Reklama


Artykuły

Kamieniarze kontra architekci

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 13 maja 2021 01:00

111_S14_01.jpg

Od kiedy pracuję w branży, co jakiś czas słyszę o błędach projektantów, ich słabej wiedzy o kamieniu i projektowaniu bez znajomości specyfiki kamienia. Miałem też okazję do rozmów z architektami. Ci z kolei zwracali uwagę na problemy we współpracy z firmami kamieniarskimi na budowie: układanie kamienia niezgodnie z projektem, wciskanie materiału słabej jakości, naciskanie na inwestora w sprawie zmiany rodzaju kamienia. Z tego powodu postanowiłem poznać sposób widzenia robót kamieniarskich od strony architekta. Moim przewodnikiem był architekt Wojciech Gwizdak, właściciel biura projektowego 2G Studio, Członek Zarządu Oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) w Kielcach oraz Sekretarz Krajowej Rady Izby Architektów RP. Wojciech Gwizdak – jako architekt – ma w swoim dorobku pewną ilość realizacji z kamienia.

 

 Słyszałem wielokrotnie niepochlebne opinie o współpracy architektów i kamieniarzy, padające z obu stron. Co według Pana jest powodem powstawania problemów?

Osobiście miałem szczęście do dobrej współpracy – ostatnio pracuję z Michałem Ziołowiczem – ale faktycznie słyszałem wielokrotnie, że są problemy. Najczęściej dotyczą samego materiału. Zdaję sobie sprawę, że to w sumie nie zawsze dotyczy firmy kamieniarskiej – ona zamawia materiał i dostaje to, co dostaje. Pamiętam też, że to materiał naturalny i trudno oczekiwać, że będzie idealny. Zresztą w tym tkwi jego urok. Ale dostawcy też robią czasem dziwne rzeczy. Pamiętam, że kiedyś na budowę przyjechał materiał z Chin, na którym było widać ślady szmaty po „poprawianiu” koloru. To jednak nie dotyczyło firmy kamieniarskiej, a dostawcy materiału.

W mojej opinii to, co pozwala uzyskać dobre rezultaty, to współpraca. Dobrze jest już na etapie projektowania konsultować swoje pomysły z wykonawcą, choćby po to, żeby dowiedzieć się, czy to, co się chce, jest wykonalne. Tu niewątpliwie często pojawiają się trudności. O ile współpraca z wykonawcami na przykład konstrukcji może być realizowana na etapie projektowania wstępnego, to kamień, jako materiał wykończeniowy, pojawia się dużo później, na poziomie projektu wykonawczego i realizacji inwestycji.

Trzeba pamiętać, że architekt to specyficzny zawód. Musi mieć szerokie pojęcie o wszystkim, co wydarzy się na budowie. Ale w każdym elemencie jego wiedza jest na pewno relatywnie dużo mniejsza niż specjalisty z danej branży. Pamiętajmy, że roboty kamieniarskie to tylko jeden z elementów, które są projektowane. Są konstrukcje, stolarka, pokrycia dachowe, instalacje wodne i wiele innych. Trudno oczekiwać od architekta, że w każdej z dziedzin będzie równie biegły jak specjalista branżowy.

Architekt musi widzieć zagadnienie ogólnie i konsultować się w sprawie szczegółów. Dobre projektowanie to zbieranie informacji z różnych branż i wykonanie projektu w miarę możliwości poprawnego w każdej dziedzinie. Celem pracy architekta jest zaplanowanie strony użytkowej budynku, czyli jak człowiek będzie go użytkował. Jego troską jest stworzenie przestrzeni jak najbardziej funkcjonalnej. Musi znać oględnie wszystkie zagadnienia, ale od strony szczegółów są specjaliści branżowi.

W przypadku kamienia trzeba konsultować wiele elementów. Jaka grubość kamienia, jakie szczeliny, jakie możliwości kotwienia itd. Na projekcie są tylko prostokąty oznaczające płyty kamienne. Szczegóły pojawiają się w trakcie kolejnych faz uszczegółowienia projektu. Zawsze trzeba pytać, czy tak będzie dobrze.
Dobry wykonawca podpowiada, jak będzie lepiej i zgodnie ze sztuką w jego dziedzinie. Czasem zauważa też rzeczy ogólne i zwraca na nie uwagę. Kiepski stwierdza co najwyżej: „Zaprojektowałeś pan głupotę, ale ja ją wykonam”. To nie metoda. Również słaby architekt zbyt rzadko konsultuje się z firmą kamieniarską i popełnia błędy. To sprawa solidnego wykonywania zawodu. Jeśli wykonawca widzi w projekcie rzeczy, które można by zrobić lepiej, powinien na nie zwrócić uwagę projektantowi. Projekt jest tym lepszy, im więcej konsultacji z branżystami przeprowadzi autor.

Jestem zaangażowany w branży kamieniarskiej i w związku z tym chciałbym, aby kamienia w budownictwie znalazło się jak najwięcej. Wiadomo, że wszystko zaczyna się od projektu. Jeśli na etapie powstania projektu nie będzie kamienia – to go nie będzie w ogóle.

Projektowanie to jest próbne zrobienie budynku. Jak mówią: im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi na polu walki. Proces projektowania jest takim poligonem powstania budynku. Mózg ludzki nie jest na tyle wydajny, żeby mógł sobie wyobrazić wszystkie konsekwencje podejmowanych działań, dlatego w pierwszej kolejności powstają rysunki. Wtedy stosunkowo łatwo można podejmować decyzje i poprawiać obiekt. Tak, wszystko zaczyna się od projektu – inwestor ma jakieś zapotrzebowanie, a architekt musi mieć pomysł, wizję obiektu, który spełni zapotrzebowanie inwestora.

Dla mnie kamień to trwałość i piękno natury. To są argumenty za stosowaniem go jako materiału budowlanego. Jeśli budynek ma być dostojny i trwały, to wszystko przemawia za użyciem kamienia. Stąd zwykle w obiektach biurowych czy bankach kamień jest dobrze widziany. Również deweloperzy, którzy chcą sprzedać drożej mieszkania w swoich budynkach, często oczekują, że zaprojektowany będzie w nich kamień.

Kamień jest naturalny i czasem daje nieprzewidywalne efekty. Sporo ludzi to lubi. Nawet ostatnio firmy, zajmujące się ceramiką próbują trochę udawać tę cechę w swoich produktach, ale to nie do końca działa. Dla mnie to fantastyczna możliwość – łączenie materiałów o oczywistym wyglądzie, bo taka jest większość materiałów budowlanych, z materiałami, które nie są do końca przewidywalne, jak kamień czy drewno. To jest w zgodzie z tym, co powiedział o budynkach doskonałych Witruwiusz (1): „trwałość, użyteczność i piękno”. A materiały naturalne o niejednolitym – czasem nieoczekiwanym – wyglądzie, jak drewno czy kamień, dają szansę odczuwania piękna w obiekcie budowlanym. Kamień na dodatek zapewnia trwałość.

Mam nadzieję, że takie podejście do kamienia ma większość architektów. Ciekaw jestem, jakie są perspektywy na przyszłość. Ma Pan do czynienia z młodymi ludźmi wchodzącymi dopiero do zawodu architekta. Jak ocenia Pan ich wiedzę, w tym o kamieniu?

To bardzo szerokie zagadnienie. Niewątpliwie, poziom kształcenia się obniża. Dla mnie uzasadnienie jest proste i wynika z matematyki. Wyobraźmy sobie rozkład statystyczny zdolności ludzi. Jest pewna liczba tych niezdolnych, najwięcej tych przeciętnych i z drugiej strony pewna liczba wybitnych. Chcąc pozyskiwać tych najlepszych, trzeba ich szukać właśnie wśród nielicznej grupy wybitnych jednostek. Jednak, jeśli chce się pozyskać więcej ludzi, na przykład na studia, trzeba sięgać coraz bardziej w kierunku przeciętności. W latach kiedy ja studiowałem, studentów w Polsce było około 400 tysięcy. Jakieś 10 lat temu, gdy był wyż demograficzny, studentów w Polsce było 2 miliony. Siłą rzeczy na studia zaczęło trafiać więcej ludzi mniej zdolnych. W efekcie spotykam coraz więcej ludzi, którzy skończyli architekturę, a mają problemy z wyobraźnią przestrzenną i nie potrafią czytać rzutów.

Inna sprawa, że mam wrażenie, że gdy ja kończyłem studia 25 lat temu, to poznałem więcej programów komputerowych, niż młodzi ludzie trafiający do zawodu dzisiaj. Komputery były dużo droższe, brakowało instrukcji do programów, nie było Google i YouTube. Była za to chęć nauki i poznawania nowych technologii. Dzisiaj, pomimo ogromnej dostępności wiedzy, studenci z tych możliwości za mało korzystają.

Co do wiedzy o kamieniu czy innych materiałach problem dotyczy zakresu nauki. Studenci architektury mają zajęcia z projektowania małych przedmiotów użytkowych w ramach zajęć z form przemysłowych aż po zagadnienia z planowania przestrzennego, czyli skali bardzo dużej. Do tego szereg zagadnień dotyczących np. prawa. Duży zakres tego typu tematyki ogranicza możliwości zwiększenia objętości zajęć dotyczących zagadnień branżowych.

Innym elementem, który martwi, jest poziom i kwalifikacje kadry na uczelniach. Relatywnie mało wykładowców pracuje w zawodzie. Są czystymi teoretykami i nie mogą nauczyć czegoś, z czym sami się nie zetknęli w innej formie niż teoria. Działam również w Izbie Architektów i zwracaliśmy uwagę ministerstwu, że byłoby bardzo pozytywnym trendem, gdyby w ocenianiu uczelni przyznawano punkty za ilość pracowników pracujących w zawodzie, którego uczą.
Na uznanych światowych uczelniach, jeśli zauważa się, że na rynku ktoś ma dokonania, to taki ośrodek akademicki stara się go pozyskać jako wykładowcę. U nas projektowania młodych ludzi uczą wykładowcy, którzy mają małe lub żadne doświadczenie projektowe. To jest przepis na klęskę. Na studiach architektonicznych należy uczyć rzemiosła, i wykonywania zawodu.

Miejmy nadzieję, że z czasem kształcenie będzie lepsze, a więcej architektów doceni walory naturalnego kamienia. Życzę jak najwięcej możliwości stosowania w projektach kamienia i prezentowania jego naturalnego uroku.

* Witruwiusz (Vitruvius) – rzymski architekt żyjący w I w. p.n.e., autor traktatu „O architekturze ksiąg dziesięć”

 

 

przeczytaj cały artykuł

Impregnacja. Definicja bez definicji.

Autor: Dominika Grabiarz   |   Data publikacji: czwartek, 13 maja 2021 01:00

chemistry-2938901.jpg

Żyjemy w czasach social mediów. Wszędzie widzimy kolorowe zdjęcia, ciekawe relacje na Instagramie, kątem oka czytamy slogany reklamowe. To wszystko bardzo mocno wpływa na naszą świadomość i, co gorsza, podświadomość. W tym świecie dostrzeżenie prawdziwości niektórych spraw staje się trudne lub wręcz niemożliwe.

Tak właśnie stało się z tematem impregnacji. W Polsce przez wiele lat pielęgnacja kamienia nie była traktowana poważnie. Nikt nie myślał o zabezpieczeniu lastrikowego nagrobka przed wpływem promieni słonecznych i deszczu.

W którymś jednak momencie przybyła do nas moda z innych krajów i w Polsce zaczął się prawdziwy impregnacyjny boom. Zostaliśmy zalani falą międzynarodowych nazw produktów, pojawiły się poobklejane samochody dostawcze przemierzające bezkresne drogi naszego kraju, wszędzie widać kolorowe ulotki z jakże ciekawym składem produktów, które obiecują cudowny wręcz efekt po zastosowaniu danego środka. Dostępne są również strony www z połowicznym lub niestety często błędnym tłumaczeniem na język polski.

111_S33_01.jpg

Źle wykonana impregnacja:
Blat kuchenny – granit szczotkowany.
Został użyty produkt na bazie wody, a montażysta niestety nie wiedział, że kamień został wcześniej napuszczony przez dostawcę innym środkiem. 


 Tak szeroki dostęp do produktów dał nam możliwość stania się „specami” od impregnacji w ciągu tygodnia. Czy aby na pewno?

W którymś momencie został pominięty bardzo ważny etap. Etap nauki. Lecz nie tej przeczytanej w ulotkach, ale tej prawdziwej, praktycznej. Pominęliśmy etap popełniania błędów i nauki na tych błędach. Pominęliśmy etap prób wykonywanych gdzieś na uboczu naszych pracowni.

111_S34_01.jpg

Źle wykonana impregnacja:
Blat kuchenny – granit polerowany.
Został użyty impregnat „do wewnątrz” na bazie wody, następnie na bazie rozpuszczalnika. W miejscach, gdzie stały różne przedmioty, pojawiły się jaśniejsze plamy. 

 


 

Przecież kamień to natura. Można go porównać do ludzkiej skóry – posiada pory, jest codziennie narażony na przeróżne czynniki atmosferyczne. Różnica polega na tym, że o skórę uczymy się dbać od zawsze, a i tak wiedza ta nadal nie jest doskonała. Wiemy natomiast, że inaczej należy zabezpieczyć skórę udając się na narty w Dolomity, inaczej jadąc do Dubaju na „plażing”, a jeszcze inaczej idąc na spacer z psem do parku, przy pierwszych promieniach letniego słońca. Bardzo ważny jest również rodzaj samej skóry. Schemat można powielić w przypadku kamienia.

Należy odpowiedzieć sobie na pytania:

• gdzie kamień będzie położony?
• czy będzie narażony na czynniki atmosferyczne, takie jak: słońce, wiatr, deszcz, mróz?
• na jaki rodzaj plam będzie narażony: woda, kawa, wino, cytryna, coca-cola?
Następnie należy przeanalizować sam kamień:
• rodzaj kamienia
• rodzaj obróbki
• rodzaj wykończenia
• czy był wcześniej impregnowany? jeśli tak, to czym?
• czy był woskowany?
• jaki efekt chcemy uzyskać?

Po odpowiedzi na powyższe pytania pozostaje nam jedynie wybór odpowiedniego produktu. Nie powinno to dla nas stanowić problemu, ponieważ obecnie na polskim rynku jest około 20 czynnie działających firm z impregnatami, a każda z nich posiada w swojej ofercie kilkadziesiąt produktów.
Kiedy już uda nam się wybrać „złoty środek”, wystarczy go jedynie zaaplikować. Pojawia się pytanie: jak? Często instrukcje obsługi podawane są w obcym języku. A zatem, powodzenia, panie Kowalski!

111_S34_02.jpg

Źle wykonana impregnacja:
Schody wewnętrzne
– granit płomieniowany.
Został użyty impregnat na bazie wody, a zaraz po nim wosk. 


 Ale nikt z nas nie urodził się Einsteinem. Nigdy nie jest za późno na naukę. Zejdźmy zatem nieco na ziemię i zacznijmy od podstaw.

Impregnacja. Gdyby w tym momencie każdy z nas spróbował znaleźć jeden synonim tego słowa, to co by to było? Po przeszukaniu różnych źródeł możemy się dowiedzieć, że impregnacja to: namoczenie, zwilgocenie, nasycenie. Antonimy to natomiast: suchy, osuszony.
Według Wikipedii impregnacja to: „nasycenie materiałów (drewna, płótna, papieru, betonu, tynku, skóry itp.) roztworami żywic, rozpuszczonego wosku i innymi substancjami chemicznymi. Proces ma wzmocnić i zabezpieczyć podłoże lub materiał przed szkodliwym działaniem wilgoci, pleśni, owadów, ognia itp.”

Widzimy zatem, że większość z nas nieco błędnie interpretowała to słowo oraz jego znaczenie. Mamy zatem przed sobą jeszcze wiele nauki. Myślę, że na początek powinniśmy częściej mówić o „pielęgnacji” kamienia niż o samej impregnacji.

Zobaczymy zatem, jak krok po kroku pielęgnować kamień. Istnieje 5 podstawowych procedur:

1. Pre-impregnacja:
Ma ogromne znaczenie, ponieważ chroni przed wnikaniem zanieczyszczeń. Stosujemy ją na spodniej części kamienia, płytek, płyt z materiałów nasiąkliwych. Zabieg ten zapobiega przenikaniu soli, tanin, związków żelaza z warstwy pod materiałem i ich wykwitowi na jego powierzchni, uniemożliwiając powstawanie smug i plam.
2. Czyszczenie po ułożeniu:
Ma zasadnicze znaczenie, gdyż pozwala usunąć resztki cementu, zapraw klejowych i fugowych, co zapewni właściwe przeprowadzenie późniejszej impregnacji i konserwacji.
3. Impregnacja:
Uniemożliwia wnikanie zabrudzeń i powstawanie plam wodnych czy olejowych.
4. Wykańczanie:
Chroni materiał przed zużyciem, pozwalając również uzyskać odmienny efekt estetyczny. Do tego zabiegu służą np. woski ochronne o różnym efekcie wykończenia.
5. Konserwacja:
Codzienna operacja, która wzmacnia zabezpieczenie i usuwa powierzchniowe zabrudzenia.
Oczywiście teoria teorią. Musimy jednak pamiętać o jeszcze jednej kwestii. Klimat. Ma on kolosalne znaczenie. Istnieją impregnaty, które możemy lub musimy nakładać dwukrotnie. W ulotce jest napisane, że czas schnięcia wynosi 8 godzin. Substancja została wyprodukowana, testowana, pakowana i opisywana np. we Włoszech. Klimat śródziemnomorski jest nieco inny niż nasz, nasze zimy także nieco różnią się od tych we Włoszech. Pamiętajmy więc o tym, aby nie trzymać się kurczowo schematów ulotkowych. Każdy produkt jest inny. Każdy kamień jest inny. Może zamiast 8 godzin, warto wydłużyć czas oczekiwania do 20 godzin i uniknąć dzięki temu klejenia się powierzchni?

Kamień naturalny musi przejść bardzo długą i ciężką drogę, zanim trafi na blat stolika w salonie znanego nam już pana Kowalskiego. Najpierw zostaje wydobyty ciężkim sprzętem gdzieś na wzgórzach Alp Apuańskich. Następnie trafia na wieloliny i zostaje odpowiednio pocięty. Później obróbka, po czym przewozi się go do zakładów kamieniarskich, które szlifują, wycinają, przycinają, dopracowują każdy szczegół. Zostaje już tylko montaż. A to przecież pestka, jeśli klient mieszka na 5 piętrze w bloku bez windy.

Widzimy zatem, że praca z kamieniem naturalnym jest niesamowicie trudna, ciężka w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale jednocześnie dająca ogrom satysfakcji. Nic więc dziwnego, że traktujemy pielęgnację kamienia nieco po macoszemu i nie przykładamy do niej zbyt wielkiej uwagi. Bo cóż skomplikowanego może być w posmarowaniu kamienia wodą z płynem?
Z tym otwartym i nieco retorycznym pytaniem zostawiam was, Drodzy Czytelnicy, zachęcając jednocześnie do popełniania błędów, do nauki na tych błędach, do robienia prób, do zadawania pytań. Pozwólmy sobie na odrobinę niewiedzy, która w przyszłości przyniesie nam wiedzę.

Źle wykonana impregnacja:
Stolik do salonu – marmur satyna.
Został użyty impregnat na bazie rozpuszczalnika,
który 8 godzin od nałożenia nie może
mieć kontaktu z wodą.

Kamień został wystawiony na zewnątrz,
a zaraz po impregnacji spadł deszcz.

 


 

 

Dominika Grabiarz, autorka tekstu, 
jest specjalistką ds. pielęgnacji kamienia
współpracującą z wieloma producentami chemii do kamienia.

 

Kontakt do autorki:
tel. 501 172 824
biuro@scalpellino.pl
www.scalpelino.pl

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Wszystko zaczyna się od projektu

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 12 maja 2021 12:46

111_S62_01.jpg

Często słyszymy, że kamień jest ciężki. I że to widać w realizacjach. Sami wiemy, że owszem jest ciężki, ale to nie musi nieść ze sobą ciężkiego wyglądu. I wcale nie chodzi o to, że współczesne technologie CNC umożliwiają realizowanie konstrukcji ażurowych i bardzo delikatnych.

Tak naprawdę wynik końcowy zależy głównie od tego, co powstanie na desce kreślarskiej w pracowni projektowej. Czasem można stworzyć świetny projekt bez zakładania kosztownej i trudnej do zrealizowania pracy maszyn CNC.
Z przyjemnością chcemy pokazać znalezioną w sieci wizualizację projektu wnętrza, w którym schody w fantastyczny sposób łączą się z barem. To praca firmy Gori & Yoon Architecture z Florencji we Włoszech – młodej firmy stworzonej w 2018 roku przez włoską architektkę Elisę Gori i południowokoreańskiego projektanta wnętrz Jaehyuna Yoona.

Twórcy biura mają już za sobą prace w innych firmach przy dużych projektach. Elisa pracując dla Guido Ciompi & Partners czy Cipiuelle, miała możliwość zajmować się projektowaniem luksusowych rezydencji oraz hoteli i restauracji w całej Europie.

Jaehyun po studiach w Seulu i w Mediolanie pracował jako projektant wnętrz dla studia PLS Design we Florencji, gdzie współdziałał z takimi markami modowymi jak Tom Ford i Trussardi. Później współpracował z różnymi firmami architektonicznymi, gdzie miał okazję wziąć udział w projektowaniu wielu obiektów – między innymi SPA w hotelu Hilton w Dubaju oraz luksusowych prywatnych domów na Bliskim Wschodzie i w Azji.

Twórcy biura pochodzą z różnych kultur. Łączą wywodzące się z nich doświadczenia oraz swoje umiejętności, uzyskując oryginalną całość. Szczególną uwagę przywiązują do elementu dekoracyjnego i dbałości o szczegóły, które sprawiają, że każda przestrzeń jest wyjątkowa i osobista. Świetnym przykładem jest opisany tu projekt.

Prezentowana przestrzeń została zaprojektowana w całości z kamienia, a konkretnie z trawertynu. Mimo wykorzystania masywnych elementów całość sprawia wrażenie lekkości.
Pewnie będziemy jeszcze podziwiać niejedną zapierającą dech realizację ich autorstwa.

111_S60_01.jpg

przeczytaj cały artykuł

TIA część 6 „Efekt Murzyna”

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: środa, 12 maja 2021 12:35

111_S58_01.jpg

Jest rok 2017. Może czerwiec, może lipiec – czyli zima w Afryce. Zima… No powiedzmy, że zima. W nocy koło zera, a o godzinie 14 dwadzieścia kilka stopni na plusie. No generanie na nartach nie pojeździmy. Jesteśmy na etapie uruchomienia firmy, która ma się zająć cięciem i paserowaniem bloków: Zenon Granite. To firma-córka Chrystal Black Granite, a nazwa nowej firmy: sami pewnie się domyślicie, skąd się wzięła.

Po wielu doświadczeniach z czarnymi znowu stajemy przed pytaniem, czy możemy oddać w ich ręce maszyny, które są worek kasy warte. To suwnica 35 ton oraz trzy pojedyncze linki, które – jak zapewne pamiętacie – do RPA dotarły kontenerami z Polski. To była spora inwestycja i błędem by było odkładać jej użycie tylko na chwile, gdy jesteśmy na Czarnym Lądzie. Zapadła więc decyzja, że musimy przeszkolić czarnych i przygotować ich do nadzorowania tego sprzętu. Proste w zamyśle, ale uwierzcie mi, że nadal – po czterech latach od tego momentu – zastanawiam się, czy oni mi na złość robią, czy po prostu mają taką mentalność!

Z początku robimy jedną zmianę, od 7 do 18, a do obsługi trzech maszyn i suwnicy przekierowujemy czterech ludzi. Powiecie, że szaleństwo i skrajna nieodpowiedzialność ekonomiczna. Tak – jeżeli jesteśmy w Polsce. Jeżeli chodzi o RPA, to koszt pracy jest dość tani. Godzina pracy to 20-25 randów (ZAR) – około 5-6 zł. Natomiast ogromna różnica w kosztach pracownika pojawia się w składkach zdrowotnych, bo ichniejszy ZUS, czyli SARS, jest płacony dopiero od pewnego poziomu zarobków.

W sumie SARS obejmuje wszystkie podatki, VAT i składki ubezpieczeniowo-zdrowotne. Ale te zależą od wysokości zarobków. Obecnie jeżeli pracownik zarabia mniej niż 12 000 ZAR na miesiąc, to nie podlega odprowadzaniu składek zdrowotnych. Oczywiście wiąże się to z tym, że ci pracownicy najniższego szczebla nie mają emerytury. Jednak trzeba spojrzeć na tę sprawę też trochę szerzej – średnia długość życia w RPA nie przekracza 65 lat niestety.

Jednak wróćmy do sytuacji przygotowywania czarnych do prowadzenia Zenon Granite. Mieliśmy jednego pracownika, który wyróżniał się z tego grona. Był nim Bernardo – pracowity, chętny do pracy, i robił absolutnie wszystko, co mu się poleciło, nie wyłączając nawet wejścia na suwnicę i pomocy w naprawach na wysokościach. Wykorzystując doświadczenia z kopalni – pamiętacie: team leadera i dwóch pracowników – zrobiliśmy dwie zmiany po dwóch ludzi, gdzie tą grupą ludzi miał zarządzać Bernardo. Oczywiście wiązało się to z większą odpowiedzialnością, ale i podniesieniem pensji. Wszystko wyglądało pięknie i cudownie, wydajność ekipy Bernardo wzrosła, a my zadowoleni wróciliśmy do Polski, w duchu mówiąc sobie „powoli zaczynamy układać te klocki i może ci czarni nie są do końca tacy źli”.

Po miesiącu wracamy do RPA. Maszyny są w nie najgorszym stanie i produkcja idzie w miarę możliwości (oczywiście po naszym wylocie z RPA cała kopalnia łapie „tryb lazy”, ale do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić). Więc, jak to mówimy, „otwarcie jest nie najgorsze”. Sprawdzamy tryb pracy na kopalni. Bernardo już nie pracuje na pierwszej zmianie, tylko na drugiej. Wygląda na to, że wprowadzili sobie tryb rotacyjny. I sami do tego doszli, więc jest super. Po dwóch tygodniach okazuje się, że ten tryb rotacyjny nie zmienia się. Postanawiamy zrobić nalot na nocną zmianę i zobaczyć, co się tak naprawdę dzieje. Okazuje się, że nasz team leader Bernardo nawet nie jest obecny w pracy. Miał pracować do drugiej w nocy, a jest dopiero 22. Zapytany o wyjaśnienia współpracownik Bernarda odpowiada, że od kiedy wylecieliśmy z RPA, Bernardo przez tydzień przychodził do pracy, a później już tylko wpadał na linki, kiedy mu pasowało – nawet się nie przebierał, tylko w białych adidasach wydawał polecenia, zastraszał, żeby nic nikomu nie mówić i jechał do domu. WTF?! Jak trzeba być bezczelnym, by w tak krótkim czasie poczuć się nie wiadomo kim? Następnego dnia został wezwany na dywanik. Nastąpiła degradacja i ponowne wprowadzenie naszych standardów pracy, które utrzymujemy do dzisiaj.

Jednak jeszcze większą bezczelnością i samozachwytem zadziwił nas i doprowadził do furii David. Był rok 2014. Na kopalni pracował już Eben, ale jeszcze nadal był Redge. Redge zaproponował, żeby na stanowisko BEE * mianować czarnego
Davida. Jako rekomendację podał, że jest jego zaufanym przyjacielem i że pracuje u nas od jakiegoś czasu – Zenon wyraził zgodę, w papierach wszystko grało.

Któregoś pięknego dnia Eben o 7 rano zrobił odprawę dla pracowników i wysłał ich na przodki. Brakowało mu jednak właśnie Davida i Glorii. Odczekał do 7.30 i ku swojemu zdziwieniu zobaczył, jak jego pracownicy, w dobrych humorach, wjeżdżają na kopalnie nie robiąc sobie nic ze spóźnienia i z tego, że Eben – niemal w purpurowych kolorach – czeka na ich przyjazd. David, wysiadając z auta, nawet nie spojrzał w stronę Ebena. To jeszcze bardziej rozsierdziło naszego menadżera kopalni. I – ku mojemu zdziwieniu – złapał za kaburę. To był chyba ruch, który zauważył David, więc rzucił krótkie: „Cześć Eben!”. Ebena nie bawił się w odpowiadanie, tylko od razu przeszedł do konkretów: „Co ty, k…, robisz? Na którą przyjeżdża się do pracy?”. Odpowiedź była równie mocna jak pytanie: „Eben, widzisz, ja jestem wspólnikiem Zenona. A ty tylko jego pracownikiem. Tak naprawdę powinieneś słuchać się mnie tak samo, jak Zenona.” Zacząłem się obawiać, że Eben wyjmie broń i zacznie strzelać do Davida. Ale Eben, w swoim stylu, rzucił tylko „f...k off”. Po tym zajściu temat pracy Redge’a i Davida w Chrystal Black Granite zakończył się definitywnie. Eben dostał carte blanche, a Redge i David zostali odsunięci od firmy na dobre.

Eben mnie nauczył jednego o świecie, gdzie czarni rządzą: „Jacek, pamiętaj! Jak czarnemu dasz coś dzisiaj, jutro przyjdzie po więcej. Oni żyją chwilą, nie ma dla nich jutra. Liczy się tu i teraz – krótkie myślenie, które ich doprowadziło do miejsca, gdzie teraz są.”

Niestety ma rację. Dla mnie zachowanie czarnych i wykorzystanie chwili bieżącej jest przerażające. To właśnie w RPA nazywają „efektem Murzyna”: nie interesuje mnie to, że za rok mogę osiągnąć więcej, być jeszcze wyżej – liczy się tylko tu i teraz. Straszne, ale prawdziwe. Na kopalni średnio w roku mamy trzy, czasem cztery, strajki. Za ten dzień pracownicy nie mają płacone. Kiedy przychodzi dwudziesty piąty – dzień wypłaty, czyli jak to mówią w RPA: „Afryka pijana” – i tak przychodzą z pytaniami, dlaczego mają naliczoną wypłatę o jeden dzień mniej. Na wyjaśnienie: „bo strajkowaliście” z rozbrajającą szczerością odpowiadają: „nie pamiętamy”. TIA – jak to mawiał klasyk.


*Black Economic Empowerment to konieczny w sektorze wydobywczym „wspólnik”, który musi być kolorowym obywatelem RPA i musi posiadać minimum 25% udziałów firmy. BEE to program, który ma służyć wyrównaniu szans ekonomicznych czarnej społeczności – genialny w założeniach, ale łatwy do zmanipulowania. (czytaj: Kurier Kamieniarski nr 3/2020).


TIA – This is Africa – to najczęściej
powtarzany przeze mnie zwrot w
odniesieniu do RPA. Przez ostatnie
9 lat powtórzyłem go tysiące razy.
Na głos i w myślach.

 

przeczytaj cały artykuł

Renowacja posadzki kamiennej – szlif

Autor: Artur Janus   |   Data publikacji: środa, 12 maja 2021 12:08

111_S56_01.jpg

Szlifowanie oznacza ścieranie pewnej warstwy wierzchniej kamienia przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi.

Pierwszy etap takich prac to wyrównanie powierzchni. Do tego celu stosuje się przeważnie specjalne zdzieraki (najczęściej metalowe), które wprawdzie zostawiają grube zarysowania, ale za to pozwalają na szybsze wyrównanie obszaru roboczego. To właśnie takimi narzędziami, po wcześniejszym zaszpachlowaniu ubytków i uzupełnieniu spoin, doprowadzamy posadzkę do stanu idealnej płaszczyzny.

W zależności od firmy, której zdzieraków użyjemy, mogą to być prace prowadzone jednoetapowo, czyli za pomocą jednego rodzaju narzędzia, albo wieloetapowo, przy użyciu dwóch lub trzech rodzajów zdzieraków. Różnica polega na grubości ziarna diamentowego (lub innego) zatopionego w materiale ściernym. Na początku może być to diament o rozmiarze ziarna 500 mikrometrów lub większym.
Na marginesie warto wspomnieć, że coraz częstsze jest stosowanie przy produkcji narzędzi tańszych (i słabszych) diamentów syntetycznych. Pozwala to producentowi na obniżenie kosztów produkcji, ale też ich jakości.

Po wyrównaniu danej powierzchni zdzierakami metalowymi przechodzimy na narzędzia, które w języku obiegowym nazywane są „plastikami”, np. tarcze mocowane na rzepy. Zaczynamy szlifowanie właściwe, które doprowadzi do uzyskania pięknego połysku. Ziarno diamentowe zatopione w tarczy, od której zaczniemy szlif, ma grubość około 500 – 400 mikronów, czyli jest dość grube (jak na pył diamentowy). W kolejnych etapach będziemy używali narzędzi o coraz mniejszych gradacjach, czyli o zawartości ziarna o grubości aż do zaledwie jednego mikrometra.

Ilość gradacji w zestawie jest zależna od konkretnego producenta – może to być zaledwie pięć, a może być i dziesięć. Mając większy zestaw, możemy sobie dowolnie dobierać ilość użytych gradacji, w zależności od potrzeb. To wymaga jednak doświadczenia w pracy z tymi konkretnymi narzędziami. Musimy wiedzieć z doświadczenia na jakim rodzaju kamienia jakie tarcze zużywają się szybciej, a jakie możemy po prostu pominąć. Być może nie warto pominąć żadnej. Przykładowy zestaw może zawierać następujące gradacje: „00” (ziarno grubości około 400 mikrometrów), „0” (ziarno gr. ok. 250 mikrometrów), „100” (ziarno gr. ok. 200 μm), „200” (ziarno gr. ok. 100 μm) itd.

Zaczynając od tarcz szlifierskich, w których grubość ziarna jest rzędu 0,499 milimetra, kończymy na grubości ok. 0,001 mm (1 μm). Ilość ziaren diamentowych zależy oczywiście od producenta. Podobnie jest z grubością ziarna. Jeśli jeden producent oferuje tarczę o gradacji „1500”, a inny „10000”, to nie znaczy, że w produkcie oznaczonym „10000” jest ziarno drobniejsze niż w tym, na którym widnieje liczba „1500”, albo „1200”. Nie musi tak być. Pod wszystkimi tymi liczbami może się kryć pył diamentowy o grubości 1 μm (lub o zbliżonej grubości). Na tym etapie pracy nie ma to praktycznie żadnego znaczenia.

 Realnie rzecz ujmując, wystarczy doprowadzić szlif do poziomu gradacji zawierającej ziarno o grubości około 7 μm. To oznacza, że nie zawsze musimy i nie zawsze możemy doprowadzić szlif do samego końca. Rozumiemy przez to niemożność zastosowania wszystkich gradacji z kompletu naszych narzędzi. Niektóre gatunki kamienia tracą połysk przy szlifie najdrobniejszym diamentem, wówczas trzeba cofnąć się do gradacji wcześniejszej. Utrata połysku nie jest rzecz jasna spowodowana przez diament. Powodem jest materiał użyty do produkcji tarczy – spoiwo, który pracując na miękkim kamieniu może dawać efekt odwrotny do zamierzonego.

Jedną z podstawowych zasad, które obowiązują nas przy szlifowaniu jakiejkolwiek powierzchni kilkoma gradacjami tarcz, jest stopniowe poszerzanie obszaru pracy. Jeśli wyrównaliśmy teren zdzierakami, to przechodząc do tarcz typu „00” musimy wyjechać szlifierką kilka centymetrów poza obszar wyrównany. Chodzi o to, aby zniwelować zarysowania na obrzeżach obszaru zeszlifowanego. Podobnie rzecz się ma przy użyciu kolejnych gradacji tarcz. Skończywszy pracę tarczą, którą oznaczyliśmy sobie (lub zrobił to za nas producent) numerem „00”, zakładamy kolejną, czyli w naszym przypadku „0” i znowu poszerzamy obszar szlifu. Tym sposobem musimy przebrnąć przez wszystkie gradacje danego kompletu. Wyjątkiem mogą być te najwyższe („800”, „1200”, „1500”…), kiedy rysy są już na tyle małe, że nie ma to większego znaczenia, ponieważ nie są widoczne. Jak można zauważyć z powyższego, nie wolno pierwszą gradacją narzędzi dojechać do samej ściany, czy filaru, ponieważ nie będziemy mieli możliwości poszerzyć powierzchni szlifowanej podczas kolejnej fazy prac.
Po każdym etapie szlifowania danej powierzchni musimy zebrać powstały szlam odpowiednim odkurzaczem przemysłowym. Dotyczy to oczywiście pracy „na mokro”, przy użyciu wody. Jeżeli szlif odbywa się „na sucho”, powstały pył jest na bieżąco odciągany przez odkurzacz.

Dobrze jest również umyć powierzchnię szlifowaną po zakończeniu pracy każdą kolejną gradacją tarcz. Szczególnie jest to ważne na końcowym etapie pracy, gdzie jedno ziarnko piasku wniesione na butach, czy przywiane przez wiatr, potrafi zarysować powierzchnię, jeśli tylko dostanie się w obszar pracy szlifierki.
Podczas pracy z wodą musimy również wziąć pod uwagę nasiąkliwość kamienia. Być może praca z użyciem wody okaże się w ogóle niemożliwa, albo będzie wymagała dodatkowych przedsięwzięć związanych z dokładnym uszczelnieniem spoin, czy osuszaniem.

Miejsca, w które nie jesteśmy w stanie wjechać nawet najmniejszą maszyną, musimy dopracować ręcznie, przy pomocy szlifierki kątowej. Przy czym zasada postępowania jest podobna, jak przy pracy z większymi maszynami, ale wymaga dużo więcej wprawy i wyczucia. Zniszczony przy takiej pracy kamień to niestety widok dość powszechny. Zamiast pięknej sztuki, otrzymujemy marnej jakości prozę życia…

Taką swobodną twórczość można również zaobserwować tam, gdzie robotnik uznał, że zbyt długo trwa wyrównywanie powierzchni i zdecydował się na użycie szlifierki kątowej na wszystkich większych nierównościach. W ten sposób, co prawda bardziej się napracował, ale zaoszczędził mnóstwo czasu i pieniędzy. Efekt, nawet jeśli na pierwszy rzut oka jest zadowalający i zasługuje na brawa ze strony laika, to po niedługim czasie prezentuje sobą jedynie kiepską tragikomedię.

Wyszlifowanie powierzchni kamiennej nie kończy naszej pracy. Jeśli chcemy osiągnąć jak najlepszy efekt, musimy jeszcze, jeśli chodzi o posadzkę marmurową, poświęcić czas na przeprowadzenie procesu krystalizacji. Na czym on polega i ile jest w tej kwestii nieporozumień, już w następnym numerze Kuriera Kamieniarskiego.


 Artur Janus, autor tekstu, jest właścicielem firmy Verdekam, która od ponad 20 lat zajmuje się kompleksową renowacją kamienia naturalnego.

Dane kontaktowe:
tel. 503 113 113
artur.janus@verdekam.com.pl
www.verdekam.com.pl

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 82 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.