
Zapraszamy Państwa do cyklu „Twórczość w kamieniu”, czyli 6 artykułów opracowanych przez Kancelarię Radców Prawnych Daćków i Chwastyk sp. p. W poszczególnych publikacjach przybliżymy tematykę komercjalizacji i ochrony własności intelektualnej.
Tworzenie unikalnych projektów i wykorzystanie nowoczesnych technologii może stanowić o sukcesie przedsiębiorcy na rynku kamieniarskim i jego przewadze konkurencyjnej. Dla branży kamieniarskiej kluczowa staje się zatem wiedza, w jaki sposób i za pomocą jakich instytucji prawnych chronić swoje projekty, jak prawidłowo nabywać prawa do nagrobków od projektantów, i jak skutecznie bronić się przed ewentualnymi zarzutami plagiatu.
Czym jest własność intelektualna?
To zbiór praw chroniących niematerialne dobra o charakterze twórczym lub intelektualnym. Obejmuje zarówno dzieła artystyczne, naukowe i literackie, jak i wynalazki, wzory przemysłowe, znaki towarowe, oznaczenia geograficzne, know-how oraz tajemnice przedsiębiorstwa. Jej celem jest ochrona twórczości oraz innowacyjności, dając ich autorom możliwość korzystania z efektów swojej pracy na wyłączność. Jest to pojęcie zbiorcze, obejmujące kilka systemów ochrony, które mogą się uzupełniać i przenikać.
W branży kamieniarskiej różne aspekty działalności mogą podlegać ochronie prawnej z punktu widzenia własności intelektualnej, np. projekty całego nagrobka (jako projektu architektonicznego), ale także poszczególne elementy dekoracyjne (np. rzeźby, płaskorzeźby, wzory lub motywy zdobnicze). Nagrobek może być również chroniony jako wzór przemysłowy, zarejestrowany zgodnie z prawem własności przemysłowej. Jakie są zatem podstawowe różnice tych systemów ochrony?
Co i kogo chroni prawo autorskie?
Prawo autorskie ma chronić utwory o indywidualnym charakterze, w tym m.in. projekty architektoniczne, wzory i inne prace twórcze. Ochrona powstaje automatycznie w momencie stworzenia utworu, bez potrzeby rejestracji, i przysługuje twórcom lub właścicielom autorskich praw majątkowych. Twórcą może być wyłącznie człowiek, ale właścicielem autorskich praw majątkowych również spółka lub inny podmiot prawny (stowarzyszenie czy fundacja).
W obszarze prawa autorskiego rozróżniamy:
Nie ma jasnej granicy dla poziomu oryginalności i indywidualności utworu, co do którego istnieje ochrona, ale przyjmuje się, że nie istnieje ochrona dla dzieł, które nie osiągają wymaganego poziomu twórczości. Prawo autorskie nie chroni również idei, zasad działania ani metod.
Czym jest własność przemysłowa i komu przysługuje?
Jeśli chodzi o prawa na dobrach niematerialnych, to z drugiej strony mamy także własność przemysłową. Chroni ona rozwiązania techniczne, innowacje i oznaczenia wyróżniające przedsiębiorców na rynku. Uzyskanie tej ochrony wymaga formalnej rejestracji w odpowiednich urzędach (np. w Urzędzie Patentowym). Ochrona ma charakter odpłatny, terytorialny i czasowy. Przedmiotami tego rodzaju praw są m.in.: znaki towarowe, patenty i wzory użytkowe, przy czym kluczowym narzędziem ochrony nagrobków jest wzór przemysłowy. Wzór przemysłowy to cecha estetyczna przedmiotu wynikająca z jego kształtu, konturów, struktury powierzchni, ornamentacji, barwy lub kombinacji tych elementów (nie obejmuje funkcji technicznych czy materiałowych, które mogą być chronione patentem).
W przypadku nagrobków wzór może obejmować zarówno ogólny wygląd formy, jak i detale dekoracyjne, które wyróżniają dany projekt na rynku. Rejestracja daje uprawnionemu lub właścicielowi wzoru wyłączne prawo do jego wykorzystania i jest dodatkowym narzędziem do obrony praw w przypadku plagiatu.
Wytwory sztucznej inteligencji
Odrębną kategorią są wytwory, czyli dzieła wykonane przez sztuczną inteligencję. Obecnie sztuczna inteligencja nie jest uznawana za podmiot prawny, co oznacza, że np. projekt stworzony przez system sztucznej inteligencji nie jest objęty tradycyjnym prawem własności intelektualnej i możliwe jest jego powszechne wykorzystanie. Jeśli jednak człowiek odgrywa istotną rolę w procesie twórczym wykorzystania sztucznej inteligencji, np. poprzez instrukcje, selekcję lub edycję wytworów sztucznej inteligencji, wtedy prawo autorskie może przysługiwać tej osobie. Kwestia ta jest jednak złożona i podlega dynamicznym dyskusjom, zatem w tym miejscu jedynie zaznaczamy konieczność odróżnienia utworów od wytworów sztucznej inteligencji, pozostawiając tę tematykę na kolejne etapy naszego cyklu.
Podsumowanie
Wykorzystanie instytucji prawnych przysługujących na podstawie prawa autorskiego czy poprzez rejestrację wzorów przemysłowych i patentów pozwala skutecznie chronić projekty i technologie, a w konsekwencji budować pozycję przedsiębiorcy na rynku i jego wizerunek profesjonalisty. Ochrona własności intelektualnej w branży kamieniarskiej to klucz do budowania przewagi konkurencyjnej i długofalowego sukcesu. Z drugiej strony zrozumienie tej dziedziny daje bezpieczeństwo i pozwala ograniczyć ryzyko postępowań związanych z plagiatami. Zapraszamy do kolejnego artykułu, w którym wyjaśnimy, skąd kamieniarz ma wiedzieć, że narusza cudze prawa.
Marta Daćków – autorka tekstu – jest radcą prawnym, specjalizuje się w prawie mów, ochronie własności intelektualnej oraz danych osobowych. Jako partner kancelarii kieruje działem obsługi korporacyjnej, wspierając klientów.
Kontakt do autorki:
tel. 518 480 198
e-mail: kancelaria@dclaw.pl
www.dclaw.pl
Artykuły w tym cyklu:
Twórczość w kamieniu 1/6: Czy projekty i wyroby są chronione?
Twórczość w kamieniu 2/6: Skąd kamieniarz ma wiedzieć, że narusza cudze prawa?
Twórczość w kamieniu 3/6:Umowy, które chronią — czyli jak dobrze zadbać o swoje interesy
Twórczość w kameiniu 5/6: Co robić, gdy Twoje prawa zostały naruszone?
Twórczość w kameiniu 6/6: Jak dochodzić swoich praw w sądzie?
Źródło obrazu: Depositphotos.com

Region świętokrzyski od wieków słynął z bogactw surowców skalnych, a w szczególności z wydobycia marmurów technicznych. Jest on największym i najzasobniejszym miejscem ich występowania w kraju. Spośród innych ośrodków eksploatacji znajdujących się na Dolnym Śląsku i w okolicach Krakowa, świętokrzyskie odmiany wyróżniają się swoistymi, niepowtarzalnymi cechami i nieprzeciętną urodą. Obecnie są eksploatowane marginalnie, ale odegrały doniosłą rolę w architekturze i budownictwie już na początku XVII wieku.
Zdjecie powyżej: Budynek rektoratu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, hall na parterze budynku: filary z marmuru Bolechowice, posadzka z odmianami Bolechowice, Szewce i Morawica. Czarne pasy i cokoły filarów wykonano z podkrakowskiego Dębnika, 2020 r.
Eksploatacja marmurów świętokrzyskich uzależniona była od ogólnej sytuacji ekonomicznej i politycznej w kraju. Chęcińskie warsztaty kamieniarskie zniszczył potop szwedzki, a następnie nawracające zarazy i klęski żywiołowe. Do końca XVII wieku funkcjonowało ich jedynie kilka, realizując głównie drobne lokalne zamówienia. W następnym stuleciu postępował dalszy regres. Dopiero po 1787 r. podczas panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego nastąpiło niewielkie ożywienie, ale trzeci rozbiór polski zatrzymał wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Stanisława Staszica powstał w 1816 r. zakład w Chęcinach, który – pomimo wykorzystania darmowej pracy 150 więźniów – został zamknięty w 1833 r. z przyczyn ekonomicznych.
Sytuacja zmieniła się diametralnie dzięki uporowi architekta miejskiego w Kielcach, inż. Alfonsa Welke. W 1874 r. założył on Przedsiębiorstwo Kopalń Marmurów Kieleckich, którego stał się głównym udziałowcem. Jednak zanim zainicjował firmę, realizując swoją ideę, przejrzał opracowania historyczne i geologiczne, spenetrował kamieniołomy i odsłonięcia, pobrał próbki, wykonał z nich polerowane tabliczki i rozpoczął akcję promocyjną. W 1872 roku przedstawił na Wystawie Politechnicznej w Moskwie kolekcję 40 polerowanych płytek marmurów z powiatu kieleckiego i otrzymał za nią srebrny medal. W 1873 roku kolekcję 60 próbek zademonstrował na Wystawie Powszechnej w Wiedniu (wystawa światowa znana dziś pod nazwą EXPO), którą jury wystawy wyróżniło dyplomem uznania. Dzięki tym sukcesom Welke łatwo pozyskał wspólników do budowy nowego zakładu obróbki marmurów w Kielcach. Byli to przemysłowiec branży metalowej, inżynier August Repphan i adwokat Józef Kokeli z Warszawy. Firma założona przez Welkego funkcjonuje do dziś. W ciągu ponad 150 lat działalności kilkunastokrotnie zmieniała nazwę, status prawny, przeżywała sukcesy i porażki. Zmieniali się właściciele i menedżerowie, jednak pokoleniowa ciągłość załogi nie została nigdy przerwana. Znana jest pod potoczną nazwą „Marmury Kieleckie”, aczkolwiek nazywała się tak faktycznie w latach 1920-1930. Niestety, obecnie firma nie eksploatuje już marmurów, a jednie surowiec na kamień łamany i kruszywa.

Sala posiedzeń Sejmu RP, 2024 r. Okładziny ścian z odmian: Morawica, Szewce, Bolechowice. Kolumnada nie została wykonana przez „Marmury Kieleckie”, ale – co warto odnotować – powstała ona z wapieni pochodzących z Sitkówki koło Kielc
Historia przedsiębiorstwa jest bardzo interesująca i pokazuje, z jak trudnymi problemami borykali się kolejni właściciele i dzierżawcy. Prowadzenie zakładu obróbki marmurów było bardzo kosztowne. Wymagało specjalistów do obsługi urządzeń i utrzymania w sprawności silników parowych, później spalinowych i elektrycznych. W XIX wieku poruszany maszyną parową trak potrzebował około trzech tygodni, aby przeciąć średniej wielkości blok wapienia, a w okresie międzywojennym (wykorzystując napęd elektryczny) blok o grubości 1 metra przecinano w 4 dni. Marmury świętokrzyskie (w rozumieniu technicznym, nie petrograficznym) są to, jak wiadomo, przydatne w budownictwie i rzeźbie węglanowe skały dekoracyjne, przyjmujące poler oraz charakteryzujące się atrakcyjną barwą, strukturą oraz teksturą. Silne spękania, przewarstwienia i kras, były przyczyną słabej bloczności złóż i dlatego też pozyskiwanie dużych kamiennych monolitów było pracochłonne i generowało wiele odpadów. Ponadto transport z odległych kamieniołomów chęcińskich do zakładu w Kielcach wymagał zaangażowania dużych sił i środków. Jak pokazuje historia firmy, zawsze działała ona na granicy opłacalności przedsięwzięcia.
W 1895 r. Welke przeszedł na emeryturę, a zakład wydzierżawił (1896-1901) kielczanin Antoni Olędzki. W latach 1901-1905 właścicielem był Stefan Benni z Warszawy, a od 1907 r. Michał Kozłowicz i inż. Józef Filipkowski, którzy prężnie i z dobrym skutkiem prowadzili firmę. Po pierwszej wojnie światowej, w latach 1920-1930, przekształcono ją w spółkę akcyjną Marmury Kieleckie. Był to okres wzmożonej produkcji marmurów do niezliczonych nowopowstających budowli w kraju, m. in. do Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie, Pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie i Krakowie, budynków Sejmu RP (w tym monumentalnej sali posiedzeń) w Warszawie i obiektów sanatoryjnych w Krynicy. Firma zdobywała liczne nagrody, m. in. złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu w 1925 r. i wielki medal srebrny na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. W końcu lat 20. XX w. przedsiębiorstwo miało problemy finansowe i zostało przejęte przez spółkę „Marmur” sp. z o.o., której w 1932 r. zmieniono nazwę na Przemysł Marmurowy i Granitowy „Marmur w Kielcach” sp. z o.o. Kolejnymi właścicielami byli bracia Witold i Zygmunt Wyganowscy oraz Jan Weber z Warszawy, ten ostatni był również właścicielem własnej spółki budowlanej. W końcu lat 30. XX wieku nastąpiły niejasne przemiany własnościowe i dzierżawy. Przedsiębiorstwo upaństwowiono w 1949 r., a ostatnimi prywatnymi właścicielami byli Janina i Zygmunt Wyganowscy oraz Maria Weber-Kozińska, córka Jana Webera. Od lat 50. XX w. firma również zmieniała nazwy, od 1952 do 1972 r. funkcjonowała jako Kieleckie Zakłady Kamienia Budowlanego, następnie – po przekazaniu najważniejszych kamieniołomów „marmurowych”: Bolechowice, Zygmuntówka, Szewce i Wola Morawicka do Pińczowskich Zakładów Kamienia Budowlanego – jako Kieleckie Przedsiębiorstwo Produkcji Kruszywa (1972-1983), później były to Kieleckie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (1983-2016), a od 2016 Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (od 2022 r. w ramach ŚGP Industria S.A.).

Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego w Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach, w którym wykorzystano przede wszystkim odmianę Bolechowice, ale również Barwinek, Szewce i Morawica, 2022 r.
Rozpowszechniona na początku działalności „Marmurów Kieleckich” opinia o nieograniczonych zasobach i nieprzeliczonej liczbie złóż marmuru jest nieprawdziwa. Można bowiem naliczyć około dwudziestu miejsc ich występowania, które miały znaczenie gospodarcze. Do najważniejszych i najdłużej eksploatowanych odmian marmurów świętokrzyskich (których nazwy pochodzą zazwyczaj od miejsc, w których znajdowały się kamieniołomy) należą: Bolechowice, Zelejowa, Zygmuntówka, Szewce i Morawica. Na uwagę zasługują również piękne, ale pozyskiwane głównie w okresie międzywojennym: Ołowianka, Barwinek i Zagórze.
Do II wojny światowej kielecka firma była jednym z największych, zapewne nawet największym producentem marmurów technicznych w kraju, a do I połowy XX w. „Marmury Kieleckie” były najbardziej rozpoznawalną marką Kielc.
Przedsiębiorstwo pozostawiło trwały ślad w budownictwie i architekturze naszego kraju. Elementy kamieniarskie ze świętokrzyskich marmurów spotkać można także w realizacjach architektonicznych daleko poza granicami kraju: w całej Europie, USA, Kanadzie, Libii, Iranie, Egipcie i Izraelu, a także w Kijowie, Charkowie, Petersburgu i Astrachaniu. Obok licznych realizacji w budownictwie funkcjonowały też w formie drobnej galanterii kamiennej (wazoniki, popielniczki, „pisarki” itp.) oraz wykonywano z nich puchary i nagrody.
Świętokrzyskie skały węglanowe (w tym marmury techniczne), dziś kruszone, mielone i wypalane na wapno, towarzyszą nam demokratycznie i powszechnie w betonowych budynkach. Niestety, społeczna świadomość, iż są to naturalne surowce o swoistej estetyce i dekoracyjności, reprezentujące jednocześnie nasze dziedzictwo geologiczne, historyczne i techniczne, szybko zanika.
Przyczynkiem do napisania artykułu była wystawa „Marmury Kieleckie. Tradycje i Współczesność” zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Kielcach i prezentowana w okresie od 28.11.2024 do 16.03.2025 r. Podsumowaniem ekspozycji jest wydana przez Kieleckie Towarzystwo Naukowe książka „Marmury Kieleckie”, autorstwa Pawła Króla i Jana Urbana, którą można zakupić w siedzibie Towarzystwa lub zamawiając na stronie:
www.kieleckietowarzystwonaukowe.pl
Dr Paweł Król – autor artykułu – kustosz dyplomowany, kierownik Działu Historii Naturalnej Muzeum Narodowego w Kielcach. W pracy naukowej zajmuje się historią gospodarczą oraz inwentaryzacją stanowisk górnictwa kruszcowego i kamiennego na Kielecczyźnie.
Kontakt do autora: e-mail: p.krol@mnki.pl

Akcja spółki akcyjnej Marmury Kieleckie, 1925-1928, zbiory Tomasza Staniszewskiego




Puchar z marmuru ołowianka, ok 1950 r.
W pierwszej części artykułu dało się zauważyć, że wewnętrzne regulacje prawne nie tylko mają wpływ na poziom bezpieczeństwa państwa i bezpośrednio wpływają na kondycję i poziom zamożności polskich przedsiębiorców, ale przede wszystkim mają niebagatelne znaczenie dla gospodarki krajowej.
Jak wskazuje orzecznictwo i literatura tematu, w odniesieniu dla przykładu do prawa prywatnego międzynarodowego trudno ocenić traktat lizboński jako rewolucyjny. Wręcz przeciwnie: jest on kolejnym, przewidywalnym krokiem na drodze do wypracowania przez UE kompetencji w tej dziedzinie. Trudno również zakładać, że coś w tej materii zmieni się „pod rządami” traktatu lizbońskiego. Choć daje on możliwość uproszczonej zmiany traktatów i rozszerzenia kompetencji unijnych w dziedzinie spraw rodzinnych o transgranicznym charakterze, na razie wydaje się ona czysto teoretyczna. Zmiana w tym zakresie musiałaby zostać zaakceptowana przez wszystkie państwa członkowskie. Pojawia się pytanie, czy kompetencje Unii do przyjmowania aktów w tej dziedzinie w zwykłej procedurze ustawodawczej, a tym samym do ujednolicenia danych kwestii w skali wszystkich państw członkowskich, są faktycznie konieczne i pożądane.[1]
Dyskusyjny wydaje się również fakt ingerowania w poziom poszczególnych gospodarek krajowych stawiając unijną gospodarkę jako nadrzędny cel. Tylko z uwagi na fakt, że traktaty same w sobie nie zawierają przepisów określających relacje między prawem UE a prawem państw członkowskich, a także rozstrzygających konflikty między tymi normami. Pośrednio zasadę pierwszeństwa można wywieść z zasady lojalnej współpracy zawartej w art. 4 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej[2].
Jak wynika z bogatego orzecznictwa, zasada pierwszeństwa jest konsekwencją przekazania przez państwa członkowskie części praw suwerennych i została sformułowana wprost przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości[3]. Nie jest zasadą hierarchicznej nadrzędności prawa unijnego nad prawem krajowym. Prawo unijne jest odrębnym porządkiem prawnym, który staje się częścią prawa krajowego, i który sądy mają obowiązek stosować. A zasada pierwszeństwa to reguła, która ma rozstrzygać kolizje pomiędzy odrębnymi porządkami prawnymi, powstała, gdy państwa członkowskie zdecydowały się na stworzenie Wspólnoty o charakterze nieograniczonym w czasie, wyposażonej we w własne instytucje i podmiotowość oraz na skutek powierzenia jej części praw suwerennych[4]. Pierwszeństwo prawa wspólnotowego nad prawem krajowym jest absolutne[5]. Traktat ustanawiający jasno wskazuje, że to Trybunał Sprawiedliwości jest właściwy do orzekania w trybie prejudycjalnym o ważności i wykładni aktów przyjętych przez instytucje Wspólnoty, o wykładni statutów, a w przypadku gdy o wskazanie pierwszeństwa zwraca się sąd jednego z Państw Członkowskich, sąd ten może uznać, że decyzja w tej kwestii jest niezbędna do wydania wyroku i zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości o wydanie odpowiedniego orzeczenia[6].
Stosowanie bezpośrednie procedur unijnych wynika bezpośrednio z prawa UE i jest uznawane jako nowy autonomiczny porządek prawny, niemający swego odzwierciedlenia ani w prawie krajowym ani w międzynarodowym i powinno być jednolicie i efektywnie stosowane[7]. Istota zasady pierwszeństwa sprowadza się do nakazu zapewnienia wszystkim normom prawa wspólnotowego przewagi w razie konfliktu z jakąkolwiek wcześniejszą lub późniejszą normą krajową w każdym państwie członkowskim. A tam, gdzie norma prawa wewnętrznego niezgodna jest z prawem wspólnotowym, jest również niewykonalna w obszarze krajowym[8].
Prawo wspólnotowe ma również pierwszeństwo przed normami konstytucyjnymi państw członkowskich, takimi jak prawa podstawowe lub zasady strukturalne konstytucji. Ważność aktu prawa wspólnotowego można badać tylko w stosunku do wyższego rangą prawa wspólnotowego, a nie w stosunku do prawa wewnętrznego[9].
Literatura:
[1] E. Kamard, Wpływ Traktatu Lizbońskiego na unijne prawo prywatne, Politeja 3(54)/2018 Nr 3(54) (2018): Traktat lizboński: dobre rozwiązanie w czasach kryzysów?, str. 225.
[2] Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wzajemnego wsparcia w wykonywaniu zadań wynikających z Traktatów. Państwa Członkowskie podejmują wszelkie środki ogólne lub szczególne właściwe dla zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z Traktatów lub aktów instytucji Unii. Państwa Członkowskie ułatwiają wypełnianie przez Unię jej zadań i powstrzymują się od podejmowania wszelkich środków, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii - Dz.U.2004.90.864/30 - Traktat o Unii Europejskiej - tekst skonsolidowany uwzględniający zmiany wprowadzone Traktatem z Lizbony.
[3] Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z dnia 5 lipca 1964 r. w sprawie Flaminio Costa przeciwko E.N.E.L.
[4] A. Zawidzka-Łojek, Prawo Unii Europejskiej a prawo krajowe państw członkowskich, w: red. J. Barcz, System prawa Unii Europejskiej, tom. IV, Źródła prawa Unii Europejskiej, Warszawa 2012, str. 148, w: H. Plichta, Analiza prawna „Dyrektywa w prawie Unii Europejskiej i krajów członkowskich” Wrocław 2020 r., https://lexcultura.pl/wp-content/uploads/2022/03/Dyrektywa-w-prawie-Unii-Europejskiej-i-krajow-czlonkowskich.pdf z dnia 2024.05.10.
[5] Tamże str. 150.
[6] Art. 234 TWE, Traktat ustanawiający WE, EUR-Lex - 12016ME/TXT - EN - EUR-Lex (europa.eu) z dnia 2024.06.01.
[7] Tamże str. 146.
[8] Orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z dnia 9 marca 1978 r. w sprawie Simmenthal II, Sprawa 106/77, [1978] ECR, str. 629.
[9] M. Ahlt, M. Szpunar, Prawo europejskie, Warszawa 2005 r., str. 43, A. M. Collins, Skutek bezpośredni i nadrzędność prawa Wspólnoty Europejskiej [w:] Podstawy systemu prawnego Wspólnot Europejskich, pod red. E. Wojtaszek-Mik, Łódź 1998 r., str. 59.
Dr Ewa Grabska-Kukulska
jest prawnikiem, ekonomistą, politykiem celnym, a przede wszystkim praktykiem od 30 lat zajmującym się wymianą towarową i procedurami celnymi zarówno w firmach jak i na styku administracja celno-skarbowej – przedsiębiorca. Prowadzi analizę celną, audyty i ocenę ryzyka związane z procedurami celnymi dla przedsiębiorców.
Kontakt do autorki:
tel. 601240210,
e-mail: ewa.grabska-kukulska@jmk.waw.pl
www.jmk.waw.pl

Dostrzegłem, że klasyczna fotografia staje się coraz bardziej zdigitalizowana i coraz łatwiej mogą ją przejmować duże korporacje. Z tego powodu zacząłem szukać obszarów bardziej niszowych, w które trudno byłoby wejść większym graczom. Tak trafiłem do fotografii nagrobkowej i postanowiłem w nią zainwestować swój czas i środki.
Fotografia nagrobkowa to temat, który stał się moją pasją i głównym obszarem działalności. Pod koniec lat 80. zaczynałem jako fotograf i pracownik fotolabu. Później jako product manager sprzedawałem „lustrzanki” Olympus, jednak ostatecznie wróciłem do fotografii jako rzemiosła, a od 2009 roku prowadzę własną firmę i fotolab pod nazwą Cyberlab. To dobry temat, bo rynek fotografii nagrobkowej od kilku lat dynamicznie się rozwija. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się fotografia na krysztale, czyli zdjęcia na szkle. To właśnie na tej technologii koncentruję się najbardziej. Oczywiście Cyberlab nadal wykonuje tradycyjną fotografię na porcelanie, a dodatkowo rozwija usługę graweru wizerunków na kamieniu.
W świat fotografii nagrobkowej XXI wieku wprowadziła mnie firma Digi-Cerm. To od nich czerpałem wiedzę i doświadczenie, a przez lata wspólnie rozwijaliśmy technologie i produkty. Można powiedzieć, że Paweł Kraszewski z Digi-Cerm był moim pierwszym przewodnikiem świecie fotografii nagrobkowej. Od niego kupiłem pierwsze urządzenia i łączą nas lata owocnej współpracy.
W roku 2014 pojechałem na targi kamieniarskie KAMIEŃ – chyba ostatnie targi we wrocławskiej Hali Ludowej – na których proponowałem rozwiązania zarówno z zakresu fotografii, jak i grawerki na kamieniu. Jeszcze podglądałem inne firmy. Uczyłem się od znanych lubelskich firm Opal i Alina, podglądałem, jak graweruje Abra. Ale już miałem własne doświadczenia i miałem się czym pochwalić. Od tamtego czasu firma intensywnie się rozwija, a dziś stoimy przed kolejnym krokiem – całkowitym przejściem na fotografię nagrobkową i wygaszeniem usług fotolabu.
Inwestuję w technologię, bo odwzorowanie kolorów w fotografii nagrobkowej to wyzwanie. Nigdy nie będzie ono jeden do jednego, co wynika z właściwości tonerów i przestrzeni barwnych. Aby zapewnić zgodność kolorystyczną, zainwestowałem w profesjonalne urządzenia do tworzenia profili ICC. To urządzenia pomagające w zarządzaniu barwą na każdym etapie przygotowania zdjęcia. W naszej firmie używamy pięciu różnych drukarek – każda z nich sprawdza się lepiej w nieco innym zakresie. Wybieramy odpowiednie urządzenie dla każdego zdjęcia, aby uzyskać jak najlepszy efekt końcowy. Dzięki temu wykonywane fotografie są odwzorowaniem rzeczywistości lub dopasowaniem wizerunku do oczekiwań klientów.
Druk UV też testowaliśmy, również w przypadku kryształów. Jakość obrazu była doskonała, ale niestety trwałość zupełnie nieakceptowalna. Po kilku miesiącach kolory zaczynały blednąć, i posypały się reklamacje. W tej branży nie można sobie pozwolić na taki problem, dlatego wycofaliśmy się z tej technologii i skoncentrowaliśmy na metodzie wypalanej. Dziś mogę powiedzieć, że tę technikę mamy opanowaną do perfekcji – odwzorowanie kolorów jest naprawdę dobre. Mamy sekrety produkcyjne, które powodują, że barwy są lepiej wysycone, głębsze i bliższe oczekiwaniom klienta. U podstaw leży trzykrotny proces wypalania każdego wizerunku. Trzykrotne wypalanie to trzy razy większa szansa na popełnienie błędu, to trzykrotnie większe zużycie energii oraz dłuższy czas wykonania. Nie boimy się podjąć tego ryzyka, co chyba najlepiej świadczy o doświadczeniu i profesjonalizmie.
Mogę się pochwalić, że praktycznie nie mamy reklamacji. Oczywiście błędy się zdarzają – czasem wynikają z pomyłki zamawiającego, innym razem z błędnej interpretacji zamówienia przez pracownika. Zawsze jednak reagujemy pozytywnie i każdą reklamację rozpatrujemy na korzyść klienta, bo zależy nam na długofalowej współpracy z zakładami kamieniarskimi. A wśród klientów są firmy, z którymi współpracujemy już od kilkunastu lat.

Hala drukarek w siedzibie Cyberlab
Inwestujemy też w przyszłość. Aktualnie pracujemy nad prostymi i intuicyjnymi narzędziami wspomagającymi zakłady kamieniarskie w procesie obróbki i zamawiania zdjęć na porcelankach i kryształach. Uruchomienie tych narzędzi to plan na ten rok.
Obserwując rynek fotografii nagrobkowej zauważyłem, że wszystkie firmy obecnie działające na rynku oferują bardzo zbliżone jakościowo produkty. Konkurencja między tymi firmami najczęściej opiera się na podejściu do klienta, na subtelnych różnicach w odwzorowaniu kolorów, na lepszym zrozumieniu oczekiwań klienta. I można przyjąć, że proces pozyskiwania nowego klienta odbywa się wszędzie tak samo: firma wysyła jakieś przykładowe zdjęcie przygotowane na porcelance lub na krysztale i w ten sposób zachęca do swojej oferty. Słabym ogniwem wyboru dostawcy na tej podstawie jest fakt, że takie próbki zwykle przygotowane są z zastosowaniem idealnego zdjęcia.
Podeszliśmy do tego nieco inaczej. Nasz pomysł polega na tym, aby pokazać klientowi jakość wykonania na przykładzie dostarczonego przez zamawiającego zdjęcia. Czyli dajcie nam pierwsze lepsze zamówienie z ulicy, a my je opracujemy i wykonamy kryształ lub porcelankę. Na tej podstawie można ocenić rzeczywistą jakość wykonywanych prac.
Stąd nasza akcja „wypróbuj bez ryzyka – kryształ za złotówkę”. Informacja o niej znajduje się również na ostatniej stronie tego wydania Kuriera Kamieniarskiego. Co ciekawe, wcześniejsze ogłoszenia pokazały, że wielu kamieniarzy nie próbowało jeszcze zdjęć na krysztale i ośmielili się to zrobić, bo zyskali taką możliwość: konkretne zdjęcie od zamawiającego wykonane w krysztale w zachęcającej cenie na pierwszą realizację.

Fotokryształy – wypalany druk na szkle
Proces zamawiania wygląda tak samo jak w każdej innej firmie wykonującej takie zlecenia. Kamieniarz przyjmuje od klienta indywidualnego zamówienie na portret i wysyła zdjęcie do Cyberlab – albo kurierem w kopercie albo przez internet. I po 7-9 dniach wraca do niego gotowy produkt. Owszem, warto wspomnieć o jakości zdjęcia przesyłanego przez kamieniarza, bo od niego wprost proporcjonalnie zależy jakość gotowego produktu. Ale o tym nie będę się rozgadywał, bo – po pierwsze – opisywałem to na łamach Kuriera Kamieniarskiego (Kurier Kamieniarski nr 2/2020-4/2020 – przyp. red.), po drugie: zawsze staramy się podpowiadać zakładom kamieniarskim, z którymi współpracujemy, jak uzyskać najlepsze w danej sytuacji zdjęcie; po trzecie: graficy Cyberlab wiedzą, jak z każdego zdjęcia wydusić możliwie najwięcej.
Nowości? Grawer z dostawą pod drzwi. Oferujemy obecnie usługę zamówienia graweru z odbiorem i dowozem naszym transportem. Zakupiliśmy specjalistyczny samochód z windą, który może odbierać zamówienia bezpośrednio od kamieniarzy. Raz w tygodniu samochód przemierza region zbierając płyty i napisówki do grawerowania, a w kolejnym tygodniu odwozi gotowe do zamawiającego.
Obok fotografii nagrobkowej rozwijamy usługę grawerowania portretów na kamieniu. Kluczową rolę odgrywa tu umiejętność przekształcenia zdjęcia w obraz, który można skutecznie wygrawerować. Tu przydaje się doświadczenie z fotografii oraz doświadczenie w obróbce graficznej zdjęć. Dlaczego grawer, a nie kucie? W przeciwieństwie do metod punktakowych, grawery są bardziej precyzyjne i przewidywalne. Punktak uderza w kamień i trudno przewidzieć, jakiej wielkości i jakiego kształtu będzie wykonany punkt – nawet jeśli poświęcimy dużo czasu na dopasowanie twardości narzędzia i siły uderzenia. Grawer odbywa się przez zagłębienie obracającego się narzędzia w materiał. Z dużą dokładnością można zapanować nad wielkością każdego punktu obrazu, a to oczywiście pomaga w uzyskaniu realistycznych półtonów oraz nadaniu grafice głębi i szczegółowości. I nie mówimy tu tylko o powtarzalnych wzorach z wizerunkami Jezusa, Maryi czy świętych – podejmujemy wyzwanie wykonania każdego portretu i każdej grafiki. Pierwsze prace, które wykonywaliśmy lata temu, nadal wyglądają tak samo dobrze, co jest dowodem na trwałość obrazów wykonanych w tej technologii.

Grawer w kamieniu – głębia obrazu i realistyczne półtony
Podsumowanie w jednym zdaniu? Cyberlab doszedł do etapu, w którym opłaca się wykonywać pracę perfekcyjnie. Opłaca się inwestować czas i starania w to, żeby robić produkt idealnie, bo nie tracimy klientów przez głupie błędy, bo nie mamy problemu z reklamacjami, których obsługa – niezależnie od rezultatu – zawsze jest kosztowna.

Automat polerski do tablic napisowych – kompaktowe i wszechstronne rozwiązanie dla kamieniarzy.
Automat polerski do tablic to nowoczesne urządzenie dedykowane dla małych i średnich zakładów kamieniarskich. Jest dostępny w dwóch wariantach: podstawowym oraz rozbudowanym. Wersja podstawowa świetnie sprawdza się przy polerowaniu prostokątnych płyt nagrobnych i napisówek, natomiast wersja z rozbudowanym modułem programowym umożliwia obróbkę płyt o nieregularnych kształtach.
Nowoczesna konstrukcja – większa precyzja i trwałość
Jednonarzędziowa głowica na dyski polerujące typu „banan” z dociskiem pneumatycznym
Automat polerski do tablic napisowych został zaprojektowany z myślą o precyzyjnej i wydajnej pracy. Cała maszyna porusza się na prowadnicach liniowych, co zapewnia większą dokładność niż suporty tradycyjne. Przekłada się to na wyższą dokładność, lepszą jakość polerowania oraz dłuższą żywotność komponentów maszyny. Maszyna jest dobrym wyborem dla zakładów kamieniarskich, które poszukują niezawodnego, oszczędnego i kompaktowego rozwiązania do polerowania płyt nagrobnych i napisówek.
Najważniejsze cechy maszyny:
• Programowalność:
Możliwość zaprogramowania do 11 różnych płyt kamiennych na jednym stole roboczym. Dzięki temu można jednocześnie polerować kilka elementów o różnych kształtach. Obszar roboczy maszyny to 250 x 130 cm.
• Docisk pneumatyczny:
Umożliwia efektywne polerowanie elementów o różnej grubości, zapewniając równomierny nacisk na każdy element – różnica grubości między nimi może wynosić nawet kilka centymetrów.
• Kompaktowe wymiary:
Maszyna zajmuje mniej miejsca niż standardowe automaty polerskie – jej wymiary to 4,0 x 2,0 m.
• Łatwość obsługi:
Dzięki automatyzacji procesu polerowania operator nie musi stale nadzorować pracy urządzenia, co pozwala na obsługę kilku maszyn jednocześnie.
• Elastyczność zastosowań:
Maszyna została stworzona do polerowania powierzchni płaskich płyt kamiennych, ale dodatkowo przewidziano możliwość polerowania boczków w prostych tablicach mocowanych pionowo z przodu maszyny. Oprócz standardowego polerowania automat może również usuwać błędne lub stare napisy, przygotowując powierzchnię do ponownego użycia.
• Ekonomiczność:
Wyposażona w silnik o mocy 4 kW, zbliżonej do tradycyjnych kolankówek, zużywa znacznie mniej energii niż większe automaty polerskie z silnikami o mocy około 11 kW.
| Cechy wyróżniające: |
Podstawowe parametry: |
|
· Docisk pneumatyczny |
Zasilanie 3/N/PE ~400 V; 6,5 kW |
Silnik 4 kW napędzjacy głowicę
Więcej informacji:
www.machines.pl
tel. +48 607 656 791