
Tytułem wstępu - Rafał Frankiewicz
Kamieniarstwo to nie przemysł samochodowy, gdzie wszystko jest idealne, powtarzalne, a wybór kolorów wręcz nieograniczony. To ręczna często praca obarczona wieloma zagrożeniami ze strony materiału, narzędzia i pracownika, który go używa. To nie tylko fizyczne wykonanie elementów, ale umiejętność twórczego i krytycznego myślenia, które realizację tego projektu popycha tylko do przodu. Co zrobić, gdy w naszej firmie pojawia się gość, który chce zamówić Jaguara? Odmówić? Przyjąć? Próbować samemu go zrobić wiedząc, że w najlepszym razie wyjdzie nam Polonez?
O tym jest ten artykuł.
O wyzwaniu, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. O współpracy kilku osób. O podjęciu zadania, które może przerosnąć jedną firmę, ale pójdzie dobrze, gdy pojawi się chęć współpracy.
Poczytajcie, bracia kamieniarze, bo historia ma wiele warstw, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się banalna.
Po lekturze nasuwają mi się takie oto refleksje:
- współpraca owocuje wtedy, gdy wszystkie podmioty są na równi kompetentne w swoich zadaniach,
- współpraca przynosi wymierne korzyści, gdy każda ze stron jest zaangażowana w 100%, a zadowolenie i satysfakcja klienta jest dla wykonawców wartością nadrzędną,
- klient nie targuje się, bo wie, że każdy z wykonawców też ma rodzinę na utrzymaniu,
- między wykonawcami nie ma atmosfery rywalizacji, ale życzliwość i chęć wzajemnej pomocy.
I tak powinna wyglądać każda nasza robota…
W sierpniu 2019 roku zmarł mój Tato. Stawiając mu nagrobek, chciałem uczcić jego pamięć, a także w symboliczny sposób po raz ostatni wyrazić mu swą miłość i wdzięczność.
Gdy 11 lat temu stawiałem nagrobek mojej teściowej, zwróciłem się do poleconych mi artystów rzeźbiarzy. Efektem tej współpracy był projekt pomnika oraz płaskorzeźba przedstawiająca wizerunki świętych patronujących moim teściom. Także i tym razem liczyłem na owocną współpracę.
Niestety, gdy przedstawiłem swoje oczekiwania, okazało się, że nie będzie to możliwe. Dzieliły nas zbyt duże rozbieżności zarówno na etapie projektu pomnika, jak i w podejściu do jego realizacji.
Zakładając, że w okolicy Kielc jest co najmniej kilkanaście zakładów kamieniarskich, a w każdym z nich można zamówić lub kupić gotowy pomnik, zacząłem szukać wykonawcy nagrobka Taty.
Odwiedziłem kilka zakładów, wszędzie jednak przedstawiano mi wyłącznie propozycje szablonowych nagrobków, po wielekroć kopiowanych realizacji. Nikt nie zaoferował mi oryginalnego pomysłu, co bardzo mnie rozczarowało. Uważam, że tak jak każdy człowiek jest wyjątkowy, tak również miejsce jego spoczynku powinno mieć niepowtarzalny charakter. Nigdy też nie godziłem się na narzucaną mi bylejakość. Z czasem zdałem sobie sprawę, że bez mojego pełnego zaangażowania – w proces projektowania nagrobka i w koordynację prac pomiędzy różnymi wykonawcami – nie osiągnę zadowalającego rezultatu.
Z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem i choć projektowanie nie jest mi obce, to jednak tym razem musiałem zgłębić wiedzę nie tylko o projektowaniu, właściwych proporcjach i wielkości obiektów cmentarnych, ale także prawną, by być w zgodzie z wytycznymi zarządcy cmentarza.
Lokalizacja pomnika - na Cmentarzu Starym w Kielcach, w zabytkowym sektorze – wymagała również właściwego wczucia się w klimat tego miejsca. Stawiając nagrobek Taty pośród zabytkowych pomników i starych drzew, chciałem, by odpowiednio komponował się z otoczeniem, tzn. nie odróżniał się stylem, co w moim odczuciu stanowiłoby przykry dysonans.
Przystępując do urzeczywistniania pomysłu, który zrodził się w mojej wyobraźni, na każdym etapie jego realizacji konsultowałem go z bliskimi – żoną i córką. Z życzliwością przyjmowałem krytykę, uwzględniając różnice w poczuciu estetyki. Przyznaję, że o ile dość szybko udało się osiągnąć porozumienie w kwestii wyglądu nagrobka, o tyle rodzaj materiału, z którego miał być wykonany, pozostawał trudnym wyborem do samego końca.
Pomnik dla teściowej zdecydowałem się wykonać z zielonego granitu Verde Bahia, który w chwili wyboru bardzo mi się podobał. Niestety, po upływie kilku lat okazało się, że kamień ten jest bardzo wrażliwy na działanie promieni UV oraz kwaśnych deszczy. Spowodowało to rdzawe i nierównomierne odbarwienia, które znacznie pogorszyły wygląd nagrobka i są niemożliwe do usunięcia. Tym razem nie chciałem popełnić podobnego błędu. Po zebraniu informacji o właściwościach różnych granitów ostatecznie zdecydowałem się na czarny granit typu SZWED, jednak wciąż nie bez wątpliwości. Wiedziałem, że cechuje się on znacznie większą twardością i ciężarem właściwym od pozostałych granitów, jednak ostrzegano mnie, że na skutek występujących w naszym klimacie dużych i nagłych zmian temperatury, powstające naprężenia termiczne mogą spowodować pęknięcia w kamieniu, a jego cena jest znacznie wyższa od innych.
Z gotowym projektem udałem się do pierwszego z wielu rzemieślników i natrafiłem na kolejne wyzwania.
Żaden wykonawca w naszej okolicy nie chciał podjąć się kompleksowej realizacji przedstawionego projektu – głównie ze względu na zbyt skomplikowane kształty poszczególnych elementów pomnika (wszystkie elementy posiadają powierzchnie wypukłe) oraz trudną obróbkę tak twardego kamienia na takich powierzchniach. Projekt pomnika zawierał też elementy dekoracyjne, płaskorzeźbę oraz kolumny w kształcie warkoczy, których wykonania odmawiano, argumentując to brakiem oprzyrządowania do wykonania takich kształtów, lub twierdzeniem, że jednostkowe przeprogramowanie maszyny byłoby nieopłacalne.
Zrozumiałem, że do zrealizowania takiego projektu będzie potrzebny zespół składający się z różnych rzemieślników, którzy dysponują kamieniem i mają doświadczenie w obróbce wypukłych kształtów, oraz artysty rzeźbiarza, któremu planowałem powierzyć wykonanie elementu dekoracyjnego: płaskorzeźby na wzór biblijnego obrazu Zmartwychwstania Pana Jezusa.
Dobór zespołu do wykonania tej zbiorowej pracy okazał się niezwykle skomplikowany. Realizacja zlecenia wymagała zakładu kamieniarskiego dysponującego możliwościami technicznymi, otwartymi na wyzwania pracownikami oraz gotowością do współpracy z artystą rzeźbiarzem. Niestety, kwestie ambicjonalne i osobowościowe okazały się trudniejsze, niż mogłem przypuszczać. Nikt jednoosobowo nie chciał firmować całej pracy ani wziąć za nią pełnej odpowiedzialności przy ostatecznym montażu nagrobka na cmentarzu.
Przyznaję, wielokrotnie byłem zrezygnowany; zaczynałem mieć poczucie, że stanęło przede mną wyzwanie, któremu nie podołam, a czas nieubłaganie uciekał. Postanowiłem na własną rękę poszukać innych możliwości w wykonaniu elementów stanowiących największe wyzwanie dla wykonawców. Polecono mi rzeźbiarza z Pszczyny k. Bielska Białej, który podjął się ręcznego wyrzeźbienia warkoczowych elementów pomnika.
Nawiązałem też współpracę z artystą rzeźbiarzem z Pabianic, panem Rafałem Frankiewiczem, któremu powierzyłem pracę nad płaskorzeźbą Zmartwychwstanie Pana Jezusa na portyku pomnika.
Wybór artysty okazał się bardzo trafny. Pan Rafał zdawał się intuicyjnie rozumieć mój zamysł i z dużym wyczuciem podszedł do jego realizacji. Często się konsultowaliśmy – czasami krytycznie, aczkolwiek zawsze twórczo – i krok po kroku konkretyzowaliśmy detale w rzeźbie. Pan Rafał nanosił uzgadniane zmiany poprzez modelowanie gliny oraz gipsu. Umożliwiło to bardzo precyzyjne oddanie klimatu i charakteru zaproponowanej sceny.
Równocześnie, w trakcie prowadzonych prac rzeźbiarskich, uzgadniałem szczegóły pomnika z wykonawcą większości pozostałych jego elementów, panem Janem Kolbusem z Rudy Malenieckiej. Pan Jan dysponował odpowiednim jakościowo czarnym granitem (typu Szwed), miał w swoim zakładzie niezbędną technologię oraz wykwalifikowanych pracowników do wykonania nietypowych elementów pomnika (cokołu oraz portyku). Ponadto był tą osobą, która wzięła odpowiedzialność za ostateczny montaż pomnika na cmentarzu – jestem mu wdzięczny za wykazaną odwagę i determinację.
Do łączenia poszczególnych elementów pomnika zastosowałem kotwy nierdzewne i klamry stalowe ocynkowane w miejscach narażonych na dostęp wody. Rozwiązanie takie jest dużo trwalsze od stosowanych połączeń, cementowo-klejowych, ponieważ występujące naprężenia termiczne pomiędzy poszczególnymi elementami z czasem powodują ich wzajemne przesunięcie. Zapewnia to stabilne przyleganie wzajemnych powierzchni i zwiększa odporność pomnika na warunki atmosferyczne panujące w naszym klimacie.
Dwie części nagrobka (tablica napisowa oraz płyta nagrobna) ze względu na ich duże powierzchnie oraz konieczność zminimalizowania błędów ich kształtu musiały być wykonane ze szczególną precyzją na maszynach numerycznych do obróbki kamienia. Takimi maszynami dysponował Zakład Kamieniarski pana Ryszarda Jędrychowskiego w Jędrzejowie. Tam też dostarczyłem elementy wycięte w zakładzie z Rudy Malenieckiej. Wypukłe powierzchnie płyty nagrobnej oraz tablicy napisowej zostały wykonane w zakładzie pana Ryszarda Jędrychowskiego z zadowalającą mnie dokładnością.
Niestety, kolumny warkoczowe, które zostały wykute ręcznie przez rzeźbiarza z Pszczyny k. Bielska Białej nie uzyskały dobrej jakości poleru i nie przystawały do pozostałych elementów, wypolerowanych mechanicznie. Ręczne polerowanie twardego kamienia na tak małych i nieregularnych powierzchniach kształtowych jest czasochłonne i trudne. Przysporzyło to nam kolejnych problemów z dochowaniem wcześniej założonego terminu montażu pomnika na cmentarzu. Sytuację uratował nasz rzeźbiarz – pan Rafał Frankiewicz, zlecając pracę swoim przyjaciołom w Strzegomiu (Szagal, Stanisław Szałecki – przyp. red.). Wykonali oni mozolną, ręczną pracę polerską, co w rezultacie zdecydowanie poprawiło jakość polerowanych powierzchni na kolumnach.
Decydując o wyglądzie tablicy napisowej, brałem pod uwagę to, że w nagrobku przeznaczonym dla osób z różnych pokoleń tekst w przyszłości będzie musiał być uzupełniany. Uzyskanie takiej samej głębokości i kształtu liter może więc okazać się problematyczne. Z tego względu kamieniarze częściej proponują piaskowanie liter na pomnikach gotowymi szablonami, które można też wykonać na cmentarzu. W moim przypadku zdecydowałem się jednak na litery kute metodą tradycyjną, ponieważ takie wzornictwo lepiej komponowało się ze stylem pomnika. Liczę, że w przyszłości uda się znaleźć rzeźbiarza, który wykona dopiski w tym samym kroju pisma.
Podsumowując, z przykrością zauważam, że brakuje zakładów kamieniarskich, które byłyby odpowiednio wyposażone, doświadczone i jednocześnie otwarte na współpracę przy realizacji bardziej wymagających zleceń. Nie ma też tradycji kooperacji pomiędzy wykonawcami w przypadku zlecenia, którego z różnych przyczyn nie mogą oni wykonać samodzielnie. Być może należałoby się zastanowić nad propagowaniem owego modelu współpracy pomiędzy zakładami kamieniarskimi oraz artystami rzeźbiarzami?
Zdaję sobie sprawę, że moje zlecenie – jednostkowy specyficzny zamysł poparty rysunkami technicznymi, zawierającymi wiele szczegółów – w zderzeniu z masową produkcją trafiło w niszę rynkową, wymuszając niestandardowe działania. Jako przedsiębiorca (prowadzę firmę z długoletnim doświadczeniem w realizacji prototypowych przedsięwzięć) sam nieraz wybierałem drogę pod górę, pełną wyzwań, inną niż większość i wierzę, że właśnie to pozwalało mi odnosić sukcesy w życiu.
Ufam jednak, że wśród wykonawców z branży kamieniarskiej wypracowany zostanie model współpracy nie angażujący zlecającego w takim zakresie, z jakim sam musiałem się zmierzyć.
Kielce, 04.11.2020 r.

Piaskowiec Męcina
Inwestycja: Ratusz w Muszynie
Dostawca elementów: Pawlimex (Męcina)
Kamień: szary piaskowiec Męcina Królewska
Data zakoń. inwestycji: w trakcie
Elementy: łukowe stopnie blokowe zewnętrzne, schody wewnętrzne do podziemi (dawne więzienie), okładzina arkad, kule, posadzka zewnętrzna w modułach.
Ilość zamontowanego kamienia: ponad 300 m2
w grubościach od 1 do 16 cm.
Piaskowiec szydłowiecki

Inwestycja:
Budynek apartamentowo - usługowy z garażem podziemnym zlokalizowany przy ul. Lubartowskiej 72A w Lublinie.
Inwestor i zarazem GW: EKSAM MSM Budownictwo Sp. z o.o. Sp.k. z siedzibą w Lublinie.
Kamień: piaskowiec szydłowiecki ze złoża „SASPOL” należącego do Szydłowieckich Kopalni Kamienia Budowlanego Sp. z o.o.
Na elewacji wykorzystano płyty szlifowane o powierzchni dochodzącej nawet do 2,2 m2. Nad wejściem głównym metodą piaskowania wykonany został napis z nazwą inwestycji o długości 7 metrów.
Ilość zamontowanego kamienia: około 550 m2.
Data zakoń. inwestycji: I kwartał 2020 r.
Granit szary strzegomski

Inwestycja: Dworzec w Szczytnie
Producent: Kamieniarstwo Gromiec (Rogoźnica)
Kamień: szary granit z własnego wyrobiska producenta
Elementy: płyty chodnikowe, krawężniki, kostka, płyty ryflowane, płyty stop z guzkami
Ilość zamontowanego kamienia: ok. 3000 m2.
Data zakoń. inwestycji: IV kwartał 2020 r.
Piaskowiec Długopole

Inwestycja: Sarkofagi prymasów Polski i Litwy w katedrze w Łowiczu
Wykonawca: Pismar (Szklary Huta)Kamień: żółty piaskowiec Długopole
Elementy: 7 sarkofagów (płyty boczne i płyta nakrywowa) z herbem na czole i inskrypcją na nakrywie, grubość elementów 8 cm, od wewnątrz grubość zmniejszana do 4 cm w celu zminejszenia wagi – wniesienie do krypty ręcznie przez ciasne schody.
Ilość kamienia: ok. 100 m2.
Data zakoń. inwestycji: IV kwartał 2020 r.
Granit Zimnik, piaskowiec Męcina

Inwestycja: rewitalizacja rynku w Bochni
Dostawca: Tinarg (Zimnik), Pawlimex (Męcina)
Kamień: jasnoszary granit Zimnik, szary piaskowiec Męcina
Elementy: płyty chodnikowe 100 x100 x10 cm, krawężniki, schody blokowe, okładzina fontanny, kostka.
Ilość kamienia: Zimnik - 4500 m2, Męcina - 500 m2.
Data zakoń. inwestycji: od 2018, nadal

Kiedy w 1986 roku lawina błota zniszczyła mały zabytkowy kościółek z 1626 roku w osadzie Mogno w Szwajcarii, nikt nie podejrzewał, że na jego miejscu powstanie nowa kaplica dość nowocześnie zaprojektowana.
Osada znajduje się na wysokości 1180 m n.p.m. i od XIX wieku była wykorzystywana jedynie latem. A jednak mieszkańcy bardzo chcieli, aby obiekt odbudować. W latach 90-tych XX wieku architekt z Ticino na nowo zaprojektował mały kościół p.w. Jana Chrzciciela. Budowa obiektu zakończyła się w 1996 roku.
Projekt autorstwa architekta Mario Botta był dość odważny – zaprojektowana kaplica została wykonana z lokalnych kamieni: marmuru Peccia i granitu Vallemaggia.

Po realizacji jego wygląd wzbudził wiele kontrowersji: biało-czarne pasy z zewnątrz i podobny wzór układający się w specyficzną szachownicę we wnętrzu. Jednak projekt został doceniony w świecie architektury. A z czasem się okazało, że minimalistyczny obiekt, dzięki prostocie wnętrza i braku dekoracji, budzi zachwyt.
Ten mały kościół – powierzchnia użytkowa 123 m2 – nie ma okien, jest doświetlany przez przeszklony strop. Kształt budynku wpisuje się w owal, który u szczytu staje się okręgiem.
Mario Botta zaprojektował również kaplicę Santa Maria degli Angeli niedaleko Monte Tamaro. W tym obiekcie również pojawia się owal jako istotny element budowli.


Patrząc na oba obiekty – pomimo sporych różnic – łatwo zauważyć podobne podejście do realizacji zadania.
Ta kaplica wybudowana w latach 1992-96 również zaprojektowana została z kamienia. Tym razem był to porfir. Wizyta w kościele jest niemal koniecznością: to potężna forteca na skraju góry, która oprócz oferowania miejsca do modlitwy, staje się również narzędziem do nowego czytania krajobrazu. Warto również tam zajrzeć ze względu na prace Enzo Cucchi – malarza i rzeźbiarza, przedstawiciela włoskiej transawangardy.
Obydwa obiekty cechuje nowatorski sposób projektowania budynków kultu religijnego.

Każde budowanie firmy wiąże się z inwestowaniem i tak było z nami w RPA. Duże koszty początkowe dopiero po kilku latach zaczną się zwracać. W pierwszych latach Zenon pracował miesiąc w Polsce i miesiąc w RPA budując tam kamieniołom. W tym czasie ja miałem się skupić na pracy w Kamieniarstwie Zenon Kiszkiel (KZK) i zacząć tworzenie sieci Hurtowni Impali CB w Polsce. Taka praca odbiła się bardzo na zdrowiu Zenona – w 2015 roku skończył 60 lat, z czego prawie 40 lat w kamieniu. Siłą rzeczy zaczęło mu być coraz ciężej, tym bardziej, że wspólnik w RPA niewiele pomagał.
Z poprzednich tekstów pewnie pamiętacie, że wspólnikiem był Radge. Tak, ten, który wyleciał z firmy za kradzież. Jednak zanim opowiem, jak do tego doszło, warto poznać kulisy.
Radge to biały Bur po czterdziestce z olbrzymią nadwagą, cukrzycą i z paroma innymi chorobami. Jednak miał jeden wielki dar od Pana Boga – było to oko do kamienia. Widział wady materiału, nawet bez użycia wody! Ja po 10 latach pracy mam często trudności z wypatrzeniem wad w kamieniu pod strumieniem wody, a on był w tym niesamowity. Jako wspólnik zajmował się też finansami. Jednak tak się jakoś składało, że kasy w firmie zawsze brakowało.
Każdy przyjazd Zenona wyglądał bardzo podobnie. W dniu przyjazdu zastawał kopalnię zapuszczoną, stojącą produkcję na przodkach i wkurzoną załogę. Pierwszy tydzień wiązał się z walką o produkcję. Czasami była potrzeba zmiany kierunku eksploatacji i „zagaszenia pożarów”, czyli rozwiązywania bieżących problemów, których było sporo. W drugim tygodniu można było mówić o pewnej stabilizacji. Ale dopiero w trzecim i czwartym tygodniu pobytu Zenon mógł realizować swoje zamierzenia. Jednak wtedy następowała najgorsza rzecz dla kopalni – Zenon wracał do Polski. Po 3-4 tygodniach w kopalni znów było tak samo i po ponownym przylocie do RPA historia się powtarzała.

Zapytacie, w czym był problem? Słaby manager czy za wysoki poziom pracy Zenona? Właśnie nie. Problem leżał gdzie indziej. Zenon myślał o biznesie długofalowym, a Radge przybywał do kopalni tylko wtedy, gdy było to konieczne, czyli praktycznie tylko w czasie pobytu Zenona w RPA. Natomiast poza tymi okresami pojawiał się w firmie bardzo rzadko.
Wtedy też zrozumiałem, że problemem jest mentalność czarnych. Odniosłem wrażenie, że muszą czuć presję ze strony kierownictwa, przysłowiowy bat nad głową. Jeżeli nikt od nich nic nie wymaga, to nie widzą powodu, by do czegokolwiek się przykładać.
Brak zainteresowania kopalnią jednak nie był głównym powodem zwolnienia Radge’a. Problemy się zaczęły w momencie, kiedy w październiku 2013 roku Radge zatrudnił na kopalni managera Danego. Wtedy nastąpił niebezpieczny zwrot akcji.
W listopadzie 2013 roku Zenon wrócił z wyjazdu do RPA bardzo zadowolony z pracy nowego managera. Mówił: „właśnie takiej osoby szukałem”. Potem była przerwa letnia, która w RPA trwa mniej więcej od 15 grudnia do 15 stycznia, więc kolejny wyjazd do Afryki nastąpił dopiero w lutym 2014. Na miejscu okazało się, że jakiś materiał jest już przygotowany do eksportu do Polski, ale nie tyle, ile się spodziewaliśmy. Dany i Radge jednym głosem powiedzieli, że dużo materiału było wadliwego i nie nadawało się na sprzedaż.
25 dzień każdego miesiąca to w RPA dzień wypłat praktycznie we wszystkich sektorach. Potrzebowaliśmy środków na wypłaty dla pracowników w kopalni.
W Polsce luty to ciężki okres w kamieniarstwie, więc pieniądze trzeba było znaleźć na miejscu, w RPA. Pomysł ojca był prosty: sprzedać trochę materiału dla jednej z afrykańskich firm przerabiających impalę (Graniti Tecnica) w blokach powyżej 30 ton. Ruch wydawał się bezpieczny: tak duże bloki są problematyczne w przewozie do Polski, a na miejscu można wozić bloki do 32 ton (wykorzystując „tri axle” – specjalne trzyosiowe ciężarówki). Ale jednej zmiennej nie wzięliśmy pod uwagę. W tych rozmowach brali udział nasi Burowie. Owszem, wypłaty na luty zostały zabezpieczone, ale już w następnych miesiącach produkcja na potrzeby miejscowe zaczęła systematycznie spadać… Graniti Tecnica po dwóch transakcjach wycofała się z zakupu bloków.
Kolejna wizyta Zenona w RPA przypadała na koniec marca. W czasie obchodu kopalni dostrzegł w krzakach duże bloki, które były lekko zamaskowane świeżym gruzem z kopalni. Ściągnięty na miejsce Alexander, który jest odpowiedzialny za mycie i wyłapywanie wad, obejrzał materiał i na migi pokazał, że są to bloki „1st choice”. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że takich szaf było tam ukryte 15 sztuk – każdy około 10 m3.
Złość, bezsilność i wrogość. Co teraz? Jak dalej prowadzić kamieniołom? Jak prowadzić firmę, kiedy jest się w Polsce? Zenon podjął decyzje o zwolnieniu Danego – oczywiście wszystkie winy Radge zrzucił na niego. Ale Radge pozostał. Był nie do ruszenia, bo do doprowadzenia firmy potrzebny jest ktoś lokalny. Na miejsce Danego Radge zaproponował Ebena – mówiąc, że to młody, biały Bur zainteresowany pracą na tym stanowisku. Zenon niechętnie zdecydował się go zatrudnić na próbny miesiąc.

Zenon wrócił do Polski i po dwóch tygodniach znów poleciał do RPA. W tym czasie Eben zrezygnował z pracy bez podawania powodu. Zenon był wkurzony – nie z powodu rezygnacji Ebena, tylko z powodu braku wyjaśnienia. Po tygodniu spotkali się i Eben opowiedział rozmowę z Radgem – była krótka: „dzielimy się po połowie kasą ze sprzedanych na lewo bloków i nic nie mówimy Zenonowi”. Eben, po rozmowie ze swoim ojcem i rodziną, podjął decyzję, że nie będzie wchodził w takie układy i dlatego zrezygnował z dalszej pracy.
Po tych rewelacjach Zenon zaproponował mu carte blanche, jeśli wróć na miesiąc do kopalni – Radge natomiast zostanie odsunięty od firmy i z czasem zwolniony. Był to moment przełomowy dla nas i dla Ebena. Zenon odkupił udziały Radge’a i stał się właścicielem 100% firmy w RPA.
Zapytacie jak złodziejowi wypłacić kasę? Przeważył zdrowy rozsądek. Jesteśmy w obcym kraju, sprawy sądowe zajęłyby miesiące, jak nie lata – trudno byłoby w takich warunkach prowadzić firmę. Spłacenie Radge’a było mniejszym złem i już pod koniec października wszystko zostało sfinalizowane.
Zachowanie Ebena było dla nas bardzo ważnym sygnałem, że może nie wszyscy w RPA są zepsuci i może można komuś zaufać. Od września 2014 roku zacząłem latać regularnie do RPA.
Czas, który spędziłem w towarzystwie Ebena dał mi wiele do myślenia i w jakiś sposób ukształtował sposób podejmowania określonych decyzji w określonych chwilach. Niestety po ponad trzech latach współpracy i na Ebena padł cień podejrzeń. Przyczyniły się do tego nie do końca czyste układy z pewną osobą, ale to pozostawię na kolejną opowieść o moich przygodach w RPA. Jak to mówią na czarnym lądzie: TIA!

Poczta elektroniczna (maile) to pokaźny zbiór informacji ważnych, mniej ważnych, strategicznych, wrażliwych, w tym również danych osobowych.
Mimo pokaźnej ilości danych, temat retencji danych w tym obszarze, tj. usuwania danych po określonym czasie, jest lekceważony przez administratorów.
Administrator przetwarzając dane (przechowując maile) do „wielkości skrzynki na serwerze” (póki miejsca starcza) naraża się na:
- brak podstawy prawnej do przetwarzania danych,
- przetwarzanie nieprawidłowych, nieaktualnych danych,
- przetwarzanie danych niegodnie z celem, dla którego zostały zebrane.
Łatwo zauważyć, że aby system ochrony danych w organizacji działał sprawnie i prawidłowo, konieczne jest opracowanie procedur retencji danych, w tym danych znajdujących się na serwerze pocztowym i poczcie elektronicznej.
Jak opanować tysiące maili znajdujących się na poczcie?
Administrator powinien zacząć od zbudowania świadomości wśród pracowników i współpracowników w tym zakresie oraz dbać o przestrzeganie ustalonych terminów wynikających z procedur retencji danych w codziennej pracy.
Przede wszystkim nie przechowuj żadnych niepotrzebnych danych i przeglądaj je regularnie!
• Spróbuj wyrobić sobie nawyk regularnych kontroli wiadomości.
• Przechowuj wiadomości w folderach, co przyczynia się do przechowywania na poczcie jedynie potrzebnych maili, tym samym ograniczając je do niezbędnego minimum.
• Usuwaj nieistotne maile, kopie robocze, wiadomości zawierające nieaktualne dane.
• Jeżeli korzystasz z Outlooka, używaj funkcji automatycznego usuwania e-maili.
Nie ma złotej reguły, którą można by było rekomendować administratorom w zakresie retencji danych. Jak widać, konieczne jest posiadanie odpowiednich procedur, zbudowanie świadomości wśród pracowników, aby wiedzieli jak ważna jest okresowa weryfikacja wiadomości.
Można zapytać, czy istnieje lista, która zawierałaby informacje jak długo przetrzymywać jakie maile. Nie powstały żadne wytyczne w tej materii. Można się jedynie oprzeć na brytyjskim orzecznictwie, wg. którego wszystkie dane przechowuje się przez tak długi czas, na jaki pozwalają przepisy. Stworzono listę kategorii wiadomości mającą ponad 20 stron.
Należy jednak do problemu podejść zdroworozsądkowo i działania dostosować do wielkości przedsiębiorstwa. Najlepszą i pierwszą zasadą jest fizyczne rozdzielenie wiadomości prywatnych od służbowych i umieszczenie ich w odpowiednio oznaczonych folderach programu pocztowego. Podstawą do takiego działania mogą być regulacje wewnętrzne np. polityki bezpieczeństwa czy procedury.
Warto pamiętać, że administrator może mieć wgląd do korespondencji służbowej, ale nie ma prawa wglądu w prywatne treści wiadomości. Jednak co ma zrobić, jeżeli pracownik, kończąc współpracę z firmą, zostawia w skrzynce swoje prywatne wiadomości? Do prywatnych wiadomości należą m.in: spersonalizowane maile reklamowe, powiadomienia z banków (wyciągi z kont) czy powiadomienia ze sklepów internetowych (status przesyłki, lista zakupowa), a nawet wiadomości stricte medyczne, np. powiadomienie o wizycie lekarskiej, czy nawet zwykła wymiana informacji dotycząca spotkania imieninowego.
W większych organizacjach, aby uprościć życie administratora, stosuje się w procedurach zapisy o zakazie używania poczty służbowej do celów prywatnych.
Administrator, który nie dopilnuje odpowiednich regulacji, naraża się na konsekwencje finansowe. Pierwsze kary za tego typu działania zostały już nałożone na podmioty we Włoszech.
Co powinna zawierać procedura retencji danych?
Procedura to swoisty przewodnik dla pracowników. Ważne, aby pracownicy używający na co dzień poczty elektronicznej od początku mieli świadomość odpowiednich nawyków i potrafili używać narzędzi, które często wbudowane są w programy pocztowe. Istotne jest, aby prawidłowo administrować załącznikami w mailach. Często załączniki nie są przenoszone do np. folderu klienta. Takie działanie może być niebezpieczne, gdy administrator ustawi odgórnie reguły usuwania wiadomości. Narazimy się tym samym na utratę ważnych dokumentów.
Pamiętaj, retencja danych to ważna kwestia i duże wyzwanie dla administratorów, które musi być podjęte. Znane są przypadki ukarania podmiotów, które przechowywały maile po ustaniu podstaw prawnych.
Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych. Specjalizuje się w problemach związanych z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych. Audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl