Coraz częściej daje się zaobserwować bunt przeciwko nadmiernemu gromadzeniu danych, w tym danych osobowych. Stajemy się coraz bardziej świadomi, co i komu przekazujemy. Nie uzupełniamy już wszystkich pozycji w formularzach, kwestionujemy zasadność zbierania nadmiarowych danych. Co najważniejsze, mamy już świadomość, że ochrona naszego prywatnego maila – jego nazwa jak i dostęp – jest kluczowa dla naszego bezpieczeństwa tak samo, jak ochrona dowodu osobistego. Ale jest czynnik poza naszą kontrolą – podmiot, który pozyskał nasze dane.
Żyjemy w czasach ogromnego i intensywnego gromadzenia danych, narażając się na coraz większe ryzyko utraty kontroli nad nimi – skutecznej ochrony. Jak wiadomo, jednym z głównych obowiązków administratora danych wynikających z RODO jest zapewnienie odpowiednich środków dla bezpieczeństwa danych. Te środki powinny chronić przed nieuprawnionym i niezgodnym z prawem przetwarzaniem danych osobowych, w tym przed kradzieżą, zniszczeniem, uszkodzeniem lub ich ujawnieniem. Skąd administrator ma wiedzieć, jakie środki ma zastosować, aby dane były bezpieczne? Dokonać analizy ryzyka, czytać wytyczne organów czy zatrudnić specjalistę.
Zajmijmy się zagadnieniem transportu danych na przenośnych dyskach. W tym miejscu należy zauważyć, że dysk w laptopie jest także środkiem transportującym dane.
Jeżeli więc administrator (w tym wypadku właściciel lub użytkownik komputera lub laptopa, na którym przechowywane są dane) nie zabezpieczył urządzenia przed nieuprawnionym użyciem i nie zablokował portów USB, może dochodzić do zgrywania danych na pamięci masowe: pendrive, dyski zewnętrzne, karty SD, smartfony, tablety.
Tak więc urządzenie należy zabezpieczyć, analizując kwestie:
- możliwej kradzieży lub zgubienia,
- wgrania złośliwego oprogramowania,
- nieuprawnionego dostępu do plików.
Jak się zabezpieczyć? Wewnętrzne procedury i regulaminy na nic się nie zdadzą, jeżeli nie będą po prostu stosowane. Dokumentacja pozwala jedynie uporządkować środki, które powinny być stosowane w danym przypadku. Natomiast środki bezpieczeństwa należy zastosować, a przede wszystkim sprawdzać. O jakich środkach mowa?
Techniczne środki bezpieczeństwa:
- szyfrowanie dysku, pendrive, karty SD itp.
- wejście do plików zabezpieczone hasłem.
Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, aby:
- pracownik usuwał dane z pamięci, gdy są już zbędne,
- robić kopię przeniesionych danych w innym miejscu, aby w przypadku zgubienia urządzenia była możliwość ich odtworzenia,
- urządzenia pochodziły od renomowanych dostawców,
- dokonywać przeglądów pamięci przenośnych w celu upewnienia się, że są przechowywane na nim jedynie dopuszczalne dokumenty (bez nielegalnych programów czy materiałów),
- pamięci masowej nie pozostawiać bez nadzoru (w szczególności podczas transportu), a nieużywana pamięć powinna być zabezpieczona (np. przechowywana w bezpiecznym pomieszczeniu lub szufladzie),
- pracownik mógł zgrywać dane na pamięci masowe tylko na krótki okres, a jeżeli to możliwe, powinien być wdrożony system, który automatycznie usuwa dane po konkretnym czasie,
- była możliwość (o ile to wykonalne) zdalnego usunięcia danych (na odległość) z pamięci pracownika.
Podsumować można jednym zdaniem: zwiększ świadomość bezpieczeństwa pracowników i szyfruj dane!
Powyższe zasady powinno się wdrożyć w firmie w postaci zasad wewnętrznej polityki i zakomunikować całemu personelowi. Gdy już dojdzie do naruszenia ochrony – bez znaczenia, czy z powodu ludzkiego błędu czy kradzieży – będziemy pewni, że technologie i, jej zabezpieczenia nas nie zawiodą. W końcu, jeżeli dane były szyfrowane, to możliwe, że nie będzie konieczności zgłaszania naruszenia do UODO.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl
Wystarczą jedynie te dwa słowa – spartaczona robota – i wiemy, że została wykonana źle, niedokładnie lub automatycznie oceniamy pracownika jako niedbałego, niekompetentnego czy nieudolnego. Nikt nie nazywa robotnika partaczem w ramach komplementów, a za spartaczone zadania raczej nikt jeszcze prowizji nie dostał.
Czy tak było od zawsze?
By odpowiedzieć na to pytanie, należy przenieść się w czasie do epoki średniowiecza. Pierwsze zrzeszenia kamieniarzy działały w Krakowie już w 1400 r., a organizacje cechowe pojawiły się na polskich terenach dzięki niemieckim kolonistom. Wówczas słowo partacz oznaczało jedynie rzemieślnika, który wykonywał zawód i nie należał do odpowiedniego dla niego cechu (mimo jego istnienia).
Zrzeszeni w cechu rzemieślnicy podlegali stałej kontroli władz cechowych, by nie dopuścić do zaniedbania oferowanych usług i spadku jakości wyrobów, co mogłoby negatywnie wpłynąć na wizerunek całego cechu. W ten sposób próbowano także utrzymać przewagę nad partaczami, którzy bez kompleksowych szkoleń, nauk i praktyk, oferowali, de facto, to samo (ale taniej). Rękodzielnicy z wolnej ręki byli więc poważną konkurencją dla członków cechu. Partacze bardzo często osiedlali się w jurydykach, czyli osadach położonych blisko miasta królewskiego, które nie podlegały władzom miejskim. W ten sposób skutecznie unikali kar. Jednak mimo licznych wysiłków, usługi oferowane przez kamieniarza (czy rzemieślnika jakiejkolwiek innej dziedziny) należącego do cechu, a kamieniarza-partacza różniły się przede wszystkim ceną.
Wbrew obecnemu znaczeniu tego słowa i ówczesnym próbom umniejszenia partaczom, ich wyroby wcale nie były uznawane za gorsze jakościowo. Partacze w większości wywodzili się z niższych klas społecznych (biedoty miejskiej) i nieosiągalne finansowo było dla nich sprostanie procedurze cechowej (często więc byli to czeladnicy, którzy nie mogli pozwolić sobie na zostanie mistrzami cechowymi). Byli to również ci rzemieślnicy, którzy do cechu nie mogli należeć zarówno ze względu na brak świadectwa wolnego i legalnego urodzenia, jak i ci należący do dyskryminowanej przez społeczeństwo grupy etnicznej lub wyznaniowej.
Oczywiście można zastanowić się, z czego tak naprawdę wynikała zmiana w znaczeniu tego słowa. Czy był to jedynie efekt próby zwalczenia konkurencji przez związkowców? Kojarzyli oni partaczy ze źle wykonaną robotą tak wytrwale, by w opinii publicznej zakorzenić przekonanie, że nie są to pracownicy godni zaufania i powierzenia im obowiązków. Czy jednak brak odpowiedniej edukacji i wymogów przyczynił się do gorszej jakości wykonywanych usług i stąd negatywny kontekst partacza? Dziś trudno ustalić.
A tak przy okazji.... Może jednak – na wszelki wypadek – warto potwierdzić swoje umiejętności, przystępując do egzaminu mistrzowskiego w zawodzie kamieniarz? Koszty obecnie nie są tak wysokie jak kiedyś, a jedyne wymagania dotyczą wiedzy i umiejętności. Okazje przystąpienia do egzaminu pojawiają się kilka razy w roku.

Są na świecie kamienne zabytki budzące podziw kunsztem kamieniarskiej pracy. Warto je przypominać, aby uzmysłowić sobie, że kamieniarze przez wieki uznawani byli za grupę posiadających wiedzę tajemną.
Wiele z tych budowli znamy: egipskie piramidy, zabytki Grecji czy Rzymu. Są jednak takie, które ze względu na lokalizację trudno odwiedzić. Jednym z nich jest słynna Petra – starożytne miasto w Jordanii. Według badaczy powstawała między III wiekiem przed Chrystusem a III wiekiem naszej ery.
Petra nie od razu była wykuta w skale. Pierwsi Nabatejczycy, którzy przybyli w to miejsce, mieszkali w namiotach. Ze zmianą trybu życia – z koczowniczego na osiadły – zaczęły powstawać pierwsze elementy stałej architektury. Wśród nich te wykute w skale. Były to świątynie, pałace, grobowce. Powstał również ogromny teatr będący jedną z najbardziej spektakularnych budowli miasta. Teatr mieścił nawet 10 tysięcy widzów. Szacuje się, że za czasów króla Aretasa IV liczba mieszkańców wahała się w granicach 30-40 tysięcy.
Nabatejczycy, jako koczownicy, nie mieli wcześniejszych doświadczeń architektonicznych, dlatego czerpali z doświadczeń innych kultur. Petra jest skrzyżowaniem stylów architektonicznych egipskich, syryjskich, greckich (przede wszystkim hellenistycznych) i rzymskich. Po dodaniu zdobień z kultury nabatejskiej powstał charakterystyczny styl tego miejsca. Znaczną część obiektów Petry wykuto w czerwonym piaskowcu.
Specyficzna kolorystyka tego materiału spowodowała, że zaczęto aglomerację nazywać Różowo-Czerwonym Miastem. Badania geologiczne wykazały, że podstawowa skała powstała ponad 5 miliardów lat temu, natomiast charakterystyczne wzory są dużo młodsze i powstały w ciągu ostatnich 60 milionów lat. Przyczyną była działalność mikroorganizmów, które trafiły tu wraz z wodą lub żyły w uśpieniu w piaskowcu. Ciekawostką jest, że nie czerpały energii ze Słońca (jak większość form życia na Ziemi), lecz z metabolizmu syderytu – minerału z gromady węglanów występującego w skałach i stabilnego wyłącznie w środowisku beztlenowym. Tlen, który przedostał się do skał wraz z wodą, umożliwił mikroorganizmom rozkładanie syderytu, czego produktem ubocznym był tlenek żelaza, przyjmujący postać jasnych wzorów na powierzchni skał.
W 2007 roku Petra została ogłoszona jednym z siedmiu nowych cudów świata.


Trochę czasu już minęło od ostatniego mojego felietonu. Jakoś taki zapracowany byłem. A może, po prostu, żyłem sobie szczęśliwie. Jednakże ostatnio miałem kilka przygód związanych z branżą, którymi chętnie się podzielę.
Zaczniemy może od najnowszych świeżości związanych z Targami Budma 2023. Wszyscy wiemy, jak bardzo utrudniono nam życie przez ostatnie 2 lata. Jak sobie przypomnę zamykanie lasów… Dobra, nie o tym miało być. Po co się denerwować, chociaż teraz możemy się z tego śmiać, pod warunkiem, że wyciągniemy z tego wnioski.
Z Międzynarodowymi Targami Poznańskimi współpracuję już bardzo długo. Oczywiście byłem wielokrotnie na targach kamieniarskich. Może mnie kojarzycie? Targi branżowe nie były takie wielkie – możliwe, że na siebie nawet wpadliśmy. Na Budmie byłem również kilkukrotnie, ale te ostatnie wspominam chyba najlepiej. Może dlatego, że miałem fajne stoisko, może fajne mozaiki, które spotykały się z bardzo pozytywnym odbiorem, a może dlatego, że jestem starszy i mam więcej dystansu do sytuacji i ludzi, z którymi się spotykałem przez te 4 dni…
W pierwszych dniach jeszcze podchodziłem do ludzi dosyć poważnie, czyli bardzo chętnie rozmawiałem, tłumaczyłem, opowiadałem o mozaikach, o możliwościach kamienia, rodzajach kamienia, parametrach itd. Lecz w kolejnych dniach chęć ta zaczęła we mnie przygasać, a raczej zaczęła przekształcać się w adekwatne podejście do ludzi – upraszczając: na głupie pytanie słyszeli głupią odpowiedź. Tak mi się to spodobało, że zacząłem aktywnie podtrzymywać dziwne dyskusje.
Stoisko miałem jak zwykle otwarte, każdy mógł śmiało wejść, oglądać i macać mozaiki. A także zagadywać do nas – w końcu od tego tam byliśmy. Na środku stoiska był stół, na którym układaliśmy wzór iglicy MTP z kamiennych tesser. Zaczęliśmy ten projekt na targach Stone w 2022 roku, a mieliśmy go ukończyć na Budmie 2023 – mozaika 120 na 200 centymetrów z ponad 25 tysięcy centymetrowych kosteczek kamienia widoczna na sąsiednim zdjęciu. Teksty typu: „Żona, ty nic nie robisz w domu, ja Ci przywiozę odpadów z roboty, to będziesz takie układać – zobacz jakie to łatwe i proste” to standard, przywykłem. Ale zdarzył się pan, który podszedł, poruszał kamieniami tam, gdzie dopiero zostały przyklejone (zrywając spoiwo) i rzekł: „To takie dobre, antypoślizgowe.” Odparłem: „Tak” uśmiechając się i licząc, że zobaczy tam coś więcej oprócz faktury. Gdy już chciałem mu wyjaśnić co to jest i do czego służy, on dalej oceniał pracę jako wspaniały wynalazek antypoślizgowy. Straciwszy motywację do prostowania jego koncepcji podsumowałem, że „będzie się o to wspaniale buty wycierało”. Pan usatysfakcjonowany moim poparciem dla jego wniosków, oddalił się dumnie.
Lubię targi bardziej niż wystawy. Może dlatego, że więcej się dzieje, że ludzie tam przychodzący nie tylko poklepują cię po ramieniu pijąc wino i mówiąc: „Tak, wspaniałą sztukę robisz. Rób to dalej”, bo to nie rozwija. Krytyka jakakolwiek mnie osobiście prowadzi do refleksji, dlaczego ktoś tak to odebrał. Może mój przekaz w mozaice kojarzy się inaczej, niż myślałem – mimo, że iglica była prawie biała na ciemnym, kontrastowym tle. Tak też było z panem od antypoślizgowej powierzchni. Może kiedyś się wywrócił na lodzie, a może żona kazała mu zrobić schody do domu z polerowanego granitu, a może rzeczywiście faktura mozaiki była tak mocna, że pierwsze skojarzenie miał właśnie takie. Nie oceniam tego, raczej odbieram jako ciekawostkę, która uczy.

Było też sporo ciekawych, poważniejszych rozmów – pomysłów na logotypy firm, realizacje dla deweloperów, aby uatrakcyjnić ich nową inwestycję. Ale to były standardowe rozmowy, do których najczęściej dochodzi podczas targów, więc nie będę nimi zanudzał. Za to opowiem jeszcze jedną historię: z ekipą remontową. Normalni faceci, którzy pracują na budowie – też kiedyś pracowałem na budowie i wiem jak to jest.
Ekipa 5-6 chłopa wbija na stoisko z delikatną – choć zimną i twardą – ale sztuką. I wpadają w zachwyt (nie przechwalam się – opisuję sytuację). Inna sprawa, że to było już późne popołudnie, a chłopaki byli tu od rana i zdążyli zwiedzić tylko jedną halę. Co robili przez ten dzień? Nie wiem, nie wnikam, ale byli weseli, uśmiechnięci i raczej zadowoleni z tego powodu, że tu są.
Wszyscy byli bardzo wrażliwi, przynajmniej w tamtym momencie, na sztukę. Jeden z ekipy był jakby bardziej czuły i bardziej wrażliwy na moją pracą niż pozostali. On kontemplował każdy element mozaiki, zastanawiał się dlaczego ten jeden kawałek tak został docięty, a nie inaczej, i zadawał pytania bardzo konkretne. I nie wiem, czy dla mnie jest to już rutyna, ale dla niego każdy element składowy całego obrazu miał swoją historię. I to począwszy od momentu narodzin kamienia, czyli wydobycia z Matki Ziemi, do momentu ostatecznego przeznaczenia – w tym wypadku zastosowania go w takiej formie w mozaice. Ten pan autentycznie przeżywał, odczuwał emocje gdy patrzył, dotykał mozaiki. To było fantastyczne, zazdrościłem mu, że tak ma. Ja nigdy tak nie miałem. Może i dobrze, bo nigdy nie sprzedałbym żadnej mozaiki i jak każdy utalentowany artysta miałbym pokaźną kolekcję prac, z którymi nie mógłbym się rozstać… A w moim wypadku mam do dyspozycji raptem trzy mozaiki, które jeszcze wykorzystuję do prezentacji samego siebie i tego co robię, zanim oddam klientom, którzy je zamówili.
Po wizycie tego właśnie młodego człowieka doszedłem do kilku wniosków. Począwszy od tego, że jestem niewrażliwym na sztukę gruboskórnym facetem i aż dziw, że zajmuję się mozaiką artystyczną od 16 lat – po wniosek bardziej przyziemny, że aby podziwiać moje mozaiki, trzeba najpierw coś spalić lub wypić – albo najlepiej jedno i drugie – wtedy efekt interakcji ze sztuką się wzmaga. Tak więc spodziewajcie się modernizacji stoiska Pracowni na kolejnych targach. :-)
A tak bardziej serio, to warto się wystawiać, pokazywać, rozmawiać, spotykać z ludźmi; doprowadzać do pewnych sytuacji tylko po to, aby potem móc to opisać i wyciągać wnioski. To chyba nazywa się rozwojem. I nie wiem jak Wy, ale ja z roku na rok coraz chętniej jeżdżę na targi. Nie zamykam się w internecie, który – nie powiem – daje mi pracę, ale jednak nie zastąpi prawdziwego życia.
Żyjmy więc, cieszmy się, poznawajmy ludzi i róbmy biznesy. Kolejność nie jest przypadkowa.


Pierwsze tegoroczne spotkanie Polskiego Związku Kamieniarstwa odbyło się w Wieliczce w Hotelu Turówka w dniach 13-15 stycznia 2023 r. To było nietypowe spotkanie z bardzo wielu względów.
Nietypowy był termin. W ostatnich latach spotkania kamieniarskie organizowane przez PZK odbywały się wiosną lub jesienią. Termin wyznaczał albo statut Związku i obowiązki sprawozdawczo-wyborcze albo tradycja wywodząca się z kalendarza kamieniarskiego (wprawdzie kalendarz kamieniarski już nie kończy się na dacie 1 listopada, ale nadal ta data jest symboliczna w naszej branży).
Nietypowa była formuła panelu dyskusyjnego. Brak obowiązkowych do omówienia spraw związkowych spowodował, że można było poświęcić więcej czasu na swobodne rozmowy o branży. Dłuższa dyskusja wywiązała się na temat nauczania zawodowego – komentarzem do niej jest tekst „W związku z... Luty” na stronie 62 tego numeru Kuriera Kamieniarskiego. W dużym skrócie ujmując ten temat: nasza branża ma problem z niedoborami kadry, zwłaszcza młodej. Rozwiązania tego problemu należałoby szukać w nauczaniu zawodowym. Jednak do tego potrzeba kilku ogniw. Po pierwsze świadomość wśród uczniów szkół podstawowych o możliwości wyboru zawodu kamieniarskiego. Po drugie: takiej prezentacji kamieniarstwa, by było ono atrakcyjne dla młodego pokolenia pod różnymi względami. A także kolejne ogniwa, takie jak: świadomość szkół, że mogą uczyć w naszym zawodzie; świadomość kamieniarzy, że mogą przyjąć ucznia na praktykę; wymiana informacji między szkołami, zakładami kamieniarskimi i cechami rzemieślniczymi o możliwościach praktycznej nauki zawodu; podnoszenie prestiżu zawodu przez udział w różnych wydarzeniach, jak choćby najbliższy WorldSkills, czyli międzynarodowe zawody umiejętności branżowych, który odbędą się w listopadzie bieżącego roku w Gdańsku... Do tego tematu jeszcze będziemy wracać na łamach Kuriera Kamieniarskiego.

W czasie panelu powitano również nowych członków, którzy wstąpili w szeregi Związku od ostatniego oficjalnego spotkania. Obecnie PZK liczy ponad 140 członków. Wręczono dyplomy mistrzowskie kolejnym kamieniarzom, którzy zdali egzaminy zawodowy w grudniu ubiegłego roku. Wręczono również order Zasłużony dla Kamieniarstwa RP prof. dr. hab. inż. Wiesławowi Kozłowi z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej w uznaniu za szerokie zasługi dla kamieniarstwa, w tym na polu edukacji wielu pokoleń branżystów.
Partnerem Kongresu była firma Ceramika Paradyż, która wprowadza na polski rynek swoją ofertę spieków wielkoformatowych. Ofertę producenta przedstawił znany w branży od wielu lat Marcin Kamiński.
Prezentacja nie dotyczyła tylko produktów Ceramiki Paradyż, ale pokazywała również ofertę wsparcia merytorycznego i szkoleniowego jakie może zaproponować producent pod nazwą Akademia Paradyż.
Z nietypowego terminu XIX Kongresu Kamieniarskiego wynikał również charakter wieczornego spotkania. Styczeń to karnawał, więc piątkowy wieczór minął karnawałowo. Przy zastawionych stołach i muzyce czas mijał na wesołej zabawie z tańcami i losowaniem nagród od gospodarza spotkania, czyli firmy Consil – producenta chemii do kamienia.
Nietypowa była wycieczka w sobotnie przedpołudnie. Zwykle uczestnicy spotkań zwiedzali firmy kamieniarskie. Tym razem kamieniarze zeszli pod ziemię. Celem była kopalnia soli KAMIENNEJ w Wieliczce. Cóż... Być w Wieliczce i nie zajrzeć tam byłoby dopiero nietypowe.
Niedziela również miała swoją wyjątkową atrakcję. Na zwiedzanie Centrum Jana Pawła II w Łagiewnikach zaprosili architekt i wykonawcy prac kamieniarskich.
Centrum Jana Pawła II to jedna z największych realizacji z wapienia w Polsce w ostatnich kilkudziesięciu latach. Komentarze do wycieczki, które wygłaszali Andrzej Mikulski – architekt, który wykonał projekt Centrum, Krzysztof Skolak i Piotr Stopyra – wykonawcy robót kamieniarskich, były wciągające nawet dla osób, których nie interesuje religijna funkcja tego obiektu. Możliwość spojrzenia na różne elementy oczami projektanta i wykonawcy, zmierzenia się z nieprzewidzianymi przeciwnościami konstrukcyjnymi czy montażowymi lub zwrócenie uwagi na szczegóły zwykle pomijane w opowieściach „tradycyjnych” przewodników, była kolejnym powodem, dla którego warto brać udział w takich spotkaniach.

Kolejne spotkanie kamieniarskie PZK zapowiedziane jest już na czerwiec tego roku. W międzyczasie będzie kilka spotkań mniej oficjalnych, o których będziemy informować na naszym fanpage’u www.facebook.com/KurierKamieniarski.