Reklama


Artykuły

Badania psychotechniczne - operator wózka widłowego

Autor: Grażyna Kreska   |   Data publikacji: wtorek, 20 września 2016 21:39

aaa.jpg

W wielu zawodach, poza badaniami lekarskimi, są  wymagane również badania psychologiczne. Mówią o tym odpowiednie przepisy i regulują częstotliwość przeprowadzania badań – zwłaszcza badań psychologicznych osób podejmujących pracę w zawodach trudnych i niebezpiecznych. Wspomina o tym również „Instrukcja BHP użytkowania wózka widłowego” publikowana w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego: „do obsługi wózka widłowego może być dopuszczony pracownik, który posiada aktualne badania lekarskie oraz psychotechniczne”.

Czy zawód operatora wózka widłowego jest w grupie zawodów trudnych i niebezpiecznych?

Odpowiedź znajdziemy w Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 28 maja 1996 r. w sprawie rodzajów prac wymagających szczególnej sprawności psychofizycznej (Dz. U. Nr 62 poz. 287.) Wymieniono tam 36 rodzajów prac, tzw. grup zawodowych, które uznano za prace wymagające szczególnej sprawności psychofizycznej. W punkcie 3. Rozporządzenia wyszczególniono: „prace przy obsłudze układnic magazynowych”.

Kiedy 20 lat temu powstało powyższe Rozporządzenie wózki widłowe były nazywane jeszcze układnicami magazynowymi. Wtedy były to raczej proste konstrukcje służące do prostych czynności magazynowych. Współcześnie mamy całą gamę nowoczesnych, wielofunkcyjnych wózków widłowych z mechanicznym napędem podnoszenia, wysokiego i niskiego składowania, unoszące, podnośnikowe, ciągnikowe i specjalizowane, jak wózki ze zmiennym wysięgiem, przystosowane do różnego typu unoszeń. Sterowanie tymi urządze-niami wymaga odpowiedniej wiedzy od operatora, a także odpowiednich predyspozycji psycho-fizycznych. Dzisiaj raczej nie używa się już określenia „układnica magazynowa”, ale Rozporządzenie nadal obowiązuje.
Jakie są kryteria psychologicznego doboru osób do zawodów trudnych i niebezpiecznych ?

Na te pytanie możemy szukać odpowiedzi w obszernym opracowaniu mgr Anny Łuczak pt. „Wymagania psychologiczne w doborze osób do zawodów trudnych i niebezpiecznych”, wydanym przez Centralny Instytut Ochrony Pracy w Warszawie w 2001 roku.
Od osób pracujących w zawodach trudnych i niebezpiecznych oczekuje się wysokiej sprawności psychomotorycznej. Operator wózka widłowego winien zatem dobrze widzieć, być sprawny fizycznie i umysłowo.

Kryteriów oceny sprawność operatora jest wiele i wszystkie one są równie ważne:

– widzenie odległości, tzw. widzenie stereoskopowe, które umożliwia ocenę odległości tak ważnej w sprawnym i bezpiecznym przemieszczaniu i układaniu ładunków przy użyciu wózka widłowego;
– koordynacja wzrokowo-ruchowa świadcząca o umiejętności wykonywania prac, gdy każda kończyna wykonuje inną czynność;
– dobry refleks, aby w razie konieczności szybko zareagować na zdarzenia związane z ładunkiem lub otoczeniem widlaka;
– spostrzegawczość – operator wózka musi kontrolować całe swoje stanowisko pracy, które obejmuje nie tylko przewożony ładunek, ale również otoczenie wózka – również z tyłu – oraz przewidywać co się wydarzy w miejscu, do którego przemieszcza się wózek;
– ostrość wzroku, w tym rozróżnianie barw, oraz widzenie zmierzchowe ponieważ transport bliski odbywa się w zmiennych warunkach oświetleniowych, przy świetle sztucznym i naturalnym, często przy szybkich zmianach tego oświetlenia (np. przewożenie ładunku między halą a terenami zewnętrznymi);
– zręczność i pełna sprawność rąk i nóg ponieważ wózek widłowy to urządzenie, które obsługiwane jest wszystkimi kończynami;
– intelekt na dobrym poziomie, aby decyzje podejmować nie tylko szybko, zręcznie, ale przede wszystkim mądrze; by przewidywać konsekwencje manewrów i nie narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia.

Takie właśnie predyspozycje są poddawane badaniu w czasie testów psychotechnicznych.

Czy predyspozycje psychologiczne pracowników, a zwłaszcza operatorów wózków widłowych, są na poziomie, który zapewnia bezpieczną pracę?
To ważne pytanie dla osób zarządzających firmą.

Za dopuszczenie do pracy na widlaku pracownika bez aktualnych badań psychotechnicz-nych firmę mogą spotkać poważne konsekwencje finansowe ze strony Państwowej Inspekcji Pracy. Natomiast w razie nieszczęśliwego wypadku operatora dochodzi odpowiedzialność karna pracodawcy za powierzenie obsługi sprzętu bez sprawdzenia predyspozycji i narażenie pracownika na utratę zdrowia bądź życia.
Uprawnienia do obsługi wózka widłowego pracownik uzyskuje w Ośrodku Szkoleniowym i otrzymuje je na czas nieokreślony. Jednak sprawność psychoruchowa zmienia się, a często z upływem lat pogarsza się. Logiczne i techniczne myślenie, koncentracja i podzielność uwagi, spostrzegawczość, refleks, zdolność zapamiętywania, ocena odległości czy ocena głębi – to funkcje dosyć wrażliwe na upływ czasu. Predyspozycje psychologiczne to też funkcje zmienne w czasie. Ludzkie sprawności zależą również od aktualnego stanu zdrowia, od przebytych i aktualnych chorób, od przebytych zabiegów chirurgicznych, a nawet od doświadczonych przeżyć traumatycznych. Dlatego orzeczenia z badań lekarskich jak i psychologicznych wydawane są na czas określony. Badania powtarzane są zgodnie z wytycznymi medycznymi. Daje to pewność, że lekarz medycyny pracy dopuszcza do pracy zdrowego i sprawnego psychologicznie pracownika.

Za kontrolę ważności badań pracownika odpowiedzialny jest pracodawca. Na terenie zakładu pracy zwykle Dział BHP lub Dział Kadr zajmują się szkoleniami pracowników do obsługi specjalistycznego sprzętu oraz kontrolują terminy badań okresowych. Pracownik bez ważnych badań nie może zostać dopuszczony do pracy i powinien zostać skierowany do najbliższego Centrum Medycyny Pracy – ośrodka badań, który takie badania wykona. Centra Medycyny Pracy znajdują się w każdym większym mieście.
Niektóre ośrodki badań oferują również możliwość wykonania badań na miejscu, na terenie zakładu pracy. Organizacyjnie jest to dogodne dla firm, zwłaszcza dla tych, które pracują w systemie zmianowym. Udogodnienie polega na tym, że pracownicy Centrum przyjeżdżają do siedziby firmy zlecającej badania i w ciągu 2 – 3 godzin mogą na miejscu wykonać sprawdzenie sprawności psychologicznej całej załogi w dogodnym dla pracodawcy terminie. Daje to badanym pracownikom dodatkowy komfort ponieważ badania odbywają się w pomieszczeniach firmy, które pracownicy znają, co minimalizuje stres, jaki zwykle badaniom towarzyszy.

przeczytaj cały artykuł

Firma to pracownicy - Kamieniarstwo Ciemny

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 30 czerwca 2016 08:05

IMG_9498.jpg

By znać problemy branży i codzienną pracę firm odwiedzamy zakłady  kamieniarskie w całej Polsce. Cieszą nas takie wizyty, bo widzimy, że niezależnie od wielkości zakładu i pomimo nagromadzenia trudności można sobie całkiem dobrze radzić na rynku. Tym razem odwiedziliśmy „Kamieniarstwo Ciemny” i rozmawialiśmy z jego założycielem Henrykiem Ciemnym – o firmie i jego sposobie na funkcjonowanie na rynku.

Kurier Kamieniarski: Jaka jest pana kamieniarska historia?

Henryk Ciemny: Zakład istnieje od marca 1989 roku, ale moja kamieniarska historia jest dużo dłuższa. W kamieniarstwie działam od 41 lat. Mieszkałem w Niemczech i tamtejszej firmie uczyłem się fachu. Od prostej pracy kamieniarskiej dosłużyłem się pełnego zaufania szefa i zarządzania ludźmi. To, że znalazłem się w kamieniarstwie to przypadek. A awansowanie w firmie, nie było niczym niezwykłym. Zresztą z tego pokolenia Polaków w Niemczech wielu szybko awansowało i zajmowało wysokie stanowiska.
Wróciłem do Polski trochę pod wpływem wezwania prezydenta Lecha Wałęsy: „Wracajcie do Polski”. Wiele osób wtedy wróciło.
Ale powrót i założenie firmy wcale nie było takie proste. W Niemczech zarabiałem bardzo dobrze i byłem szanowany przez mieszkańców miejscowości, w której mieszkałem. Po powrocie zaczynałem od zera. Wszystkie pieniądze, jakie udało mi się zaoszczędzić w Niemczech pochło-nęła inwestycja – nie wyłączając zgromadzonego funduszu emerytalnego.
Na początku całą produkcję wywoziłem do Niemiec, a w drodze powrotnej przywoziłem materiały. U nas wtedy było trudno o ciekawe materiały.

KK: Jak wyglądała praca w niemieckiej firmie i czy coś z tego widać w Pana zakładzie?

HC: U nas ludzie narzekają na większą liczbę godzin – w Niemczech pracowaliśmy czasem po 14 godzin. Moim zdaniem w każdej firmie najważniejsi są ludzie. Bez nich nie ma firmy. Często słyszę od klientów, że jestem drogi. To jednak skutek tego, że pracownikom trzeba płacić tak, żeby żyli godnie i nie chcieli co chwilę zmieniać pracy. I mają u mnie zarabiać tyle, żeby nie musieli szukać dodatkowych „fuch”. I to działa. Sami mi mówią, że czasem klienci próbują umawiać się prywatnie na jakieś roboty, ale odmawiają. Wszyscy narzekają na ceny, ale nie chcą zrozumieć, że jeśli płaci się ludziom odpowiednio, to cena produktu nie może być jak za towar z Chin.
Jeśli mówimy o różnicach pomiędzy naszym kamieniarstwem, a tym zachodnim, to jest jeszcze jeden ważny element. Jeden z moich pracowników pracował jakiś czas w Wielkiej Brytanii. Opowiadał, że z mojej firmy wyniósł dbałość o jakość, a tam szef miał do niego pretensje. Twierdził, że nie musi być tak dokładny – robota nie musi być zrobiona, jak u nas, „do końca życia i jeszcze dzień dłużej”. Klient ma za jakiś czas ponownie przyjść i złożyć kolejne zamówienie. U nas każdy kamieniarz powie, że blaty kuchenne muszą być z granitu – w innych krajach robi się marmurowe. Oczywiście klient wie, że trwałość jest niższa, ale dzięki temu może co jakiś czas coś w domu zmienić. Dlatego ja też oferuję klientom blaty marmurowe.

KK: Ilu obecnie ludzi pracuje u Pana?

HC: Czterech, ale są to pracownicy, którzy pracują u mnie bardzo długo – niektórzy po kilkanaście lat. To dobrzy fachowcy i bardzo zaangażowani w pracy. Dla mnie najważniejsze jest to, że są zadowoleni i sami często mówią, że nie zamierzają szukać innej pracy.
Od 16 lat w firmie pracuje też mój syn Mateusz – gdy ja przejdę na emeryturę, to on poprowadzi zakład. Chociaż pewnie póki sił starczy będę mu pomagał.
Mój ojciec zawsze mi powtarzał, że trzeba mieć jakiś zawód. To samo ja powtarzałem synowi: skończ technikum, zdobądź zawód – potem można studiować. Syn mnie posłuchał. Skończył psychologię zarządzania, ale wcześniej technikum budowlane.

KK: Jaki jest profil produkcji zakładu?

HC: Realizuję dużo budowlanki, ale robię też nagrobki. Zwykle roboty budowlane wydłużają się, dochodzą kolejne elementy do zrobienia i na zapłatę trzeba czekać. Wygodnie jest w tym czasie robić coś, co realizuje się szybko, a pieniądze wpływają natychmiast. Taką rolę u mnie pełnią nagrobki.
Ważne dla mnie są inwestycje, w których są schody ażurowe robione w oparciu o konstrukcję Thumm’a. Lubię też realizacje z ciekawych materiałów np. onyksów. To miłe jak efekt pracy jest atrakcyjny.

KK: Dziękuję za rozmowę. Pozostaje życzyć kolejnych ciekawych realizacji.

przeczytaj cały artykuł

Zaklęci w kamieniu - teatr z kamieniem w tle

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 30 czerwca 2016 08:00

teatr.jpg

Przy Strzegomskim Centrum Kultury powstała sekcja teatralna, która postanowiła dać autorskie przedstawienie z kamieniem w tle.

Przedstawienie tworzą ludzie, którzy chcieli się zająć czymś ponad swoje obowiązki i dlatego też pojawili się w kółku teatralnym. Wyboru tematu dokonał Ireneusz Miepariszwili – reżyser i główny scenarzysta – jednak dla wszystkich był to wybór oczywisty.
– Ponoć nie samym kamieniem żyje człowiek. Ale może właśnie dlatego, że my tu przede wszystkim kamieniem żyjemy, to nawet teatr jest o kamieniu – mówi Elżbieta Soprych, odtwórczyni jednej z charakterystycznych ról w przedstawieniu.

Aktorzy-amatorzy, którzy chcą o tym opowiedzieć wywodzą się z różnych grup wiekowych i zawodowych. Są to nauczyciele, uczniowie gimnazjum, szkół średnich, przedsiębiorcy, osoby pracujące w kamieniarstwie i kompletnie niezwiązane z branżą. Wszystkich łączy pasja, jaką jest teatr i chęć przekazania swych emocji na scenie. Bo tak naprawdę, choć sceny z przedstawienia rozgrywają się w środowisku kamieniarskim, to przedstawiane tam problemy, postacie, charaktery są przede wszystkim ogólnoludzkie.

– Sztuka teatralna „Zaklęci w Kamieniu” to próba przedstawienia historii kamienia – mówi Ireneusz Miepariszwili, reżyser i scenarzysta przedstawienia. – Kamienia, który swą historią dotyka genezy Ziemi i początku dziejów człowieka. Te dwie rzeczywistości wzajemnie się przenikają. Wpływają na swoje losy.
– Człowiek jako kreator krajobrazu świata przekształca kamień w piękno architektury, trwałej i potężnej, wyrażającej potęgę panowania człowieka – kontynuuje reżyser. – Jednocześnie martwy kamień niepostrzeżenie wpływa na losy ludzi. Gromadzi ich wokół siebie. Pozwala posiąść fortunę lub stracić wszystko w jednej chwili. Pozwala budować relacje przyjaźni w najtrudniejszych chwilach, albo obnaża fałszywe więzi zbudowane na chciwości.

„Zaklęci w kamieniu” to przede wszystkim mieszkańcy Strzegomia i innych miast, których historia spowiła się wokół kamienia. To codzienność wielu pokoleń kamieniarzy, którzy dzień po dniu, w pocie czoła wykuwają swoją rzeczywistość…

Premiera przedstawienia planowana jest na jesień 2016 roku.

przeczytaj cały artykuł

Międzynarodowe porozumienie klastrów - nowy etap współpracy transgranicznej

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 30 czerwca 2016 07:55

wspolpraca.jpg

12 maja 2016 roku zostało podpisane porozumienie o współpracy pomiędzy Klastrami Kamieniarskimi z Polski, Czech, Portugalii i Węgier. Uczestnikami porozumienia są:
– Klaster Kamieniarski z Polski reprezentowany przez koordynatora Fundację Bazalt,
– Czech Stone Cluster z Czech,
– Associação Valorpedra - Cluster da Pedra Natural z Portugalii,
– Cluster of Applied Earth Sciences z Węgier.

W treści porozumienia czytamy między innymi:

Uczestnicy niniejszej deklaracji są podmiotami, które koncentrują się na wykorzystaniu bogactwa naturalnego w zgodzie z najnowocześniejszymi osiągnięciami wiedzy i techniki, dotrzymując zasad zrównoważonego rozwoju oraz minimalizacji wpływu na środowisko naturalne. Przedmiotem deklaracji jest wyrażenie wspólnego zainteresowania uczestników wzajemną współpracą oraz realizacją wspólnych projektów badawczych, rozwojowych i działań innowacyjnych pomiędzy podmiotami gospo-darczymi a placówkami badawczymi. Uczestnicy również wyrażają wolę działać w taki sposób, by wzajemne powiązania zostały przeniesione na poziom regionalny, ponadregionalny i międzynarodowy – a przez to pogłębić internacjonalizację działań oraz rozwój współpracy klastrowej.

Poprzez niniejszą deklarację uczestnicy wyrażają swoje przeświadczenie, że wzmacnianie wzajemnnych powiązań na poziomie regionalnym, ponadregionalnym i międzynarodowym doprowadzi do rozwoju gospodarki opratej na wiedzy i innowacjach oraz do wypełnienia koncepcji inteligentnej specjalizacji.
Niniejsza deklaracja bierze sobie za cel rozwijanie i pogłębianie współpracy w europejskim obszarze badawczym, wspieranie przyłączania się do transgranicznych sieci klastrów kluczowych oraz rozwijanie odpowiednich działań prowadzących do rozszerzania i zwiększania jakości współpracy, przekazywania wiedzy, marketingu, networkingu, itp.

Podpisanie porozumienia miało miejsce w trakcie trwania międzynarodowej konferencji „Využívání zdrojů nerostných surovin” (tłum. Eksploatacja zasobów mineralnych), która odbyła się w dniach 11-13 maja 2016 r. w czeskim Ołomuńcu.

przeczytaj cały artykuł

Permanentna inwigilacja

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: czwartek, 30 czerwca 2016 07:50

Surveillance_quevaal.jpg

Dzisiejsza technologia daje pracodawcy do ręki wiele narzędzi do nadzoru pracownika i jego pracy. Elektroniczne karty pracy, przepustki z chipami, kamery telewizji przemysłowej w zakładach, nadajniki GPS w samochodach firmowych.  Teoretycznie wszystko w celu ochrony interesów pracodawcy. Choć coraz częściej nie tylko z tego powodu.

Częściowo ta inwigilacja towarzyszy nam już od dłuższego czasu. Jak choćby słynne „ciasteczka” w naszych przeglądarkach internetowych. W jakiś sposób wydaliśmy na nią – czy to dla własnej wygody, czy dla możliwości korzystania z nowych technologii – ciche przyzwolenie. A ona chyba chce więcej...
Wielu z nas używa na co dzień „dżimajla”. Primo: jest wygodny w obsłudze i intuicyjny. Secundo: telefony z systemem Android wymagają założenia skrzynki na Gmailu, by móc w ogóle pobrać jakieś aplikacje dostępne dla tego systemu. Zakładamy zatem skrzynkę i instalujemy programy. A w czasie instalacji dowiadujemy się, że nasz nowy, „super-hiper” program prosi o zezwolenie na dostęp do... praktycznie wszystkiego, co znajduje się w naszym telefonie, w naszej skrzynce oraz wszystkim, co z nimi powiązane. Ups... Tak, wiem. Większość z tych zezwoleń ma taki sam charakter, jak ostrzeżenie o obecności soi i orzeszków we wszystkich produktach żywnościowych – żaden producent nie zaryzykuje procesu z alergikiem, więc woli dmuchać na zimne umieszczając tysiące ostrzeżeń. Ale większość, to nie wszystkie...

Jakby to powiedział Maks Paradys z „Seksmisji”: permanentna inwigilacja. Przykład? Proszę! Szukam czegoś na komputerze stacjonarnym w biurze. Wychodzę z biura i sprawdzam coś w „necie” na telefonie, a „wujek” Google sugeruje mi czego powinienem szukać, bo przecież szukałem tego przed chwilą na komputerze przy otwartej w tle skrzynce mailowej. „Ups” do kwadratu.

Świat powoli wariuje

Od czego duża część nabywców rozpoczyna współpracę z laptopem po jego rozpakowaniu?
Nie, nie od podłączenia do prądu. Zaczyna od… zaklejenia kamery, którą ma teraz praktycznie każdy laptop. Czemu? Odpowiedź jest bardzo prosta: dzięki kamerze można zbierać wiele danych o nas. Nie chodzi mi absolutnie o rejestrowanie obrazów, które mogą nas zdyskredytować lub posłużyć do szantażu, ale rejestrację spraw bardziej prozaicznych takich jak: co jemy, jakich firm napoje pijemy, jak się ubieramy etc. To jednak „pikuś”.
Ostatnimi czasy – oficjalnie, bez zbędnego owijania w bawełnę – pewien koncern ostrzegł swoich klientów, że telewizory ich produkcji z obsługą komend głosowych gromadzą i prze-syłają dane, które mogą być przekazane obcym podmiotom. „Ups” do sześcianu. A do potęgi wyższej „ups” będzie wtedy, gdy ktoś się przyzna, że koncerny mogą rejestrować i przesyłać obrazy z naszych telefonów w celu ich przekazania dalszym, tak zwanym podmiotom.
O emocjach związanych z ewentualnym zbieraniem danych przez Facebooka chyba nawet nie trzeba wspominać.

Największy ups

Ten będzie wtedy, gdy nasze CNC lub piła, wyślą raport do właściwej instytucji, że złamaliśmy zasady BHP i odłączyliśmy czujki na barierze bezpieczeństwa. Wtedy nadejdzie czas zamknięcia się w szpitalu psychiatrycznym, bo chyba już tylko tam będzie normalnie.

A może by tak Panie w Bieszczady?

Jednakże – gdziekolwiek te Bieszczady będą – ważne, żeby nie było w nich zasięgu. Nie tylko 3G i LTE umożliwiających przesył danych, ale i jakiegokolwiek zasięgu łączności bezprze-wodowej. Niech nikt się do nas nie dodzwoni. Chociaż w wakacje, ten tydzień czy też dwa tygodnie w roku, niech się uda kopnąć tę cała technologię w kąt. Potem i tak do niej na kolanach wrócimy, bo przecież nie damy rady już bez niej żyć. Dwa tygodnie wytrzymamy.
Ona bez nowych informacji wytrzyma też. Szczególnie, że wcześniej – na różne sposoby – dokładnie już sprawdziła co, kiedy i z kim niezdrowego albo glutenowego jemy.

Znalezienia własnych Bieszczad Państwu życzę!

przeczytaj cały artykuł
Strona 179 z 242
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.