicznego. Potrzebne było łożysko lub pasek klinowy, to trzeba było jechać do Jawora, Legnicy, Wrocławia. Po śrubki, po gwoździe, po wszystko. Otworzyłem więc sklep, który prowadziła moja żona. I to nawet dobrze szło. Teraz nastawiali tych supermarketów i już nie jest tak łatwo. Ale po łożyska i tak muszą do mnie przyjechać.
Później byłem pierwszym właścicielem hotelu Granit. Ale nikt nie chciał pracować. Nie było komu się tym zająć, ja miałem kamieniarstwo – nie mogłem się wszystkim zajmować, więc sprzedałem.
Przez cały czas coś buduję, remontuję. Dom w mojej rodzinnej miejscowości, dom, w którym teraz mieszkam, kamienicę dla córki, firmę. Ciągle nowe inwestycje. W tym roku wykańczam kamienicę w Strzegomiu, z lokalami na wynajem – biurowymi, mieszkalnymi. Cały czas coś robię, cały czas czymś żyję. Mam zajęcie. Patrzę na moich znajomych, rówieśników – przeszli na emeryturę, zatrzymali się, spędzają czas w przychodniach.
Skąd się to wzięło? Obserwowanie sytuacji, wypatrywanie okazji, trochę przewidywanie, a przede wszystkim konsekwentne parcie do przodu. Trzeba coś robić, bo jak zaczynasz od liczenia, a potem tylko liczysz i liczysz, to pojedynczo nic się nie opłaci. Ojciec mi powtarzał: „Słuchaj synu, jak będziesz wszystko rachował, to nic się nie opłaci. Ale jak się robi, to zawsze coś musi zostać.” Oczywiście liczyć trzeba.
Była zima. Niektórzy kamieniarze nie pracowali, czyli nie kupowali bloków. Więc ja zapełniałem magazyn blokami. Mam zasadę, że nie trzymam pieniędzy, tylko kapitał obrotowy zamieniam na towar. A co się z cenami bloków dzieje, to wszyscy widzą. Nikt nie jest w stanie zagwarantować ceny za 3 miesiące. Nikt nie wie, co będzie za miesiąc. A na razie roboty jest dużo. Przynajmniej w zakresie, którym ja się zajmuję.
Obecna produkcja Granit Zen to głównie budowlanka. Krawężniki uliczne, drogowe, mostowe – proste i łukowe. Płyty chodnikowe też robię. A odpady przerabiam na kostkę. Głównie to nasz granit strzegomski. Ale mam też bloki ze Szwecji. Pewnie wkrótce się sprzedadzą i będzie wolne miejsce na kolejne zakupy.
Mam swój rytm dnia. Chodzę wcześnie spać, więc o czwartej już człowiek nie śpi. I co mam robić? Poleżę do godziny 5.00, przez 15 minut poczytam wiadomości i wstaję. Ogolę się i jadę do firmy. Tam już czekają moje dwa psy – wycałują, wyliżą, a przy tym parskają, bo to po wodzie kolońskiej. Ale czekają na mnie. Na 6.00 przychodzą ludzie do pracy. Rozdzielę zadania i o wpół do ósmej jadę na śniadanie.
Widzisz… Poza tym mam po co wstawać. Dla mojej córuni to robię. Jest w liceum i planuje rozpocząć studia. Uczy się dobrze, zna 3 języki, zaczyna czwarty. Na przyszły rok będzie maturę zdawać. Więc jeszcze z 5 lat nauki przed nią. Pewnie nie zostanie w branży kamieniarskiej. Często mi powtarza, że w branży, w której by chciała pracować, to jednym zleceniem zarobi tyle, co ja przez rok. A praca w kamieniarce ciężka.
Wszędzie, gdzie przychodziłem, to była goła ziemia. Nie lubię się chwalić, ale jak popatrzę do tyłu, to wszystko sam postawiłem. I nikt w tym nie pomagał, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne i finansowe. Nie dostałem żadnego spadku, tylko cały czas kredyt i robota, kredyt i robota. Ale nie żałuję tego. Dobrze, że mam tę córunię.
Ja tylko się cieszę, że zdrowy jestem.

Najlepszą promocją kamienia są chyba wykorzystujące go interesujące realizacje architektoniczne. Rzecz w tym, aby projekt istotnie uwydatnia zalety naszego ulubionego materiału. Dzięki temu może częściej inwestorzy i architekci będą sięgać po marmury, granity czy łupki.
Oto unikatowa luksusowa willa, która powstała w Kuwejcie. Inwestor postawił przed projektantami trudne zadanie. Budynek miał zapewnić maksymalną intymność, ale jednocześnie stać się ikoną prestiżowej dzielnicy kuwejckiej stolicy – Abdulla Al-Salem.
Wszystkie pomieszczenia zaprojektowano wokół wewnętrznego dziedzińca.
Cały budynek przykryto betonowym pokryciem – jak to określił projektant – w szlifie fasetkowym (wielościennym). Cały obiekt pokrywa kamień.

Pojęcie „szlif fasetkowy” wywodzi się z obróbki kamieni szlachetnych. Jest to rodzaj szlifu polegający na wykonaniu na kamieniu szlachetnym płaskich powierzchni (zwanych fasetkami) o różnych zarysach. Zasadą szlifu fasetkowego jest obróbka kamienia w ten sposób, aby cały został pokryty symetrycznymi płaszczyznami, dla których utarła się nazwa „fasetki”. Koronę kamienia wieńczy największa fasetka – „tafla”.

Sama konstrukcja obiektu jest w zasadzie prosta, a pokrycie jej jednorodnym materiałem (włącznie z dachem) miało, według projektanta, podkreślić monolit obiektu.
Nie tylko masywna bryła ma zapewnić prywatność mieszkańcom. W elewacji zewnętrznej zaprojektowano tylko kilka otworów umieszczonych pod kątem, aby uniemożliwić przechodniom zajrzenie do środka. To rozwiązanie ogranicza też ekspozycję na mocne światło.

Budynek, chociaż tak oryginalny, jest zgodny z tradycją budownictwa arabskiego. Nie ma w nim korytarzy, a wszystkie pomieszczenia rozlokowane są wokoło wewnętrznego dziedzińca. Pomieszczenia odgradzają przesuwne szklane drzwi zapewniające dobry dostęp światła. Drzwi można otworzyć, aby połączyć te pokoje z tarasem przy basenie.

W wielu zachodnich firmach produkujących maszyny kamieniarskie klienci mogą zamawiać jedynie towar „z katalogu”, u nas – w Promaszu – jest inaczej. Zawsze uważałem, że to klient zna swoje potrzeby lepiej niż ja. To on wie, czego mu potrzeba, ja jestem wykonawcą jego wizji, a tylko czasami doradcą.
Takie podejście niesie za sobą oczywiście spore ryzyko, ale i dużą satysfakcję, jeżeli się uda. Pamiętam kilka takich historii. Kiedyś przyjechał do nas klient zajmujący się łupkiem. Nie jest to typowy materiał. Życzenie klienta także było nietypowe – pokazał mi film maszyny automatycznej z pasami transportującymi do tego, co chciał produkować. Nigdy wcześniej nie robiłem takiego urządzenia. A klient chciał znać cenę, musiałem dość szybko zdecydować, czy się podejmę zadania. Tym razem opłaciło się, bo za jakiś czas zamówił drugą taką maszynę.
Innym razem mój stały klient przyjechał z wizją bez filmu czy zdjęcia. Dostał duże zlecenie i potrzebował pod nie maszyny, której nie mógł znaleźć w moim, ani w innych katalogach producentów maszyn. Zarwałem noc, ale i tym razem się udało.
Oczywiście nie w jedną noc. Tak działamy. Klient przywozi pomysł, a my robimy. Ciężko ocenić, ile rodzajów maszyn opuściło mój zakład, nie tylko do kamieniarstwa. Robiliśmy już maszyny do cięcia i węgla i cegły i betonu itp. Dopasowywaliśmy do potrzeb, wielkości, do konkretnego zadania.
Często używam zwrotu my, bo moja firma zatrudnia 60 osób. Te nietypowe życzenia klientów ja ubieram w plan, ale w dalszej części tworzę maszynę z moimi pracownikami, stąd tak duże zatrudnienie. Jeżeli mielibyśmy produkcję tylko katalogową, myślę, że spokojnie wystarczyła by mi połowa obecnego zatrudnienia.
Kamieniarstwo dziś różni się stanowczo od tego, co było jeszcze 10 lat temu. Żeby sprostać oczekiwaniom rynku, nie możemy stać w miejscu. Dlatego stawiam na nowoczesność i rozwój.
W tym roku na przykład dostaliśmy dotację na robotyzację. Robimy zrobotyzowaną spawalnię, aby nie zwiększając zatrudnienia zwiększyć produkcję oraz zmniejszyć, bądź chociaż utrzymać, ceny, co chwilowo jest niemożliwe. Żyjemy w trudnych czasach. W tamtym roku płaciłem 2,50 zł za 1 kg stali, dziś to już 12 zł – a jak się nietrudno domyślić bez stali nie ma maszyn. Inflacja dotyka każdego z nas.
Tym bardziej zależy mi na ciągłym unowocześnianiu zakładu, bo tylko to pozwoli na zmniejszenie kosztów produkcji.
Jakiś czas temu rozpocząłem budowę nowej hali i biurowca w trochę innej lokalizacji, dużo wygodniejszej. Jak Bóg da, to chciałbym zrobić uroczyste otwarcie na jesień tego roku. Ma być to nie tylko hala do montażu, testów i odbiorów maszyn, ale chciałbym, a w zasadzie takie miałem zawsze marzenie, żeby mieć miejsce, w którym klienci zobaczą cały zestaw naszych maszyn. Zobaczą, co jak pracuje, co z czym współpracuje i jak maszyny można połączyć w kompletny ciąg technologiczny.
Corocznie starałem się pokazać to na targach. Nasza firma przez lata, w zasadzie od początku istnienia, brała udział w rozmaitych targach kamieniarskich. Jedne z pierwszych w Wałbrzychu, później Wrocław i Poznań. Wystawialiśmy się również poza granicami kraju: w Norymberdze, Weronie, Moskwie, Chicago czy Las Vegas.
Jednak muszę przyznać, że zawsze miałem niedosyt, byłem ograniczony miejscem, czasem i – nie oszukujmy się – pieniędzmi, aby w całości, a przynajmniej tak jakbym chciał, przedstawić nasz wachlarz możliwości. Mam nadzieję, że planowane przeze mnie otwarcie zrealizuje to marzenie.
To mnie zawsze trochę bolało, że przyjeżdża do mnie klient, mówi co robi, co by chciał, a ja – chcąc mu doradzić jak najlepiej – mogę tylko mówić. Dotychczas nie miałem możliwości pokazania kilku maszyn z różnym doposażeniem i w różnej cenie, żeby mógł jak najlepiej dopasować ją do swoich potrzeb.
Klient chce kupić dobrą i tanią maszynę. Nie, nie. Proszę tak nie patrzeć. Dobrą i tanią – jedno drugiego nie wyklucza. To, że maszyna jest droga, wcale nie oznacza, że jest dobra. Czy droga maszyna lepiej wykona robotę? Niekoniecznie. Ale może wykonać inną robotę, bardziej skomplikowaną, albo jest bardziej precyzyjna, a akurat wykonujemy wyjątkowo dokładną pracę i wówczas warto zapłacić więcej. Dlatego tak zależy mi na tej możliwości porównania.
Nasza produkcja opiera się o maszyny, które dobierałem właśnie pod nasze potrzeby. Część z tych maszyn jest znanych japońskich marek: Mazak, DMG, Okuma, ale mamy również koreańskie Dosany itp.
Każdą z maszyn dobierałem według potrzeb firmy i możliwości finansowych. Rozumiem świetnie, że nie zawsze potrzeba wielkiego kombajnu za setki tysięcy, chodzi o to, żeby maszyna robiła robotę taką, jaką właśnie mamy do zrobienia. Stąd tak chętnie spełniam „nietypowe życzenia klientów”. Bo maszyny mają pracować i zarobić na siebie, mojego klienta i jego marzenia.
Promasz jest znany nie tylko w Polsce. Wielu klientów sięga właśnie po nasze maszyny. Przez lata stały się bardzo konkurencyjne na rynku kamieniarskim. Nasi konkurenci mają lepszy design. To prawda, że nie przykładaliśmy jeszcze do niedawna tak dużej wagi do wyglądu. Jednak w tych czasach, jak to mówią, „musi oko cieszyć”. Dlatego teraz w tę stronę planujemy się również rozwinąć, powoli zaczniemy to nadrabiać. Jednak gdybyśmy skupili się na samym aspekcie technicznym, z wyłączeniem wizualnego, to nie znajdziemy wielu różnic, ani w jakości podzespołów, ani konstrukcji, ani innowacyjności.
Wysyłamy maszyny na wszystkie strony świata. Produkcja na Polskę to około 40%. Maszyny Promaszu pracują w Emiratach Arabskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, w Anglii, a nawet do Włoch kilka maszyn pojechało. Bardzo dużo naszej produkcji idzie na wschód: Litwa, Łotwa, Estonia, Kazachstan, Rosja, Ukraina. Również Czechy i kraje południowe. Niedawno montowaliśmy 3 maszyny w Santa Lucia (państwo i wyspa na Morzu Karaibskim – przyp. red.). Dzisiaj ładujemy i wysyłamy maszynę do Finlandii. Jeszcze nie mamy maszyn w Chinach, Indii i Australii, ale myślę że to kwestia czasu (śmiech).
Kiedyś przyjechali klienci z Czech z państwowej firmy, z zapotrzebowaniem na piły linowe. Mieli piłę linową, ale twierdzili, że nie są w stanie wykonać na niej tak dokładnego cięcia jak potrzebowali (ta firma robiła okładziny kamienne do statków – kamień cięty jest na grubość 0,8 cm i naklejany na takie specjalne sztuczne tworzywo o dużej wytrzymałości i lekkości styropianu – potem taka płyta jest polerowana przed montażem). Zaproponowałem: weźcie moją linę, moja da radę. Jako to? Inne mają problem, a pana tak po prostu da radę? Weźcie i sprawdźcie – powtórzyłem. Posłuchali, wzięli pierwszą na próbę. A po 3 miesiącach wrócili po drugą, potem trzecią powtarzając, że tylko maszyny z Promaszu są w stanie ciąć takie plastry.
Najważniejsza jest konstrukcja – czyli słup – on jest prowadnikiem. Dzięki naszej autorskiej konstrukcji możemy ciąć bardzo precyzyjnie, a nasze piły linowe wytrzymują 10, 15, a nawet 20 lat bez obaw o dokładność.
Jesteśmy też otwarci na nowe – tego nauczyłem się jeszcze 30 lat temu. Zawsze warto sprawdzać nowe technologie i szukać ulepszeń. Ostatnio odwiedziłem Japonię i Koreę, by dobrać nowe moduły sterujące do naszych maszyn. W tej chwili nasze maszyny są wyposażane w sterowanie Mitsubishi. Wysoka technologia jest dostępna na wyciągnięcie ręki.
Proszę nie robić mi zdjęć. Na zdjęciach zdecydowanie lepiej prezentują się moje maszyny. Firma dobrze, że jest znana, logo wszyscy rozpoznają i mi to w zupełności wystarcza.
Prywatnie? Cóż... Mam już swoje lata (śmiech). Osobiście lubię popływać, pojeździć na rowerze, zwłaszcza że okolicę mamy tu piękną. Dużą przyjemność sprawiają mi spotkania z ludźmi. Oczywiście jak tylko jest czas, bo z tym różnie bywa – mam obowiązki: jestem mężem, ojcem, ogrodnikiem i od niedawna dziadkiem. Lubię rozmawiać z ludźmi, zawsze mnie ciekawiło co myślą. Rozmowa z drugim człowiekiem zawsze czegoś uczy.
W tym roku chciałbym zakończyć wszystkie rozpoczęte inwestycje. Doprowadzić do tego, by wszystko prosperowało tak, jak powinno. Chciałbym wreszcie więcej czasu przeznaczać na swoje przyjemności. Już niedługo będziemy mieli nową siedzibę z showroomem i dwie hale spawalnicze, w których będą pracowały roboty. Jak budowa w nowej lokalizacji dobiegnie końca, to planujemy zrobić dni otwarte i zaprosić na nie kamieniarzy. Dlatego zakończę słowami: do zobaczenia!

VI Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej
18 czerwca 2022 r., godz. 12.00
Strzegom
Po dwuletniej przerwie i dwóch edycjach wirtualnych wracamy na trasę Strzegomskiej Dwunastki! Widzimy się w Strzegomiu 18 czerwca 2022 r. podczas IX edycji Biegu, VI Ogólnopolskich Mistrzostw Branży Kamieniarskiej oraz Święta Granitu Strzegomskiego!
Rok 2022 jest dla Strzegomia rokiem szczególnym ze względu na 780. rocznicę nadania praw miejskich miastu i właśnie do tego wydarzenia nawiązuje nasz medal.
Projekt medalu – jedyny i niezastąpiony mistrz Marcin Bernatek Yo.Design. Oczywiście nie zabraknie GRANITOWEGO akcentu – tym razem będzie to zawieszona granitowa kulka, o co zatroszczą się
Granitowa Galeria i Granex - kamień naturalny czyli nieocenieni Aleksandra i Krzysztof Skolak.
Medal dla każdego FINISZERA na dystansie 12 km, 6 km oraz w biegach dzieci i młodzieży. Tradycyjnie usługa grawerowania w pakiecie!

Link do wydarzenia: www.facebook.com/events/971380960409523/
Informacje: www.strzegomska12.eu
Zapisy na Super Sport:
www.super-sport.com.pl/
Przy okazji Biegu prosimy Was o wsparcie Celu Charytatywnego – dołączcie się do wsparcia zbiórki środków finansowych na operację i leczenie strzegomianki – Edyty Woźniak. Wiemy, że biegacze mają gorące i otwarte serducha – liczymy więc na Was: www.siepomaga.pl/s12-dla-edyty

Powszechny problem wykorzystania starych kamieniołomów jest rozwiązywany bardzo różnie. W sieci natknęliśmy się na ciekawe rozwiązanie z Francji – z Les Baux-de-Provence w Prowansji.
Kamieniołom Grands Fonds jest bardzo stary. Według zapisów historycznych wapień wydobywano tu już w II wieku p.n.e. Kamieniołom zamknięto w 1935 roku wraz z popularyzacją konstrukcji stalowych i betonowych, która spowodowała zmniejszenie zapotrzebowania na kamień.
Obecnie głęboko pod ziemią, w sali nazwanej halą Dantego, wyświetlane są pokazy multimedialne. Pokazy trwają po kilka minut, a między nimi są dwuminutowe przerwy. W czasie przerw zapalane są światła, więc można dokładniej przyjrzeć się konstrukcji hali. Ogromna przestrzeń jest przedzielona wielkimi filarami podtrzymującymi strop. Każdy z takich filarów ma między 5 a 10 m szerokości i 7 do 9 m wysokości. Wspólnie ze ścianami tworzą wielkie ekrany projekcyjne, na które rzucane są obrazy z ukrytych rzutników.

Podczas pokazów warto z kolei spacerować pomiędzy kolumnami, bo na każdej ścianie są wyświetlane inne elementy widowiska. Całość świetnie współgra z muzyką i jest nie lada atrakcją.
Tematyka pokazów realizowanych, w Carrieres de Lumières zmienia się co sezon. Można tu podziwiać na przykład spektakle związane z historią filmu, oraz twórczością najwybitniejszych malarzy. Całość jest świetnie zrealizowana i zachęca do oglądania kolejnych prezentacji. Tym bardziej, że w kamieniołomie jest przyjemnie chłodno. Kiedy w lipcu i sierpniu na zewnątrz panują upały, temperatura wewnątrz wynosi 14-16 stopni Celsjusza.
Kariera kamieniołomu jako miejsca prezentowania sztuki rozpoczęła się w 1977 roku, ale jeszcze w latach 60. miejsce odkrył francuski artysta Jean Cocteau, który zrealizował w kamieniołomie część swojego filmu Testament Orfeusza (1960).
Sam kamień znany jest jako „kamień południowy”. Kamień Baux to wapień drobnoziarnisty w kolorze białym. Znany z łatwego cięcia i bieli bloków, był używany do budowy Glanum, średniowiecznej wioski Baux-de-Provence oraz do budowy Château des Baux. W materiale jest wiele morskich skamieniałości.
