
W sierpniowym numerze Kuriera Kamieniarskiego pisaliśmy o tradycji układania suchego muru w Irlandii. Wspominaliśmy o festiwalu kamienia organizowany przez DSWAI —Irlandzkie Stowarzyszenie Suchego Muru w miejscowości Mountcharles w hrabstwie Donegal. Festiwal miał na celu kultywowanie tradycji wznoszenia obiektów w tej zabytkowej technologii wymagającej dużo pracy oraz szerokiej wiedzy inżynierskiej.
Z badań archeologów wynika, że tego typu konstrukcje istniały już w czasach neolitycznych i służyły do oznaczania terytorium lub po prostu jako bariera dla zwierząt i ludzi. Zwykle układano je z kamieni systematycznie gromadzonych podczas oczyszczania i kultywacji pola uprawnego. Później technika rozwijała się i z suchego muru wznoszono już dużo trudniejsze obiekty niż proste mury —z czasem zaczęto budować tak złożone konstrukcje jak mosty.
Technologia budowania mostów w technice suchego muru, podobnie jak konstrukcja sklepień, jest dość skomplikowana. Aby powstał stabilny łuk, konieczne jest wybudowanie dwóch krzywoliniowych fragmentów (łęków) podpartych na płaszczyźnie i połączonych w najwyższym punkcie elementem nazywanym zwornikiem, którym był idealnie dopasowany cios kamienny, zwykle kliniec. To newralgiczny element konstrukcji ponieważ na nim spoczywa przenoszenie wszystkich sił ściągających. Takie konst-rukcje powstawały zwykle przez ułożenie boków na drewnianej konstrukcji, którą usuwano po wstawieniu zwornika. Zagadnienie to opisywał już Leonardo da Vinci powiązując mechanikę i statykę konstrukcji.
Na świecie nadal można podziwiać konstrukcje kamienne, w których nie stosowano żadnych zapraw. Najstarszy most zachowany w Rzymie —most Fabrycjusza —to przeprawa łącząca wysepkę na Tybrze z lądem. Konstrukcja ma długość 57 m i szerokość 5,6 m. Innym przykładem może być akwedukt Pont du Gard zbudowany przez Rzymian w dolinie rzeki Gard jako kanał naziemny doprowadzający wodę ze źródeł w Uzes do Nîmes. Cały akwedukt miał 50 km długości i składał się z szeregu tuneli i mostów wzniesionych z bloków kamiennych bez użycia zaprawy. Kolejnym rzymskim przykładem jest słynny Łuk Tytusa wykonany z białego marmuru o wysokości 15,4 metrów i szerokości ponad 8 metrów.

Na terenach polskich także korzystano z technologii suchego muru. Można odnaleźć przykłady wałów wczesnośredniowiecznych grodów pochodzące sprzed XI wieku, w których zewnętrzna konstrukcja ścian wykonana była w tej technice. Przykłady takich budowli znajdują się na terenie Dolnego Śląska —w Źlinicach, Dobromierzu, Granicznej, Niemczy czy Wiślicy. Prawdopodobnie ten sposób budowania przywędrował do nas w IX wieku z Wielkich Moraw i w ówczesnym czasie był nie lada innowacją techniczną.
Istniejącym obiektem —nadal użytkowanym — jest „chłopski most” w Sołonce niedaleko Rzeszowa. Most wybudował w XIX wieku z kamienia rzecznego niejaki Paweł Materna, kmieć lubeński z przysiółka Obręczna w Lubeni. Inny polski obiekt to zamek XIV-wieczny zamek Bolczów koło Jeleniej Góry —niestety w ruinie.

Najczęściej suche mury można spotkać jako stare mury oporowe. Takie konstrukcje mają też często funkcję estetyczną —kamienie z czasem porastają mchem, a w szczelinach wyrastają drobne rośliny dodając niepowtarzalnego uroku. Uroku na tyle silnego, że pomimo iż ta technika została wyparta przez inne, to do dziś ludzie porównujący mury zawsze wskazują na suchy mur, jako na ten atrakcyjniejszy. Zagadnienie jest na tyle intrygujące, że nawet znany wykładowca Semiotyki Kultury Wydziału Literatury i Filozofii na Uniwersytecie Turyńskim —Massimo Leone —poświęcił mu swój esej pt. „Toposy kultury: o semiotyce murów kamiennych”.

Jak przymierzyć się do zbudowania suchego muru?
Suchy mur to nie jest pojedyncza, chwiejna ścianka ułożona z kamieni. Przeciwnie. Prawidłowo wykonana konstrukcja jest tak solidna i stabilna, że bez obaw można się o nią oprzeć całym ciężarem ciała. Mur układa się z dwóch warstw na szerokiej podstawie, klinując je wzajemnie mniejszymi kamieniami. Szerokość muru przy podstawie musi być większa i zmniejszać się ku górze. Mniejsze kamienie, jako kliny, stabilizują konstrukcję i zapobiegają przesuwaniu się kamieni zewnętrznych warstw. Pracę ułatwia wcześniejsze posortowanie materiału.
Zapraszamy do podzielenia się swoimi doświadczeniami z układaniem suchych murów —z radością opublikujemy współczesne przykłady z naszego własnego podwórka.

Błądząc po internecie nie trudno spotkać zdjęcia z nietypowych realizacji kamieniarskich. Czasami to strony autorów takich realizacji, czasami tylko zdjęcia podpisane nazwiskiem autora wykorzystane w jakiejś prezentacji, a czasami tylko pojedyncze, intrygujące zdjęcia rozprzestrzeniające się masowo jako ciekawostki po portalach społecznościowych.
Niedawno taką popularnością w internecie cieszyły się zdjęcia realizacji o dość specyficznym i indywidualnym charakterze. Ich autorem jest Lew French ze Stanów Zjednoczonych, którego prace doceniono na całym świecie. Korzystając choćby tylko z udostępnionych publicznie materiałów można ujrzeć twórcę robót kamieniarskich z zupełnie innym spojrzeniem na kamień jako materiał budowlany...
Lew French dorastał w małym miasteczku w stanie Minnesota. Już jako 17-latek po ukończeniu miejscowej szkoły zawodowej założył własną firmę budowlaną, a pierwszymi jego pracownikami byli przyjaciele ojca. Pracowali dla niego, ale byli także jego nauczycielami. W tym początkowym okresie pracy zawodowej robił w zasadzie wszystko w dziedzinie budownictwa —było murowanie, prace stolarskie, instalacyjne —były też i prace w kamieniu. Jednak już po roku pracy wiedział, że jego przyszłością będzie kamień. I tak od ponad 35 lat Lew projektuje i realizuje prace w oparciu o kamień i inne materiały naturalne.
Niezwykłość jego prac polega na podstawowym założeniu, że wykorzystywane kamienie w zasadzie nie będą obrabiane. Najwięcej czasu w pracy pochłania przez to szukanie odpowiednich kamieni. Oczywiście, czasem trzeba nieco poprawić kamień, ale zwykle dotyczy to części niewidocznej po zabudowaniu i jest robione ręcznym dłutem.

Kiedy Lew buduje ścianę, szuka tylko takich kamieni, które dokładnie pasują do siebie, do przeznaczonego miejsca, do całego projektu... Z tego powodu proces budowy —a w zasadzie tworzenia —może potrwać nawet miesiące. Odnajduje lub kupuje kamienie i składuje je na wynajętym polu. Niektóre z tych kamieni czekają na swój czas nawet kilkanaście lat, aby znaleźć swoje miejsce w idealnie ułożonej kompozycji.
Technika realizacji to układanie na sucho —jednak ściany Lew French’a i mozaiki ułożone na sucho nie mają żadnych luk lub niespójnych elementów, które można zobaczyć w starych kamiennych murach układanych na sucho. Jego technika wykracza poza zwykłe układanie suchego muru. Podczas tworzenia podziałów wizualnych, dodaje wymiar i teksturę tworząc ściany złożone z wielu różnych rozmiarów kamieni, umieszczonych razem, aby stworzyć różnorodną i piękną całość. Efekt jest kojący i harmonijny. Same kamienie są ciężkie, ale zmienność i stosowany przez twórcę wzór daje pewien rodzaj lekkości, światła, spokoju i energii.

Przygotowując realizację ma tylko ogólny plan —nigdy nie rozrysowuje szczegółów. W trakcie pracy projekt ewoluuje zgodnie ze zmiennością kształtów kamieni. Inspiracją w pracy zawsze jest natura, dlatego największym komplementem dla niego jest stwierdzenie oglądających jego pracę: „to wygląda, jakby zawsze tu było”.
Dlaczego stosuje tak trudną i czasochłonną technikę? Bo, jak mówi w wywiadzie dla Finehomebuilding, w nieprzetworzonych ludzką ręką kamieniach jest pewna tajemnica. Często ludzie widząc kamień schylają się i biorą go do ręki. Dla niego ta tajemnica stała się pasją i zawodem. W realizacjach French’a jest widoczny pewien rodzaj obsesji i perfekcjonizmu, a on sam przyznaje się do obu tych cech. Dlatego zawsze patrząc na swoje prace po czasie, uważa że mógł to zrobić lepiej.
Patrząc na wykonane prace każdy stwierdza, że to sztuka, ale sam ich twórca w wywiadzie dla CBS zapytany czy czuje się kamieniarzem, czy artystą, stwierdził, że kamieniarzem jest ten kto obrabia kamienie i zabudowuje je, artystą się nie czuje, więc traktuje siebie jako projektanta pracującego w kamieniu.
Jego wieloletnia praca znalazła uznanie, a współpraca z fotografikiem Alison Show i przygotowanie książki w 2005 roku —albumu „Stone by Design” —znacznie zwiększyło liczbę osób, które odkryły jego dzieła. Zauważyła go także stacja telewizyjna CBS Sunday Morning. Po wywiadzie jakiego udzielił dla jej dziennikarza Steve’a Hartman’a w 2007 roku wyprzedano cały nakład albumu.
Obecnie Lew French przygotowuje drugą książkę. Tym razem wzbogaconą o opisy procesu powstawania niektórych obiektów. Jak poprzednio ilustracjami będą zdjęcia Alison Show. Pozycja ma się ukazać jesienią przyszłego roku.

Lew French udostępnił nam kilka zdjęć ze swoich realizacji, ale zachęcam do odwiedzenia naszego profilu na Facebooku, gdzie zamieściliśmy linki do innych jego realizacji. Może obejrzane prace zaowocują wykorzystaniem w przyszłości również kamieni nieobrobionych.

Najczęstszą przyczyną sporów między klientem a dostawcą jest niedoinformowanie.
Pewien kamieniarz miał wielką chrapkę na wykonanie u klienta posadzki z importowanego materiału. W tym celu ze swojego placu wybrał dwa kawałki kamienia, żeby klient docenił piękno kamienia.
Na zdjęciach widzimy co zobaczył klient:

O wymaganiach, jakie mogą być podstawą do określania jakości wyrobu budowlanego pisałem w sierpniowym numerze Kuriera Kamieniarskiego.
Sądząc po ilości telefonów z pytaniami warto zatrzymać się na chwilę nad kwestią próbki odniesienia, gdyż sprawa ta często jest powodem do sporów na linii klient-dostawca.
Generalnie rozchodzi się o doinformowanie klienta o tym, co otrzyma w momencie dostawy, ponieważ zwykle jego oczekiwania rozmijają się z realiami.
Po okazaniu próbek i dogadaniu szczegółów finansowych z inwestorem, kamieniarz z umową w kieszeni i zaliczką na koncie wrócił szczęśliwy do zakładu. W umowie była wskazana nazwa handlowa kamienia, a w pobliskiej hurtowni akurat była wyprzedaż, więc nasz sprytny przedsiębiorca połączył fakty i postanowił skorzystać z możliwości wyższego zarobku.
Nie zraziło go również to, że płyty wyglądają nieco inaczej od próbek okazanych klientowi. Bo przecież „kamień to natura” i różnice w wyglądzie mogą być. A przykład zakupionej w hurtowni płyty pokazuje kolejne zdjęcie...

Kamieniarz ze zdziwieniem przyjął fakt, że inwestor nie dokonał odbioru posadzki. Zdziwienie to utrzymywał jeszcze w momencie ogłaszania dwa lata później wyroku sądowego nakazującego mu pokryć koszty demontażu posadzki. Widocznie sąd sugerował się opinią biegłego sądowego, który porównał próbki okazane klientowi z materiałem dostarczonym —z opinii wynikało, że nic do siebie nie pasuje.
W normach związanych z produkcją elementów budowlanych mamy pewną podpowiedź w jaki sposób powinniśmy przygotować próbki odniesienia.
Okazujemy próbki o rozmiarach przynajmniej 0,01 m2 każda, w ilości pozwalającej na przedstawienie ogólnego wyglądu materiału tak, aby klient nie został zaskoczony obecnością żył, przerostów, nitek, wtrąceń, zmienności kolorystycznej etc. Próbki powinny przedstawiać również specyficzne właściwości danego kamienia, na przykład: pory (kawerny) w przypadku trawertynu, myszki i rdzawe plamy w przypadku granitu strzegomskiego, pozostałości po muszlach żywych organizmów w przypadku wapieni. Jeśli kamień, ze względu na swoją naturę, wymaga szpachlowania lub pokrycia środkami chemicznymi należy to również zaznaczyć i przedstawić próbkę po wykonaniu takich zabiegów. Zaleca się, aby strony podpisały okazywane próbki i oznaczyły je w taki sposób, aby były one wzorcem przy rozstrzyganiu nieporozumień.
Można się spierać, czy pokazywanie wszystkich „wad” danego kamienia dobrze wpłynie na decyzję klienta. Czy wybierze kamień na podstawie nie-idealnej próbki? Czy wybierze dostawcę zastrzegającego wystąpienie wielu nieregularności na produkcie? Zawsze jednak można użyć próbki odniesienia o większych wymiarach. Czy na płycie 1 x 1 m myszka wielkości 8 cm będzie wyglądać tak samo jak na kaflu 15 x 15 cm?
Jedno jest pewne. Przygotowanie dobrych próbek odniesienia może przynieść wiele spokoju w obrocie wyrobami z kamienia, a powyższy tekst sprowadzić do prostego sformułowania: klienta należy doinformować.
#michalfirlej

Kamieniarska jesień nie przyniosła rozstrzygnięcia. Ale faworyta wystawców i mistera publiczności już widać.
No i jesteśmy po obu jesiennych imprezach targowych. Czy można powiedzieć, że któraś z nich się całkowicie nie udała? Na pewno nie. Rozmawiałem ze zwiedzającymi i ci w przypadku obu wydarzeń mieli niedosyt w zakresie ilości wystawców. Trudno się dziwić jeśli wystawcy w większości podjęli decyzję: „będę we Wrocławiu” lub „będę w Poznaniu”. Tych którzy byli na obu imprezach było bardzo niewielu.
Część wystawców zrezygnowała z udziału w którejkolwiek z wystaw nie potrafiąc podjąć decyzji gdzie się wystawić. To, oraz podział na zwolenników Wrocławia i zwolenników Poznania, zaowocowało mniejszą liczbą stoisk na obu imprezach. W przypadku Targów KAMIEŃ we Wrocławiu było to 130 firm nie tylko z Polski, ale również z Włoch, Niemiec, Francji, Rosji, Litwy, Czech, Hiszpanii i Ukrainy. Targi Stone to, według opublikowanej przez MTP listy, 109 wystawców, ale w tej liczbie 14 z nich to firmy zupełnie spoza branży. Dodatkowo, wśród wystawców poznańskich, było kilku wystawców reprezentujących kilka firm i wszystkie te firmy były wymienione w spisie wystawców (np. MC Diam, TGR, Mach Plus). Wystawcy maszyn w znakomitej większości wybrali targi w Poznaniu, gdyż mieli tu większe możliwości zaprezentowania maszyn. Za to ci oferujący narzędzia przyjechali do Wrocławia.
Niewątpliwie kluczem do oceny powinni być zwiedzający. We Wrocławiu wszystkie 3 dni, pod tym względem były bardzo udane. W momencie otwarcia imprezy przed halą stała kolejka chętnych. Chociaż podejrzewałem, że typowymi zwiedzającymi będą Dolnoślązacy, to jednak okazało się, że targi odwiedziło wielu zwiedzających również z pozostałej części kraju oraz z zagranicy. Duże znaczenie ma tu autostrada A4, dzięki której, dojazd do Wrocławia z całej południowej Polski jest szybki i bezproblemowy. W sumie targi odwiedziło 4,5 tysiąca zwiedzających —przy czym wydaje się, że przypadkowych osób niezwiązanych z branżą była znikoma ilość.

Odwiedzających poznańskie targi Stone trudno ustalić. Bowiem w tym samym czasie toczyły się również imprezy Sakralia (Targi Wyposażenia Kościołów, Przedmiotów Liturgicznych i Dewocjonaliów) oraz Memento (Targi Funeralne). Zapewne część zwiedzających te targi zobaczyła również targi Stone. Organizator poznańskiej imprezy ogłosił, że targi —wymienione wyżej trzy imprezy, w tym dwie opisywane jako „kluczowe wydarzenie” i „największe targi” —odwiedziło 5010 osób.
Optycznie wyglądało to tak, że w pierwszym dniu zwiedzających w Poznaniu był mało. W drugim dniu nikt nie narzekał, bo ludzi było sporo. W kolejnym dniu (piątek) —ilość zwiedzających była już mniejsza, ale dla wystawców w miarę satysfakcjonująca. Ostatni dzień (sobota) prezentował się raczej dramatycznie i wśród wystawców najpopularniejszym zajęciem było powolne pakowanie się. W tym miejscu zwolennicy poznańskiej imprezy zauważają, że na dużej powierzchni targów Stone ludzi wydaje się mniej, niż na skromniejszej powierzchni Hali Stulecia. Dlatego porównując obie imprezy wziąłem pod uwagę nie ilość ludzi w przejściach, tylko zwiedzających goszczących na stoiskach.
Wśród wystawców we Wrocławiu nie znalazłem niezadowolonych. Zebrane w Poznaniu opinie nie były jednoznaczne. Byli zadowoleni, byli średnio usatysfakcjonowani, ale byli i tacy, którzy mocno narzekali. Ciekawe były opinie tych, którzy wystawili się na obu imprezach. Przeważała opinia, że dla nich owocniejsze były targi we Wrocławiu —dzięki większej liczbie zwiedzających kamieniarzy i atmosferze przypominającej tę sprzed lat.
Rozmawiając z branżystami odniosłem wrażenie, że byli nieco zdegustowani zbyt agresywnym marketingiem organizatora targów w Poznaniu. Natrętne telefony, brak komunikacji między kolejnymi dzwoniącymi, prawie hurtowe wysyłki „wejściówek” i temu podobne działania bardziej przypominają sprzedaż garnków lub pościeli przez telefon. Dla mnie szczytowym osiągnięciem marketingowym było zlecenie bliżej nieokreślonym osobom kolportażu materiałów reklamowych targów poznańskich na targach KAMIEŃ we Wrocławiu —zaproszenia do Poznania były umieszczane nawet w toaletach za podajnikami do... Taki toaletowy marketing chyba nie przystoi poważnemu organizatorowi targów jakim są MTP.
Inna sprawa to zestawienie targów kamieniarskich z pozostałymi imprezami. Kamieniarstwo to zdecydowanie nie tylko nagrobki czy kościelne inwestycje. Zestawienie ich z Sakraliami i Targami Funeralnymi nie świadczy dobrze o znajomości branży przez organizatora. Kiedy w piątek przy wejściu do hali „Stone” ustawiono trumny, a na sąsiadującej scenie pokazywano zdobienie ich kwiatami nie będę ukrywał, że byłem zszokowany. Tym dziwniejsze, że przecież organizator podobno konsultował się z branżą w sprawie targów.

Dla mnie smutne jest to, że pisząc o dwóch kamieniarskich imprezach targowych skupiam się na samych targach, a nie na tym, co zaoferowały firmy w nich uczestniczące. Jeśli ktoś szukał nowinek i interesujących propozycji to raczej niewiele mógł znaleźć. Osobiście zwróciłem uwagę na ofertę firmy Unikom-Prom z Ukrainy (Wrocław) prezentującej ukraiński granit podobny do Vangi, ale sporo tańszy, oraz kamień pokazany na obu imprezach przez firmę HM Tarn z Francji — czarny HM Cambrian z Kanady. Co do stoisk, to oczywiście z powodów możliwości powierzchniowych, więcej dużych można było zobaczyć w Poznaniu. Te najbardziej interesujące to stoisko Inbry i ciekawostka, czyli wspólne zaaranżowanie stoisk dwóch firm —EGA i MP Steneko. To firm lubiane i często odwiedzane —więc wspólny bar, był chyba najliczniej odwiedzanym miejscem na targach. We Wrocławiu chyba najciekawszą aranżację zaprezentowała firma GB United —kielecki importer kamienia.
Nie ma wątpliwości, że organizator z Poznania ma genialne hale wystawiennicze, ale... Jak już pisałem w felietonie w poprzednim numerze — wbrew opinii części wystawców z Poznania —warunki nie są najważniejsze. Klimat i wybór miejsca przez klientów wystawiających się firm powinien zadecydować —nawet jeśli warunki są odmienne.
Czy uważam, że w Poznaniu nie ma miejsca dla kamieniarstwa? Nic podobnego. Od wielu lat branżyści podpowiadają, że MTP powinny skupić się na zgromadzeniu firm oferujących produkty z kamienia dla klienta końcowego na targach Budma. Wtedy wystawcy zapewne wysoko oceniliby skuteczność imprezy —ale to jakoś od lat nie udaje się organizatorowi Budmy. Targi wewnętrzne branży —zaopatrzenia kamieniarstwa powinny jednak być tam, gdzie przyjeżdżają firmy kamieniarskie szukające ofert zaopatrzeniowych dla swojej działalności —bliżej Granitowego Serca Polski.

8 listopada br. zakończyły się Targi KAMIEŃ 2014, które po 5 latach wróciły do Wrocławia. Trzy dni intensywnych spotkań biznesowych to efekt wielomiesięcznych przygotowań zarówno ze strony Organizatora jak i Wystawców. Już od pierwszego dnia Targi ruszyły pełną parą —ok. 4,5 tys. Zwiedzających odwiedziło stoiska 130 Wystawców z Polski i z zagranicy. W rezultacie, przez wszystkie dni targowe Hala Stulecia wypełniona była przedstawicielami branży kamieniarskiej m.in. z Polski, Włoch, Niemiec, Francji, Rosji, Litwy, Czech, Hiszpanii czy Ukrainy.
W dniach 6—listopada 2014 r. przedstawiciele branży kamieniarskiej ponownie zagościli w Hali Stulecia we Wrocławiu —w miejscu, w którym targi kamieniarskie przeżywały swój największy rozwój.
W tym roku we Wrocławiu można było spotkać stałych bywalców, pojawili się również Ci, których obecności, przez kilka ostatnich lat, brakowało na targach branży kamieniarskiej. Nie zabrakło też kilku debiutów —mówi Marzena Kantor, dyrektor Geoservice-Christi.
Kamień, gotowe wyroby z kamienia oraz maszyny i narzędzia do jego obróbki —to m.in. prezentowali Wystawcy podczas tegorocznej edycji targów KAMIEŃ. Wśród dobrze już znanych bywalców Targów i prezentowanej przez nich aktualnej oferty dla branży, nie zabrakło również firm debiutujących na targach kamieniarskich w Polsce, takich jak laboratorium Zkusebna Kamene a Kameniva z Czech, producent bloków granitowych Unikom —Prom z Ukrainy, czy proponujący wykonane w nowej technologii zdjęcia na metalu Jubiler Jacek Zamaryka z Jastrzębia Zdroju.
Uzupełnieniem biznesowych spotkań na stoiskach był bogaty program wydarzeń towarzyszących: „KAMIEŃ i edukacja”. Współtwórcy programu —specjaliści z branży oraz wykładowcy i absolwenci Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej, przygotowali porządną dawkę praktycznej wiedzy, która okazała się interesująca nie tylko dla profesjonalistów. Prezentacje absolwentów Politechniki Wrocławskiej na temat analizy efektywności cięcia kamienia czy badań odporności na poślizg przyciągnęły liczne grono słuchaczy. Podobnie było z konsultacjami dotyczącymi zawiłości norm kamieniarskich przeprowadzonymi przez Michała Firleja ze Stone Consulting, czy z tajnikami systemów kotwienia, w które wprowadził uczestników Sławomir Mazurek ze Studia JASA.
Na Targach, po raz pierwszy, swoje umiejętności prezentowali „uczniowie Michała Anioła” z Technikum Sztukatorstwa i Kamieniarstwa Artystycznego z Sandomierza prezentujący przepiękne mozaiki i rzeźby. A dzięki kunsztowi doświadczonego Rzeźbiarza Jerzego Zysk, Zwiedzający mogli podziwiać proces tworzenia dzieła z surowej bryły kamienia. Niecodziennym punktem programu dla amatorów mocnych wrażeń były niewątpliwie pokazy wybuchu wulkanu, poprzedzone warsztatami geologicznymi „Czy skała może mieć pH’a?”.

Podczas ostatniego dnia targów KAMIEŃ zainteresowani mogli skorzystać z fachowego, bezpłatnego doradztwa Pogotowia Projektowego w zakresie aranżacji wnętrz lub wybrać się na multimedialną wycieczkę „Cuda w kamieniu” i poznać nowe oblicze Wrocławia. Dla miłośników pięknych ozdób z kamienia gratką była, już tradycyjnie towarzysząca Targom, Giełda Minerałów i Biżuterii, która zachwyciła Zwiedzających m.in. nietypową biżuterią z granitu.
Powrót do Wrocławia był okazją do podsumowania dotychczasowego dorobku targów KAMIEŃ. „Targi KAMIEŃ —23 lata razem…” to przygotowana przez Organizatora wystawa i forma podziękowania Wystawcom i Zwiedzającym, którzy przyczynili się do sukcesu tych Targów. Wystawa zabrała Gości w sentymentalną podróż i pozwoliła poczuć ten niepowtarzalny klimat, który już od pierwszych edycji towarzyszył targom KAMIEŃ.
Pierwszy dzień targowy zakończony został spotkaniem na Kamieniarskiej Karczmie Piwnej w Browarze Mieszczańskim. Niebanalne otoczenie XIX-wiecznej architektury i klimat Leżakowni spotkał się z pozytywnym zaskoczeniem uczestników i sprawił, że wieczór przebiegł w wyjątkowej atmosferze. Drugiego dnia, dopełnieniem atrakcji było specjalnie przygotowane widowisko światła i dźwięku pod kopułą Hali Stulecia.
Powrót targów branży kamieniarskiej do Wrocławia okazał się niewątpliwym sukcesem. Pierwsze wrażenia Wystawców, licznych Zwiedzających i Organizatora były bardzo pozytywne —impreza z miejsca zyskała miano udanej i dynamicznej. „Powroty zawsze wiążą się z wieloma różnymi emocjami, cieszę się że powrót targów KAMIEŃ do Wrocławia wywołał tak wiele pozytywnych odczuć i liczną frekwencję. 130 Wystawców i ok. 4,5 tys. Zwiedzających to całkiem niezły wynik, który potwierdza, że Wrocław to najbardziej odpowiednie miejsce na organizację targów branży kamieniarskiej. Już dzisiaj serdecznie zapraszam na kolejne jesienne spotkanie — Targi KAMIEŃ 2015 w dniach 5-7 listopada 2015 r.” —podsumowuje Krystyna Banaszczyk, prezes Geoservice-Christi.