Reklama


Artykuły

Zasłużony dla kamieniarstwa Rzeczypospolitej Polskiej

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: środa, 15 lipca 2026 00:00

kk142_28_1.jpg

Dlaczego nadaje się medale? Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi na myśl, to: aby docenić konkretną osobę. To pokazanie, że ta odznaczona osoba swoją postawą, pracą i dokonaniami wniosła do danej społeczności wartości wykraczające poza osobisty bieżący interes. Jest to zatem sposób publicznego podziękowania za dotychczasowe dokonania.


Kolejna myśl jest taka, że samo odznaczenie nie wpłynie na dalsze zaangażowanie, ponieważ z natury są to osoby z duszą społecznika i samo udekorowanie medalem nie jest motorem do działania. Z drugiej strony, przyznając odznaczenie, chcemy pokazać postawy, które są nam bliskie, chcemy je promować, pokazywać i wedle nich działać.

W 2015 roku zostało ustanowione odznaczenie „Zasłużony dla Kamieniarstwa Rzeczypospolitej Polskiej” jako forma uhonorowania osób szczególnie zasłużonych dla rozwoju polskiego kamieniarstwa. W dotychczasowej historii odznaczenia wyróżniono kamieniarzy, ludzi nauki, osoby związane z wydobyciem surowców, propagatorów kamieniarstwa, a także Miasto Strzegom jako istotny ośrodek na kamieniarskiej mapie Polski, o bogatej tradycji w wydobyciu i obróbce kamienia.

Podczas XXXI Walnego Zjazdu Polskiego Związku Kamieniarstwa wręczone zostały medale dwóm zasłużonym członkom naszej branżowej społeczności: Antoniemu Młynarskiemu i Pawłowi Szambelanowi.

 

Antoni Młynarski
Antoni Młynarski

Antoni Młynarski od ponad trzydziestu lat udowadnia, że sukces w kamieniarstwie buduje się przede wszystkim pracą, konsekwencją i pasją. Założona przez niego firma I-MAR z Żyrardowa z niewielkiego przedsiębiorstwa stała się rozpoznawalną marką, cenioną za wysoką jakość realizacji i profesjonalizm. Przez lata swojej działalności nie tylko rozwijał własną firmę, ale również wyznaczał nowoczesne kierunki rozwoju polskiego kamieniarstwa, wprowadzając wysokie standardy jakości, inwestując w nowe technologie i pokazując, jak skutecznie łączyć rzemieślniczą tradycję z nowoczesnym podejściem do biznesu. Dla wielu przedsiębiorców i młodszych pokoleń kamieniarzy stał się wzorem do naśladowania i punktem odniesienia w kierowaniu przedsiębiorstwami.

 

 

Paweł Szambelan
Paweł Szambelan

Paweł Szambelan, wieloletni redaktor naczelny Kuriera Kamieniarskiego, dokumentował najważniejsze wydarzenia z naszego świata, przedstawiał ludzi tworzących branżę, relacjonował zmiany technologii i promował inicjatywy, które miały wpływ na naszą branżę. Dzięki niemu wiele firm i rzemieślników mogło zaprezentować swoje osiągnięcia, a czytelnicy zyskali rzetelne źródło wiedzy i informacji o tym, czym żyje polskie kamieniarstwo. Dla wielu z nas Kurier był i jest istotnym źródłem informacji o naszej branży.

 

Odznaczenie „Zasłużony dla Kamieniarstwa Rzeczypospolitej Polskiej” jest symbolem uznania dla ludzi, którzy wyszli poza zakres swoich zawodowych obowiązków i pozostawili trwały ślad w naszej branży. Przedstawieni powyżej kawalerowie odznaczenia reprezentują dwa różne obszary działalności, ale obaj charakteryzują się wielkim zaangażowaniem na rzecz kamieniarstwa oraz ludzi, którzy je tworzą.

Obecnie na liście odznaczonych są 32 osoby i instytucje. Jak myślicie – kto jeszcze zasłużył?

Wręczenie medalu Antoniemu Młynarskiemu



Zdjęcia: Ewa Bałanda, balandafotografia.pl

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł

Sukces to nie pieniądze na koncie. Rozmowa przy kawie z Jerzym Rojkiem

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: piątek, 22 maja 2026 00:00

rozmowa przy kawie

Kiedyś wiele rzeczy robiłem sam, kombinowałem, budowałem urządzenia, które zresztą do dzisiaj nadal pracują. Ale po czterdziestu siedmiu latach firma musi iść dalej. Te stare rozwiązania już nie wystarczają. Dlatego u nas w firmie dużo się teraz zmienia.

Jerzy Rojek

Uruchamiamy nowy zakład.

To projekt wart czternaście milionów złotych. To jest trzydzieści różnych urządzeń: od lasera, przez krawędziarki, maszyny CNC, roboty spawalnicze, szlifierki, różne nowoczesne maszyny. Niczego nie przenosimy ze starego zakładu – uruchamiamy nowe możliwości w nowym miejscu. Kiedyś brakowało nam miejsca, teraz miejsca jest dużo. Ale to dobrze, bo firma powinna mieć przestrzeń na rozwój, a nie od razu dobijać do sufitu.

Nowy zakład Rodlew QMD powstał na terenie po dawnej hucie Silesia. To miejsce z historią, ale też z potencjałem. Jest tam staw, jest tężnia, są stare familoki, które miasto odnawia. Ten teren ma swój charakter. Od strony stawu, w granicy działki, stoi nasza hala z gładką ścianą o długości 45 mb i 5 m wysokości. Te ponad 200 m² powierzchnię chcemy wykorzystać na mural. Nie jakiś przypadkowy napis, tylko coś żywego, artystycznego, złożonego z kilku segmentów. Ma pokazywać historię tego miejsca: dawną hutę, dworzec, przebudowane budynki (familoki), sportowy stadion ROW, tężnię, lokalne motywy, hutnictwo i górnictwo, a także tutejsze codzienne życie. Chodzi o to, żeby ta ściana mówiła coś o przemysłowej dzielnicy Rybnika – Paruszowcu. To jedna z 27 dzielnic miasta, która jest na etapie rewitalizacji. Wyzwanie zrobiło się spore, ale dogadujemy się z lokalnymi artystami i wkrótce ruszą prace.

Firma żyje w konkretnym miejscu.

Ten mural jest ważny dla mnie, bo firma nie może być tylko miejscem, gdzie stoją maszyny i jeżdżą wózki. Pokazuje, że nie jesteśmy tylko od produkcji, ale że jesteśmy częścią tego miejsca. Firma musi produkować, musi zarabiać, musi utrzymać ludzi. Ale jeśli ma trwać dłużej niż jedno pokolenie, to musi też mieć sens szerszy niż sama faktura. Musi być związana z miejscem, z ludźmi, z historią i tym, co po niej pozostanie.

Nowy zakład to też nowe pomysły.

Pomysłów w firmie nigdy nie brakowało. Wchodzimy w nowe rzeczy: urny, kolumbaria, wyposażenie kaplic cmentarnych i domów pogrzebowych. Stojaki na urny, stojaki na zdjęcia i kwiaty, kolumbaria modułowe, różne elementy z metalu, który jest naszym ulubionym materiałem i naszym rzemiosłem. Jednak otwieramy nowe obszary. Rynek nagrobków się zmienia – został znacznie zmodyfikowany w dotychczasowym rozumieniu. Trzeba to widzieć i szukać nowych kierunków. Nadal zostajemy w metalu, nadal wykorzystujemy swoje doświadczenie, tylko wchodzimy w przestrzeń, która rośnie razem ze zmianami w branży funeralnej – choć nie wszyscy jesteśmy zadowoleni z tak szybko postępujących zmian.

Zostanie ślad po mnie i po firmie.

Prace z metalem to odlewnia, od której zaczynałem i która nadal się rozwija. Znani jesteśmy z liter i akcesoriów nagrobnych, ale robimy także różne ciekawe prace w innych obszarach. Obecnie bierzemy udział w rewitalizacji starówki Wodzisławia Śląskiego. Pod nadzorem muzeum powstaje makieta rynku sprzed II wojny światowej, wykonana w brązie, która stanie na wodzisławskim Rynku. Po wojnie Starówka była odbudowana nie całkiem wiernie. Na podstawie materiałów archiwalnych odtwarzamy ponad 30 domów, które kiedyś tu stały. Budynki są odtworzone bardzo dokładnie na podstawie materiałów zgromadzonych w muzeum i pod nadzorem dyrektora tej placówki. Dla lokalnych mieszkańców to ma znaczenie, bo to nie są anonimowe obiekty. Ktoś powie: tak przed lutym 1945 roku wyglądał ten czy inny dom.

Mamy też udział w realizacjach dużo większych, bardzo symbolicznych. W Gdańsku uczestniczyliśmy w tworzeniu największego na świecie Bursztynowego Ołtarza Ojczyzny w bazylice św. Brygidy. Dla mnie to nie jest tylko sprawa religijna. To jest też rzecz historyczna. To także Ołtarz Patriotyczny, który powstawał w związku ze stuleciem odzyskania niepodległości. Są tam krzyże wolnościowe – między innymi symbole z Gdańska, Poznania, kopalni Wujek, Giewontu i wiele innych, upamiętniające miejsca walki o naszą 100-letnią niepodległość. My wykonywaliśmy część tych realizacji. Obok loga Orlenu i Lotosu zawieszono na ołtarzu nasze „złote” serce z napisem Rodlew QMD Rybnik. Ślad po firmie zostanie tu na wieki.

Podobnie patrzę na pomysł wykonania kopii dzwonu Zygmunta w formie statuetki, nad którą teraz pracujemy. Czy wiesz, że na jego temat odbywają się poważne sympozja? Że prowadzone są dogłębne badania? Dzwon Zygmunta jest traktowany niemal jak relikwia. Dodatkowo nie każdy może tam wejść i wykonywać pomiary. W tym temacie, jak i przy pracach nad kopią największego dzwonu świata, jaki został wykonany przez polską firmę (obok Rybnika), współpracujemy z Instytutem Odlewnictwa PŚ w Gliwicach. Choć z tego pewnie „wielkiego chleba” nie będzie, to prestiż, wiedza i doświadczenie zostaną.

Odlewanie to nie jest magia, tylko proces.

Najpierw trzeba mieć wizję. Można coś odtwarzać lub wzorować się na istniejącym obiekcie. Albo można przyjść z pomysłem. Ktoś chce statuetkę dla firmy, ktoś chce medal dla izby lub symbol dla fundacji, a ktoś inny pamiątkę na rocznicę itp. Najpierw jest rozmowa, potem powstaje projekt, model, forma i odlew.

My pracujemy tradycyjnie, na masach olejowych, z różnymi sztuczkami odlewniczymi. Model może być z gipsu, gliny, żywicy, drewna, dzisiaj nawet wydrukowany w 3D. Z modelu wykonuje się formę, która jest jednorazowa – ulega zniszczeniu w czasie wyciągania odlewu. Model zostaje i na jego bazie można robić kolejne formy pod kolejne odlewy.

Od początku podstawowe założenie było takie: kamieniarz ma sprzedać i nie myśleć o problemach.

Nie może mieć reklamacji, nie może się wstydzić przed klientem, nie może po roku tłumaczyć, dlaczego coś rdzewieje albo się rozsypuje. Dlatego odlewnia od początku zawsze była w centrum mojej uwagi. Później dołączyła do tego nierdzewka, która również musiała sprostać tej zasadzie.

Po przemianach w 1990 roku do Polski weszli Włosi z pięknymi katalogami, bogactwem wzorów i sztuką odlewniczą, która robiła na kamieniarzach ogromne wrażenie. My przy tym wyglądaliśmy skromnie. Oni mieli kulturę, tradycję, design, formy, masową produkcję. Nie było wtedy co udawać, że jesteśmy na tym samym poziomie.

Na początku Rodlew handlował też włoskimi produktami. Szybko jednak kamieniarze zorientowali się, że sami mogą kupować we Włoszech, więc zacząłem szukać nowych pomysłów. Jednym z nich – obok rozwijania odlewni – była stal nierdzewna. Czasy były trudne, brąz kradziono na potęgę – nierdzewkę trudniej jest sprzedać na złom albo przetopić. Na polski rynek próbowali z tym materiałem wejść Słowacy, ale mieli kiepski materiał i ich latarki rdzewiały, a oferta wtedy była uboga. A ja miałem wiedzę materiałową, bo pracowałem w laboratorium metalograficznym. Wiedziałem, że trzeba zastosować inny materiał. Nie zwykłą stal nierdzewną, jakiej używa się np. na sztućce – ale stal kwasoodporną. I to nam dało przewagę. Mogliśmy pokazać, że nasze nie rdzewieje.

Wtedy używało się marketingowego porównania do Zeptera, który był symbolem jakości i luksusu: „to taki materiał jak garnek Zeptera, tylko garnek ma inne dno”. Ludzi wtedy przekonywał ten argument i tak się budowało zaufanie. Mam więc satysfakcję, że w tak szerokim asortymencie wprowadziłem stal nierdzewną do branży nagrobkowej w Polsce. Na rynku przyjmowała się bardzo powoli. Potrzebowała „swojego czasu”. Dobrym przykładem jest stal nierdzewna malowana. Kiedy w 1997 roku po raz pierwszy wystawialiśmy się na Targach Kamieniarskich w Wałbrzychu, pokazywaliśmy wzory krzyży, latarek i aplikacji ze stali kwasoodpornej – malowanej. Wtedy wielu kamieniarzy patrzyło co najmniej ze zdziwieniem, uważając, że to „poroniony pomysł”. Dziś, po 30 latach, doczekał się szerokiej akceptacji.

Z konkurencją zawsze było trudno, bo w tej branży z etyką bywa różnie.

Jedni są lojalni od lat, wiedzą, że u nas jest pewność, faktura i jakość. Inni zamówią tam, gdzie będzie taniej – nawet jeśli to podróbka sprzedawana „nieetycznie” i bez gwarancji. Takie mamy realia. Etyka, zasady, słowo, umowa dla niewielu ma jeszcze znaczenie. Musimy z tym żyć.

My zawsze uciekaliśmy do przodu. Ktoś nas podrabiał, a my robiliśmy następne rzeczy. I znowu następne. Nie ma innej drogi. Firma musi tworzyć, musi szukać, musi próbować. Zdrowa konkurencja jest potrzebna, bo wymusza ruch, i trzeba być przed nią, a nie za nią.

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest jednak prowadzenie firmy rodzinnej.

To jest jak chodzenie po linie. Z jednej strony jest rodzina, jej potrzeby, ambicje, marzenia, różne oczekiwania. Z drugiej strony jest firma: pracownicy, inwestycje, rozwój, odpowiedzialność. Nie da się wszystkich usatysfakcjonować. Dzieci dorastają, ktoś kończy studia, ktoś się żeni, ktoś chce własnego biznesu, ktoś uważa, że powinien mieć większy udział itd. Jeśli się tego nie uporządkuje, firma może się od środka rozsypać.

Dla mnie sukces nie polega tylko na tym, że ma się pieniądze na koncie. Sukces polega na tym, że człowiek przeszedł długą drogę, poradził sobie z problemami, z ludźmi, z pracownikami, z otoczeniem, z polityką, z rodziną, z samym sobą. I może powiedzieć: nie mam wielkich zobowiązań, nikt mnie nie ściga, firma działa, dzieci mają swoje miejsce, a ludzie pracują i firma się rozwija.

Sukcesja przyszła u nas późno.

Może za późno, ale też dlatego, że wcześniej nie było czego sensownie przekazywać. Jak ktoś ma biurko i komputer, to sukcesja jest prosta. Ale jeżeli ma zakład, maszyny, pracowników, majątek, stare technologie i nowe wyzwania, to musi najpierw doprowadzić firmę do stanu, w którym przekazanie ma sens.

Oczywiście, że miałem swoją wizję sukcesji. Dwie córki, zięć, wszyscy w firmie, wszystko wyglądało logicznie. Byli w zarządzie Rodlew QMD, pracowali i uczestniczyli w procesie rozwoju firmy rodzinnej. Jedna córka i zięć nagle podjęli decyzję, że sprzedają dom, wychodzą z firmy i wyjeżdżają na drugi koniec Polski. Pierwsza reakcja – szok. Bo liczysz na to, że ktoś będzie kontynuował, rozwijał, przejmie odpowiedzialność. A tu się okazuje, że oni tego nie chcą. Że chcą żyć inaczej.

I teraz masz wybór. Albo robisz z tego konflikt, albo próbujesz to zrozumieć. Ja wybrałem to drugie rozwiązanie. Bo to jest ich życie, nie moje. Oni wykorzystali to, czego się tutaj nauczyli, i potrafili to przełożyć na swoją rzeczywistość. Radzą sobie, mają swoje źródła dochodu, mają dzieci, funkcjonują. I to też jest wartość. Dalej się wspieramy.

Jerzy Rojek

Nie można narzucać swojej wizji życia innym, nawet jeśli wydaje się najbardziej logiczna.

W firmie została druga córka i trzeba było dalej budować firmę w innym układzie. Do współpracy na stanowisko dyrektora firmy zatrudniłem inżyniera, z którym 25 lat współpracowałem. Bardzo skutecznie zajmował się projektem unijnym – przetargi, dokumentacja, wskaźniki, kontrola. Dlatego pojawił się temat udziałów w firmie dla ludzi spoza rodziny. Bo dzisiaj nie wystarczy, że ktoś pracuje. On musi myśleć jak właściciel. Musi czuć odpowiedzialność, musi widzieć sens tego, co robi. Inaczej firma nie pociągnie.

Dla mnie bardzo ważne jest też to, żeby proces wycofywania się z firmy był łagodny. Żeby to nie było nagłe odcięcie. Nasze pokolenie żyło inaczej. Myśmy żyli pracą. Praca była trochę jak hobby, trochę jak sposób na życie, trochę jak ucieczka od tej szarej rzeczywistości. Nie było tylu możliwości, tylu bodźców, tylu rozrywek. Tworzenie czegoś dawało satysfakcję. Człowiek się rozwijał, uczył, poznawał ludzi. To było naturalne. Dzisiaj młodzi mają inne podejście. Chcą żyć, korzystać, mieć czas. I to też trzeba zrozumieć.

Ale z drugiej strony nie chcę całkiem wypaść z firmy. Trzeba znaleźć sobie miejsce. Odlewnia to nadal mój konik. Robię eksperymenty technologiczne, nowe rozwiązania, rzeczy, na które w normalnym biegu produkcji nigdy nie było czasu. Marzy mi się prototypownia, miejsce, gdzie można próbować, eksperymentować, poprawiać, przygotowywać kolejne warianty. Bez tego nie ma rozwoju.

Patrzę na wszystko z perspektywy, że ja już naprawdę nie muszę wszystkiego.

Mam kampera, jeżdżę np. na festiwale country, mam swoje przyczółki, swoje przyjemności. Lubię sobie coś kupić, coś zobaczyć, gdzieś pojechać. Człowiek powinien korzystać z życia, bo czasu nikt mu nie odda.

Z czasem pojawiają się rzeczy zupełnie inne – nagrody, wyróżnienia. Ostatnio zostałem w Rybniku Człowiekiem Roku 2025 w jubileuszowej, dwudziestej edycji tego konkursu. W ostatnich dniach na Forum Gospodarczym w Katowicach otrzymałem też nagrodę w plebiscycie Menedżer Roku Województwa Śląskiego 2026. To druga taka nominacja. Poprzednia była w 2003 roku, jeszcze w innym czasie, kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Wtedy działałem mocno w Izbie Rzemieślniczej w Katowicach. Byłem w zarządzie – udzielałem się, pisałem wiele, chyba ktoś to zauważył i docenił.

Dzisiaj – powiem szczerze – nie mam potrzeby, żeby gdzieś się pokazywać. Wolałbym spokojnie robić swoje. Ale rodzina i współpracownicy przekonali mnie, że to jest też dla firmy ważne. Bo czasy są takie, że trzeba się pokazywać, trzeba być widocznym. Zwłaszcza przy firmie, która zatrudnia ponad pięćdziesięciu pracowników, nie można sobie pozwolić na to, żeby siedzieć cicho i liczyć, że jakoś to będzie.

Najważniejsze jest, żeby po człowieku został nie tylko majątek, ale też sens.

Żeby ktoś mógł powiedzieć: to miało swoją logikę, swój bieg i myśl przewodnią. I żeby następni rozumieli, że to, co widzą dzisiaj, nie wzięło się z niczego. Gdyby nie było tamtego starego warsztatu, tych pierwszych odlewów, tych rozmów na ławce, tych wyjazdów, błędów, uporu i ryzyka, nie byłoby też dzisiejszych maszyn, nowego zakładu i kolejnego etapu firmy.

Dlatego mówię – świat się zmienia i trzeba to rozumieć. Trzeba umieć się zmieniać razem z nim. Trzeba umieć odpuścić tam, gdzie trzeba odpuścić, i trzymać tam, gdzie trzeba trzymać. I trzeba mieć świadomość, że nie wszystko pójdzie tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Ale jeżeli potrafisz to przyjąć, przerobić i iść dalej – to znaczy, że jesteś na właściwej drodze.

Dobrze, jedźmy, zobaczysz ten nowy zakład. Tam najlepiej widać to, o czym mówię. 

 


 

W momencie druku tego numeru Kuriera Kamieniarskiego nowy zakład firmy Rodlew QMD już pracował. Wrócimy do tego tematu w niedalekiej przyszłości. (przyp. red.).

 

 

przeczytaj cały artykuł

Precyzja mierzona w sekundach

Autor: Adrianna Czekaj   |   Data publikacji: czwartek, 21 maja 2026 00:00

mistrz piaskowania 2026

Relacja z XVII edycji Konkursu na Mistrza Piaskowania.

Branża kamieniarska to nie tylko ciężka praca w bloku skalnym, ale przede wszystkim kunszt detalu i precyzja wykończenia. Już od 17 lat firma ABRA z Opola udowadnia, że liternictwo to sztuka wymagająca opanowania i technicznej doskonałości. Podczas ostatnich targów Stone Poland w Nadarzynie odbyła się kolejna edycja kultowego już Konkursu na Mistrza Piaskowania, który w tym roku zyskał wyjątkową oprawę z okazji 30-lecia działalności organizatora.

Ewolucja w stronę profesjonalizmu

Idea konkursu zrodziła się z potrzeby prezentacji możliwości bezpyłowych urządzeń marki ABRA oraz wymiany doświadczeń między praktykami a producentem. Przez lata formuła zawodów ewoluowała. Początkowo uczestnicy musieli przejść cały proces – od projektowania w programie CorelDraw, przez wycinanie folii na ploterze, aż po finalną obróbkę. Z uwagi na dużą czasochłonność zasady uproszczono. Dziś zawodnicy startują z gotowym wzorem i wyciętą folią, a sędziowski stoper rusza w momencie rozpoczęcia naklejania folii na kamień.

Współczesna arena zmagań to test nie tylko umiejętności, ale i odporności na stres. Choć wszyscy pracują na tych samych ustawieniach ciśnienia i identycznym wzorze, każda praca jest inna. Komisja konkursowa w pierwszej kolejności ocenia jakość: równomierną głębokość liter, brak przepiaskowań oraz kompletność znaków. Nawet jedna pominięta kropka dyskwalifikuje z walki o podium. Dopiero przy nienagannym wykonaniu o zwycięstwie decydują sekundy.

Technologia w służbie bezpieczeństwa

Obserwacja uczestników przy pracy to fascynujące studium różnych technik – od autorskich metod „wydłubywania” liter po specyficzne prowadzenie głowicy. W ostatnich edycjach organizatorzy wprowadzili istotne udogodnienie: specjalne ramię do piaskowania. Rozwiązanie to nie tylko pomaga w utrzymaniu stabilnego toru głowicy, co przekłada się na jakość napisu, ale przede wszystkim gwarantuje bezpieczeństwo publiczności, zapobiegając przypadkowemu uniesieniu dyszy w ferworze sportowych emocji.

Co istotne, zawody przełamują stereotypy. Na przestrzeni lat dyplom Mistrza wielokrotnie trafiał w ręce kobiet, które stanowią silną i niezwykle precyzyjną grupę zawodową w polskim kamieniarstwie. Ich obecność na podium potwierdza, że w tej profesji liczy się cierpliwość i „pewna ręka”, a nie tylko siła fizyczna.

Mistrz Piaskowania 2026

Jubileuszowy finał w Nadarzynie

Rok 2026 jest dla firmy ABRA szczególny – to trzy dekady obecności na rynku, zapoczątkowanej wprowadzeniem pierwszych bezpyłowych piaskarek, a później, w 2008 r., innowacyjnych stołów automatycznych. Z tej okazji nagroda główna była wyjątkowo cenna: piaskarka bezpyłowa Sandmaster Compact o wartości 14 500 zł.

W szranki stanęło 17 profesjonalistów. Po niezwykle wyrównanej walce, gdzie o końcowym sukcesie decydowały detale, klasyfikacja końcowa ukształtowała się następująco:
• I miejsce (Mistrz Piaskowania):
Piotr Puchalski (Kamieniarstwo Nagrobkowe Puchalski, Sokołów Podlaski).
• II miejsce: Fabian Kmiecik
(Zakład Kamieniarski Kmiecik, Żarnów) – nagrodzony 3 rolkami folii serii Hard.
• III miejsce: Łukasz Czerepak (Giżycko) – nagrodzony 2 rolkami folii serii Hard.

Refleksja nad warsztatem: dlaczego detale są kluczowe?

Sukces w konkursie, podobnie jak w codziennej pracy zakładu kamieniarskiego, zależy od zrozumienia fizyki procesu piaskowania. Właściwy dobór dyszy, ciśnienia, grubości folii czy ścierniwa to fundamenty. Wielu doświadczonych fachowców podkreśla, że to właśnie takie spotkania pozwalają zweryfikować własne nawyki i podpatrzyć rozwiązania, które skracają czas pracy przy zachowaniu najwyższych standardów estetycznych.

Nowoczesny park maszynowy, taki jak prezentowane systemy marki ABRA, znacząco redukuje ryzyko błędów, jednak czynnik ludzki pozostaje niezastąpiony. Umiejętność zachowania zimnej krwi, gdy kunszt rzemieślnika oceniają koledzy po fachu oraz surowa komisja, jest najlepszym świadectwem profesjonalizmu. Gratulujemy wszystkim uczestnikom odwagi i pasji, z jaką podchodzą do swojego rzemiosła, wyznaczając nowe standardy w polskiej branży kamieniarskiej.

Mistrz Piaskowania 2026

Tomasz Czekaj wręcza nagrodę zwycięzcy Piotrowi Puchalskiemu

przeczytaj cały artykuł

Strzegom 2026: Granitowe Serce Polski Dwa wieki trwania w twardej skale

Autor: Tomasz Kruszelnicki   |   Data publikacji: wtorek, 19 maja 2026 14:12

ŚGS Strzegom 2026

Gdy pociąg zwalnia na stacji w Strzegomiu, pasażerów wita widok, który zapiera dech w piersiach i natychmiast definiuje tożsamość tego miejsca. Nad horyzontem dominuje Góra Zwycięstwa – monumentalny amfiteatr wykuty ludzką ręką, gdzie jasne ściany wyrobisk lśnią w słońcu niczym blizny na ciele ziemi. To tutaj bije serce polskiego kamieniarstwa.

W czerwcu 2026 roku pył granitowy osiada na rynkowych kamienicach z wyjątkową lekkością, obwieszczając wielki jubileusz: 200 lat od chwili, gdy przemysłowy rytm na zawsze zmienił losy tego miasta.

Fundamenty: Od wizji Bartscha po narodową dumę

Wszystko zaczęło się w 1826 roku, kiedy Friedrich Samuel Bartsch, człowiek o żelaznej woli i wizji wykraczającej poza epokę, uruchomił pierwszy profesjonalny łom – legendarny „Barcz”. Przez dwa stulecia strzegomskie kamieniołomy stały się żywą tkanką polskiej architektury. To stąd, z ogromną pieczołowitością, selekcjonowano bloki na powojenną rekonstrukcję Kolumny Zygmunta w Warszawie. To tutaj surowy, szary granit poddawał się wizjonerskiemu dłutu Xawerego Dunikowskiego, stając się materią dla dzieł nieśmiertelnych.

fortepian w kamieniołomie

Jednak historia Strzegomia to nie tylko triumfy inżynierii. To także głęboki cień obozu Gross-Rosen, gdzie w nieludzkich warunkach więźniowie kruszyli skałę własnym cierpieniem. Pamięć o tym „granitowym piekle” jest w Strzegomiu wciąż żywa – stanowi moralny kompas dla dzisiejszych pokoleń kamieniarzy, przypominając, że za każdą toną urobku stoi człowiek i jego trud.

Aleja Rzeźb: Gdzie kamień uczy się latać

Strzegom to miasto, które udowadnia, że najtwardszy surowiec świata może nabrać lekkości piórka. Aleja Rzeźb to unikalna w skali Europy „podniebna galeria”, w której nowoczesne formy rzeźbiarskie prowadzą dialog z otwartą przestrzenią nieba.

Inauguracja obchodów rozpocznie się 12 czerwca 2026 r. wernisażem Patryka Nieczarowskiego w Centrum Aktywności Społecznej „Karmel” – miejscu, gdzie historia murów spotyka się ze świeżością współczesnego spojrzenia na kamień.

Punktem kulminacyjnym będzie jednak happening w samej Alei. To tam, od kilku lat, stoi rzeźba Nieczarowskiego stworzona podczas Strzegomskiego Biennale Rzeźby w Granicie. Przedstawia ona Jana Himilsbacha – postać kultową, aktora i pisarza, który zanim został twarzą polskiego kina, był jednym z nas: strzegomskim kamieniarzem. Ten „nieoficjalny pomnik 200-lecia” to hołd dla autentyczności. Himilsbach, tak jak strzegomski granit, był szorstki na zewnątrz, ale nosił w sobie niezwykłą duszę. Jego obecność w Alei przypomina, że kamieniarstwo to nie tylko zawód – to stan umysłu.

Weekendowy festiwal zmysłów
(13–14 czerwca 2026 r.)
Stadion OSiR na dwa dni zamieni się w tętniące życiem centrum integracji branży i mieszkańców, na które zapraszają Burmistrz Strzegomia oraz Strzegomskie Centrum Kultury:

  • Sobota (13 czerwca): Scenę wypełnią lokalne talenty, których pasja kiełkuje w cieniu kamieniołomów. Usłyszymy Autorskie Studio Piosenki Pauliny Lendy, Marię Hańbicką oraz potężne uderzenie Granit Wind Orchestra. Wyjątkowym momentem będzie występ gości z czeskich Hořic – miasta, z którym Strzegom tworzy niezwykły duet: miłość do granitu spotyka się tu z tradycją piaskowca. Wieczór podkręcą Motyle i After Party, a nocny rytm nada DJ Sozan.
  • Niedziela (14 czerwca): Dzień „Mocnego Uderzenia”. Kiedy słońce zacznie chylić się ku zachodowi, scenę przejmą formacje OYA, Headwich, Hallo Gramy oraz Ślad. Finał jubileuszu to muzyczna petarda: legenda buntu, czyli Proletaryat, oraz niepowtarzalny Nocny Kochanek, którego heavy-metalowa energia porwie publiczność i wypełni stadion mocnym brzmieniem.

Od finezji biżuterii po magię fortepianu

Strzegom 2026 to także czas ciekawostek, które zachwycają precyzją. W rozmowach kuluarowych wciąż powraca temat Granitowej Galerii – unikalnej biżuterii tworzonej przez lokalnych przemysłowców. To fascynujący dowód na to, że technologia pozwala nam dziś z gigantycznych bloków wydobywać subtelne piękno drobnych form.

kk141 23 4

Dla profesjonalistów punktem obowiązkowym pozostaje 40. Strzegomska Giełda Minerałów oraz kondycyjny test w 13. edycji Strzegomskiej Dwunastki.

A gdy emocje festiwalowe nieco opadną, Strzegom przygotuje się na lipiec i kolejną edycję projektu „Fortepian w Kamieniołomie”. To wtedy, w ciszy wyrobiska, dźwięki instrumentu odbijają się od monumentalnych ścian skalnych, tworząc akustykę, której nie da się podrobić.

To muzyczna klamra, która najlepiej podsumowuje te dwa wieki: granit to siła, która w odpowiednich rękach staje się czystym pięknem.

Zapraszamy Państwa do Strzegomia. Stańmy razem pod rzeźbą Himilsbacha, spójrzmy na potęgę Góry Zwycięstwa i poczujmy dumę z tego, że jesteśmy częścią tej 200-letniej, kamiennej opowieści

Szukaj informacji:
www.sck.strzegom.pl
fb/GminaStrzegom

 


 

Tekst i zdjęcia: materiały własne organizatora

 

przeczytaj cały artykuł

Sasso Flying Flat Kompaktowa boczkarka do prostych krawędzi

Autor: Łukasz Jekel   |   Data publikacji: wtorek, 19 maja 2026 13:10

sasso flying flat

Flying Flat firmy Sassomeccanica to pionowa polerka krawędziowa przeznaczona do obróbki boków prostych i faz – ręcznie programowana, prosta w obsłudze i tania w zakupie. Zaprojektowana została do pracy w małych halach produkcyjnych, przy zachowaniu wysokiej jakości poleru.

Maszyna jest przeznaczona m.in. do polerowania krawędzi blatów kuchennych, okładzin ściennych i elementów budowlanych. Może obrabiać elementy o wysokości od 5 do 120 cm i maksymalnej grubości do 6 cm.

Jedna z maszyn Flying Flat pracowała przez 15 lat w firmie Skalnex w miejscowości Czasław niedaleko Krakowa. W tym roku przyszedł czas na odświeżenie parku maszynowego i kamieniarz ponownie wybrał Sasso Flying Flat, uznając, że spełnia wszystkie stawiane przed nią oczekiwania. Nota bene, poprzednia maszyna nadal pracuje i jest do odsprzedaży.

Boczkarka wyposażona jest w sześć głowic polerujących, cztery głowice fazujące oraz dodatkową głowicę do nacinania kapinosa lub kalibracji. W praktyce jest wykorzystywana przede wszystkim do obróbki elementów budowlanych, najczęściej o grubości 2–3 cm. Taki zakres pracy dobrze odpowiada zakładom wykonującym parapety, stopnie, okładziny, elementy wykończeniowe i proste detale budowlane, w których liczy się powtarzalna jakość krawędzi oraz sprawna obsługa serii.

Istotną cechą Flying Flat jest niewielki wymiar i pionowe prowadzenie obrabianych elementów. Kompaktowe wymiary maszyny – 2750 × 1250 × 1500 mm – powodują, że zmieści się w każdy kąt, a pionowe prowadzenie materiału powoduje, że nie potrzeba dużej przestrzeni wokół maszyny, by manewrować płytami przechodzącymi obróbkę. Zajmuje więc zdecydowanie mniej miejsca niż rozwiązania wymagające poziomego prowadzenia dużych płyt.

Konstrukcja maszyny jest cynkowana ogniowo, a osłony wykonano z włókna szklanego. Przy ciągłym kontakcie z wodą i kamiennym pyłem podnosi to trwałość konstrukcji i odporność na korozję w warunkach produkcyjnych. Otwierane osłony dają dostęp do wrzecion i podzespołów, ułatwiając wymianę ściernic, kontrolę głowic oraz bieżącą obsługę serwisową.

Podstawowe parametry:

Średnica narzędzia

130 mm

Szerokość materiału 50-1200 mm
Grubość materiału 15-60 mm
Prędkość posuwu 10-250 cm/min.
Zużycie wody 100 l/min.
Zużycie powietrza 50 l/min.
Wymiary 275x125x150 cm

 

Za jakość poleru odpowiada m.in. układ mikrooscylacji głowic polerujących. W praktyce ma to znaczenie szczególnie przy materiałach trudniejszych do równego wypolerowania, ponieważ ruch oscylacyjny ogranicza ryzyko miejscowego przepracowania krawędzi i poprawia równomierność efektu. Każda głowica posiada osobną regulację docisku pneumatycznego za pomocą reduktora z manometrem. Nacisk można dostosować do rodzaju kamienia, narzędzia i oczekiwanego efektu obróbki. Regulować można też prędkość posuwu materiału w zakresie 0,1–2,5 m/min., dopasowując do potrzeb obrabianego elementu.

Obsługa maszyny została uproszczona. Duży, kolorowy panel sterowania jest intuicyjny i nie wymaga od operatora bardzo wysokiej specjalizacji. Jednak – jak przy każdej maszynie do obróbki kamienia – efekty pracy nadal zależą od prawidłowego doboru narzędzi, prędkości, docisku i kolejności obróbki.

Sasso Flying Flat jest więc przykładem maszyny adresowanej do zakładów, które potrzebują zwartego, łatwego w obsłudze urządzenia do powtarzalnej obróbki krawędzi prostych i faz. Jej przewagą nie jest rozbudowana automatyzacja, lecz połączenie kompaktowych wymiarów, pionowej obróbki elementów, regulowanych głowic i łatwego dostępu serwisowego.

Dla zakładów pracujących głównie na elementach budowlanych o typowych grubościach 2–3 cm może to być rozwiązanie wystarczające do codziennej produkcji, bez konieczności aranżowania dużej przestrzeni na hali produkcyjnej. 

 


 

W skrócie:

  • konstrukcja galwanizowana, osłony z włókna szklanego – całkowita odporność na korozję;
  • mikrooscylacje głowic – podwyższenie jakości poleru;
  • dopasowanie do materiału – regulacja docisku pneumatycznego każdej z głowic;
  • duże otwierane osłony – łatwa wymiana ściernic, łatwy dostęp do prac serwisowych;
  • duży kolorowy wyświetlacz – łatwa obsługa;
  • kompaktowa – maszyna jest niewielka, ale zapewnia doskonałą obróbkę elementów budowlanych.

 

Flying Flat

przeczytaj cały artykuł
Strona 4 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-05-20 00:00:00
Sprzedam: przecinarkę Promasz PW1TK-600, przecinarkę Promasz PDK-01-400, kruszarkę Abra, piaskarkę Abra Junior, ploter tnący Jaguar V, przecinarkę DK 200/350, kompresor Atlas Copco, przecinarkę SIRI 340. stanley.spakowski@gmail.com, Tel. 506 071 887

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.