
Powiedzenie „w grupie jest siła" jest dobrze znane i chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że tak jest faktycznie. Bez względu na obszar działania, najpotężniejsze organizacje gospodarcze, militarne czy polityczne powstają tam, gdzie ludzie potrafią się łączyć we wspólnym interesie. Zyskują między innymi dzięki efektowi współpracy, współdzielenia, skali, zwiększenia bezpieczeństwa, wielkości i wielu, wielu innych czynników.
Wokół tych silnych, zjednoczonych, swoje miejsce znajdują indywidualiści, którzy wykorzystują luki niewypełnione przez większe organizacji i potrafią realizować swoje cele bez konieczności łączenia sił z innymi.
Taki uproszczony schemat działania funkcjonuje z sukcesem w większości przypadków. Ale są i wyjątki. Na przykład polski rynek kamieniarski…
Przez 17 lat tylko 1% przedsiębiorców włączył się w inicjatywę ZPBK… To stanowczo za mało, by szybko i skutecznie pokonywać trudności branży!
Jak podaje GUS, 31.03.2017 w całej Polsce działało 6041 przedsiębiorstw, które w swoim PKD podało kod 23.70.Z. (Cięcie, formowanie i wykańczanie kamienia). Dodając do tej liczby szacunkowe 2.000 firm nie kamieniarskich, ale działających w tej branży, osiągamy całkiem sporą liczbę ok. 8.000 przedsiębiorstw.
Potrzeba zjednoczenia sił w celu podejmowania działań niemożliwych do rozwiązania przez pojedynczych przedsiębiorców zaowocowała powstaniem w 2000 roku Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej. Inicjatorzy postawili sobie wówczas za zadanie integrację branży kamieniarskiej oraz podjęcie wysiłku w celu rozwiązywania problemów, z którymi przyszło się zmierzyć kamieniarzom w XXI wieku. Przez 17 lat działalności jedynie garstka przedsiębiorców zdobyła się na działanie w ramach ZPBK. W ostatnich latach liczba członków oscylowała w okolicach liczby 80, co stanowi zaledwie 1% całej branży. Przeciwnie do przedstawionego wyżej schematu, w naszej branży to indywidualiści próbują zająć całą przestrzeń (choć oczywiście jest to nie-możliwe), a próby zrzeszania stanowią totalny margines.
Kim jest więc „związek" w 2017 roku? Po zmianach, jakie zaszły w ciągu ostatniego roku w ZPBK, postanowiono na nowo zdefiniować zarówno samą organizację, jak i jej cele.
W chwili obecnej do związku należy blisko 100 podmiotów reprezentujących pełne spektrum branży kamieniarskiej. Są to przede wszystkim firmy rzemieślnicze związane z wykonywaniem elementów nagrobkowych i budowlanych, producenci płyt i elementów budowlanych, firmy wydobywcze, hurtownie kamienia, producenci i dostawcy maszyn, urządzeń, narzędzi i chemii, firmy montażowe a także inne przedsiębiorstwa działające na rzecz branży, jak wydawnictwa, organizatorzy targów itp.
Nie trudno sobie wyobrazić, że obok wspólnych, każda z tych grup posiada własną specyfikę i styka się z innymi problemami. Dlatego też najważniejszą rolą związku jest bycie platformą, w ramach której jej członkowie mogą współdziałać na rzecz wspólnego przeciwdziałania lub rozwiązywania problemów. Garstka (1%!) zapalonych zwolenników pracy wspólnej nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów branży. A okazuje się, że jest ich całkiem sporo. Braki kadrowe (pracownicy o odpowiednich kwalifikacjach, szkolenia), rosnące koszty, nieuczciwa konkurencja, tanie towary z importu, problemy prawne (normy, umowy, „kradzież" nazw, ochrona własności intelektualnej), niskie ceny w zamówieniach publicznych, niewystarczająca promocja, substytuty wypierające kamień naturalny to tylko najczęściej wymieniane z długiej listy spraw do załatwienia. Spraw, których w większości nie da się rozwiązać w pojedynkę.
Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej
– może jednak razem?
www.zpbk.pl
tel. (74) 855 12 28

Podczas kwietniowego XX Zjazdu Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej w Radziejowicach z pracy w Zarządzie zrezygnował Jan Ziętek – dotychczasowy wiceprezes Zarządu. Kilka tygodni później z pracy w zarządzie zrezygnował drugi wiceprezes Alfred Marian Sroka. W związku z tym (zgodnie ze statutem Związku) zaistniała konieczność zwołania Walnego Zjazdu w trybie nadzwyczajnym w celu przeprowadzenia wyborów uzupełniających do Zarządu Związku i wybrania nowych wiceprezesów. Ten Zjazd odbył się 9 czerwca 2017 roku we Wrocławiu.
Na wolne stanowiska w Zarządzie zgłoszono czterech kandydatów: Jacka Łatę, Dariusza Dudę, Henryka Ciemnego i Dariusza Chrzanowskiego. Każdy z kandydatów miał możliwość przedstawienia się i zaprezentowania kierunków działań Związku, w które chcieliby się zaangażować.
Jacek Łata zwrócił uwagę na konieczność promowania polskich kamieni i zwiększenie ich obecności na rynku. Dariusz Duda uznał za najważniejsze działania na rzecz zwiększenia liczby członków związku, bowiem tylko wtedy Związek będzie miał możliwości wpływania na pozycję branży. Henryk Ciemny zwracał uwagę na konieczność poszanowania tradycji kamieniarskich i doceniania wiedzy jej mistrzów. Dla Dariusza Chrzanowskiego ważnym elementem działania powinno być propagowanie wiedzy o kamieniu wśród społeczeństwa. Ma w tym względzie już doświadczenia, bowiem sam zaangażował się w prowadzenie zajęć prezentujących kamień i technologie kamieniarskie dla dzieci w szkołach.
W wyniku wyborów na wakujące miejsca wybrani zostali Jacek Łata oraz Dariusz Duda. Ponieważ rezygnacje dotychczasowych członków zarządu nastąpiły ze stanowisk wiceprezesów zaistniała konieczność przeprowadzenia wyborów na te stanowiska. W dyskusji poprzedzającej te wybory zwrócono uwagę, że członkowie Zarządu winni mieć świadomość konieczności poświęcenia swojego czasu i energii na rzecz ZPBK, zwłaszcza na stanowisku wiceprezesa.
Na nowych wiceprezesów wybrani zostali Jacek Łata i Jan Łobodziec.
W trakcie Zjazdu zaprezentowano również ideę wsparcia dla członków ZPBK w zakresie prawnym. Porady udzielane są poprzez stronę internetową Związku (zakładka: „Vademecum – porady”) przez Kancelarię Radców Prawnych Daćków i Chwastyk. Ideę i sposób działania przedstawił przedstawiciel tej kancelarii.

Dariusz Duda
Właściciel firmy kamieniarskiej Focus z Sulejówka k. Warszawy, kamieniarz w drugim pokoleniu.
W branży znany powadzenia szkoleń w dziedzinie spieków kwarcowych i technologii obróbki kamienia. Razem z firmą Interstone wprowadził na rynek polski spieki kwarcowe Laminam.
O sobie mówi „wizjoner” – przyszłość swoją i polskiego kamieniarstwa widzi w tworzeniu nowych rozwiązań i nowych produktów w oparciu o technologię.
Angażując się w prace Zarządu chce skupić się na podniesieniu liczby członków Związku. W liczebniejszym Związku widzi ogromne szanse na: podniesienie prestiżu ZPBK i kamieniarstwa jako takiego; mocniejszą pozycję w rozmowach z innymi związkami branżowymi, władzami i organizatorami targów na całym świecie; tworzenie lokalnych struktur związkowych, które będą dbały o potrzeby lokalnej grupy; zorganizowanie możliwości podnoszenia kwalifikacji w dziedzinach jakie interesują poszczególne grupy firm skupionych w Związku.

Jacek Łata
Właściciel firmy kamieniarskiej Marmur-Płytki z Podłęża k. Pińczowa, właściciel złoża wapienia pińczowskiego, kamieniarz w drugim pokoleniu.
Od lat zaangażowany popularyzator kamieni świętokrzyskich promujący je przy różnych
okazjach. Współorganizator i sponsor plenerów rzeźbiarskich w Pińczowie.
W ZPBK chce zająć się promocją polskiego kamienia – zarówno na rynku polskim, jak i na rynkach zagranicznych. Doświadczenie uzyskane w tej dziedzinie we własnej firmie chce przenieść na płaszczyznę ogólnopolską.
Realizację tego celu proponuje zacząć od zebrania dokładnych i aktualnych informacji na temat kamieni, które są obecnie dostępne na rynku. Zaktualizowana i usystematyzowana wiedzy ma zostać udostępniona na stronie ZPBK. Ma to być pierwszy krok do pokazania różnorodności polskich kamieni i ich konkurencyjności wobec materiałów importowanych.
Kolejnym krokiem ma być rozpowszechnienie tej wiedzy wśród kamieniarzy i osób podejmujących decyzje o zastosowaniu kamienia.

Zenon Kiszkiel – Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel, Strzegom
Honor kamieniarza to w zasadzie pojęcie, które dla mnie jest tym samym, co bycie normalnym człowiekiem. Branża nie ma znaczenia, a wszystko sprowadza się do słowa. Coraz mniej jest ludzi, dla których słowo jest najważniejsze. Jeżdżę sporo po świecie i ten problem nie dotyczy tylko nas. Wszędzie zauważam, taki sam brak odpowiedzialności za słowo.
Dzisiaj nawet spisane umowy są czasem nic nie warte, co dopiero ustne ustalenia. Mam firmę od bardzo dawna i zawsze nazwa była od mojego nazwiska. To zobowiązuje.
W marcu 1987 roku podpisałem umowę na realizację dużego zlecenia na listopad. To był okres, w którym rozszalała się inflacja.
Okazało się, że wartość zamówienia w dniu odbioru była niższa od wartości potrzebnych materiałów. Pojechałem do znajomego prawnika po radę.
Powiedział jedną istotną rzecz: „oczywiście można próbować zerwać tą umowę, ale w nazwie pana firmy jest nazwisko i chyba ważniejsze jest zachowanie dobrego imienia”. Mimo strat zrealizowałem zlecenie. Na koniec roku zostałem bez kasy i bez materiału, ale wywiązałem się ze zlecenia.
Pracuję w branży 36 lat i to jest 36 lat pracy na wartość mojego nazwiska i mojego słowa. Nigdy nie rozstałem się z klientem w złości.
Znam kamieniarską rodzinę, w której ojciec założyciel firmy, przez całe życie – podobnie jak ja – miał szacunek do siebie klientów i słowa. Miał też trzech synów, którzy z czasem pojawili się w firmie. Jeden z nich, jak się okazało, nad wszystko przedkładał zabawę. Kupował samochody i mocno imprezował. Nabrał zamówień, a zaliczki skutecznie wydał. Przyszedł czas realizacji zleceń i okazało się, że nie ma za co ich zrealizować. Jak o tym dowiedział się jego ojciec, pojechał do tych klientów i oddał pieniądze.
Tak traktował honorowe podejście do sprawy.
Jan Hybiak – Kamieniarstwo, Kamień Pomorski
Myślę, że coraz mniej ludzi jest honorowych. Kamieniarzy też. Dla mnie to pojęcie w znacznej części wiąże się z odpowiedzialnością, za pracę, którą się wykonuje.
Tak często mamy do czynienia z sytuacjami gdzie ktoś zrobił tanio zlecenie, ale kiedy trzeba coś poprawić umywa ręce. Często tacy klienci przychodzą do mnie – żebym pomógł.
Niestety wśród klientów, też jest tendencja do szukania najtańszego wykonawcy i to nie sprzyja firmom, które szanują swoją pracę i klienta.
Z klientem trzeba czuć związek nie tylko do końca gwarancji. Oni wracają nawet po kilkudziesięciu latach, – ale tylko wtedy, gdy nie zderzyli się z obojętnością, kiedy coś trzeba było poprawić.
Marek Szydłowski – Gromos, Stryków
Jest coś takiego jak honor kamieniarza. Dla mnie to trudne zagadnienie, bo honorowe podejście do pracy zostało mocno zdeptane.
Pewnie chciałoby się robić wszystko na najwyższym możliwym poziomie, ale niestety konkurencja wymusza walkę cenową, a to zawsze wiąże się z niższymi standardami. Trzeba walczyć z konkurentami, którzy otwierają zakład w przysłowiowej stodole, zatrudniają jakiegoś pana Kazia – oczywiście na czarno – i przez jakiś czas psują ceny na rynku. Staramy się z tym walczyć, ale ceny wymuszają zwiększenie szybkość pracy, a to nie sprzyja jakości. Do tego dochodzą problemy z pracownikami, wśród których coraz trudniej o takich, dla których praca w wysokiej jakości jest priorytetem.
Co tu dużo mówić: jeśli mój pracownik w Warszawie umawia się z klientem, że będzie między godziną 13:00 a 18:00, to mi ręce opadają. A gdzie szacunek do klienta? Tłumaczę, umów się z klientem na 17:00 i bądź u niego o 17:00. Jak dojedziesz wcześniej – idź na obiad. Ważne żebyś o 17:00 zadzwonił do drzwi. Młodzi ludzie nie mają szacunku do pracy – kiedyś było lepiej. Zresztą sami klienci, też są problemem. Naciskają na niskie ceny, nawet kosztem jakości. Moje poczucie honoru kamieniarza jest nadszarpnięte, ale żeby firma przetrwała trzeba ugiąć się, wobec twardych zasad ekonomii.
Aktualnie czasy są takie, że wszystko jest zachwiane. Ludzie często zapominają, że praca to podstawa i dzięki niej mogą mieć nowy samochód, wakacje i inne rozrywki. Dlatego praca wymaga szacunku.
Pozostaje pytanie, kim byśmy byli bez pracy? Gdyby ludzi pozbawić pracy to w szybkim tempie społeczeństwo by się zdegenerowało. To w końcu w pracy mamy kontakty z innymi ludźmi, klientami, czasem trudnymi, ale te kontakty rozwijają nas intelektualnie. Bez tego nie będziemy się rozwijać. Jeśli już praca jest nam dana jako dobrodziejstwo dla nas, to trzeba w niej odnaleźć pasję i chęć jak najlepszego jej wykonywania.
Bogusław Skolak – Granex, Strzegom
Chyba nie spotkałem się z takim określeniem. Raczej mówiłbym o rzetelności kamieniarskiej lub uczciwości, sumienności zawodowej. Ale skoro mowa o honorze, to proponuję przyjrzeć się historii przetargów, w jakich biorą udział firmy kamieniarskie. Często ma to niewiele wspólnego z rynkowym konkurowaniem. Dezinformacja czy opowiadanie różnych wersji różnym osobom to tylko drobny wstęp. Niektórzy kamieniarze potrafią przekroczyć wiele granic, by zdyskredytować pozostałych oferentów w oczach inwestora.
Krzysztof Staniszewski – Kambet 2, Radom
Pochodzę z rodziny o bardzo długiej tradycji kamieniarskiej, ale jest mi trudno określić co to jest honor kamieniarza. Na to trzeba spojrzeć szerzej. Podstawowe zagadnienie: czy to, co robisz zawodowo, robisz, bo musisz, czy masz do tego pasję.
Honor w pracy dotyczy zarówno stosunku do klientów, jak i dostawców. Trzeba odpowiadać za to, co się robi i jakie decyzje się podejmuje. To niestety coraz rzadsze. Nie powinno być tak, że jesteśmy honorowi dopóki nam się to opłaca. Honorowe zachowania to przede wszystkim te momenty, gdy zachowujemy się honorowo niezależnie od kosztów. Dość często zjawiają się klienci, którzy kupili gdzieś kamień, czy zamówili roboty, i tuż po upływie okresu gwarancji wystąpiły problemy. Kiedy zgłaszają się do sprzedawcy ten stwierdza, że jest po gwarancji i klient może co najwyżej dochodzić roszczeń sądowo. Ja w takiej sytuacji, bez zaglądania w aspekt prawny, staram się pomóc. To kwestia dobrego imienia firmy i mojego nazwiska – nawet, jeśli wiąże się to z kosztami.
Przydarzyła mi się ostatnio pewna sytuacja. Na jedną z budów zamówiłem materiał z Grecji. Płyty, które przyszły miały pełno sztychów. Dla mnie nie do zaakceptowania, ale przyjechał inwestor z projektantem i stwierdzili, że są piękne i oto im chodziło. Nie mogłem się jakoś pogodzić z faktami. Przecież za jakiś czas materiał może pękać. Poza tym ktoś znający zagadnienia kamieniarskie może to zobaczyć i powiedzieć, co o tym sądzi. Poleciałem do Grecji na reklamację. Przerzuciłem kilka bloków i znalazłem dobry materiał.
Ważne, żeby za kilka lat, móc z podniesioną głową powiedzieć: „tak, ja to zrobiłem”. Niestety problemem jest to, że tak działając stajemy się mniej konkurencyjni, więc coraz mniej jest tych, o których można mówić, że są honorowi.
Mateusz Ciemny – Centrum Usług Kamieniarskich, Głogów
Honor kamieniarza to przede wszystkim uczciwość przy realizacji zleceń. I tu wymieniłbym trzy aspekty. Solidne zabezpieczenie kamienia, wykorzystanie materiału pełnowartościowego i terminowość.
Produkt wydawany klientowi musie być zaimpregnowany. I to porządnym impregnatem, który nie będzie niebezpieczny dla klienta i dobrany do warunków, w jakich produkt będzie używany. Dzięki temu klient będzie mógł korzystać z mojego produktu przez wiele lat, a nie tylko do końca okresu gwarancji. Równie ważne jest wykorzystanie materiału pełnowartościowego, wartego ceny jaką płaci za niego klient.
W pogoni za obniżeniem ceny nie możemy uciekać się do wykorzystania oflisów czy innych odpadów. Na terminowość ma wpływ więcej czynników niż te, na które mamy bezpośredni wpływ, mimo to trzeba robić wszystko, by dotrzymywać danego słowa.
Jednak ponad wszystkim wymieniłbym powstrzymanie się od krytykowania pracy innego kamieniarza. Nawet jeśli widzę ewidentną fuszerkę wykonaną przez wykonawcę, który był przede mną, to komentarz – ten cenzuralny i ten niecenzuralny – zawsze zachowuję dla siebie. Nie kala się własnego gniazda.
Jacek Łata – Marmur-Płytki, Podłęże
Dla mnie honor to prowadzenie biznesu w sposób chrześcijański, w sposób godny szacunku. To dotrzymywanie słowa, bo przez to dbam o opinię na temat mojej firmy. Nie da się prowadzić biznesu na dłuższą metę nie dotrzymując słowa. My nie sprzedajemy sznurówek, tylko produkt stosunkowo drogi, który ma służyć długo. Jeżeli nie dotrzymamy słowa, to ktoś to zapamięta i przekaże informację dalej. Ta informacja zacznie krążyć i prędzej czy później rozłoży komuś biznes. Przykładów w branży jest mnóstwo. Informacje o tym, że ktoś sprzedaje tanio, ale ma towar słabej jakości, rozchodzą się. Podobnie jest dotrzymaniem słowa – takie informacje się rozejdą.
W swojej pracy często rekomenduję klientom impregnację zamówionych elementów. Tego jednak nie widać na pierwszy rzut oka i w zasadzie trudno to sprawdzić. Zaniechanie impregnacji wyszłoby dopiero w późniejszym użytkowaniu – po latach, a co najmniej po kilku miesiącach. Ale ważniejsze jest dla mnie moje słowo i to, że element długoterminowo będzie wyglądał ładnie. To świadczy o mojej marce i jest ważniejsze niż te pół litra impregnatu i parę ruchów pędzlem.

III Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej w bieganiu za nami.
W sobotę, 24 czerwca 2017 roku, w Strzegomiu wystartowały III Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej. W biegu wzięło udział ponad 20 osób z naszej branży. Wszyscy uczestnicy byli zachwyceni atrakcyjną, choć trudną, trasą.
12-kilometrowa trasa prowadziła w sąsiedztwie strzegomskich kamieniołomów i mało na niej było płaskich odcinków. Ostre słońce nie rozpieszczało zawodników, więc satysfakcja z ukończenia biegu była podwójna.
Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej odbyły się w ramach 6. edycji biegu „Strzegomska Dwunastka – Biegajmy Razem”. Na starcie stanęło łącznie 450 zawodników. Na mecie każdy otrzymał pamiątkowy medal, który już na etapie projektu był oceniany jako bardzo atrakcyjny. W rzeczywistości był absolutnie nietuzinkowy i dlatego zdobi okładkę tego numeru Kuriera Kamieniarskiego. Jak przystało na Strzegom, czyli Granitowe Serce Polski, medal zawiera kawałek granitu.
W tym roku najlepszymi biegaczkami wśród kamieniarzy okazały się:
1 miejsce Joanna Trąbka 1:00:15
2 miejsce Anna Juszczyk 1:04:54
3 miejsce Daria Fonferko 1:11:45
Najlepszymi biegaczami-kamieniarzami zostali:
1 miejsce Przemysław Gibiec 43:59
2 miejsce Piotr Kłosowski 53:08
3 miejsce Mirosław Hołubek 53:10
Joanna Trąbka i Przemysław Gibiec byli tryumfatorami także zeszłorocznych Mistrzostw.
Zwycięzcy, poza dyplomami, kamiennymi statuetkami i nagrodami rzeczowymi, otrzymali także nagrodę od redakcji Kuriera Kamieniarskiego w postaci reklam macierzystych firm w naszym dwumiesięczniku.
Redakcja również miała swoją reprezentację na trasie. Byli to Paweł Szambelan, który zajął szóste miejsce wśród kamieniarzy i Jakub Zdańkowski finiszujący jako siódmy.
Warto odnotować, że bieg był doskonale przygotowany. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i zapewnili świetną oprawę oraz obsługę. Również wolontariusze byli dobrze zorganizowani i zawsze chętni do pomocy. Atmosfera na strzegomskim rynku była wspaniała, a to gwarantuje kolejne sukcesy frekwencyjne na kolejnych edycjach Strzegomskiej 12-tki. Tylko czekać na większy udział kamieniarskiej braci! Do zobaczenia na starcie za rok!


Niezależnie od tego, kiedy kamieniarz miał ostatnie wakacje, co robi na wyjeździe wakacyjnym, szczególnie zagranicznym? Tak jest! Ogląda wykonanie prac kamieniarskich. Nie mówcie, że tak nie macie. Nie uwierzę. Zawsze kończy się na sprawdzaniu szerokości fugi, wielkości sztrabów albo rozmyślaniu ile ten bloczek trzeba było polerować bez kątówki. Wypadamy nieźle na tle Europy – jakość raczej u nas wyższa. Gorzej z luzem, który jako drugą rzecz obserwuję podczas swoich podróży. W tej kwestii wypadamy gorzej niż blado.
Kilka lat temu, Barcelona
Prace na stacji metra. Remont ścian, okładzin – pojęcia nie mam czego dokładnie. W każdym razie: maszyny hałasują, młoty kują, wszędzie tumany kurzu. Ludzie niezrażeni poruszają się wzdłuż postawionych wygrodzeń, nikt nie zwraca uwagi na to, co się dzieje. Nie darowałem sobie – żeby próba statystyczna miała swoją wartość, obserwowałem przejście przez godzinę. Nikt się nie kłócił, nikt nie złorzeczył, nikt się nie próbował wejść tam, gdzie nie powinien.
Kilka tygodni temu, Rzym
Podczas przejazdu metrem, na monitorze reklamowym, wyczytujemy informację o tym, że następnego dnia mogą nastąpić przerwy w kursowaniu komunikacji miejskiej. Nie METRA. Całej KOMUNIKACJI. Przerwa od rana do godziny 17:00. Prawie 3-milionowe miasto. Zero stresu, krzyków i lamentu następnego ranka. Część wzięła wolne, część jedzie z sąsiadami samochodem – inni powyciągali z piwnic rowery i też radzą sobie.
Aktualnie, stacje warszawskiego metra
Ludzie na rusztowaniach, skuwają okładzinę ścienną nad schodami. Pył, kurz, spadający gruz kamienny. Niezrażona gwiazda płci żeńskiej, mimo rozstawionych siatek zabezpieczających, wciska się gdzieś między ogrodzenie a ścianę i wkracza na schody.
Konsternacja, robota ustaje. Pada sakramentalne: „Gdzie?!”, na które niezrażona Pani odpowiada: „Przejdę tak tutaj bokiem, nikt przecież nie zauważy.” Nie dotyczy jej informacja o zamknięciu przejścia, rozciągnięta taśma BHP, siatki, ogrodzenia etc. A zza siatki łypią już na nas kolejne gwiazdy gotowe pójść w jej ślady pierwszej. A na ich licach wypisane wielkimi literami: „jak ona przejdzie to i ja pójdę”. Kiedy się ją już stanowczo, aczkolwiek wciąż kulturalnie wyprasza, padają słowa „skarga”, „ja tego tak nie zostawię” lub „tak nie może być”.
To nie przypadek
Tak jest za każdym razem. Oto dowcip, który stracił dla mnie swój urok i stał się okrutną prawdą dzięki pracom na obiektach publicznych :
– Panie kierowco, czy dojadę tym autobusem do centrum? – pyta kobieta.
– Niestety nie, proszę pani – odpowiada kierowca.
– A ja? – pyta stojąca za nią blondynka.
Zastanawiam się nad wykonaniem kamizelek ze sło-wami wypowiedzianymi przez Gandalfa w Morii: You shall not pass... („nie przejdziesz” – przyp. red.)
Aby nie zostać posądzonym o mizoginię: głupota i brak pomyślunku na co dzień nie mają płci. Pyskówek odbyłem wiele i z kobietami i z mężczyznami. Kobiety są po prostu w swoich zachowaniach bardziej – powiedzmy – pocieszne, udając roztrzepanie, zaskoczenie etc.
Spięci
Porażająco jesteśmy spięci i brak w sporej części społeczeństwa zrozumienia oraz poszanowania dla pracy innych. Jeśli po budowie ktoś chodzi w przybrudzonych ogrodniczkach – w takich warunkach to raczej norma – to już ma etykietę robola, z którym nie ma co dyskutować, bo to zapewne cham i prostak. Z drugiej strony: jeśli ja tu pracuję, to czemu te chamy tam kują i nie dają mi w spokoju wykonywać obowiązków.
Kolejny autentyk:
Dworzec Centralny Warszawa, rok ubiegły
Rezydująca w punkcie jednego z operatorów komórkowych panienka – w ramach zemsty za ri-postę jednego z pracowników – wezwała Państwową Inspekcję Pracy. I to żeby riposta była chamska – po prostu: na pytanie czemu nie wykonujemy prac w nocy, usłyszała pytanie czemu ona pracuje w dzień, skoro również mogłaby w nocy. Foch był ogromny. Dowiedzieliśmy się, że poniesiemy konsekwencje. A potem przyszedł PIP i żadnych nieprawidłowości nie znalazł.
Spięci – odsłona druga
Trudno mi wyobrazić sobie prace prowadzone w ten sposób jak w Barcelonie. Nie chcę nawet próbować sobie wyobrażać tego, co działoby się w mieście przy okazji strajku komunikacji. A już absolutnie nie chcę myśleć o tym, ile osób zostałoby postawionych pod przysłowiowym pręgierzem, gdyby w środku miasta – jak na stacji Letná w czeskiej Pradze – trwała przeciągająca się bardzo długo budowa. I dodatkowo zakończyłaby się ona się sporym faux pas: zapomniano o budowie schodów ruchomych i zatrudniono specjalnie tragarzy.
Wyluzujmy, szanujmy siebie, a przede wszystkim innych. Życie będzie i łatwiejsze i przyjemniejsze.
P.S. Dziś rozpoczynaliśmy prace na kolejnej stacji metra, konieczne było zamknięcie jednego z sześciu (sic!) wejść. Nie zdążyliśmy nawet dotrzeć rano na budowę, a do kierownictwa metra dotarły pierwsze skargi, czemu wejście ma być zamknięte...