Nie tylko kamień

Oswoić smartfona cz.3

Autor: Jarosław Świeboda   |   Data publikacji: poniedziałek, 22 grudnia 2014 12:43

Samsung_i900_Omnia.jpg

Jak najłatwiej zapamiętać datę urodzin żony?—raz o niej zapomnieć...

W dzisiejszych czasach, kiedy tempo życia osiągnęło poziom sprintu, otaczający nas natłok informacji sprawia, że nie jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkiego. Umykają nam rzeczy do zrobienia w ciągu dnia, nie wspominając o tych do zrobienia w ciągu tygodnia czy miesiąca. Nachodzą nas wtedy bardziej lub mniej żartobliwe refleksje o sklerozie czy chorobie Alzheimera, ale rozmawiając ze znajomymi dochodzimy do wniosku, że nie tylko nam się to zdarza.
Przydałaby się sekretarka, najlepiej osobista, która przypominałaby o: zbliżającym się spotkaniu, zadaniu do wykonania, czytałaby mejle i odpisywała na nie... Niestety, nie każdemu jest to dane. Ale, wracając do rzeczywistości, częściowo możemy sobie to zrekompensować zaprzęgając do pracy naszego smartfona.

Niepozornie wyglądająca ikona na naszym smartfonie oznaczająca kalendarz to potężne narzędzie, który może stać się nieocenioną pomocą w naszym życiu codziennym. To już nie tylko kalendarz w tradycyjnym tego rozumieniu, gdzie zapisywaliśmy notatki i ważne dla nas terminy spotkań. Ten kalendarz potrafi wiele więcej. Nie musimy się teraz martwić, że zapomnimy o dacie spotkania lub zadania do zrealizowania, możemy wydrukować sobie plan dzienny, z kalendarza możemy wysłać wiadomość e-mail z zaproszeniem na spotkanie lub przypomnieniem do osoby znajdującej się w naszej książce adresowej, a na dodatek możemy go udostępniać innym osobom.

Obsługa kalendarza jest intuicyjna i każdy właściciel smartfonu na pewno poradzi sobie z nią —wystarczy tylko postępować zgodnie z tym, jak prowadzą nas instrukcje na ekranie. Aby nasz kalendarz można było wykorzystać w pełni musimy mieć założone konto e-mail na Gmail.com. Korzyści z tego są takie, że każde nasze urządzenie połączone z Gmail —komputer, laptop, tablet, smartfon —będzie automatycznie posiadało dostęp do tych samych terminów zaznaczonych w kalendarzu. Na przykład: nowe zadanie lub „przypominajka” w kalendarzu wpisane przez komputer w firmie pojawi się również w naszym telefonie.
Jaka jest, więc różnica między tradycyjnym kalendarzem a smartfonowym? Kalendarz w telefonie ma funkcje „przypominania” —dodając nowy termin mamy do wyboru, czy chcemy, aby nasz smartfon sygnałem dźwiękowym lub wysyłając mejla przypomniał nam o terminie wykonania zadania, wystarczy tylko przy dodawaniu wydarzenia ustalić czas, w jakim przypomnienie ma zostać uruchomione. Przypomnienie może uruchomić się w dowolnym momencie —dzień wcześniej, godzinę wcześniej, kwadrans wcześniej, o ustalonej godzinie. Może nawet powtarzać się w dowolnych odstępach czasu.

To, czego jeszcze nie posiada tradycyjny kalendarz to funkcja „zaproszenia” dzięki której możemy wysłać mejlowe zaproszenie na spotkanie kilku osobom za jednym razem. Na dodatek telefon sam nam jeszcze, w ustalonym przez nas czasie, przypomni o terminie spotkania. Dodatkową funkcją w przypomnieniach jest możliwość sporządzenia notatki. Notatka może być praktycznie dowolnej długości —może zawierać własny komentarz do zapisu w kalendarzu, dodatkowe informacje o osobie, z którą się spotykamy lub choćby plan spotkania, o którym kalendarz nam przypomina.

Następna ciekawa funkcja w kalendarzu to „konta”. Służy ona do tego, aby zsynchronizować nasz terminarz z innymi kontami, które posiadamy lub do których mamy dostęp. Po synchronizacji zostaną automatycznie dodane pewne informacje do naszego kalendarza. Na przykład dodając swoje konto z Facebooka do naszego kalendarza pojawią się nowe informacje o datach urodzin naszych znajomych z Facebooka, a synchronizując nasz kalendarz z kalendarzem wspólnika obaj widzimy jaki każdy z nas ma plan na nadchodzące dni.

Jak w tradycyjnym kalendarzu możemy jednym rzutem oka sprawdzić wszystkie zaplanowane zadania na dzień, tydzień, czy miesiąc. Jednak czy kalendarz w smatfonie stanie się naszym nieodzownym programem w pracy, czy tylko będziemy na nim sprawdzać datę, to tylko zależy od nas i od naszej systematyczności w uzupełnianiu wydarzeń. Z własnego doświadczenia wiem, że przejście z tradycyjnego kalendarza na kalendarz w telefonie może odbyć się niepostrzeżenie i bezboleśnie. A kiedy zaczniemy używać kalendarza w smartfonie, raczej nie będziemy już chcieli wracać do tradycyjnego.

I na koniec jeszcze jedno eko-spostrzeżenie: używając kalendarza w telefonie chronisz drzewa!

przeczytaj cały artykuł

Oswoić smartfona cz.2

Autor: Jarosław Świeboda   |   Data publikacji: poniedziałek, 10 listopada 2014 22:08

Tryby, wibracje i inne wariacje

smartphone.jpg

Teatr... Kino... Kościół... Oficjalna uroczystość... i nagle dzwonek telefonu. Najczęściej w najbardziej podniosłym momencie.
Jak nie najeść się wstydu? —o tym dzisiejszy tekst.

Ten tekst, w tygodniku z dużą liczbą zdjęć znanych twarzy i krzykliwymi tytułami, pewnie byłby zatytułowany „100 trików na Twojego smartfona”. Jeśli tryby pracy telefonu są Wam znane, to i tak przeczytajcie. Może choć jeden „trik” okaże się nowy i przyda się w codziennym życiu.
Aby telefon nie przeszkadzał w określonych momentach, nie trzeba go całkowicie wyłączać. Można skorzystać z „trybów pracy”, które są dostępne w każdym smartfonie wyposażonym w Androida. Jak je włączać i co potrafią? Oto kilka podpowiedzi.

Przełączanie trybów jest dostępne w menu telefonu: wchodzimy w ustawienia, wyszukujemy ustawienia trybów, potem... i jeszcze... Można prościej. Wystarczy nacisnąć i przytrzymać guzik wyłączania telefonu. Na ekranie pojawi się obraz podobny do tego na zdjęciu obok.
Domyślnie znajdujemy tam: tryb samolotowy, tryb normalny, tryb cichy oraz wibracje. W momencie kiedy potrzebujemy, żeby telefon nam nie przeszkadzał, wystarczy wybrać jeden ze domyślnych trybów.

Tryb samolotowy wyłącza działanie wszystkich nadajników i odbiorników w systemie —nie działa żadna forma komunikacji bezprzewodowej (brak sygnału GSM, WiFi, Bluetooth). W tym trybie niektóre telefony mają możliwość włączenia WiFi, wtedy znowu mamy dostęp do Internetu. Jak sama nazwa tego trybu wskazuje, korzysta się z niego w samolotach, gdzie teoretycznie sygnały radiowe z telefonu mogą zakłócić systemy nawigacyjne i komunikacyjne. Innym miejscem, gdzie konieczne jest wyłączenie smartfonu są szpitale —tam także telefony mogą spowodować zakłócenia, tym razem w działaniu aparatury medycznej. Dla takich miejsc przeznaczony jest właśnie tryb samolotowy, nie zakłócający pracy innych urządzeń. Innym powodem, dla którego warto włączyć ten tryb może być chociażby oszczędność energii. Na przykład w miejscach, gdzie nie ma zasięgu i tak nie mamy szans nigdzie zadzwonić, a wyłącznie radia pozwoli nam na zaoszczędzenie baterii, gdyż telefon nie będzie bezowocnie szukał sygnału. Ostatecznie można go użyć, gdy nie chcemy, by telefon nam przeszkadzał. Może być to na ważnym spotkaniu, czy w czasie snu. Nie dostaniemy żadnych telefonów, smsów, maili —upragniona cisza i spokój. Oczywiście jeśli jest to nam bardziej potrzebne niż pozostanie w ciągłym kontakcie ze światem zewnętrznym. To po co używać trybu samolotowego skoro praktycznie wyłącza wszystkie możliwości komunikacji? W trybie samolotowym smartfon nadal działa i wykonuje pozostałe zaplanowane zadania jak choćby przypomnienia z kalendarza czy budzik —kiedy telefon jest zupełnie wyłączony budzik zwyczajnie nie zadzwoni! Pamiętajmy o tym, gdy liczymy na skuteczne budzenie następnego ranka. No i oczywiście nadal można grać w ulubione gry, słuchać muzyki czy oglądać filmy i zdjęcia zapisane w pamięci urządzenia.

Drugim trybem, w którym może pracować nasz smartfon, jest tryb cichy. Wyłączone są w nim wszystkie dźwięki i wibracje, ale mamy stały kontakt z komórkową rzeczywistością. Przychodzące połączenia i wiadomości są sygnalizowane komunikatem na ekranie —smartfon nie wydaje żadnych dźwięków, ale ekran się włącza i widzimy kto dzwoni lub do nas pisze. Podobnie jest z trybem z włączonymi wibracjami —wszelka aktywność smartfonu jest sygnalizowana komunikatem na ekranie i drganiami urządzenia. Pierwszy tryb, cichy, przyda się w czasie spotkań z klientami lub narady u szefa. Bo, po pierwsze, widzimy na bieżąco kto dzwoni, po drugie w his-torii połączeń zostaną nieodebrane rozmowy i będzie można oddzwonić po skończeniu spotkania. Tryb z wibracjami pozwala „poczuć” aktywność telefonu, jeśli mamy go w kieszeni, czyli przyda się kiedy nie wypada położyć telefonu obok siebie na stole, a chcemy wiedzieć kiedy zadzwoni żona lub inna ważna osoba. Przewagą tych trybów jest zachowana historia nieodebranych połączeń, której niestety mieć nie będziemy, kiedy smartfon zostanie przełączony w tryb samolotowy.

Tryb normalny to tryb, w którym nasz smartfon ma włączone domyślnie wszystkie funkcje.
„Trik nr 101”: kiedy telefon dzwoni, a nie chcemy lub nie możemy go odebrać i jednocześnie nie wypada odrzucić połączenia przez naciśnięcie „czerwonej słuchawki”, to można doraźnie wyciszyć dzwonek. Wystarczy nacisnąć raz jeden z przycisków do ściszania lub zgłośniania — rozmówca nadal będzie słyszał w słuchawce sygnał wolny, na ekranie nadal będzie wyświetlona informacja o połączeniu przychodzącym, ale telefon nie będzie już hałasował. Po zakończeniu tego połączenia wszystkie ustawienia dzwonków automatycznie powrócą do stanu wcześniejszego. Przyciski do regulacji głośności najczęściej znajdują się z boku telefonu —obok przycisku do wyłączania smartfonu —zwykle tam, gdzie spoczywa kciuk w czasie normalnego użytkowania.

Właśnie zastanawiam się, czy czytalibyście teraz ten artykuł, gdyby o jego napisaniu nie przypomniał mi mój komórkowy kalendarz. Dlatego mam dylemat: czy w następnym odcinku „Oswajania smartfona” opisać funkcje kalendarza, czy jeszcze na chwilę pozostać przy ustawieniach dźwięków. Dlaczego? Bo można tak ustawić smartfon, aby przyjmował i sygnalizował tylko połączenia z wybranych numerów. Po co? Wracamy późną nocą z pracy —była do zrealizowania duża dostawa. Spać, spać, spać... Tylko jak nie wyłączę telefonu, to za chwilę ktoś mnie obudzi. A jak wyłączę, to nie będę wiedział kiedy zadzwonią dzieci z pilną sprawą albo „ochrona”, że w firmie włączył się alarm.

przeczytaj cały artykuł

Oswoić smartfona

Autor: Jarosław Świeboda   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 sierpnia 2014 01:00

smartfon.jpg

Telefon komórkowy już od wielu lat stał się nieodłącznym kompanem współczesnego człowieka. Obecnie weszliśmy w nową erę - erę smartfonów.
W życiu każdego z nas przychodzi w końcu dzień, w którym trzeba wymienić nasz stary, wysłużony telefon na nowoczesne, dotykowe urządzenie, gdzie opcje dzwonienia i wysyłania smsów wydają się być jedynie dodatkowe. No cóż, trzeba przecież pójść z duchem czasu i przesiąść się na osławionego smartfona.
Czym jest to urządzenie, z którego będziemy korzystać codziennie przez najbliższy czas?

Smartfon to wielofunkcyjne urządzenie, które może stać się naszym mobilnym biurkiem, sekretarką (przypominającą nam o spotkaniach), szafą ze zbiorem potrzebnych dokumentów, nawigacją czy narzędziem do pomiarów. A to tylko nieliczne z właściwie nieskończonych możliwości tego, co do niedawna nazywane było telefonem. Trzeba jednak pamiętać, że smartfon bez internetu to jak samochód bez kół, może być najlepszy, ale bez nich nie ruszy nawet z miejsca. Dlatego, aby nasz smartfon mógł w pełni rozłożyć skrzydła, potrzebny jest przynajmniej minimalny pakiet internetowy.


Obecne smartfony to urządzenia o delikatnej budowie, przez co upadek nawet z niewielkiej wysokości może skończyć się ich „przedwczesną śmiercią”. Smartfony z wyższej półki posiadają zazwyczaj przedni panel wykonany z Gorilla Glass, czyli materiału, który w pełni zabezpiecza ekran przed zarysowaniami oraz jest odporny na uderzenia. Trzeba jednak pamiętać, że elektronika telefonu jest bardzo wrażliwa na upadki i starać się, aby nasz telefon zbyt często nie lądował w okolicy butów. Na rynku znajduje się wiele pokrowców dodatkowo zabezpieczających nasze urządzenie przed upadkiem, jednak kiedy chodzi o ich skuteczność, bywa różnie. Moim zdaniem najlepiej sprawdza się pokrowiec o dziwnej nazwie „uag”. Po ubraniu takiego pokrowca nasz smartfon może i nie wygląda zbyt elegancko, ale coś za coś. Chociaż urządzenie wygląda w pokrowcu „uag” dość pancernie, to upadek nawet z dwóch metrów nie powinien stanowić zagrożenia dla naszego smartfonu.

Aplikacja, personalizacja, qwerty. Jakby po polsku się nie dało...

Współczesne telefony pracują na kilku systemach operacyjnych, takich jak IOS, Windows Mobile, czy Android. Ten ostatni uważam za najprostszy w obsłudze, a o jego popularności niech świadczy duża liczba dostępnych programów potocznie zwanych aplikacjami.
W pakiecie startowym nasz telefon wyposażony jest w zestaw podstawowych aplikacji. Są one widoczne na ekranie pod postacią ikonek. Aby w pełni spersonalizować (dostosować do siebie) naszego smartfona potrzebujemy konkretnych programów, które usprawnią nam pracę, będą służyć rozrywce, albo, zwyczajnie, będą kaprysem. W końcu „Twój smartfon —Twoja sprawa” .

Tutaj przychodzi nam z pomocą ikonka o nazwie „Sklep Play”. Po jej kliknięciu przenosimy się na stronę internetową zawierającą olbrzymią ilość programów. Z tej puli możemy wybrać te, które zasługują, aby znaleźć się na naszym urządzeniu mobilnym. W odróżnieniu od zwykłego sklepu w „Sklepie Play” za dużą część programów wcale nie musimy płacić. Możemy je bezkarnie pobrać i zainstalować. Jednak wszyscy wiemy, że tak naprawdę nie ma nic za darmo, z tego powodu programy darmowe zawierają często reklamy, nieraz dość uciążliwe, a jedynym sposobem na pozbycie się ich jest przejście do wersji „premium” - czyli zapłacenie za aplikację.

Instalacja aplikacji, nie jest wcale trudna. Wystarczy postępować według instrukcji, które wyświetlają się na ekranie. Niektóre programy potrzebują do poprawnego działania dostępu do innych programów czy funkcji smartfonu. Najczęściej chodzi o dostęp do pozycji GPS, do katalogu ze zdjęciami albo do kalendarza. Niestety, jest to zwykle warunek konieczny - jeśli nie akceptujemy tego, to musimy poszukać innej aplikacji, która nie ma takich wymagań.
Samo zainstalowanie programów nie oznacza, że nasze urządzenie będzie lepsze. Musimy jeszcze chcieć z nich korzystać.
Pierwszą cechą smartfonu, która rzuca się w oczy, to klawiatura - nie jest numeryczna, lecz „qwerty”, tak jak w każdym laptopie czy komputerze (nota bene nazwa „qwerty” pochodzi od liter na kolejnych klawiszach poniżej klawiszy z cyframi). Aby wywołać na niej polskie znaki należy dłużej przytrzymać wybraną literkę - po chwili pojawiają się dodatkowe litery do wyboru. Niektórzy wolą wrócić do układu klawiatury znanej z tradycyjnych telefonów - wystarczy zmienić to w ustawieniach telefonu. Jednak warto dać szansę klawiaturze „qwerty”, bo kiedy się do niej przyzwyczaimy nie będziemy chcieli wrócić do starej. 

Podstawową aplikacją, która znajduje się na każdym smartfonie jest kalendarz. Wbrew pozorom, to całkiem rozbudowany program, w którym, oprócz sprawdzenia daty, możemy zapisać terminy spotkań, rocznic, imienin czy choćby „weź pigułkę!” na najbliższych kilka lat. Smartfon będzie nam o tym przypominał. Obsługa kalendarza jest intuicyjna - wystarczy kliknąć wybraną datę w kalendarzu, po kolei wypełnić wszystkie pola i na końcu nacisnąć „zapisz”.
W następnym numerze Kuriera opiszę kolejne programy i zastosowania smartfonu. Pokażę, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Smartfon to przyjazne urządzenie i jeżeli damy mu szansę i poznamy go lepiej, to nie tylko ułatwi nam pracę i usprawni życie, ale stanie się naszym prywatnym pomocnikiem, a może nawet przyjacielem.

Piszcie na biuro@kurierkamieniarski.pl o jakich funkcjach smartfonu ma być następny tekst.

przeczytaj cały artykuł

Rzecz o „oszczędzaniu” czasu

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: wtorek, 02 lipca 2013 12:01

60„Czas to pieniądz” – głosi znane przysłowie. Przywykliśmy do tego, że za czas poświęcony pracy otrzymujemy zapłatę w postaci pieniędzy. Co by się jednak stało, gdyby za godzinę pracy otrzymywać… godzinę pracy? Właśnie na takiej zasadzie działają banki czasu.

Oszczędzać – odkładać, zbierać, gromadzić, racjonować, miarkować, zachowywać na później, zużyć mniej...

Idea narodziła się w latach 80. za sprawą amerykańskiego prawnika Edgara Cahna, który wprowadził tzw. timedollars, czyli walutę odzwierciedlającą czas poświęcony pracy. Na polskim gruncie banki czasu pojawiły się w latach dziewięćdziesiątych, początkowo pod nazwą LETS (Local Exchange Trade Systems). Banki czasu są własną inicjatywą członków społeczności sąsiedzkich lub miejskich. Łączy je tylko wspólna idea i nazwa (choć mogą też funkcjonować pod inną), gdyż każda taka wspólnota działa niezależnie i na własnych zasadach.

Zasada działania jest prosta – jednostką płatniczą nie są pieniądze, lecz czas. Każda usługa, niezależnie od jej statusu społecznego, jest wyceniana dokładnie tak samo. Godzina sprzątania równa się godzinie korepetycji lub naprawiania samochodu. Każdy, kto ma trochę wolnego czasu i dobrych chęci, może zaoferować swoje usługi lokalnej społeczności, a poświęcony w ten sposób czas trafi do banku i będzie go można wykorzystać na usługi uzyskane od pozostałych członków.

W przedsięwzięciu może uczestniczyć każdy. Wśród usług, na które zgłaszane jest zapotrzebowanie, znajdziemy np. wspólne wyjście do kina, opiekę nad dzieckiem, zrobienie zakupów albo spacer z psem. Nawet osoby, które nie posiadają żadnych specjalistycznych umiejętności, lub uważają, że takowe nie przydadzą się lokalnej społeczności, na pewno znajdą coś, co mogą zaoferować.

Aby zacząć korzystanie z banku czasu wystarczy taki bank założyć – potrzeba do tego tylko kilka osób, które wyrażą chęć uczestniczenia w tym przedsięwzięciu. Można też przyłączyć się do istniejącego banku czasu. Banki czasu działają już w wielu miejscach w Polsce. Jednak dość istotną cechą jest ich lokalny charakter. W prawdzie nie jest niemożliwa wymiana usług na odległość kilkudziesięciu czy kilkuset kilometrów, ale w praktyce łatwiejsze okazuje się funkcjonowanie banku w społeczności obejmującej osiedle lub małą miejscowość.

Bezpłatna pomoc sąsiedzka jest nieopodatkowana, nie należy się więc martwić kwestiami prawnymi. Tylko od dobrej woli i chęci działania mieszkańców miasta lub osiedla zależy, czy uda się zgromadzić wystarczająco liczną grupę, żeby cała idea mogła wejść w życie. W tym celu trzeba zadbać o to, by jak najszersze grono osób dowiedziało się o inicjatywie, na przykład poprzez ogłoszenia albo pocztę pantoflową. Ważne jest też, aby jedna osoba zdecydowała się koordynować działania banku i pilnować rejestru godzin. Jeśli te dwa warunki zostaną spełnione, rozwój nowego banku czasu jest tylko kwestią… czasu .

Dobrodziejstw płynących z bezpłatnej pomocy sąsiedzkiej jest wiele. Po pierwsze, stwarza możliwość wymiany usług osobom, które nie mają pieniędzy lub z jakichś przyczyn są wykluczone zawodowo. Jest to doskonała formuła dla bezrobotnych, dzięki której mogą nie tylko pożytecznie wykorzystać swoje zdolności pomagając innym, ale też uzyskać dostęp do bezpłatnych usług, odciążając finansowo domowy budżet. Również osoby starsze mają szansę dzielić się z innymi swoim czasem oraz obecnością, a w zamian otrzymać pomoc na przykład przy sprzątaniu czy utrzymywaniu mieszkania.

Banki czasu pomagają także zacieśnić więzi wśród małych społeczności. Może się okazać, że ludzie z jednego osiedla odnajdą przy okazji wspólne pasje, o których nigdy by się nie dowiedzieli, mijając anonimowego sąsiada z domu obok. Aby pomagać sobie nawzajem, nie trzeba wiele. Mimo że praca w ramach banków czasu nie jest całkiem bezinteresowna, to nie chęć zysku jest głównym motywem działania. Chodzi przede wszystkim o możliwość pomagania osobom z otoczenia i zacieśniania więzi. Korzyści z tego wynikające są jedynie skutkiem, a nie celem.

Z drugiej strony, bezpłatna pomoc sąsiedzka wydaje się być doskonałym sposobem na ograniczenie wydatków, zwłaszcza w czasach trudnej sytuacji ekonomicznej. Wiele z usług, które niepotrzebnie nadwyrężają naszą kieszeń, można z powodzeniem uzyskać od sąsiadów w zamian za odrobinę swojego czasu. Na bazie szczerej i uczciwej komunikacji można zdziałać zadziwiająco wiele, przy okazji odwzajemniając otrzymaną pomoc.

W dzisiejszych czasach często zapomina się o wartości, jaką niesie ze sobą praca, postrzegając ją głównie jako sposób na zarobienie pieniędzy. W skutek postępu technologicznego staliśmy się wręcz niebezpiecznie samowystarczalni, przez co przeznaczamy coraz mniej czasu na budowanie wspólnoty. Banki czasu wydają się być znakomitym sposobem na przełamanie tego wzorca i otwarcia się na możliwości, jakie niesie ze sobą współpraca z ludźmi, którzy nieraz są na wyciągnięcie ręki.

Więcej informacji:
www.bankczasu.org
www.bankczasu.gsi.pl
www.lodzkibankczasu.pl
kaliskibankczasu.caritas.pl

przeczytaj cały artykuł

Co ma wspólnego mozaika i Guinness?

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: piątek, 01 marca 2013 13:05

11Odpowiedź: Rondo Mogilskie. Kolejny duży projekt Pracowni Lubosza Karwata to kontynuacja rozpoczętej w wrześniu 2012 roku akcji „Wyspiański na Mogilskim”. Tym razem jednak ma być więcej i szybciej.

W Krakowie, na Rondzie Mogilskim, mieszkańcy królewskiego miasta i ich goście będą mieć okazję wzięcia udziału w ułożeniu największej mozaiki na świecie. I ta mozaika ma zostać wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa. Mozaika ma zostać ułożona w najkrótszym czasie, co również będzie powodem wpisu do Księgi, a w procesie układania ma wziąć udział największa liczba osób. I to również będzie przedmiotem zainteresowania przedstawiciela komisji Guinnessa.

Pomysłodawcami projektu są: Małgorzata Jantos – wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa i Lubosz Karwat znany w naszej branży artysta zajmujący się układaniem mozaiki. Organizatorzy to: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Pracownia Lubosza Karwata. W realizację pomysłu zaangażowani są rownież sponsorzy. Dotychczas akcję wsparli już: Atlas, Makita, Rogala, Granex, Weha, Tenax i mozaikoholik.pl.

W ciągu tygodnia ułożymy 85 metrów kwadratowych mozaiki inspirowanej twórczością Wyspiańskiego. Planujemy ustanowić rekord Guinnessa tworząc największą na świecie, kamienną mozaikę ułożoną z pomocą największej liczby osób i w najkrótszym czasie. Nad biciem rekordu będzie czuwać zaproszony przedstawiciel komisji Guinnessa. W tym roku upiększymy przeciwległy do już ozdobionego murek. Procesy technologiczne i materiały będą identyczne jak w 2012 r. Mozaika będzie układana w tym samym stylu, a motywy artystyczne będą kontynuacją już istniejących, z zachowaniem narzuconej kolorystyki.

Plan: od 01 do 07 czerwca 2013 / 8:00 – 17:00 układanie mozaiki
08 czerwca 2013: Prace kosmetyczne i porządkowe, uroczyste przekazanie certyfikatu przez komisję Guinnessa na ręce organizatorów i władz miasta, impreza w formie wernisażu. Na wernisaż będą zaproszeni również sponsorzy akcji.

Cele i przewidywane efekty: Dzięki ozdobieniu szarych, betonowych murów techniką mozaiki kamiennej, zyskamy upiększona przestrzeń miejską. Jak pokazała zeszłoroczna akcja – mieszkańcy Krakowa bardzo entuzjastycznie podchodzą do możliwości estetycznej zmiany przestrzeni jaką użytkują. Co oczywiste, zyskują też dzięki temu większy szacunek do powstałego dzieła. Miasto Kraków może zyskać wizerunek ośrodka mozaiki we wschodniej części Europy.

Uczestnicy: Wydarzenie będzie dostępne dla wszystkich chętnych do wzięcia w nim udziału; mieszkańców, przypadkowych przechodniów, dzieci, młodzieży i dorosłych. Tak jak w ubiegłym roku, nad całokształtem artystycznym będą czuwać przeszkoleni w tym kierunku wolontariusze. Uczestnicy akcji będą rejestrowani na miejscu wydarzenia, aby móc obliczyć ilość uczestników tworzących mozaikę dla potrzeb komisji Guinnessa.

Gdzie:
Kraków, Rondo Mogilskie

Kiedy:
1-8 czerwca 2013 r.

Co:
kamienna mozaika kwiatowa inspirowana twórczością Wyspiańskiego

Ile:
85 metrów kwadratowych

Kto:
każda chętna osoba, która chce uczestniczyć w czymś wyjątkowym

 

_____

Dodano 20 maja 2013 r.
Ze względu na późną odpowiedź biura Guinnessa, organizatorzy wycofali się z bicia rekordu do księgi Guinnessa. Nadal jednak będzie to układnaie największej mozaiki kamiennej.

przeczytaj cały artykuł
Strona 5 z 6

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 00:00:00
Tablice-nagrobkowe.pl plexi, konglomeraty. Henryk Moćko tel. 503 33 46 46

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 3.800 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 3.800 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.