Reklama


Artykuły

Fotografia – balans bieli

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 26 sierpnia 2015 07:43

W pierwszym artykule o fotografii pisałem o podstawowych parametrach przy wykonywaniu każdego zdjęcia – dla przypomnienia: ISO – czułość, czas naświetlania i przesłona. Parametry te są ze sobą ściśle powiązane i zmiana jednego pociąga za sobą zmianę pozostałych. Jednak jeszcze raz podkreślam, że świadome ich używanie jest kluczem do osiągania satysfakcji ze zrobionych zdjęć.
W tym artykule zajmę się niedocenianym parametrem jakim jest balans bieli.

Balans bieli oznakowywany jest w aparatach WB (z ang. white balance) ma też czasem nazwę balans kolorów (color balance) lub balans neutralny (neutral balance) i dotyczy aparatów i kamer cyfrowych.

Aby lepiej zrozumieć to zagadnienie, na początek kilka słów teorii. Z podstaw fizyki wiadomo, że na światło białe składają się składowe od czerwieni do fioletu. Widać to przy odwróceniu procesu, czyli przepuszczeniu światła przez pryzmat, który powoduje rozszczepienie wiązki białego światła na jego składowe. Za idealny poziom balansu bieli przyjęto światło słoneczne zmierzone w południe w okolicy równika, bowiem nawet światło słoneczne ma różną temperaturę barwową, zależną od czasu, miejsca i stopnia zachmurzenia . Każdy pewnie zauważył, że o zachodzie staje się ono bardziej żółte, potem pomarańczowe, a czasem nawet czerwone. Przedmioty oświetlone tym światłem również zmieniają kolor. Najlepiej widać to na przedmiotach białych, ale tak samo kolor zmieniają wszystkie przedmioty kolorowe.
Jeszcze bardziej zjawisko zmiany kolorów widać przy świetle sztucznym. Światło żarówek ma kolor zauważalnie przesunięty w kierunku żółtego, a świetlówki w kierunku niebieskiego. Te ostatnie nawet w handlu często mają oznakowanie koloru świecenia i można spotkać się z oznakowaniem „biały zimny” czy „biały naturalny”.
Oko ludzkie współpracuje z mózgiem, który w pewnym zakresie koryguje te zmiany. Matryca aparatu fotograficznego nie dokonuje takiej korekty. Współcześnie prawie wszystkie aparaty wyposażone są w automatykę korygującą kolory, czyli ustawiające kolory tak, aby na zdjęciu kolor biały był biały – dzięki temu inne kolory też będą właściwie odzwierciedlane. Jednak ze względu na konieczność dokonania tej korekty w bardzo krótkim czasie algorytm nie jest zbyt skomplikowany.

Działa to tak, że procesor obrazu w aparacie analizuje fotografowaną scenę, wyszukuje najjaśniejsze punkty i zakłada, że są one białe. Na tej podstawie dopasowuje czułość matrycy do poszczególnych kolorów tak, aby te punkty były na wykonanym zdjęciu białe. W przeciętnych warunkach automatyka balansu bieli działa w miarę dobrze, ale niestety system nie zawsze działa prawidłowo. Na przykład najjaśniejsze w scenie mogą być obiekty żółte czy jasno niebieskie i w rezultacie kolory będą na zdjęciu nieprawidłowe – wyjdą zbyt białe.

De facto, kluczowe znaczenie ma indywidualny odbiór koloru przez każdego człowieka. Nasze mózgi potrafią wiele w zakresie korekty odbioru koloru. Na przykład: jeśli na oglądanym obrazie jest białe plastikowe krzesło, to praca mózgu spowoduje korektę kolorów tak, że nawet jeśli w danym świetle będzie ono żółte to i tak będziemy je postrzegać jako białe. Kolorystyka pozostałych obiektów będzie skory- gowana według tego założenia: „to krzesło jest białe”. Niestety, procesory obrazu jakie montowane są w aparatach muszą takich korekt dokonywać błyskawicznie, więc nie działają tak precyzyjne jak mózg. Co ciekawe: mózg człowieka oglądającego fotografię w znacznie mniejszym stopniu dokonuje korekty kolorów, niż w czasie oglądania tej samej sceny w naturze.

Jak widać z powyższych rozważań, automatyka aparatów cyfrowych może prowadzić do sporych niedoskonałości w kolorystyce zdjęcia. Szczególnie, jeśli fotografujemy w mniej typowych warunkach. Światło o zachodzie słońca ma zdecydowanie żółtawo-czerwonany kolor i takie też będą zdjęcia. Oczywiście możemy chcieć, aby takie było też zdjęcie. Czasem nietypowe warunki polegają na tym, że fotografujemy w pomieszczeniu o zdecydowanym kolorze ścian (np. różowe czy niebieskie) – wtedy część światła odbija się od tych powierzchni i przebarwia zdjęcie.

bb1.jpg

Zdjęcie w hali targów. U góry zdjęcie zrobione w trybie auto WB, na dole po skorygowaniu w programie do obsługi RAW.

Jeśli nie automatyka, to co?

Współczesne aparaty wyposaża się zwykle w możliwość ustawień rezygnujących z automatyki balansu bieli. W prostych aparatach można wybrać rodzaj światła lub porę dnia. Bardziej zaawansowane systemy pozwalają na dokładniejsze określenie warunków poprzez podanie temperatury barwowej światła.

Przyjmuje się, że:
• światło żarowe to temperatura 3000 – 4100K
• światło jarzeniowe 4200 – 5100K
• światło słoneczne 5200 – 5300K
• światło lampy błyskowej 5400K
• światło dzienne (chmury) 5500-5900K
• światło dzienne (cień) 6000-8000K

Sporo aparatów zwłaszcza tych zaawansowanych umożliwia ustawienie balansu bieli na podstawie zdjęcia testowego. Fotografuje się wtedy element biały tak, aby wypełnił cały kadr i przez wybór w aparacie ustala się, że aparat ma przyjmować, że jest to właśnie kolor biały. Jeszcze lepsze rezultaty uzyskuje się, gdy próbką jest element szary – taki wzorzec koloru można kupić i wtedy mamy pewność, że jest to ściśle określony kolor szary (powstały jako procentowy udział koloru czarnego) i że nie powstał z wymieszania farb kolorowych widzianych jako szary.

Na co komu RAW?

Wiele aparatów pozwala na wykonywanie zdjęć w formacie RAW. Taki plik zapisuje do pliku informacje o składowych RGB światła jakie dotarło do matrycy bez jakichkolwiek korekt. Pliki są większe niż standardowe, ale zawierają pełną informację o fotografowanej scenie.
Posiadając plik RAW można dokonać korekt balansu bieli bezstratnie przy pomocy programów graficznych typu Lightroom lub Camera Raw. Wymaga to jednak poświęcenia czasu na dokonanie poprawek i zapisanie plików, ale efekt jest tego wart. Trzeba też wiedzieć, że zwykła przeglądarka zdjęć w Windows nie widzi plików RAW. Zwykle do aparatów, w których jest możliwość zapisywania plików RAW, jest dołączony program do ich przeglądania, korygowania i zapisywania w formatach typowych dla zdjęć. 
Wiele aparatów umożliwia zapisywanie wykonywanych zdjęć w dwóch formatach – JPG i RAW. To wygodne, bo wybrane zdjęcia – te, które chcemy, aby były jak najlepsze – możemy skorygować bezpośrednio w wersji RAW.

bb2.jpg

Zdjęcie robione przy świetle żarowym ma wyraźnie żółtą kolorystykę. Na dole ta sama scena sfotografowana po kalibracji wzorcem bieli.

Fotografujemy kamień

Przy okazji omawiania balansu bieli w fotografii warto powiedzieć parę słów o fotografowaniu kamienia, co bywa duży problem. Przekonuje się o tym wiele osób chcących przygotować katalog posiadanych kamieni. Na pewno nie sprawdzi się jakakolwiek automatyka, a efekt kolorystyczy bardzo często jest bardzo odległy od rzeczywistej barwy kamienia.

Do profesjonalnej fotografii używa się tzw. namiotu bezcieniowego, czyli rodzaju pudła bez ostrych kątów i bez widocznych linii łączenia ścian, w neutralnym kolorze oraz z odpowiednio ustawionym oświetleniem. Jednak nawet próbka fotografowana w tym namiocie i korekcja kolorystyki zdjęcia nie da bezwarunkowo dobrych rezultatów. Wydrukowane zdjęcie – oczywiście wydruk typu „proof”* – nie będzie się różniło od próbki, ale tylko w tym samym namiocie bezcieniowym. Zestaw „próbka i wydruk” oglądane w świetle dziennym (czyli w zmienionych warunkach oświetleniowych) już będą się wyraźnie różniły – nie mówiąc o różnicach widocznych pr zy oglądaniu w pomieszczeniu oświetlonym, np. świetlówkami, które, jak wspomniałem na początku, mają światło lekko niebieskawe.

Żeby jednak kolorystyka kamienia na zdjęciu była taka choćby zbliżona do oryginału, trzeba korzystać z wzorca bieli. Jeśli nie posiadamy profesjonalnego wzorca, to można wykorzystać białą kartkę papieru. Kartkę kładziemy na brzegu fotografowanej próbki i wykonujemy zdjęcie. Następnie w programie graficznym tak obrabiamy zdjęcie, aby kartka na zdjęciu była biała – zwykle programy mają odpowiednie funkcje do takich zadań. Po takim zabiegu kolorystyka całego zdjęcia ulega zdecydowanej poprawie, a kolor kamienia jest bliski rzeczywistości. Później kadrujemy obraz tak, aby nie było na nim tej białej kartki.

bb4.jpg

Fotografia faktury kamienia. Z braku wzorca bieli posłużyłem się dowolnym białym przedmiotem i w programie skorygowałem kolorystykę według założenia, że przedmiot jest biały (dolne zdjęcie).

Sztuczki

Z doświadczenia wiem, że dobre rezultaty w przygotowywaniu obrazów koloru i faktury kamienia daje skanowanie. Takie rozwiązanie jest dość proste w realizacji i nie wymaga przygotowań, które są niezbędne w czasie wykonywania zdjęć kamienia. Jedynym kłopotem może być wielkość próbki. Najpopularniejsze skanery mają wymiar A4 – czyli w przybliżeniu 21 x 30 cm – i takiej wielkości próbka wypolerowanego kamienia będzie potrzebna.
Warto jednak przetestować tę metodę, by mieć własne zdanie na temat dylematu „fotografować czy skanować?”.

bb3.jpg

Wzorzec balansu bieli (18% czerni) – idealny do kalibrowania zdjęć przed ich wykonaniem lub po wykonaniu w formacie RAW do obróbki w programie.

przeczytaj cały artykuł

Czekając na Ghandiego

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: środa, 26 sierpnia 2015 07:38

Opowieść   zasłyszana   od   dobrego   znajomego na ostatnim spotkaniu: klient, u którego pracuje, odkrył, że  architekt,   który  zaprojektował   wszystkie   wnętrza, postanowił  dodać  sobie  300%  do  wartości  kamienia. Z innymi elementami wykończeniowymi było podobnie... Niedawno  – jak  bumerang  – po  raz  sto  pięćdziesiąty pojawił się na jednej z budów człowiek, który oszukał pół Warszawy i okolic oraz doprowadził do zamknięcia dwóch firm.  Krąży  również  plotka,  że  doprowadził   jednego ze  swoich  kontrahentów  do  samobójstwa.  Oczywiście, udało mu się „złapać” kolejny kontrakt.

Good friends we have, good friends we've lost, along the way

Większości z nas zdarzyło się potknąć – te kilka osób, którym się to nie przytrafiło, to zapewne chodzące ideały. Klient mógł być regularnym wariatem, hurtownia zawaliła, zawalił dostawca kotew bądź ktokolwiek inny z nami na czele. Jak to mawiają anglojęzyczni: „sh*t happens”. Ktoś mógł się przez nas poczuć oszukany. Przypadek przypadkiem. Gorzej kiedy jest to w pełni świadome i to ze wszech stron otaczające nas „przewalanie”, które wejdzie w krew i stanie się sposobem na zarabianie pieniędzy. Najgorzej zaś, gdy taki
„kolega” z branży stanie na naszej drodze i zdarzy nam się z nim zrobić biznes życia.

W pewien sposób jest to fascynujące

...jak tego właśnie typu ludzie radzą sobie w naszej budowlanej rzeczywistości. Pierwsza robota zrobiona jako tako, później druga, w trzeciej też coś nie zagrało, a przy okazji czwartej po wzięciu zaliczki, przytrafiło mu się zniknąć. Mija rok, może troszkę więcej, człowiek pojawia się pod nowym szyldem, często z nowym wspólnikiem (bądź też szefem) i historia się powtarza.
Tyle, że tym razem w pokonanym polu pozostaje z klientem (finalnym, bądź też jakimś generalnym wykonawcą) człowiek, który robił z naszą gwiazdą interes życia. A potem kolejna budowa i kolejny szefowspólnik. I tak
„ad infinitum, ad absurdum...”

Transakcja typu „win – win”

Choć nazwa wydaje się podejrzana, istnieje coś takiego! Najkrócej i najłatwiej opisać możemy ją jako transakcję, z której wszyscy wychodzimy szczęśliwi i usatysfakcjonowani. Jest to pojęcie zupełnie obce istocie przywoływanej przeze mnie powyżej. W jego działaniach zwycięzca może być tylko jeden.

Przetarg państwowy

Wartość prac – według większości, która złożyła oferty – około 1,5 miliona złotych. Jeden szaleniec daje cenę sześćset tysięcy złotych. Robota niemożliwa do zrealizowania, koszty są większe. Pal diabli, jak się pomylił. Wtedy po prostu kolejna istota nie radząca sobie z liczeniem wróci na łono ludzi bez kasy i pracy. Często jednak cena taka jest dawana świadomie, a wygrywa kontrakt krętacz, który w punkcie wyjścia zakłada: nie zapłacę dostawcy, firmie od rusztowań, ludziom etc. Albo wszystkim.

Do jednego razu sztuka

Przekręt powinien być sztuką do jednego razu, nie trzech. Po tej przysłowiowej próbie, nakarmienia się przy pomocy chochli, powinny zarówno wystąpić objawy przejedzenia (z wymiotami włącznie), jak i odstawienie od stołu na lat kilkanaście (w sytuacji idealnej – na zawsze). Miejmy nadzieję , że przyjdzie taki czas, gdy problemy będą się przytrafiać, a nie będą stałym elementem firmowej egzystencji. Niestety, dopóki rządzić będzie tylko cena, a szeroko rozumiani klienci przystawać będą na ceny z założenia nierealne – jak w przytoczonym przeze mnie przykładzie – o zmiany będzie ciężko.

„Bądź zmianą, której pragniesz w świecie”

Na początek trzeba będzie pewnie zacząć od siebie i próbować podążać za wyżej powołanymi słowami Mahatmy Ghandiego. Może , jak wsłuchamy się w nie wszyscy i zaczniemy tępić pewne postępowania, coś z tego wyjdzie.

Wracając do fascynacji

Jak wspomniałem, fascynuje mnie w pewien sposób to jak ci „biznesmeni” radzą sobie w naszym budowlanym świecie. Ale jeszcze bardziej fascynuje mnie fakt, że nikt im nigdy, tak po prostu, odruchowo, zwyczajnie i po ludzku nie dał w mordę.
Choć z tego Ghandi zapewne nie byłby dumny...

przeczytaj cały artykuł

Na czterech łapach

Autor: Chivas   |   Data publikacji: środa, 26 sierpnia 2015 07:28

chivas1

Nazywam się Chivas, a dokładnie Chivas Make Me Strong. Jestem psem rasy Bearded Collie i od dzieciństwa w moim życiu obecne jest kamieniarstwo. To za sprawą mojego Pana, pana Darka, który całymi dniami siedzi przed komputerem lub rozmawia przez telefon. Leżę obok i patrzę na obrazki w komputerze. Zwykle to jakieś budynki, nagrobki lub kolorowe wzorki. Te ostatnie, jak się połapałem, to zdjęcia kamieni – nawet ładne niektóre.

Jak dla mnie kamienie są ciekawe, zwłaszcza teraz, kiedy są upały. Można na takim poleżeć – i chociaż twardo, to chłodzi przyjemnie. Dla Pana to coś więcej, bo strasznie się ekscytuje jak dostanie od kogoś zdjęcie jakiegoś nowego kamienia. Ostatnio mówił, że jakoś mniej tych zdjęć dostaje. Podobno firmy boją się ryzykować importu nowości – wolą tylko sprawdzone kamienie, które wszyscy już znają.
Po mojemu to źle myślą. Jak ja nauczyłem się podawać łapę, to miałem większe od kumpli powodzenie na podwórku. Więcej ludzi chciało mnie głaskać, a jeden nawet dał mi kawałek kiełbasy. Może gdyby ktoś miał nowości, to też dostałby jakiś kawałek kiełbasy?

Niektórzy związani z branżą kamieniarską mieli mnie okazję poznać – byłem z Panem na Dniach Granitu Strzegomskiego. Było fajnie, bo sporo ludzi chciało mnie głaskać, a ja to lubię. Były jakieś biegi – nawet też chciałem pobiec, ale podobno nie wolno. Spacerowałem z Panem i trochę dziwiło mnie, że Pan mówił, że Strzegom to stolica kamieniarstwa, a przecież tych namiotów z kamieniami nie było zbyt dużo. Za to taki jeden – gdzie pachniało kiełbasą – był oblężony. To pewnie ci, co przyszli zobaczyć kamienie, ale – jak ja – obeszli wszystko szybko i – tak, jak mnie – węch zaprowadził pod ten namiot. Zresztą namiotów bez kamieni było więcej – może to stolica nie kamieniarstwa, tylko kiełbasy? Jeśli tak, to chcę być na każdym święcie granitu.

Dla mnie cała ta sprawa kamieniarstwa ma też inny wymiar. Chodzę na spacery po mieście i widzę, chyba lepiej od ludzi, jak ułożona jest kostka. Niestety równo to nie jest – zaczepiam łapami i już nie raz złamałem pazur. A chyba można lepiej, bo czasem taki plac wyłożony granitową kostką aż zaprasza do pobiegania.

W Strzegomiu poznałem jedną fajną suczkę,owczarzycę. Powiedziała, że pracuje w zakładzie kamieniarskim – pilnuje zakładu. Narzekała, że strasznie dużo kurzu wylatuje z hali. Ale pracownicy nie mają ochrony i pracują, to nie łudzi się, żeby jej mogło być lepiej. Poza tym narzekała na bałagan i śmiała się, że mi krzywa kostka brukowa przeszkadza. U niej w pracy wszędzie złom i gruz. Opowiadała, że w zeszłym miesiącu ktoś się chciał włamać i jak go goniła, to skręciła łapę na połamanym slabie, który leżał na środku placu.

Ja też z Panem niedawno byłem w takim zakładzie. Mnie gospodarz dał michę z wodą, ale widziałem, że pracownicy misek z wodą nie mieli. Nawet jeden poszedł do sklepu, żeby kupić. Reszta, zamiast pracować, stała tam gdzie ja – w cieniu hali – i coś głośno mówiła na szefa. Chyba brzydko. Ja osobiście nie gryzę – ale tym ludziom niewiele brakuje.
W zakładzie poza pracownikami byli klienci. To też ciekawe – chodzili po placu i oglądali kamienie. W końcu stwierdzili, że wszystkie brudne i nie można zobaczyć jak wyglądają naprawdę. Pojechali więc gdzie indziej.

Jak znowu uda mi się dorwać do komputera to założę sobie konto na Facebooku. Podpatrywałem – wygląda ciekawie. Można się sporo dowiedzieć, a – jak mówi Pan – nie wszyscy doceniają taką komunikację. Jak poszczekam na podwórku, to usłyszy mnie tylko paru znajomych – jak na Facebooku pokażę nową sztuczkę, to polubi mnie kilka tysięcy osób. Może ktoś wyśle mi jakiś smakołyk?

Kamieniarzy zapraszam na profil facebookowy Kuriera Kamieniarskiego – to moi znajomi i bardzo życzliwi goście. Obiecali, że jak tylko założę swój profil, to oni go podlinkują. Nie wiem, co to znaczy, ale chyba chodziło im o to, że zrobią dla mnie taką specjalną smycz, na końcu której ja będę.

chivas2.jpg 

Ja na rynku w Strzegomiu :)

 

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: środa, 26 sierpnia 2015 07:21

dt1.jpg

Tym razem Berlin. Przez lata odbudowywany. Na każdym kroku duże inwestycje z niebagatelnym udziałem kamieniarstwa. W tym bardzo dużo prac wykonanych przez polskie firmy kamieniarskie.
W ostatnim czasie, niestety, zaczęły dochodzić wiadomości, że jakość wyrobów z Polski jest zła. Wskazywane są konkretne obiekty. Jak ten na zdjęciach: Dworzec Główny DB w Berlinie – jakby nie patrzeć, dość reprezentacyjne miejsce.

Do zabudowania były elementy blokowe – stosunkowo prosta robota, wystarczyłoby tylko trochę staranności i kultury kamieniarskiej. Ale chyba ktoś zapomniał, że granit nie jest odporny na wykruszenia i wymaga dbałości o krawędzie. A jeżeli już dojdzie do jakiegoś nieszczęśliwego przypadku, to klejenie winno odbyć się z takim skutkiem, by było „prawie” niezauważalne.

Wydawać by się też mogło, że wycięcie elementu do kąta prostego jest najzwyklejszą czynnością kamieniarską. Że trudniej jest przyciąć element o płaszczyznach ustawionych pod innym, niż 90 stopni, kątem. Zdjęcia jednak temu przeczą. Można zastanawiać się, czy to znowu dotrzymanie kryterium najniższej ceny odbyło się kosztem jakości, czy jakość nie nadążyła za ceną.

I znowu straciła cała branża kamieniarska, bo na dobrą opinię pracuje się latami, a złą zyskuje w jednej chwili. A pytanie „dlaczego tak?” samo pcha się na usta.

dt2.jpg

przeczytaj cały artykuł

Znajomość norm to nie wszystko

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: środa, 26 sierpnia 2015 07:00

Dostęp do norm i umiejętność ich czytania to nie wszystko
– równie ważne jest doświadczenie i znajomość badanego materiału.

norm.jpg

W poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego pisałem o pewnym błędzie, który się wkradł do polskiego wydania normy związanej z wykonywaniem badania wytrzymałości na zginanie. Życie napisało ciąg dalszy tej historii.
Zupełnym przypadkiem od momentu ukazania się poprzedniego numeru Kuriera zgłosiło się do mnie niezależnie dwóch przedsiębiorców z podobnym problemem: ich wyroby, po ułożeniu, uległy zniszczeniu. Jest jeszcze jeden punkt łączący te dwie sprawy – w obu przypadkach inwestor poprosił o sprawdzenie wytrzymałości na zginanie kontrowersyjnego wyrobu w laboratorium posiadającym maszynę wytrzymałościową.

Jeżeli na budowie coś ulegnie zniszczeniu, to oczywiście trzeba znaleźć winnego. Najłatwiej winę złożyć na barki ostatniego ogniwa – producenta wyrobu. Pierwszym krokiem do znalezienia „haka” na kamieniarza będzie oczywiście zbadanie właściwości kamienia. Ze względu na rodzaj wyrobu postanowiono sprawdzić wytrzymałość na zginanie i porównać jej wartość z zadeklarowaną przez producenta. Obydwa przypadki są bliźniaczo podobne i bardzo ciekawe. Zobaczmy jak wyglądało badanie i do czego doprowadziło.

Badanie wyrobu zlecono w laboratorium posiadającym odpowiedni sprzęt, ale z kamieniem naturalnym miało niewiele do czynienia. Laborant zakupił najnowsze wydanie normy: EN 12372 „Metody badań kamienia naturalnego – Oznaczanie wytrzymałości na zginanie pod działaniem siły skupionej”, uruchomił maszynę do badań wytrzymałościowych i przystapił do wykonania badania. Przypomnijmy, że w wymienionym wydaniu norm został podany wzór do obliczenia wartości tej właściwości, który prezentuje się następująco:

norm1.jpg

Z kolei w normie oryginalnej widnieje inny wzór:

norm2.jpg

Laborant oczywiście pomyłki w normie nie był w stanie zauważyć, gdyż była to dla niego prawdopodobnie całkowicie nowa dziedzina. W trakcie badania postępował zgodnie z wytycznymi – niestety błędnymi. Oczom inwestora się ukazała tabela z pomiarami i wynikami badań granitu.

norm3.jpg

Laboranta nie zdziwiły tak niskie wyniki badania dla granitu strzegomskiego, gdyż prawdopodobnie nigdy z tym materiałem nie pracował. Dla inwestora natomiast niski wynik badania był na rękę – dostał do ręki miażdżący argument w negocjacjach z dostawcą wyrobu.
Przeliczmy jednak powyższe dane zgodnie z prawidłowym wzorem, który znajduje się w oryginalnym wydaniu normy.

Tabela będzie wyglądała następująco:

norm4.jpg

Uzyskany w tym badaniu poziom wytrzymałości na zginanie jest zadowalający dla granitu do większości zastosowań. Niestety, laborant wykonujący badanie najwyraźniej pracował pierwszy raz z kamieniem naturalnym i nie zaskoczyły go tak niskie wyniki obliczeń. Na szczęście udało się znaleźć przyczynę wystąpienia tak zaskakująco niskiego wyniku badania i obie sprawy miały pozytywny finał dla naszych kamieniarzy.
Obecnie w Polskim Komitecie Normalizacyjnym trwają prace nad naprawieniem tej sytuacji. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zostanie opublikowana stosowna poprawka do polskiej wersji tej normy.

 

 

#michalfirlej

przeczytaj cały artykuł
Strona 194 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Sprzedam automat polerski
2026-08-18 10:16:19
Sprzedam tanio automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.