Artykuły

Narzędzia narzędziom nierówne

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 15 września 2022 08:55

119_58_1.jpg

Jednym z podstawowych elementów, z jakich korzystamy w naszej codziennej pracy, są narzędzia. Wiertła, frezy, tarcze... Przy zakupie zwykle dokonujemy wyboru między markowymi a tańszymi odpowiednikami.

Oceny narzędzi przez użytkowników opierają się najczęściej na zestawieniu dwóch parametrów – ceny i trwałości. Czy jednak tylko te parametry mają znaczenie? Zdecydowanie nie. Kiepskie też pracują, czasem nawet długo, ale jakość ich pracy jest zdecydowanie gorsza. Zasadnicze pytanie - czy warto do zaawansowanej maszyny CNC kupować tanie narzędzia? Czy do mercedesa S-klasy założylibyście tanie opony nieznanej marki?

Różnice w cenach narzędzi bywają znaczne, ale wynika to z określonych powodów. Najlepsi producenci narzędzi prowadzą badania i w ich rezultacie stosowane są zaawansowane technologie produkcyjne. To wszystko po to, aby uzyskać długi czas użytkowania narzędzia i wysoką precyzję oraz powtarzalność jego pracy.

Wiadomo, że o ostrości narzędzia decydują diamenty użyte do jego produkcji i ich osadzenie. Spoiwo musi mieć tak dobrane parametry, by dobrze trzymało diamenty i jednocześnie odsłaniało je w czasie pracy. Każdy producent ma na to swój własny sposób. W tym zakresie ciekawe podejście prezentuje firma Wodiam, która postawiła na tzw. samoostrzący posuw. Spoiwo musi być zawsze otwarte, a ziarna diamentu muszą być ustawione w taki sposób, aby czubek kolejnego diamentu był otwarty zaraz po zużyciu się poprzedniego. Ze szczególnym naciskiem na to, aby narzędzie było utrzymane w pozycji, gdzie to samoostrzenie ma miejsce. Zrealizowanie takiego zadania to trudny temat, zwłaszcza w przypadku obróbki spieków kwarcytowych. Do dziś wielu producentów połamało sobie przysłowiowe zęby na tym materiale. Wodiam dokładnie przetestował to rozwiązanie, dzięki temu oferuje klientom innowacyjne narzędzia.

Wodiam to młoda firma powstała w 2018 roku. Jest częścią belgijskiej firmy Wodiam BH założonej w 2005 roku – włoskiego producenta narzędzi OMA-System. Obecnie Wodiam sprzedaje własne narzędzia „made in Schwarzwald”. Wodiam uważa, że optymalną pracę narzędzi można uzyskać przez indywidualne dopasowanie narzędzi do maszyn pracujących w zakładach.

Idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że jest sporo istotnych czynników koniecznych do sprawdzenia w konkretnej maszynie. Szczególnie, jeżeli chodzi o często stosowane stalowe konstrukcje monoblokowe. Ich wytrzymałość i sztywność nie mogą być porównywane z konstrukcjami mostowymi o konstrukcji fundamentowej. W tych przypadkach często dochodziło do tego, że chociaż maszyna jest nowa i nowo zainstalowana, to wyniki obróbki nie są zadowalające z powodu pęknięć obrabianego materiału. Z tego powodu przy doborze narzędzi Wodiam do konkretnej maszyny sugerowana jest obecność technika

Wodiam, który dokładnie pomierzy i ustawi parametry maszyny pod dane narzędzie i obrabiany materiał.
Jednym z celów firmy jest znaczące zwiększenie prędkości obróbki bez ryzyka uszkodzeń materiału. W tej dziedzinie odnotowali sukces w obróbce twardej ceramiki, która nierzadko stanowi wyzwanie dla naszych zakładów kamieniarskich. Jak stwierdzają fachowcy z Wodiam: „ceramika nie wybacza błędów”, dlatego wielu dostawców oferujących narzędzia podaje średnio 3 razy niższe posuwy dla tarcz do cięcia ceramiki w porównaniu do granitu. Tarcze do cięcia Wodiam natomiast mogą pracować na posuwie od 5 do 7 m/min w ceramice o grubości 20 mm.

Firma przywiązuje dużą uwagę do tego, żeby jej tarcze do cięcia, pomimo dużych prędkości, zapewniały długą żywotność. Na płytach z kompozytu kwarcowego o grubości 12 mm można osiągnąć prędkość posuwu nawet 20 m/min. Przy tym narzędzia są w miarę uniwersalne. Doceniają to zwłaszcza duże firmy oraz firmy świadczące usługi w zakresie cięcia i obróbki. Specyfika takich zakładów to prac ciągła, często w systemie 3 zmianowym, i ciągłe zmiany parametrów obrabianego materiału. W takich zastosowaniach również sprawdzają się narzędzia Wodiam – szybkie, uniwersalne i pozwalający na zachowanie wysokiej jakości obróbki.

Narzędzia firmy Wodiam oferuje:

widuto_logo_czarne.png

FIRMA WIDUTO SP.J.
ul. Toruńska 43A
86-050 Solec Kujawski
tel. 609 447 811
e-mail: widuto@post.pl

przeczytaj cały artykuł

Specjalistyczny serwis wrzecion i elektrowrzecion CNC

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 15 września 2022 08:36

119_56_1.jpg

Na co dzień mamy pełną świadomość, jak ważne jest serwisowanie urządzeń. Zwykle w przypadku maszyn numerycznych, które są już w kamieniarstwie codziennością, zgłaszamy się do firmy, która dostarczyła nam maszynę. Różny jest czas wykonania prac serwisowych. Dlatego w niektórych zagadnieniach posiłkujemy się firmami wyspecjalizowanym w jakiejś konkretnej dziedzinie.

Jednym z kluczowych podzespołów w maszynach CNC są niewątpliwie wrzeciona i elektrowrzeciona. W ich przypadku również można skorzystać z serwisu specjalistycznego. Firmą, która realizuje takie zadania jest EnermetCNC z Bydgoszczy.
To firma specjalistyczna, która od lat zajmuje się serwisowaniem podzespołów obrabiarek numerycznych – wrzecion i elektrowrzecion wysokoobrotowych.
ElektrometCNC to nowoczesny zakład serwisowy wyposażony w specjalistyczny sprzęt do montażu oraz demontażu łożysk precyzyjnych. Wyposażenie obejmuje również specjalistyczną wyważarkę dwupłaszczyznową do wrzecion. Jakość wykonania usług kontroluje sprzęt do pomiaru siły zacisku narzędzia oraz hamownia.

Zakres wykonywanych prac obejmuje:
- wymianę precyzyjnych łożysk wrzecionowych,
- regenerację uchwytu zaciskowego,
- odtworzenie uszkodzonego uzwojenia,
- naprawę sensoryki oraz ustawienie enkodera pomiaru obrotów.
Dzięki posiadanym urządzeniom firma jest w stanie zapewnić kompleksową regenerację wrzecion i elektrowrzecion maszyn CNC.

Możliwa jest również wymiana uszczelnień pneumatycznych i hydraulicznych oraz wyważenie dynamiczne w łożyskach własnych.
Wrzeciona i elektrowrzeciona maszyn numerycznych to dość delikatne urządzenie. Warto o nie dbać.

Głównymi wrogami wrzecion są:
- za wysoka temperatura otoczenia,
- zanieczyszczenia mechaniczne,
- nadmierna eksploatacja.
Firma zwraca również uwagę, że największymi wrogami są pseudofachowcy, którzy nie potrafią ich naprawiać lub obsługiwać, a podejmują się takich działań.
Zakres usług EnermetCNC:

Wymiana łożysk w elektrowrzecionach
Podczas wymiany łożysk we wrzecionach i elektrowrzecionach z obrabiarek CNC najważniejsze jest odpowiedni dobór łożysk oraz ich pasowanie. Firma posiada w ciągłej gotowości wrzecionowe wysokoobrotowe łożyska parowane najwyższej klasy (specjalistyczne łożyska pracujące parami). Ma doświadczenie w wykonaniu pasowania łożysk w układzie. Posiada specjalistyczne narzędzia pomiarowe i odpowiednio przeszkolony do tego celu personel.

Przezwajanie elektrowrzecion
Firma przezwaja wysokoczęstotliwościowe uzwojenia elektrowrzecion. Uzwojenia są starannie wykonane, na usługę przezwojenia udzielana jest 12 miesięczna gwarancja. Zastosowane materiały – takie jak izolacje i drut nawojowy – są najwyższej klasy.

Wymiana sensoryki i enkoderów
Często zachodzi potrzeba wymiany sensorów i enkodera w elektrowrzecionie. EnermetCNC w magazynie posiada większość sensorów stosowanych w elektrowrzecionach CNC. Firma posiada dokumentacje elektrowrzecion, która nie jest dostępna w Internecie.
Naprawa mechanizmu wymiany narzędzia
W ramach usług możliwa jest regeneracja podzespołów wymiennika narzędzi w elektrowrzecionie i wrzecionie. W ramach regeneracji, w czasie której wymieniane są uszczelnienia, przeprowadzana jest regeneracja siłownika oraz naprawa wypychacza.
Jeśli więc w Twojej maszynie masz problemy z wrzecionami lub elektrowrzecionami warto skonsultować się z EnermetCNC.

 

 

 

 

 

EnermetCNC
ul. Brzozowa 10/38
85-154 Bydgoszcz

tel. +48 781 610 830
www.regeneracjawrzecioncnc.pl
biuro@regeneracjawrzecioncnc.pl
www.facebook.com/Enermetcnc
www.instagram.com/enermetcnc
www.twitter.com/Enermetcnc

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Czarny jak Dębnik

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 26 lipca 2022 01:00

118_debnik1.jpg

Są takie materiały, które mocno wpisały się w historię kamieniarstwa w Polsce. Niektóre zapomniano, a niektóre do dziś budzą emocje. Na pewno do tych drugich należy Dębnik – czarny materiał często określany jako marmur, chociaż naprawdę jest to wapień.

Marmury dębnickie pod względem litologicznym są wapieniami. Charakteryzują się barwą pochodzącą od rozproszonego pirytu - ciemnoszarą na świeżym przełamie, a popielatą na powierzchni zwietrzałej. Przy uderzaniu wytwarzają zapach siarkowodoru. Badania paleontologiczne dowiodły, iż skały te powstały w redukcyjnych warunkach płytkiego zbiornika morskiego w środkowym dewonie (żywet). Wiercenia wykazały natomiast, że pod wapieniami występuje duża permska intruzja porfirowa w kształcie lakolitu.

 „Wapień dębnicki ma barwę popielatą do szarej, po przecięciu i wypolerowaniu – czarną. Zachowuje ją w pomieszczeniach zamkniętych. Wystawiony na działanie czynników atmosferycznych ulega szybkiej korozji, a na powierzchni rekrystalizują małe, bezbarwne kryształki węglanu wapnia. Jako surowiec skalny jest trudny w obróbce, pełną wytrzymałość osiąga dopiero rok po wydobyciu. Niejednorodna, gruzłowa struktura powoduje, że wapień nie nadaje się do zastosowań rzeźbiarskich. Intensywność i trwałość barwy oraz doskonała podatność na polerowanie sprawiły jednak, że chętnie wykorzystywano go jako materiał dekoracyjny wnętrz sakralnych. W klasztorze karmelitów w Czernej znajdują się kolumny wykonane z pojedynczych bloków tego wapienia (czyli monolityczne), o długościach 4 m. W drugiej połowie XX wieku takich długości nie udało się już uzyskać, w wyniku zastosowania robót strzałowych.” (źródło: https://zywaplaneta.pl/poznan/wapien-z-debnika/)

Rejony eksploatacyjne znajdowały się 20 km na północo-zachód od Krakowa, m.in. na Borowej Górze i Czerwonej Górze. Znajdowały się w nich kamieniołomy: Dębnik, Kamieniołom Siwa Góra, Kamieniołom Piaskowa Góra i Łom Karmelicki (Kamieniołom Karmelicka Góra). Są źródła, które datują początek wydobycia tego surowca na XIV wiek. Z zapisanych danych wynika, że od 1631 roku złoże było własnością klasztoru w Czernej. Później w XVIII wieku dzierżawiony był nawet przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Szczyty popularności tego materiału notowano w XVII i XVIII wieku, za panowania Wazów. Wykonywano z niego całe wnętrza kaplic, portale, ołtarze, nagrobki, epitafia, posadzki, chrzcielnice, balustrady, przy czym w XVII wieku typowe były portale i odrzwia, a w XVIII wieku – ołtarze. Dość często realizowane obiekty były dodatkowo inkrustowane białym marmurem pochodzącym ze złoża w Czernej i różowym z pobliskich Paczółtowic.

Do popularności Dębnika przyczynił się architekt ze szwajcarskiego Lugano – Giovanni Trevano, który zastosował go przy odbudowie spalonego skrzydła zamku wawelskiego.

Najwięcej obiektów, w których wykorzystano Dębnik, znajdowało się w Krakowie oraz w Czernej. Można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że każdy element z czarnego kamienia w kościele Mariackim i katedrze wawelskiej jest wykonany z Dębnika. Wykonano z niego m.in. piękne grobowce i pomniki w katedrze na Wawelu: króla Jana Sobieskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego, biskupa Kajetana Sołtyka, sarkofagi króla Jana III, Tadeusza Kościuszki, księcia Józefa Poniatowskiego.
Przenosząc stolicę z Krakowa do Warszawy w 1596 roku, król Zygmunt III Waza zabrał ze sobą również Dębnik. Przykłady znajdziemy w warszawskiej farze i wielu świątyniach przy Krakowskim Przedmieściu. „Era czarnego marmuru” w Warszawie trwała aż do rozbiorów Polski. W II połowie XVIII w. król Stanisław August nawet dzierżawił kamieniołom w Dębniku, którego produkcja nastawiona była na potrzeby budownictwa królewskiego. Stąd mnóstwo elementów z czarnego marmuru w wielu budynkach stolicy.
Ówczesna popularność spowodowała, że materiał ten można znaleźć również w wielu innych miejscowościach: Głogówek, Miechów, Olkusz, Tarnów, Mielec, Sanok, Łańcut, Przeworsk, Jarosław, Lublin i Gdańsk.

Marmur Dębnik zyskał również uznanie poza granicami Polski. Wykonany jest z niego ołtarz główny katedry św. Szczepana w Wiedniu (uznawany za czołowy obiekt epoki w połowie XVII wieku) oraz obiekty we Frankfurcie nad Menem, Salzburgu, Lwowie i Kijowie.
W XIX wieku popularność czarnego Dębnika znacznie spadła – wykonywano z niego prawie wyłącznie nagrobki i epitafia.

Dane fizykomechaniczne:

Gęstość objęt. 2670 kg/m3
Porowatość otwarta 0,89%
Nasiąkliwość 0,18-0,32%
Wytrzymałość na ściskanie 736-1027 kG/cm2
Odporność na ścieranie - na tarczy Boehma 0,47-052 cm
Mrozoodporność całkowita

Cechy wyróżniające
przyjmuje poler uzyskując głęboki, czarny połysk z czasem matowieje i przybiera jasnoszarą barwę przełam równy

Współczesną historię złoża zaczęło w 1945 roku upaństwowienie kamieniołomu, którego eksploatację prowadziły kolejno Śląskie Kamieniołomy w Świdnicy, potem Kieleckie Zakłady Kamienia Budowlanego i Krakowskie Zakłady Kamienia Budowlanego. W tym czasie marmur z Dębnika służył do produkcji płyt posadzkowych i jako kruszywo.

W 1953 roku wykonano dokładne badania geologiczne wyrobisk i określono zasobność złoża na 768 tys. m3. W 1961 roku utworzono obszar górniczy Dębnik o powierzchni wydobywczej 234 094 m2. Kamieniołom dostarczał kamień łamany dla oddziału przeróbczego w Krzeszowicach, gdzie wytwarzano z niego grysy do lastrika i mączkę do produkcji tynków trwałych.

Wydobywano też bloki, które wysyłano do Kielc, gdzie przecinano je na płyty, z których elementy używano na budowle reprezentacyjne, m.in. Pałacu Kultury i Nauki, gmachu Sejmu, MDM, warszawskiego Zamku Królewskiego (z niezwykłym gabinetem marmurowym), ambasady chińskiej. Bloki marmuru wysyłano również do Włoch i Egiptu.

Współcześnie wapienie dębnickie są udokumentowane w dwu sąsiadujących złożach „Dębnik” i „Dębnik I”, które powstały w 1992 roku przez podzielenie pierwotnego złoża „Dębnik”. Ich łączne zasoby wynosiły 12 790 000 ton. Wskaźnik bloczności w złożu „Dębnik I” wynosił 10%, a w uzysku bloków przeważały wielkości 0,5-0,25 m3 (małe i bardzo małe). W części objętej złożem „Dębnik”, w czasach powojennych eksploatację prowadzono metodami mechanicznymi w celu pozyskania bloków oraz przy użyciu materiałów wybuchowych, dla wydobycia surowca do produkcji grysów. Stosowanie materiałów wybuchowych spowodowało powstanie dodatkowych spękań, które obniżyło istotnie wartość bloczną złoża. Eksploatacji zaprzestano w 1993 roku i nie wznowiono do chwili obecnej. W 2011 roku funkcjonowały 2 małe prywatne łomy eksploatujące Dębnik, na cele artystyczno rzeźbiarskie.

Czarny marmur wydobywany w Polsce wydaje się kuszący, więc już od dłuższego czasu trwają starania o wznowienie wydobycia. O koncesje na eksploatację złóż wapienia dębnickiego od lat stara się ten sam inwestor, krakowska firma Trans-Ziem. Nabyła kamieniołom, jednak od wielu lat nie udaje się wznowić wydobycia. Jest duży opór mieszkańców - obawiają się o swoje domy, o stan dróg i o sieć wodociągową biegnącą pod drogami. W ubiegłym roku rozpoczęły się w tej sprawie konsultacje z mieszkańcami i znów jest ich sprzeciw. Trwa nadal walka o wydobycie.

Podpisy do zdjęć:

1. złoże Dębnik Karmelicka Góra
2. Portal katedry na Wawelu (fot. Facebook/ marmur.debnicki)
3. Posadzka i kolumny, przedsionek kościoła Na Skałce, Kraków
Brzeszcze (źródło: https://sdm.upjp2.edu.pl/dziela/chrzcielnica-26; Józef Skrabski,
4. „Chrzcielnica”, [w:] „Sakralne Dziedzictwo Małopolski”, 2022)
5. Ołtarz główny katedry wiedeńskiej (fot. Grzegorz Pielak)

 

 

 

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 12 - Komunistyczne bojówki i granit za burtą

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: wtorek, 26 lipca 2022 01:00

118_S52_1.jpg

To, co się dzieje w Polsce i na świecie od momentu wybuchu wojny na Ukrainie, każdy zauważa
i de facto odczuwa na własnej skórze. Ale co, do cholery, ta wojna ma wspólnego z kamieniołomem w Brits w RPA?

Zacznijmy jednak od początku. Wybucha wojna na Ukrainie – świat wstrzymuje oddech i śledzi rozwój wydarzeń. Ale, jak to mówią, kurz opada i ludzie wiedzą, co się dzieje za wschodnią granicą. Z czasem, powiedzmy sobie szczerze, coraz mniejszą wagę do tego przywiązujemy. Jednak pewnych rzeczy już nie cofniemy: cen paliw, gazu czy coraz większej inflacji. Jednak czy my, kamieniarze, odczuwamy jakiekolwiek zmiany w ilości zamówień? Raczej Nie! Problem z dostępnością materiałów kolorowych – czy nawet naszego polskiego szarego granitu – jest duży, ale czy może być jeszcze gorzej? Boję się, że to dopiero początek!

Indie, po zeszłorocznym zachwianiu i przerwaniu łańcuchu dostaw, odrodziły się i wróciły w tym roku bardzo mocno. Ale czy to, co płynie – bądź jest w porcie – zaspokoi nasze potrzeby? A teraz sobie wyobraźcie, że w kwietniu, maju i czerwcu żaden statek z Durbanu czy Richards Bay nie wypłynie z Impalą w kierunku Europy! Sorry. Nie trzeba sobie tego wyobrażać. Tak się stało. Czy zabraknie materiału na rynku? Tak, na pewno! Czy sobie poradzimy?

Lepiej lub gorzej, ale tak, bo rynek nie lubi pustki i jakoś tę dziurę wypełni.
Zapytacie: „co wojna ma wspólnego z brakiem Impali na statkach?” Odpowiedź jest prosta: Ukraina była jednym z największych producentów stali na świecie. Każdy z nas śledził obronę huty Azowstal, a właśnie stamtąd między innymi szła stal na Europę. I, jak napisałem wcześniej, rynek nie lubi pustki, więc świat zaczął szukać miejsc, które mogą zagwarantować dostawy stali. RPA jest bogate w surowce mineralne i jest też w TOP5 producentów stali na świecie. Znowu zadacie pytanie: „ale co to ma do granitu?” I właśnie przechodzimy do sedna sprawy. Granit jest na doczepkę. Przepraszam, może źle to nazwałem – granit jest towarem, którym uzupełnia się ładownie statków. Stal jest kontraktorem i wypełnia przestrzeń statku od 60 do 100 %. Przy układzie 60%, no powiedzmy do 75% stali, jest dobrze – towar płynie, statki wypływają raz w miesiącu z RPA i zmierzają w kierunku Rotterdamu lub Antwerpii. Ale kiedy stal wypełnia ponad 95% przestrzeni ładunkowej, granit jest wyrzucany za burtę. I tak stało się teraz, od kwietnia 2022 roku. Według czarnego scenariusza potrwa to do końca sierpnia, według trochę lepszego do końca lipca.

I teraz przenieśmy się do kamieniołomu. Pod suwnicą mam teraz ponad 3 000 ton bloków, które czekają na wysyłkę. Worek kasy zamrożony w materiale. Kopalnie trzeba utrzymywać, od przeszło trzech miesięcy nic nie wysłałem do Polski, a przelewy na wypłaty czy paliwo trzeba robić. Czy się martwię? Tak. I to mocno. Próbuje „dealować” z armatorami o jakąkolwiek przestrzeń ładunkową dla mojego materiału. Ale wszystko wymaga czasu i cierpliwości.

Żyjąc tymi problemami, starając się składać to w całość, nagle w maju dostaję telefon z kopalni, że na wyrobisku pojawiły się bojówki – od stóp do głów ubrane na czerwono – reprezentujące związki zawodowe pod banderą Juliusa Malemy.
Juliusa Malemę znajdziecie w internecie. Krótkimi słowy to południowoafrykański Andrzej Lepper. Jego ideą jest wyrzucić białych z RPA i wprowadzić odwrócony Apartheid. Nienawidzi białych. A co gorsza rośnie w siłę i zyskuje coraz większe poparcie w parlamencie.
No cóż, wrócimy do naszych bojówek. Jak to czarni: weszli na kopalnie tanecznym krokiem, śpiewając piosenki patriotyczne. Sparaliżowali prace i zażądali spotkania z zarządem bądź właścicielem – czyli dzień jak co dzień.

Zanim jednak opowiem tę historię, muszę wyjaśnić dlaczego w ogóle zainteresowali się nami. Z poprzednich opowieści na pewno kojarzycie Glorię. Była dobrym pracownikiem. Jednak w którymś momencie zaczęła przesadzać z nieobecnościami oraz zaczęła wynosić informacje firmowe na zewnątrz. Co gorsza grała na dwa fronty: wobec nas była do rany przyłóż, ale jak tylko wyjeżdżaliśmy z RPA, siała ferment i podjudzała ludzi do strajków. Postanowiłem ją zwolnić. Wiedziałem, z czym się to wiąże: sprawa w sądzie CCMA (odpowiednik polskiego Sądu Pracy) plus nasłane kontrole z DMR. Jednak tego, że związki zawodowe będą się nami interesowały, nie spodziewałem się. Tym bardziej, że w tym związku zawodowym nie ma nikogo z naszych pracowników. Główny związek zawodowy funkcjonujący na kopalni jest mocny, ale jesteśmy z nim w dobrych relacjach, a z jego prezesem, Joseffem Stalinem, dobrze się dogadujemy (tak, nazywa się Joseff Stalin – i jest czarny).

Wróćmy jednak do naszego wesołego miasteczka na kopalni. Disego, czarna, która była liderem, zamiast rozmowy zarzuciła nas mnóstwem żądań. Oczywiście oczekiwania płacowe i podniesienie składek zdrowotnych to w sumie normalne sprawy. Ale ciekawsze były pozostałe żądania: zapewnienie pracownikom transportu(!) na kopalnie, trzynasta wypłata, natychmiastowe zwolnienie Rudiego (quarrymana – szefa kamieniołomu), wyrzucenie obecnej firmy ochroniarskiej i na to miejsce zatrudnienie firmy od nich, zatrudnienie mechaników do konserwacji maszyn (oczywiście, jak by inaczej, od nich). No i najważniejsze: przywrócenie do pracy Glorii. I w tym momencie złość mi przeszła. Uśmiechnąłem się i powiedziałem: „To ja już wszystko wiem. Proszę spisać na kartce wasze żądania, zostawić w biurze i ktoś się do państwa odezwie.”

Skontaktowałem się z naszym adwokatem Isaakiem. Następnego dnia przekazał mi bardzo interesujące informacje: związek zawodowy nie jest nawet zarejestrowany, więc fizycznie nie istnieje, a nazwa, którą posługiwały się czerwone bojówki, owszem istnieje, ale w Kapsztadzie, czyli jakieś 1200 km dalej. I najważniejsza informacja: prowodyrką była Gloria, która nawet próbowała naszego Stalina podgryzać i nastawiać przeciwko nam. Jednak Joseff umył od tego ręce, stwierdzając, że ma dobre relacje z nami i nie zamierza mieszać się w takie sprawy.

W między czasie już trwała sprawa w sądzie Gloria vs. Chrystal Black. Jej żądania były tak samo abstrakcyjne jak tych bojówek: przywrócenie do pracy lub dwuletnia pensja w formie rekompensaty. Znów się uśmiechnąłem, bo wiedziałem, że w sądzie to nie przejdzie. Sąd zasądził dwumiesięczne wynagrodzenie i zamknął sprawę. A ja mogłem wrócić do spokojnej pracy.
Bojówki dostały mocne pismo od mojego prawnika, i nie wróciły na kopalnie. Ale wiem, że to nie koniec i, jak to mówią, na pewno czają się za rogiem. Z firmy pozbyłem się wadliwego ogniwa, Glorii, i oczyściło to trochę atmosferę na kamieniołomie. A co ważniejsze: dałem jasny znak wszystkim, że firma jest dla nas najważniejsza i nie cofnę się przed niczym, by ją chronić. To zresztą podstawowa nauka wyniesiona z RPA: nie możesz się cofnąć ani o krok, bo czarni wykorzystają każdą twoją niepewność. W RPA do wszystkiego są przepisy i na każdym kroku musisz działać tak, jak przepisy pozwalają. A czarni te przepisy doskonale znają i bardzo chętnie to wykorzystują.
Boleśnie się o tym przekonałem w grudniu 2021 roku, ale to zostawiam na kolejną opowieść TIA.



TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

przeczytaj cały artykuł

Na pewno się przyda

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 lipca 2022 12:09

Wydawałoby się, że skłonności do zbierania wszystkiego pod hasłem „ może się jeszcze przydać”, powinny się były skończyć, od kiedy żyjemy w czasach, gdy wszystko jest dostępne.

Fakt, za czasów PRL kupienie czegokolwiek było sporym wyzwaniem. Zwykle uszkodzone sprzęty lądowały w piwnicy, na strychu lub w garażu i czasem dochodziło do stworzenia z dwóch uszkodzonych jednego działającego. W gruncie rzeczy to były i tak rzadkie przypadki. Mania jednak została.

To, co mnie najbardziej dziwi to, że nawet młodzi ludzie, którzy nie mogą pamiętać czasu braków towarów, odziedziczyli działania pod hasłem „może się przyda”. Efekt tej filozofii widać nie tylko w naszych piwnicach czy garażach. Również w firmach skłonności do składowania różnych dziwnych rzeczy są spore.

W kilku zakładach naszej branży zauważyłem pieczołowicie składowane zużyte rzepy, jakieś śrubki, małe tarcze itp. Kiedyś nawet byłem w pomieszczeniu magazynowym, gdzie „przydasiów” były dwa regały. Naprawdę? Na coś przydadzą się zużyte rzepy i uszkodzona trwale szlifierka?

Inna sprawa to odpady materiałów. W moim odczuciu jest granica wielkości odpadu kamiennego, który być może da się gdzieś wykorzystać. Oczywiście są zakłady przetwarzające te odpady na grys, ale nie jest to powszechne zjawisko. Najczęściej ten kamienny gruz (nazwijmy rzecz po imieniu) znajduje swoje miejsce na placu.
Można by o tym pisać jako o nieszkodliwej przywarze, niestety problem jest, gdy takie miejsca widzą klienci. Takie obrazki spotkane nawet w dobrze zorganizowanym zakładzie powodują, że klient nie widzi dobrze zorganizowanej firmy, tylko właśnie te hałdy kamiennego złomu.

Tymczasem w zakładach jest coraz mniej miejsca, bo rozwijają się i potrzebne jest coraz większe zaplecze. Często widywany obrazek w zakładach to stare maszyny zdemontowane i niepotrzebne, ale przechowywane pod tytułowym hasłem. A przecież są punkty skupu złomu. Realnie: z takiej ważącej parę setek kilogramów maszyny w ciągu kilku lat i tak nie wykorzystamy niczego.
Przeglądając biuro pewnie znajdziemy przynajmniej kilka niepiszących długopisów, złamaną metrówkę i masę papierów dotyczących realizacji sprzed kilku lat oraz kalendarz z 2010 roku. Taka rzeczywistość. Tylko sprzątnięcie biurka i szafy zajmie nam jeden dzień. Z magazynem i placem to już dłuższa walka.

Może ta nadzieja, że się przyda, nie jest pozostałością czasów PRL-u? Może to po prostu ludzka natura i niechęć do wyrzucania czegoś, co kupiliśmy?

Znalazłem takie mądre określenie na te składowane przedmioty – są one w połowie drogi między domem (zakładem) a śmietnikiem.
Znajomy wstawił kiedyś do piwnicy szafkę z szufladami i postanowił sprawdzić, jak to jest z tym „przyda się”. Koło szafki położył kredę z założeniem, że jeśli coś z niej wyjmie, to napisze kredą datę. Byłem u niego, kiedy prosił o pomoc przy wywiezieniu wszystkiego na wysypisko. Po pięciu latach na szafce nie było żadnej daty…

Właśnie stwierdziłem, że mojej myszy do komputera już nie pomaga czyszczenie. Podłączyłem nową i jakoś powstrzymałem się przed wrzuceniem starej do szuflady biurka.
Idę ją wyrzucić do elektrośmieci, a Wam życzę wygospodarowania po sezonie czasu na przejrzenie swoich „stanów magazynowych”.

przeczytaj cały artykuł
Strona 52 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.