Duża budowa i realizacja na niej rządzi się swoimi prawami, wiadomo: WZ-ki, protokoły i cała zabawa z tym związana. Wszystko na papierkach, duży odbiorca, odpowiedzialność rozmyta, nawet jak jeden kierownik podpisze, drugi za chwilę może stwierdzić, że absolutnie roboty nie wykonaliśmy i nawet protokołu z milionem wpisanych weń usterek nam nie podpisze. Bez podpisanych dziesiątków papierków i przystawionych doń pieczątek zginiemy.
Czasem się człowiek rozpędzi, chce dobrze
A potem przychodzi mała budowa: łazienka do wykonania, posadzka w holu bądź cokolwiek innego o podobnej wartości zamówienia. Ustalenia wejściowe, potem, jak się to często zdarza, korekty. Tu coś odeszło, tam coś doszło, przeważnie tak to wygląda, że na naszą niekorzyść kasową. Oczywiście, klient nie widzi problemu, na końcu się kwotę odpowiednio zmodyfikuje, ustalamy koszt na gębę. Machamy ręką, robimy. Potem znowu pojawia się jakiś wątek dodatkowy – kolejne machnięcie ręką. Kilka takich machnięć i zbiera się kilka stów, a później tysięcy...
Nadchodzi dzień sądny
Rozliczenie. Kosztorys po modyfikacjach zaakcep- towanych machnięciem ręki, trochę się zmienił. Klient, któremu do tej pory wszystko pasowało, patrzy spode łba i pyta czemu koszty zwiększyły się o dwadzieścia procent. Pojawiają się chmury, szykuje się burza. Chciał człowiek dobrze, a jak mawia przysłowie, dobrymi chęciami wybrukowali piekło.
Czasem to nawet nie zła wola,
po prostu ludzie nie zdają sobie sprawy, ile tych małych korekt ostatecznej kwoty po drodze się zbiera, na koniec zaś w swoim mniemaniu czują się oszukani. Burza się rozkręca, a kulturalne do tej pory rozmowy zaczynają się zmieniać w utarczki. Zaczyna się poszukiwanie problemów i oglądanie naszej
roboty przez przysłowiową lupę. Uszczypany narożnik i delikatny sztrab, do tej pory akceptowalny, nagle uzyskują rozmiary na miarę Chińskiego Muru. A na koniec tej burzy z gradobiciem sakramentalne pytanie: urywamy coś, czy będzie Pan poprawiał?
Odpowiedź
Nam, kolokwialnie mówiąc, skacze gula, klient robi się czerwony, jak kameleon dostosowując się do naszego koloru twarzy. W większości wypadków odpowiadamy pytaniem na zadane pytanie: ile? Negocjacje czas zacząć. Niestety, są to negocjacje w których z góry jesteśmy skazani na porażkę.
Papiery, papiery i jeszcze raz papiery!
Może niekoniecznie, idąc tropem sprytnych zwierzątek, musimy zakładać podsłuchy i wszystko, i wszystkich nagrywać, choć czasem wypadałoby jednego i drugiego delikwenta nagrać, w celu późniejszego odtworzenia, co chciał, aby w jego lub domu jego klienta nawyprawiać i czym to argumentował, a z czego na samym końcu przy płatnościach zgrabnie i nie po angielsku próbuje się wycofać. Na pewno jednak musimy, wbrew zasadom brzytwy Ockhama, tworzyć zbędne byty w postaci dziesiątków papierków. Niestety, rzeczy- wistość jest taka jaka jest i jest ona smutna – quod non est in actis, non est in mundo – czego nie ma na papierze, nie istnieje. I choć podpisywanie tych aneksów i aneksików może doprowadzać klienta do szału, to podpisywać je należy, aby problemów unikać, a niestety założyć musimy, że to właśnie my trafiamy na klienta - sklerotyka, który nie wie na co po drodze się zgodził i jakie kwoty z nami za to coś ustalił.
Jak wiadomo z teorii chaosu, drobne zmiany w układzie potrafią wywoływać potężne skutki – w tym wypadku machnięcie skrzydeł motylka o postaci kilkuset złotych doprowadza do stanu mocnego zdenerwowania nas i klienta. Skutkiem tego, mimo dobrze wykonanej roboty, brak
polecenia nas innym klientom, ponieważ w wersji klienta kręcimy na kasie. Nici, z bardzo skutecznej w naszej branży, reklamy szeptanej.
Morał więc na dziś: twórzmy papierki, kupujmy spokój – nieekologiczne to, ale jakoś bronić się trzeba! I tak, aż do momentu, w którym umowa ustna będzie mieć znaczenie nie tylko w kodeksie prawa, ale również i w życiu codziennym.
Od pewnego czasu panuje moda na robienie sobie zdjęć popularnie nazywanych „selfie”. To nic innego jak robienie zdjęć samemu sobie z wyciągniętej ręki. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem tę modę. W końcu, jeśli chcę siebie zobaczyć, to wystarczy, że spojrzę w lustro. Uwiecznianie dla potomnych takiego odbicia, to, jakby na to nie patrzeć, objaw egocentryzmu.
Chyba ciekawsze jest zobaczenie własnej podobizny, zrobionej przez kogoś innego. Można wtedy dopatrywać się w gotowym zdjęciu tego, jak nas widzą inni. Dlaczego? Bo kiedy decydują się nacisnąć spust migawki, to zasadniczo robią to zwykle w momencie , w którym uznają , że wyglądamy prawdziwie. „Selfie” ludzie zwykle powtarzają wielokrotnie – dopóki nie uznają, że wyglądają dobrze.
Jeśli już robić „selfie”, to tylko jeden raz – bez powtórzeń i szukania wersji niczym rozkapryszony(a) model(ka). Wtedy jest szansa zobaczyć swoje prawdziwe odbicie.
„Selfie” przyszło mi na myśl, gdy uświadomiłem sobie zbliżający się koniec roku. Czas, który sprzyja przyglądaniu się własnym działaniom, czyli podsumowaniom i wyciąganiu wniosków. Ot, takie wielowymiarowe „selfie”.
Niestety, wiele osób działających w branży chce swoje dokonania widzieć jak dobrze wybrane „selfie” – trzeba znaleźć te, na którym według siebie wyglądam najlepiej. Przykładów nie brakuje.
Kiedy zrobiliśmy niezbyt trafioną inwestycję – na przykład zakup waterjeta, na którym przez pół roku wycięliśmy dwa koniki (jeden dla marudnego klienta, drugi dla teścia), koniczynkę (dla teściowej) oraz fikuśną półeczkę (do własnego garażu) – oceniamy ją jako doskonałą, bo wzrósł nam potencjał produkcyjny.
Gdy zwolniliśmy pracownika, który najwięcej kosztował, cieszymy się z obniżenia wydatków. Przy okazji zapominamy, że zwolniony pracownik potrafił najwięcej i ostatnie zlecenie zrealizowaliśmy po terminie, a kara umowna stanowiła równowartość półrocznej pensji tego pracownika.
Okazyjnie kupiona używana boczkarka, w rozliczeniu dokonań roku, oczywiście będzie sukcesem – chociaż serwis wzywaliśmy kilkanaście razy i pracowała połowę czasu, jaki mogłaby pracować nowa.
Inny przykład to zrealizowane prace. Na zdjęciach wyglądają rewelacyjnie, a nawet prestiżowo – więc zaliczamy je do sukcesów, chociaż wykonaliśmy je po kosztach i w kieszeni nie zostało nic.
Tak oceniając kolejne składowe dochodzimy jednak do brutalnego podsumowania księgowego– zysk za poprzedni okres był o połowę niższy, niż w poprzednim roku.Nie szkodzi. W poszukiwaniu najlepszego „selfie”, kiepskimi efektami obarczamy rynek, konkurencję, która zaniża ceny i rosnące koszty zakupów materiałów i narzędzi. I tak z własnej próżności, nie zauważamy tego, co można poprawić i jak pokierować firmę lepiej niż dotychczas.
Na szczęście czasem ktoś nam zrobi prawdziwe zdjęcie. Na przykład przez przypadek usłyszymy rozmowę pracowników, któr zy nieparlamentarnie ocenią zakup waterjeta czy boczkarki oraz wspomną zdolnego kolegę, który teraz pracuje u konkurencji.
Namawiam do robienia „selfie” ze swoich dokonań, ale niech ono będzie takie z głupią miną i zezem – jak się mu dobrze przyjrzymy, to może, na co dzień zrezygnujemy z głupich grymasów na twarzy i patrzeć będziemy na wprost. A może za rok, kiedy znów przyjdzie czas podsumowań, przypadkiem „strzelone selfie” da nam powody do zadowolenia, bo będziemy na nim wyglądać jak James Bond biznesu.
Black Pearl
Zakład WKG w Wojkowicach na Śląsku – największa inwestycja w polskim kamieniarstwie, o której pisał Kurier Kamieniarski w kwietniu tego roku – dostarcza już materiał dla całej Polski oraz na eksport. Zakład jest wyposażony w wysokiej klasy maszyny o ogromnej wydajności, które pracują pełną parą.
Tak nowoczesny i rozbudowany zakład wymagał przeprowadzenia długotr wałego procesu rozruchu i szkoleń dla operatorów maszyn. Początkowo niełatwa przeprawa przez ten etap dała obecnie efekt w postaci bardzo dobrze ułożonej, systematycznie rosnącej produkcji. Jeszcze przed zakończeniem budowy zakładu konieczne było stworzenie systemu zaopatrzenia w bloki i zbudowanie sieci sprzedaży od zera. Ponieważ spółka od początku stawiała na eksport, najważniejsze było uruchomienie sprzedaży poza granice kraju i temu celowi poświęcono najwięcej pracy. Zgodnie z przewidywaniem eksport stanowi już większość sprzedaży WKG.
W zakresie pozyskiwania materiałów ważnym składnikiem okazały się materiały z Ukrainy. Najważniejszym z nich jest obecnie Volga Blue – labradoryt, który wzbudza ogromne zaintere- sowanie zagranicznych klientów. Oczywiście w ofercie ukraińskich materiałów nie brakuje również tych najbardziej znanych: Kapustinski i Tokowski. Pozyskano także kilka mniej znanych, ale godnych zainteresowania kamieni. Są to m.in.: Carnival Green, Ruby Wave oraz najnowsza pozycja w ofercie spółki – czarny labradoryt – Black Pearl. Te nowe materiały powinny również zainteresować polskich klientów.
Grupa MMG (Mineral Minings Group S.A), której częścią jest WKG, w ostatnim czasie urucho- miła na Ukrainie nowy kamieniołom czarnego anortozytu znanego na rynku, jako Gabro. Pierwsze bloki powinny pojawić się w Wojkowicach już w listopadzie i na pewno będzie to interesująca pozycja w portfolio spółki. Warto również wspomnieć, że w ofercie WKG pojawiły się nowe materiały z zimnej północy Rosji takie jak Tundra czy Green Ray.
W Polsce intensywne prace prowadzone są na złożu polskiego trawertynu w Raciszynie. Eksploatacja nowego złoża jest już realizowana na trzecim poziomie, co pozwoliło odnotować w czerwcu wydobycie rzędu 100 m3 miesięcznie. W najbliższych dniach zostanie również uruchomione wydobycie z drugiej ściany, co pozwoli zwiększyć produkcję.
WKG, jako jedyna polska firma kamieniarska, była w tym roku wystawcą na targach Marmomacc w Weronie. Prezentowana oferta materiałów z Ukrainy oraz polskiego trawertynu wzbudziła duże zainteresowanie. Wśród odwiedzających stoisko firmy byli także klienci z dość odległych krajów. Efektem udziału w targach są między innymi zaawansowane rozmowy handlowe z firmami z Argentyny i Korei Południowej.

Carnival Brown, Ruby Wave, Tundra

Dziś ponownie Kołobrzeg i ponownie to samo stwierdzenie: nie ma złych kamieni, są tylko źle zastosowane.
Na zdjęciach widzimy Długopole – piaskowiec o bardzo dobrych parametrach – w połączeniu z granitem. Jednak w tym przypadku projektant zastosował bardzo dziwną kombinację: nakrywki granitowe na murkach z okładzinami z piaskowca. Widać jak piaskowiec „ciągnie” wilgoć z podłoża, widać już początki korozji, choć realizacja nie ma więcej niż 2 lata. Żaden piaskowiec nie powinien być stosowany jako okładziny i cokoły, tym bardzie w miejscach zacienionych i wilgotnych. A wystarczyło kamienie zamienić miejscami – granitem obłożyć cokoły oraz murki i z piaskowca wykonać nakrywki. Kompozycja miejsca pozostałaby niezakłócona, a trwałość takiego rozwiązania byłaby nieporównywalnie wyższa.
Nie można również pominąć faktu , że zastosowanie piaskowca na Pomorzu nie ma żadnego uzasadnienie historycznego. Natomiast od kilku lat z powodzeniem w Kołobrzegu jest wykorzystywany granit. Dlaczego w tym przypadku nie kontynuowano tego dobrego trendu?
A może warto by stworzyć punkt konsultacyjny dla projektantów? By projektanci nie patrzyli wyłącznie na kolor kamienia, ale również poznali – wręcz poczuli – właściwości poszczególnych kamieni. W przeciwnym wypadku ciągle będzie pojawiać się pytanie: dlaczego tak? A kamień – synonim trwałość i ponadczasowości – nadal będzie straszył w takich, jak ta, realizacjach...



Mniejsze zakłady kamieniarskie dość często stykają się z kłopotem jakim jest zakup małej liczby płyt o nietypowych grubościach. Hurtownie płyt grubości nietypowych nie mają w swojej ofercie, a zakłady tnące na zamówienie niechętnie decydują się na pocięcie bloku, gdy zamówienie jest tylko na dwie lub trzy płyty o nietypowej grubości.
Takie potrzeby mają wszyscy – zarówno ci, którzy zajmują się nagrobkami, jak i firmy działające w segmencie budowlanym. Po prostu czasem klient chce, aby zamawiany nagrobek był wykonany z bardzo grubej płyty, przykładowo 20 cm. W budowlance zagadnienie pojawia się jeszcze częściej. Zamawiający posadzkę klient nierzadko chętnie podejmuje rozmowę o rozszerzeniu zamówienia o kominek. W takiej sytuacji elementy o nietypowych grubościach są w zasadzie koniecznością.
Najnowsza oferta firmy Rogala dotyczy właśnie możliwości zakupu płyt o nietypowych grubościach. Elementy są wycinane trakiem linowym z bloków będących na stanie magazynowym firmy. Aby było to możliwe, firma Rogala dostosowała system magazynowania bloków tak, aby był łatwy dostęp do dowolnego materiału z oferty, wycięcie z niego kilku płyt i pozostawianie reszty bloku.
Oferta materiałowa firmy Rogala jest bardzo szeroka, więc klienci mają możliwość wybierania z szerokiej gamy granitów i marmurów, w tym bardzo egzotycznych. Obecnie dostępnych jest blisko 50 rodzajów materiałów w blokach, z których możliwe jest zakupienie płyt o nietypowych grubościach. Aktualny wykaz materiałów można sprawdzić na stronie internetowej firmy, pod adresem: www.rogala.com.pl/magazyn (w wyszukiwarce nale- ży wpisać słowo „blok” i kliknąć „szukaj” – wyświetlona zostanie lista bloków, z których można zamówić płyty o nietypowych grubościach). Czas realizacji takiego zamówienia to 2-7 dni.
Warto również odnotować, że w ofercie materiałowej firmy Rogala pojawiło się wiele interesujących nowości. Wśród nich można wymienić piękny zielony Onyx, Via Latea czy Cosmic Black. Oferta również została rozszerzona o materiały ukraińskie, stale poszukiwane na polskim rynku: m. in. Kapustinski i Wołga Blue.
Zamówione kamienie mogą być dostarczone przez firmę Rogala w dowolne miejsce w Polsce i w Europie. Możliwy jest również odbiór osobisty w siedzibie firmy w Przyłęku lub w oddziałach firmy w Bukówce Starej (Warszawa), Pińczowie oraz w Wocławach (Gdańsk).