Artykuły

Klient jest najważniejszy – Magma

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:44

magma.jpg

Już od kilku lat (a konkretnie 9 lat) w centrum polski działa i, co ważniejsze, rozwija się hurtownia płyt sygnowana znakiem Magma. Historia firmy jest jeszcze jednym dowodem na to jak bardzo kamień wpływa na ludzi. Założyciel Magmy – Andrzej Daszkiewicz – wiele lat temu w Stanach Zjednoczonych pracował w kamieniarstwie. Ale losy ludzi są zaskakujące i po wielu latach zajmując się już zupełnie inną działalnością (dystrybucją przędzy) przypomniał sobie o uroku kamienia i naszej branży – postanowił kolejną swoją działalnością uczynić handel kamieniem.

Tak powstała Magma, której obecnym dyrektorem jest Katarzyna Sołtysiak. W rozmowie z nią dowiedzieliśmy się, że posiadana oferta obejmuje kamienie z Chin, Indii, Egiptu, Włoch, Hiszpanii. Od zeszłego roku w ofercie firmy pojawiły się również materiały z Grecji. Łódzka hurtownia w zasadzie nie usiłuje oferować materiałów drogich i luksusowych, skupia się na ofertach praktycznych, poszukiwanych na rynku. Tym nie mniej, oprócz wielu popularnych materiałów, na miejscu zwracają szczególną uwagę nieznane na rynku kwarce w srebrnej kolorystyce oraz szeroka gama pięknych „Forestów” (w bardzo dobrych cenach) i inne , mało popularne, a interesujące marmury indyjskie.

W tym roku oferta zostanie wzbogacona również o materiały z Turcji. Jak widać, firma nie boi się eksperymentów i ciągle poszukuje nowych materiałów, które odpowiadałyby aktualnej modzie, trendom, a jednocześnie pozostawały w rozsądnej cenie.
Import kamienia jest oparty na stabilnych dostawcach sprawdzonych w okresie wieloletniej już współpracy. To zapewnia oczekiwaną jakość i ułatwia regularność dostaw. Dodatkowo pani Katarzyna sama sporo podróżuje i często osobiście nadzoruje jakość materiałów. Wiadomo... Ani Chiny, ani Indie nie są łatwymi kierunkami importu. Poza tym należy być na bieżąco z nowymi propozycjami dostawców.

Działalność Magmy prowadzona w sposób racjonalny pozwala firmie rozwijać się z dynamiką znacznie przewyższającą średnią. Zeszłoroczny wzrost obrotów wyniósł 45%, a to niewątpliwie dowód na prawidłowo realizowaną politykę zakupów i sprzedaży. Firma dysponuje sporym placem oraz częścią budynku macierzystej firmy Legs , a przede wszystkim dużym zapleczem finansowym, dzięki czemu ma jeszcze spore możliwości rozwoju. Obecnie na stanie hurtowni jest około 40tyś m2 kamienia, a w najbliższym czasie możemy spodziewać się zwiększenia tych ilości.

Łódzka hurtownia zaczynała działalność jako firma działająca lokalnie, ale dzięki prężnie działającemu zespołowi ludzi stała się już hurtownią ogólnopolską. Jej klientami są zarówno zakłady kamieniarskie, jak i firmy deweloperskie . Firma ma na swoim koncie wiele ciekawych realizacji (będzie można je obejrzeć wkrótce na stronie internetowej, która aktualnie jest w przebudowie).

W czym tkwi źródło sukcesu? Jak stwierdziła kierująca Magmą – najważniejsze, to że jesteśmy nastawieni na klienta. Nie wystarczy sprowadzić ciekawy materiał, trzeba go rzetelnie klientowi przedstawić i obsłużyć go od początku do końca najsumienniej jak to możliwe. Na szczęście, wszyscy lubimy tą pracę i z uczciwością wobec klienta nie mamy problemu”

W najbliższym czasie z Magmą będzie można spotkać się na targach Budma w Poznaniu.

przeczytaj cały artykuł

Przychodzi kamieniarz do lekarza

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:40

Zima. Może tego roku nie tak mroźna i sypiąca śniegiem jak drzewiej bywało, może nie tak mocno zaskakująca drogowców. Nawet jednak gdyby nie było mrozu i białego puchu na dworze, zawsze pojawia się element rozprężenia towarzyszącego nam na początku roku, czy to z powodu świąt Bożego Narodzenia, czy też ferii zimowych. Zawsze następuje krótsza lub dłuższa przerwa w zleceniach, tuż  po tym  jak  uda  nam  się  zamknąć  wszystkie z roku ubiegłego, z którymi weszliśmy w nowy. Rozprężenie następuje nie tylko u nas, ale również u zamawiających.

W firmach, w których pracujemy, to czas remanentów i wszelkiego rodzaju porządków, nie tylko papierowych. Przyda się wszystkim również jeden z przeglądów najważniejszych.
Kilka lat temu przez media przewinął się temat dotyczący klasyfikacji zawodu kamieniarza jako zawodu wykonywanego w szczególnie trudnych warunkach. Pył i urazy związane przede wszystkim z dźwiganiem to kamieniarski chleb codzienny. Jak mówił As z Hydrozagadki:
Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na kolei! 
I nie tylko na kolei – u nas w kamieniarstwie też. Jak wiadomo, oczy nie odrastają, a kręgosłupa nie da się kupić w najbliższym sklepie. Podobnie z płucami zawalonymi pyłem – przedmuchać sprężarką ich się nie da. Za Ministrem Pracy i Polityki Społecznej:

• dźwiganie i przenoszenie przez jednego pra- cownika przedmiotów o ciężarze przekra- czającym 50 kg jest zabronione,
• dopuszczalne normy podnoszenia i przenoszenia ciężarów na jednego pełnoletniego pracownika wynoszą: 30 kg przy pracy stałej i 50 kg przy pracy dorywczej.

Taaaak. Mówiąc po naszemu: dwa worki kleju, po jednym na bark. Zamiennie: blat kuchenny o długości dwóch metrów bieżących i standardowej
szerokości około sześćdziesięciu centymetrów do dźwigania dla dwóch. Kto z czytających nie targał takiego ciężaru? Nie zajmuję się na co dzień montażami, a zdarzyło mi się to więcej niż kilka razy w życiu.

Po czterdziestce kręgosłup do wymiany
Choć niekoniecznie. Zamiennie może być to kolano, kostka, łokieć, nadgarstek etc. W swojej przygodzie z kamieniarstwem spotkałem już osoby z: odmą płucną, wodą w kolanach, koniecznością operacji nadgarstków ze względu na naruszone ścięgna, szyną ze śrubami w nodze, szyną w szczęce, odklejoną siatkówką, przebitą rogówką i wieloma innymi mniej i bardziej abstrakcyjnymi urazami. Nie liczę połamań, naciągnięć, dyskopatii, czy też moich faworytów w postaci krwiaków i schodzących paznokci – to jest proza kamieniarskiego życia i nie ma się nad czym zastanawiać.

Ciężko jest znaleźć w tym zawodzie kogoś, kto po kilkunastu (nie mówiąc o kilkudziesięciu) latach pracy nie ma jakiegoś trwałego defektu uprzykrzającego mu codzienne życie, nie tylko pracę. Gorzej gdy są to urazy/choroby, które ją uniemożliwiają, odbierając jednocześnie możliwość zarabiania na chleb. I nie, niezbyt często jest to wina głupoty i nie prze- strzegania zasad BHP – najczęściej są to wypadki losowe, lub choroby przewlekłe wynikające z wielu lat pracy w zawodzie.

Gdyby się zastanowić i zagłębić w temat, przypuszczam, że odsetek poważnych schorzeń i wypadków w kamieniarstwie byłby podobny jak w górnictwie (biorąc pod uwagę, że tylko około 20% zatrudnionych w górnictwie, to ludzie pracujący pod ziemią, najbardziej na wypadki i choroby zawodowe narażeni). Czy nie powinien więc kamieniarzowi przysługiwać dodatek za pracę w szkodliwych warunkach? Odpowiedź nasuwa się sama.
Zbytnio liczyć na to nie ma co, temat rozszedł się dawno po kościach, choć warto byłoby do niego wrócić. Powtórzę się: niestety, szanse niewielkie, naród z kamieniarzy zbyt mały i zbyt mało krzykliwy... Potraktujmy więc zimę, jako czas nie tylko remanentu firmowego, ale również remanentu i przeglądu zdrowotnego; jako czas wizyt u zaprzyjaźnionych kręgarzy, masażystów oraz innych magików i lekarzy, którzy postawią Was na nogi. Czas wygrzewania i nastawiania kości, który, mam nadzieję, zaowocuje siłą i zdrowiem przy wkroczeniu w nowy sezon.

Czego Państwu życzę!

przeczytaj cały artykuł

Przewodnik stada

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:34

Ostatnio w rozmowie z jednym z szefów firmy branżowej wysłuchałem żali, że doświadczony pracownik zajmujący się cięciem bloków nie ostrzegł go, że blok, który idzie do cięcia, jest wadliwy i że wady było widać jeszcze przed cięciem. Zapytałem, czy pracownik dostał polecenie przetarcia bloku. Odpowiedź była twierdząca. Dlaczego zatem pracownik nic nie powiedział, chociaż spodziewał się, że rezultaty będą kiepskie?

Znam tego szefa i wiem, jaki ma stosunek do zarządzania pracownikami. W zasadzie jego sposób na zarządzanie sprowadza się do wyśmiewanej w wielu dowcipach zasady, że po pierwsze, szef ma zawsze rację, a jak nie ma racji, to patrz punkt pierwszy.

Szefowanie na każdym szczeblu nie jest proste. Bowiem struktura organizacji (firmy) pełna jest różnych uwarunkowań. Są relacje wewnętrzne między członkami grupy, są i te pomiędzy przełożonymi i podwładnymi. Niestety nazbyt często relacje opierają się na koncepcji wyżej podanej. Czyli niezależnie od sytuacji, bez słowa, należy wykonać polecenie.

To wykonywanie poleceń niestety zwykle nie wynika z wiary w wiedzę i doświadczenie szefa, a z wypracowanego przez zarządzającego syste- mu władzy absolutnej nad pracownikami.
W swojej historii zawodowej byłem zarówno pracownikiem jak i szefem. Zawsze byłem przekonany, że bycie szefem to zadanie równie trudne, jak bycie przewodnikiem stada w świecie zwierząt. Przewodnik stada wilków dlatego jest szefem, że wszyscy członkowie stada wiedzą, że jego koncepcje polowania i skuteczność jest najlepsza w stadzie. Aby skutecznie zarządzać pracownikami trzeba starać się zostać takim przewodnikiem, którego decyzje są wykonywane nie z założenia, że zawsze ma rację tylko z przekonania, że ma najlepszą wiedzę, doświadczenie i w związku z tym należy go słuchać.

W takim systemie nie trzeba sztucznie budować autorytetu przez nakazowe wymaganie zwracania się do siebie – szefie, panie kierowniku czy prezesie. Ten autorytet buduje się dobrymi decyzjami i korzystaniem z wiedzy i doświadczenia pracowników.
Ze swoich doświadczeń pamiętam, że kiedyś gdy kierowałem kilkoma osobami – byłem z nimi na „ty”. Szef firmy miał do mnie o to pretensje –
„nie budujesz swojego autorytetu”. Za to był zdziwiony, że kiedyś w trakcie dyskusji o rozwiązaniu jakiegoś problemu moi ludzie w komplecie, mieli takie samo zdanie jak ja.

Oczywiście ostateczna decyzja należy do szefa, ale dajmy szansę pracownikom na wyartyku- łowanie swoich poglądów, nawet jeśli są nie po naszej myśli.
W tym kontekście zupełnie absurdalne jest natomiast zachęcanie pracowników do wyrażania własnego zdania, po czym, jeśli nie jest ono po myśli szefa, obniżanie premii za dyskutowanie z decyzjami przełożonego. Być może w przyto- czonej opowieści coś takiego kiedyś spotkało pracownika, który przecierał blok.
Ciekawe jak opisywany szef potraktował pracownika? Pewnie było przysłowiowe „masz po premii”. Może zamiast tego z samym pracownikiem powinien znaleźć rozwiązanie, aby takiego błędu nie popełnić w przyszłości?

Kiedyś w telewizji widziałem wywiad z menadżerem o sporych sukcesach. Padło pytanie: „ile godzin dziennie pracuje?”. Dziennikarz spodziewał się odpowiedzi typu 12-16 godzin. I tu zdziwienie – menadżer stwierdził, że 2-3 godziny. Przytoczył badania światowe, że dobry menadżer podejmuje ok. 50% dobrych decyzji, a specjalista nawet 90%. Różnica to 40% więcej złych decyzji. Zatem im dłużej jest w pracy tym więcej złych decyzji jest podejmowanych – lepiej podejmowanie decyzji pozostawić w większości spraw specjalistom.

Skutkiem tych złych decyzji szefa jest opinia o nim wśród pracowników. Zdziwilibyście się co o takich szefach mówią pracownicy w prywatnych rozmowach – nie przytoczę, bo to mało cenzuralne. Opinia to jedno (może nas nie obchodzić), tyle że pociąga za sobą brak przekonania i entuzjazmu do realizowania zadań zleconych przez bossa i niechęcią do pracy w ogóle.

W stadzie wilków jest prościej – marny przewodnik zostaje przez stado pozbawiony przywództwa. W firmie to raczej ze stada będą odchodzić kolejni pracownicy, by polować w innym stadzie z lepszym przewodnikiem. Przewodnikiem, który doceni u młodego wilka skuteczną strategię okrążania zdobyczy w zagajniku i będzie z jego pomysłów korzystał częściej.

przeczytaj cały artykuł

Zielony – waluta lokalna

Autor: Jakub Zdańkowski   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:25

W jednym z numerów Kuriera pisaliśmy o tzw. Bankach Czasu, czyli inicjatywach polegających na tworzeniu wspólnot, w których formą płatności za usługi nie są pieniądze, lecz czas (Kurier Kamieniarski 2/2013). Bez wątpienia jest to ciekawy i wart poświęcenia mu więcej uwagi pomysł, lecz mało praktyczny z perspektywy przedsiębiorcy i potencjalnych korzyści w sferze biznesowej. Tym razem chcielibyśmy przyjrzeć się innemu zjawisku, które łączy z Bankami Czasu wspólna idea, jaką jest stworzenie alternatywy dla tradycyjnej formy płatności pieniężnej.

zielone.jpg

5 lutego bieżącego roku Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wprowadził w życie projekt pierwszej polskiej waluty lokalnej – zielonego. Na chwilę obecną zielonym mogą posługiwać się przedsiębiorcy zrzeszeni w ZPP i działający na terenie województwa świętokrzyskiego i małopolskiego. Jednak najpóźniej do końca 2016 roku ZPP planuje włączyć do projektu wszystkie województwa i zgromadzić 10 000 przedsiębiorców, którzy będą korzystali z nowej waluty.

Trochę historii


Waluty lokalne nie są żadnym nowym pomysłem, lecz zjawiskiem mającym za sobą długą historię. Warto przytoczyć tutaj przykład pewnego austriackiego miasta, który zapoczątkował rozkwit lokalnych walut w Europie Zachodniej. W 1932 roku miasto Wörgl niedaleko granicy niemieckiej doświadczyło zapaści ekonomicznej w efekcie kryzysu z 1929 r. Bezrobocie stale rosło, a z nim niepokoje i zamieszki w społeczności. Wtedy burmistrz Wörgl zdecydował się na odważny krok, jakim było wprowadzenie na terenie miasta waluty lokalnej. Została nazwana Wörgl schilling i była równa jednemu zwykłemu schillingowi austriackiemu. Wörgl schilling działał tylko na terenie miasta i był ujemnie oprocentowany, czyli tracił część wartości z upływem każdego miesiąca, w ciągu którego nie był używany do transakcji. Ponadto nie można było go wymieniać na inne waluty.

Efekty wdrożenia nowej waluty były niemal natychmiastowe. Dzięki ujemnemu oprocentowaniu nowe pieniądze natychmiast przechodziły z rąk do rąk, a zaległe należności przedsiębiorców względem siebie bardzo szybko zostały uregulowane. iasto zaczęło planować nowe inwestycje, które było w stanie opłacić przed- terminowo. W ciągu roku miasto otrząsnęło się całkowicie z zapaści, a całą sytuację zaczęto nazywać cudem gospodarczym.

Eksperyment został przerwany przez Bank Centralny Austrii, który dostrzegł w nim zagrożenie dla własnych interesów. Jednak z doświadczeń Wörgl zaczęli czerpać przedsiębiorcy ze Szwajcarii i rok później stworzyli projekt WIR. Opierał się na bardzo podobnych zasadach – wprowadzono jednak kilka modyfikacji. Zadbano o stronę prawną przedsięwzięcia, aby nie podzieliło losów swojego poprzednika. Papierowe banknoty zastąpiono kontami rozliczeniowymi, a zasięg działania nowej waluty (CHW – frank szwajcarski WIR) rozszerzono na teren całego kraju. W następnych latach powstawały nowe waluty lokalne, a sama idea zyskiwała coraz więcej na popularności. Obecnie na świecie istnieje ponad 5000 walut lokalnych, a ich liczba stale rośnie. Zielony jest pierwszą w Polsce tego typu inicjatywą.

Jak to działa?

Jak sama nazwa wskazuje, waluta lokalna działa jedynie na określonym terytorium. Nie jest wymienialna na inne waluty i jest nieodsetkowa. Dzięki tym właściwościom pieniądz lokalny nie podlega niekorzystnym zjawiskom gospodarczym, takim jak spekulacja. Służy wyłącznie jako środek płatniczy, którego suma w obiegu jest stała, ponieważ nie wychodzi on poza obszar, na którym jest uznawany.

Zasady funkcjonowania waluty lokalnej można porównać do działania krwioobiegu organizmu żywego. Aby system działał sprawnie, waluta musi krążyć bezustannie wśród jej użytkowników, a jej ilość powinna utrzymywać się nastałym poziomie. Ujemne oprocentowanie sprawiło, iż Wörgl
schilling zmieniał posiadaczy z szybkością kilkakrotnie większą niż Schilling tradycyjny, ponieważ najzwyczajniej nie opłacało się go przetrzymywać.
Główną ideą, która przyświeca pomysłodawcom zielonego, jest dostarczenie przedsiębiorcom narzędzia, dzięki któremu mogliby sprzedać nadwyżkę handlową, a nadprogramowy zysk przeznaczyć na zakup potrzebnych towarów lub usług, za które normalnie musieliby zapłacić w złotych. W ten sposób mogą sporo zaoszczędzić, a dodatkowy obrót towarami oraz usługami zadziała pozytywnie na lokalną gospodarkę. Im więcej przedsiębiorców weźmie udział w programie, tym sprawniej będzie on działał i tym większe korzyści przyniesie jego uczestnikom.

Firmy, które zechcą uczestniczyć w programie, nie rezygnują oczywiście z dokonywania transakcji w PLN. Zielony jest walutą komplementarną, a jego wartość zawsze równa się złotemu, tzn. jeden zielony = jeden złoty.
Przedsiębiorcy po uprzednim zarejestrowaniu się na stronie projektu (www.zielony.biz.pl), mogą wystawiać swoje oferty oraz dokonywać zakupów za zielone. W planach ZPP ma także szereg dodatkowych usług dla swoich członków oraz program lojalnościowy dla klientów.

Za zakupy dokonywane w lokalnych firmach będą oni nagradzani zielonymi, za które potem będą mogli kupować u innych przedsiębiorców honorujących zielone. Ponadto wszystkie transakcje mają być obsługiwane za pomocą jednej karty, która będzie akceptowana w każdym ze sklepów uczestniczących w programie.


Jak pokazują przykłady z całego świata, waluty lokalne to potężne narzędzie, przynoszące wymierne korzyści dla małych i średnich przedsiębiorstw. Ich główną zaletą jest to, że wspierają lokalną gospodarkę i w efekcie przyczyniają się do spadku bezrobocia i wzrostu gospodarczego. Czas pokaże, czy nowa waluta zdobędzie popularność wśród polskich przedsiębiorców, ale pamiętajmy, że sami mamy na to duży wpływ.

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: piątek, 06 marca 2015 11:16

Nie ma złych kamieni, są tylko źle zastosowane. Ta maksyma przyświeca nam od kilku odcinków naszego cyklu. I miejmy nadzieję, że z każdym artykułem rośnie rzesza tych, co zrozumieją sens tych słów.
Dziś obejrzymy kamienie, które nie zdały egzaminu z trwałości i zastanowimy się dlaczego tak... się stało.

Na zdjęciach widzimy kamienną nawierzchnię miejsc ogólnodostępnych.

dlacz1.jpg

W pierwszym przypadku parkowy bruk. Połączenie piaskowca z granitem – z założenia połączenie niezbyt szczęśliwe ze względu na dużą różnicę w odporności na ścieranie i inne siły niszczące obu kamieni. A przecież wśród granitów też można wybrać kamień w kolorze czerwonym. I to w praktycznie w dowolnym odcieniu.
Najsmutniejsze w tym przykładzie jest to, że kamień leży w bezpośrednim sąsiedztwie ceramiki (cegła) i betonu (kostka i krawężnik). Pomijam już wątpliwą estetykę takiego połączenia. Pomijam szerokość i geometrię fug. Ale jakże wypada na tym tle kamień ze swoją legendarną trwałością? Cegła bez żadnego uszczerbku w trakcie użytkowania, beton w nienaruszonej postaci i idealnej geometrii. A kamień?...

dlacz2.jpg

W drugim przypadku mamy płytki z pias- kowca. Utrącony narożnik pomińmy – w poprzednich odcinkach wystarczająco często wspominana była kwestia ukruszonych krawędzi płyt w różnych zastosowaniach. Natomiast dlaczego powierzchnia bruku tak wygląda?


Zastosowanie piaskowca w Krakowie ma swoje uzasadnienie historyczne. Trudno z tym polemizować. Ale czy nie dało się nic zrobić, aby chodnik nie straszył po kilku latach użytkowania?

Każdy kamieniarz słyszał o sezonowaniu materiału. Stosuje się je głównie po to, by z ma- teriału świeżo wydobytego odparowała wilgoć, która zawsze towarzyszy kamieniowi w złożu. Świeży materiał, przetworzony na produkt, to na pewno mokry materiał. Nie trudno przewidzieć co się z nim stanie już pierwszej zimy, gdy mróz wodę w materiale zamieni w lód.

Oczywiście można by również pytać o badania kamienia. Mrozoodporność, nasiąkliwość, odporność na ścieranie, wytrzymałość na ściskanie... Już na podstawie tych badań można przewidzieć, jak zachowa się ten materiał.. Ale czy badania były przeprowadzone? A jeśli były... to kto wpuścił ten materiał na budowę?

przeczytaj cały artykuł
Strona 193 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.