Mogłoby się wydawać, że bohater znanej wszystkim bajki A. A. Milne’a Kubuś Puchatek nie może mieć nic wspólnego z kamieniarstwem. A jednak. Sporo złotych myśli pluszowego bohatera bajki ma wiele wspólnego z rzeczywistością w naszej branży.
Misia z bajki cechuje pozornie prymitywny — ale pełen ukrytych znaczeń —sposób myślenia, nakierowany na dość prosty cel: miodek.
Dla wielu szefów firm branżowych, nie ma znacznie co robią ani jak robią. Liczy się miodek w prozaicznej postaci gotówki. I nic nie jest w stanie zakłócić idealnego przebiegu zdarzeń.
Klient przychodzi ze zleceniem, na przykład, wykonania posadzki i płaci zaliczkę. Przyjmujący zlecenie zobowiązuje się do wykonania roboty z granitu w pierwszej jakości. Płytki można jednak kupić 25 % taniej —tyle, że gatunek drugi. No, ale klient nie jest przecież fachowcem —w naszym katalogu wpisaliśmy przecież magiczną formułę, że kamień jest materiałem naturalnym i w wyrobie może się różnić od próbki, jaka była prezentowana przy przyjmowaniu zlecenia.
Oczywiście to prawdziwe stwierdzenie tyle, że często pod tym zastrzeżeniem ukrywana jest kiepska jakość wykorzystanego materiału. W większości przypadków „numer” przechodzi, ale —jak mawiał Kubuś Puchatek —„Im bardziej zaglądam do środka, tym bardziej tam nic nie ma.”
Więc klient zapłacił, ale nie został przekonany do kamienia jako najlepszego z materiałów wykończeniowych.
Skutek: klient chciał jeszcze wykończyć dwie łazienki —myślał o kamieniu, ale zrealizował plany z użyciem luksusowej ceramiki.
Inna sprawa to realizacja robót w prywatnych domach. Niestety, często przy okazji roboty montażyści robią dookoła tak potworny bałagan, że gospodarze załamują ręce. Nie tak dawno rozmawiałem z kolegą z młodości, który opowiedział mi jak robił remont w domu. Układał trochę ceramiki i trochę kamienia. Kiedy pracowali płytkarze starali się jak mogli —codziennie, pod koniec pracy, myli podłogi i wynosili śmieci. Sytuacja zmieniła się gdy na „plac budowy” przyszli kamieniarze. Przez tydzień dom wyglądał jak po ataku nuklearnym. Na uwagi gospodarzy odpowiadali w stylu Kubusia Puchatka: „To nie jest bałagan, tylko bardzo skomplikowany porządek”.
Może sprawa nie dotyczy firm działających od dawna w tym segmencie rynku, bo życie i klienci ich nauczyli. Jednak mnóstwo firm —na codzień realizujących głównie nagrobki —pozyskuje również takie zlecenia i je realizuje. Znajomy zwrócił też uwagę, że pracownicy od ceramiki mieli jednakowe, w miarę czyste, firmowe ubrania robocze —za to kamieniarze wyglądali jak „majstry” z czasów pokazywanych w znanym serialu „Alternatywy 4”.
Kolega wymyślił sobie na posadzce kawałek ozdobnego wzoru wyciętego na waterjecie. Zadziwiło go, że kawałki tego elementu fachowcy mieli nieopisane. Układanie tych puzzli realizowali już na miejscu. Mówił, że miałby mnóstwo zabawy obserwując jak ciągle kłócą się i usiłują odtworzyć wzór z obrazka, gdyby nie fakt, że zajęło im to pół dnia. A przecież, jak mówił Puchatek, „trzeba znaleźć taki sposób schodzenia po schodach, który nie będzie wymagał myślenia”. Wystarczyło po wycięciu każdego elementu nadać mu numer i oznaczyć na obrazku. No, ale cóż... Cytując bohatera opowieści Milne’a: „są tacy, co mają rozum, a są tacy, co go nie mają i już”.
Podsumowując: dobrze sięgnąć do kultowej książki jest w niej sporo mądrości.
Osobiście polecam jedną: „Myślenie nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić”.

Klasa druga Technikum Górnictwa Odkrywkowego stała się bogatsza o kolejne doświadczenia zawodowe. W ciągu ostatnich trzech miesięcy młodzież uczestniczyła w cyklu zajęć praktycznych odbywających się w Laboratorium Badań Kamienia i Kruszyw w Strzegomiu.
Młodzież, pod okiem prowadzącego zajęcia Michała Firleja, z zaangażowaniem przeprowadzała ćwiczenia i przygotowywała dokumentację podsumowującą wyniki badań.
Tematyka ćwiczeń dotyczyła badań kamieni i kruszyw. Program badania kamieni obejmował: wytrzymałość na ściskanie, wytrzymałość na zginanie (badania opisywane w poprzednich numerach KK —przyp. red.), wyznaczanie gęstości, porowatości otwartej, objętości i nasiąkliwości kamienia naturalnego. Program badania kruszyw obejmował badanie właściwości geometrycznych kruszyw, w tym oznaczanie składu ziarnowego i oznaczanie gęstości nasypowej kruszyw.
W czasie spotkań laboratoryjnych uczniowie TGO mieli również okazję zwiedzić Przedsiębiorstwo Obróbki Granitu sąsiadujące z Laboratorium. Po przedsiębiorstwie oprowadzał właściciel, Jan Łobodziec. Uczniowie z zainteresowaniem oglądali maszyny w czasie pracy i oglądali na żywo efekty poszczególnych faz obróbki kamienia.
O tym, że zajęcia były wciągające i ciekawe niech świadczy fakt, że uczennice „na gorąco” postanowiły je skomentować. Oto rymowana relacja samych zainteresowanych:
„W laboratorium czekały nas ciekawe doświadczenia,
moc ściskania i zgniatania, właściwości kamienia poznawania.
Pani Renata Dziurla nas zaprowadzała
i jak mama w czasie drogi o nas dbała.
Matma, fiza —wzory muszą być nam znane,
bo prawdziwy górnik musi mieć to obcykane.
Energia nas rozpierała,
gdy maszyna kamień ściskała.
Suwmiarka jest już nam dobrze znana,
w rękach górnika musi być obsługiwana.
Ważymy, liczymy, gęstość mierzymy i końca nie widzimy,
bo w tak dużych liczbach się gubimy.
Wielkich liczb się jednak nie boimy,
dzięki temu egzaminy zawodowe zaliczymy.
Piknometrem się bawimy
o zajęciach laboratoryjnych nigdy nie zapomnimy.
Było nam wesoło,
bo Pan Firlej rzucał sucharami naokoło.
Pani Dziurla z aparatem skakała
i każdą chwilę upamiętniała.
Certyfikaty otrzymamy
i do CV je dodamy,
a jak do pracy pójdziemy,
to kto wie —może —grube hajsy zgarniemy.
Na koniec raz jeszcze za wszystko dziękujemy!”
To bardzo miłe, że lokalni przedsiębiorcy z branży kamieniarskiej, są otwarci na współpracę i pomoc dla uczniów Technikum Górnictwa Odkrywkowego. Zespół Szkół w Strzegomiu mógł się o tym przekonać już nie pierwszy raz. Przecież jest to dla młodzieży najlepsza nauka, kiedy doświadczenia zdobywają poprzez wiedzę praktyczną. Dzięki temu tytuł „technik górnictwa odkrywkowego” nie będzie tylko zwykłym papierem.

PODZIĘKOWANIE
Dyrekcja oraz nauczyciele przedmiotów górniczych Zespołu Szkół w Strzegomiu składają podziękowania panu Michałowi Firlejowi za wspaniałą propozycję zajęć laboratoryjnych dla naszych uczniów i wkład w ich edukację oraz panu Janowi Łobodziec za życzliwość, otwartość i prowadzenie„lekcji w terenie.

Ten budynek zwrócił moją uwagę w czasie wizyty w Krakowie. Jest to Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”. Obiekt powstał w latach 90-tych XX w. i wzbudzał duże uznanie. W 2006 roku został wybrany jako jedna z 20 najciekawszych realizacji architektonicznych w Polsce po 1989 roku w konkursie „Polska. Ikony architektury.”
Niestety... Już 10 lat po otrzymaniu tego lauru, z punku widzenia kamieniarskiego, prezen-tuje się raczej rozpaczliwie. Pytanie: czy sąsiedztwo Wisły tak źle wpłynęło na trwałość montażu, czy tylko nie najlepiej wykonane prace kamieniarskie?
Jak widać na zdjęciach kamień złuszcza się, jest brudny i pełen zacieków oraz plam. Również opaska (cokół) wykonana z granitu jest brudna. Dodatkowo montaż wykonany był tylko na klej i to prawdopodobnie nie najlepszy. Zabrakło kotwienia, więc elementy po prostu odpadają.
Projektant chyba podjął złe decyzje zarówno w zakresie doboru materiału jak i technologii montażu. Oceniając aktualny stan widać, że kamień nie został też zaimpregnowany. Dziwne to, gdyż wszyscy wiedzą, że powietrze w Krakowie jest bardzo zanieczyszczone i przez to jest bardzo agresywne dla kamienia. W czasie kiedy powstawał budynek działały jeszcze huty w Skawinie i Nowej Hucie wprowadzające do atmosfery ogromne ilości zanieczyszczeń. Impregnacja po montażu bez wątpienia poprawiłaby sytuację.
Nie należy jednak wszystkich win przypisywać projektantowi. Wykonawca chyba również nie podszedł do roboty z należytą starannością. Przecież nawet jeśli projektant nie uwzględnia konieczności zabezpieczenia kamie-nia impregnatem, to można —a nawet trzeba —o to walczyć. Po latach nikt nie będzie pytał o projektanta i impregnację —wszyscy natomiast zapamiętają obrazki jakie sfotografowałem. I na tej podstawie, zanim ktokolwiek podejmie decyzję mocno się zastanowi, czy użyć kamienia we własnej inwestycji.
Na tle 20-letniego obiektu pobliski prastary Wawel pokazuje wysoki kunszt średniowiecznych kamieniarzy. Jednak ten, kto jest na etapie podejmowania decyzji inwestycyjnych, prędzej zwróci uwagę na współczesny budynek i fatalny wygląd jego kamieniarki.
I jak tu nie zadać tytułowego pytania: „dlaczego, tak?”

Poprzedni artykuł o marketingu w nagrobkarstwie poświęciłem zagadnieniu marketingu skoordynowanego ukierunkowanego na zadowolenie klienta.
Tym razem zajmę się pewnymi zagadnieniami z dziedziny nazywanej controllingiem.
Controlling, według teorii, jest to narzędzie diagnostyczne procesu planowania, koordy-nowania i kontroli przebiegu procesów ekonomicznych pozwalające firmie realizować założone cele. W gruncie rzeczy celem jest stworzenie w firmie miarodajnego systemu oceny podejmowanych decyzji pozwalającej na analizę realizacji założonych zadań i korygowanie planów.
Brzmi może skomplikowanie, ale takie nie jest. Podstawową rzeczą jaka jest zalecana firmom chcącym skorzystać z wiedzy zawartej w teorii jest sporządzenie analizy SWOT.
SWOT to skrót od czterech słów i zarazem zagadnień:
— Strengths —mocne strony: wszystko to, co stanowi atut, przewagę, zaletę analizowanego obiektu;
—Weaknesses —słabe strony: wszystko to, co stanowi słabość, barierę, wadę analizowanego obiektu;
— Opportunities —szanse: wszystko to, co stwarza dla analizowanego obiektu szansę korzystnej zmiany;
— Threats —zagrożenia: wszystko to, co stwarza dla analizowanego obiektu niebez-pieczeństwo zmiany niekorzystnej.
Ciekawe, że wypisując zagadnienia, zdarzają się takie, których nie potrafimy przypisać do żadnej z wymienionych kategorii —według teorii takimi zagadnieniami nie należy się zajmować, gdyż są strategicznie nieistotne.

Jak może wyglądać w firmie nagrobkarskiej analiza SWOT dla całej firmy?
Przykładowo:
Mocne strony: wykwalifikowani i doświadczeni pracownicy, dobre i nowoczesne maszyny do przecierania bloków, dobra opinia na rynku o jakości produkcji.
Słabe strony: działamy lokalnie na ograniczo-nym rynku, niższe od cięcia możliwości polero-wania płyt, brak odpowiedniego pomieszczenia do rozmów z klientami, brak atrakcyjnej „wystawki”, brak dobrego pracownika zajmują-cego się sprzedażą i rozmowami z klientami, brak produkcji i doświadczenia w budowlance.
Szanse: zdolność kredytowa, doświadczenie w pozyskaniu środków pomocowych z UE, wielkość działki (możliwość rozbudowy zakładu), nieduża odległość od większego miasta.
Zagrożenia: mały konkurencyjny zakład w okolicy zarządzany przez młodego dyna-micznego właściciela, wyludnianie się i niskie dochody miejscowej ludności.
Ciekawym pomysłem, jaki wiedziałem w budowaniu analizy słabych i mocnych stron, jest powieszenie dużej tablicy z czterema polami opisanymi jak wyżej podano i zachęcenie pracowników do wpisywania swoich spostrzeżeń w odpowiednie pola.
Dzięki temu możemy odnaleźć wszystkie elementy wpływające na działanie zakładu i wyznaczyć kierunki działania, a także dopisywać kolejne elementy do mocnych stron oraz likwidować lub zmniejszać listę słabych.
Analizę SWOT możemy prowadzić nie tylko dla całej działalności, ale również jej elementów. Na przykład: zagadnienie transportu wewnątrz-zakładowego czy funkcjonowanie oddziału firmy (wystawki w sąsiedniej miejscowości).
Drugim zagadnienie z kategorii controlling jaki chciałbym zasygnalizować jest kalkulacja kosztów i ocena opłacalności.
Podstawowym błędem jaki popełniają zarządzający firmami, jest kalkulowanie podejmowanych działań w oparciu o rachunek: wpływy z działań minus wszystkie koszty firmy. W ten sposób kalkulując wiele firm ocenia, że ich działalność jest nieopłacalna. W controllingu przyjmuje się, że koszty firmy należy podzielić na dwie podstawowe grupy: koszty ogólne przedsiębiorstwa i koszty realizowania konkretnych zadań.
Koszty ogólne to wszystkie te koszty, które są stałe i na ich wartość nie mają wpływu działania produkcyjne. Przykładowo do kosztów ogólnych na pewno zaliczają się takie elementy jak koszty opłat za działkę, koszty księgowości, koszty bankowe, koszty kredytów (chyba, że zostały zaciągnięte pod realizację konkretnego zlecenia), koszty zatrudnienia pracowników nieprodukcyjnych, koszty eksploatacji samochodów itd. Jednym słowem wszystkie te koszty, które ponosilibyśmy nawet gdyby nie było realizacji zadania produkcyjnego.
Natomiast w kalkulowaniu konkretnego elementu uwzględniamy tylko te koszty, które wynikają bezpośrednio z wykonywanego zlecenia.
Przykładowo do kosztów produkcji nagrobka powinniśmy policzyć: koszty materiału, koszt obróbki (koszt czasu pracy pracownika, koszt zużytych narzędzi, koszt zużytego prądu), koszt montażu (dojazd, opłaty na cmentarzu), itp.
W ten sposób licząc okaże się, że koszt wyprodukowania nagrobka jest dużo niższy i łatwiej walczyć z konkurencją.
Ktoś natychmiast powie, że w ten sposób licząc firma „pójdzie z torbami”. W controllingu zakłada się, że każde działanie powinno przynosić zyski (jako wpływ ze sprzedaż minus koszty bezpośrednie) zmniejszające koszty ogólne przedsię-biorstwa.
No dobrze, ale jeśli tak wyliczone zyski nie pokrywają całych kosztów ogólnych i zarazem nie generuje zysku? W tym miejscu zakłada się, że musimy zwiększyć produkcję i sprzedaż, rozpocząć działalność w innym segmencie rynku lub zredukować koszty ogólne —nieprodukcyjne.
Oczywiście zwiększenie produkcji może spowodować wzrost kosztów ogólnych, ale zadanie skalkulowania tych elementów i doprowadzenie do sukcesu spoczywa na zarządzającym firmą.
Zachęcam do takiego podejścia.

Pod koniec lat 90. tajwańska firma Lung Meng Tech opracowała technologię wytwarzania papieru bez konieczności używania miazgi drzewnej, zamiast której zastosowano węglan wapnia oraz polietylen o dużej gęstości. Wkrótce nowa metoda zyskała niemałą popularność i w następnych latach kamienny papier, nazwany tak ze względu na obecność proszku mineralnego wykorzystywanego do jego produkcji, został opatentowany w 40 różnych krajach na całym świecie.
Głównym składnikiem kamiennego papieru —około 80% —jest węglan wapnia (CaCO3). W naturze węglan wapnia stanowi ponad 4% składu skorupy ziemskiej i jest podstawowym komponentem wielu minerałów takich jak kalcyt i aragonit, które odgrywają ważną rolę w procesach skałotwórczych. Znajduje się także w dużych ilościach w wodzie, zazwyczaj w formie wodorowęglanu wapnia Ca(HCO3)2. Za pośrednictwem wody jest przyswajany przez zwierzęta i wykorzystywany do budowy ich szkieletów.
Drugim podstawowym składnikiem kamiennego papieru jest HDPE (High-Density Poliethylene), czyli polietylen o dużej gęstości. Polimer ten jest powszechnie wykorzystywany do produkcji wyrobów plastikowych, takich jak butelki, nakrętki i wiele innych. W procesie wytwarzania kamiennego papieru służy jako spoiwo ze względu na swą elastyczność i wytrzymałość.
Kamienny papier grubością jest zbliżony do tradycyjnego, ma jednak od niego gładszą powierzchnię. Można go z powodzeniem używać w drukarkach tuszowych —ze względu na większą podatność na wysokie temperatury, nie sprawdza się w drukarkach laserowych. Znajduje zastosowanie w produkcji wszelakiego rodzaju wyrobów papierniczych, zwłaszcza opakowań, map, note-sów, tacek itd. Jest odporny na działanie wody i tłuszczu, a także trudniej ulega podarciu niż zwyczajny papier. Z tego właśnie powodu używa się go w produktach, które mają z założenia być bardziej odporne na zniszczenia i zużycie.
Papier kamienny jest także przyjazny środowisku. Stanowi to jego główną zaletę. Produkcja papieru tradycyjnego wiąże się ze zuży-ciem dużej ilości wody oraz koniecznością wycinki drzew. Z kolei wytwarzanie papieru kamiennego w ogóle nie wymaga użycia wody, a pozostawiony na około rok czasu w naturze zdegraduje się do całkowicie naturalnego i nieszkodliwego proszku mineralnego, który może zostać ponownie użyty do produkcji papieru. Jego spalanie nie powoduje wydzielania się toksycznych związków do atmosfery. Można też poddać go recyklingowi. Oprócz tego ulega fotodegradacji, to znaczy rozkłada się pod wpływem długotrwałego działania promieni słonecznych.
Papierowi z kamienia można przypisać kilka cech, które przemawiają zdecydowanie na jego korzyść. Jest miły w dotyku, jakby aksamitny —spece od marketingu od razu nazwali to „luksusowy dotyk” i kamienny papier jest intrygującą ciekawostką wśród gadżetów reklamowych. Ma przyjazny dla oka odcień bieli. Jego wytrzymałość na rozerwanie jest zauważalnie wyższa niż tradycyjnego papieru. A dla osób zwracających uwagę na aspekt ochrony środowiska jest alternatywą dla papieru wytwarzanego metodami tradycyjnymi. Ponoć jego produkcja pochłania o połowę mniej energii.
Zwiększona wytrzymałość w połączeniu z mniejszym obciążeniem dla środowiska mogą sprawić, że kamienny papier w przyszłości zdetronizuje swojego starszego brata i stanie się podstawą dla większości wyrobów papierniczych. Póki co pozostaje jedynie ciekawostką, która wciąż oczekuje na większe zainteresowanie ze strony potencjalnych użytkowników.