
O początkach w branży kamieniarskiej, targowych wspomnieniach i o nowych perspektywach, mówi Marzena Kantor, dyrektor Geoservice Christi i członek Zarządu Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej.
Kurier Kamieniarski: W roku 2009 objęłaś stanowisko dyrektora Geoservice-Christi, ale z samą firmą jesteś związana dłużej.
Marzena Kantor: Tak, to prawda. Z firmą Geoservice-Christi jestem związana od 2004 r., ale moja przygoda z kamieniem, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, zaczęła się 4 lata wcześniej. W 2000 r., dobrze znając język włoski, rozpoczęłam współpracę z włoską firmą z Carrary, właścicielem kilku kamieniołomów. Myślałam, że będzie to chwilowe zauroczenie kamieniem, ale od tego momentu minęło już 15 lat, a moje życie zawodowe zostało ściśle związane z branżą kamieniarską. Cieszę się, iż miałam okazję poznać branżę z dwóch różnych perspektyw, od strony firmy kamieniarskiej i od strony organizatora targów kamieniarskich, pozwoliło mi to na jej lepsze poznanie i zrozumienie jej potrzeb.
KK: Jak retrospektywnie oceniasz twoje minione 15 lat?
M.K.: W tym czasie sporo się wydarzyło, było dużo wyzwań i trudnych decyzji, ale też i wiele wydarzeń, które bardzo mile mnie zaskoczyły. Pamiętam jak przed laty czytałam o działaniach p. Stanisława Sitarza, aktualnego Prezesa Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej, wtedy nawet do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś zasiądę obok niego w Zarządzie ZPBK.
Rozpoczynając pracę w Geoservice-Christi nie przypuszczałam też, że kiedyś będzie mi dane zostać jej wspólnikiem. Oba te wydarzenia to dla mnie naprawdę miłe wyróżnienie. W ciągu ostatnich 15 lat poznałam wielu wspaniałychi ciekawych ludzi, z niektórymi z nich dzisiaj, oprócz kontaktów zawodowych, łączy mnie również przyjaźń. Organizacja targów i tworzenie nowych projektów dla branży kamieniarskiej były dla mnie naprawdę wielką przyjemnością i dały mi wiele satysfakcji - bardzo się rozwinęłam, zdobyłam nowe doświadczenia i miałam okazję sprawdzić swoje umiejętności w wielu projektach.
KK: I co dalej?
M.K.: Czas na zmiany :-) Przede mną nowe wyzwania zawodowe i nowe szlaki do przetarcia. Po kilku latach targi KAMIEŃ powróciły do rodzimego portu. Ubiegłoroczna edycja była udana i została bardzo dobrze odebrana przez branżę, a trwająca już sprzedaż powierzchni na KAMIEŃ 2015 wygląda obiecująco
i zapowiada jeszcze lepsze rezultaty. Dlatego ze spokojem pozostawiam targi KAMIEŃ w dobrych rękach. Jestem przekonana, że tak dobrze przygotowany zespół, którym miałam zaszczyt i przyjemność kierować, wykorzysta szanse i znakomicie poradzi sobie z wyzwaniami, jakie przyniosą kolejne edycje targów KAMIEŃ i inne projekty Geoservice-Christi.
KK: Żegnasz się z branżą na dobre?
M.K.: W odpowiedzi na informację o moim odejściu usłyszałam, że z branży kamieniarskiej tak łatwo się nie odchodzi i zostałam zaszczycona propozycją zostania honorowym członkiem Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej, którą oczywiście z radością przyjęłam. Przede mną nowe wyzwania zawodowe, ale z pewnością będę śledzić dalsze wydarzenia i starać się wspierać działania branży kamieniarskiej i Geoservice-Christi.
Jednym z bardzo ważnych elementów mojej pracy była możliwość współpracy z wieloma wspaniałymi ludźmi zarówno w obrębie firmy, jak i poza nią. Dziękuję Pani Prezes za zaufanie i wsparcie a całemu zespołowi za wspólne dokonania i radość wspólnego tworzenia. Chciałabym też serdecznie podziękować wszystkim tym, z którymi miałam przyjemność współpracować. Dziękuję za życzliwość, serdeczną atmosferę rozmów i spotkań oraz za wiele uśmiechu i niezapomnianych chwil. Mam nadzieję, że z wieloma z Państwa pozostanęw kontakcie. Do zobaczenia we Wrocławiu, na targach KAMIEŃ 2015. Choć nie będę już stała za sterami, to na pewno pojawię się na Targach, tym razem w nowej roli - gościa.
”Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu” (Psalm 27,14)
Droga Marzeno!
Serdecznie dziękujemy Ci za wieloletnią pracę w Geoservice-Christi, Twoje osobiste
zaangażowanie, lojalność i sumienność. Za troskę o firmę i za pomysły, które wniosły
nieoceniony wkład w organizację targów KAMIEŃ i innych projektów.
Życzymy Ci realizacji marzeń oraz aby dotychczasowe sukcesy były
inspiracją do dalszej działalności zawodowej i osobistej.
Prezes Geoservice-Christi
wraz z Zespołem
W teorii marketingu występuje zagadnienie marketingu skoordynowanego.
Poprzedni artykuł o marketingu w nagrobkarstwie poświęciłem zagadnieniu zadowolenia klienta. Mam nadzieję, że każdy z czytelników zauważył, że osiągnięcie dobrych wyników bez dbania o klienta i jego zadowolenie nie jest łatwe. W tym odcinku kilka spostrzeżeń dotyczących zagadnień wewnątrz firmowych, ale związanych z obsługą klienta.
Poziom wyszkolenia i motywacji pracowników w firmie, z zakresu obsługi klienta, jest bardzo różny. Najczęstszym błędem jest stawianie pracownikom na różnych stanowiskach odmiennych celów — często niestety tworzących sprzeczność wewnętrzną.
Przykład z nagrobkarskiego podwórka. Szef firmy wysyłał pracowników sprzedaży na szkolenia marketingowe i mocno uczulał na osiągnięcie zadowolenia klienta. Z drugiej strony pracownikowi odpowiadającemu za produkcję ustalił zasadę bardzo wysokiej wydajności, nawet kosztem małego obniżenia jakości. Za to od osoby odpowiedzialnej za ustalanie cen nagrobków oczekiwał maksymalizacji zysku.
W efekcie walka o wydajność powodowała obniżanie jakości poleru płyt bez względu na to, czy handlowcy zauważyli, że konkretny klient przywiązuje do tego szczególną wagę, czy nie. Pretensje handlowców produkcja komentowała hasłem, że dział sprzedaży, dbając o zaspokojenie potrzeb klienta, nie myśli o interesie firmy. W innym przykładzie w firmie zjawił się klient dysponujący bardzo ograniczonym budżetem na zakup nagrobka. Dla niego sprawa jakości nie była tak ważna, jak niska cena. No, ale produkcja wykonać chciała nagrobek z płyt najwyższego gatunku, a ustalający cenę uwzględnił jeszcze odpowiednio wysoką marżę. Brak koordynacji wewnętrznej spowodował, że klient dokonał zakupu w firmie konkurencyjnej, która potrafiła dopasować koszt materiału i koszt produkcji do możliwości klienta.
Marketing skoordynowany oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze różne funkcje marketingowe —sprzedaż, reklama czy badania rynkowe muszą być wzajemnie skoordynowane z punktu widzenia klienta. Po drugie marketing musi być skoordynowany z innymi działami przedsiębiorstwa —produkcją, finansami czy magazynem. Ba! Nawet pani Krysia, która sprząta, powinna zauważać swój wkład w zadowolenie klienta z pobytu w naszej firmie.
Już słyszę głosy, które wołają: „Jakie działy?! Jaki marketing?! Zatrudniam 4 ludzi na produkcji, panią w biurze, operatora wózka widłowego (magazyniera), 2 handlowców i 2 monterów, a wszystkim kieruję osobiście.” Niby tak. Ale… Pracownicy nie zadbali, aby teren zakładu, parking, otoczenie biura było schludne. Szef, zalatany i przyzwyczajony do wyglądu zakładu, nie zwraca już na to uwagi. Siedząc w biurze nie zauważa też, że klient wysiadający z auta potyka się o jakieś kawałki gruzu, lub tonie w błocie, i klnąc wchodzi do biura. Scenę widzą pracownicy produkcji, ale w zasadzie guzik ich to obchodzi, bo z klnącym klientem będą rozmawiać handlowcy.
Na zagadnienie otoczenia firmy można też spojrzeć z innej perspektywy. Często otrzymuję zdjęcia z hali produkcyjnej, które mam wykorzystać w przygotowaniu reklamy prasowej. Na zdjęciach widać stertę gruzu lub starą, zapomnianą maszynę —gość odpowiedzialny za marketing w firmie prosi o „posprzątanie hali w fotoszopie”. Klient widzi reklamę ze zdjęciem czystej hali produkcyjnej, ale odwiedzając zakład przed oczami ukazuje mu się zupełnie inny obraz. Zauważając „podrasowane” zdjęcie w reklamie zaczyna podejrzliwie traktować opowieść handlowca o wyjątkowej jakości nagrobka, jaki zostanie dla niego przygotowany. A katalog ze zdjęciami zrealizowanych prac przestaje być przekonującym argumentem.
Inny przykład. Przychodzi pierwszy klient w danym dniu —zapraszamy go, by usiadł. Ale, wspomniana wcześniej, pani Krysia wczoraj pielęgnowała kwiatki na oknie i zapomniała o starciu kurzu i suchych liści z fotela. Mina klienta wahającego się, czy usiąść na brudnym fotelu mówi wszystko o szansach na jego zadowolenie.
Marketing musi być skoordynowany ze wszystkimi działami (pracownikami) firmy. Jak powiedział kiedyś David Packard z firmy Hewlett-Packard —„marketing jest zbyt ważny, aby pozostawić go działowi marketingu”.
Z powyższych powodów poza marketingiem zewnętrznym konieczne jest prowadzenie w firmie marketingu wewnętrznego. Te działania to nic innego jak budowanie u wszystkich pracowników świadomości, że każdy z nich ma wpływ na zaspokojenie potrzeb klienta. Różnych potrzeb, nie zawsze bezpośrednio związanych ze sprzedażą. Warto zatem pod tym kątem spojrzeć na proces zatrudniania pracowników, ich szkolenie i sposoby motywowania. Marketing wewnętrzny musi poprzedzać jakiekolwiek działania marketingu zewnętrznego. Powinien to być pierwszy krok w działaniach marketingowych. Nie ma sensu obiecywać doskonałej obsługi jeśli wszystkie działy (pracownicy) nie będą w stanie jej zapewnić.
Przytoczę ciekawy przykład z książki „Marketing” Philipa Kotlera. Bill Mariott, zarządzający słynną siecią hotelową, uważa, że w dobrze działającej firmie istotne są trzy grupy —klienci, akcjonariusze i pracownicy. Kiedy zatrudnia nowych pracowników stawia przed kandydatami zadanie określenia kolejności, w jakiej należy te grupy zadowolić.
Według niego na pierwszym miejscu powinni być pracownicy. Jeśli będą zadowoleni, będą dobrze dbali o klienta, a to zagwarantuje jego lojalność i stałe dochody.
To tworzy zupełnie nowe podejście do struktury firmy. W klasycznym układzie przedstawia się ją jako piramidę, na której szczycie jest kierownictwo, na dole pracownicy, a u podstaw piramidy klienci. W nowoczesnym podejściu na szczycie są klienci, a tuż pod nimi pracownicy. Natomiast wszystkie niższe poziomy stanowią wsparcie dla budowania relacji pracownicy —klienci.
Mało jest firm tak działających —większość przyjmuje, że prowadzi wystarczające działania marketingowe, bo ma budżet reklamowy i speca od marketingu. To zdecydowanie za mało. Cała firma powinna być zorientowana na klienta i jego potrzeby.
Jak to wygląda w naszych zakładach nagrobkarskich? W wielu jest już osoba zajmująca się marketingiem —ale próżno szukać w jej działaniach czegoś więcej, niż działań reklamowych. Czy został opracowany system zbierania informacji od handlowców i klientów pozwalający określić aktualne potrzeby klientów? Czy prowadzi się statystyki jakie kolory kamieni są pożądane? Czy marketingowiec rozmawia z handlowcami albo klientami? Zwykle odpowiedzi są negatywne.
By lepiej zrozumieć branżę, sam często pytam jakie kamienie (kolory) są popularne. Zwykle otrzymuję odpowiedzi dość ogólnikowe. A zagadnienie jest, wbrew pozorom, złożone. Statystyczne określenie typu: „najlepiej sprzedają się...” jest marnym wskaźnikiem. Według moich ustaleń najczęściej sprzedawane są szare, jasne granity oraz te najciemniejsze. Ale wynika to z ceny! Gros kolorów nie znajduje nabywców nie ze względu na małą atrakcyjność dla klienta, tylko ze względu na cenę materiału. Czy ktoś pytał klientów jaki kolor im się podoba? Może się okazać, że najatrakcyjniejsze dla klienta byłyby np. ciemno-brązowe. Warto więc by było opracować wzory w takich kolorach, ale o zmniejszonym zużyciu materiału —cena byłaby niższa, a zadowolenie klienta wyższe.
Zachęcam zatem do skoordynowania działań, by dowiedzieć się więcej o klientach i ich potrzebach angażując w to wszystkich pracowników. Najlepiej pracowników zadowolonych z pracy.
Kryterium „najniższej ceny” powoduje, że przetargi wygrywają przypadkowi ludzie. Ze skutkami takiego stanu rzeczy spotykamy się na każdym kroku.
Tym razem Busko-Zdrój —nowa część parku zdrojowego. Moją uwagę przykuło pewne współczesne rozwiązanie w architekturze krajobrazu —fontanna, czy może kaskadowy ciek wodny. W założeniach miało być wykonane z kamienia. Tylko dlaczego ktoś postanowił to wykonać z cienkich płyt kamiennych?

Konsekwencje tej decyzji są zwyczajnie smutne. Cienkie płytki raczej nie miały szans przetrwać zbyt długo —krawędzie i narożniki kruszą się w każdym możliwym miejscu. Dobór zaprawy klejącej chyba też nie był przemyślany, bo płytki zaczęły odpadać.
Przy okazji powstające dziury obnażają sposób klejenia —zaprawa nało-żona była niedbale, nie pokrywała dokładnie całej powierzchni styku kamienia z konstrukcją, w wielu miejscach nałożona była punktowo. Oczywiście nigdzie nie ma śladu po jakichkolwiek kotwach, czy innych elementach, zapewniających trwałe mocowanie płyt kamiennych.
Ale zacznijmy do podstaw. Cała budowla w zasadzie składa się z łuków. Dlaczego nie wykonano ich z elementów monolitycznych? Przecież takie rozwiązanie nie byłoby aż tak dużo droższe, a pozwoliłoby uniknąć wielu późniejszych błędów. Łuk jest łukiem i powinien być wykonany z elementów łukowych —pionowe płaszczyzny, oklejone płaskimi płytami, wyglądają groteskowo. Nakrywy nie wyglądają lepiej. Docinane z prostokątnych elementów dopasowywane były na miejscu, a wszystko wykonywane prawdo-podobnie ręcznymi narzędziami —każdy element wygląda inaczej, a o powtarzalności jakiejkolwiek fugi trudno mówić. Tego nie mógł wykonać kamieniarz, bo żaden kamieniarz nie mógłby wykonać tego aż tak źle.
Ta budowla może być kolejną ofiarą przetargu, który wygrała firma —niekoniecznie kamieniarska —proponująca najniższą cenę. A to już problem o trochę szerszym zasięgu. Bo tę realizację jeszcze da się potraktować jako anonimową. Natomiast podobną jakością wyko-nania coraz częściej spotyka się w realizacjach publicznych o znaczeniu kulturowym —pomniki stawiane słynnym ludziom czy monumenty upamiętniające ważne wydarzenia. I jak tu mówić o kamieniu jako o synonimie trwałości?
Na koniec: jeśli już musi być to nieszczęsne kryterium „najniższej ceny”, to niech wykonanie będzie chociaż zgodne z kamieniarską sztuką, by efekt przetrwał dłużej niż do momentu odbioru technicznego.


O Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Strzegomiu Kurier Kamieniarski pisał już wielokrotnie. Warto przypomnieć, że powstało ono z inicjatywy przedstawicieli lokalnej branży kamieniarskiej oraz dyrekcji Zespołu Szkół w Strzegomiu w odpowiedzi na brak młodej kadry zarządzającej kopalniami odkrywkowymi i zakładami kamieniarskimi, których w okolicy Strzegomia jest bardzo wiele.
Dlatego też uczniowie objęci są szczególną opieką nie tylko zatrudnionych w szkole pedagogów, ale też stanowią przysłowiowe „oczko w głowie” dla miejscowych przedsiębiorców. Zespół Szkół jest też członkiem Klastra Kamieniarskiego, z którym ściśle współpracuje na rzecz ciągłego rozwoju oraz poprawy warunków i jakości nauki w technikum.
Mając na celu podniesienie praktycznych umiejętności przyszłych techników, w tym roku, na okres co najmniej dwóch najbliższych lat, autorka niniejszego tekstu —lektor języka niemieckiego i języka niemieckiego zawodowego —zainicjowała i zorganizowała dla trzecich klas TGO udział w odbyciu zagranicznych praktyk w ramach programu Erasmus+ w akcji K1 —szkolenie i kształcenie zawodowe.
Bardzo dobre kontakty z niemieckim Związkiem Wspierania Rzemiosła Kamieniarskiego zaowocowały możliwością realizacji dwuletniego projektu, podczas którego 30-tu uczniów Technikum Górnictwa Odkrywkowego odbędzie zagraniczne staże finansowane z programu Erasmus +.
Kilka tygodni temu z niemieckiego miasta Demitz-Thumitz wróciła pierwsza, 15-osobowa grupa praktykantów. We współpracy z Saksońską Szkołą Rzemiosła Kamieniarskiego, uczniowie zdobywali praktyczne umiejętności pracy z kamieniem naturalnym. Młodzież uczestniczyła w niemieckojęzycznych wykładach i zajęciach dotyczących geologii, mineraologii czy też planowania ruchu w kopalni odkrywkowej.
Ponadto uczniowie strzegomskiego technikum mieli okazję przekonać się jak trudną, ale zarazem wdzięczną pracą, jest sztuka rękodzieła. Młodzi technicy między innymi nabyli umiejętności ręcznej obróbki piaskowca i granitu, co jest bardzo wysoko cenione w artystycznym aspekcie branży kamieniarskiej. Uczniowie, pod okiem mistrza kamieniarstwa Markusa Mickanna, własnoręcznie wykonali z surowej płyty poidełka dla ptaków i niewielkie rzeźby w kształcie serduszek.
Surowy bloczek piaskowca był natomiast materiałem wyjściowym do wykonania powierzchni boniowanej z elementami pisma w kamieniu.
Integralną częścią praktyk było też prowa-dzenie prac w kopalniach odkrywkowych. Pod opieką panów Uwe Jahr’a i Thomasa Glaeser’a uczniowie przekonali się jak wygląda praca w kopalni granitu w Demitz-Thumitz oraz w kamieniołomie piaskowca w Lohmen. A rzeczywistym wyzwaniem było własnoręczne szpaltowanie bloku granitowego za pomocą klinów i wiertarek.
Mała niemiecka miejscowość Demitz-Thumitz przyjęła praktykantów bardzo serdecznie. Praktyki polskich uczniów były niecodziennym wydarzeniem, które opisywała saksońska prasa: „Oberlausitzer Kurier”. Praktykanci spotkali się również z burmistrz Demitz-Thumitz, Giselą Pallas.
Praktyki wysoko oceniła też dyrekcja Zespołu Szkół —Robert Wójtowicz oraz Roman Ehlert, którzy wraz z przedstawicielem Klastra Kamieniarskiego, Jackiem Majorem, przybyli na jednodniową wizytę monitorującą. Wizytatorzy zaskoczeni byli, że w tak krótkim czasie, młodzież nabyła tak wiele umiejętności i wykonała tak precyzyjne prace, wykazując się niespotykanym talentem, instynktem i wyobraźnią. Dlatego też Klaster Kamieniarski postanowił ufundować nagrodę w postaci branżowego zagranicznego „wyjazdu niespodzianki” dla dwóch najpilniejszych praktykantów.
Uczestnicy wyjazdu podkreślają, że praktyka zagraniczna, to niepowtarzalne doświadczenie kształtujące światopogląd, otwierające nowe możliwości i ugruntowujące wiarę w siebie.

Jako opiekunka młodzieży i projektu muszę przyznać, że nie spodziewałam się aż takich efektów. Przekonałam się, jak wielkie znaczenie ma w dziś kształcenie zawodowe, a szczególnie powiązane z nim zajęcia praktyczne. Jeśli do tego istnieje jeszcze szansa, że odbędą się one za granicą, w innym środowisku, pod okiem obcojęzycznych mentorów —późniejsze szanse na sukces na europejskim rynku pracy wzrastają ogromnie.
Obserwowałam trud młodzieży dzień po dniu. Wypielęgnowane jeszcze w dniu przyjazdu dłonie uczestników projektu szybko zmieniły się w szorstkie, czasem poobijane, ale za to jakże precyzyjne, pełne wyczucia i zahartowane „narzędzia”, które tworzyły swoje małe, własne dzieła. Tak więc nasza szkoła, oraz jej uczniowie, kształtują z „surowca” „arcydzieła”, którymi stają się nie tylko pierwsze kamieniarskie prace, ale przede wszystkim sami absolwenci TGO.
Od kilku miesięcy mówiło się o nowej inwestycji realizowanej w Wojkowicach na Śląsku. Pojawiło się kilka lakonicznych notatek prasowych, mnóstwo plotek i sporo domysłów. Byliśmy ciekawi szczegółów.
Odwiedziliśmy firmę, obejrzeliśmy zakład i porozmawialiśmy z jej przedstawicielem. Naszym przewodnikiem był Marcin Kamiński, przed którym stoi odpowiedzialne zadanie: menadżer sprzedaży w WKG —jednym z najnowocześniejszych zakładów kamieniarskich na świecie i jednocześnie jednym z największych w tej części Europy.

Kurier Kamieniarski: Przed chwilą obejrzeliśmy zakład i jesteśmy pod dużym wrażeniem. Czym jest WKG? Jaka jest historia tego miejsca? Jakie są plany na przyszłość?
Marcin Kamiński: WKG to spółka będąca częścią grupy kapitałowej MMG (Minerals Mining Group S.A.) mającej w swojej strukturze również kopalnie odkrywkowe dolomitu, granitu, labradorytu, gabra, andezytu i anortozytu w Polsce, na Słowacji i na Ukrainie. W Polsce kopalnie należące do WKG zlokalizowane są w okolicy Działoszyna, 30 km na północ od Częstochowy —geologicznie utwory jurajskie oraz trzecio- i czwartorzędowe. Wyróżnia się tu dwie główne odmiany wapieni —wapienie kredowate oraz wapienie typu trawertyn. W Działoszynie dysponujemy dwoma kopalniami Raciszyn II oraz Raciszyn I.
Raciszyn II ma ponad 100-letnią historię. Okoliczni mieszkańcy wydobywali z tego miejsca kamień służący do wypału wapna (do dziś w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni znajduje się wapiennik) oraz materiał budowlany, z którego powstawały drogi i okoliczne domy.
Współczesna eksploatacja rozpoczęła się w 1975 roku —produkowano kruszywo do budowy dróg. Od 2002 roku kamieniołomy są własnością WKG.
Złoże Raciszyn I jest położone około 1,5 km od wyrobiska Raciszyn II. Spółka WKG jako pierwsza rozpoczęła tu przemysłową eksploatację. To złoże eksploatowane jest głównie na bloki. Warto wspomnieć, że postawiliśmy na nowoczesne technologie. W złożu pracuje frezarka górnicza, a także zrywaki mimośrodowe, które zastąpiły tradycyjne młoty hydraulicznych. Używamy również pił łańcuchowych do wycinania bloków bezpośre-dnio ze ściany — pierwsze w tej części Europy.
Właśnie posiadanie własnych złóż było powodem decyzji o budowie zakładu —to było prawie 5 lat temu.
KK: Czy mógłby Pan powiedzieć jakie spółka ma możliwości wydobycia bloków ze złoża Raciszyn I?
MK: Obecny park maszynowy pozwala na wydo-bycie około 500 kubików miesięcznie. Eksploatacja kamieniołomu ruszyła kilka lat temu, a samo wydobycie bloków przed kilkoma miesiącami. Wszystko wskazuje na to, że pokłady trawertynu starczą na kilkadziesiąt lat pracy —dziś już wydobywamy bloki trakowe 5 —6 m3 (crosscut). Przed nami dużo pracy, ale wydobycie ruszyło i nic się nie marnuje —materiał skalny nie nadający się na bloki przerabiamy na kruszywa oraz na mączkę wapienną, na którą popyt jest również duży.
KK: Jak widzieliśmy, zakład jest przystosowany również do obróbki granitu.
MK: Tak, zakład jest tak zaprojektowany, aby przerabiał zarówno granity ukraińskie, których kopalnie należą do grupy, jak i materiały bardziej kruche jak nasz trawertyn.
KK: Skąd pomysł na taką lokalizację zakładu?
MK: To nie przypadek. Zakład wybudowano w miejscu, które jest wypadkową pomiędzy Ukrainą a naszymi kopalniami trawertynu w Raciszynie. Zaletą jest też bliskość dwóch autostrad A4 i A1.
KK: Proszę opowiedzieć o zakładzie.
MK: Zakład znajduje się na 3-hektarowej działce. Całość terenu to 16 ha. Sama hala ma powierzchnie 5100 m2. Przy hali znajduje się plac z suwnicą bramową — obecnie o powierzchni 2700 m2, ale w ciągu kilku miesięcy może zostać dwukrotnie powiększony.
Park maszynowy to dwa traki linowe Pedrini —jeden 64-linowy, drugi 56-linowy. Trakownię uzupełniają dwie „jednolinki” formatowe też Pedrini. W hali produkcyjnej znajduje się linia polerska Pedrini Galaxy B220 oraz linia do żywicowania Pedrini z 30-pokładowym piecem.
Możliwości produkcyjne uzupełniają: boczkarka Comanduli Omega 100, linia do płomieniowania Digafer, a także linia do rozkroju z 5-osiową piłą mostową i 4-osiowe centrum obróbcze CNC —Prussiani. Zakład jest zorganizowany tak, że do obsługi całej produkcji wystarczy 10 osób na zmianę.

KK: W sumie zakład ma ogromne możliwości przerobowe.
MK: Tak. Projektowanie takiego zakładu to trudne zadanie —należało zadbać o to, aby żaden z elementów nie stanowił słabego ogniwa. Teoretyczne możliwości produkcyjne przy takim wyposażeniu to 1000 m3 miesięcznie.
KK: Możliwości ogromne —pozostaje kwestia zbytu.
MK: Oczywiście czeka nas w tym względzie sporo pracy. Ukraińskie materiały są znane. Natomiast nasz polski trawertyn wymaga intensywnej promocji, choć już teraz widzimy ogromne nim zainteresowanie. W tej chwili trwa intensywne wydobycie bloków. Wszystko przed nami. Przy takich możliwościach produkcyjnych będziemy też przyjmować zlecenia na kompleksową usługę obróbki kamienia.
KK: Jak będzie się kształtować cena trawertynu polskiego w stosunku do trawertynów z importu?
MK: Na pewno będzie konkurencyjna, ale oczywiście to zależy do czego będziemy porównywać. Nie jest tajemnicą, że na rynku można znaleźć kamienie bardzo tanie, ale fatalnej jakości. Ceny trzeba porównywać w ramach produktów tej samej jakości. I w tej kategorii będziemy mogli oferować atrakcyjne ceny.
Optymistycznie nastrajają nas dwa fakty. Trawertyn z Raciszyna wzbudził ogromne zainteresowanie na targach Budma. Wykonaliśmy też nowe badania naszego kamienia: parametry trawertynu są bardzo dobre —lepsze od materiałów z importu. Dodatkowo materiał ten ma pełną mrozoodporność, co w polskich warunkach klimatycznych ma duże znaczenie. Nasz trawertyn spokojnie można używać do zewnętrznych aplikacji, takich jak na przykład elewacje.
KK: Produkcja miała ruszyć już kilka miesięcy temu. Skąd opóźnienie?
MK: Faktycznie, podczas budowy zaistniały pewne niesprzyjające okoliczności, które spowodowały kilkukrotne przekładanie terminu odbioru inwestorskiego. Pierwotnie zakładano też, że testy maszyn będą mogły się odbyć jeszcze w trakcie budowy. Finalnie okazało się to zbyt optymistycznym założeniem. Teraz jednak, ze spokojem, mogę powiedzieć, że wszystkie linie technologiczne są kompletne i zakład ruszy w najbliższym czasie. Obecnie wykonujemy cięcia testowe oraz na bieżąco prowadzimy szkolenia operatorów. To już tylko mały krok do regularnej produkcji.
KK: Dziękujemy za rozmowę i za prezentację zakładu.

Parametry:
trawertyn Raciszyn I
Gęstość 2.200 kg/m3
Porowatość otwarta 13,96 %
Nasiąkliwość wodą przy ciśnieniu
atmosferycznym 6,30 %
Odporność
na ścieranie 24.476 mm3
Odporność na poślizg (powierzchnia szlifowana)
—próbka sucha 70
—próbka mokra 66
Wytrzymałość
na zginanie 6,2 MPa
—wytrzymałość na zginanie
po 56 cyklach zamrażania
5,6 MPa
Mrozoodporność po 56 cyklach zamrażania:
—obniżenie wytrzymałości na zginanie 9,7%
—obniżenie wytrzymałości na ściskanie 18,1%
—obniżenie masy próbki 0,5%
Wytrzymałość
na ściskanie 83 MPa
—wytrzymałość na ściskanie po 56 cyklach zamrażania
68 MPa
Obciążenie niszczące przy otworze na kołek 1177 N
- obciążenie niszczące przy otworze na kołek po 12 cyklach zamrażania 956 N
