Nie tylko kamień

Oswoić smartfona

Autor: Jarosław Świeboda   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 sierpnia 2014 01:00

smartfon.jpg

Telefon komórkowy już od wielu lat stał się nieodłącznym kompanem współczesnego człowieka. Obecnie weszliśmy w nową erę - erę smartfonów.
W życiu każdego z nas przychodzi w końcu dzień, w którym trzeba wymienić nasz stary, wysłużony telefon na nowoczesne, dotykowe urządzenie, gdzie opcje dzwonienia i wysyłania smsów wydają się być jedynie dodatkowe. No cóż, trzeba przecież pójść z duchem czasu i przesiąść się na osławionego smartfona.
Czym jest to urządzenie, z którego będziemy korzystać codziennie przez najbliższy czas?

Smartfon to wielofunkcyjne urządzenie, które może stać się naszym mobilnym biurkiem, sekretarką (przypominającą nam o spotkaniach), szafą ze zbiorem potrzebnych dokumentów, nawigacją czy narzędziem do pomiarów. A to tylko nieliczne z właściwie nieskończonych możliwości tego, co do niedawna nazywane było telefonem. Trzeba jednak pamiętać, że smartfon bez internetu to jak samochód bez kół, może być najlepszy, ale bez nich nie ruszy nawet z miejsca. Dlatego, aby nasz smartfon mógł w pełni rozłożyć skrzydła, potrzebny jest przynajmniej minimalny pakiet internetowy.


Obecne smartfony to urządzenia o delikatnej budowie, przez co upadek nawet z niewielkiej wysokości może skończyć się ich „przedwczesną śmiercią”. Smartfony z wyższej półki posiadają zazwyczaj przedni panel wykonany z Gorilla Glass, czyli materiału, który w pełni zabezpiecza ekran przed zarysowaniami oraz jest odporny na uderzenia. Trzeba jednak pamiętać, że elektronika telefonu jest bardzo wrażliwa na upadki i starać się, aby nasz telefon zbyt często nie lądował w okolicy butów. Na rynku znajduje się wiele pokrowców dodatkowo zabezpieczających nasze urządzenie przed upadkiem, jednak kiedy chodzi o ich skuteczność, bywa różnie. Moim zdaniem najlepiej sprawdza się pokrowiec o dziwnej nazwie „uag”. Po ubraniu takiego pokrowca nasz smartfon może i nie wygląda zbyt elegancko, ale coś za coś. Chociaż urządzenie wygląda w pokrowcu „uag” dość pancernie, to upadek nawet z dwóch metrów nie powinien stanowić zagrożenia dla naszego smartfonu.

Aplikacja, personalizacja, qwerty. Jakby po polsku się nie dało...

Współczesne telefony pracują na kilku systemach operacyjnych, takich jak IOS, Windows Mobile, czy Android. Ten ostatni uważam za najprostszy w obsłudze, a o jego popularności niech świadczy duża liczba dostępnych programów potocznie zwanych aplikacjami.
W pakiecie startowym nasz telefon wyposażony jest w zestaw podstawowych aplikacji. Są one widoczne na ekranie pod postacią ikonek. Aby w pełni spersonalizować (dostosować do siebie) naszego smartfona potrzebujemy konkretnych programów, które usprawnią nam pracę, będą służyć rozrywce, albo, zwyczajnie, będą kaprysem. W końcu „Twój smartfon —Twoja sprawa” .

Tutaj przychodzi nam z pomocą ikonka o nazwie „Sklep Play”. Po jej kliknięciu przenosimy się na stronę internetową zawierającą olbrzymią ilość programów. Z tej puli możemy wybrać te, które zasługują, aby znaleźć się na naszym urządzeniu mobilnym. W odróżnieniu od zwykłego sklepu w „Sklepie Play” za dużą część programów wcale nie musimy płacić. Możemy je bezkarnie pobrać i zainstalować. Jednak wszyscy wiemy, że tak naprawdę nie ma nic za darmo, z tego powodu programy darmowe zawierają często reklamy, nieraz dość uciążliwe, a jedynym sposobem na pozbycie się ich jest przejście do wersji „premium” - czyli zapłacenie za aplikację.

Instalacja aplikacji, nie jest wcale trudna. Wystarczy postępować według instrukcji, które wyświetlają się na ekranie. Niektóre programy potrzebują do poprawnego działania dostępu do innych programów czy funkcji smartfonu. Najczęściej chodzi o dostęp do pozycji GPS, do katalogu ze zdjęciami albo do kalendarza. Niestety, jest to zwykle warunek konieczny - jeśli nie akceptujemy tego, to musimy poszukać innej aplikacji, która nie ma takich wymagań.
Samo zainstalowanie programów nie oznacza, że nasze urządzenie będzie lepsze. Musimy jeszcze chcieć z nich korzystać.
Pierwszą cechą smartfonu, która rzuca się w oczy, to klawiatura - nie jest numeryczna, lecz „qwerty”, tak jak w każdym laptopie czy komputerze (nota bene nazwa „qwerty” pochodzi od liter na kolejnych klawiszach poniżej klawiszy z cyframi). Aby wywołać na niej polskie znaki należy dłużej przytrzymać wybraną literkę - po chwili pojawiają się dodatkowe litery do wyboru. Niektórzy wolą wrócić do układu klawiatury znanej z tradycyjnych telefonów - wystarczy zmienić to w ustawieniach telefonu. Jednak warto dać szansę klawiaturze „qwerty”, bo kiedy się do niej przyzwyczaimy nie będziemy chcieli wrócić do starej. 

Podstawową aplikacją, która znajduje się na każdym smartfonie jest kalendarz. Wbrew pozorom, to całkiem rozbudowany program, w którym, oprócz sprawdzenia daty, możemy zapisać terminy spotkań, rocznic, imienin czy choćby „weź pigułkę!” na najbliższych kilka lat. Smartfon będzie nam o tym przypominał. Obsługa kalendarza jest intuicyjna - wystarczy kliknąć wybraną datę w kalendarzu, po kolei wypełnić wszystkie pola i na końcu nacisnąć „zapisz”.
W następnym numerze Kuriera opiszę kolejne programy i zastosowania smartfonu. Pokażę, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Smartfon to przyjazne urządzenie i jeżeli damy mu szansę i poznamy go lepiej, to nie tylko ułatwi nam pracę i usprawni życie, ale stanie się naszym prywatnym pomocnikiem, a może nawet przyjacielem.

Piszcie na biuro@kurierkamieniarski.pl o jakich funkcjach smartfonu ma być następny tekst.

przeczytaj cały artykuł

Rzecz o „oszczędzaniu” czasu

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: wtorek, 02 lipca 2013 12:01

60„Czas to pieniądz” – głosi znane przysłowie. Przywykliśmy do tego, że za czas poświęcony pracy otrzymujemy zapłatę w postaci pieniędzy. Co by się jednak stało, gdyby za godzinę pracy otrzymywać… godzinę pracy? Właśnie na takiej zasadzie działają banki czasu.

Oszczędzać – odkładać, zbierać, gromadzić, racjonować, miarkować, zachowywać na później, zużyć mniej...

Idea narodziła się w latach 80. za sprawą amerykańskiego prawnika Edgara Cahna, który wprowadził tzw. timedollars, czyli walutę odzwierciedlającą czas poświęcony pracy. Na polskim gruncie banki czasu pojawiły się w latach dziewięćdziesiątych, początkowo pod nazwą LETS (Local Exchange Trade Systems). Banki czasu są własną inicjatywą członków społeczności sąsiedzkich lub miejskich. Łączy je tylko wspólna idea i nazwa (choć mogą też funkcjonować pod inną), gdyż każda taka wspólnota działa niezależnie i na własnych zasadach.

Zasada działania jest prosta – jednostką płatniczą nie są pieniądze, lecz czas. Każda usługa, niezależnie od jej statusu społecznego, jest wyceniana dokładnie tak samo. Godzina sprzątania równa się godzinie korepetycji lub naprawiania samochodu. Każdy, kto ma trochę wolnego czasu i dobrych chęci, może zaoferować swoje usługi lokalnej społeczności, a poświęcony w ten sposób czas trafi do banku i będzie go można wykorzystać na usługi uzyskane od pozostałych członków.

W przedsięwzięciu może uczestniczyć każdy. Wśród usług, na które zgłaszane jest zapotrzebowanie, znajdziemy np. wspólne wyjście do kina, opiekę nad dzieckiem, zrobienie zakupów albo spacer z psem. Nawet osoby, które nie posiadają żadnych specjalistycznych umiejętności, lub uważają, że takowe nie przydadzą się lokalnej społeczności, na pewno znajdą coś, co mogą zaoferować.

Aby zacząć korzystanie z banku czasu wystarczy taki bank założyć – potrzeba do tego tylko kilka osób, które wyrażą chęć uczestniczenia w tym przedsięwzięciu. Można też przyłączyć się do istniejącego banku czasu. Banki czasu działają już w wielu miejscach w Polsce. Jednak dość istotną cechą jest ich lokalny charakter. W prawdzie nie jest niemożliwa wymiana usług na odległość kilkudziesięciu czy kilkuset kilometrów, ale w praktyce łatwiejsze okazuje się funkcjonowanie banku w społeczności obejmującej osiedle lub małą miejscowość.

Bezpłatna pomoc sąsiedzka jest nieopodatkowana, nie należy się więc martwić kwestiami prawnymi. Tylko od dobrej woli i chęci działania mieszkańców miasta lub osiedla zależy, czy uda się zgromadzić wystarczająco liczną grupę, żeby cała idea mogła wejść w życie. W tym celu trzeba zadbać o to, by jak najszersze grono osób dowiedziało się o inicjatywie, na przykład poprzez ogłoszenia albo pocztę pantoflową. Ważne jest też, aby jedna osoba zdecydowała się koordynować działania banku i pilnować rejestru godzin. Jeśli te dwa warunki zostaną spełnione, rozwój nowego banku czasu jest tylko kwestią… czasu .

Dobrodziejstw płynących z bezpłatnej pomocy sąsiedzkiej jest wiele. Po pierwsze, stwarza możliwość wymiany usług osobom, które nie mają pieniędzy lub z jakichś przyczyn są wykluczone zawodowo. Jest to doskonała formuła dla bezrobotnych, dzięki której mogą nie tylko pożytecznie wykorzystać swoje zdolności pomagając innym, ale też uzyskać dostęp do bezpłatnych usług, odciążając finansowo domowy budżet. Również osoby starsze mają szansę dzielić się z innymi swoim czasem oraz obecnością, a w zamian otrzymać pomoc na przykład przy sprzątaniu czy utrzymywaniu mieszkania.

Banki czasu pomagają także zacieśnić więzi wśród małych społeczności. Może się okazać, że ludzie z jednego osiedla odnajdą przy okazji wspólne pasje, o których nigdy by się nie dowiedzieli, mijając anonimowego sąsiada z domu obok. Aby pomagać sobie nawzajem, nie trzeba wiele. Mimo że praca w ramach banków czasu nie jest całkiem bezinteresowna, to nie chęć zysku jest głównym motywem działania. Chodzi przede wszystkim o możliwość pomagania osobom z otoczenia i zacieśniania więzi. Korzyści z tego wynikające są jedynie skutkiem, a nie celem.

Z drugiej strony, bezpłatna pomoc sąsiedzka wydaje się być doskonałym sposobem na ograniczenie wydatków, zwłaszcza w czasach trudnej sytuacji ekonomicznej. Wiele z usług, które niepotrzebnie nadwyrężają naszą kieszeń, można z powodzeniem uzyskać od sąsiadów w zamian za odrobinę swojego czasu. Na bazie szczerej i uczciwej komunikacji można zdziałać zadziwiająco wiele, przy okazji odwzajemniając otrzymaną pomoc.

W dzisiejszych czasach często zapomina się o wartości, jaką niesie ze sobą praca, postrzegając ją głównie jako sposób na zarobienie pieniędzy. W skutek postępu technologicznego staliśmy się wręcz niebezpiecznie samowystarczalni, przez co przeznaczamy coraz mniej czasu na budowanie wspólnoty. Banki czasu wydają się być znakomitym sposobem na przełamanie tego wzorca i otwarcia się na możliwości, jakie niesie ze sobą współpraca z ludźmi, którzy nieraz są na wyciągnięcie ręki.

Więcej informacji:
www.bankczasu.org
www.bankczasu.gsi.pl
www.lodzkibankczasu.pl
kaliskibankczasu.caritas.pl

przeczytaj cały artykuł

Co ma wspólnego mozaika i Guinness?

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: piątek, 01 marca 2013 13:05

11Odpowiedź: Rondo Mogilskie. Kolejny duży projekt Pracowni Lubosza Karwata to kontynuacja rozpoczętej w wrześniu 2012 roku akcji „Wyspiański na Mogilskim”. Tym razem jednak ma być więcej i szybciej.

W Krakowie, na Rondzie Mogilskim, mieszkańcy królewskiego miasta i ich goście będą mieć okazję wzięcia udziału w ułożeniu największej mozaiki na świecie. I ta mozaika ma zostać wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. Mozaika ma zostać ułożona w najkrótszym czasie, co również będzie powodem wpisu do Księgi, a w procesie układania ma wziąć udział największa liczba osób. I to również będzie przedmiotem zainteresowania przedstawiciela komisji Guinnessa.

Pomysłodawcami projektu są: Małgorzata Jantos – wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa i Lubosz Karwat znany w naszej branży artysta zajmujący się układaniem mozaiki. Organizatorzy to: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Pracownia Lubosza Karwata. W realizację pomysłu zaangażowani są rownież sponsorzy. Dotychczas akcję wsparli już: Atlas, Makita, Rogala, Granex, Weha, Tenax i mozaikoholik.pl.

W ciągu tygodnia ułożymy 85 metrów kwadratowych mozaiki inspirowanej twórczością Wyspiańskiego. Planujemy ustanowić rekord Guinnessa tworząc największą na świecie, kamienną mozaikę ułożoną z pomocą największej liczby osób i w najkrótszym czasie. Nad biciem rekordu będzie czuwać zaproszony przedstawiciel komisji Guinnessa. W tym roku upiększymy przeciwległy do już ozdobionego murek. Procesy technologiczne i materiały będą identyczne jak w 2012 r. Mozaika będzie układana w tym samym stylu, a motywy artystyczne będą kontynuacją już istniejących, z zachowaniem narzuconej kolorystyki.

Plan: od 01 do 07 czerwca 2013 / 8:00 – 17:00 układanie mozaiki
08 czerwca 2013: Prace kosmetyczne i porządkowe, uroczyste przekazanie certyfikatu przez komisję Guinnessa na ręce organizatorów i władz miasta, impreza w formie wernisażu. Na wernisaż będą zaproszeni również sponsorzy akcji.

Cele i przewidywane efekty: Dzięki ozdobieniu szarych, betonowych murów techniką mozaiki kamiennej, zyskamy upiększona przestrzeń miejską. Jak pokazała zeszłoroczna akcja – mieszkańcy Krakowa bardzo entuzjastycznie podchodzą do możliwości estetycznej zmiany przestrzeni jaką użytkują. Co oczywiste, zyskują też dzięki temu większy szacunek do powstałego dzieła. Miasto Kraków może zyskać wizerunek ośrodka mozaiki we wschodniej części Europy.

Uczestnicy: Wydarzenie będzie dostępne dla wszystkich chętnych do wzięcia w nim udziału; mieszkańców, przypadkowych przechodniów, dzieci, młodzieży i dorosłych. Tak jak w ubiegłym roku, nad całokształtem artystycznym będą czuwać przeszkoleni w tym kierunku wolontariusze. Uczestnicy akcji będą rejestrowani na miejscu wydarzenia, aby móc obliczyć ilość uczestników tworzących mozaikę dla potrzeb komisji Guinnessa.

Gdzie:
Kraków, Rondo Mogilskie

Kiedy:
1-8 czerwca 2013 r.

Co:
kamienna mozaika kwiatowa inspirowana twórczością Wyspiańskiego

Ile:
85 metrów kwadratowych

Kto:
każda chętna osoba, która chce uczestniczyć w czymś wyjątkowym

 

_____

Dodano 20 maja 2013 r.
Ze względu na późną odpowiedź biura Guinnessa, organizatorzy wycofali się z bicia rekordu do księgi Guinnessa. Nadal jednak będzie to układnaie największej mozaiki kamiennej.

przeczytaj cały artykuł

Business Center Club

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 13 marca 2012 22:57

21Choć BCC otacza aura elitarności, to jego członkiem może być każdy przedsiębiorca przestrzegający Statutu Clubu – statutu zobowiązującego do reprezentowania wysokich norm etycznych, przestrzegania zasad kodeksu kupieckiego i działania zgodnie z ideą społecznej odpowiedzialności biznesu. Jednak czyż nie są to zasady, którymi od zawsze kieruje się większa część braci kamieniarskiej?

Business Center Club to organizacja, która broni przedsiębiorcę przed złym prawem, przed nieuczciwą konkurencją, przed biurokracją. Która promuje firmy, ich usługi, produkty. To organizacja, która szkoli jak zarabiać pieniądze, jak oszczędzać pieniądze – mówi Marek Goliszewski, Prezes BCC.

– osób i firm, ogólnopolski zasięg działania – 23 organizacje terenowe, status reprezentatywnej organizacji pracodawców oraz 20-letnie doświadczenie. Jednak najcenniejsza jest opinia samych przedsiębiorców – przedstawicieli małych średnich i dużych firm, którzy w badaniach opinii prowadzonych w latach 1997-2011 potwierdzają, że BCC jest użyteczny i skutecznie walczy o ich prawa oraz dobre imię.

BCC prowadzi aktywny lobbing gospodarczy na rzecz rozwoju gospodarki wolnorynkowej, tworzenia dobrego prawa, obrony interesów polskich przedsiębiorców. Z członkami Klubu konsultowali się dotychczas wszyscy prezydenci i szefowie rządu RP. Eksperci BCC współtworzą i opiniują ustawy gospodarcze, uczestniczą w pracach komisji parlamentarnych, przekonują do swoich rozwiązań ministrów i posłów.

– Jak świadczą liczne przykłady, państwo bywa wrogiem przedsiębiorcy – zauważa Bogusław Piwowar, Wicepres BCC, Dyrektor Biura Lobbingu i Edukacji BCC, Wiceprezes ds. Inwestycji BCC. – Dlatego też BCC chroni swoich członków we wszystkich sferach funkcjonowania prawa. Te skuteczne działania wyróżniają BCC spośród innych organizacji pracodawców. Jesteśmy po prostu skuteczni.

Eksperci BCC analizują i piętnują błędy oraz zaniechania rządzących proponując rozwiązania najlepsze dla przedsiębiorczości. Zasługa BCC to m.in.: obniżenie podatku od osób prowadzących działalność gospodarczą z 27% do 19%, wprowadzenie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, uchwalenie ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Jedna z ostatnich to odebranie prokuratorom prawa do wszczynania kontrowersyjnych śledztw w sprawie działania zarządów na szkodę spółki (tj. usunięcie art. 585 z Ksh.).

Poza działaniami służącymi całej gospodarce, BCC koncentruje się przede wszystkim na działaniach na rzecz firm-członków BCC, które mają służyć podniesieniu ich konkurencyjności rynkowej oraz wspierać w różnych dziedzinach związanych z prowadzoną działalnością. Ważnym aspektem działalności klubu jest też edukacja członków poprzez dostarczanie informacji z zakresu prawa gospodarczego, zarządzania, marketingu, finansów, itd. Cel ten realizowany jest przez organizację konferencji i seminariów umożliwiających spotkanie z ministrami, posłami, szefami urzędów centralnych, a także wybitnymi ekonomistami i ekspertami. – Łatwiej jest porozumiewać się między sobą w takiej organizacji niż szukać kontaktu poprzez różnego rodzaju ogłoszenia, internet... mówi Zbigniew Niemczycki, Członek Rady Głównej BCC to się też dzieje i będzie się działo. Natomiast jest to, w sposób naturalny, taki link do zawarcia nie tylko przyjaźni, znajomości i koleżeństwa, ale również do wspierania siebie nawzajem. Każdy członek organizacji objęty jest również Polisą Bezpieczeństwa – ochroną interesu gospodarczego firmy np. w sytuacji potrzeby podjęcia działań mediacyjnych w sporach z instytucjami administracyjnymi lub innymi podmiotami życia gospodarczego, a także reprezentowaniem interesów członka w kontaktach z mediami, wymiarem sprawiedliwości, kontrahentami czy innymi instytucjami państwowymi i UE.

Od 2002 roku Business Centre Club reprezentuje interesy pracodawców w Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych i jako związek pracodawców uczestniczy w najważniejszych sprawach społecznych i gospodarczych kraju. Bierze udział w pracach nad projektem ustawy budżetowej, negocjuje z przedstawicielami związków zawodowych ponadzakładowe układy zbiorowe pracy, opiniuje akty prawne i ich projekty, występuje do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie zgodności z Konstytucją ustaw i innych przepisów, podejmuje działania wobec administracji publicznej, samorządów, Sejmu i Senatu na rzecz ochrony interesów gospodarczych swoich członków, występuje z powództwami, wnioskami o ściganie, oskarżeniami prywatnymi, przystępuje do toczących się postępowań w interesie członków BCC.

BCC jest organizacją międzynarodową, wyróżnioną przez Parlament Europejski nagrodą EKES za znaczący wkład w krzewienie integracji i tożsamości europejskiej. Honorowymi członkami BCC są m.in.: José Manuel Barroso, Leszek Balcerowicz, George Bush, Jerzy Buzek, Jacques Chirac, Bill Clinton, Janusz Lewandowski, Margaret Thatcher, Władysław Bartoszewski i Lech Wałęsa. Od początku swojego istnienia BCC propaguje idee odpowiedzialności społecznej firm.

Dla branży kamieniarskiej BCC ma propozycje działań koncentrujących się na: – wspieraniu rozwoju działalności firmy poprzez m.in.: wymianę informacji oraz rekomendowanie firmy członkowskiej wśród blisko 2500 członków BCC poprzez m.in. Portal internetowy, Wydawnictwa BCC (m.in. Rocznik, Najlepsze Firmy); dostęp do rezerwy kadrowej w ramach „Giełdy Fachowców”, spotkań z przedsiębiorcami; – edukacji gospodarczej poprzez zapraszanie przedstawicieli firmy na ponad 20 seminariów, debat i konferencji w roku oraz poprzez wydawnictwa BCC m.in. Biuletyn Specjalny BCC, Magazyn BCC; – poradach ekspertów m.in.: prawnych, podatkowych, w zakresie prawa zamówień publicznych, sprawdzania partnerów gospodarczych i windykacji należności, funduszy europejskich, redukcji kosztów, restrukturyzacji i przekształceń prawnych; – promocji firmy i jej produktów poprzez organizowane przez BCC konkursy: Lider Polskiego Biznesu, Ambasador Polskiej Gospodarki (pod patronatem MSZ) i nagrodę Medal Europejski; – integracji w ramach branży w ramach komisji branżowych BCC; – usługach „centrum biznesu” w siedzibie BCC.

Kontakt:
Business Center Club
pl. Żelaznej Bramy 10, 00-136 Warszawa
tel. (22) 625 30 37, fax (22) 621 84 20
www.bcc.org.pl, e-mail: biuro@bcc.org.pl

przeczytaj cały artykuł

BIZNES PO KATOLICKU

Autor: Joanna Jureczko-Wilk   |   Data publikacji: niedziela, 11 grudnia 2011 22:57

60Przedruk: Gość Niedzielny nr 6/2011 z dn. 13 lutego 2011 r.

Nie zatrudniają na czarno, nie wystawiają lewych faktur, nie podstawiają nogi konkurencji, a ze skarbówką rozliczają się co do grosza. Wzajemnie sobie pomagają i… nie bankrutują.

Na ulicach w centrum Warszawy jeszcze pustawo, ciemno i zimno. Piątek, godzina 6.30. W pijalni Wedla już pachnie czekoladą, zastawione stoły czekają na gości, którzy powoli się schodzą. Dzwonią komórki, ktoś wyjmuje laptopa, krążą wizytówki, zaczynają się rozmowy w kuluarach. Można by pomyśleć, że to zwyczajne śniadanie biznesowe o trochę niezwyczajnej porze. Tylko stolik z lekturami nietypowy: Pismo Święte, książki Benedykta XVI, Jana Pawła II… Po oficjalnym powitaniu – lektura duchowa. Tym razem czytane są pisma bp. Józefa Pelczara o tym, że „praca zapobiega grzechom”. Potem krótkie szkolenie. Tak w każdy piątek zaczyna się spotkanie Warszawskiego Towarzystwa Biznesowego, tak co tydzień witają się biznesmeni ze Śląska, a wkrótce także z Trójmiasta.

Dobrze się poznać
Maciej Gnyszka wyrastał w rodzinie przedsiębiorców, a pierwszą firmę założył jeszcze w liceum. Na studiach chodził na spotkania biznesowe, ale drażniło go to, że sprawy ważne były tam tematem tabu. Nie wypadało rozmawiać o polityce, moralności, wierze, własnej rodzinie. Dlatego założył towarzystwa biznesowe, w których nie trzeba ukrywać swoich przekonań. – Kiedy z kimś współpracuję, wolałbym wiedzieć, jakie ma poglądy, czy pomagając mu, nieświadomie nie wspieram na przykład kampanii przeciw homofobii czy tygodnika „Nie”, co byłoby sprzeczne z moimi przekonaniami – mówi

Gnyszka, właściciel firmy Gnyszka Fundraising Advisors, założyciel WTB. – Nic o sobie nie wiedząc, mniej sobie ufamy, osiągamy mniejszą skuteczność w działalności biznesowej. Boimy się, że ktoś nam podstawi nogę, wbije nóż w plecy… Ubezpieczamy się, wynajmujemy prawnika, szukamy informacji w gospodarczej wywiadowni… To są dla nas dodatkowe koszty.

Z założenia więc członków WTB wartości i przekonania mają zbliżać, a nie dzielić. Przystępując do towarzystwa, akceptują zapis o „wyjątkowej roli chrześcijaństwa w budowaniu cywilizacji europejskiej”, co nie znaczy, że muszą być katolikami i mieć zaświadczenia od proboszcza. Stowarzyszeniem interesują się też wyznawcy innych religii. Z zainteresowaniem przygląda mu się kilku „niewierzących konserwatystów”, którzy choć sami w Boga nie wierzą, katolików darzą szacunkiem. – Są wartości łączące nas także na polu zawodowym – podkreśla fotograf Małgorzata Góra, protestantka, która na spotkanie katolickich biznesmenów przyszła po raz pierwszy.

Etyczny milioner
W biznesie katolicki znaczy uczciwy, solidny, rzetelnie wykonujący swoją pracę, dotrzymujący umów. Ale też płacący sumiennie podatki, traktujący po ludzku pracowników, rozumiejący, że kobieta ma prawo być w ciąży, a ojciec chce weekendy spędzić z rodziną, a nie szkolić się czy integrować z kolegami z firmy. Tak prowadzony biznes, uczciwe zarabianie pieniędzy już same w sobie są swoistą ewangelizacją w środowisku, gdzie często jeszcze panuje przekonanie, że „pierwszy milion trzeba ukraść” – a przynajmniej jakoś skombinować albo zdobyć dzięki układom. – Trzeba pokazać młodym ludziom startującym w biznesie, że nie trzeba kraść ani oszukiwać, żeby się dorobić. Że liczy się dobrze wykonana praca – podkreśla 55-latek Wiesław Zawadzki, dyrektor w firmie coachingowej. W pracy zaś liczy się nie tylko zysk, dochód, bilans na plusie, ale to, w jaki sposób prowadzimy biznes, jak traktujemy partnerów. – Kiedy ktoś proponuje mi wykonanie usługi bez faktury, mówię, że i tak wystawię kwit i odprowadzę podatek. Słyszę wtedy: „Przecież pan nie musi”. Nie muszę, ale chcę być uczciwy – mówi Piotr Michalski, zajmujący się internetową sprzedażą mebli biurowych i dystrybucją kwiatków w puszce.

Trzydziestu zgranych
Do jednego koła biznesowego należy nie więcej niż trzydzieści osób – z małych i średnich przedsiębiorstw, przedstawicieli wolnych zawodów, z różnych branż, żeby nie wprowadzać zawodowej konkurencji. Chętnych przybywa i w Warszawie tworzy się już drugie koło. W WTB wszyscy się znają i wiedzą, że mogą liczyć na znajomych i „znajomych królika”. Poza tym co trzydzieści menedżerskich głów to nie jedna. Na spotkaniach rodzi się wiele pomysłów na wspólne zarobienie pieniędzy. – Networking to umiejętność tworzenia sieci ludzi życzliwych, dzięki której może wzrastać nasz kapitał. Im dłużej networkujemy, tym lepiej się poznajemy i bardziej sobie ufamy. I tym śmielsze pomysły chcemy wspólnie realizować – Maciej Gnyszka tłumaczy sens tworzenia towarzystw. Efekty? W ciągu roku istnienia warszawskiego towarzystwa wypaliło parę interesów. Dzięki rekomendacji jednego z członków innemu z branży ubezpieczeniowej udało się zdobyć kilkumilionowy kontrakt. Wizytówki, zaproszenia, foldery wszyscy drukują u Marcina Przepióry – specjalisty od poligrafii. Odkąd wstąpił do towarzystwa, nie może nadążyć z robotą.

Udało się znaleźć inwestora dla firmy z branży przemysłowej, której groziło bankructwo. W komórkach członków towarzystwa są namiary na speców od marketingu, grafików, prawników, księgowe, właścicieli agencji ochrony, doradców finansowych, detektywów, sprzedawców kredytów kredytów na samochody, tłumaczy z języków obcych, dystrybutorów win, specjalistów usług internetowych, budowniczych domów na wodzie...
– Spotykamy się regularnie i znamy swoje potrzeby. Polecamy sobie nawzajem kontrahentów i wiadomo, że jest to ktoś sprawdzony, nikt przypadkowy z internetu.

Dzięki towarzystwu udało mi się dostać zlecenie na event, obsługiwałem kilka imprez okolicznościowych. Spotkania tutaj zachęciły mnie do rozszerzenia działalności – zająłem się dystrybucją kawy z Bolonii – mówi Patryk Sławiński, wodzirej. – Przychodzą tutaj ludzie z pomysłami, z zapałem, otwarci, zaznajomieni z nowymi formami komunikacji. Z kontaktu z nimi zrodził się pomysł, by moja firma na Facebooku umieściła darmową grę kompetencyjną, dzięki której każdy mógłby zbadać swoje zdolności przywódcze. Właśnie nad nią pracujemy – opowiada aktor i doradca Jarosław Opaczewki z firmy szkoleniowej.

Śniadań biznesowych i szkoleń dla przedsiębiorców odbywa się codziennie wiele. Wizytowniki biznesmenów zazwyczaj puchną od kontaktów, telefonów do kontrahentów i potencjalnych klientów. Co więc przyciąga ich do elitarnych towarzystw biznesowych, za udział w których muszą na dodatek płacić? – Biznes potrzebuje miękkich wartości: zrozumienia, zaufania, życzliwości… Zakorzenienia w głębszych relacjach niż tylko wspólny interes. I tutaj to się udaje
– przekonuje Łukasz Zając, główny networker towarzystw biznesowych. – Kiedy ktoś szukał pediatry dla chorego dziecka, od razu rozdzwoniły się telefony od członków towarzystwa. Innemu z polecenia udało się znaleźć niedrogie mieszkanie w Warszawie. Może nie jesteśmy jeszcze przyjaciółmi, ale na pewno bardzo dobrymi znajomymi.

przeczytaj cały artykuł
Strona 4 z 5

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.