
Klient, który decyduje się na blat kuchenny z marmuru, powinien być uświadomiony przez kamieniarza, jakie konsekwencje pociąga za sobą wybór właśnie tego materiału. Wiadomo: marmur jest delikatnym materiałem podatnym na przebarwienia, szczególnie w zetknięciu z niektórymi produktami, które są powszechne w kuchni. Czerwone wino, cytryna, olej, keczup i wiele innych są najczęstszą przyczyną powstawania na marmurze plan trudnych lub niemożliwych do usunięcia. Z drugiej strony wzory i kolorystyka marmurów jest dla klientów bardzo atrakcyjna i trudno się dziwić, że przyciągają wzrok.
Marmur można zabezpieczyć. Praktyka jednak pokazała, że dotychczas stosowane metody sprawdzały się z różnym skutkiem. Badania nad produktami, które skutecznie mogłyby zabezpieczyć marmur, prowadzi nieustannie wielu producentów.
Swój produkt do zabezpieczania marmuru ma również włoski Tenax. Po wielu latach badań został zaprezentowany na zeszłorocznych targach w Weronie. W styczniu tego roku miał on premierę również w Polsce podczas prezentacji w firmie Syntetyk w Busku Zdroju.
Mając świadomość, że o popularności wielu preparatów decyduje wysiłek włożony w ich aplikację, przedstawiamy propozycję włoskiego producenta, opisując sposób aplikacji. W ten sposób każdy samodzielnie będzie mógł ocenić, czy taka oferta jest dla niego interesująca.
Oczywiście końcowe zabezpieczenie marmuru to dodatkowa praca i koszty, które będzie musiał ponieść klient. Myślę jednak, że klienci zaakceptują propozycję, która zwiększa koszty, ale pozwala zagwarantować piękny i czysty wygląd blatu kuchennego przez wiele lat.
Oferowane produkty mają atest na kontakt z żywnością i – co bardzo ważne – proces zabezpieczania jest całkowicie odwracalny. Służy do tego produkt Anti Acid Remover. Po usunięciu powłoki można ponowić zabezpieczenie w ten sam sposób.
Produkty
Oferta dotyczy dwóch grup produktów. Pierwsza – profesjonalna – to Formula 401 do uzyskiwania powłoki matowej oraz Formula 415L pozwalająca uzyskać wykończenie z połyskiem. Te produkty powstały na bazie żywic wodorozpuszczalnych.
Druga grupa to Formula 131 przygotowana do wykonania powłoki matowej. Składa się z kilku elementów, ale można również zamówić kompletny zestaw zawierający wszystkie składniki i narzędzia. Jest to szczególnie przydatne dla firm, które sporadycznie mogą potrzebować takich środków. Ten produkt również powstał na bazie wody.
Po zastosowaniu Formula 131 również można uzyskać powierzchnię błyszczącą. Należy zaopatrzyć się w dodatkowy zestaw zawierający papiery polerskie od gradacji 400 do 1500, którymi spolerujemy materiał z niewielkim naciskiem.
Wszystkie produkty z oferty mają określone wymogi w zakresie sposobu aplikacji. Tylko wykonywanie powłoki zgodnie z określonymi przez producenta zasadami gwarantuje skuteczność zabezpieczenia. Należy równie uczulić późniejszych użytkowników, że codzienne czyszczenie kamienia należy wykonywać w sposób nie powodujący powstawania zarysowań na powierzchni.
Przejdźmy do zasad zabezpieczania powierzchni dla poszczególnych produktów. Pozornie może się wydawać, że są kłopotliwe, ale oglądając premierową prezentację w firmie Syntetyk szybko doszedłem do wniosku, że nawet ja bym sobie z tym poradził.

Formula 401 efekt matowy
Nakładanie powłoki na produkt musi być realizowane metodą natryskową. Do uzyskania dobrego efektu materiał musi być ułożony poziomo i wcześniej dokładnie wyczyszczony acetonem. Po nałożeniu i wyschnięciu produktu powierzchnię poleruje się Scotch-Brite 7447 dla uzyskania gładszej powierzchni.
Wykonana powłoka – według badań producenta – w pełni zabezpiecza materiały zarówno jasne, jak i czarne przed wpływem kwasów oraz zasad przez okres 8 godzin. Oznacza to, że jeśli użytkownik usunie powstałą plamę w ciągu 8 godzin od jej powstania – stosując codzienne metody usuwania zabrudzeń – to na kamieniu nie będzie żadnego śladu. Dla większości substancji powłoka zabezpiecza materiał nawet przez 24 godziny, choć część z nich należy usunąć w ciągu godziny. Nie jest zaskoczeniem, że ochrona nie działa w stosunku do markera niezmywalnego. Powierzchnia jest odporna na wysoką temperaturę, zarówno poprzez kontakt na sucho (garnek postawiony na blacie) jak i poprzez polanie gorącą cieczą. Jest nawet odporna na ogień o temperaturze do 900°C (płomień w kolorze czerwonym), ale ulega degradacji powyżej temperatury 1300 – 1500°C (płomień niebieski).

Formula 415L efekt połysku
Nakładanie powłoki na produkt musi być realizowane metodą natryskową. Do uzyskania dobrego efektu materiał musi być ułożony poziomo i wcześniej dokładnie wyczyszczony acetonem. Aby uzyskać efekt połysku, powierzchnię po wyschnięciu poleruje się papierami polerskimi na sucho z niewielkim naciskiem, zaczynając od gradacji 400, a kończąc na 1500. Na koniec na powierzchnię nakłada się pastę polerską i poleruje dyskiem wełnianym stosując większy nacisk i zwiększając miarowo obroty polerki, aż do uzyskania oczekiwanego efektu.
W przypadku Formula 415L wykonane zabezpieczenie jest nieco mniej odporne na plamy niż
Jednak jeśli plamy zostaną wyczyszczone w ciągu 60 minut, to nie powinno dojść do uszkodzeń materiału. Należy pamiętać, że materiały ciemne są nieco bardziej podatne na uszkodzenia po kontakcie z niektórymi produktami kwasowymi. Ten produkt jest również odporny na wysokie temperatury.

Formula 131 – prostsza aplikacja
Druga grupa produktów jest dużo łatwiejsza w aplikacji. Formula 131 do wykonania powłoki matowej sprzedawana jest w poszczególnych elementach, lub jako kompletny zestaw – w wersjach podstawowej i wersji Xpro. Ten produkt jest aplikowany przy pomocy znajdującego się w komplecie wałka malarskiego lub dwukrotnie metodą natryskową. Finalnie należy powierzchnię wygładzić bez nacisku kolejno Scotch-Brite 7447 i Scotch-Brite 7448 – tak uzyskujemy powierzchnię matową.
Aby uzyskać powierzchnię błyszczącą, należy zaopatrzyć się w dodatkowy zestaw zawierający papiery polerskie od gradacji 400 do 1500, którymi z polerujemy materiał z niewielkim naciskiem kolejnymi gradacjami. Na koniec, po oczyszczeniu powierzchni, nakładamy pastę polerską i polerujemy dyskiem wełnianym stosując większy nacisk i zwiększając miarowo obroty polerki, aż do uzyskania oczekiwanego efektu.
Formula 131 wykazuje podobną odporność na substancje kwasowe jak Formula 401.
Podobna jest również odporność termiczna.

Nie wiem, czy oferowane produkty zyskają popularność w naszych zakładach. Myślę jednak, że wprowadzenie usługi zabezpieczenia powierzchni przed wpływem kwasów może znacznie zmniejszyć liczbę reklamacji od klientów. Znamy przecież te sytuacje: nawet jeśli udowodnimy klientowi, że plamy powstały w wyniku niewłaściwego użytkowania kamienia, to i tak klient będzie opowiadał, jak kiepskim pomysłem było użycie kamienia. A to już dla nas wszystkich spory problem.
O tym, że taki produkt był oczekiwany, świadczy fakt, że na prezentacji w firmie Syntetyk zjawili się przedstawiciele dużych i znanych firm z całej Polski. Wszyscy z zainteresowaniem oglądali pokaz. Nie brakowało bardzo konkretnych pytań odnośnie technologii, trwałości i wyników badań produktu przeprowadzonych przez producenta.
Zastanawiano się nad kosztami zabezpieczenia z uwzględnieniem kosztów samego produktu, jak i kosztów dodatkowego nakładu pracy. Na te dylematy jednak każdy musi znaleźć odpowiedź sam.
Więcej informacji o produktach Formula można uzyskać od polskiego dystrybutora: Syntetyk s.c., Busko Zdrój, www.syntetyk.eu.

Wszędzie można zauważyć, że jesteśmy obserwowani za pomocą kamer monitoringu wizyjnego. Osiedla, budynki, skwery, parki, ulice... Wszędzie odnajdujemy kamery.
Monitoring wizyjny wciąż budzi wiele wątpliwości, pomimo, że w Polsce poddany został już regulacji prawnej. Kamery w zdecydowanej większości są montowane w celu zniwelowania zagrożeń, np. zniszczenia mienia, kradzieży, rozbojów czy pożarowych, lub w celu zapewnienia porządku publicznego.
Pewien administrator nieruchomości za zgodą większości lokatorów zainstalował monitoring wizyjny w sposób, że obejmował on wejście do lokali mieszkalnych. Celem instalacji monitoringu było zapewnienie porządku i uniknięcie zaśmiecania terenu.
Taka ochrona terenu nie spodobała się wszystkim mieszkańcom. W toku szeregu działań prawnych sprawa miała swój finał w Naczelnym Sądzie Administracyjny. Sąd orzekł, że uzasadniony interes Administratora może uzasadniać montaż monitoringu wizyjnego na budynku mieszkalnym. Proces i system przetwarzania danych musi jednak być zgodny z przepisami RODO, a więc wykazania, że interes Administratora ma nadrzędny charakter wobec podstawowych praw i wolności osób, których dane dotyczą. Nie podzielił argumentu Administratora, że kamery mają na celu wyłącznie zachowanie porządku. Stwierdził, że konsekwencją zainstalowanego monitoringu jest niepożądana świadomość osoby, która znajdzie się w zasięgu kamer, że może być obserwowana (na żywo) przez nieokreślone osoby.
Co ciekawe: sąd stwierdził, że stosowanie monitoringu wizyjnego na budynku mieszkalnym umożliwia dokonanie oceny zachowań i zwyczajów właściciela lokalu oraz innych osób, które go odwiedzają.
Systemy monitoringu mają możliwość zaczernienia miejsca, które nie powinno być rejestrowane – kamera widzi to miejsce, ale rejestrator nie zapisuje obrazu z tego miejsca. Jednak już sam fakt, że osoba siedząca przed monitorem wyświetlającym obraz z kamery może obserwować (a nawet nagrywać przy pomocy np. telefonu komórkowego) widok z kamery, jest naruszeniem przepisów.
Administrator musi w każdym przypadku dobierać takie środki, które w minimalnym stopniu będą ograniczać prawa osób. Administrator mógł zastosować mniej inwazyjne środki, np. zatrudnić osobę, która będzie dbała o regularne utrzymywanie porządku.
Potencjalne zagrożenia uzasadniające zainstalowanie monitoringu wizyjnego za pomocą kamer nie mogą być abstrakcyjne. Inaczej mówiąc, obawa Administratora, że jakieś zdarzenie może mieć miejsce w przyszłości, nie jest wystarczająca. Musi faktycznie dochodzić do niebezpiecznych sytuacji w obrębie monitorowanego terenu. Przekładając tę sytuację z polskiego na nasze: najpierw musi wydarzyć się jakieś niebezpieczne zdarzenie, by zgodnie z przepisami można było objąć monitoringiem wizyjnym miejsce tego zdarzenia.
Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych. Specjalizuje się w problemach związanych z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych. Audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

Telefon wibruje. Na Whatsappie wiadomość od Mietka:
„Jacek mamy problem ludzie z bronią mówią, że są z policji i coś od nas chcą”.
Po krótkiej rozmowie z oficerem Mietek przekazuje informację, że muszą jechać do domu po paszporty i pokazać bilety powrotne do domu. W RPA bez pozwolenia na pracę lub wizy biznesowej pobyt dłuższy niż 30 dni nie wchodzi w grę. Wiadomo więc, jaki był cel policji i urzędu imigracyjnego – sprawdzić ile dni siedzą chłopaki w RPA!
Niestety była jeszcze jedna zmienna, o której zapomniałem. Głupia. Ba! Bardzo głupia. Ja pilnowałem podczas wjazdów do RPA, żeby celnik mi wpisał „bussines visitor”, a nie „tourist visitor”. To zmienia wszystko. Mietek i Zenek zostali potraktowani jak przestępcy, bo byli tam jako „turyści”, więc nielegalnie przebywali na terenie zakładu pracy. Powiecie, że to przecież firma Zenka, a Mietek ma pełnomocnictwo do reprezentowania firmy w RPA. Jednak zależy, jak prawo jest interpretowane i kto je chce interpretować.
Nasz GM lubił grać w tenisa. To go nawet wysoko zaprowadziło, bo trenował ludzi prezydenta, a kiedy między nami zaczęło się psuć, zaczął szukać sposobności eliminacji nas. Zadacie pytanie: jak można sr...ć do własnego gniazda? Uwierzcie mi, nasz GM zmienił się nie do poznania: z osoby, która była bezkonfliktowa, do typa, który jest w stanie spalić wszystkie mosty za sobą!
Zanim skończę historię z grudnia 2020 roku, muszę się cofnąć jeszcze do roku 2018. We trójkę – ja, Mietek i Zenek – byliśmy skupieni na robocie w RPA, nawet nam przez głowę nie przeszło, że w tym czasie GM już działał przeciwko nam. Jak wspomniałem, nasz GM grał w tenisa rekreacyjnie, ale też był trenerem. Przez 40 lat zaprocentowało to znajomością wielu ludzi. Między innymi miał dobre kontakty z ambasadą polską, gdzie trenował naszą konsul (bez nazwisk). Dzięki tym kontaktom udało mu się wkręcić do świty prezydenta (do października 2018 był to Jacob Zuma, a do dzisiaj Cyril Ramaphosa). W czasie, kiedy trenował w Pretorii ludzi prezydenta, otaczał się różnymi osobami. Wśród nich byli i przedstawiciele urzędu imigracyjnego – kto dokładnie, nie wiem, ale w 2021 roku dostałem informację, że naciski, żeby zamknąć Zenka i Mietka w 2020 roku, przyszły z góry.
Wyobraźcie sobie, jaka musiała w nim buzować nienawiść do nas, do ludzi którzy każdego 25-tego dawali mu wypłatę. Wtedy już musiał knuć plan, co zrobić, żeby pozbyć się nas z RPA. Apogeum tego była jednak historia z grudnia 2020. Pamiętam jak dzisiaj, że kiedy dowiedziałem się, że jadą na posterunek w eskorcie policji, ścięło mnie z nóg. Co mam zrobić? Kupić bilet, wsiadać do samolotu i lecieć tam? Tylko zanim dotrę na miejsce, minie dwa do trzech dni. Podjąłem decyzję, że nikt o niczym nie będzie wiedział, a ja zamknę się w biurze i ruszę swoje kontakty w RPA.
Żeby Zenka i Mietka wyciągnąć z więzienia, potrzebowałem jednego dnia. Ściągnąłem z Kapsztadu naszego wspólnika Adriana. Choć to bardzo dobry przyjaciel GM – w sumie znają się przeszło 30 lat i znamy go dzięki GM – jego zachowanie było w pełni profesjonalne i bardzo mnie zaskoczyło. Powiedział mi wtedy: „Jacek, nie martw się. Jestem tu po to, by wam pomóc. Zenkowi i Mietkowi włos z głowy nie spadnie i wszystko będzie dobrze”. Jak powiedział, tak się stało. Do Brits dotarł po 8 godzinach. Jego znajomości i sposób funkcjonowania w RPA był godny podziwu. Jak się okazało, urząd imigracyjny przyznał, że dostał informację (wtedy nie powiedzieli od kogo) że dwóch Polaków nielegalnie pracuje na terenie kopalni w Brits. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy funkcjonariusze powiedzieli, że wiedzieli gdzie szukać tych Polaków. Mieli podane dwa adresy: domu i kopalni. To nie była rutynowa kontrola tylko świadome działanie kogoś, kto wiedział, gdzie są chłopaki.
Skończyło się na tym, że zabrano im paszporty, wystawiono mandat za nielegalną pracę i wydano zakaz wjazdu na teren kopalni. Tak, zakaz wjazdu do firmy jej właścicielowi. Kto nie zna Zenka, nie zrozumie jak wielka złość w nim kipiała, że ktoś coś mu nakazuje i to jeszcze w jego firmie. Musieli jednak to uszanować. Wtedy ja z Adrianem miałem czas, żeby wszystko odkręcić. Chłopaki zostali w Brits do 20 grudnia. Paszporty mogli odebrać dopiero na 5 godzin przed odlotem.
Ciężko to zrozumieć, dopóki człowiek nie znajdzie się w takiej sytuacji. Jedynym dokumentem tożsamości dla obcokrajowca – oczywiście poza Unią Europejską – jest paszport. Oni ich nie mieli. Mieli „kserówkę”, która niby mówiła, że paszport został im zabrany. Każde zatrzymanie wiązało się z godzinnymi tłumaczeniami dlaczego, po co, na co. Zenek i Mietek są pracoholikami, a musieli de facto przez tydzień siedzieć w domu. Najbliżej do firmy mogli podjechać pod szlaban odgradzający kopalnie od „bezpiecznej ziemi” – wiedzieli jakie konsekwencje mogą nastąpić, jeżeli pokusiliby się wjechać na kopalnie i ktoś by udowodnił, że tam byli. Najbardziej komiczne z tej całej opowieści jest to, że nasz GM – który od tej pory dostał ksywę Szczur – siedział na kopalni i nawet palcem nie kiwnął. Kiedy urząd imigracyjny i policja zjawiła się w kopalni, wsiadł w auto i pojechał przed siebie, jakby go ta sprawa w ogóle nie dotyczyła. Jego znieczulica i brak zainteresowania tym, co się dzieje z chłopakami, była porażająca do tego stopnia, że mieszkał dalej w domu, którego właścicielem był Zenon. Nawet nie wzruszył ramionami, kiedy chłopaki wrócili na noc do domu. A następnego dnia nasz Szczur, jak gdyby nigdy nic, wsiadł do auta i pojechał na kopalnie „pracować”.
Powiecie: „za takie coś na kopach bym wyrzucił tego gościa z domu i firmy”. Dokładnie tak chcieliśmy zrobić. Jednak to, co później nastąpiło i jaka była sekwencja zdarzeń do lipca 2021 przeszło wszelkie wyobrażenia. Zaczęło się od próby eksmisji z domu, która się nie udała, przez nakaz jego powrotu do domu (tak, nakaz sądowy powrotu do naszego domu) po dyscyplinarkę. Ale to zostawmy na kolejną opowieść o naszym GM aka Szczur.
TIA!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

Spośród internetowych rankingów „10 najpiękniejszych...” dziś na tapet weźmiemy najpiękniejsze schody świata. W zdecydowanej większości tych zestawień natkniemy się na te z przepięknej, malowniczej, nadmorskiej Odessy.
To symboliczne wejście do ukraińskiego miasta od czasu ich powstania w XIX wieku nosiło już wiele imion. Początkowo były nazwane „Gigantycznymi schodami”, następnie „Schodami przymorskimi”, „Ryszeliowskimi”, „Bulwarowymi” i wreszcie od 1955 roku znane są jako „Schody Potiomkinowskie”. Ich powstanie zawdzięczamy włoskiemu architektowi z XIX wieku Francesco Boffo oraz pomocy Abrahama Mielnikowa i Pottiera.
Pierwotna nazwa “Gigantyczne” miała swoje uzasadnienie – liczą one 192 stopnie, mają długość 132 metrów, a różnica poziomów wynosi 27 metrów. Początkowo zbudowane z piaskowca zastąpione zostały w 1933 roku stopniami wykonanymi z granitu z Podola. Rozszerzająca się ku dołowi konstrukcja schodów sprawia, że patrząc na nie z góry odnosi się wrażenie, jakby stopnie były tej samej szerokości. W rzeczywistości jednak najniższy stopień ma ok. 21,5 metra, najwyższy zaś 12,5 metra. Dodatkowo patrząc z góry, nie zobaczymy schodów, jedynie podesty. Z dołu natomiast efekt będzie odwrotny – zobaczymy jedynie schody.

Zdjęcia:
z lewej: Schody w Odessie (Ukraina) – widok z dołu (źródło: www.traveliger.pl)
z prawej: Schody w Odessie (Ukraina) – widok z góry (źródło: www.youtube.com, profil: Sylwia K_Podróże, kadr z filmu ODESSA SCHODY POTIOMKINOWSKIE)
Prócz wywołującej złudzenie optyczne konstrukcji, schody kryją jeszcze kilka tajemnic i ciekawostek. Początkowo stopni było 200, podczas renowacji zredukowano ich liczbę do obecnej. Mieszkańcy twierdzą jednak, że ta ósemka nie została usunięta, a jedynie zakopana i do dziś znajduje się pod jezdnią ulicy Nadmorskiej.
Pełnią one również ważną rolę w życiu kulturalnym mieszkańców. Służąc jako trybuny umożliwiają organizację koncertów, pokazów, festiwali. Raz w roku organizowane są również zawody w bieganiu po schodach w górę, a obecny rekord wynosi 22,8 sekundy!
Jeżeli nigdy nie byliście w Odessie i nie przeglądaliście list topowych schodów, a w głowie pojawiła się myśl „gdzieś je już widziałem”, bardzo możliwe, że stoi za tym film Siergieja Eisensteina “Pancernik Potiomkin” (1925 r.). Ta prawie już stuletnia produkcja zdecydowanie przyczyniła się do ich rozsławienia. Schody zagrały też w filmie Juliusza Machulskiego pt. “Déjà vu” (1989 r.).
Dodatkowo były inspiracją dla tych znajdujących się w Polsce przy Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku oraz w Parku Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza w Warszawie. Mogliście więc spotkać w naszym kraju ich zmniejszone i lekko różniące się wersje.

Zdj. Przykład złudzenia optycznego – najniższy stopień jest około 1 m szerszy niż najwyższy (IKEA, Wrocław)

W dniu 21 października 2021 w budynku Geonatura Kielce odbyło się uroczyste otwarcie wystawy zatytułowanej „Mistrz i Uczeń – sztafeta geopokoleń”.
Na wystawie zaprezentowano okazy geologiczne ze zbiorów Jerzego Jędrychowskiego – kolekcję drewna skrzemieniałego oraz kolekcję minerałów Antosia Kaszni. W skład tej ostatniej wchodzą minerały pochodzące zarówno z terenów Polski, jaki iświata. Młody pasjonat, mimo swoich 11 lat, zdołał zebrać pokaźną kolekcję, w której szczególny nacisk kładzie na minerały pochodzące z naszego świętokrzyskiego podwórka. Ciekawie zaprezentowane okazy wzbudziły ogromne zainteresowanie wśród osób zgromadzonych na otwarciu, a także wśród zwiedzających wystawę turystów.
Podczas otwarcia wystawy nastąpiło symboliczne przekazanie pałeczki w sztafecie geopokoleń. Kielecki kolekcjoner iregionalista – Jerzy Jędrychowski przekazał na ręce Antosia – przedstawiciela młodego pokolenia miłośników geologii, własnoręcznie wykonany młotek geologiczny.
Przypomnijmy historię świętokrzyskiego ruchu kolekcjonerskiego. Wszystko zaczęło się 17 lutego 1986 roku, kiedy to wKielcach powstała „Szkółka zbieracko - szlifierska” założona przez Polskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk o Ziemi – Oddział Świętokrzyski. Była to w tym okresie pierwsza wPolsce organizacja skupiająca geo-zapaleńców. Założycielem i prowadzącym był Jerzy Jędrychowski. Wszkółce uczono podstaw geologii regionalnej, gemmologii, złotnictwa i obróbki kamieni ozdobnych. Uczestnicy mieli do dyspozycji dość dobrze wyposażoną szlifiernię. W tym samym roku, 5 października, odbyła się I Kielecka Giełda Skał i Minerałów. Odtej pory kieleckie giełdy były przez szereg lat miejscem spotkań kolekcjonerów z całego kraju.

Bardzo wyraźne zainteresowanie kolekcjonerskie wśród mieszkańców regionu nasunęło pomysł utworzenia profesjonalnego klubu zrzeszającego miłośników – kolekcjonerów. Pomysłodawcy przedsięwzięcia, Barbara i Jerzy Jędrychowscy, otrzymali duże wsparcie od ówczesnego dyrektora Geoparku Kielce – pana Andrzeja Mochonia. Dyrektorskie decyzje zaowocowały powstaniem w strukturach Geoparku, Klubu Miłośników Geologii. Klub, który początkowo miał siedzibę w Kieleckim Centrum Kultury, rozpoczął swoją działalność w styczniu 2005 roku. Po wybudowaniu w 2012 roku Centrum Geoedukacji, klub przeniesiono do nowej siedziby, gdzie znajduje się do dziś.
Przez 16 lat działalności w zajęciach i spotkaniach terenowych Klubu Miłośników Geologii wzięło udział kilkaset osób. Ogromną dumą prowadzących jest fakt uczestniczenia w zajęciach sporej grupy młodzieży, wśród której dochowano się 8 studentów geologii. W ostatnich latach, w grupie młodszej, wyraźnie wyróżnia się 11-letni klubowicz Antoś Kasznia, który, mimo młodego wieku, posiada ogromną wiedzę i bogate zbiory. To właśnie jego wybrano jako przedstawiciela młodego pokolenia świętokrzyskich kolekcjonerów, przekazując na jego ręce przysłowiową pałeczkę w sztafecie geopokoleń.
Pragnę w tym momencie wszystkich potencjalnych kolekcjonerów ostrzec – geologia wciąga!