
Felzyt to skała hydrowulkaniczna klasyfikowana jako tuf. Rodowód tufów felzytowych nie jest do końca pewny. Większość geologów uważa, że kopalina ta powstała w wyniku podwodnych procesów wulkanicznych. Są jednak teorie dopatrujące się jej genezy w procesach takich, jakie stworzyły tufy piroklastyczne, ale przy udziale zjawisk hydrotermalnych. Podczas badań mikroskopowych w skale odnaleziono mikrofaunę pochodzenia morskiego oraz ziarna minerałów noszące ślady obtoczeń, co świadczy o tym, że skała ukształtowała się w morzu.
Felzyt wydobywany jest między innymi na terenie Azji, w rejonie Kaukazu. Są to złoża sprzed czwartorzędu i cechują się bardzo dobrymi własnościami fizyko-mechanicznymi. W złożu dokonywano szeregu odwiertów, które pozwoliły ustalić kolorystykę kamienia – rozróżniono 3 podstawowe rodzaje występujące na różnych głębokościach – kolejno: żółto-plamistą, jasnożółtą i białą. Co ciekawe, badania fizyko-mechaniczne pokazały, że niezależnie od koloru skała ma praktycznie takie same własności.
Cechy felzytu są interesujące dla budownictwa. Niska gęstość ułatwia prace montażowe przy realizacji prac elewacyjnych, a pozostałe własności sprawiają, że materiał jest w pełni mrozoodporny i posiada wystarczające parametry wytrzymałościowe. Dodatkowo felzyt dość łatwo poddaje się obróbce.
Aktualnie felzyt jest dostępny w Polsce w dwóch odmianach kolorystycznych: Persian Gold i Persian Green.

Parametry fizyko-mechaniczne:
– gęstość – 1970 kg/m3
– nasiąkliwość – 10,65 %
– wytrzymałość na zginanie – 9,8 MPa
– wytrzymałość na ściskanie – 58 MPa
– porowatość otwarta – 19,9 %
– spadek wytrzymałości na zginanie
po 25 cyklach zamrażania/rozmrażania – 16,8%
– obciążenie niszczące przy otworze
na kołek montażowy – 1400N
Badania wykonano w Laboratorium Badania Kamieni i Kruszyw w Strzegomiu

Tym razem naszą uwagę przykuło zdjęcie rzeźby „Śpiąca Hermafrodyta” (Sleeping Hermaphrodite) wykonanej przez Barry’ego X Ball’a.
Poszukując informacji o tej rzeźbie i jej autorze znaleźliśmy zdjęcie prawie identycznej rzeźby, pod tym samym tytułem, znajdującej się w Luwrze.
Jak się okazało rzeźba w Luwrze ma długą historię. Uznaje się, że pierwowzór rzeźby został wykonany w II wieku p.n.e. przez nieznanego autora. Rzeźba w Luwrze to kopia pierwowzoru wykonana przez nieznanego rzeźbiarza w II wieku n.e. – został odkryta w pobliżu term Dioklecjana w 1608 roku i poddana restauracji w 1619 roku przez Davida Larique. Wtedy też dodano rzeźbie będący podstawą, który wykonał Gianlorenzo Bernini. Na przestrzeni wieków rzeźba doczekała się wielu kopii. Niektóre z nich wystawiane są do dziś w wielkich muzeach światowych.
Ale wróćmy do rzeźby, której zdjęcie nas zainteresowało.
Barry X Ball urodził się w Pasade-nie (USA) w 1955 roku. Obecnie mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Jest bardzo cenionym amerykańskim rzeźbiarzem, a „Sleeping Hermaphrodite” pochodzi z cyklu rzeźb pod nazwą „Arcydzieła”.


„Arcydzieła” są jednocześnie współczesne i klasyczne. Styl pracy nad nimi był bardzo nowatorski – Ball w swojej pracy nie tylko pracował w tradycyjny sposób, ale wykorzystywał też najnowsze technologie. Korzystał ze skanowania 3D – zarówno żywych obiektów jak i historycznych, obróbki komputerowej oraz robotów rzeźbiących CNC. Jednak finalny poler zawsze wykonywany był ręcznie.
Wykonanie „Śpiącej Herafrodyty” zajęło 5 000 godzin pracy. Oczywiście pracował nie tylko sam autor, ale wielu młodych rzeźbiarzy - asystentów. W tym względzie Ball zbliża się do koncepcji dziewiętnastowiecznych pracowni rzeźbiarskich, w których artyści zatrudniali młodych adeptów rzeźbiarstwa wspomagających mistrza zarazem poznając tajniki pracy. Wielu asystentów Barry’ego X Ball’a to rzeźbiarze pracujący już samodzielnie, ale nadal doceniający pracę pod okiem mistrza.
Popularne jest twierdzenie, że kopiowanie to nie sztuka. Ale pozostaje pytanie: czy, wykonując rzeźbę człowieka, nie kopiujemy? Według Ball’a sztuka to dążenie do pracy na najwyższym poziomie, do doskonałości. Autor reinterpretuje rzeźby dodając im nowego wyrazu przez perfekcję wykonania jakiej nie miały oryginały.
Istotnym elementem pracy dla autora jest dobór materiałów. Niekonwencjonalny wybór materiałów z kamieniołomów na całym świecie pozwala na – jak stwierdza Ball – „najlepsze połączenie z naturą”. To element innowacji w jego pracy. W przypadku „Śpiącej Hermafrodyty” autor zdecydował się na czarny marmur z Belgii, a podstawę wykonaną z Bianco Carrara.
W oryginale rzeźby cała dolna część twarzy była niedokończona. Ball w swojej interpretacji uzupełnił ten brak. Warto zauwa-żyć, że zwykle kopie rzeźb są mniej precyzyjne od swoich pierwowzorów. W przypadku pracy Ball’a jest odwrotnie. Aby osiągnąć taki rezultat Ball opiera się na rozbudowanym systemie wsparcia. Większość prac prowadzą wyszkoleni asystenci, specjalizujący się w różnych aspektach procesu. Są specjaliści od skanowania, programiści poprawiający wady oryginału na modelu cyfrowym (ubytki, zadrapania itp.), wreszcie obsługa urządzeń rzeźbiących CNC. Na koniec pracę wykonują specjaliści od ręcznego polerowania.
Prace artysty wystawiane są w dziesiątkach galerii sztuki na całym świecie. Opisywana „Śpiąca Hermafrodyta” znajduje się w prywatnej kolekcji w Nowym Jorku. Dzieła pracowni Barry’ego X Ball’a osiągają wysokie ceny – od 135 tysięcy do pół miliona dolarów.

Barry X Ball „Puritas” Antonio Corradini „Puritas”
(o twórczości Corradiniego pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim nr 1/2015)
Foto: Barry X Ball
Dziękujemy twórcy za pomoc w przygo-towaniu artykułu i udostępnienie zdjęć.
(We thank creator Barry X Ball for his help in preparing this article and sharing photos.)
Więcej zdjęć na:
facebook.com/KurierKamieniarski.

Z Grzegorzem Niemyskim i jego pracami mieliśmy okazję zapoznać się podczas spotkań rzeźbiarzy w Strzegomiu. To były tylko zdawkowe rozmowy, ale na tyle interesujące, że postanowiliśmy umówić się na dłuższą rozmowę, aby poznać jego rozumienie sztuki i pracy w trudnym materiale jakim jest granit. Grzegorza Niemyjskiego odwiedziliśmy w pracowni rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.
Z Grzegorzem Niemyjskim
rozmawia Dariusz Wawrzynkiewicz
Dariusz Wawrzynkiewicz: Kiedy i jak zaczęło się zamiłowanie do sztuki?
Grzegorz Niemyjski: Już jako małe dziecko, jak wspominali moi rodzice, chętnie spędzałem czas rysując. Kiedy więc nadszedł czas wyboru średniej szkoły, w zasadzie nie widziałem innego sensownego dla mnie wyboru, jak liceum plastyczne we Wrocławiu. Studia na wrocławskiej ASP okazały się naturalną kontynuacją. Chciałem dostać się na malarstwo – próbowałem dwa razy, ale bezskutecznie. Wtedy kolega namówił mnie do zdawania „na rzeźbę”, bo według niego było mniej chętnych i większe szanse. Spróbowałem i okazało się, że zaliczyłem ten egzamin, jako najlepszy kandydat.
Oczywiście plan był taki, że przeniosę się na malarstwo. Jednak po kilku miesiącach już wiedziałem, że zostaję. Odnalazłem się w rzeźbie i nawet nie myślałem o zmianie. Na dodatek można było brać udział w zajęciach fakultatywnych – oczywiście wybrałem malarstwo. To była dobra decyzja.
DW: Ukończone studia i co dalej?
GN: Jak większość absolwentów studiów artystycznych miałem wrażenie, że znalazłem się w czarnej dziurze. W głowie sztuka, ale coś trzeba robić, aby móc normalnie żyć. Po kilku miesiącach, wobec przyziemnych problemów natury finansowej, założyłem własną małą firmę korzystając z dotacji Urzędu Pracy. To była działalność o charakterze artystycznym – wykonywanie statuetek, tablic pamiątkowych, małych form rzeźbiarskich, medali itp.
Jakoś funkcjonowałem. Ciągle byłem w kontakcie z uczelnią. Zawsze miałem dobre relacje z młodymi ludźmi, więc zarazem wielką chęć do pracy na uczelni. Kiedy pojawiła się możliwość pracy na Akademii, nie wahałem się ani chwili. I tak jestem tu i z radością współpracuje z młody-mi ludźmi w Pracowni Podstaw Rzeźby.
DW: A kiedy miał pan pierwszy kontakt z kamieniem? Czy na uczelni były już takie możliwości?
GN: Na uczelni mamy zajęcia z technik rzeźbiarskich w kamieniu. Jednak nie jest na nie przewidziane za dużo godzin zajęciowych, więc granit odpada.
Ale w piaskowcu można popracować. A to pozwala na wstępne zrozumienie, czym jest kamień jako materiał rzeźbiarski.

DW: Kiedy zatem miał Pan pierwszy kontakt z granitem?
GN: W Strzegomiu na plenerze w 2012 roku – to była rzeźba „Matka”.
U rzeźbiarza jest coś takiego: rozumie formę, czuje kształt, ale musi poznać specyfikę materiału, w jakim pracuje. Jak się go pozna technolo-gicznie, na czym polega „gryzienie” tego materiału, wtedy możliwe jest tworzenie pracy zgodnej z zamierzeniami.
DW: Zrozumienie obróbki danego materiału jest trudne – szczególnie kiedy, tak jak Pan, pracuje się w różnych materiałach. Przecież ludzie pracujący z kamieniem na co dzień dopiero po wielu latach zaczynają rozumieć niuanse obróbki tego materiału. Pewnie podobnie jest z innymi materiałami, np. metalem.
GN: Tak, to zawsze wymaga wiedzy czysto technologicznej, czasem dość trudnej. Mam wiele pokory dla tej wiedzy. Ciągle się uczę i cały czas z wdzięcznością korzystam z wiedzy i doświadczeń ludzi ze Strzegomia, którzy pracują w granicie. To nie są wykształceni rzeźbiarze akademiccy, ale na co dzień mają kontakt z kamieniem, więc ich wiedza o tym materiale jest ogromna.

DW: Jak zatem prezentuje się Pana dorobek w rzeźbie granitowej?
GN: „Matka” to była pierwsza rzeźba granitowa wykonana całkowicie własnoręcznie, a właściwie z pewną pomocą pracowników firmy Pana Gromca, za co jestem bardzo wdzięczny. Wcześniej pracowałem przy ciekawym obiekcie w Legnicy. Zrobiłem projekt i model oraz miałem nadzór nad realizacją. To była średniowieczna studnia odnaleziona na legnickim rynku, podczas prac remontowych, którą władze miasta postanowiły zrekonstruować. Poproszono mnie wtedy o zaprojektowanie jej obramowania. Zaprojektowałem dość nowoczesną formę, ale taką, która dobrze wkomponowuje się w płytę rynku. Roboty kamieniarskie zrealizował Jan Krzeszowiec ze swoimi ludźmi, na terenie firmy Kiszkiel. Sam bym tego nie był w stanie wykonać, ze względu na narzucony krótki termin realizacji i moje małe doświadczenie.
Potem był „Ring” w Legnicy – czyli uprzestrzennione logo legnickiego Festiwalu Srebra. Ta praca wykonywana była na terenie Zakładu Piramida w Strzegomiu i też, poza projektem i modelem, nadzorowałem wykonanie. Na kolejnym plenerze w Strzegomiu w 2014 roku wykonałem rzeźbę „Trzeci miesiąc”, siedzącą postać kobiecą z dłonią spoczywającą na brzuchu .

Ostatnią pracą z zeszłego roku był Pomnik Sybiraków, który powstał na placu Sybiraków w Legnicy. To duża wieloelementowa praca, kształtem odnosząca się do unoszących się ku górze torów kolejowych, jakby schodów ku niebu zamknięta bryłą z wyłaniającym się z draperii orłem. Orzeł jest odlewem z brązu.
Szczęśliwie możliwości do pracy w kamieniu mam więcej. Przykładowo: podczas pleneru dla studentów, w zakładzie pana Krzysztofa Skolaka w Strzegomiu. Kiedy uczestnicy pleneru pracowali w wapieniu, ja mogłem w międzyczasie wykonać mniejszą w skali formę, w granicie Impala – tak powstała rzeźba „Runo Gedeona”, którą obecnie można zobaczyć w plenerowej galerii rzeźby w Przesiece pod Jelenią Górą.
DW: Rzeźbienie w kamieniu to ciężka fizyczna praca, przy której jeszcze należy pamiętać o idei powstania rzeźby. To chyba trudne do pogodzenia?
GN: Niech odpowiedzią na to pytanie będzie stwier-dzenie mojej pani profesor świętej pamięci Alfredy Poznańskiej, która uczyła mnie rzeźby. Zauważyła, że rzeźbię rzeczy delikatne, mniejsze i powiedziała: „Jesteś silnym, młodym męż-czyzną – rzeźb prace całym sobą, aby to, co tworzysz, wynikało zarówno z Twojego intelektu jak i Twojej fizyczności". Rzeźbienie to nie tylko praca intelektualna, to też wchodzenie w relacje fizyczne z materiałem, który stawia opór, z którym trzeba się dogadać. Dopiero z tego dialogu powstaje jakaś wartość.
Takie rozumienie tworzenia jest mi bliskie. Koncepcja i model to ledwie wstęp – dopiero to fizyczne zmaganie się z materią może doprowadzić do powstania dzieła sztuki. Granit, z racji swojej specyfiki, narzuca swoje zdanie, jego twardość i kruchość sugerują, że tutaj można iść w głąb, a tam z kolei nie. Trzeba przy tym pamiętać o przyjętej koncepcji – dlatego dla mnie to zawsze dialog z kamieniem. Ten materiał jest bardzo wymagający, ale w rezultacie daje wielką satysfakcję.

DW: Jakie plany na przyszłość? Kolejna wizyta w Strzegomiu?
GN: W tym roku w plenerze strzegomskim nie biorę udziału, ale mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości zawitam do Strzegomia. Szczególnie dlatego, że nabrałem już trochę doświadczenia w pracy z kamieniem, a strzegomski szary granit przypadł mi do gustu. W nim jest jakieś specjalne ciepło i specyficzna cielesność. Uświadomiłem sobie to po czasie – głównie po doświadczeniu pracy nad „Matką”.
DW: Chciałbym zapytać o jeszcze jedną rzecz, która nurtuje mnie od jakiegoś czasu. W historycznej architekturze rzeźba była jej nieodłącznym składnikiem. Współcześnie, chociaż czasem realizuje się bardzo kosztowne inwestycje budowlane, tych elementów rzeźbionych brak. I nie mówimy tu o jakiś secesyjnych elementach na nowoczesnych obiektach. Przecież współczesna rzeźba jest równie nowoczesna jak te budynki. Dlaczego, według Pana, takie budynki z elementami rzeźby współczesnej nie powstają?
GN: To pytanie jest bardzo aktualne – sam sobie je zadaję. Faktycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rzeźbiarskie elementy kamienne stanowiły dopełnienie współczesnych brył architektonicznych. Przy obecnych możliwościach obróbki granitu, pojawia się bardzo szeroki zakres możliwość uszlachetnienia przestrzeni urbanistycznej.
Ciekawie poprowadzone kształty granitowe mogą nadać swoistej energii bryle architektonicznej. Wydaje się, że poza kostka brukową, płytami chodnikowymi i krawężnikami ten materiał jako tworzywo jest niedoceniany. To nie są chyba aż tak duże koszty.
DW: Może brak współpracy architektów z rzeźbiarzami? Oni mają czasem bardzo interesujące rozwiązania w zakresie bryły obiektów, ale nie są rzeźbiarzami i nie dostrzegają możliwości, jakie niesie rzeźba.
GN: Może jest nadzieja na zmiany. Mam zajęcia na pierwszym roku i pojawiają się studenci, którzy studiują równocześnie lub już ukończyli architekturę. Może to pokolenie będzie bardziej otwarte na powrót rzeźby do architektury.
Tak teraz myślę, że można pokusić się o przygotowanie dużej konferencji dla kamieniarzy, architektów i rzeźbiarzy, poświęconej tej problematyce. Może to uświadomiłoby tym środowiskom, że mogą z pożytkiem dla każdej ze stron ze sobą współpracować, mieć wiele wspólnych pomysłów i wspólnie realizować dobre projekty. Myślę, że idealnym miejscem takiego spotkania mógłby być Strzegom.
DW: Dziękuję za rozmowę i z zainteresowaniem będę wyczekiwał na kolejne granitowe realizacje.


Ścieranie wyrobów z kamienia występuje wszędzie, gdzie po kamieniu ktoś lub coś się przemieszcza – ludzie chodzą po posadzkach, samochody jeżdżą po nawierzchniach brukowych. W tym badaniu określa się możliwość starcia elementu kamiennego w trakcie eksploatacji.
Obecnie w badaniach tej właściwości posługujemy się normą PN-EN 14157:2005-12P „Kamień naturalny – Oznaczanie odporności na ścieranie”. W normie tej zostały opisane trzy metody badań:
• szerokiego koła (Capona),
• tarczy Boehmego,
• Amslera.
W naszym regionie najpopularniejszą metodą jest badanie na tarczy Boehmego (metoda B).

Schemat tarczy Boehmego
1 – przeciwwaga
2 – tor badawczy
3 – obciążnik
4 – mocowanie próbki
5 – próbka do badania
6 – obrotowa tarcza
Badanie polega na dociśnięciu próbki badawczej do tarczy ściernej, na której zostało nasypane ścierniwo (korund). Tarcza wykonuje określoną liczbę obrotów i sprawdzany jest ubytek objętości próbki.
Do badania potrzebujemy przynajmniej sześciu próbek prostopadłościennych o kwadra-towej podstawie 71 x 71 mm (±1,5 mm). Po wysu-szeniu próbek do stałej masy (lub w przypadku konieczności wykonania badania na mokro – po nasączeniu wodą), waży się je i mierzy. Na tor badawczy wysypuje się 20-gramową porcję korundu. Następnie próbka umieszcza się w uchwycie i dociska osiowo siłą około 294 N. Badanie polega na poddaniu próbki 16 cyklom ścierania – każdy po 22 obroty. Po każdym cyklu należy uprzątnąć tarcze i nasypać ponownie korund oraz obrócić próbkę o 90o.
Po ścieraniu sprawdzana zostaje zmiana wysokości próbki (wynik w mm) i zmiana jej objętości (wynik w mm3).
W przypadku wyrobów drogowych w Polsce wymagane jest, aby ubytek wysokości próbki nie przekraczał 1,2 mm, czyli ubytek objętości nie powinien przekraczać około 6050 mm³.
#michalfirlej
Walny Zjazd Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej odbył się 15 kwietnia 2016 r. w zamku Książ w Wałbrzychu. Głównym celem Zjazdu było omówienie zagadnień związanych z działalnością i funkcjonowaniem Związku oraz dokonanie wyboru nowych władz.
W wyniku wyborów nowym prezesem ZPBK został Krzysztof Skolak, a wiceprezesami Alfred Marian Sroka i Jan Ziętek. Wolą wyborców członkami nowego Zarządu Związku zostali Michał Firlej i Jan Łobodziec.

– Wybór do władz ZPBK to duże wyróżnienie – komentuje Krzysztof Skolak, nowy prezes ZPBK. – Dziękuję za okazane poparcie i zaufanie. Wierzę, że nowy Zarząd będzie w stanie skutecznie realizować zadania, które stoją przed tą ogólnopolską organizacją. Mam nadzieję, że będzie animatorem szerokiego udziału w pracach wszystkich członków, którzy tylko wyrażą taką chęć. Sprawdzone działania i doświadczenia z Fundacji „Bazalt” i Klastra Kamieniarskiego będę przedstawiał kolegom do zastoso-wania w ZPBK. Należy zauważyć, że w nowym Zarządzie znalazło się aż 3 członków Klastra Kamieniarskiego. Branża zmaga się z wieloma zjawiskami, które wymagają wspólnych działań. Chodzi tu zarówno o problemy jak i szanse. Ponieważ pierwsze posiedzenie Zarządu dopiero przed nami, nie wymieniam tutaj żadnych konkretów. Tematów do pod-jęcia jest bardzo dużo, nowy Zarząd musi je sprecyzować, a następnie określić priorytety i sposoby działań.
Nowo wybrany prezes zaproponował nadanie Stanisławowi Sitarzowi, wieloletniemu prezesowi ZPBK tytułu „Prezesa honorowego”, co jednogłośnie zaakceptowano, wyrażając uznanie gromkimi brawami.
– Uznałem – mówi Prezes honorowy ZPBK komentując swoją decyzję o niestartowaniu w wyborach na kolejną kadencję – że nadszedł czas przekazać ster młodemu pokoleniu, by właśnie oni wnieśli ducha młodości i kreatywności, żeby o tę spuściznę zadbali, pielęgnowali ją i rozwijali, by to światło ponieśli dalej. Zawsze udzielę pomocy i porad w każdej kwestii. Jeszcze wiele zadań przed nami.
Stanisław Sitarz był członkiem Zarządu od 2000 r., pełniąc w okresie 16 lat różne funkcje, w tym 8 lat funkcję prezesa Związku, skupiającego w chwili obecnej 90 członków.
– Do 2000 r. nie było w kraju organizacji skupiającej kamieniarzy i osoby z branży kamieniarskiej – mówi Stanisław Sitarz. – Stworzenie Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej było szczególną misją. Osiągnięcia Związku dziś są zauważalne. Zaczynając od konsolidacji środowiska, organizację targów krajowych, wyjazdy na targi zagraniczne, gdzie dokonywała się promocja kraju, branży i kamienia, po kontakty zagraniczne i współpracę z Czechami, Niemcami, Włochami, Hiszpanami. Ważnym przedsięwzię-ciem było stworzenie w Strzegomiu szkolnictwa zawodowego, kształcącego kadry na potrzeby lokalnej branży kamieniarskiej.
Efekty wyborów wskazują na to, że Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej – bazując na doświadczeniu dotychczasowych działaczy – postawił na młodość, przedsiębiorczość i kreatywność, co oznacza, że otwierają się przed nim nowe możliwości i nowe płaszczyzny działania. Bo młodość w połączeniu z doświadczeniem i praktyką starszego pokolenia gwarantuje sukces w przyszłości.
Nowemu prezesowi serdecznie gratulujemy i życzymy wielu sukcesów w promocji kamienia lokalnego, możliwości branży kamieniarskiej oraz marki Strzegomia – Granitowego Serca Polski.
