Artykuły

TIA cz. 28 To już 15 lat na Czarnym Lądzie!

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: piątek, 04 lipca 2025 00:00

kk136 S60 1

Tak, zbliżamy się bardzo szybko do piętnastu lat w Afryce. Czas mija w zawrotnym tempie, a razem z nim zmienia się wszystko dookoła!

Zmieniali się menadżerowie, którzy przeszli przez naszą firmę. Oszuści i złodzieje jak Redge – choć miał też dobre cechy i umiejętność, którą Zenon nazywał „oko od Boga”, czyli niesamowitą łatwość do określania koloru i wad w surowym, świeżo wydobytym materiale. Dany – biały Bur, który nosił tak ciasne i krótkie spodenki, że… nic nie zostawało dla wyobraźni – nie zabawił u nas długo, bo chciał kręcić lolki.

Świetny menedżer Eben – strzał w dziesiątkę – który swoim bezpośrednim podejściem do Czarnych i łatwością poruszania się w Brits robił świetną robotę. Miał też swoje wady: niecierpliwość i frustrację, która zawsze wychodziła w momencie, kiedy wylecieliśmy z Afryki i byliśmy z powrotem w Polsce – nagle jakby czas się zatrzymał i wszystko się sypało. Taki był, my się zdążyliśmy do tego przyzwyczaić, więc po pewnym czasie mieliśmy już to wkalkulowane w jego bycie sobą. Później przyszło jego zachłyśnięcie się Franco – dużym graczem w RPA z branży granitowej – który go zwerbował do prowadzenia i zarządzania kopalni w okolicach Rustenburga. Na papierze bajka: super układ, super kasa, nic tylko pracować. Ale był jeden mały haczyk – miał to wszystko prowadzić i reprezentować swoim nazwiskiem.

Dopóki była kasa i bloki schodziły jak świeże bułeczki, a biznes się domykał, było super. Ale jak to bywa w momencie, gdy coś szybko rośnie i niekontrolowanie się rozwija, to ojców sukcesu będzie dużo, i on trafił najgorzej jak mógł. Ziemia była własnością wodza z plemienia Zulu, który jak tylko widział, że biznes idzie, zaczął żądać coraz większego „royalty”. Najprościej mówiąc po polsku: haraczu, który rósł nie względem wydobycia, tylko z miesiąca na miesiąc, do tego stopnia, że Eben tuż przed zamknięciem firmy musiał oddawać więcej „royalty” za ziemię niż wynosiły płace dla setki pracujących ludzi! Franco wiedział, co chciał osiągnąć i wiedział, jak urobić Ebena, żeby on zarobił, a wszystkie długi spadły niestety na Ebena. Tak szybko, jak od nas odszedł, tak szybko wrócił z prośbą o drugą szansę. Tylko ten czas bez niego dał nam dużo do myślenia i spowodował, że wypełniliśmy po nim lukę i wprowadziliśmy takie zmiany, że sami – nawet jako Polacy – staliśmy się tymi menadżerami.

Równolegle do tych wszystkich zdarzeń był Rudi. Był z nami od początku firmy i z nią się utożsamiał – czy były dobre, czy złe czasy! Był też dość mocno schorowany, problemy z nogami i kręgosłupem, w ostatnim roku przeszedł trzy operacje, które dawały nadzieję na to, że wróci do formy i da radę jeszcze popracować dla nas. Jednak po każdej operacji trafiał na OIOM. Niestety ostatnia operacja była ostatnią dla niego. Pracował dla nas ponad 14 lat i, jak zawsze w takich chwilach, człowiek robi podsumowanie całego okresu spędzonego wspólnie: był dobrym człowiekiem, który – mimo przeszkód – robił wszystko, by pomóc!

Mietek i Bartek byli na jego pogrzebie i – tak jak pisałem wcześniej – celebracja odejścia zmarłej osoby jest kompletnie inna niż u nas. W RPA wszyscy się cieszą z tego, że zmarły już jest w Niebie, gdzie nie odczuwa bólu, strachu czy słabości. Pogrzeb nie jest czymś smutnym, tylko radosnym sposobem pożegnania się z bliskim. Jak to Mietek i Bartek określili: jest coś w tym, że organizacja pogrzebu w sposób pozytywny i radosny jest lepszym rozwiązaniem niż ten polski lament i smutek!

Nie zawsze ten Czarny Ląd daje nam szkołę życia i próbuje ustawić do pionu. Są jednak rzeczy czy chwile, które dają do myślenia i wyciągnięcia czasami innych wniosków, niż to sugeruje rzeczywistość. Po takich chwilach człowiek rozumie, że ten biznes to nie tylko kamień-granit. To również ludzie, którzy są z nami przez chwilę. Czasami ta chwila trwa 14 lat. Trzeba doceniać wszystko i wszystkich, którzy tworzą nasz biznes. Czy to na czarnym, czy na białym lądzie!

TIA! – this is Africa!


TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie kilkanaście lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.

 

przeczytaj cały artykuł

Nie trać czasu i pieniędzy na rozładunek

Autor: www.antalki.pl   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2025 18:54

Antałki sp. z o.o.

Ściągnąłeś kamień z zagranicy. Towar jest oclony i stoi na placu w porcie – w kontenerze. Masz dwie opcje: wysłać swoich pracowników, żeby rozładowali kontener, przepakowali towar na samochód i przywieźli go do firmy, albo zlecić to firmie, która się tym zajmuje.

Jest jeszcze trzecia opcja. Przywozisz kontener do swojej firmy i tutaj – przy pomocy suwnicy i wózków widłowych – szybko go rozładowujesz i układasz towar w magazynie. Tylko nie zapomnij potem odstawić kontenera do portu, bo za przetrzymanie naliczane są niemałe opłaty. Przy okazji – transport całego kontenera jest dwa razy droższy niż zwykły transport. Jeśli nie masz własnego samochodu, musisz dodatkowo za taki przewóz zapłacić.

Opcja pierwsza i trzecia są dość jasne. Wymagają albo sprzętu, albo wprawy, a na pewno czasu i środków. Dlaczego? Bo rozładunek kontenera może potrwać od kilkunastu minut do kilku godzin. Wszystko zależy od tego, jak towar został zapakowany i załadowany. Najwięcej czasu zwykle zajmuje rozbijanie drewnianych opakowań i ram, które zabezpieczają kamień w kontenerach. Tak czy inaczej, trzeba na to liczyć dniówkę lub dwie. Do tego dochodzi czas na przejazd do portu i z powrotem.

Przyjrzyjmy się drugiej opcji. Jeśli nie masz sprzętu albo twoja firma znajduje się daleko od portu, warto ją rozważyć. Nie musisz inwestować w urządzenia do rozładunku ani organizować transportu do portu – szczególnie jeśli działasz na południu Polski.

Wystarczy, że powiadomisz firmę specjalizującą się w takich usługach. Oni skontaktują się z twoim spedytorem i sami ustalą termin rozładunku kontenera – ty nie musisz robić już nic. Koszt przeładunku jest stały i znasz go od początku, jeszcze przed rozpoczęciem pracy.

Firma odbiera kontener z portu, rozformowuje go (tak fachowo nazywa się rozładunek kontenera) i informuje cię, że kamień jest gotowy do odbioru na ich placu, a nie w porcie. Dlaczego to ważne? Bo koszty magazynowania w porcie są wielokrotnie wyższe niż w magazynie firmy przeładunkowej.

W dobrej firmie przeładunkowej możesz również zlecić transport towaru bezpośrednio do siebie. Koszt takiego transportu jest konkurencyjny, a termin wybrany optymalnie i dostosowany do twojego kalendarza.

Firm oferujących przeładunek i kompleksową obsługę kamienia – od oclenia po dostarczenie na plac – nie ma wiele. Jedną z nich jest firma Antałki sp. z o.o. z Gdańska. To specjaliści od rozładunku kontenerów, z dużym doświadczeniem w pracy z kamieniem. Dysponują wystarczającą ilością specjalistycznego sprzętu, by rozładować każdy kontener oraz mają swój plac i zadaszony magazyn. To oznacza, że twój towar na pewno będzie dobrze zaopiekowany i bezpieczny.

Nie znasz ich? Nic straconego. Poniżej znajdziesz wszystkie dane kontaktowe. Słyszałeś o nich jakieś opinie? Najpierw sprawdź, czy osoba, która to mówiła, rzeczywiście korzystała z ich usług i czy ta historia na pewno jej się przydarzyła. Masz obawy? Nie ma powodu. Firma ma doświadczenie, odpowiednie ubezpieczenie, a umowę obsługi przygotuje zgodnie z twoimi oczekiwaniami.

Antałki

przeczytaj cały artykuł

Żuraw słupowy łamany Rozwiązanie dla nietypowych warsztatów

Autor: Łukasz Cyrklaf   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2025 13:23

 

Zuraw słupowy łamany

Praca w zakładzie, gdzie dźwiga się ciężkie elementy z kamienia, nie cieszy się dużym zainteresowaniem. Wciąż powszechny jest obraz zakładu kamieniarskiego jako miejsca ciężkiej harówki, hałasu, kurzu i przemęczenia. I choć coraz częściej jest to obraz nieprawdziwy, to niestety właśnie takie wyobrażenie mają potencjalni pracownicy.

Łukasz Cyrklaf - www.granitus.info

Mój zakład również stanął przed problemem znalezienia nowego pracownika, więc postanowiłem działać. Moim celem stało się nie tylko zwiększenie wydajności, ale przede wszystkim poprawa warunków pracy. Postawiłem sobie za cel sprawić, aby praca w moim zakładzie była bardziej nowoczesna, bezpieczna i – na ile to możliwe – komfortowa. Kilka lat temu rozpocząłem stopniową modernizację parku maszynowego oraz przestrzeni warsztatowej. Jedną z kluczowych decyzji, która okazała się strzałem w dziesiątkę, był zakup żurawia warsztatowego.

Mój warsztat ma specyficzny kształt – to długi i wąski prostokąt. W takim układzie klasyczny żuraw słupowy z ramieniem byłby mocno ograniczony pod względem zasięgu. W praktyce mógłby obsłużyć zaledwie jedną maszynę – a to mijałoby się z celem.

Długo analizowałem różne opcje, przeprowadziłem wiele rozmów. Swoim doświadczeniem i zrozumieniem specyfiki zakładów kamieniarskich przekonał mnie Tomasz Rogala z firmy TGR. Po ustaleniu moich potrzeb i sprawdzeniu możliwości hali zaproponował żuraw słupowy łamany (3 m + 4 m) o udźwigu 500 kg i kącie obrotu 270°. To rozwiązanie nie było oczywiste. Żuraw łamany wymaga większej wprawy w obsłudze, a samo manewrowanie takim urządzeniem nie należy do najprostszych. Jednak miał jedną, zasadniczą zaletę: jego zasięg pozwalał na obsługę znacznie większej przestrzeni warsztatowej.

Dziś ten żuraw obsługuje piłę, boczkarkę, szlifierkę kolankową oraz dwa stanowiska ręcznej obróbki. Czy jest idealnie? Nie, bo zdarza się, że dwóch pracowników potrzebuje go w tym samym czasie. Ale bilans korzyści jest zdecydowanie dodatni.

szkic hali Szkic hali produkcyjnej

Jeszcze przed instalacją żurawia wyglądało to tak: jeden pracownik, chcąc przenieść ciężki element, musiał prosić o pomoc kolegę – lub nawet dwóch. Ci przerywali swoje zajęcia, przemieszczali się po hali, często zdejmowali fartuch i dopiero wtedy pomagali. Cały ten proces zabierał czas i energię więcej niż jednej osobie. W skali dnia, tygodnia czy miesiąca to mnóstwo bezproduktywnego czasu. Teraz wystarczy jeden pracownik i kilkadziesiąt sekund, by przy pomocy żurawia bezpiecznie i sprawnie przenieść dowolny element. To kolosalna zmiana dla wydajności, ergonomii i komfortu pracy.

Nie można pominąć jeszcze jednej, niezwykle ważnej kwestii – bezpieczeństwa pracy. Kamień to materiał piękny, ale niestety także ciężki. Przenoszenie jego elementów niesie za sobą ryzyko urazów, przeciążeń i kontuzji. Żuraw zminimalizował te zagrożenia niemal do zera. Pracownicy nie muszą już ryzykować zdrowiem, by wykonać swoją pracę.

Z perspektywy czasu nie mam żadnych wątpliwości – była to jedna z najlepszych inwestycji, jakie podjąłem w ostatnich latach. Żuraw usprawnił proces produkcyjny, wpłynął pozytywnie na wizerunek firmy i komfort zespołu. Zyskała na tym cała firma.

Myślę, że warto o tym mówić głośno, bo dziś możliwości modernizacji warsztatu są naprawdę szerokie. Kluczem jest współpraca z odpowiednią firmą, która nie tylko sprzeda urządzenie, ale przede wszystkim zrozumie specyfikę naszego zakładu, oceni warunki na miejscu i doradzi najlepsze możliwe rozwiązanie.

W moim przypadku tak właśnie było. I dlatego dziś mogę z przekonaniem powiedzieć: ta inwestycja nie tylko się opłaciła – ona po prostu zmieniła mój warsztat na lepsze.

Żuraw słupowy Przykład zastosowania żurawia łamanego w innej nietypowej hali

 


 Tomasz Rogala, TGR, Świebodzice:

W firmie Granitus Łukasza Cyrklafa zamontowaliśmy żurawia łamanego Iron System o wysokości 3 m i wysokości roboczej pod belką 2,67 m. Całkowita długość ramienia to 7 m, podzielona w proporcjach 3+4. Udźwig 500 kg był kompromisem między potrzebami a kosztami.

Wariantów żurawi jest oczywiście nieskończenie wiele, ponieważ możemy – i zawsze tak robimy – dopasować wysokość do wnętrza hali i potrzeb klienta. Wymiary mogą się zmieniać co 0,5 m. Długość ramienia może sięgać do 7 m; ramiona powinny być równe lub mieć różnicę długości do 1 m. Udźwigi żurawi zaczynają się od 125 kg, a mogą wynosić nawet 1000 kg (w tym przypadku maksymalna długość ramienia to 6 m). Wciągnik jeździ po ramieniu nr 2 albo jest zawieszony na stałe na jego końcu.

Warto jednak pamiętać, że taki żuraw znajduje zastosowanie wtedy, gdy inne konstrukcje – ze względu na geometrię pomieszczenia – nie zdają egzaminu. Dwa ramiona są nieco trudniejsze w manewrowaniu, ale czasem pozwalają rozwiązać poważne problemy z dostępem do maszyn.

Ironsystem


zdjecia i rysunki: Łukasz Cyrklaf, Tomasz Rogala

 

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Tomaszem Surowcem

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2025 00:00

Tomasz Surowiec

35 lat temu, w 1990 roku, mój ojciec założył firmę. Była to jego wizja i pasja, która małą  firmę  logistyczną  z  Trójmiasta przekształciła w globalnego gracza. Na początku byliśmy niczym mała rybka w wielkim stawie – lokalni gracze na rynku logistycznym. Ale kto by pomyślał, że z tej małej rybki wyrośnie całkiem duży szczupak?

Dziś do firmy dołączyło już trzecie pokolenie, które kontynuuje pracę mojego ojca. To historia, która naprawdę napawa dumą!

Oczywiście naszą mocną stroną, która nieprzerwanie rozwijała się przez te 35 lat, jest logistyka. Kamieniami milowymi była dostawa do Polski wszystkich fabryk Daewoo oraz Program 10+ Grupy LOTOS w Gdańsku. Ten drugi to największa inwestycja polskiej gospodarki w latach 2007–2011, w której zapewnialiśmy transport najcięższych w historii reaktorów – o wagach jednostkowych 1300, 1100 i 800 ton. To była nasza logistyka w pełnej krasie, która nie tylko „podejmuje wyzwania”, ale wręcz je kreuje!

Właśnie ta odnoga naszej działalności, jaką jest logistyka, stała się fundamentem, na którym budujemy do dziś – wciąż nieprzerwanie rozwijamy nasze zdolności logistyczne, by sprostać rosnącym wymaganiom rynku. Oferujemy również frachty kontenerowe z całego świata i przeładunki na naszych placach portowych.

A jak to było z kamieniem? Już w 2000 roku zaczęliśmy rozglądać się za nowymi rynkami. Zaczęło się od targów w Chinach, gdzie promowaliśmy polskie produkty. Tak, polskie produkty – takie jak podłogi Kronopolu i wykładziny Lenteksu. I to właśnie tam, wśród stoisk chińskich wystawców, odkryliśmy granit. Nie tylko zakochaliśmy się w nim, ale zauważyliśmy, że jest to materiał, który ma ogromny potencjał na polskim rynku budowlanym i nagrobkowym. I tak obok logistyki pojawił się handel, a kamień stał się jednym z głównych produktów w ofercie Hermesa. Krok po kroku staliśmy się jednym z głównych dostawców granitu – najpierw lokalnie, a później w skali całego kraju.

Kto by pomyślał, że to właśnie granit stanie się naszą „skałą” sukcesu! (śmiech) Ale to nie koniec – od tamtego czasu oczywiście poszerzyliśmy ofertę i pojawiły się marmury, trawertyny, łupki, kwarcyt oraz konglomeraty, które ostatnio stały się prawdziwym hitem!

W branży kamieniarskiej na pewno ważnym krokiem było przystąpienie do Polskiego Związku Kamieniarstwa. To otworzyło nam drzwi do współpracy z całą rzeszą fachowców w branży kamieniarskiej, co znacząco podniosło naszą jakość i profesjonalizm. Dzięki temu staliśmy się częścią silnej i dynamicznej społeczności, która wymienia się doświadczeniami i wiedzą. To była świetna decyzja, która pozwoliła nam nie tylko nawiązać ważne kontakty, ale także rozwijać i doskonalić naszą ofertę – w tym w zakresie granitu i innych kamieni naturalnych.

Rynek międzynarodowy też nie ma dla nas tajemnic. Współpraca z Chińczykami – od której zaczęliśmy import granitu – na pewno była kluczowa. Oprócz tego nawiązaliśmy współpracę z producentami z Indii, Włoch, Hiszpanii, Turcji. Rozwinęliśmy naprawdę szeroką sieć dostaw.

I tu przydało się doświadczenie zdobyte w logistyce. Hermes ma ponad 300 wyselekcjonowanych agentów logistycznych na całym świecie. Co to oznacza? Że możemy dostarczać i odbierać towary z każdego zakątka globu. A kamień to też towar – przy tym jakże szlachetny! Staliśmy się kamieniarskimi podróżnikami – jeździmy wszędzie i zewsząd przywozimy kamień. Niczym wspomnienia z każdej podróży.

Najważniejsze jednak, by to wszystko połączyć – stworzyć spójną ofertę, która będzie kompleksowa i atrakcyjna. Granit to nasz produkt strategiczny, ale nie tylko. Mamy szeroką ofertę kamieni naturalnych, które są po prostu piękne i ponadczasowe: marmur, kwarcyt, trawertyn. W ostatnich latach dołączyły także konglomeraty, które robią furorę. Widzimy, jak zmieniają się potrzeby rynku, i staramy się na nie reagować. Wiesz... mimo że nie mamy kamieniarskich korzeni, to już myślimy jak kamieniarz – kiedy logistycy, transportowcy widzą tylko kamień, my widzimy potencjał! To nas wyróżnia na tle konkurencji.

Co jest naszą przewagą? Elastyczność! Jesteśmy jak kameleon – potrafimy dostosować się do każdej sytuacji. Od posadzek na lotniskach, przez piękne kamienie na nagrobki, aż po rozwiązania wykończeniowe w najlepszym wydaniu. No i jakość – zawsze dbamy o to, by nasze produkty, nasze usługi były najwyższej klasy. Bez kompromisów!

Współpracujemy z wieloma znanymi na rynku kamieniarskim firmami. Te bardziej rozpoznawalne projekty wspólnie wykonane to choćby lotnisko w Gdańsku czy galerie handlowe w wielu miastach. Czasem jesteśmy inwestorem, czasem wykonawcą podejmującym zlecenie, bardzo często dostawcą kamienia. Zawsze dokładamy do tego wartość dodaną – może trochę intelektualną – w postaci doświadczenia i interdyscyplinarnego podejścia do każdego zadania czy zlecenia.

Skoro pytasz o przyszłość, to upatruję w niej kolejnej kamiennej rewolucji! Granit, marmur, konglomeraty – będziemy je oferować w jeszcze bardziej zróżnicowanej formie. A przy tym będziemy myśleć ekologicznie – granit może być piękny i trwały, ale i przyjazny dla środowiska. Będziemy szukać innowacyjnych rozwiązań, które zmieniają rynek budowlany i nagrobkowy na lepsze. Będziemy wybierać najlepsze firmy kamieniarskie do współpracy na terenie kraju. A jak to wszystko połączymy, to jesteśmy pewni, że kolejne 35 lat będzie równie ekscytujące jak te pierwsze! Przed nami jeszcze wiele projektów, które będą nie mniej spektakularne.

Tomasz Surowiec z córką Martą. /fot. gdyniaprzedsiebiorcza.pl/
Tomasz Surowiec z córką Martą. /fot. gdyniaprzedsiebiorcza.pl/

przeczytaj cały artykuł

Promasz 5-osiowa piła PLC

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2025 00:00

Promasz PLC

Jednosuportowa piła wzdłużna PLC PW1TK-14.0-600-PLC to zaawansowane urządzenie przeznaczone do precyzyjnego cięcia kamienia naturalnego oraz materiałów syntetycznych.

Konstrukcja maszyny umożliwia obróbkę w pięciu osiach (X, Y, Z, B, C), co pozwala na realizację zarówno prostych, jak i bardziej skomplikowanych zadań technologicznych, takich jak wycinanie prostokątów, okręgów, łuków, trójkątów, krzyży czy niestandardowych kształtów.

Urządzenie wyposażone jest w silnik o mocy 16 kW oraz stół roboczy o wymiarach 3200 × 2100 mm. Dzięki interpolacji ruchów w trzech osiach oraz wychyłowi głowicy do 90°, możliwe jest wykonywanie cięć pod kątem, frezowanie zlewów, ociekaczy oraz napisówek i elementów dekoracyjnych.

Maszyna została przystosowana do pracy z tarczami o średnicy do 600 mm, a pole robocze wynosi 3500 × 3000 mm. Tory o długości 4000 mm pozwalają na swobodne przesuwanie głowicy w trakcie obróbki.

Zastosowane oprogramowanie CAD-CAM umożliwia modelowanie projektów w technologii 2D i 3D, a także profilowanie materiałów i przeprowadzanie symulacji cięć z kontrolą kolizji. Maszyna posiada pamięć umożliwiającą zapisanie ponad 60 automatycznych sekwencji cięcia.

Maszyna PLC PW1TK-14.0-600-PLC znajduje zastosowanie w zakładach, które realizują zarówno standardowe, jak i bardziej złożone procesy obróbki kamienia. Możliwość dostosowania urządzenia za pomocą dostępnych opcji dodatkowych pozwala na skonfigurowanie stanowiska pracy zgodnie z wymaganiami konkretnego procesu produkcyjnego.

W opcjach dodatkowych można znaleźć:

  • centralne chłodzenie,
  • silnik z chłodzeniem wewnętrznym – do frezowania,
  • laser wskazujący linie cięcia

i wiele więcej...

Obecnie to bestseller w firmie Promasz – automatyzacja cięcia to możliwość obsługi kilku maszyn przez jednego pracownika lub ograniczenia zatrudnienia.


 

PLC Więcej informacji:
ww.zpupromasz.pl
tel. +48 74 836 52 06
tel. +48 531 119 198

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 7 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.