
Wrocław
Nawet idąc na spacer, zawsze spoglądam pod nogi. Takie skrzywienie zawodowe. Czy to Kraków (mój ukochany), czy to Strzegom (również mój), czy wreszcie Wrocław lub Kielce – wszędzie spotykałem kwiatki, które nie wiem jak nazwać. Łuki? Krzywe? A może krzywe łuki?
Kraków – Plac Wszystkich Świętych, niemalże pod oknem Prezydenta Miasta. Krawężnik wykonany z odcinków prostych docinanych do krzywizny chodnika. W sąsiedztwie krawężnika, po obu stronach, docinane płytki. Gdyby jeszcze na chodniku była kostka, to może dałoby się gdzieś zgubić ten koszmarny efekt. Czy to wykonawca próbował zaoszczędzić zamawiając prosty krawężnik, czy projektant taki zaprojektował mając na uwadze ekonomiczność inwestycji, teraz trudno wyrokować. Jedno jest pewne. Nawet jeśli krawężnik łukowy będzie w produkcji dwa razy droższy, to takie docinanie na miejscu wszystkich elementów będzie na pewno kosztowniejsze niż zamówienie krawężników łukowych dopasowanych do tego konkretnego miejsca.
Wrocław. Jeden z głównych ciągów pieszych zupełnie niedawno oddany do użytku. Płyty chodnikowe całkiem duże i widać, że nowe – nie z rozbiórki wcześniejszego chodnika. Niestety, elementy cięte przypadkowo, nie po promieniu łuku. Powstała trudna do określenia „artystyczna twórczość”.
Kielce. Historyczne centrum. Mamy tu wszystko. Różnorodność kamienia (piaskowiec, wapień, granit), połączenie starego z nowym (zabytkowy bruk, historyczna elewacja i nowoczesna lampa), kamienie lokalne i sprowadzane, a wszystko „bardzo solidnie” zamocowane dużą porcją betonu. Oczywiście jest i krawężnik na łuku „estetycznie” wykończony fugą.
I na koniec kwiatek ze Strzegomia. Trudno określić co wykonawca miał na myśli. Tytułowe pytanie ciśnie się na usta samo: „dlaczego tak?”
Oprócz wątpliwej estetyki takich prac warto zadać jeszcze jedno pytanie. Na jakiej podstawie odebrano te roboty skoro obowiązująca norma mówi, że krawężnik uliczny – o ile projekt nie zakłada inaczej – powinien mieć długość minimum 80 cm?

Kraków

Kielce

Strzegom

fot.Takehiko Katayama
Kiedy w roku 2003 przygotowywano wystawę „Kamieniarskie Wariacje” w Narodowym Muzeum Budownictwa w Waszyngtonie, jej kurator, Stanley Tigerman, zaprosił do udziału również znaną amerykańską firmę projektową Studio Gang z Nowego Jorku i Chicago.
Z założenia ekspozycja miała prezentować nowatorskie podejście do kamienia – materiału, jak by nie patrzeć, bardzo tradycyjnego.
Powszechnie przyjmuje się, że kamień najlepiej funkcjonuje, kiedy poddawany jest obciążeniom ściskającym. Czyli kiedy stoi na czymś – najlepiej na czymś, co wytrzymuje jego ciężar. To wiedza mająca już tysiące lat.
Studio Gang postanowiło zapomnieć o konwencjonalnym myśleniu...
Projektanci ze Studia Gang postanowili zmierzyć się z zupełnie innym podejściem. Zdecydowali się zbadać możliwości strukturalne kamienia podwieszonego.
Zadanie projektowo było bardzo trudne i wymagało wielu obliczeń – i to zupełnie nowatorskich. Przy okazji pojawiły się ograniczenia. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że posadzka w muzeum nie może przyjąć zbyt wielkiego ciężaru, ale za to strop ma całkiem sporą nośność.
Przystąpiono do badań strukturalnych kamienia. Grupa inżynierów, w tym Joseph Burns, Faz Ehsan z Thornton Tomasetti i Petera Hoppel, wyliczyła, że łącząc kawałki marmuru w serię łańcuchów możliwe jest utworzenie powierzchni, któą da się podwiesić do sufitu. Co więcej: taka konstrukcja, może wisieć bez jakiegokolwiek wsparcia szkieletowego lub ramowego.
Elementy w kształcie popularnych puzzli wycięto przy użyciu waterjeta. Każdy element został – na wszelki wypadek – wzmocniony przez laminację podkładem z włókna i nasączony żywicą.
Gotowa Marmurowa Kurtyna miała prawie 5 i pół metra wysokości, była wykonana z 620 kawałków marmuru, a łączna waga konstrukcji wyniosła 680 kilogramów.

fot. Jim Tetro
Zatrudnienie cudzoziemca, co do zasady, dla pracodawcy wiąże się podobnymi obowiązkami jak w przypadku zatrudnienia polskiego pracownika – zastosowanie mają wszystkie przepisy polskiego prawa pracy.
Po zawarciu umowy o pracę z pracownikiem-cudzoziemcem, pracodawca winien założyć temu pracownikowi teczkę akt osobowych1). Akta osobowe należy prowadzić zgodnie z regulacjami odpowiedniego rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej2).
Akta osobowe winny zatem składać się z trzech części:
A – dokumenty zgromadzone w związku z ubieganiem się o zatrudnienie,
B – dokumenty dotyczące nawiązania stosunku pracy oraz przebiegu zatrudnienia pracownika,
C – dokumenty związane z ustaniem zatrudnienia.
Umowa o pracę bezwzględnie winna zostać sporządzona w języku polskim (zob. art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim). Jednak w przypadku, gdy cudzoziemiec nie włada płynnie językiem polskim, umowa może zostać sporządzona dodatkowo w języku obcym. Powstaje wówczas obowiązek prowadzenia dokumentacji kadrowej w dwóch językach – w języku obcym dla pracownika oraz w języku polskim dla pracodawcy.
Z kolei w przypadku umów cywilno-prawnych nie obowiązują w/w ograniczenia i to strony umowy decydują o języku, w jakim ta umowa zostanie sporządzona. Należy jednak pamiętać, że w tym przypadku ów wybór determinuje w jakim języku jakim będą regulowane także pozostałe stosunki prawne między stronami umowy. Nie mniej, dla potrzeb polskiej administracji publicznej i tę dokumentację należy prowadzić także w języku polskim.
Dla zawarcia umowy o pracę z cudzoziemcem wymagane jest jednak zezwolenie (zob. art. 88 pkt 1 ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy). Ponadto nadaje się jemu numer PESEL. Wyjątek od tej reguły obejmuje obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej (zezwolenie na pracę nie jest konieczne).
Cudzoziemiec co do zasady podlega ubezpieczeniom ZUS w Polsce. Jednakże gdy równolegle pracuje w swoim kraju, obowiązek opłacania składek powstanie w tym kraju na zasadach wynikających z przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 883/20043).
W praktyce gospodarczej niestety dość często można się spotkać z przypadkami:
– zatrudniania nielegalnych imigrantów – cudzoziemców przebywającego bez ważnego dokumentu uprawniającego do pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz
– nielegalnego zatrudnienia, tj. w tzw. szarej strefie.
Niestety, te zjawiska bardzo często wiążą się również z wykorzystywaniem cudzoziemców, polegającym na stwarzania dla tej grupy zatrudnionych warunków gorszych niż minimum wymagane prawem, głównie w zakresie wynagrodzeń.
Przepisy prawa przewidują jednak dotkliwe sankcje dla podmiotów stosujących takie praktyki4). Ustawodawca przede wszystkim wprowadził obowiązek żądania od cudzoziemca przedstawienia przed rozpoczęciem pracy ważnego dokumentu uprawniającego do pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz przechowywania kopii takiego dokumentu przez cały okres wykonywania pracy przez cudzoziemca. Ponadto dla ograniczenia zjawiska wykorzystywania cudzoziemców, u.s.p.w. że nielegalnie zatrudnionemu imigrantowi przysługuje zarówno roszczenie o zapłatę wynagrodzenia jak i innych świadczeń z nim związanych.
W przypadku powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcowi na podstawie stosunku pracy, przy dochodzeniu zaległego wynagrodzenia i związanych z nim świadczeń, domniemywa się istnienie stosunku pracy przez okres 3 miesięcy, chyba że pracodawca lub cudzoziemiec dowiodą innego okresu zatrudnienia. Zaś w przypadku powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcowi na innej podstawie niż stosunek pracy, przy dochodzeniu zaległego wynagrodzenia i związanych z nim świadczeń, domniemywa się, że za wykonanie powierzonej pracy uzgodniono wynagrodzenie w wysokości trzykrotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę, chyba że podmiot powierzający wykonywanie pracy cudzoziemcowi lub cudzoziemiec dowiodą, że wynagrodzenie zostało uzgodnione w innej wysokości. Zatem cudzoziemiec w razie sporu z nieuczciwym pracodawcą od razu zajmuje lepszą pozycję.
Dodatkowo na podmiocie zatrudniającym nielegalnie imigranta spoczywa obowiązek pokrycia kosztów związanych z przesłaniem cudzoziemcowi zaległych należności do państwa, do którego cudzoziemiec powrócił lub został wydalony. Ponadto w u.s.p.w. określono dotkliwe sankcje karne dla podmiotów powierzających wykonywanie pracy cudzoziemcowi przebywającemu bez ważnego dokumentu uprawniającego do pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
1) (zob. art. 94 pkt 9a ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy – dalej k.p.)
2) rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 28 maja 1996 r. w sprawie zakresu prowadzenia przez pracodawców dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz sposobu prowadzenia akt osobowych pracownika
3) rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 883/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego (Dz. U. L 166 z 30.04.2004, sprostowanie: L 200 z 07.06.2004, str. 1; Specjalne wydanie polskie: Rozdział 05 Tom 5 str. 72).
4) (zob. ustawa z dnia 15 czerwca 2012 r. o skutkach powierzania wykonywania pracy cudzoziemcom przebywającym wbrew przepisom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej – dalej u.s.p.w.)

W poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego pisałem na temat kamiennych kręgów, zwanych także kromlechami. W tym numerze przyjrzymy się innemu rodzajowi budowli megalitycznych – dolmenom. W ich poszukiwaniu przeniesiemy się między innymi do miejsca już niejednokrotnie przez nas odwiedzanego, czyli do Ameryki Południowej.
No dobrze – dolmeny. Ale co to takiego?
Najprościej rzecz ujmując, są to kamienne grobowce pochodzące w większości z wczesnego neolitu. Są zbudowane z dwóch lub więcej postawionych pionowo głazów, na których opiera się spłaszczony blok skalny. Całość przypomina więc kamienny stół i – co ciekawe – takie jest też dosłowne znaczenie słowa dolmen, które (podobnie jak kromlech) wywodzi się z języka celtyckiego.
Wiele dolmenów było pierwotnie przysypywanych ziemią, tworząc coś na kształt kurhanu. Dziś, po upływie setek i tysięcy lat, możemy oglądać zaledwie szkielety pierwotnych budowli. Wiek najstarszych zachowanych dolmenów określa się na na około 7 tysięcy lat i znajdują się we wschodniej Europie. Jednak budowle tego typu są rozpowszechnione na całym świecie i można je spotkać na większości kontynentów. Dolmeny o bardzo podobnych kształtach można podziwiać w Irlandii, Indiach, Korei Południowej, Hiszpanii, Francji… Można by tak wymieniać długo.
W Polsce również znajdują się dolmeny. Jeden z najbardziej znanych, nazywany czasem Grobem Olbrzymów, znajduje się niedaleko Borkowa w województwie zachodniopomorskim. Kiedyś stał obok niego jeszcze jeden grobowiec, który został doszczętnie rozebrany pod koniec XIX wieku przez poszukiwaczy skarbów. Znaleźli w nim jedynie krzemienne narzędzia i bursztynowe ozdoby, co zniechęciło ich do dalszych poszukiwań i prawdopodobnie ocaliło drugi dolmen. Archeologowie szacują czas jego powstanie na około 3 tysiące lat p.n.e.
A teraz w poszukiwaniu dolmenów udajmy się do Kolumbii, a dokładniej do Parku Archeologicznego San Augustín. Uznawany jest on za największą nekropolię na świecie i w 1995 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Oprócz niesamowitych rzeźb o różnym wieku i rozmiarach możemy się tam natknąć na dolmeny, które łudząco przypominają te europejskie. Co więcej, za pomocą datowania radiowęglowego naukowcy dowiedli, że powstały one dokładnie w tym samym okresie, tzn. między 3500 a 3000 rokiem p.n.e. W San Augustín pojawiają się także dużo młodsze dolmeny, które raczej pełniły funkcję ceremonialną niż pochówkową. Są mniejsze niż ich starsi bracia, a rolę pionowych kamieni podtrzymujących zwieńczenie pełnią rzeźbione posążki.
San Augustín to nie tylko dolmeny, ale przede wszystkim rzeźby. Przedstawiają one bóstwa, zwierzęta i potwory, jednak większość z nich to posągi kapłanów oraz wojowników o kocich rysach twarzy, zauważalnych także w rzeźbach innych kultur, na przykład Olmeków. A skoro jesteśmy już przy Olmekach, to i kamienne głowy można odnaleźć w San Augustín, choć może nie tak wielkie i groźne jak te z Meksyku.
Wyskoczmy jeszcze na chwilę do wschodniego Kaukazu. Tam oczywiście też są dolmeny, ale dość niezwykłe. Wiekiem dorównują innym budowlom megalitycznym z Europy i Azji, jednak ich konstrukcja jest bardziej wyrafinowana. Większość z nich jest szczelnie zabudowana i posiada otwór w jednej ze ścian. Fascynujące jest to, że wiele z tych otworów ma kształt idealnego koła. Do dziś nie wiadomo jaka dokładnie była ich funkcja. Jedna z kaukaskich legend głosi, że niegdyś owe tereny zamieszkiwali giganci oraz krasnale. Ci pierwsi zbudowali swoim mniejszym towarzyszom schronienia przed złą pogodą i innymi zagrożeniami – stąd tak mały rozmiar otworów. Niestety, niedługo potem obie rasy popadły w konflikt i wyniszczyły się wzajemnie podczas wielkiej wojny, a jedyną pozostałością po ich istnieniu są dolmeny rozsiane po całym Kaukazie.
Jakkolwiek było, dolmeny oraz ich przeznaczenie nadal stanowią pewną zagadkę dla naukowców. Niesamowite jest to, że te budowle powstawały niemal w każdym zakątku świata, w kulturach które nie miały ze sobą rzekomo nic wspólnego. Nie do końca wiadomo też jak transportowano wielkie głazy i jak stawiano je na szczycie. Podziw budzi też precyzja wykona-nia niektórych kaukaskich dolmenów, w których zachowano idealny kąt 90 stopni, a w szczeliny między kamieniami nie można wetknąć nawet czubka noża. Nie mówiąc już o równiutkich okręgach wyciętych w grubej skale.
Być może kiedyś poznamy odpowiedzi na te pytania, lecz póki co dolmeny stoją skryte i milczące, nie kwapiąc się do wyjawienia nam swych tajemnic.



#jakubzdankowski
W Weronie, w czasie targów Marmomacc, odbyło się spotkanie federacji Euroroc. Polskę i Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej reprezentował na tym spotkaniu Bogusław Solima, który podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami.
Na tegorocznym spotkaniu poruszano wiele spraw dotyczących naszej branży. Ze względu na ogólnoeuropejski zasięg Euroroc tematyka i skala przedstawianych zagadnień była bardzo szeroka. Najistotniejszymi punktami dyskusji były jednak: nazewnictwo kamienia w przepisach celnych, ochrona nazewnictwa kamienia i walka z podróbkami.
Ze względu na coraz ciekawsze materiały wydobywane na świecie, które jeszcze do niedawna nie były traktowane jako materiał przeróbczy, oraz ogromną ich różnorodność postanowiono doprowadzić do nowelizacji przepisów celnych. Obecnie w przepisach celnych funkcjonują kamienie pod swoimi własnymi nazwami, a wiele z kamieni nie występuje w tych przepisach w ogóle. Rodzi to wiele problemów w przewozie trans-granicznym. Dodatkowo pod jednym kodem celnym występują często kamienie o różnej budowie i genezie. Na przykład „do jednego worka” wrzucono marmury, trawertyny i alabaster. By to uporządkować i uprościć zaproponowano, aby kamienie podzielić opierając się na geologicznym podziale skał.
Dyskusje o ochronie nazewnictwa i walce z podróbkami przenikały się w wielu momentach. Dyskutowano o zabezpieczeniu nazw konkretnych kamieni natu-ralnych przed wykorzystywaniem tych nazw w odniesieniu do produktów wykonanych z ceramiki lub konglomeratów. Zastanawiano się jak zarezerwować nazwę „kamień” dla produktów wykonanych wyłącznie z materiału pochodzenia naturalnego. Rozmawiano o zabezpieczeniu rynku przed zalewem tanich materiału o wątpliwych własnościach poprawianych przy użyciu środków chemicznych.
Uznano, że należy skierować do Komisji Europejskiej wniosek o obowiązku znakowania wyrobów z kamienia naturalnego przyjmując za wzór zasady podobne jak dla oznaczenia CE – klient kupujący produkt oznaczony w określony sposób ma mieć pewność, że kupuje produkt wykonany z kamienia naturalnego i może spodziewać się po nim jasno określonych własności. W dalszej części dyskusji uznano, że ten cel dobrze realizowałoby logo „Kamień naturalny”.
Na spotkaniu były również poruszane tematy organizacyjne Euroroc, m.in. zatwierdzenie bilansu za ubiegły rok i budżetu na bieżący oraz zmiana władz – dwuletnie przewodnictwo Federacji zakończyła Szwajcaria i przejęła Wielka Brytania.
W czasie dyskusji rozmawiano także na inne tematy dotyczące naszej branży – m.in. poruszano tematy ochrony zdrowia (jak choćby w kontekście różnych procesów produkcyjnych z wykorzystaniem krzemionki).
– Trzeba uczestniczyć w tych spotkaniach, bo będziemy pomijani – powiedział po spotkaniu Bogusław Solima, – nikt nie pozna naszych racji ani nikt nie będzie się przejmował naszymi potrzebami.