
Najlepsze historie zdarzają się naprawdę.
Parę tygodni temu prowadziłem rozmowy z pewną firmą w sprawie wykonania małej elewacji. Fasada niewielka, ale prestiżowa, na głównej ścianie kompleksu mieszkalnego, wizytówka osiedla z mieszkaniami za grube pieniądze.
Sami się zgłosili, chcieli jak najszybciej rozpocząć prace. Jako, że dostawcą materiału był mój wieloletni współpracownik, sprawa wydawała się do załatwienia szybko i sprawnie. W trakcie rozmów zaistniała niepokojąca przesłanka, brakowało dokumentacji, ale przecież to firma giełdowa, codziennie słyszę w radio ich reklamy, nie ma się o co niepokoić.
Dokumentacja wkrótce dotarła, opracowałem ofertę, wysłałem i nastała cisza. Po dwóch lub trzech tygodniach zadzwoniłem i dopytuję, dlaczego nie odpowiadają na maile, czy w ogóle chcą to jeszcze robić. Nie mogę trzymać pracowników w domu i czekać, kiedy się wreszcie zdecydują. W odpowiedzi najlepsza dzisiaj wymówka: Covid, kwarantanna i „wie pan, jeszcze z architektem rozmawiamy”. Mówię: „dobrze – moja oferta jest ważna jeszcze tydzień, potem musimy rozmawiać od nowa o terminach”. Minął tydzień i nic się nie wydarzyło. Zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego dostawcy i pytam, czy zamówili u niego płyty.
Okazuje się, że tak i będzie je dostarczał za dwa-trzy dni. Pytam więc jak dostarcza, przecież nie dostał ode mnie list warsztatowych i rysunków. Na co odpowiada, że zdecydowali się zamówić płyty 120 x 60 cm, a co nie będzie pasować, to dotną pracownicy na budowie.
No to wszystko jasne, mają innego wykonawcę. Za kilka dni dzwoni mój kolega dostawca i opowiada:
– Miałeś rację, mają kogoś innego. Zadzwonili i powiedzieli mi, że twoja oferta była trochę droga, a oni mają na budowie takiego pana Józefa, co wszystko umie, i on to zrobi. Chcą tylko żebym im kotwy sprzedał i przeszkolił pana Józefa, jak się to montuje.
– I co? – pytam.
– Nic. Zaśmiałem się i powiedziałem, że ani kotew ani szkolenia. Ja jestem dostawcą, a ty wykonawcą i żeby dzwonili do ciebie. Chyba nie masz pretensji, co miałem zrobić, oni są niepoważni.
– Nie mam żalu – odpowiedziałem. – A nawet jestem zadowolony, bo to upadek cesarstwa.
Cesarstwo Rzymskie rozpala wyobraźnię nieustannie. Historia jego potęgi i upadku gości w niezliczonych książkach, obrazach, filmach i artykułach. Nie jestem znawcą historii Rzymu, ale utkwiła mi w pamięci lekcja historii, podczas której dowiedziałem się, jakie były dzieje Legionów Rzymskich.
Wojsko było kręgosłupem Cesarstwa, na nim wybudowano potęgę i przez nie upadło (między innymi). W początkach do legionów wstępowali Rzymianie, obywatele – służba była najwyższym zaszczytem i nie była opłacana.
Brak żołdu nie przeszkadzał, każdy z legionistów uważał to za swój obowiązek. Uczono dyscypliny, dbania o broń, taktyki i strategii w boju. Lśniąca zbroja, sprawność taktyczna, rygor i dyscyplina oraz honor i oddanie ojczyźnie utrwaliły się jako wyobrażenie Legionów do dzisiaj. To się jednak zmieniało, wprowadzono powszechny pobór dla obywateli Rzymu od 17 do 60 roku życia. Wyznaczono również czas trwania służby i wynagrodzenie. Kolejna reforma wojska dopuściła do służby również mężczyzn niebędących obywatelami Rzymu.
Kiedy podejmowali służbę w Legionach, obywatelstwo otrzymywali natychmiast. W III i IV wieku naszej ery dopuszczono do służby najemników spoza granic Cesarstwa, pozwolono im zachować własne uzbrojenie i ubiór, ale pozostawiono dowództwo w rękach Rzymian. Ale to również upadło, dopuszczono dowódców spoza Rzymu. Było tylko kwestią czasu, kiedy Legiony ostatecznie przestaną nimi być. Stało się to 4 września 476 roku, kiedy Odoaker, dowódca germańskiego legionu w służbie Rzymu, wygnał cesarza Romulusa Augustulusa. Tak zakończyła się potęga Legionów i Cesarstwa Rzymskiego.
Jeszcze dwadzieścia lat temu budowy prowadzone przez największe budowlane korporacje były synonimem najwyższej jakości i prestiżu. Żeby zostać podwykonawcą, trzeba było być firmą o najwyższych kwalifikacjach, mieć swój zakład, kierowników i całą rzeszę pracowników. Z kieszonkowymi firmami nawet nie rozmawiano.
W krótkim czasie to się zmieniło, cena zaczęła dyktować warunki. Te największe firmy podwykonawcze zaczęły mieć konkurencję w małych firmach, z mniejszymi kosztami, ale jeszcze z potencjałem pracowników. Później zaczęto dopuszczać możliwość zatrudniania podwykonawców, a nie tylko etatowców. Pozycja tych mniejszych firm również upadła, zaczęto zatrudniać grupy podwykonawców, dawnych pracowników.
W tym całym procesie moja niewielka firma odnajdywała się z coraz większym trudem, zlecenia były raczej spoza kręgu tych wielkich firm. Aż dotarliśmy do pana Józefa. To Odoaker naszych czasów. I to jest puenta, a jednocześnie punkt wyjścia.
Może trzeba sobie powiedzieć i uświadomić, że te wielkie, napompowane reklamą i kasą korporacje nie są niczym wartościowym. Nie tworzą żadnej wartości dodanej, nie budują kultury technicznej, nie szkolą pracowników w zawodzie, a jedynie w tabelkach w Excelu. Młody inżynier nie musi się rozwijać zawodowo, mają mu się tabelki zgadzać i ma generować zyski.
Znane głównie w regionie, firmy rodzinne zatrudniają więcej murarzy, tynkarzy elektryków niż te wielkie kolosy. Tam często pracuje ojciec i syn, a wnuk chodzi do technikum i za dwa lata dołączy do ojca. W tej firmie szef przyjdzie na wesele i na pogrzeb, zna swoich pracowników. A kiedy będzie trzeba, razem będą walczyć o swoje miejsca pracy. Warto wspierać właśnie takie firmy i z nimi pracować.
Czas dyktatu korporacji musi się skończyć. Sto stron umowy to symbol feudalnego stosunku do podwykonawców.
Ale nadzieja jest w panu Józefie vel Odoakerze. Jeżeli on stał się podporą i wizytówką korporacji, to dobrze. Czas przegnania Romulusa Augustulusa jest bliski.
kwiecień 2021

Nawet kupując wnukowi autko mamy – wbrew pozorom – do czynienia ze skomplikowanym systemem zależności i rozbieżnych interesów stron tej prostej umowy. My chcemy kupić jak najlepszą zabawkę za niewygórowaną cenę, sprzedawca chce sprzedać towar, uzyskując jak najlepszy zysk.
W tym wszystkim jest jeszcze producent, dystrybutor hurtowy, a nawet rządy państw i ich oczekiwania podatkowe. Jest też u producenta łańcuch dostaw materiałów i we wszystkich kolejnych elementach łańcucha koszty transportu.
Cały system opiera się na wzajemnym zrozumieniu wszystkich etapów. Od producenta barwnika farby, którą pomalowane jest autko, do nas jako nabywcy gotowego do sprezentowania wnukowi autka. Na każdym etapie wolny rynek i konkurencja nie pozwalają na nadmierne zyski.
Taki sam system funkcjonuje w każdej działalności, również naszej kamieniarskiej. Oczywiście nie jest możliwe wpływanie na koszty działalności kopalni, ale warto zdawać sobie sprawę z powodów ceny, jaką musimy zapłacić za materiał, który wykorzystujemy w produkcji.
Naciskanie na jak najniższe ceny materiałów od dostawcy musi rodzić konsekwencje. Pod wpływem tych nacisków nasz dostawca zaczyna naciskać na producenta płyt, ten na dostawcę bloków, a ten oczywiście na kopalnię.
Ceny od lat niewiele się zmieniły, koszty na wszystkich etapach już tak. Zatem gdzieś trzeba znaleźć pieniądze na ich pokrycie. W przypadku bloków czy płyt musi to zaowocować obniżeniem jakości. I nie tylko wynika to z decyzji sprzedaży gorszych bloków – również pracownicy gorzej opłacani mniej przykładają się do roboty. Trudno oczekiwać perfekcyjnego poleru na płytach czy bloków bez sztychów.
Problemy z rozbieżnością interesów mamy też jako wykonawcy robót. Inwestor oczekuje perfekcji, ale ogłasza przetarg, w którym głównym kryterium wyboru oferty jest cena.
I tak zaczyna się bylejakość. Jeśli uda nam się wygrać przetarg, w którym decydowała cena, to wyliczyliśmy ją jako absolutne minimum. Niestety czasem nawet poniżej granicy opłacalności.
Zaczynamy szukać możliwości obniżenia kosztów. Materiał w drugim gatunku, bo na wysokości drugiego piętra i tak nie będzie widać. W mniej widocznych miejscach zabudowany materiał ze sztychami. Ludzi też opłacamy minimalnymi stawkami, za które znajdziemy pracownika. To nie są świetni fachowcy – bo tacy się cenią – i za takie pieniądze pracować nie będą.
Rezultatem jest końcowy wynik pracy, który niestety nie jest reklamą ani kamienia, ani kamieniarskiej roboty.
Roboty kamieniarskie, uwzględniając luksusowość materiału, do najtańszych rozwiązań nie należą. W znacznej części klienci decydujący się na kamień chcą mieć coś luksusowego, czym będą mogli się pochwalić. Dość często jest to powyżej ich możliwości finansowych, więc są w stanie różne rzeczy zaakceptować. Niby „okey”, ale jest jednak w tym pewien kruczek.
Zrobiona budżetowo łazienka powstanie w kamieniu, ale już nawet niewprawne oko zauważy te drobiazgi, które uniemożliwiają najwyższą ocenę całości. Ponieważ dla budżetowego klienta efekt jest osiągnięty, to będzie z upodobaniem tę łazienkę prezentować wszystkim znajomym.
Wśród nich takim, którzy nie mają ograniczeń finansowych – za to oczekują perfekcji. Popatrzą na łazienkę i pomyślą, że jednak z kamienia nie da się zrobić nic ładnego. W rezultacie będą szukać innych rozwiązań do swojej łazienki.
Wracając do autka dla wnuka. W relacji wnuk – dziadek najczęściej cena nie gra roli. Więc widząc kiepską jakość, będziecie szukali innej zabawki, z innego materiału – ładnej, bezpiecznej i trwałej.

WKG na przestrzeni lat utrwalił swoją obecność na rynku jako właściciel kamieniołomu Trawertynu Raciszyńskiego oraz sprzedawca materiałów (przede wszystkim z Ukrainy) ciętych i obrabianych w nowoczesnym zakładzie. Możliwości przerobowe zakładu są ogromne, więc podjęto decyzję o znaczącej zmianie w polityce firmy i zaoferowaniu w znacznie szerszym zakresie realizacji usług cięcia i obróbki kamienia dla klientów, optymalnie względem ich oczekiwań.
Z Grzegorzem Gądkiem rozmawiał Paweł Szambelan

WKG jest kojarzone z kamieniem z Ukrainy.
Myślę, że jeszcze tak jest, ale pracujemy nad tym, aby nasza oferta była dużo bardziej atrakcyjna. W dalszym ciągu mamy sporo ukraińskich granitów w ofercie, ale zapotrzebowanie naszych klientów spowodowało, że musieliśmy mocniej otworzyć się na inne kierunki. Aktualnie najbardziej pożądanym materiałem, mimo aktualnych problemów logistycznych, są indyjskie kamienie i cały czas staramy się rozszerzać nasz asortyment z tego kierunku. Oczywiście oprócz Indii mamy kamienie z Polski, Brazylii, Hiszpanii, Francji, Portugalii, Rosji, całej Skandynawii oraz z Afryki.
Jednak obecnie najmocniej skupiamy się na usługowym cięciu bloków. W nowym modelu usług, na niespotykanym poziomie i w bardzo nowoczesnej formule dopasowanej do obecnych czasów.
Na czym polega nowa strategia?
Nastawiamy się na realizację usług na powierzonym materiale. Nasz park maszynowy pozwala na szybkie, wydajne i bardzo dobre jakościowo usługi cięcia i obrabiania kamienia. Jest to nasza główna strategia działalności, którą wprowadził na początku zeszłego roku nowy prezes spółki, Rafał Pożyczka. Uzupełnieniem tego jest właśnie cięcie naszych bloków i późniejsza odsprzedaż slabów w różnych grubościach i w różnych obróbkach. Myślę, że w odróżnieniu od innych firm, u nas najpierw tniemy bloki powierzone, a dopiero potem jako uzupełnienie nasze bloki. Dzięki temu zapewniamy bardzo krótkie terminy realizacji na powierzonym materiale.
Czy to był Twój pomysł ze zmianą asortymentu?
Raczej rozszerzeniem asortymentu. Ja odpowiadam za to, że to, co kupię, muszę potem sprzedać. Więc od tamtego roku mamy dużo więcej materiału z różnych zakątków świata, o czym wspominałem wyżej.
Jesteśmy, jako Zakład Obróbki Kamienia w Wojkowicach, na rynku szósty rok. Jest to i długo i krótko, ale przez te 6 lat było kilka pomysłów na funkcjonowanie zakładu. Uważam, że przyjęta strategia, cierpliwość Zarządu i czas pozwoli na umocnienie naszej pozycji w branży kamieniarskiej. Nie od razu zostaje się liderem w danej dziedzinie, trzeba robić coś dłużej, bo potencjał kryje się w działaniach długoterminowych. Nie da się co chwilę zmieniać koncepcji. Nie da się wejść w coś i od razu być w tym mocnym graczem na rynku – tym bardziej, że konkurencja jest bardzo silna i mocno osadzona w branży. Trzeba ustalić strategię i się jej trzymać. Konsekwentnie i ze spokojem. To przynosi rezultaty.
Obecnie pracujemy z polskimi hurtowniami. One oczekują szerokiej oferty materiałów i ją u nas znajdują. Nadal dostarczamy również materiał do firm średnich i mniejszych. Dzwonią do nas klienci, którzy z dawnych czasów pamiętają, że u nas był materiał zza wschodniej granicy. Oczywiście otrzymują go, ale mogą również zaopatrzyć się w inne materiały.
To jest naprawdę fajne i daje mi mnóstwo zadowolenia – przychodzą klienci i widzą, że u nas jest duży wybór kamienia. Wcześniej tego nie było, a teraz jest.
Dla mnie osobiście jest to bardzo budujące, kiedy ktoś dostrzega, że oprócz ukraińskich materiałów – z których słynęliśmy – teraz jest w czym wybierać. Sygnały od klientów już są tak dobre, że mam zapewnienia z góry, że ta strategia zostanie z nami na dłużej.
Czyli nowa strategia to usługi?
Tak, usługi. Potniemy wam bloki – po prostu dzwońcie (śmiech). Ze sprzedażą kamienia również dobrze sobie radzimy i uważam, że jest ona co najmniej na dobrym poziomie.
WKG jest na nowym kursie. Powoli przekonujemy do tego rynek. Pomagają nam w tym również różnego rodzaju portale internetowe – „Nie ma cię w Internecie? Nie istniejesz!”. Oczywiście zachęcamy do obserwowania nas m.in. na Facebooku. Po każdym poście dzwonią nowi klienci z zapytaniem o pokazywany materiał czy z prośbą o ofertę na usługi. I są to klienci nie tylko lokalni. To dobry symptom i widzę potencjał w tym sposobie komunikacji z klientem. Dużo dobrego również zrobiły dla nas publikacje prasowe. Jesteśmy zauważani i przyjeżdżają do nas klienci nawet po kilkaset kilometrów.
Na czym polegają usługi cięcia kamienia?
Klienci dostarczają kamień w blokach, a my tniemy. Czasami pomagamy takie kamienie sprowadzić, doradzamy jak to zrobić, jak kupić i od kogo. Klienci sami przyznają, że to dobre rozwiązanie i że im się to opłaca – kupić kamień i zlecić pocięcie w WKG.
Odpowiadając na twoje pytanie: kamieniarz kupuje kamień i wysyła go do nas, do WKG. Zakup może nastąpić w polskiej hurtowni bloków, w porcie lub w kraju wydobycia. Bez znaczenia. Jeśli jest taka potrzeba, to pomagamy klientowi w zorganizowaniu i zakupu, i transportu. Kamień przyjeżdża do nas i przygotowujemy zlecenie na naszą produkcję. Zlecenie zawiera informacje, na jakie grubości ma być pocięty dany blok oraz jaką obróbkę powierzchni ma mieć każda płyta.

Opowiedz o procesie realizacji zamówienia.
Blok przyjeżdża do nas. Nasi pracownicy ściągają go z auta i dokładnie mierzą. Przekazujemy te informacje klientowi i dogadujemy, czy to się zgadza z tym, co klient kupił – często jest tak, że bloki przyjeżdżają do nas bezpośrednio z Indii czy Brazylii i klient ich nawet nie widzi. Potem ustalamy, co z tego ma zostać wycięte. Mamy opracowany bardzo fajny i wydajny system podziału bloków. Przepuszczamy przez ten system wymiary danej bryły i przedstawiamy klientowi propozycję rozkroju: ile i jakich płyt można uzyskać z danego bloku. Klient zatwierdza propozycję lub ją dopasowuje do siebie, a pracownik odpowiedzialny za przygotowanie produkcji nadaje blokowi numer i przesyła dokumentację cięcia i obróbki.
Produkcja otrzymuje jasne informacje: który blok jak pociąć i z której strony, jak spolerować, spłomieniować czy, to co ostatnio jest coraz bardziej popularne, zażywicować płyty oraz jak zabezpieczyć gotowe płyty. Po skończeniu pracy produkcja odsyła dokumentację. Na tej podstawie kalkulowane są koszty wykonania zlecenia, księgowość wystawia fakturę i klient może przyjechać po odbiór swojego materiału.
Na każdym etapie wykonania usług są wystawiane karty kontrolne, są zdjęcia ze skanera – proces jest w pełni transparentny i możliwy do skontrolowania w każdym momencie. Po skończeniu obróbki powierzchni klient podstawia auto i gotowe płyty wyjeżdżają do niego.
Co jest wyjątkowego w waszym modelu usług?
O tym, że u nas można pociąć materiał, w zasadzie firmy wiedzą od dawna. Ale dla wielu zaskoczeniem jest, że w standardzie mamy wiele dodatkowych rzeczy, które podnoszą jakość usług. Na przykład wszystkie nasze płyty są antyskreczowane, czyli pokrywane specjalną żywicą zabezpieczającą płyty przed rysowaniem się. Niby drobiazg, ale doceni to każdy, kto wie jak wiele zarysowań powstaje w czasie transportu i przeładunku. Jest karta kontrolna każdej płyty, na której zaznaczamy wszystkie wady: myszki, sztychy i wszystko, co może mieć wpływ na jakość i cenę końcowego wyrobu. Każda płyta jest skanowana i klient może dostać zdjęcia ze skanera jak każda płyta wygląda, zanim zobaczy ją u siebie w zakładzie.
Nawet tak banalna rzecz jak załadunek daje wiele możliwości.
Płyty możemy załadować w dowolny sposób, bo dysponujemy każdym sprzętem załadunkowym. Bloki pocięte na cienkie płyty wyjeżdżają na stojakach. Przez to, że nie wszystkie firmy spedycyjne posiadają specjalne stojaki do transportu płyt możemy takie stojaki wypożyczyć za zwrotną kaucją. Grube płyty to już jak klient sobie tego życzy i jakie ma możliwości rozładunku. Może być i na stojakach i na płasko.
Oprócz tego tniemy cienkimi linkami, więc oferujemy większy uzysk – z kubika możemy wyciąć 17 „piątek”. W porównaniu do 14-15 płyt uzyskiwanych na jednolinkach to zauważalna różnica. I nawet jeśli ktoś uważa, że nasze usługi są droższe – choć nie są – to dostaje od nas więcej metrów kwadratowych z tej samej objętości surowego kamienia. Zresztą staramy się maksymalnie wykorzystać materiał. Bloki z kopalni zwykle są dostarczane z nadmiarem. Nie zostawimy tego jako gruby oflis, nie ograniczamy się do wycięcia tylko takiej ilości, jaka była zakontraktowana, ale tak przygotowujemy rozkrój, by klient miał więcej, niż się spodziewał uzyskać. Każda wycięta płyta bezwarunkowo wraca do właściciela bloku.
Taki rodzaj usług powoduje, że mamy dużo powierzonego materiału, więc wszystko musi działać płynnie. Z naszych usług korzysta już kilka naprawdę dużych polskich hurtowni. Więc logistyką całego procesu zajmuje się specjalista, który dba, by wszystko odbywało się optymalnie i bez zacięć. Mamy karty kontrolne, w każdym momencie wiadomo gdzie co jest i na jakim etapie. W każdym momencie możemy odpowiedzieć na pytanie, kiedy zlecenie będzie skończone i kiedy można przyjechać po odbiór.
Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wiadomo przecież, że waga bloku przed pocięciem jest większa niż waga wyciętych płyt. Kiedy transport płyt dla klienta jest gotowy do wysyłki, kontaktujemy się z nim i uzgadniamy, czy na przygotowany samochód wejdzie tylko dane zamówienie, czy do transportu dołożyć jakieś płyty z naszego asortymentu. Skoro transport jest zapłacony, to po co wozić powietrze?
To są takie drobne rzeczy, na które nie zawsze zwraca się uwagę. Ale kiedy ktoś jest zaznajomiony z tematem, to widzi, że to jest naprawdę dużą wartością dodaną do całej usługi. Staramy się myśleć nawet o tym, o czym klient może zapomnieć.

Jakie są plany WKG na przyszłość?
Zeszły rok, mimo zawirowań na świecie, był dobrym prognostykiem i nadzieją. Początek tego roku jest bardzo optymistyczny pod względem ilości zleceń na trakach – usługi, usługi, usługi – a dodatkowo, mimo ograniczonego dostępu do dobrego materiału, kamień dobrze się sprzedaje. Zmieniliśmy naszą ofertę i widać, że przynosi to efekty. Tego będziemy się trzymać. Rozpoczęliśmy również współpracę z polskim producentem preparatów do pielęgnacji i zabezpieczania kamienia. To jest ciekawe rozszerzenie naszych kompetencji. Oferujemy chemię dopasowaną do konkretnych zastosowań i konkretnych kamieni. I będą to nie tylko impregnaty.
Jak podsumujesz wasze obecne działania?
Nauczyłem się, że w tej branży nie ma lania wody. Albo coś jest dobrze albo coś jest źle – półśrodków nie ma, a ściema ma zawsze krótkie nogi. Najważniejsze to grać z klientem w otwarte karty.
Dziękuję za rozmowę.

Łupek Księżyce
Inwestycja: Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego (zw. Akwarium) w Zagórzu Śl. (dolnośląskie)
Dostawca elementów: DKSM – Kopalnia „Księżyce”
Kamień: naturalny łupek Księżyce
Data zakoń. inwestycji: maj 2020 r.
Koszt inwestycji: ponad 2,9 mln zł
Elementy: budynek szachulcowy zbudowany na bazie drewna i księżycowego łupka. Posiada spadzisty dach ze świetlikiem.
Ilość zamontowanego kamienia: ponad 100 ton księżycowego kamienia do gabionów w grubościach od 1 do 6 cm.
Piaskowiec Broniów

Inwestycja:
przebudowa wiaduktu kolejowego przy ul. Prądnickiej w Krakowie
Dostawca elementów: P.U.H. „SOSNOWICA” S.C. J. Wiąckiewicz, G. Rębosz
Elementy: boniówka cięto-łupana; Ilość kamienia: 285 m2, grub. 15 cm; Data zakoń. inwestycji: II kwartał 2021 r.

Granit Zimnik
Inwestycja: Plac Wolności i Rynek Zduński w Kutnie (łódzkie)
Dostawca: Tinarg (Zimnik)
Zamawiający: Miasto Kutno, projektant Marek Cieplucha, wykonawca: PSS GB
Kamień: jasnoszary granit Zimnik
Elementy: płyty granitowe płomieniowane, grub. 8 cm, różne wymiary
Ilość kamienia: ponad 8000 m2
Data zakoń. inwestycji: I kwartał 2021 r.
Fot. www.kutno.net.pl | toza (archiwum)

Piaskowiec Długopole
Inwestycja:
Pałac Branickich w Białymstoku. Pawilon Włoski.
Dostawca: Pismar (Szklary Huta)
Kamień: piaskowiec Długopole
Elementy: schody i elementy posadzki.Schody wykonano w obróbce szlifowanej, elementy schodowe cięte po łukach na maszynie CNC.
Ilość kamienia: ok. 120 mb elementów.
Data zakoń. inwestycji: IV kwartał 2020 r.
Fot. Wojew. Urząd Ochrony Zabytków w Białymstoku

Granit strzegomski Kostrza
Inwestycja:
Fontanna Amor z delfinem w Parku miejskim w Jaworze (dolnośląskie)
Producent: Piramida (Strzegom), Litos (Strzegom)
Kamień: granit strzegomski Kostrza z wyrobiska firmy Piramida
Elementy: Płyty wokół fontanny płomieniowane, wewnątrz szlif C120, pozostałe elementy groszkowane.
Płyty cięte po łuku na maszynie CNC. Misa fontanny o średnicy 230 cm, grub. 40 cm wycięta na linie profilowej.
Data zakoń. inwestycji: kwiecień 2021 r.

Piaskowiec Brenna
Inwestycja: kolejny etap rewitalizacji Parku Zdrojowego w Jastrzębiu-Zdroju
Dostawca: Barwałd (Brenna)
Kamień: szary piaskowiec Brenna
Elementy: płomieniowane płyty z piaskowca – regularne o różnych wymiarach i nieregularna „dzikówka”, grub. 10 cm. Ilość: ponad 400 m2 na ścieżki.
Data zakoń. inwestycji: 2020 r.

Piaskowiec Rytlów
Inwestycja: dom prywatny
Wykonawca: Kamtex (Brenna)
Kamień: żółty piaskowiec Rytlów
Elementy: płyty 80 x 120 cm grub. 5 cm; schody blokowe grub. 17 cm (rzadko spotykana długość w inwestycjach prywatnych)
Ilość: płyty 150 m2 + schody blokowe Data zakoń. inwestycji: 2021 r.

Piaskowce szydłowieckie są znane od bardzo dawna. Cały Szydłowiec położony jest na złożu piaskowca i już w XV wieku budowano z tego kamienia. Wydobywano go i nadal się wydobywa z różnych wyrobisk. Kamienie z różnych złóż mogą się minimalnie różnić użyleniem lub odcieniem, jednak parametry i właściwości fizykomechaniczne są niemalże bliźniacze.
Historię zastosowania piaskowca szydłowieckiego doskonale widać w architekturze choćby Warszawy. Wiele budowli było zbudowanych z tego kamienia, a w okresie powojennym wiele z nich było odbudowywanych, remontowanych, odrestaurowywanych i rewitalizowanych przy jego zastosowaniu.
W tę historię wpisuje się kopalnia „Szydłówek – Saspol”, w której wydobycie rozpoczęto w 2016 roku. Kamień z tego wyrobiska jest typowym przykładem piaskowca szydłowieckiego. W zależności od głębokości wydobycia można pozyskać piaskowiec o barwie białej i beżowej. Oba mają te same parametry fizykomechaniczne. Cechują się drobnym, nawet bardzo drobnym ziarnem z lepiszczem krzemionkowym.

Warto zaznaczyć, że można go wyselekcjonować w taki sposób, by był on w 100% czysto biały. Natomiast ciężko jest wyselekcjonować materiał idealnie beżowy – kolor beżowy należy raczej potraktować jako przebarwienia, smugi lub przeżylenia.
W dużym formacie trudno będzie uzyskać jednolitą beżową barwę. Z odmiany białej natomiast można ułożyć duże powierzchnie z zachowaniem jednolitej kolorystyki. Przy czym czystość koloru jest ewenementem na skalę światową – trudno znaleźć inny piaskowiec o tak jednolitej i jasnej barwie.
Piaskowiec szydłowiecki nadaje się do zastosowań zewnętrznych. Badania laboratoryjne potwierdzają odporność na warunki atmosferyczne, w tym niską nasiąkliwość i całkowitą mrozoodporność. Z czasem pokrywa się patyną i jeszcze bardziej się utwardza.
Impregnacja nie jest konieczna, ale jest zalecana. Jak każdy piaskowiec, wystawiony na działanie czynników zewnętrznych może szarzeć i patynowieć. Impregnacja pozwala dłużej cieszyć się naturalnym kolorem i wyglądem jak tuż po zamontowaniu.
Pracujący w różnych piaskowcach podkreślają, że to materiał niesamowicie wdzięczny i łatwy w obróbce. Dzięki drobnemu ziarnu i zwięzłości doskonale oddający szczegóły i umożliwiający dokładne wyciągnięcie detali.
Piaskowiec szydłowiecki ma bardzo dobrą podatność na obróbkę mechaniczną. Jednak biorąc pod uwagę zużycie narzędzi jest wymagający i trzeba do niego dobrać odpowiednie narzędzia. Na pewno wszystkie narzędzia go przetną, ale niektóre będą miały niską żywotność – cechuje się dużą abrazyjnością, czyli dużym zużyciem ściernym narzędzi. Przez to nadaje się do ostrzenia narzędzi diamentowych.
Przyjmuje różne wykończenia powierzchni. Standardowo dostarczany jest z powierzchnią szlifowaną, groszkowaną, łupaną i szpicowaną. Na życzenie architektów wykonywane były również powierzchnie ryflowane, nacinane, odbijane.
Można go zastosować praktycznie wszędzie. Ze względu na fakturę raczej nie jest polecany na okładziny wewnętrzne poziome. Tam może sprawiać problemy z utrzymaniem czystości, a pomimo zaimpregnowania powierzchni może nie oprzeć się plamom z wina czy kawy.
Wspaniale natomiast prezentuje się na ściankach dekoracyjnych – w fakturze szlifowanej lub łupanej. Jedną z ciekawszych takich realizacji jest wykonanie szafy – łącznie z frontami – na zamówienie jednego z architektów.

Dane fizykomechaniczne:
Gęstość objęt.: 2120 kg/m3
Nasiąkliwość: 6,9 %
Wytrzymałość na ściskanie:
- w stanie suchym 64 MPa
- nasycony wodą 48 MPa
- po badaniu
mrozoodporności 41 MPa
Mrozoodporność
- 25 cykli - ocena wizualna: próbki po badaniu nieuszkodzone
Opis
barwa biała lub beżowa
drobnoziarnisty, zwięzły, pełna mrozoodporność
Cechy wyróżniające
biały kolor – czysto biały, unikalny na skalę światową
drobnoziarnista struktura, wdzięczny materiał rzeźbiarski
łatwość obróbki narzędziami mechanicznymi i ręcznymi
Dostępny jest w bardzo szerokim asortymencie produktów i półproduktów: płyty szlifowane różnych formatów – fasadowe i posadzkowe, okładziny schodowe, płytki elewacyjne itd. Zwykle są to wymiary najczęściej używane na elewacjach, czyli 100 x 50, 120 x 60 i 140 x 70 cm. Planowanie rozkroju płyt może być dostosowane do każdego obiektu czy budynku, a wymiar może być dowolny.

Właściciel złoża, Szydłowieckie Kopalnie Kamienia Budowlanego, dostarcza półprodukty, produkty i surowy kamień w blokach. Obsługuje rynek deweloperski i klientów indywidualnych. Oferta skierowana do zakładów kamieniarskich to przede wszystkim slaby w grubościach od 4 do 12 cm przeznaczone do wykonania nagrobków, schodów okładzinowych, a także gotowe stopnie schodów blokowych i pełna gama płyt okładzinowych poziomych i pionowych oraz dowolne elementy cięte, łupane i toczone. Materiał uzyskał dopuszczenia konserwatorskie i zrealizowano z niego wiele pomników na Cmentarzu Powązkowskim.
Największy element gotowy, jaki wykonała z tego piaskowca firma SKKB, to płyty balkonów do starej kamienicy na ulicy Próżnej 7/9 w Warszawie – płyty o wymiarach 340 x 140 cm i grubości 20 cm, od spodu podrzeźbiane pięknym profilem i dostarczane wraz z balustradami.
Jak każdy piaskowiec, który jest wykorzystywany w budowlance, wydobywany jest bez użycia metod strzałowych. Dzięki temu materiał nie ma wewnętrznych spękań, które mogą objawiać się w trakcie użytkowania.
Na współczesnych realizacjach piaskowiec szydłowiecki będzie lepszą alternatywą dla betonu architektonicznego i importowanych wapieni. Ze względu na parametry, cenę, tradycję zastosowania i ponadczasowość niewrażliwą na trendy modowe.
Więcej informacji: Szydłowieckie Kopalnie Kamienia Budowlanego
tel. 48 629 04 31, 604 499 699,
www.szydlowieckiekopalnie.pl
Kopalnia Szydłówek – Saspol
Płyta balkonowa 340 x 140 cm, grub 20 cm

Elewacja ryflowana i rzeźba