Kupując samochód terenowy zakładamy, przynajmniej teoretycznie, że będziemy nim jeździli w terenie.
W tym celu nasz samochód musi spełniać kilka podstawowych warunków.
Zapraszam do lektury kolejnego odcinka mojego mini-poradnika: jak zacząć przygodę zwaną off road.
pierwszej części naszego cyklu, trzeba być przygotowanym na ubytki w lakierze oraz różnych wystających częściach pojazdu typu lusterka, relinngi czy anteny. Miałam okazję spotkać się z właścicielami pięknych, błyszczących autek, którzy po wjechaniu kilku metrów w wąską leśną dróżkę płakali jak dzieci widząc rysy na lakierze czy wgniecenia po nieoczekiwanym acz bezpośrednim kontakcie z drzewem. Także wnętrze samochodu ulega zniszczeniu podczas zabawy na bezdrożach. W bagażniku wozić musimy osprzęt, który może spowodować uszkodzenia powierzchni, a na pewno jej solidne zabrudzenie. Nie wyobrażam sobie bowiem nikogo, kto używszy np. saperki do wykopania się z błota, fatygowałby się do pobliskiego rowu, aby ją dokładnie wyszorować przed wrzuceniem do bagażnika. Również dywaniki kierowcy i pasażera po kilku wyprawach w teren, zwłaszcza przy deszczowej pogodzie, mogą nadawać się jedynie do wyrzucenia. To są fakty, z którymi, niestety, trzeba się pogodzić. Można też starać się ochronić samochód przed zabrudzeniami i uszkodzeniami. W sukurs przychodzą nam osiągnięcia techniczne. Aby zabezpieczyć karoserię przed błotem i zarysowaniami możemy wykorzystać jedno z dwóch rozwiązań: folia ochronna lub powłoka polimerowa. Pierwsze rozwiązanie jest zdecydowanie tańsze. Folia ochronna, bezbarwna, występuje w dwóch wariantach: – folia sztywna, do płaskich powierzchni, o grubości 0,07-0,10 mm, odporna na rozerwanie, którą możemy nabyć w cenie od 5 do 15 zł za m2, – folie wylewane, o grubości około 0,05 mm, które można kształtować na aucie, w cenie nawet do 100 zł za m2.
Folię pierwszego typu można nakleić samemu. Wymaga to wprawy i cierpliwości, ale da się zrobić. Brak wprawy w nakładaniu folii objawi się zapewne w pominięciu zabezpieczenia głębokich przetłoczeń (np. pod klamką). Dlatego szczerze namawiam do skorzystania z pomocy doświadczonego „wyklejacza”. Na pewno pozytywnie wpłynie to na końcowy efekt estetyczny. Drugi typ folii z założenia wymaga doświadczonej ręki oraz sprzętu do podgrzewania folii w trakcie aplikacji. Jednak atutem profesjonalnie naklejonej folii jest to, że jest ona praktycznie niewidoczna. W tym przypadku do ceny materiału należy dodać koszty robocizny osiągające od 30 do 120 zł za m2 powierzchni. Biorąc pod uwagę, że samochód terenowy to od 15 do 30 m2, wybrawszy folię wylewaną należy przygotować się na niemały wydatek. Ale ma to również swoje plusy. Folię można zadrukować. Więc zabezpieczenie folią staje się również nośnikiem informacji np. o nas lub o naszej firmie. Koszt jest niewiele większy, zaś nasz samochód zyskuje zupełnie nowe oblicze. Marki folii polecane przez specjalistów to m.in. Oracle, 3M, Mactac, Avery Dennison. D r u g i m ro z w i ą - z a n i e m s ą p o w ł o k i polimerowe. Speedliner. Ten amerykański wynalazek stosowany był m.in. w myśliwcach F-16. Taka powłoka jest trwała i doskonale z a b e z p i e c z a p r z e d u s z k o d z e n i a m i mechanicznymi, wilgocią, itp. Początkowo zabezpieczano nią skrzynie ładunkowe pickupów, ale coraz częściej wyko-rzystywana jest do ochrony karoserii. Często także wnętrza samochodów terenowych, zwłaszcza jeżdżących w klasie extreeme.
19 kolorów fabrycznych lub zamówić własny kolor. Są łatwe do utrzymania w czystości oraz trwałe. Niestety, powłoki polimerowe muszą być nanoszone przez specjalistyczne zakłady, co znacznie podwyższa koszt operacji. Obecnie cena pokry- cia 1 m2 wynosi ok. 500 zł (materiały i robocizna). Kolejnym warunkiem, który musi spełnić nasz samochód jest odpowiednie oprzyrządowanie. Nie mówimy tu na razie o żadnych fanaberiach przydatnych w jeździe ekstremalnej. Spójrzmy na absolutne minimum, które umożliwi nam wydostanie się z ewentualnych opresji po „wklejeniu”* w błotko, wpadnięciu do rowu czy zawieszeniu się na jakimś progu. Podstawą są zaczepy. Zaczepy powinny znaleźć się zarówno z przodu, jak i z tyłu samochodu, gdyż nigdy nie wiadomo skąd i w którym kierunku będziemy wyciągani. Najlepiej, aby do zaczepu przymocowana była do niego szekla o minimalnej wytrzymałości dwukrotnej masy naszego pojazdu. Koszt takiego zestawu – – 2 zaczepy plus 2 szekle – to od 300 do 500 zł. Kolejnym elementem naszego „niezbędnika” są 8-metrowe liny dynamiczne (kinetyki) lub zawiesia, czyli pasy będące wyposażeniem dźwigów, także 8 metrowe. Minimum jedna, najlepiej dwie sztuki.
Należy pamiętać, że jeśli posiadamy jedynie liny, zwłaszcza stalowe, których absolutnie nie wolno oplatać wokół drzewa, musimy zaopatrzyć się w pas o długości ok. 1,5-2 m, służący do zabezpieczania drzew przed uszkodzeniem w momencie, kiedy wyciągamy pojazd przypinając się do drzewa. Koszt liny / zawiesia to ok. 150-200 zł, pas zabezpieczający kolejne 50- 100 zł. Jeśli w czasie naszego szaleństwa po bezdrożach utkniemy w miejscu, z którego jest w stanie wyciągnąć nas inny samochód, a posiadamy wyżej wymieniany sprzęt, nie powinny pojawić się większe trudności. Jednak bywają sytuacje, a sama ich doświadczyłam, że nasz wóz „wklei” w miejscu, do którego nikt nie jest w stanie dojechać albo, co gorsza, samochód, który miał przybyć na ratunek, także utknie gdzieś w błocie. Wtedy z pomocą przychodzi sprzęt zwany wyciągarką.
Oczywiście najwygodniejsze są automatyczne, np. hydrauliczne. Jednak ich koszt to bardzo poważny wydatek oscylujący między 3 a 30 tys. zł. Tańsze są wyciągarki elektryczne, które kosztują już od ok. 250 zł. Jednak kupienie sprzętu godnego zaufania w takiej cenie jest mało prawdopodobne, zatem także trzeba liczyć się w wydaniem na taką wyciągarkę ok. 3-4 tys. zł. A jeśli chcemy ograniczyć koszty, na pierwsze wyprawy warto zaopatrzyć się przynajmniej w wyciągarkę ręczną – prostą w obsłudze i tanią (koszt od 70 do 1500 zł). Przyda się też zblocze, które pozwala podwoić siłę wyciągarki lub zmienić kierunek liny. Koszt to ok. 50-300 zł.
Ostatnim, aczkolwiek wcale nie najmniej ważnym czy przydatnym, elementem jest urządzenie zwane Hi-Lift*, czyli podnośnik o uniwersalnym zastosowaniu. Gabaryty aut terenowych wymagają podnośników większych niż standardowe lewarki. Dzięki high-liftowi można podnieść lub przesunąć w bok samochód zawieszony na progu, czy też utopiony w błocie. Koszt tego urządzenia wynosi od ok. 160 wzwyż, w zależności od parametrów (m.in. wysokość podnoszenia i obciążenie). W ten sposób niemal skompletowany został podstawowy osprzęt konieczny do poruszania się po bezdrożach, bez większych obaw, że utkniemy w środku jakiegoś lasu, „wklejeni” w miłym błotku leśnej ścieżynki. Brakuje jedynie (poza standardowym wyposażeniem każdego samochodu, czyli koła zapasowego, narzędzi, apteczki, latarki, itp.) pary wytrzymałych rękawic roboczych, wysokich butów, łopaty, saperki, siekierki, a także, zwłaszcza w zimie, czegoś ciepłego do przykrycia, ubrania na zmianę oraz napoi – gorących lub zimnych w zależności od preferencji lub aury. Aha, i telefonu komórkowego z wpisanymi w książkę adresową numerami do życzliwych osób, które, w razie potrzeby, przybędą z pomocą. Doświadczenie mówi, że najlepiej, aby osoby te były przypadkiem właścicielami... ciągnika.
Tegoroczny Marcowy (war)KOT jest już trzecią edycją tej imprezy. Przygotowania zaczęły się w listopadzie ubiegłego roku. Organizatorzy podeszli do tematu jak zwykle profesjonalnie, jednak z dużo większym rozmachem niż w poprzednich edycjach, wprowadzając kilka istotnych zmian.
Po pierwsze zmienione zostało miejsce. (war)KOT przeniesiony został w rejon Prudnika, który daje większe możliwości zróżnicowania skali trudności tras. Po drugie, przed aktualną edycją organizatorzy uruchomili nową stronę internetową. Dzięki arkuszowi rejestracji na stronie internetowej, rekrutacja załóg przebiegła w rekordowo szybkim tempie. Organizatorzy przewidzieli miejsca dla 60 załóg, co związane było z rodzajem tras oraz ilością odcinków specjalnych. Już w miesiąc po rozpoczęciu zapisów lista podstawowa była pełna i organizatorzy musieli uruchomić listę rezerwową. Obecnie zapisanych jest 76 załóg w tym kilka quadów.
Standardowa załoga to 2 osoby, jednak wielu uczestników przyjeżdża ze znajomymi lub z dziećmi. Śledząc wejścia na witrynę www.opole4x4.pl (przeszło 9 tys. wejść w ciągu zaledwie dwóch miesięcy), można śmiało stwierdzić, że impreza cieszy się ogromną popularnością, także poza granicami naszego kraju (wejścia z Belgii, Niemiec, Japonii, Czech, Słowacji, Szwajcarii). Ma więc ona zatem wielki potencjał.
Jako dodatek do strony internetowej powstało forum www.forum.opole4x4.pl. Jest ono dostępne głównie dla uczestników imprez 4x4 oraz osób zainteresowanych udziałem w nich. Jego przeznaczeniem jest ułatwienie komunikacji pomiędzy organizatorami a uczestnikami, wymiana informacji, doświadczeń, a także integracja środowiska.
Kolejną nowością są trasy. W odróżnieniu od poprzednich edycji, trasa turystyczna będzie w tym roku wymagała więcej zaangażowania ze strony kierowcy i pilota. Zaplanowane są np. przeprawy wodne, co stanowi już pewne wyzwanie, zarówno dla pojazdu, jak i dla załogi.
Ostatnim nowum są warunki mieszkaniowo- żywieniowe. Organizatorzy postanowili ofiarować uczestnikom rajdu odrobinę luksusu. Zapewnili zakwaterowanie w ośrodku hotelowym „Sudety” w Pokrzywnej (www.sudetypokrzywna. pl) oraz wyżywienie w wersji „jesz i pijesz ile chcesz”. Warto podkreślić, że to rzadkość na tego typu imprezach. Wszystkie wprowadzone zmiany są zapowiedzią udanej imprezy w bieżącym roku oraz dalszego rozwoju (war)KOTu w latach kolejnych.
Osoby zainteresowane udziałem w imprezach 4x4, którym nie udało się zakwalifikować na (war)KOT, zapraszamy do śledzenia strony internetowej www.opole4x4.pl, gdzie znaleźć można informacje na temat innych imprez off- -roadowych. Niebawem zostanie podany termin kolejnej imprezy 4x4: Wyprawa Na Bank.
Kurier Kamieniarski objął patronatem prasowym cykl opolskich imprez pod wspólnym tytułem „Zlot pojazdów 4x4”. Nasza załoga będzie brała udział w rajdach, będziemy informować o terminach i pisać o tych rajdach na łamach naszego pisma.
Przyjmijmy, że pierwszy krok jest za nami. Staliśmy się dumnymi posiadaczami samochodu
z napędem 4x4. Stoimy patrząc na nasze cudo i ... zastanawiamy się od czego zacząć. Ponieważ, nie
czarujmy się, większość z nas kupuje tzw. „używki” (czyli samochody używane), należy zacząć
od gruntownego przeglądu.
pełniać powinien dwa podstawowe wymogi. Po pierwsze mechanik musi mieć doświadczenie w naprawie samochodów terenowych, a po drugie rachunek za przegląd i ewentualną naprawę nie może świeżo upieczonego off- -roadowca przyprawić o zawał. Punkt pierwszy stosunkowo łatwo można zweryfikować. Jeśli nasz mechanik sam posiada samochód 4x4 (najlepiej nienajmłodszy), jeśli sam wyprawia się w teren, można założyć, że faktycznie zna się na swoim fachu. Punkt drugi nastręczać już może pewnych problemów, gdyż biorąc samochód „na warsztat”, nigdy tak do końca nie wiadomo, co znajdzie się w jego wnętrzu, zaś niegroźne z pozoru usterki często okazują się być początkiem remontu kapitalnego. Jeśli nasz portfel jest wystarczająco zasobny, warto oczywiście udać się do autoryzowanego serwisu. Jednak prawda jest taka, że skoro wybieramy używany, kilku- / kilkunastoletni samochód, to pewnie nie zależy nam na cenach jak z autoryzowanego serwisu. Należy zatem dokładnie rozeznać rynek mechaniki samochodowej. Do tego celu warto wykorzystać fora miłośników off road, np. www.forum.opole4x4.pl , a następnie wyszukać temat poświęcony polecanym warsztatom. Jeśli na takim forum przeczytamy informacje, że mechanik jest polecany przez użytkowników, sam jeździ autem terenowym, klienci po zapłaceniu rachunku nie zostali wyrzuceni z domu przez swoje żony/partnerki (tudzież mężów/ partnerów), oznacza to, że znaleźliśmy warsztat, jeśli nie idealny, to na pewno bliski ideałowi.
Zaznaczam, nie jest to zadanie łatwe i czasem trzeba zwiedzić kilka warsztatów, zanim znajdziemy ten, o którym będziemy mogli powiedzieć, że mamy do niego zaufanie. Jednak warto poświęcić trochę czasu oraz pieniędzy na znalezienie odpowiedniego „SPA” dla naszego nowego przyjaciela. Przecież kupujemy samochód, aby nim jeździć, nie zaś trzymać go miesiącami u mechanika, który będzie błądził po omacku lub starał się zedrzeć z nas ostatnią koszulę wymyślając coraz to nowe awarie.
Pragnę przy tym obalić pewien mit dotyczący kosztów naprawy oraz części samochodów terenowych. Kiedyś, dawno temu, wydawało mi się, jak zapewne większości, że części do tego rodzaju pojazdów są horrendalnie drogie, a naprawa przekracza możliwości finansowe osoby zarabiającej poniżej kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. I faktycznie, kiedy po pierwszej w moim życiu stłuczce Jeepem, po której trzeba było wymienić tylną klapę, udałam się do salonu autoryzowanego tej marki, usłyszałam cenę, od której zmiękły mi kolana. Podziękowałam grzecznie za informację, po czym pobiegłam do zaprzyjaźnionego mechanika, który orzekł, że cena klapy będzie wynosiła 1/20 podanej przez serwis.
Tak więc stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że ceny części samochodów terenowych i „zwykłych” nie różnią się aż tak bardzo. Nawet jeśli są droższe, to nieznacznie. A wrażenia z jazdy są przecież nieporównywalne! Zatem przebrnęliśmy przez pierwszy etap – – posiadamy sprawny(!) samochód terenowy oraz wiadomości, gdzie należy się udać, kiedy coś zacznie szwankować. Kolejnym krokiem jest wyposażenie auta w odpowiednie opony. Mamy do wyboru szeroką gamę ogumienia. Najbardziej podstawowa klasyfikacja to: „Apeki”, czyli opony drogowe AP (All Position), przeznaczone do samochodów terenowych poruszających się głównie po drogach i czasami po łatwym terenie; „Ateki”, czyli opony AT (All Terrain), przeznaczone do jazdy w łagodnym terenie i po drogach. Drobniejsza rzeźba bieżnika sprawia, że są cichsze na asfalcie, ale np. łatwo się zaklejają. „Emteki”, czyli opony MT (Mud Terrain), przeznaczone do jazdy w trudnym terenie, błocie i kamieniach. Na drodze czesto zbyt głośne z uwagi na gruby bieżnik. Należą do tej kategorii również opony extremalne.
W kwestii opon granice cenowe zależne są od tego, czy kupujemy nowe, czy używane. Trzeba też pamiętać, że opona oponie nierówna i bywają całoroczne „ateki”, które doskonale poradzą sobie nawet w trudniejszym, błotnistym terenie oraz zimą, ale też „emteki”, na których „wkleimy” w pierwszym lepszym marcowym błotku. Jeśli samochód nie został „zrobiony”, czyli przystosowany do jazdy terenowej, przez poprzedniego właściciela, przychodzi w tym momecie czas na skompletowanie niezbędnego oprzyrządowania. Ale o tym już w następnym odcinku naszych spotkań z przygodą zwaną „off road”
Off road, 4x4, samochód terenowy, wysokie zawieszenie. Jeszcze kilka lat temu były to dla mnie jedynie hasła,
które przewijały się przez moją głowę jako nieosiągalne marzenia. Bo przecież samochody terenowe to zabawki
dla starych chłopczyków. W sumie nie dla „zwykłych” ludzi. Dziś moje opinie nieco się zmieniły.
antazji. Są dla ludzi, którzy nie boją się wyzwania, wysiłku fizycznego i błota na ubraniu. A także na rękach, włosach, twarzy... Samochody terenowe są dla ludzi, dla których samochód jest czymś więcej niż środkiem lokomocji, czymś więcej niż kawałkiem lśniącej karoserii. Bo i też lśniącej karoserii prawdziwy samochód terenowy nie posiada. Ba! Posiadać nie powinien! Bo czyż nie pięknie wygląda ubłocony po dach terenowiec stojący przed 5-cio gwiazdkowym hotelem? I oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na naszych drogach pojawiło się ostatnimi czasy mnóstwo samochodów z napędem 4x4, pięknie błyszczących nowością lakieru. Cóż z tego, że według ulotki handlowej możliwości techniczne tych aut są imponujące? Jednak znakomita większość z nich nigdy nie zazna przygody w terenie, gdyż ich właściciele nie narażą swojej zabawki na zarysowania lakieru, czy, o zgrozo, urwanie wystającej części w czasie szaleństwa na poligonie, w lesie czy w starym wyrobisku. Dla miłośnika off roadu nie jest istotne, aby jego (lub jej!) samochód posiadał nieskazitelną prezencję. Nie jest też ważne jakie ma przyspieszenie i jaką szybkość rozwinie na asfaltowej drodze. Dla miłośnika off road ważne jest przede wszystkim to, jak samochód radzi sobie poza asfaltem, jak pokonuje mniejsze i większe wykroty, jak wspina się na wzniesienia.
Mój żywioł to stare kamieniołomy, piaskownie czy żwirownie. Miejsca, które idealnie nadają się na trasy offroadowe ze względu na różnorodność ukształtowania terenu, liczne wzniesienia, nie wypełnione wodą, błotniste rowy i duże zróżnicowanie trudności przejazdu. A ponieważ najczęściej tereny te nie są wykorzystywane w żaden inny sposób, przeznaczenie ich na tory offroadowe wydaje się być doskonałym pomysłem. Zwłaszcza, że sami offroadowcy mówią, że wolą jeździć w tego typu terenie niż rozjeżdżać lasy. A biorąc pod uwagę, iż dzikich terenów z pagórkami, dziurami i błotem mamy coraz mniej, stare wyrobiska, tereny pokopalniane oraz kamieniołomy mogą stać się wkrótce prawdziwą Mekką wielbicieli jazdy terenowej. Świetnym przykładem może być wykorzystanie wyrobiska starej piaskowni Biskupice, zamkniętej w 2001 roku. Już kilka lat temu Klub Motorowy PTTK „OFF-ROAD” Częstochowa stworzył tam największy tor offroadowy w tej części Europy liczący sobie 10 tras o różnej skali trudności i łącznej długości 30 km. Amatorskie uprawianie off roadu, w zależności od posiadanych środków, fantazji, predyspozycji i możliwości, ze ścieżek turystycznych zaprowadzić może do miejsc takich jak na przykład kamieniołomy Wysoka albo Niegowonice w gminie Łazy, gdzie od 2 lat odbywają się Jurajskie Mistrzostwa Off-Road.
Imprezy offroadowe są organizowane w całym kraju. Zaletą takich imprez jest to, że organizator cały czas czuwa nad bezpieczeństwem uczestników. W kontrolowanych warunkach można sprawdzić swoje umiejętności i możliwości samochodu. Trasy są oznaczone, a ich przebieg uwzględnia różne stopnie trudności i różny poziom wyzwalanej adrenaliny. Dodatkową zaletą zorganizowanych imprez jest możliwość poznania ludzi o podobnych zainteresowaniach. Życzliwych ludzi, którzy poradzą, podpowiedzą, opowiedzą o swoich doświadczeniach, a początkującym podadzą adresy sprawdzonych warsztatów i sklepów.
Rozpoczynając przygodę z offroadem należy pamiętać o trzech podstawowych sprawach:
1. seryjny samochód jest jedynie bazą dla pojazdu offroadowego, a jego ostateczna forma i właściwości zależą w głównej mierze od oczekiwań i fantazji właściciela;
2. razem z samochodem należy jednocześnie „nabyć” znajomości mechaniki samochodowej;
3. samotne wypady w teren nie są dobrym pomysłem – zwłaszcza w miejscach, gdzie samochód może utknąć w wodzie lub w błocie – na przejażdżki zawsze jedź w towarzystwie co najmniej jeszcze jednej załogi z samochodem 4x4.
Południowo-zachodnia Polska też ma swoje imprezy off road. Wśród nich coraz liczniejsze stają się imprezy organizowane przez grupę entuzjastów z Opolszczyzny pod wspólna nazwą „Zlot pojazdów 4x4”. Na terenie tego województwa odbywa się co roku kilka imprez przeznaczonych dla miłośników jazdy terenowej. Wiosną odbywa się Marcowy (war)KOT, w maju Piknik Terenowy w Byczynie, a w czerwcu Hellowisko na poligonie w Winowie koło Opola. W czasie wakacji można wybrać się z całą rodziną na pełną przygód i pięknych widoków „turystyczną” Wyprawę na Bank (co roku w innym miejscu, w 2010 w Górach Opawskich), natomiast we wrześniu na podopolskim poligonie terenówki dostają wycisk na Ziemniaku Terenowym.
Najbliższą imprezą będzie Marcowy (war)KOT. Poprzednia edycja pozwoliła uczestnikom z całej Polski poznać uroki okolic Szumiradu i gminy Lasowice Wielkie. Organizatorzy przygotowywali dwie trasy: przeprawową oraz turystyczną. Trasa przeprawowa przeznaczona była dla pojazdów dobrze przygotowanych do pokonywania trudnych odcinków, na których przydawało się specjalistyczne wyposażenie typu: wyciągarka, hi-lift, trap, snorkel* etc. Był to sprawdzian dla sprzętu, ale też dla załogi, a zwłaszcza współpracy kierowcy i pilota. Trasa turystyczna w znakomitej większości prowadziła przez drogi gminne, częściowo leśne i polne, gdzie swobodnie radziły sobie samochody, nazwijmy je, terenowo-szosowe, a jej stopień trudności dobrano dla początkujących uczestników rajdu. Niepotrzebne tu były wyciągarki ani snorkele. Na trasie turystycznej bardziej niż pnie, wykroty czy kałuże uwagę przyciągały „piękne okoliczności przyrody”. Nie była trudna nawet dla uczestników jadących seryjnymi (czyt. kompletnie nieprzygotowanymi) samochodami. By przejechać najtrudniejsze odcinki leśne, gdzie koła grzęzły w marcowym błocie, wystarczył „napęd na cztery” i spokojna jazda. A wrażenia estetyczne z tej trasy były nie do opisania. Organizatorzy zadbali o dobrą zabawę uczestników połączoną z kontemplacją uroków okolicy. Trasa prowadziła przez przepiękne lasy gminy Lasowice Wielkie kryjące bogactwo fauny i flory, w tym Rezerwat "Smolnik" będący ostoją bobrów. Smaczku rywalizacji dodawały przygotowane konkurencje. Np. rozpoznanie kościołów rozrzuconych po gminie lub odcinek specjalny, na którym, lawirując wśród drzew, należało dowieźć do mety piłeczkę umieszczoną na tacy przymocowanej do maski samochodu.
Najbliższy Marcowy (war)KOT odbędzie się na zupełnie nowym terenie, w okolicy Prudnika, i zapowiadany jest jako większe wyzwanie dla uczestników obu tras. Organizatorzy obiecują zadbać o to, by także odcinek turystyczny wymagał pewnego wysiłku fizycznego oraz większej współpracy między kierowcą a pilotem. Jednym słowem, możemy liczyć na subtelną nutkę przeprawówki na trasie „rodzinnej”.
Jazda w terenie jest fantastyczną rozrywką dla każdego, niezależnie od wieku czy płci. Wystarczy przyjechać na jedną z imprez, aby połknąć bakcyla. A stąd już tylko krok do kupna własnego samochodu 4x4. Wtedy pozostaje już jedynie zredukować bieg i zjechać na bezdroża.
* hi-lift – ręczny podnośnik do samochodu, lewarek mogący podnieść samochód na dużą wysokość, zwykle ponad 1 m; trap – metalowy podest, podkładany pod koła w czasie przejazdu przez grząskie podłoże lub prze-szkody terenowe; snorkel – wysoko umieszczony chwyt powietrza do silnika, często wyprowadzony ponad dach samochodu.