
Wszyscy pamiętamy powódź tysiąclecia, która w 1997 roku nawiedziła Wrocław. Wyrządziła ogromne szkody w infrastrukturze miasta.
Po powodzi opracowano program ,,Modernizacja wrocławskiego węzła wodnego”, która ma zapobiegać w przyszłości podobnym kataklizmom.
Program był współfinansowany przez Unię Europejską. Projektanci w wielu miejscach zastosowali dolnośląski granit, uwzględniając zarówno historyczny wygląd, jak i współczesne realia.
Przejeżdżając rowerem przez Most Pomorski Środkowy od strony ulicy Księcia Witolda zoba-czyłem pięknie odnowioną śluzę Mieszczańską, Stary Młyn i odbudowane od podstaw mury brzegowe z cegły zwieńczone nakrywami z granitu strzegomskiego. Niestety... To, co powinno być wisienką na torcie, wygląda – z punktu widzenia sztuki kamieniarskiej co – najmniej niechlujnie.
Projektant podjął właściwe decyzje co do rodzaju kamienia i jego wymiarów. Natomiast samo wykonanie nakryw i ich późniejszy montaż, daje powody, by sądzić, że prawdopodobnie znów wygrała najtańsza oferta.
Różnica grubości między kolejnymi nakrywami dochodzi do 2 cm. Brak fazowania krawędzi, wiele elementów nie ma obrobionych widocznych boków. Dużo rzucających się w oczy ubytków powstałych przy nieprofesjonalnym montażu, nieregularna faktura płomieniowana powierzchni.
I znowu nasuwa się pytanie: dlaczego tak? Kto wykonał robotę tak kiepsko? I najważniejsze: kto odebrał tak niechlujnie wykonane prace kamieniarskie?
Więcej zdjęć na http://www.facebook.com/KurierKamieniarski



Na łamach Kuriera Kamieniarskiego prezentujemy materiały mniej znane na rynku, ale zasługujące na zainteresowanie. Pod koniec zeszłego roku naszą uwagę przyciągnął czarny granit z oferty firmy HM Granit – Cambrian Black.
Kamień ten opisywany przez wydobywcę, jako granit pod względem geologicznym jest anortozytem – jego głównym składnikiem są plagioklazy.
Cambrian Black to materiał głęboko czarny, drobnoziarnisty wzbogacony drobnymi srebrnymi cętkami. Kamień pochodzi z kopalni w Kanadzie z okolic miejscowości Saint-Nazaire w prowincji Quebec. Kamieniołom zajmuje powierzchnię około 43 hektarów, a jego ściany mają wysokość 36 m. Kamieniołom jest w stanie wydobywać miesięcznie 425 m3 bloków – obecnie roczne wydobycie to 5.000 m3. Zbadane zasoby złoża gwarantują wydobycie przez około 100 lat.
Kamień ma bardzo dobre parametry fizyko-mechaniczne:
– gęstość – 2874 kg/m3
– nasiąkliwość – 0,101%
– wytrzymałość na zginanie – 12,2 MPa
– wytrzymałość na ściskanie – 153 MPa
– kamień jest w pełni mrozoodporny i kwasoodporny.
Według danych firmy wydobywczej, realizacje wykonane z Cambrian Black cechuje wysoka trwałość. We wnętrzach o małym ruchu – podawana trwałość to ponad 150 lat, przy dużym ruchu ponad 40 lat. Dobrze utrzymane blaty powinny wytrzymać ponad 150 lat.
Cambrian dobrze prezentuje się nie tylko w wersji polerowanej, ale również antykowanej, szlifowanej i z obróbką powierzchni waterjet-em.
W katalogach kamienia Cambrian Black występuje również pod nazwą Black Sky.
W zeszłym roku do Polski firma HM Granit sprowadziła 250 m3 tego materiału. Na polski rynek Cambrian sprowadzany jest w postaci bloków i trafia bezpośrednio z portu w Montrealu do portu w Szczecinie.


Budma to targi z ogromną tradycją. Pierwsza edycja miała miejsce w 1992 roku, ale jej początki sięgają lat 70-tych. Wtedy branża budowlana miała swoje ważne miejsce podczas organizowanych w Poznaniu targów wielobranżowych. Potem wydzielono branżę budowlaną i w latach 1988 – 1991 poznański Urząd Wojewódzki organizował targi INBUD. To była jednak głównie impreza lokalna. Zainteresowanie targami było znacznie szersze, więc organizacją już ogólnopolskiej imprezy zajęły się Międzynarodowe Targi Poznańskie.
W kolejnych latach wzrost ilości wystawców i zwiedzających był ogromny. Pamiętam, że pod koniec lat 90-tych Budma była ogromna. Regu-larnie wystawiający zapełniali całą dostępną powierzchnię wystawienniczą (wówczas około 60.000 m2).
Wprawdzie powstawały kolejne hale, ale i tak zdecydowano się na wydzielenie kilku branż i zorganizowanie dla nich oddzielnych imprez wystawienniczych. Przykładowo firmy oferujące maszyny i sprzęt budowlany, od 2000 roku prezentują się na targach Bumasz.
Kolejną wydzieloną dziedziną była branża instalacyjna, dla której organizowane są targi Instalacje (od 1999 roku). Swoje oddzielne targi mają również specjaliści budownictwa sportowego oraz wykończeniowego (Budma Interior).
Nieco inaczej potoczyły się losy naszej branży na tych targach. W praktyce, z całej branży kamieniarskiej wystawiających się na Budmie firm kamieniarskich zawsze było niewiele – w zasadzie w stosunku do wielkości branży śladowa ilość.
Dziwi mnie bardzo niedostrzeganie przez organizatorów targów dwóch niezależnych zagadnień branżowych (i to nie tylko w naszej branży).
Z jednej strony potrzeby istnienia specjalistycznych targów branżowych – nazwijmy je zaopatrzeniowymi – gdzie zwiedzającymi będą branżyści poszukujący hurtowych dostawców, producentów podzespołów, maszyn produk-cyjnych itp. Drugim zagadnienie jest oferta branży skierowana do szerokiego grona odbiorców obejmującego również architektów czy deweloperów. Kierowanie wszystkich wystawców branżowych na targi stworzone dla szeroko rozumianej branży jest nieporozumieniem. W naszej branży jest to też widoczne. Firmy zaopatrujące kamieniarstwo w materiały, narzędzia czy maszyny nie powinny być prezentowane w ramach imprezy dla odbiorcy detalicznego. Co innego firmy szukające nabywców na końcowy produkt. Dla tych targi powinny mieć charakter wielobranżowy, najlepiej dotyczący budownictwa. Wydzielanie oddzielnych imprez w oparciu o branżę – a nie o klientów – nie przyniesie powodzenia w dłuższej perspektywie czasowej.
Widać to było na tegorocznej Budmie. Jeszcze parę lat temu, podczas Budmy, Poznań był „zakorkowany”. Znaczyło to jedno – ogromne zainteresowanie zwiedzających.
W ostatnich latach, także w tym roku, aż takiego zaintereso-wania nie było. Nie ma jeszcze pełnych oficjalnych statystyk, więc to tylko subiektywne odczucie. Według MTP w tym roku targi zgromadziły 800 wystawców, ale w kontekście wielu branż, jakie prezentują się na tych targach, to nie jest zawrotna liczba. Odnotować też należy, że do tegorocznej Budmy dołączono imprezę „Kominki”. Czyżby sposób na podniesienie statystyk?
Oczywiście szczególną uwagę zwróciłem na branżę kamieniarską. Niestety, nadal firmy kamieniarskie poszukujące końcowych klientów nie biorą udziału w tej imprezie. Naszą branżę reprezentowało zaledwie kilka firm i to nie tych kluczowych na rynku.
Należy odnotować pojawienie się na targach nowej firmy Metamar oferującej kamienie z Turcji, oraz, również powstałej niedawno, firmy importującej nietypowy rodzaj kamienia z Kazachstanu: felzyt – skałę hydrowulkaniczną występującą w postaci tufów. O tym materiale napiszemy niedługo na łamach Kuriera Kamieniarskiego.
Swoje fantastyczne mozaiki zaprezentował również Lubosz Karwat.
Brak interesującej oferty kamieniarskiej na targach to robienie miejsca na rynku materiałom substytucyjnym. Wiele było stoisk, na których prezentowano elementy betonowe łupane „podrabiające” granit. Pojawiły się też chińskie płytki ceramiczne, które nieźle udają marmury.
Podsumowując: odnoszę wrażenie, że prezen-towany przez organizatora kierunek rozwoju targów (przyjmujący za główny cel sprzedaż powierzchni wystawienniczej bez uwzględniania celów wystawców i zwiedzających) nie jest dobrą perspektywą. Marzy mi się udział w dwóch imprezach z udziałem kamieniarstwa. Jednej skierowanej do wewnątrz branży, prezentującej szeroką ofertę dla kamieniarzy. I drugiej – wielobranżowej – na której firmy kamieniarskie będą mogły znaleźć nabywców na swoje produkty.
Więcej zdjęć na www.facebook.com/KurierKamieniarski


Oto niezwykła historia rzeźbiarza Ra Paulette ze Stanów Zjednoczonych.
Urodził się w 1940 roku w północnej Indianie. Gdy obchodził swoje 50-te urodziny postanowił stworzyć sobie proste, spokojne miejsce do życia. Pomysłem było wykopanie jaskini w wapiennej skale w pobliżu miejscowości Embudo. Rozpoczął prace.
Wieści rozchodziły się szybko i budowa jaskini zaczęła przyciągać coraz więcej ciekawskich i gapiów. Jaskinia powstawała na terenach publicznych. Na prace rzeźbiarz nie miał żadnych zezwoleń dlatego szybko ukrył efekty swojej dotychczasowej pracy. Ale nie porzucił pomysłu budowania jaskini i ruszył w poszukiwaniu miejsca.
W czerwcu 1994 roku spotkał Davida Heath’a i John’a H.Johnsona III – właścicieli ośrodka wypoczynkowego Ojo Cliente Mineral Spring na północy Nowego Meksyku. Zaproponował im wybudowanie jaskini w skale piaskowcowej, z której rozciągał się fantastyczny widok na góry Jemez.
– Propozycja była dziwna – jak wspomina Heath. – Zastanawialiśmy się kim jest ten dziwny człowiek w bermudach i kapeluszu panama.
Ra Paulette pokazał zdjęcie ze swojej pierwszej próby drążenia jaskiń. Zapewnił, że jaskinia będzie miejscem dostępnym dla turystów i po kilku miesiącach przekonał właścicieli terenu. Ustalone wynagrodzenie było niewielkie, ale prace ruszyły.
Wszystkie roboty Ra Paulette realizuje sam, a towarzyszy mu tylko jego pies. Wieloletnia praca zaowocowała powstaniem absolutnie niesamowitego miejsca. Twórca nazywa je „sanktuarium okien ziemi”.
– Ta jaskinia to żywe stworzenie. Nie wiedziałem czym będzie, kiedy zaczynałem – mówi Paulette. – Jestem prawie jak doktor Frankenstein.
W obecnym kształcie to zawiła sieć pomieszczeń, z których niektóre mają nawet kilkumetrową wysokość. Ściany to gładkie, łagodnie powyginane powierzchniami pełne półek, siedzisk i stolików. Wszystko jest bogato zdobione płaskorzeźbami, a wiele elementów zostało inkrustowanych innymi kamieniami.
Wszystkie prace wykonywane są ręcznie przy pomocy prostych narzędzi. Twórca nadal pracuje nad swoim dziełem. Efekty są bardzo zaskakujące.
Paulette bardzo szybko uznał, że nie chce w swojej jaskini mieszkać – ma to być miejsce dla ludzi, którzy chcą przeżyć swoje wewnętrzne emocje. I faktycznie tak jest: niektórzy znajdują tu miejsce do modlitwy, inni medytacji. Ci, którzy nie mają takich mistycznych odczuć podziwiają piękne, imponujące dzieło sztuki.
Postać Ra Paulette i jego dzieło zwróciły uwagę reżysera Jeffrey’a Karoff’a. Jaskinia i jej twórca tak urzekły reżysera, że postanowił nakręcić o tym film dokumentalny. Ta 39- minu-towa opowieść „Cavedigger” powstała w 2013 roku i doczekała się wielu nagród. Największym wyróżnieniem była nominacja do Oskara za najlepszy krótki film dokumentalny w 2014 roku. Film doskonale pokazuje Ra Paulette, jego jaskinię i motywację do tej ciężkiej pracy, którą wykonuje już od ponad 20 lat.
Film można obejrzeć na stronie http://cavediggerdocumentary.com
Więcej zdjęć na: http://www.facebook.com/KurierKamieniarski
Dziękujemy reżyserowi Jeffrey’owi Karoff’a za udostępnienie zdjęć.





Ostatnio mojego pana odwiedzili znajomi. Oczywiście starałem się im przypodobać, bo zawsze jest szansa, że załapię się na jakiś smakołyk ze stołu. Wprawdzie Pan zawsze oświadcza, żeby mi nie dawać nic przy stole, ale taka to już moja psia natura – czemu mam uznawać jakieś dziwne zasady. Dlaczego on i jego znajomi mogą jeść ze stołu, a mnie nie wolno? Ba, nawet nie mogę siedzieć koło stołu. A przecież jak coś komuś nie będzie smakowało to może mi odda.
Na tym spotkaniu byli ludzie z Pana pracy – mieli ze sobą takie małe kawałki kolorowych kamieni i się nimi zachwycali. Fakt, były kolorowe i nawet ładne. Ale ja mam coś, czego oni nie mają – węch. Po mojemu to te „piękne” kamienie straszliwie śmierdziały.
Często obwąchuję różne kamienie na podwórku i one same z siebie nie pachną w ogóle – chyba, że któryś z kolegów już je zaznaczył. Te podziwiane przy stole chyba oznakował jakiś potwór z bagien. Ciekawe, że ludzie tego nie czują.
Pan za znajomymi rozmawiał, że te kamienie to jakieś nowości – i twierdzili, że pięknie by się prezentowały na podłodze. Fuj! Jak czasem coś spadnie ze stołu na podłogę, to jest moje. Ale jak Pan ułoży takie kafelki na podłodze, to koniec ze „spadniętymi smakołykami”. W końcu smakołyki się najpierw wącha, a dopiero potem zjada.
Nawet mocno wędzona szynka na tak śmierdzącej podłodze nie zachęci mnie do jedzenia. Pozosta- nie tylko – jak Pan to nazywa – kradzież ze stołu. Swoją drogą ciekawe co to znaczy? Skoro leży, nikt tego nie rusza i nikt nie patrzy... Ale zawsze to samo – kłopoty. Raz w życiu skusiłem się na leżąca na stole, pachnącą pięknie, marchewkę. Była tak dobra, że warta była tej awantury, kiedy Pan krzyczał coś o „kradzieży”.
Chociaż przejąłem się i już potrafię zwalczyć pokusy – siedzę zwykle w gotowości niedaleko stołu i śledzę, co się dzieje. Może komuś coś upadnie? No, ale nie mamy w domu śmierdzącej podłogi.
Jak goście wychodzili to, na podłogę upadła im ulotka. No i okazało się, że ten potwór z bagien te kamienie oznakował jakąś żywicą dla poprawy koloru. No, prawda! Jak ja oznakuję kamień, to on też jest ciemny i błyszczący.
Na tej ulotce było też logo „Kamień naturalny”. Znam je, bo widziałem jak Pan to logo wstawiał kiedyś na reklamę i wtedy tłumaczył Pani, co to za znak. Że taki znak to informacja dla klientów, że kupują produkt naturalny, zdrowy. I że znak może wstawiać każdy – wystarczy, że za to zapłaci. I tego nie rozumiem.
Podobno też zasady stosowania znaku nic nie wspominają o smarowaniu kamieni takimi śmierdzącymi płynami, po których opakowania nie można wyrzucać do normalnego śmietnika, bo mogą szkodzić środowisku. Za to opisywane są warunki chroniące interes twórców znaku i ich zarobek.
To jakby w przepisach o konieczności wkładania moim agresywnym kolegom kagańca, najważniejsze było, jakiego koloru ma być ten kaganiec i jakiej firmy, a nie to, że ma zabezpieczać innych przed zębami wariata.
Widziałem też u Pana zdjęcia z takiego „ulepszania” naturalnego kamienia. Na zdjęciach był człowiek, który wyglądał jak z filmu o statkach kosmicznych. Ale ten strój to chyba nie miał służyć jako reklama nowego filmu. Jeśli tak ma wyglądać naturalny kamień, to znaczy, że nic na podłodze nie będzie już smakołykiem.
Kończę, bo Pan idzie do kuchni robić kolację. Jest szansa, że coś mu upadnie.