
Już za kilka dni, w Strzegomiu, rozpocznie się Święto Granitu Strzegomskiego, które będzie trwać od 19 do 21 czerwca br. Imprezy nie trzeba reklamować, bo jest znana w branży od lat. Jedną z atrakcji święta jest bieg uliczny „Strzegomska Dwunastka” —na dystansie 12 km dla mężczyzn i 8 km dla kobiet. W tym roku po raz pierwszy, w ramach tego biegu odbędą się Ogólnopolskie Mistrzostwa Branży Kamieniarskiej.
Oto kilka najważniejszych powodów, dla których warto wziąć udział w tym biegu:
— atrakcyjne nagrody dla zwycięzców, w tym specjalne nagrody dla laureatów Ogólno-polskich Mistrzostw Branży Kamieniarskiej,
— nagrody w ponad 16 kategoriach, w postaci oryginalnych kamiennych statuetek wykona-nych specjalnie na tę okazję,
— nagrodą są też granitowe serduszka, które można wygrać tylko w Strzegomiu,
— puchary dla dwóch najlepszych biegaczy, wyrzeźbione przez Jerzego Zyska —rzeźbiarza ze Strzegomia,
— pamiątkowy medal dla każdego uczestnika biegu,
— atrakcyjny pakiet startowy z okolicznościową koszulką dla biegaczy,
— niepowtarzalna atmosfera.
Bieg rozpoczyna się 20 czerwca 2015 r. o godzinie 12:00. Nadal można się zarejestrować na stronie www.strzegomska12.eu. Istnieje również możliwość rejestracji bezpośrednio przed biegiem, ale wtedy może się zdarzyć, że pakiet startowy nie będzie już zawierał okolicznościowej koszulki.
W Ogólnopolskich Mistrzostwach Branży Kamieniarskiej mogą wziąć udział osoby związane z branżą kamieniarską (pracownicy, udziałowcy i właściciele: zakładów kamieniarskich, kamienio-łomów, hurtowni kamienia, zaopatrzenia kamieniarstwa, wydawnictw branżowych kamie-niarskich, studenci i kadra uczelni i szkół kształcących w zawodzie górnictwo odkrywkowe lub kamieniarstwo).
Dodatkową atrakcją dla kamieniarzy, którzy zajmą miejsca na podium, będą nagrody ufundowane przez Geoservice —Christi sp. z o.o. Laureaci biegu będą mogli wybrać jedną z dwóch opcji: reklamę w Kurierze Kamieniarskim, lub udział w roli wystawcy w Jesiennych Targach Branży Kamieniarskiej KAMIEŃ 2015, 5-7 listopada 2015 we Wrocławiu.
Nagrody:
MIEJSCE 1 — całostronicowa reklama + cało-stronicowy artykuł sponsorowany w Kurierze Kamieniarskim lub stoisko 6 m2 z zabudową na targach KAMIEŃ 2015;
MIEJSCE 2 —całostronicowa reklama w Kurierze lub 6 m2 niezabudowanej powierzchni na targach KAMIEŃ 2015;
MIEJSCE 3 —1 strony reklamy w Kurierze lub miejsce reklamowe na terenie targów KAMIEŃ 2015.
Pracodawco! Jeżeli Twój pracownik lubi biegać, to zmotywuj go do udziału, bo wygrać możecie oboje!
20 czerwca 2015 r. , godz. 12:00, Strzegom
Często opisujemy duże inwestycje wielkich firm działających w branży, o których wiele się plotkuje i opowiada. Dla większości branżystów to jednak dość odległy świat. Nasza branża to w większości firmy mniejsze, zmagające się z codziennością, które nie dysponują możliwościami realizacji inwestycji na wielką skalę. Ale i w takich zakładach możliwy jest rozwój i inwestycje —w końcu, aby nadążać za rozwojem rynku, trzeba się rozwijać.
Z tych powodów wybraliśmy się do firmy Anmar w Bielawie, która niedawno poszerzyła swoje możliwości produkcyjne, instalując w zakładzie pięciolinówkę Pellegrini.
O rozmowę poprosiliśmy właściciela firmy —pana Marka Buganiuka.
Kurier Kamieniarski: W branży działa pan już dość długo, ale zakład, w którym jesteśmy, prowadzi pan od 4 lat. Jaki jest obecnie profil produkcji i jaka jest historia tego zakładu?
Marek Buganiuk: Produkuję nagrobki i slaby —głównie w grubościach nagrobkarskich. Wiele lat temu w tym miejscu założył zakład pan Wojtal. Później właścicielem był Grzegorz Adamus, od którego ja odkupiłem zakład w 2011 r.
KK: Pana zakład niedawno wzbogacił się o kolejną maszynę —trak pięciolinowy.
MB: Tak, to bardzo świeża sprawa. Trak ruszył na początku kwietnia. Wszystko wskazuje na to, że to był dobry wybór. Według mnie to doskonała maszyna dla takiego, średniej wielkości, zakładu jak mój.
KK: Jak przebiegał proces podejmowania decyzji dotyczącej tej inwestycji?
MB: Zakład był wyposażony w piły Diakers, które ekonomicznie i jakościowo mocno odstają od współczesnych wymagań. Wcześniej zamonto-wane monolinki przekonały mnie do technologii cięcia liną. Wybrałem wersję z pięcioma linkami, bo to optymalny wariant zarówno cenowy jak i produkcyjny dla zakładu tej wielkości. Większe maszyny są raczej dla dużych zakładów. Tnę głównie grubą płytę, więc mogę założyć grubszą linkę i wtedy wydajność jest też lepsza. W praktyce blok jest przetarty w 24 godziny. Głównym powodem inwestycji była jakość. Oferuję do sprzedaży slaby w grubościach nagrobkowych —około 90% mojej produkcji to „piątki” — a rynek oczekuje dobrej jakości. Zakupiona maszyna jest w stanie to zapewnić.
KK: Jakie materiały są teraz najbardziej popularne.
MB: Najwięcej sprzedaję Impali i materiałów ze Szwecji (czarne, Vanga, Bohus, gnejs). Nadal spore powodzenie ma indyjski Orion. Niestety coraz trudniej o dobry materiał. Myślę, że powodem jest znaczny wzrost popytu i kopalnie nie są w stanie nadążyć za tym wzrostem.
KK: Skąd firma pozyskuje materiały?
MB: Sam importuję bloki. Zapotrzebowanie mam na tyle duże, że ma to uzasadnienie.
KK: Czy ma pan w ofercie chińskie nagrobki?
MB: Przez lata należałem do grupy kamieniarzy wrogo nastawionych do chińskiej produkcji. Ale w końcu uznałem, że takie są fakty i należy się dostosować. Jest grupa klientów końcowych, dla których nagrobek musi być po prostu tani. Można by próbować konkurować z nimi, produkując nagrobki z granitu strzegomskiego, ale dostęp do bloków jest mocno ograniczony, a i opłacalność byłaby niska. Dlatego mam również w ofercie nagrobki azjatyckie.
KK: Co dalej? Jakie są kolejne plany inwestycyjne?
MB: Aktualna inwestycja była bardzo absorbująca, dlatego kolejną nieco odłożę w czasie. Chociaż w aktualnej sytuacji widać, że przydałaby się dobra polerka. Żona Ania, która bardzo mi pomaga w pracy i jest mocno zaangażowana w firmę, już kilka razy wspominała, że trzeba kupić polerkę. Przy takich możliwościach cięcia jesteśmy zmuszeni do zlecania polerowania —to znacznie obniża rentowność, zajmuje ludzi, których muszę oddelegować do obsługi transportu i stwarza problemy logistyczne.
KK: Słuchając pasji w pana głosie jesteśmy przekonani, że, pomimo zmęczenia, dość szybko zacznie się pan rozglądać za polerką. Dziękujemy za rozmowę i życzymy udanego sezonu.


O sobie mówi: „Pracownia rzeźbiarska jest dla mnie miejscem, w którym moje myśli wirują między dłutem a kamieniem tworząc to, co zostanie zamknięte na zawsze w projekcie.
Rzeźba w kamieniu pozwala mi oderwać się od świata i wirować w otchłani czasu, który bezlitośnie pędzi. Gdy zaczynam rzeźbić —czas zamiera.
Podejmuję różne wyzwania: rzeźbę sakralną i monumentalną, architektoniczną i również ogrodową.”
Urodził się w 1976 roku i jego życiową drogą miała być obróbka drewna —szkołę średnią ukończył z dyplomem technologa drewna. Jednak jego losy potoczyły się inaczej. W 1999 roku ukończył wydział artystyczno-reklamowy Policealnego Studium „Creo” we Wrocławiu. Przez kilka lat pracował zakładzie kamieniarskim u Bronisława Kuleby —dziś mówi o nim „mistrz”. Przez półtora roku wykonywał tylko proste prace kamieniarskie —nie dostał do ręki dłuta i mógł jedynie obserwować kucie w kamieniu. Kiełkowało w nim przekonanie, że kamień to jego przyszłość. Kiedyś skorzystał z okazji i skończył napis zaczęty przez mistrza —gdy mistrz zobaczył jego pracę nie mógł uwierzyć, że opanował jego technikę wyłącznie przez obserwację. Od tego momentu Jerzy Zysk nie rozstaje się z dłutem.
W 2010 roku, na plenerze rzeźbiarskim w Strzegomiu, poznał rzeźbiarzy Andrzeja Szarka, Adama Wyspiańskiego i Jerzego Fobera: „Zaprzyjaźniliśmy się. Gdy pokazywałem im jak pokonać szybciej kamień, oni pokazywali mi jak patrzeć na kamień —za swoje wywrotowe techniki szybkiego obrabiania wielkich brył dostałem przydomek „pogromca kamienia”. Przy okazji zaraziłem się ich pasją.”
Za swój rzeźbiarski debiut uważa wykonanie, wspólnie ze Zbigniewem Kulasem, 2,5-metrowej rzeźby jelenia dla pałacu Trzebosz koło Rawicza. „Od tej rzeźby wszystko się zaczęło. Poczułem wenę i poszedłem za ciosem. Dwa lata później, w 2012 roku, również ze Zbyszkiem Kulasem, wykonaliśmy rzeźbę św. Barbary do skansenu górniczo-hutniczego w Leszczynie koło Złotoryi.” W roku 2012 Jerzy Zysk rozpoczął również samodzielną działalność.
Dziś jego pracownia zajmuje się wykonywaniem różnych prac z kamienia. Są to rzeźby, płaskorzeźby, elementy architektoniczne, nagrobki rzeźbione oraz kute, gadżety i ozdoby wykonywane z kamienia.

Była pompa i wielkie otwarcie —miałem jechać metrem, wraz z setkami osób, na zakupy bożonarodzeniowe. Otworzyli, zamknęli —na zakupy nie pojechałem. Czeski film, nikt oficjalnie nie wie o co chodzi.
Mroczny, podziemny przedmiot pożądania przeszedł setki odbiorów, poprawek, łatań tunelu cieknącego wodą. Później pompy (na szczęście w tunelu na Powiślu też) już nie było, ósmego marca metro zostało otwarte i zaczęło wozić zwykłych śmiertelników. W końcu można było wejść i obejrzeć wykonane roboty kamieniarskie, a kamienia na warszawskie metro poszło sporo.
Stacje są utrzymane w zupełnie innej stylistyce niż stacje linii pierwszej, dodatkowo, inaczej niż na linii pierwszej, wszystkie w tej samej. Są bardziej kolorowe i mnie osobiście się nie podobają —de gustibus... Niestety, złą robotę zrobił tu również nasz kamień użyty na posadzkach, który w szlifie dał efekt zabrudzonych, poplamionych powierzchni. Ogólnie kamień i tak jest najciekawszym elementem wystroju, nie wypada się go czepiać. Dużo jest elementów rzeźbionych i blokowych, bazalt użyty na ścianach nie wygląda źle. Dziś jednak nie o tym.
Cudze chwalicie
Tym razem niestety nie do końca optymistycznie: nie tylko nasz kraj, to kraj pełen absurdów i delikatnie mówiąc dziwnych nakazów i zachowań urzędników państwowych. Również metro —tylko tym razem w Pradze.
Dziura w ziemi obok stadionu na Letnej straszyła mnie kilka lat z rzędu —bodajże dwa lata temu widziałem ją po raz ostatni. Za każdym razem kiedy ją mijałem, pojawiała mi się w głowie myśl, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, prasa zjadłaby władze miasta, wykonawcę, włącznie z kamieniarzem, który miał wykonać schody granitowe, których wciąż nie ma. Dziura żyła własnym życiem, aż do kwietnia roku bieżącego. Udało się. Otwarto cztery nowe stacje kolei podziemnej. Tuż po otwarciu absurd porównywalny z puszczaniem metra warszawskiego pod dnem Wisły. Miasto postanowiło oszczędzić i… nie wykonało schodów ruchomych. Teraz musi zatrudniać bagażowych, którzy pomogą wnosić podróżnym bagaże po schodach.
Jak most zaginął —również Praga
Niegdyś, po minięciu dziury na Letnej, szliśmy piechotą —nadkładając drogi —przez park Letenské sady do centrum przez Most Karola. Trwały tam prace remontowe przeprawy upamiętniającej imię jednego z najsławniejszych czeskich królów —Karola IV.
Demontowane bloczki kamienne grzecznie leżały poukładane na paletach umieszczonych na remontowanej części mostu i tuż obok niego. Wszędzie rusztowania. Oczyszczone bloczki cyframi arabskimi —ponumerowane a rzymskimi pogrupowane. Teoretycznie wszystko jak należy. Miło popatrzeć.
Niestety, pozory mylą. W 2010 roku z mediów dowiaduję się, że demontowane bloczki, zamiast do renowacji, trafiały do kruszarek (jak twierdzą firmy wykonujące most —ze względu na oszczędność czasu, ponieważ szybciej wykonać nowe) lub do ogródków... jako elementy ozdobne. Zapewne znalazło się również kilku kolekcjonerów, którzy chętnie zapłacili, aby kawałek Mostu Karola mieć w swoim domu. Czeski film pełną gębą.
Absurd goni absurd
Zatem absurdy towarzyszą nie tylko nam. Można je również spotkać u naszych południowych sąsiadów, często stawianych nam za wzór. Oni także muszą się zmagać z głupotą i przekrętami. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma —okazuje się, że inni też nie mają dobrze. I nie jest to pocieszające... Wszystkim nam pozostaje tylko walka z nimi, choć czasem to walka godna Don Kichota.
Oby sił nie zabrakło, przestano kręcić czeskie filmy, a absurdów w naszym życiu było jak najmniej!
Od pewnego czasu w telewizji panuje moda na programy kulinarne —często zajmujące się kuchnią i gotowaniem na tzw. restauracyjnym poziomie.
Dlaczego chętnie oglądamy te programy? Bo dużą przyjemność sprawia patrzenie na profesjonalizm w pracy i umiejętność wzbogacenia tworzonego produktu wyłącznie dla jego dobra.
Taki masterchef do przygotowania dania często używa ponad 30 produktów i potrafi je opisać w następujący sposób: „Smażona wątróbka z żabnicy z okrą i fasolnikiem chińskim” lub „Zielone szparagi otulone w kurczaku i szynce z sosem miodowo-musztardowym”. I to działa. Nie tylko za pośrednictwem tej tajemniczej nazwy, ale również dlatego, że mistrzowie zawodu starają się wyróżnić poszukiwaniem nowych rozwiązań. Rozwiązań, które przynoszą nie tylko zaskakujące zestawienia produktów (np. pączki z boczkiem), ale również niepowtarzalny smak potraw, który jest w tym przypadku kluczowym rezultatem. Na szczęście słowo smak ma również inne znaczenie, nie tylko kulinarne.
Realizując roboty kamieniarskie, aż się prosi żeby efektem pracy w kamieniu —materiale trudnym, ale trwałym —były rzeczy gustowne i wysmakowane. Oczywiście są specyficzni klienci i jeśli wymyślą sobie, że w nowoczesnym wnętrzu ma powstać secesyjny kominek, to trudno ich odwieść od takiej realizacji. Ale patrząc na to, co czasem powstaje myślę, że zbyt często nie staramy się przekonać klienta do rozwiązań, którymi będziemy chcieli się pochwalić w katalogu firmowym lub na własnej stronie internetowej. No i nie wszyscy mamy ten zmysł cechujący masterchefa —większość z nas jest po prostu świetnymi rzemieślnikami.
Ostatnio w jednej z firm spotkałem się z przypadkiem, w którym szef zdawał sobie sprawę z potencjału, jaki daje wsparcie kogoś o zmyśle artystycznym —potrafiącym przewidzieć ten smak granitowego dania jakie przygotowuje się dla klienta. W tej firmie zatrudniono projektanta, który poznał możliwości kamienia i jego obróbki. Ciekawe było to, że kiedy akurat nie zajmował się konkretnym zleceniem, to szkicował różne rozwiązania lub przeglądał internet w poszukiwaniu inspiracji. Dzięki temu, kiedy zjawiał się klient, potrafił zaproponować mu coś więcej niż „schabowego z frytkami”.
Zagadnienie, o którym piszę, daje nie tylko satysfakcję z interesującej realizacji — to też szansa na zwiększanie zakresu zleceń. Wyobraźmy sobie klienta, który chce zrealizować zwykłą łazienkę w płytkach granitowych. Najczęsciej po prostu robimy to, co zamówione. Ale... W takiej łazience można przecież wypiaskować lub wygrawerować wzór na niektórych płytkach. Można zaproponować jakiś element płaskorzeźby czy mozaiki. Albo wśród tańszych płytek umieścić kilka sztuk wykonanych z luksusowego i drogiego materiału. Możemy też zaproponować ustawienie wanny na podwyższeniu ze schodkiem. Pomysły można mnożyć. Przy okazji, przy takiej ofercie, klient nie może porównać ceny do konkurencji. Natomiast przy zwykłym układaniu płytek porównywanie jest proste: koszt konkretnego materiału i koszt ułożenia to najłatwiejsze do zestawienia parametry.
Niesztampowe realizacje to również możliwość odróżnienia się od konkurencji. To z kolei podstawowy element budowania sukcesu. Oczywiście można zatrudnić doświadczonego projektanta. Warto również spróbować samodzielnie przygotować projekt lub dać szansę młodemu pokoleniu. Ale należy sprawdzić, czy zdolności i wyczucie pozwoli przygotować danie smaczne i, jak mówią kucharze, o zbalansowanym smaku. Nietrudno bowiem stworzyć coś „niezjadliwego”.
Inna sprawa, że słuchając handlowców w niektórych firmach i ich opowieści o unikatowym materiale z drugiego końca świata (w tej roli Orion) oraz zaawansowanej obróbce (ćwierćwałek), spodziewamy się „dorady duszonej w harrisie z różami, kuskusem i duszoną botwinką”, a otrzymujemy zwykłego hamburgera na papierowym talerzyku.