Artykuły

Modernizacje nigdy się nie kończą

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 20 grudnia 2022 09:25

kk121_22_01.jpg

 

Z Jackiem Łatą,
właścicielem firmy Marmur-Płytki
z Podłęża k. Pińczowa
rozmawia
Paweł Szambelan

Ustalmy na początek nazewnictwo: to linia polerska czy linia do produkcji płytek?
To się nazywa linia polerska, ale tak naprawdę jest to kompletna linia do produkcji płytek. Linia całkowicie zautomatyzowana. Podaje się wymiary potrzebnych płytek i takie płytki z linii zjeżdżają – w dowolnym wykończeniu powierzchni: polerowane, szczotkowane, szlifowane, groszkowane. Teoretyczna wydajność to 57 m² na godzinę. Ale wiadomo, że w trakcie pracy trafiają się przestoje wywołane zdarzeniami losowymi lub warunkami technologicznymi. Dlatego podanie wielkości 140 m² na zmianę jest bezpieczną i w zasadzie gwarantowaną wielkością produkcji dostarczaną przez tę linię polerską.

O Twojej linii do produkcji płytek pisaliśmy w 2019 roku (Kurier Kamieniarski nr 4/2019). Co się zmieniło?

Tak naprawdę mam tę linię od 10 lat. Jak mówią Włosi, jest ona w połowie swojego cyklu życia. Przyjmuje się, że po 20 latach należy zastanowić się nad wymianą każdej maszyny na nową. Ponieważ to, co było najbardziej eksploatowane – czyli mocno zużyta 3-dyskowa rozcinarka poprzeczna sterowana ręcznie – groziło w każdej chwili awarią, zacząłem rozglądać się za zastępstwem. Szybko doszedłem do wniosku, że po co wydawać pieniądze na maszynę o takiej samej wydajności, lepiej dołożyć trochę i kupić coś, co da dodatkowe korzyści. Choćby większą produkcję mniejszym nakładem osobowym.

Co nowego wprowadziła do produkcji firmy nowa rozcinarka?
Jednym słowem: wydajność. Stara rozcinarka pozwalała na wydajność około 80 m² na zmianę. Nowa rozcinarka jest automatyczna, sterowana przez czujniki, z panelem dotykowym, na którym ustawia się wszystkie parametry cięcia. Ma możliwość ustawienia, co jest produktem głównym, a co może być produktem uzupełniającym. To znaczy: jeżeli głównym produktem jest płytka o wymiarach 60 x 60 cm, to takie płytki będą głównie wykrawane z podanego materiału, ale jeśli na bokach pozostanie jakiś fragment płyty, z którego da się wyciąć załóżmy element 30 x 60 cm, to maszyna będzie wycinać również takie płytki. Maszyna sczytuje wielkość płyty, przygotowuje plan rozkroju, z którego wynika, ile przykładowych płytek 60 x 60 cm będzie wykonanych, a z pozostałych fragmentów wycina produkt uzupełniający.

Maszyna wyposażona jest również w czujniki, które rozpoznają, czy na płycie są jakieś uszkodzenia. Takie miejsca są omijane przy przygotowywaniu rozkrojów. Dodatkowo operator może ręcznie zaznaczyć fragmenty, które maszyna powinna ominąć, bo mają wady. To zaznaczenie może się odbywać na wspomnianym panelu dotykowym lub przy pomocy specjalnego flamastra bezpośrednio na materiale. To bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ oko ludzkie jest dużo doskonalszym narzędziem niż jakiekolwiek czujniki elektroniczne.

Jak obecnie wgląda proces produkcji?
Blok jest rozcinany na płyty o grubości 18 lub 20 mm. Oczywiście grubość płyty może być praktycznie dowolna, jednak inne grubości wykonujemy wyłącznie na zamówienie. Na przykład na zamówienia konserwatorów zabytków często wykonujemy płyty o grubości 3-4 cm.

Płyty przekazywane są na linię, która w zasadzie jest trzyelementowa. Sercem jest polerka, która kalibruje i poleruje płyty o szerokości do 65 cm i praktycznie dowolnej długości. Przed polerką jest rozcinarka wzdłużna, która przygotowuje pasy o zadanej szerokości. Czyli do produkcji płytek o szerokości 60 cm pasy będą kalibrowane do tej szerokości. Na końcu jest rozcinarka poprzeczna – ta nowa, 6-dyskowa, sterowana numerycznie. Później suszenie i układanie na paletach gotowego produktu. To równie ważny element ciągu. Po pierwsze po to, żeby operator nie musiał nosić mokrych kamieni. Po drugie: na suchym materiale łatwiej zobaczyć ewentualne wady i dokonać kontroli jakości płytek.

121_pedrini.png

Czyli inwestycję uważasz za zakończoną.
Bynajmniej. Inwestycje nigdy się nie kończą. To nieustająca modernizacja. Wymiana jednego elementu często ukazuje mniejszą wydolność innego. Po zwiększeniu wydajności produkcji płytek z 80 do 140 m² okazało się, że piły rozcinające bloki na slaby znów są najmniej wydajnym elementem tego ciągu. Na razie, przy 40-godzinnym tygodniu pracy, ta produkcja zaspokaja potrzeby rynku. To cieszy, bo od 2012 roku sukcesywne zwiększanie wydajności linii jest na bieżąco odbierane przez klientów. I świadczy o popularności polskich materiałów. Z drugiej strony zamówień jest tak wiele, że klient czeka na zamówiony towar. Pozytywem, z punktu widzenia klienta, jest to, że produkt pod dane zamówienie jest produkowany specjalnie pod to zamówienie. Jednak dla mnie idealną sytuacją byłoby, gdyby na magazynie była pewna ilość gotowych płytek i klient mógłby zrobić zakupy z natychmiatowym odbiorem z placu. Czyli czeka mnie inwestycja w piły, by obok bieżącej produkcji móc stworzyć zapas magazynowy.

Modernizację swojego zakładu zacząłem 33 lata temu, czyli od kiedy funkcjonuje firma. Najnowsza inwestycja stała się przypadkowo potwierdzeniem, jak zmienia się świat w ostatnich latach.
Można powiedzieć, że bezpośrednią przyczyną obecnego stanu rzeczy jest to, że w którymś momencie zostały odcięte dostawy materiału z Dalekiego Wschodu. Cała Europa zaczęła przetwarzać swój lokalny kamień i nagle okazało się, że przy takiej wielkości produkcji wszystkie zakłady potrzebują modernizacji.

kk121_24_02.jpg

Jak oceniasz efekty modernizacji?
Wspaniała, najnowocześniejsza w Polsce, linia do produkcji płytek. Przy czym należy zaznaczyć, że linia jest modernizowana nie dlatego, że się zmienia profil klientów, tylko dlatego, by dostarczyć większą ilość towaru na rynek przy mniejszym zaangażowaniu osób. Dzięki tej automatycznej linii mogę wyprodukować więcej płytek przy mniejszej liczbie pracowników ją obsługujących, a pracownicy mogą zająć się innymi zadaniami. Chodzi tu tylko o walor czysto ekonomiczny.

Podsumowując.
Zlikwidowaliśmy wąskie gardło, czyli manualną rozcinarkę poprzeczną firmy Pedrini, wymieniając ją na sześciodyskową w pełni automatyczną obcinarkę tej samej firmy. Oczywiście oznacza to, że pojawiło się nowe wąskie gardło, którym w tej chwili są piły rozcinające bloki. Poprzednio przerabiałem na bieżąco wszystko to, co dostarczały piły – maszyny pracowały 8 godzin przez 5 dni w tygodniu. Przy obecnej wydajności, która powstała po uruchomieniu nowej rozcinarki poprzecznej, linia w ciągu dwóch-trzech dni jest w stanie przerobić tygodniową produkcję pił. Podsumowując: mam nowoczesny zakład, który jest ciągle modernizowany, a modernizacja raz zaczęta nigdy się nie kończy.

 


 

Tomasz Rogala
(TGR, Świebodzice)

Zamontowaliśmy w tym roku w firmie Marmur-Płytki Jacka Łaty automatyczną rozcinarkę poprzeczną produkcji Pedrini jako element modernizacji jego linii do produkcji płytek. W momencie uruchomienia – w 2010 roku – była pierwszą od lat 80-tych nową, kompletną linią do produkcji płytek marmurowych w Polsce. I jak dotychczas jedyną. Jacek Łata zdecydował się wtedy zamienić starą polerkę polerującą do 45 cm na linię produkcyjną o maksymalnej szerokości obróbki do 60 cm. Bo tego żądał od niego rynek.

Po wielu latach pracy na oryginalnych maszynach, klient zdecydował się na wymianę ręcznej przecinarki 3-tarczowej na 6-tarczową w pełni automatyczną, z funkcją automatycznego rozpoznawania długości pasa. Nowa maszyna to model topowy w swojej grupie.
Nieoficjalnie mogę zdradzić, że trwają prace nad uruchomieniem podobnej linii produkcji Pedrini na Śląsku. To naprawdę istotna i ważna wiadomość. Jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu takich linii – oczywiście prostszych – było w Polsce kilka: w Stroniu Śl., Jordanowie, Kielcach, Morawicy, Pińczowie i Sławniowicach. Wszystkie pamiętajace czasy komuny. Teraz z żalem trzeba powiedzieć, że mamy własne, ciekawe marmury, ale ich prawie nie wydobywamy, a jak już wydobędziemy, to nie mamy czym ich przerabiać.

Cieszy więc, że będzie druga linia pracująca na polskich marmurach. Nie chodzi o to, czy są ładne, bo to rzecz gustu, ale o to, że stosowanie w budownictwie lokalnych materiałów jest bardziej ekologiczne, co znajduje zresztą swoje odbicie w międzynarodowych certyfikatach takich, jak np. BREEAM, i nadaje budynkom bardziej „swojski”, lokalny wygląd.
Jako przedstawiciel Pedrini w Polsce cieszę się z każdej dostarczonej maszyny. Te do marmuru cieszą mnie jednak podwójnie, bo polski marmur przeżył ogromny regres po 1990 roku.



 

 

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Kwarcyty brazylijskie

Autor: Jarosław Dulemba   |   Data publikacji: wtorek, 20 grudnia 2022 09:12

kk121_28_01.jpg

Kwarcyty naturalne to skały metamorficzne powstałe z piaskowców i mułowców pod wpływem wysokich temperatur i ciśnienia. Te geologiczne procesy doprowadziły do powstania unikalnej skały. Kwarcyt jest bardzo zwarty i bardzo twardy.

To materiał o dużym ciężarze, gęstości i spójności. Jest wytrzymały na ściskanie i zginanie. Niska higroskopijność sprawia, że nie jest podatny na zaleganie wilgoci, pleśni. Nie traci koloru i nie matowieje pod wpływem promieniowania UV, temperatury czy działania środków chemicznych. Jego trwałość i atrakcyjny wygląd nie zmienia się nawet po wielu latach użytkowania.
Nie to jednak stanowi o unikalności materiału. W tej skale podczas formowania znalazło się wiele dodatków mineralnych i naturalnych zanieczyszczeń, które tworzą w tym materiale unikatowe wzory. W kwarcytach znajdują się spore ilości miki dającej efekt krystalicznie gładkiej, lśniącej powierzchni nawet w wersji niepolerowanej.

Najbardziej interesujące kwarcyty występują w Ameryce Południowej – w Brazylii i Wenezueli. Ciekawym miejscem występowania jest zagłębienie Sima Aonda w Wenezueli o głębokości 360 metrów będące najgłębszą naturalną studnią na świecie.
Dla kamieniarstwa najciekawszą ofertą są kwarcyty z Brazylii, gdyż to tam wydobywane są w celach komercyjnych. Kwarcyty brazylijskie cechuje przepuszczalność światła, co daje niesamowite możliwości w aranżacji wnętrz. W praktyce nie da się znaleźć jednakowych bloków, więc zabudowany we wnętrzu gwarantuje unikatowy wygląd.

Bogata kolorystyka kamienia (od beżu, bieli, brązów po czerwienie i stalowe szarości) i niezwykle dynamiczny kompozycyjnie rozkład wzorów na poszczególnych blokach sprawiają, że kwarcyt brazylijski to idealne rozwiązanie na skontrowanie minimalistycznego stylu nowoczesnych domów.
Ta czasem szalona kolorystyka powoduje, że dość często płyty kwarcytu wykorzystywane są jako ekskluzywny detal, ale nie brakuje również realizacji, w których kwarcyty są dominującym elementem wnętrz.

Decydując się na wykorzystanie we wnętrzach tego materiału, trzeba zapewnić mu odpowiednią przestrzeń, aby naturalny połysk i kolorystyka stworzyły unikatowy klimat. Świetnie komponują się z drewnem, szkłem czy betonem architektonicznym. Ważne jest, że można stosować go na posadzkach przy ogrzewaniu podłogowym czy jako materiał w realizacji łazienek lub na blaty kuchenne.
Kwarcyty brazylijskie mogą być też stosowane na zewnątrz. Przez odporność na zmiany temperatury i brak pękania pod wpływem nacisku przez długie lata zachowują również swój atrakcyjny wygląd i trwałość pomimo narażenia na warunki pogodowe.
Wymieniane cechy – trwałość, odporność, zwartość – ułatwiają też jego wydobycie. Dzięki temu uzyskiwane są duże bloki, a w rezultacie płyty dające architektom prawie nieograniczone możliwość projektowe.

Jeśli uważamy, że kamień w realizacjach to synonim trwałości, elegancji i splendoru, to zastosowanie kwarcytu podnosi go na jeszcze wyższy poziom. My twierdzimy, że każda realizacja z wykorzystaniem kwarcytów daje szczególną satysfakcję i powód do dumy ze swojej roboty, bowiem sam kamień tworzy niesamowity efekt.

Serdecznie polecam
Jarosław Dulemba
tel. 32 211 33 33
www.marmur-dulemba.pl/blog

 

przeczytaj cały artykuł

Jest taki pałac

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 20 grudnia 2022 08:59

kk121_26_01.jpg

Jest taki pałac, co urodą równa się najpiękniejszym w naszym kraju, a nie jest on powszechnie znany. Mieści się raptem 8 km od Strzegomia, ale nawet strzegomianie niewiele o nim wiedzą.

 

Przez długi czas był tam ośrodek: najpierw kopalni, potem huty, wreszcie kolonijny dla dzieci. Żaden z użytkowników nie pozostawił po sobie dobrego wspomnienia dla murów i stanu zachowania zabytku. Dachy ciekły, mury grzybiały, ludzie rozkradali co się dało. Jak to w bezpańskim majątku. Aż… stał się cud.

Pałac swą urodą zachwycił parę młodych ludzi, którzy przejeżdżali tamtędy do Strzegomia po granit na ogrodzenie. Stanęli jak wryci. Oniemiali na widok piękna samej budowli, fosy, zdziczałego parku. Siedzieli w samochodzie ponad godzinę, nie mogąc ruszyć się z miejsca. Zaczęli dochodzić, czyje to, dlaczego w takim stanie, a może można by to… Bo to marzenie życia: kupić pałac… Krok po kroku sfinalizowali to.

Są właścicielami – zapaleńcami jego odrestaurowania i przywrócenia do dawnej świetności. Kto raz – tak jak ja – pojawił się tam, spotkał się z nimi i z pałacem, ten na zawsze odmieniony do domu już wróci. Jest czym oko cieszyć: kamieniarka najprzedniejsza na całym Dolnym Śląsku, kominki z Dębnika, Carrary i hebanu.

Ściany, na których pozostały ślady jedwabnego poszycia, ceramiczne kolumny, tralki i głowice wypalane w nieistniejących już fabrykach ceramiki tego regionu. To tylko parę zajawek tego, co tam znajdziecie. Nie wspomnę o parku, który ma 4 hektary, ruinach oranżerii czy fontannach.

Warto tam wpaść. Na chwilę – to za krótko. Na pół godziny – wyjdziecie, po siedmiu nie chce się stamtąd wracać. Bo i po co? Mam nadzieję, że tych parę zdjęć będzie wystarczającą rekomendacją do odwiedzin.
A co to za pałac? Pałac w Roztoce, drugi co do wielkości pałac Hochbergów na Dolnym Śląsku, większy od pałacu w Pszczynie i nieznacznie mniejszy do Zamku Książ.

Jeśli zaplanujecie wyjazd, piszcie pod adres biuro@zamekroztoka.pl lub dzwońcie 788 905 053.

www.zamekroztoka.pl 
www.facebook.com/ZamekRoztoka

kk121_27_01.jpg

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł

Pracownik wielosezonowy

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 19 grudnia 2022 14:10

snow-4843467_1920.jpg

Pamiętam, jak kiedyś powszechnie promowano zakładanie na zimę opon zimowych. Wyjaśnień było wszędzie pełno. Że inny bieżnik, że materiał opony specjalnie dobrany do niskich temperatur. Początki tej promocji były trudne. Niewielu było chętnych na dodatkowy wydatek. Mięły lata i zmiana na opony zimowe stała się powszechna.

Opony uniwersalne istniały od dawna, jednak ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero w 2015 roku Michelin wprowadził na rynek opony wielosezonowe o dobrych parametrach. Za nim nowy typ ogumienia wprowadziły Goodyear i Continental, a potem cała reszta.
Jedno jest pewne: o zagadnieniu jeżdżenia samochodem w zmienionych warunkach trzeba pamiętać. Nawet, jeśli zdecydujemy się na opony wielosezonowe, trzeba sprawdzić bieżnik, ciśnienie w oponach i wyważenie kół. Tak samo ważne jest przygotowanie zakładów kamieniarskich do pracy w zimie.

Kiedyś większość zakładów zamykała się w okresie zimowym. Nie było potrzeby dostosowywania firm do zimowego okresu. Czasy się zmieniły i mało jest firm, które stać na zimową przerwę. Tym bardziej, że pozyskanie dobrych pracowników stało się bardzo trudne. Jeśli ich zwolnimy przed zimą, może się okazać, że na wiosnę nie będzie miał kto pracować w zakładzie.
Wiadomo, że okres zimowy dla większości zakładów to trudny czas. Mniej zleceń, dodatkowe koszty i mniejsza wydajność pracy. Niestety, ogrzewane hale produkcyjne nadal nie są powszechne. Nawet jeśli są, to w kontekście ogromnego wzrostu cen energii zapewne zakłady będą oszczędzały obniżając temperaturę w halach.

W tym miejscu chcę zwrócić uwagę na kluczowy w zakładzie element – pracowników. Odpowiednie ubranie robocze, buty, rękawice wydają się oczywiste. Niestety odwiedzając zakłady widzę, że w niewielu szefowie firm dbają o te elementy. Częstym widokiem są pracownicy w prywatnym ubraniu i adidasach, bez rękawic lub takich w strasznym stanie. Na dodatek, te elementy są „wielosezonowe”. Lato – zima bez zmian.
Efekt – w zimie przemarznięci pracownicy, w lecie przepoceni. A praca z kamieniem to duże obciążenia i spore zagrożenie wypadkowe. Jak w takim kontekście dziwić się, że trudno znaleźć pracowników, a ci, którzy są, po przetrwaniu roku – odchodzą z branży. Mało tego, ich opinia o pracy w kamieniarstwie rozpowszechnia się. Nasze ogłoszenia o chęci zatrudnienia pozostają bez odpowiedzi.
Warto zauważyć też inny efekt brako dbałości o osobiste wyposażenie pracowników. Naszych ludzi widzą też klienci. Marną reklamą firmy są pracownicy w starych dżinsach i flanelowych prywatnych koszulach. Jak by nie patrzeć, oferujemy produkt dość luksusowy. Jeśli klient widzi pracowników, nieubranych przez firmę, to delikatnie mówiąc, kłóci się to z wizerunkiem luksusowego produktu. Zachęcam zatem do sprawdzenia, jak do zimy przygotowany jest zakład i jego pracownicy.
Jeśli nie zadbamy o warunki pracy, pracownicy będą odchodzić i sformułowanie – rodem z branży oponiarskiej, ale w innym kontekście – pracownik wielosezonowy odejdzie w zapomnienie. Ludzie po przepracowaniu okresu zimowego będą odchodzić, szukając pracy w lepszych warunkach.

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 15 Nie możesz mówić „k***a”

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: poniedziałek, 19 grudnia 2022 14:04

kk121_50_01.jpg

Mamy grudzień. Na kopalni zaczyna się pora deszczowa, temperatura podchodzi do 40 stopni. Czarni myślami są już na przerwie świątecznej, biali też już myślą o swoich wyjazdach do Kapsztadu. W tym wszystkim jesteśmy MY Polacy!

Przełom listopada i grudnia 2022 roku należał do Mietka i Zenka. Polecieli do Afryki, żeby zrobić konkretną robotę i zaplanować produkcję. Oczywiście historia by była nudna, gdyby nie to, że jak zwykle miejscowi muszą coś odwalić i narobić bałaganu. Tak właśnie było tym razem, a początek całej historii sięga do października 2022 roku. Z powodu rosnących kosztów produkcji i zarazem spadku produkcji w porównaniu do poprzedniego roku, musiałem podjąć decyzję o skróceniu godzin nadliczbowych oraz o wstrzymaniu wypłaty premii świątecznych.

Życie wymusiło na mnie zdystansowanie się od tego, jaki stosunek czarni mają do białych, a zwłaszcza do nas, Polaków. Przestałem się przejmować, co o nas mówią. Przestałem też wierzyć w ich obietnice, które składali zawsze, gdy negocjowali podwyżki, bonusy czy pożyczki, ale zwykle szybko zapominali po zakończeniu rozmów. Skutkiem tego zupełnie zmieniłem podejście w rozmowach zarząd – pracownik, a dzisiaj mamy Isaaca, który występuje w naszym imieniu i on negocjuje z czarnymi. Isaac to biały gość koło siedemdziesiątki, który bardzo dobrze porusza się w sprawach prawa pracy w RPA i w sumie pracuje dla nas jako prawnik. Wyleczyłem się z tego, żeby być miłym i za wszelką cenę dogadać się – często na niekorzyść firmy. Oni mają nas gdzieś, to czemu ja mam być miły na siłę!

Kiedy ogłosiłem swoją decyzję – oczywiście uzasadnienie nie zostało usłyszane – czarni zaczęli pisać donosy na szefa. Tak, pisali donosy na Zenona. Co było w donosach? Przypuszczam, że dla każdego czytelnika to rzeczy absurdalne z perspektywy tej sprawy: niezakładanie kasku przez Zenka i Mietka, brak koszulki odblaskowej, brak butów z noskami metalowymi czy praca pod dużą presją ze strony Zenona. No i chyba najlepsze z najlepszych: Zenon i Mietek używają słowa „k***a” i to prawdopodobnie w celu obrażenia ich.
I tak któregoś dnia na kamieniołom wjeżdża pracownica z DMR (urząd górniczy) i chce zamknąć kopalnie, bo chłopaki z Polski są bez wymaganego uniformu. Kazałem im zjechać jak najszybciej do domu, a pismo od pani komisarz kazałem zawieźć do Lourensa – niewidomego adwokata, którego znacie z poprzednich odcinków TIA – by pomógł mi w tym zderzeniu z głupotą ludzką. To był piątek.

Miałem nadzieję, że do poniedziałku sprawa trochę przycichnie i od nowego tygodnia będzie można normalnie funkcjonować.
Jednak dostaję telefon od Rudiego, który mówi, że to pilne, bo na kopalni są przedstawiciele związków zawodowych i chcą ze mną rozmawiać. Słuchawkę przejmuje Stalin (pamiętacie z poprzednich tekstów: lider związków zawodowych) i – zanim zdążyłem powiedzieć, że wszystkie rozmowy mogą się odbywać wyłącznie w obecności Isaaca – spokojnym i wyważonym głosem mówi, że chce mnie tylko o coś poprosić. Uległem i postanowiłem wysłuchać, co ma do powiedzenia. Spodziewałem się, że głównym tematem będzie brak odprawy świątecznej. Nie myliłem się. Ale nie było to żądanie, a bardziej prośba z jego strony, żeby ludzie coś dostali od firmy na ten okres wolnego.

Jak pamiętacie, w poprzednich latach, gdy mieliśmy genialnego menadżera z Polski, była praktyka, że w grudniu wypłacane były dwutygodniowe bonusy, premie do podstawowej wypłaty. Macie pewnie też świadomość, że w grudniu w Polsce zaczyna się martwy sezon w kamieniarstwie i wygenerowanie jakiejkolwiek ekstra kasy jest bardzo trudne.
Stalin przedstawił swoje stanowisko i poprosił chociaż o minimalne bonusy w wysokości 500 randów (ok. 120 zł) na głowę. Odpowiedziałem, że zastanowię się i dam odpowiedź w przyszłym tygodniu. Tak naprawdę od początku chciałem coś dać pracownikom, ale chciałem, by była to niespodzianka przed świętami. Chwilę później dzwoni Lourens. Kontrola DMR nie jest dla picu i trzeba to potraktować poważnie, bo mogą zamknąć kopalnie, a Zenka i Mietka wsadzić do więzienia. Że co?! Za brak kasku i popularną polską „k***ę” chcą zamknąć kopalnie? Lourens poprosił o spotkanie w jego biurze następnego dnia.

W sobotę Zenek pojechał na spotkanie z prawnikiem, ja połączyłem się telefonicznie. Jak się okazało, w RPA skargi można składać anonimowo. Takich skarg było 15 od połowy października, czyli od momentu, gdy obciąłem nadgodziny i padła informacja o braku bonusów świątecznych. W rozmowie przyznajemy, że zasady BHP są proste, rozumiemy je i trzeba ich przestrzegać. Zarzut o presję ze strony Zenona wydaje się naciągany, bo pracujemy z czarnymi od 11 lat i trochę się nawzajem poznaliśmy – Zenon jednak powiedział, że trochę ograniczy rzekome „ciśnienie”. Ale już zakaz używania słowa „k***a”, to przecież jest to bzdura. Tłumaczę Lourensowi, że słowo „k***a” ma w języku polskim ponad 100 różnych znaczeń. Wypowiadamy je kiedy jesteśmy smutni, szczęśliwi, w euforii czy przygnębieni. I tak naprawdę ciężko jest przetłumaczyć to słowo na inny język, bo ma tak dużo znaczeń i zastosowań. I nagle my – jako Polacy i na dodatek faceci – mamy przestać używać tego „przecinka”? Pytam Lourensa: „Skoro czarnych obraża słowo, którego nie rozumieją, to jak my mamy się czuć kiedy oni rozmawiają w swoich dialektach, czy nawet po afrykanersku, gdzie 99% słów nie rozumiemy, i de facto każde słowo może nas obrażać.” Odpowiada, że jak nie znasz języka, to nie wiesz czy jesteś obrażany. Pytam dalej: „Skąd oni mogą wiedzieć o czym my rozmawiamy, skoro nie znają języka polskiego?”. Odpowiedź zaskakuje: „Twierdzą, że to słowo znają.” Moje emocje sięgnęły zenitu: „Okej. Od dzisiaj nie używamy słowa »k***a«, tylko »s***aj«. Zobaczy jak długo nie będzie to im przeszkadzać.”

W poniedziałek wszystkie papiery zostały dostarczone przez Rudiego do DMR, do Rustenburga i sprawa została oddalona. Rachunek, jaki mi wystawił Lourens to 20 000 randów. Czyli, jak już się domyślacie, premii na pewno nie będzie. W środę zadzwoniłem do Rudiego i powiedziałem mu, żeby przekazał pracownikom, że przez głupotę donosicieli Jacek wydał 20 tys. randów na prawników i papierologię. W ten sposób premie tegoroczne zostają anulowane, bo pieniądze na nią przeznaczone poszły na usuwanie skutków ich poczynań. Może następnym razem się zastanowią przed podjęciem pochopnych, krótkowzrocznych działań.

Cóż... RPA rządzi się swoimi prawami i często musimy poświęcać czas i wydawać pieniądze na rzeczy głupie i bezsensowne. A tak naprawdę chcielibyśmy latać na Czarny Ląd tylko po to, żeby wykonać konkretną robotę i spokojnie wrócić do Polski. Ale cóż, lokalsi nie pierwszy i nie ostatni raz dają nam do wiwatu. Już się do tego zdążyliśmy przyzwyczaić, więc jak to mówią „TIA – this is Africa!”!


 

TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany
przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA.
Przez ostatnie 11 lat powtórzyłem go tysiące razy.
Na głos i w myślach.

przeczytaj cały artykuł
Strona 46 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.