Reklama


Artykuły

Wiosenny Zjazd Kamieniarzy

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 06 marca 2017 10:44

zpbka3.jpg

Wiosenny Zjazd Kamieniarzy odbędzie się w dniach 21-23 kwietnia 2017 roku w Artis Loft Hotel w Radziejowicach koło Żyrardowa. To około 40 minut od Warszawy, więc tej wiosny kamieniarze odwiedzą również naszą stolicę.

W Zjeździe może wziąć udział każdy, kogo interesuje tematyka kamienna i kamieniarska. Wprawdzie okazją do Wiosennego Zjazdu jest XX Walny Zjazd ZPBK, ale nie trzeba być członkiem Związku, by wziąć udział w Zjeździe.

Obrady Walnego Zebrania członków Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej tylko część piątkowego popołudnia. Pierwszego dnia przewidziane są także prelekcje i dyskusje dotyczące naszej branży – w tym dotyczące zmieniających się przepisów – oraz wspólna kolacja i wieczór nieformalny. Tradycją zjazdową jest również poznawanie regionu, w którym zjazdy się odbywają.

Wycieczki oczywiście są tematycznie związane z kamieniem, a ich urozmaiceniem są wizyty w zakładach lokalnych przedsiębiorców. Drugiego dnia Zjazdu kamieniarze odwiedzą Warszawę. W programie jest m.in. wizyta w Świątyni Opatrzności Bożej i poznanie jej kamieniarskich tajników oraz spacer po stolicy i przyjrzenie się najbardziej znanym elewacjom wykończonym z zastosowaniem kamienia naturalnego.

Celem Zjazdu jest integracja naszej branży – dlatego trzeba wziąć w nim udział. Poprzez osobiste spotkania i wspólne rozmowy o sprawach dotyczących kamieniarzy poznajemy i oswajamy problemy, z jakimi spotykają się przedsiębiorcy w różnych regionach naszego kraju. To pozwala na szersze spojrzenie na kamieniarstwo i przyczynia się do lepszego jego zrozumienia. Poznajemy rozwiązania, jakie stosują inni i w rozmowach z tymi, którzy je zastosowali, szybko możemy zweryfikować ich przydatność na własnym podwórku. Możemy ostrzegać się przed nieuczciwymi kontrahentami i polecać sobie tych zaufanych. A stąd już pierwszy krok do wzmocnienia branży i każdej firmy w niej działającej.

Informacje na tematu udziału w Zjeździe udziela biuro ZPBK, telefon 74 855 12 28. Bieżące informacje będą też udostępniane na www.facebook.com/zetpebeka.

przeczytaj cały artykuł

Chronić swoje wzory - rozmowa z Jerzym Rojkiem z firmy Rodlew QMD

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 06 marca 2017 10:20

roje.jpg

Dariusz Wawrzynkiewicz: Ostatnio głośno w naszej branży o kopiowaniu wzorów, szczególnie po kilku sprawach sądowych. Wiem, że ma Pan w tym zakresie sporo doświadczenia.

Jerzy Rojek: Już od dawna wydawało nam się, że sytuacje, kiedy przychodzi klient i przynosi jakiś wzór w postaci zdjęcia, mówiąc, że chciały taki sam, nie są w porządku. Takie przypadki zwykle nie wynikały i nie wynikają z chęci podrabiania wzorów z premedytacją. To prosty mechanizm w myślach klienta: „taki wzór mi się podoba – jestem u producenta, który przecież bez problemów coś takiego zrobi”. Niestety, to brak świadomości, że każdy wzór to czyjaś praca, której nie powinno się wykorzystywać.

My wiemy, ile pracy wymaga stworzenie nowego wzoru i wprowadzenie go na rynek.
Proceder kopiowania trwa od wielu lat, a wielokrotność takich sytuacji, świadczy o tym, że przynoszenie zdjęć i namawianie do skopiowania jakiegoś wzoru, to nie pojedyncze przypadki, a działania na porządku dziennym. Najgorsze, że w rozmowach z klientami zauważaliśmy, że dla większości zagadnienie przestrzegania zasady nie kopiowania wzorów w ogóle nie istnieje.

Nasza firma nigdy nie kopiowała. W ostateczności, gdy klient bardzo naciskał, prosiliśmy by narysował nam swój projekt oczekiwanego produktu i napisał, że to jego projekt. To jednak dalej nie do końca jest w porządku, tyle, że przenosi odpowiedzialność na zamawiającego.

DW: Wy nie kopiujecie, ale z tego, co wiem was kopiują. Czy to było bezpośrednią przyczyną, że zaczęliście chronić własne projekty?

JR: Kiedy wypłynęło kilka kolejnych spraw skopiowania naszych wzorów, doszliśmy do wniosku, że czas chronić własną pracę? Skontaktowaliśmy się z Rzecznikiem Patentowym i on naświetlił nam na kilku kolejnych spotkaniach sprawę ochrony wzorów – w naszym przypadku przemysłowych.
To było z dziesięć lat temu i o zagadnieniu prawie nikt nie wiedział. Nie wszystko, czego się dowiedzieliśmy spodobało się nam, ale chcąc sprzedawać nasze produkty nie tylko na polskim rynku, musieliśmy przyjąć panujące w Unii Europejskiej zasady. A tu ochrona wzorów to standard. Zresztą będąc członkiem Unii podlegamy tym samym uregulowaniom. Dlatego zaczęliśmy zastrzegać nasze wzory.

DW: Czy to prawda, że ochrona wzoru jest kosztowna i wymaga wielu zabiegów?

JR: Faktycznie, trzeba ponosić opłaty. Dość dokładnie było to opisane w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego. Ale artykuł ten wykazywał też dlaczego warto te koszty ponosić.
Co do trybu postępowania, to tylko początkowo wydaje się on skomplikowany. Jak się raz przez to przejdzie, to kolejne zgłoszenia są już łatwiejsze – są na to procedury.
Podstawowa zasada to „najpierw zastrzeż, potem pokazuj”. Dotyczy to dowolnego publicznego ujawniania projektu – na targach, w prasie, w internecie itd. Jesienią chcieliśmy pokazać trochę nowości na targach w Poznaniu, dlatego wcześniej zastrzegliśmy czterdzieści wzorów. To nie jest jeszcze pełne zabezpieczenie, bowiem procedury się nie zakończyły, ale samo zgłoszenie już chroni. Gdyby teraz ktoś próbował wprowadzić na rynek wzory podobne do naszych, pokazanych na targach, miałby kłopoty.

DW: Z jakimi najbardziej rażącymi nad-użyciami mieliście do czynienia?

JR: Wieloletnie istnienie na rynku budowało zaufanie do nas i naszych produktów. Ponieśliśmy przy tym spore nakłady na marketing: udziały w targach, reklamy prasowe, wizyty u klientów, prace projektowe, testowe itd. Jeśli ktoś podrabia nasze produkty, to w gruncie rzeczy kradnie właśnie te nakłady. A to jest karalne.
Zdarzają się przypadki naprawdę skrajne. Ktoś, na podstawie naszego katalogu, zrobił kopie produktów – marne, należy dodać – i jeździł po zakładach kamieniarskich z naszym katalogiem i swoimi podróbkami. W zakładzie kamieniarskim zwykle nikt nie ma czasu na dociekania czy to prawdziwy produkt, czy podróbka oraz czy ten, co przyjechał reprezentuje Rodlew QMD. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zwykle taki sprzedający obwoźnie „zapomina” o wystawieniu faktury i naliczeniu VAT. My zawsze wystawiamy faktury i odprowadzamy podatek VAT, zatem oferowana „z samochodu” podróbka zwykle jest tańsza.
Uczulam naszych klientów, żeby zwracali uwagę na to, co kupują. Podróbki są zwykle gorszej ja-kości i nie mają żadnej gwarancji. Przecież i tak koszt zakupionych elementów ponosi klient końcowy. Czy warto zatem montować elementy niewiadomego pochodzenia i narażać się na złą opinię, kiedy zamontowane produkty po roku zaczną rdzewieć?

DW: Jak wyszukujecie podróbki na rynku?

JR: Obecnie nasi handlowcy poruszają się po Polsce dwoma samochodami, ale nie sprzedają towaru z samochodu. Odwiedzają klientów, zbierają zamówienia i dużo rozmawiają. Często właśnie podczas tych rozmów można ustalić, że w jakimś rejonie pojawiła się podrabiana produkcja. Poza tym handlowcy odwiedzają cmentarze i oglądają nagrobki. Łatwo zauważyć skopiowane produkty. Jeśli w danym rejonie znajdziemy choć jeden przypadek, to zwykle w okolicy jest ich więcej. Robimy wtedy dokumentację zdjęciową.

DW: I co dalej?

JR: To proste. Działamy legalnie, płacimy podatki, opłacamy zastrzeganie wzorów, więc logiczne jest, że powinniśmy być chronieni przez państwo. Rozwiązanie jest oczywiste: doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Przekazujemy naszą dokumentację organom ścigania.
Krzyże zamontowane na pomnikach nie znikną, pomniki też nie. To nie kradzież kieszonkowa – tu dowody są trwałe. Dość łatwo można ustalić, kto wyprodukował, kto sprzedał i kto montował.
W swoich działaniach jesteśmy zdeterminowani. Dzięki temu doprowadzamy sprawy do końca i kopiujący płacą odszkodowania. Przede wszystkim jednak szanujemy kamieniarzy, zwłaszcza tych, którzy już są naszymi klientami. Kiedy natrafimy na podróbki naszych produktów na ich wyrobach, to najpierw ostrzegamy. Zauważyliśmy, że kamieniarze nie robią tego dla pieniędzy. Najczęściej czynią to z nieświadomości.

DW: Sprawa jest poważna, a mimo to z zagadnieniem ochrony wzorów nie spotykamy się zbyt często. Dlaczego?

JR: Pewnie dlatego, że w Polsce sądy działają tak, jak działają i trudno zdecydować się na drogę sądową. Ludzie się jednak edukują i coraz częściej zaczynają dochodzić swoich praw. Tym bardziej, że odszkodowania mogą być wysokie. Niestety, w dochodzeniu roszczeń potrzeba jest dużo samozaparcia i determinacji. Ale trzeba to robić, aby rynek stał się cywilizowany.

DW: Jak wygląda droga prawna w takich sytuacjach i jakie są konsekwencje dla kopiującego?

JR: Sprawa ma zwykle dwa etapy. W pierwszym sąd wydaje wyrok – zwykle w zawieszeniu – i przyznaje odszkodowanie sądowe. Potem poszkodowany może odwoływać się na drodze cywilnej i zwiększyć kwotę odszkodowania.
Wyrok, nawet w zawieszeniu, pociąga za sobą konkretne konsekwencje. W dokumentach delikwenta pozostaje informacja o karalność i prac, w których oczekiwana jest niekaralność, dana osoba już wykonywać nie będzie mogła. Na przykład może zapomnieć o robotach objętych zamówieniami publicznymi, bo tam niekaralność jest wymagana.

DW: Wiele osób nie postrzega kopiowania, jako coś złego i pewnie, dlatego wciąż mamy do czynienia z takimi przypadkami. Jak przekonać innych do poszanowania własności wzorów?

JR: Zagadnienie ochrony wzorów i kopiowania ma dwa aspekty. Pierwszy to sprawa kultury cywilizacyjnej i rozumienia, czym jest czyjaś praca twórcza. Niech właściciel zakładu kamieniarskiego wyobrazi sobie, że dla kogoś z rodziny zaprojektował unikatowy nagrobek. Co by powiedział, gdyby w ciągu roku w okolicy powstały cztery identyczne? Tworzenie nowych wzorów to motor postępu, podobnie jak projektowanie nowych technologii. Kopiowanie to ograniczanie tego rozwoju.
Drugi aspekt to ryzyko odpowiedzialności za łamanie prawa. Oczywiście może być tak, że ktoś tylko zwróci uwagę albo wystosuje ostrzeżenie do kopiującego. Ale może być i tak, że od razu skieruje się na drogę sądową korzystając ze wszystkich dostępnych środków prawnych. A to może być bardzo dotkliwe.
Jest też inny aspekt – zakłady kamieniarskie stają się coraz nowocześniejsze, budują swój prestiż i dbają o wysoką jakość produktów i obsługi. Czy warto ryzykować wypracowaną pozycję wykorzystywaniem podrobionych elementów, które zwykle mają gorszą jakość? Co z tego, że sprzedamy piękny nagrobek z czarnego szweda, jeśli po roku okaże się, że spływa rdzą? Jaką reklamą będzie nasza wizytówka umieszczona na takim pomniku?

przeczytaj cały artykuł

Kierujący pojazdem służbowym kat. B

Autor: Grażyna Kreska   |   Data publikacji: poniedziałek, 06 marca 2017 10:12


Artykuł o badaniach psychotechnicznych osób kierujących pojazdami kat. B zamieszczony w Kurierze Kamieniarskim nr 5/2016 wywołał spore zainteresowanie firm, które mają obowiązek kierowania na badania swoich pracowników, jak i tych, którzy tym badaniom podlegają. Czy kierujący pojazdem okazyjnie, wykonujący sporadycznie krótkie trasy, po mieście, w godzinach pracy traktowani są tak samo, jak przedstawiciele handlowi, którzy wiele godzin spędzają za kierownicą? Czym się różni ten, który jeździ „troszkę” od innych, którzy jeżdżą „non stop”? Nasuwa się przewrotna odpowiedź, że przecież nie można być „troszkę w ciąży, a troszkę nie”. Albo jeździmy autem służbowym (lub prywatnym w ramach obowiązków służbowych) w godzinach pracy albo korzystamy z komunikacji publicznej (tramwaj, autobus, pociąg). Nie ma znaczenia, czy do pracy dojeżdżamy swoim samochodem i czy „umiemy prowadzić”. Znaczenie ma wykonywanie w godzinach pracy czynności służbowych samochodem. O predyspozycjach, które podlegają sprawdzeniu podczas testów była mowa w cytowanym już Kurierze Kamieniarskim nr 5/2016.

Zgodnie z art. 124 ust. 1 pkt 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym z dnia 20 czerwca 1997 r. „badaniu psychologicznemu przeprowadzanemu w celu orzeczenia istnienia lub braku przeciw-wskazań psychologicznych do kierowania pojazdem podlega kierujący skierowany przez lekarza, jeżeli w wyniku badania lekarskiego stwierdzona zostanie konieczność przeprowadzenia badania psychologicznego”.
Z powyższego wynika, że o konieczności przeprowadzenia badań psychologicznych wobec kierującego pojazdem orzeka lekarz, który kieruje pracownika do psychologa celem przeprowadzenia badań. Natomiast w świetle art. 229 § 4 kodeksu pracy pracodawca nie może dopuścić do pracy pracownika bez aktualnego orzeczenia lekarskiego stwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku, w tym kierowcy. Zatem to na pracodawcy spoczywa obowiązek dopilnowania, aby pracownik (mający w zakresie obowiązków również czynności wymagające kierowania pojazdem) posiadał aktualne orzeczenie lekarskie obejmujące – według uznania lekarza przeprowadzającego badania okresowe lub wstępne – także badania psychologiczne.
Zatem jeżeli lekarz przeprowadzający badania okresowe lub wstępne nie skieruje pracownika (kierującego pojazdem) na badania psychologiczne, których konieczność przeprowadzenia jest obiektywnie uzasadniona, odpowiedzialność w zakresie braku posiadania zaświadczenia o aktualnych badaniach psychologicznych, co do zasady, będzie obciążała pracodawcę. Ponieważ to pracodawca, jak już wskazałam wcześniej, nie może dopuścić pracownika do pracy bez aktualnego orzeczenia lekarskiego stwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku. Kara za nieprzestrzeganie w/w obowiązku jest określona w art. 283 kodeksu pracy i stanowi, że „kto, będąc odpowiedzialnym za stan bezpieczeństwa i higieny pracy albo kierując pracownikami lub innymi osobami fizycznymi, nie przestrzega przepisów lub zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, podlega karze grzywny od 1.000 zł do 30.000 zł”. Ponadto art. 220 kodeksu karnego stanowi, że „kto, będąc odpowiedzialny za bezpieczeństwo i higienę pracy, nie dopełnia wynikającego stąd obowiązku i przez to naraża pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Jeżeli kierowca, jadąc autem służbowym, przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych spowoduje kolizję drogową, a tym samym szkodę wyrządzoną osobie trzeciej, wówczas – w świetle art. 120 kodeksu pracy – odpowiedzialny wobec osoby trzeciej będzie pracodawca. Odpowiedzialność pracodawcy ma charakter bezwzględny – tzn. nie jest uzależniona od tego, czy kierujący pojazdem posiadał, czy nie posiadał aktualne zaświadczenie potwierdzające przeprowadzenie badań psychologicznych. Istotny jest natomiast sam fakt wyrządzenia szkody osobie trzeciej przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych. Inaczej będzie rozpatrywana tylko sytuacja, kiedy pracownik nieposiadający uprawnień samowolnie, bez zgody pracodawcy, będzie kierował samo-chodem służbowym.
Za nieskierowanie pracownika (kierującego pojazdem) na badania psychologiczne, a tym samym naruszenie obowiązku określonego w art. 39 ust. 1 pkt. 1 ppkt. 2 Ustawy pracodawcy grozi grzywna w wysokości 500 zł. Nieskierowanie pracownika (kierującego pojazdem) na badania lekarskie, w tym badania psychologiczne, skutkuje również naruszeniem przez pracodawcę obowiązku zapewnienia przestrzegania przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, co naraża pracodawcę w świetle art. 283 kodeksu pracy na grzywnę w wysokości od 1 000 do 30 000 zł. A także podlega pod wcześniej cytowany art. 220 kodeksu karnego.
W sytuacji wyrządzenia przez pracownika (kierującego pojazdem) szkody osobie trzeciej przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych odpowiedzialność wobec osoby trzeciej, jak wyżej wspomniałam, ponosi pracodawca. Natomiast zakres odpowiedzialności pracownika wobec pracodawcy, zależy od stopnia winy pracownika. Przy czym odpowiedzialność pracownika (kierującego pojazdem) wobec pracodawcy nie jest uzależniona od tego, czy posiadał on aktualne zaświadczenia potwierdzającego przeprowadzenie badań psychologicznych. Inna sprawa to stanowisko, jakie przyjmie firma ubezpieczeniowa w razie zaistnienia sytuacji podlegającej ubezpieczeniu, ale powstałej z winy pracownika prowadzącego pojazd służbowy – będzie to uzależnione od konkretnego przypadku i od treści umowy ubezpieczeniowej.
Brak badań pracownika (kierującego pojazdem) potwierdzających brak przeciwwskazań psychologicznych do kierowania pojazdem może również skutkować popełnieniem wykroczenia z art. 95 kodeksu wykroczeń: „Kto prowadzi na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu pojazd, nie mając przy sobie wymaganych dokumentów, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany”. Z tego samego powodu art. 129 ust. 2 pkt 8 lit. c) i d) Prawa drogowego uzasadnia uniemożliwienie dalszego korzystania z pojazdu policjantowi kontrolującemu kierującego pojazdem.

W swojej praktyce psychologicznej spotkałam się z różną interpretacją przepisów. Nierzadko osoby przychodzące na badania opowiadały o zdarzeniach drogowych, w których brało udział wiele pojazdów, np. na oblodzonych drogach czy autostradach. W wyniku takich kolizji zwykle pojawia się wiele roszczeń wobec firm ubezpieczeniowych. A te zwykle są zainteresowane wypłatą jak najniższych odszkodowań. Więc każdy kierujący pojazdem służbowym biorącym udział w takim zdarzeniu może się liczyć z dokładną kontrolą wymaganych dokumentów. Kierowcy zawodowi zwykle mają wszystkie dokumenty aktualne – wszelkie zezwolenia przewozowe, badania i kursy dokształcające. Kierujący samo-chodami służbowymi niekoniecznie.
Na drodze kierujący pojazdami spotykają się z kontrolą w różnym stopniu weryfikującą ich zezwolenie do kierowania pojazdem służbowym. Bardzo często kontrola jest na tyle pobieżna, że niesprawdzane są badania psychotechniczne. Jednak jeden z badanych opowiadał, że z delegacji musiał wrócić pociągiem. Nie posiadał badań psychologicznych i został poproszony o opuszczenie samochodu służbowego. A auto wróciło do firmy na lawecie z powodu braku kierowcy z odpowiednimi uprawnieniami.

Bezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg zależy od wielu czynników, w tym od pełnej sprawności psychoruchowej kierujących pojazdami. Na dzisiejszych drogach większość floty to pojazdy służbowe – zarówno ciężarówki, TIR-y, autokary, jak i samochody osobowe kategorii B. Osób prywatnych na drogach jest coraz mniej. Stąd nasuwa się proste spostrzeżenie w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy: sprawność wszystkich kierujących pojazdami, zarówno kierowców zawodowych, jak i wszystkich korzystających z samochodów służbowych powinna być oczkiem w głowie pracodawców. To jest bezpieczeństwo nasze i naszych bliskich.


W opracowaniu tekstu wykorzystano „Informację prawną Dot. odpowiedzi na pytania przesłane mailem w dniu 21 lutego 2011 r. w przedmiocie badań psychotechnicznych i psychometrycznych (psychologicznych) kierowców pojazdów mechanicznych” V. Anweiler, P. Dębski, E. Szantyr i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Casus Iuris Sp. J.
http://mail.dig.wroc.pl/Archiwum/pl/04-2011/3/Odpowiedzi%20na%20pytania%20w%20przedmiocie%20bada%F1%20kierowc%F3w.doc

przeczytaj cały artykuł

Kaban

Autor: Michał Ziołowicz   |   Data publikacji: czwartek, 22 grudnia 2016 08:43

KABAN.jpg

Pamiętacie jak w filmie „Sami swoi” Pawlak z Kargulem kabana pastowali?
Tyle razy widziałem ten film, a śmieszy mnie za każdym razem ta scena, jakbym ją widział pierwszy raz. Mniej mnie śmieszy jak widzę „pastowane” elewacje czy posadzki. Nie tylko nie śmieszy, ale irytuje i złości, a czasem wręcz powoduje osłupienie.


Kamień malowano praktycznie od prehistorii. Czy były to figuralne przedstawienia, motywy roślinne czy wielkie polichromie, kamień często bywał barwnym elementem elewacji. Jeszcze w XVIII wieku była to praktyka dość powszechna, ale z biegiem czasu kamień przestał być tylko materiałem budowlanym czy konstrukcyjnym, zyskał autonomiczność wizualną i zaczął być postrzegany jako element składowy kolorystyki budynku.

W XX wieku w powszechnej świadomości kamień funkcjonuje już w przestrzeni publicznej w kolorze naturalnym. Malowanie kamienia przestaje być akceptowane i postrzegane jest jako dewastacja i niedopuszczalna praktyka.

Na taką ewolucję estetyki złożyło się wiele czynników. To temat na osobne rozważania z udziałem historyków sztuki i socjologów.
W XXI wieku doświadczamy znowu pewnej wolty. Przemysł kamieniarski, wykorzystując osiągnięcia najnowszych technologii, oferuje produkty o mocno zmienionej kolorystyce względem naturalnej. Koloryzacja ta następuje na etapie produkcji wykorzystując żywice epoksydowe, polimery czy inne środki chemiczne. W efekcie slaby mają bardziej intensywne kolory, zanikają plamy i wybarwienia.
Można też pogłębić poler zalewając żywicą mikropory kamienia. Płyty są o wiele bardziej efektowne i intensywne kolorystycznie. Takie praktyki są powszechne, nikt się przeciw temu nie buntuje. Kamieniarze i klienci zaaprobowali fakt, że Multikolor jest bardziej czerwony, a Madura bardziej złota – podbarwianie granitów stało się faktem i w jakimś sensie pewną normą. A kto obsługuje klienta indywidualnego wie, jaki komfort daje sprzedaż tak przygotowanego produktu.

Poprawiony granit na blatach, schodach czy parapetach wygląda pięknie i cieszy oko klienta. Z trwałością jest już też nie najgorzej, bo żywi-cowane granity od dobrych dostawców są przy-gotowane bardzo profesjonalnie. Choć i tak trzeba pamiętać o okresowym stosowaniu środków do pielęgnacji kamienia.
Zupełnie inaczej wygląda ten fakt w segmencie dużych realizacji budowlanych, na elewacjach czy wielkich powierzchniach posadzek. Tu staje się to problemem.

Jest niezliczona ilość anegdot o zamianach kamienia, podkładaniu czy malowaniu próbek. Większość tych opowieści jest śmieszna, ale w całości refleksja jest dość ponura. Jak w pigułce ujął to mój znajomy architekt w czasie jakiejś dyskusji: „Nie! W tym projekcie nie chcę elewacji kamiennej. Z wami kamieniarzami nie można dojść ładu. Dajecie najpierw piękne próbki, potem mówicie, że taki kamień jest nie zdobycia. Przywozicie coś innego, a na koniec wieszacie jeszcze coś innego. A do tego jeszcze nie wiem jak się ten kamień naprawdę nazywa i czy ma prawdziwe badania.” I zamarłem, bo to dobry architekt, znany w środowisku. Jak on ma takie zdanie o nas, no to pięknie…

Cała branża zna problem, ale każdy udaje, że go to nie dotyczy, bo „przecież ja tak nie robię”. Każdy, kto robił elewacje z piaskowca spotkał się i z sytuacjami przytoczonymi przez znajomego architekta i z malowaniem kamienia. Każdy musiał podmalować parę płyt, czy scalić jakąś lazurą kontrastujące miejsca. I to nie jest żaden wstyd ani problem, bo robią to również konserwatorzy zabytków. Jest też cały segment produktów do takich zadań. Dopóki dotyczy to jednostkowych płyt, czy niewielkich scaleń kolorystycznych, wydaje się być akceptowane i wpisuje się rzemiosło kamieniarskie. Co jednak powiedzieć kiedy cała fasada, lub większa jej część, jest pomalowana?

„To proszę pana jest taki impregnat koloryzujący” – słyszy kierownik budowy jak w nocy nastąpił „cud przemienienia” i rano zamiast melanżu kolorów i wzorów zobaczył piękną, równą, kremową elewację. Część z nas powie: „no cóż, chłopaki sobie poradziły, co mieli zrobić jak inspektor nie chciał przyjąć roboty”. Pewnie tak, ale efekty takiego „radzenia sobie” będzie widać z daleka po paru latach – wystarczy przejechać się po warszawskim Ursynowie.
Z tym można sobie radzić. Chemia idzie z duchem czasów i pewnie już gdzieś są coraz lepsze farby. Tylko po co ten kamień? Można, tak jak na Wilanowie, piaskowiec namalować na ścianie i będzie cudnie…

Jest jeszcze inny problem, który ja nazywam „syndromem Giallo Fantasia”. Był taki czas, że wykonawcy – żeby zamknąć drogę konkurencji – oklejali próbkę nazwą wymyśloną przez siebie, np. „Giallo Fantasia”. Obecnie zauważam mutację tego procederu. Ten sam kamień przedstawia się w różnych miejscach w zupełnie różnych odcieniach czy strukturze – raz jest biały, raz kremowy, tu drobnoziarnisty, tam z grubym ziarnem. Wiado-mo, że złoże należy do jednego właściciela i nikt, poza nim samym, nie może posługiwać się tą nazwą. Więc po wybraniu jego próbki nikt nie będzie w stanie konkurować. I co? I nic. Nie da się z tym nic zrobić – ma papiery, ma próbkę, wszystko gra. Jeszcze trzeba przekonać inwestora, że nie trzeba impregnować kamienia, bo kamień „nie oddycha” (czytaj: impregnat może wejść w reakcję z farbą) i można być zadowolonym jakim się jest sprytnym. I tylko mieć nadzieję w przysłowiu: „Raz przejdzie Cygan przez wieś.”

Wydaje się, że konieczne są jakieś regulacje branżowe, jednoznaczne określenie do jakiego momentu barwienie kamienia jest akceptowalne, a kiedy staje się po prostu oszustwem. Może nowe władze naszego Związku mają jakiś pomysł na sztywne regulacje nazewnictwa kamienia i przypisanych do nazw konkretnych próbek? Może stworzyć „Atlas Kamienia Polskiego”?
Gorzej, jak ktoś powie za Pawlakiem: „A kto mnie zabroni z pastowanym kabanem po lesie spacerować?”.

P.S. Do całości brakuje wspomnienia mojego nieodżałowanego kolegi Thorstena Grigo, który podczas odbioru elewacji gdzieś w Hamburgu, wiele lat temu, kiedy pani inspektor wyżywała się na nim o jakieś żyły na kamieniu, które według niej były nie do przyjęcia, zgasił cały pożar w swoim stylu: „Ja und? Naturstein!”

przeczytaj cały artykuł

Wpływ impregnacji

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: czwartek, 22 grudnia 2016 01:00

wpl1.jpg

Półki sklepów kamieniarskich uginają się pod ciężarem różnorodnych środków do impregnacji kamieni. Każdy z producentów chemii przekonuje, że ich środek jest najlepszy i najkorzystniej wpływa na trwałość materiału w warunkach zawilgocenia. Nie spotkałem się jednak z badaniami porównawczymi związanymi z działaniem impregnatów na konkretne materiały. Dlatego, moim zdaniem, nie można w sposób „cyfrowy” określić skutków działania impregnatów.
W tym tekście chciałbym zaproponować sposób badań określających wpływ impregnatów na dany materiał skalny. #lbkik

Badania te będą oczywiście standardowymi badaniami dla badań kamienia naturalnego, czyli:
– badanie porowatości otwartej i gęstości,
– badanie nasiąkliwości przy ciśnieniu atmosferycznym,
– oznaczenie wskaźnika nasiąkliwości kapilarnej,
– badanie nasiąkliwości powierzchniowej z użyciem rurki Karsten’a.

Przygotowując ten artykuł przeprowadziłem powyższe testy na próbkach lekkiego wapienia pińczowskiego. Połowa próbek nie została zaimpregnowana, druga połowa została pokryta bezrozpuszczalnikowym preparatem silanowo-krzemianowym. Poniżej przedstawiamy wyniki badań. Impregnat został nanoszony na kamień przez zanurzenie próbek.

tabe1.jpg

Badania wykonano na standardowych próbkach 50 x 50 x 50 mm.
Jak widać z wyników badań, pory kamienia zostały wyścielone impregnatem, stąd zmiana gęstości objętościowej (średni wzrost o 7%) i porowatości otwartej (spadek średnio o 57 %). Warte uwagi również jest to, że porowatość jest mniejsza, ale po zaimpregnowaniu nadal pozostaje. To jest ważne, ponieważ zamknięcie wszystkich porów zablokowałoby możliwość odparowania wilgoci z kamienia.

tabe3.jpg

Badania wykonano na standardowych próbkach 70 x 70 x 70 mm.
Powyższe wyniki łatwo zinterpretować: impregnacja materiału znacznie zmniejszyła podciąg kapilarny lekkiego wapienia. W trakcie badania próbki nie pokryte impregnatem w ciągu zaledwie 40 minut były wilgotne na całej wysokości, natomiast próbki zaimpregnowane praktycznie przez cały okres badania miały suchą powierzchnię.

wpl21.jpg

Fot. 1. Próbki po 5 minutach zanurzenia,
po lewej stronie próbka zaimpregnowana.

Fot. 2. Próbki po 30 minutach zanurzenia,
po lewej stronie próbka zaimpregnowana.

Badanie nasiąkliwości powierzchniowej z użyciem rurki Karstena

Badanie to nie jest badaniem normowym. Może natomiast posłużyć do oceny szczelności materiałów elewacyjnych. Rurek Karstena używamy również do sprawdzania skuteczności impregnacji.
Badanie polega na przyklejeniu specjalnych rurek do powierzchni płyty i napełnieniu ich wodą. Co określony czas dolewa się wodę tak, aby rurki stale były nią wypełnione – ilość wody dolanej w czasie notujemy.
W trakcie tego badania do rurki przymocowanej do wapienia impregnowanego nie zauważyłem ubytku wody, czyli woda nie wnikała do wnętrza materiału. Rurkę przyklejoną do nieimpregnowanego kamienia stale trzeba było uzupełniać wodą, a kamień wokół stopki rurki był mokry.

wpl3.jpg

wpl4.jpg

Fot. 3. Zamontowane rurki Karsten’a. Po prawej rurka doklejona do nieimpregnowanej płyty wapiennej – widoczny ubytek wody.

wpl5.jpg

Fot. 4. Wokół miejsca styku z wodą materiał kamienny jest zawilgocony.

 Na chłonne materiały kamienne woda potrafi działać bardzo destrukcyjne. Przede wszystkim w trakcie mrozów zamarzająca woda działa niszcząco na ścianki porów kamienia. Zawilgocenie tworzy również środowisko sprzyjające do rozwoju grzybów, mchów i porostów. Ich rozrost, poza oczywistym negatywnym wpływem na estetykę, prowadzi do powolnego niszczenia elementu budowlanego. 

Dzięki impregnacji pewne zjawiska możemy opóźnić lub wręcz zatrzymać. W tym celu możemy używać choćby odpowiednio dobranych impregnatów. Warto jednak ich działanie przetestować dla poszczególnych kamieni. To pozwoli na świadome wybranie najlepszego rozwiązania dostosowanego do konkretnej skały i konkretnego miejsca stosowania.

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł
Strona 169 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 00:00:00
Tablice-nagrobkowe.pl plexi, konglomeraty. Henryk Moćko tel. 503 33 46 46

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.