To, że rynek kamieniarski jest mocno zróżnicowany w poszczególnych krajach, nie trzeba nikomu udowadniać. Na różnice w zachowaniach konsumentów oddziałuje wiele czynników, od statusu ekonomicznego kraju, po same nawyki i przyzwyczajenia klientów.

Na kształt rynku kamieniarskiego w Wielkiej Brytanii spory wpływ ma polityka gospodarcza państwa. Rząd obniża stopy procentowe, bez- robocie spada (w połowie 2014 roku odnotowano najniższy procent bezrobocia od pięciu lat), a progres ekonomiczny kraju skutecznie zachęca do inwestycji budowlanych oraz do zakupu własnego lokum. Według informacji podanych przez BBC początek zeszłego roku sektor budowlany przywitał największym od sześciu lat wzrostem. Ruch w tej branży oczywiście bezpośrednio przekłada się na progres na rynku kamieniarskim, który z kolei po drastycznych spadkach z 2008 roku odnotował wzrost wartości importowanego kamienia. Równie dobrze mają się producenci maszyn i urządzeń do obróbki oraz wykańczania kamienia – wzrost zapotrzebowania klientów i zmieniające się upodobania motywują inwestycje kamieniarzy w sprzęt. Według Stéphane Couteaud, managera sprzedaży francuskiego Thibaut, to, co obecnie dzieje się w UK i Irlandii pozwala na bardzo optymistyczne prognozy – specjaliści przewidują na najbliższe lata stały progres w tej branży.
Tyle na temat obecnej kondycji i prognoz dla samego rynku w Anglii. A jak on wygląda od środka? O ile same materiały są importowane – podobnie jak do Polski – najchętniej z Indii i Chin, tak przeznaczenie materiału jest już zupełnie inne. Polskiemu klientowi słowa „granit” i „zakład kamieniarski” przywodzą na myśl pracownie z nagrobkami i z wykańczaniem wnętrz. I właściwie na te dwa subrynki można podzielić polską branżę. Tymczasem przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii wiąże je przede wszystkim z produkcją blatów kuchennych, łazienkowych, parapetami i obudowami do kominków, a dopiero na samym końcu z nagrobkami. Stąd też tamtejsze zakłady kamieniarskie specjalizują się przede wszystkim w realizacji zamówień na potrzeby budownictwa i wykańczania wnętrz. Jest to naturalna postać rzeczy, wynikająca z odpowiedzi na potrzeby klientów – zapytania o płyty nagrobkowe czy grobowce z kamienia brytyjskie zakłady otrzymują bardzo rzadko.
Brytyjski klient jest dość specyficzny. Planując inwestycję w nową kuchnię czy remont domu, poszukiwania materiałów i usługodawców rozpoczyna w internecie. Nawet, gdy zdecyduje się na firmę z polecenia innego zadowolonego klienta, to z pewnością najpierw sprawdzi ofertę tejże firmy w sieci, zanim postanowi zwrócić się do niej z zapytaniem. Rządzi zasada: albo jesteś w internecie albo nie ma cię wcale. Nikt nie zaufa firmie, która nie posiada własnej strony internetowej, gdyż jest ona automatycznie traktowana jako mało wiarygodna. Klienci chcą sprawdzić, co znajduje się w jej ofercie, przejrzeć wykonane realizacje i porównać oferty cenowe, by upewnić się, że warto skorzystać z jej usług. Dlatego też właściciele zakładów kamieniarskich przywiązują ogromną wagę do tego, jak prezentuje się ich firma w internecie. Wystarczy przejrzeć kilka stron tamtejszych zakładów, by zobaczyć, jak wiele wysiłku wkładają w to, by przyciągnąć klientów. Na przykład strony firm PolGranite czy Diapol. Co więcej, firmy kamie- niarskie funkcjonujące w Polsce również zaczynają dostrzegać, jaki potencjał marketingowy tkwi w internecie. Można wyraźnie zaobserwować tendencję przenoszenia niektórych rozwiązań z rynku brytyjskiego na polski (np. polski www.polishgranite.pl, który notabene jest filią angielskiego PolGranite).
Trzeba jeszcze dodać, że zakłady kamie- niarskie znaczącą liczbę klientów pozyskują dzięki współpracy z salonami kuchennymi. Część konsumentów decyduje się na wykonawcę blatu zasugerowanego przez salon, jednak większość i tak porówna w domu ceny konkurentów. Brytyjczycy są świadomymi klientami i wiedzą czego chcą, nie trzeba im wyjaśniać dlaczego kamień kosztuje więcej od laminatu. Natomiast z pew- nością zapytają, dlaczego ten sam kamień jest droższy lub tańszy u innego kamieniarza.
Gusta Wyspiarzy są mocno zachowawcze. Największą popularnością cieszą się tutaj czarne blaty. Z prostej przyczyny – pasują do wszystkiego.
Przeciętny Brytyjczyk doskonale wie, że blaty z kamienia są inwestycją na długie lata. Prędzej będzie skory do dokonania zmian w kuchni w postaci wymiany szafek, podłogi czy pomalowania ścian na nowy kolor niż wymiany blatu. Ponadto blat w neutralnym odcieniu nie odstraszy potencjalnego kupca przy sprzedaży domu. Bardzo rzadko klienci decydują się na ekstra- waganckie kolory. Nikogo tutaj też nie dziwi fakt, że ktoś wydaje na sam blat dwa razy więcej pieniędzy, niż na meble.
Drugie miejsce w rankingu zastosowania kamienia, zaraz po kuchniach, zajmują parapety oraz obudowy do kominków. Wszystkie domy budowane do lat sześćdziesiątych XX w. w Wielkiej Brytanii były wyposażone w kominki lub kozy do ogrzewania. Kamieniem wykładano kominki oraz fragment podłogi pod piecykiem. Sporym zainteresowaniem cieszą się także fragmenty płyt na blaty stolików, czy mniejsze blaty w łazienkach.
Warto podkreślić, że w Anglii rynek zbytu na tego rodzaju produkty jest o wiele większy niż w Polsce. Dla statystycznego Polaka – zarabiającego średnią pensję – zakup blatu do kuchni wykonanego z kamienia, to duży wydatek. Stąd często kamień przegrywa z tańszymi odpowied- nikami. Tymczasem dla przeciętnego brytyjskiego przedstawiciela klasy średniej zakup takiego blatu nie jest już tak dużym wydatkiem. Siła nabywcza rynku jest większa, niż w Polsce, ale także mamy tu do czynienia z o wiele większa konkurencją.
Kamieniarstwo w Wielkiej Brytanii to branża z dużymi tradycjami, której patronuje niezależna Federacja Kamienia (Stone Federation GB). Jej głównym założeniem jest promowanie najwyższych standardów w branży. Od siedemnastu lat przyznają nagrody dla najlepszych i najciekawszych projektów z kamienia (The Natural Stone Awards), a także organizują konkursy umiejętności kamieniarskich oraz przyznają wyróżnienia za całokształt pracy.
Świat kamieniarzy w Wielkiej Brytanii pod niektórymi względami jest inny od polskiej rzeczywistości – mamy do czynienia z innym klientem i ze zdecydowanie większym rynkiem nastawionym głównie na import. Natomiast sam proces produkcji oraz stosowane rozwiązania technologiczne tamtejszych specjalistów są takie same jak w Polsce.
W październikowym wydaniu Kuriera Kamieniarskiego anonsowaliśmy pojawienie się na rynku nowego materiału Platinum TD. Dla przypomnienia: nowy materiał to według światowej nomenklatury granit chociaż według norm europejskich to anortozyt. Podstawowym składnikiem są plagioklazy zasadowe podobnie jak powszechna na rynku Impala – którą jednak zalicza się do skały typu Gabro.
Nowy materiał, oferowany przez firmę M+Q, już znalazł nabywców. Byliśmy ciekawi jak oni ocenili zakup po pierwszych próbach obróbki i pierwszej prezentacji klientom.

Szef zakładu kamieniarskiego z centralnej Polski:
Platinum kupiłem bardzo niedawno. Dałem się przekonać dystrybutorowi w Polsce. Obecnie przygotowuję pierwsze nagrobki, będą na „wy- stawkę”. Wygląda na to że powinien mieć powodze- nie wśród tych klientów, którzy poszukują nagrobka ciemnego, czarnego. Cena niższa od Impali daje Platinum szansę powodzenia na rynku.
Pytałem pracownika, który ciął i robił boczki. Mówił, że materiał obrabia się bardzo dobrze i zachowuje się w obróbce podobnie do Impali.
Szef zakładu kamieniarskiego z Wielkopolski:
Pociąłem go już na dwa nagrobki. Jeśli chodzi o cięcie to jest bardzo podobny do Impali. Podobnie jest z polerowaniem boczków. Na pewno jest twardszy od Blue Night, ale trochę łatwiejszy w obróbce od Impali. Jestem zadowolony z zakupu.
Klienci oglądający na placu nagrobki i poszukujący tych ciemniejszych zatrzymują się przy Platinum. Myślę, że to perspektywiczny materiał. Oczywiście pozostaje pytanie jak będzie się sprawdzał na cmentarzu po kilku latach, ale wszystko wskazuje na to, że będzie wszystko w porządku.
Szef zakładu z południowej Polski:
Szczerze, to nie byłem do końca przekonany do zakupu. Pewnie dlatego, że jestem dość zacho- wawczy. Najczęściej pracuję na Impali i przywykłem do tego materiału. Kilka razy próbowałem innych ciemnych materiałów, ale okazywało się, że stwarzają jakieś problemy.
Tym razem okazało się, że to był dobry zakup. Obróbka zupełnie bezproblemowa. Oglądałem też próbki w wersji szczotkowanej i myślę, że pewnie byłaby to dobra propozycja dla budowlanki. Robiłem już dla klientów czarne blaty – ale te materiały są dość drogie i klienci często rezygnowali ze względu na cenę. Tym razem mogę pokazać materiał bardzo ciemny i atrakcyjny w obróbce szczotkowanej, a przy tym w atrakcyjnej cenie – powinien znaleźć klientów – oby tylko podaż była stała i jakość na tym samym poziomie.
Szef zakładu z Pomorza:
Kupiłem, jeszcze nie obrabiałem. Ale im dłużej na niego patrzę tym bardziej jestem przekonany, że to był dobry zakup. Jak na razie, to tylko mogę powiedzieć, że konkurenci dostawcy Platinum, jak byli u mnie w zakładzie, oglądali się i dziwili, że taki ładny ciemny materiał może być w takiej cenie. Myślę, że znajdzie nabywców i to nie tylko w nagrobkach. Mam nadzieję, że spodoba się również klientom na blaty czy parapety. Czarny kolor jest elegancki więc sporo osób tak chciałoby wykończyć wnętrze.
Kontynuując, zaczęty w poprzednim Kurierze Kamieniarskim wątek „Znalezione w sieci”, dziś przedstawiamy twórcę, który nie pozwala przejść obojętnie obok swoich dzieł. Oto wyniki naszego błądzenia po niezgłębionych zasobach Internetu.

Niedawno natrafiliśmy na zdjęcie marmurowego popiersia zawoalowanej kobiety. Delikatność i nieprawdopodobny realizm oddania przezroczystej tkaniny zakrywającej twarz były poruszające.
Autorem rzeźby zatytułowanej „Popiersie zakrytej kobiety” (Puritas) jest Antonio Corradini – wenecki rzeźbiarz rokoko urodzony w 1668 roku we włoskim Ester. Twórczość rozpoczął już w wieku 14 -15 lat. Dużo podróżował. Początkowo sporo czasu spędził w Rosji rzeźbiąc osiemnaście popiersi i dwie statuetki w letnim ogrodzie cara Piotra Wielkiego w St. Petersburgu. Potem pracował w Niemczech. W połowie
1720 roku powrócił do rodzinnych Włoch. Jednak kolejne zlecenia przyszły z Cesarstwa Austriackiego, więc zamieszkał w Wiedniu. Po śmierci cesarza Karola VI w 1740 roku utracił zlecenia w Austrii i zamieszkał ponownie we Włoszech (Rzym i Wenecja). Ostatnia przeprowadzka artysty zaprowadziła go do Neapolu. Tam pracował nad rzeźbą w kaplicy Sansevero (Capella Sansevero de 'Sangri lub Pietatella ) w centrum Neapolu, na zlecenie Raimondo di Sangro. Niestety tutaj też zmarł w 1752 roku przed ukończeniem dzieła swojego życia.
Ciekawy był dalszy los tego zlecenia. Corradini zostawił wykonane szkice i model rzeźby „Chrystus jemeński pod całunem". Realizację rzeźby powierzono po śmierci Corradiniego innemu włoskiemu rzeźbiarzowi – Giuseppe Sanmartino. W końcowej realizacji zinterpretował materiały Corradiniego po swojemu. Pewnie dlatego to on jest podpisany jako autor dzieła. Ale nawet obecnie, patrząc na inne prace Corradiniego, trudno nie zauważyć poważnego wpływu artysty na końcową realizację.
W Neapolu poza pracą nad „Chrystusem jemeńskim pod całunem” stworzył „Zawoalowaną prawdę” (zwaną także Skromność lub Chastity) – niezwykły grób-pomnik poświęcony Cecilii Gaetani dell'Aquila d'Aragona, matce Raimondo de Sangro. Jak napisał Bruce Voucher – krytyk sztuki: „Nie jest to praca inspirowana chęcią prezentacji genialnej techniki rzeźbienia. Twarz osłonięta przez najcieńsze welony tworzy intrygujące, ale ironiczne napięcie, być może trochę nie pasujące do pomnika w kaplicy grobowej, ale takie, które ma zmusić umysł do głębszych przemyśleń i wspomnień.”
Zresztą oceńcie sami. Więcej prac Corradiniego zaprezentujemy na naszym fanpage’u: www.facebook.com/KurierKamieniarski.

Na polskim rynku od kilku lat coraz bardziej popularne stają się specjalne zaprawy do fugowania kostki brukowej. Bazą jest specjalnie dobrana mieszanina frakcjonowanych piasków i różnego rodzaju spoiw – poczynając od cementu, poprzez żywice epoksydowe, aż po żywice poliuretanowe i polibutadienowe.
Po co używać do spoinowania bruku fugi związanej, skoro setki, tysiące lat do wypełniania szczelin miedzy kostkami używano piasku lub drobnego kruszywa łamanego?
Często słyszę, kostka granitowa jest wieczna. I to prawda – o ile pochodzi z właściwego złoża. Wieczna sama w sobie jako bryła np. 17/17 cm. Ale nawierzchnia z kostki granitowej nie jest już koniecznie wieczna. Ma ona dwie słabe strony: podbudowa i wypełnienie – fuga. Jeśli podbudowa nie zostanie właściwie wykonana skończy się to np. koleinami lub wysadzeniami spowodowanymi przez mróz. Niewłaściwe wypełnienie fug również doprowadzi do różnych uszkodzeń nawierzchni.
Najczęściej kostka jest zasypywana luźnym piaskiem lub żwirem. Prześledźmy jakie mogą być tego konsekwencje.

Luźny piasek jest wypłukiwany przez ulewne deszcze. Kiedy tworzą się kałuże, każdy przejazd samochodu przez kałużę wyrzuca spod kół wodę i kruszywo ze szczelin. Dotyczy to zarówno kostek ułożonych z szerokimi przerwami jak i ułożonych ciasno.

Po pewnym czasie któraś z kostek zacznie się ruszać – bez podparcia z boku i stale szarpana kołami pojazdów. Kruszywo z fug wsypuje się pod kostkę i wypycha ją do góry.
A potem jakieś auto mocniej skręci kołami i kostki nie ma. Zostaje dziura w bruku i kamień walający się po okolicy. Jak jednej kostki nie ma to reszta też szybko wyleci. To już nie jest bezpieczne. Pieszy może skręcić nogę, a luźna kostka „wystrzelona” spod koła samochodu może wyrządzić komuś krzywdę.

Co się stało jednak z kruszywem? Jest, ale nie tam, gdzie trzeba. Z koryta trafi do kanału deszczowego i będzie go zatykać.

Jeśli jednak kruszywo nie zostanie wypłukane przez wodę, to często widzimy jak przyroda próbuje odzyskać zabrane jej terytorium. Można oczywiście używać różnych środków chwastobójczych, albo wygrzebywać chwast po chwaście, ale idę o zakład, że żaden klient nie będzie chciał tego robić.

Jak zamieść taką nawier zchnię, by utrzymać czystość? Przecież zmiatarka uliczna najpierw wymiecie kruszywo z fug. W powstałe dziury powpadają śmieci i trudno je będzie wymieść. Szlachetna kostka straci swą szlachetność, a obraz ogólny już nie będzie zbyt reprezentacyjny.

Rozwiązaniem dla opisanych mankamentów nawierzchni z kostki naturalnej jest używanie specjalnych fug do bruku. Obok przykłady zastosowań.

W kolejnym artykule omówię szerzej rodzaje możliwych do zastosowania zapraw do fugowania bruku w zależności od rodzaju samej nawierzchni (kostka, płyty) oraz w zależności od rodzaju podbudowy (kruszywa, kruszywa stabilizowane, beton).
Czy tytułowe pytanie jest absurdalne, czy też nie? Okazuje się, że w przypadku kostki wykonywanej z płyt niekoniecznie powinniśmy się uśmiechać z politowaniem. Większość z nas jest przyzwyczajona do rozliczania dostaw kostki brukowej w tonach. W przypadku kostki wykonywanej z płyt łatwiej wyliczać koszty wykonania oraz cenę sprzedaży przyjmując jako jednostkę rozrachunkową metr kwadratowy. Okazuje się jednak, że możemy ten „metr” w różny sposób liczyć.
Ile jest kostek w metrze kostki?

Porozmawiajmy o jednostkach rozrachunkowych, czyli różnice miedzy metrem rzeczywistym a efektywnym.
Zobaczmy to na przykładzie kostki o wymiarze licowym 10 x 10 cm. Ile jest sztuk kostek w 1 metrze? Odpowiedzi mogą być różne: 100 lub 83. Różnica w liczbie sztuk bierze się z przyjęcia innego modelu podawania metrów.
Przy 100 sztukach w metrze kwadratowym liczona jest powierzchnia samej kostki, czyli 100 x 0,1 x 0,1 = 1 m². Sprzedawana jest rzeczywista ilość kostki. W tym przypadku pewien kłopot rodzi się w momencie, gdy klient ma plac do wybrukowania. Plac ten ma wymiar 10 x 10 m, czyli 100 m². Trafia on do producenta kostki i zamawia 100 m² (10.000 sztuk kostek). Na końcu zdziwiony klient staje przed swoją posesją, która jest równiutko wybrukowana, ale tuż obok spoczywają dwie pełne palety kostki. W momencie zamawiania zapomniano o istotnym elemencie – o fudze, a właściwie o tym, że fuga ma szerokości. Przy takim małym formacie centymetrowa fuga stanowi prawie 20% powierzchni. Może zatem lepiej przyjąć inną metodę liczenia metrów kostki?

Powyższa sytuacja kieruje nas do alternatywnej metody określania metrów – metrów opisujących pokr ycie powierzchni, czyli z uwzględnieniem fugi. Mówimy wtedy o metrze efektywnym. Oczywiście pozostaje tutaj kwestia przyjęcia rozmiaru fugi. Dla naszego przypadku przyjmijmy fugę centymetrową, czyli w jednym rzędzie metrowym zmieści się nam 9,1 sztuk kostki. Zatem dla pokrycia 1 m² będziemy potrzebowali 9,1 x 9,1 = 82,8 sztuk kostki, co w zaokrągleniu daje nam właśnie 83 sztuk.
Przy przyjęciu powyższego rozwiązania klient na wybrukowanie placu 10 x 10 m potrzebuje nie 10.000 sztuk kostek, a 8.300 sztuk kostek. Tyle kostek, przy fudze 10 mm, powinno wystarczyć do pokrycia całego placyku. Inwestor po zakończeniu prac nie pozostaje z nadliczbowym materiałem. Dodatkowym atutem będzie tu prostszy sposób oszacowania kosztów budowy w trakcie kalkulacji kosztorysowej.
Przyjęcie w trakcie sprzedaży jednostki rozrachunkowej uwzględniającej fugi moim zdaniem jest dobrym pomysłem. Istotne jednak jest, aby klient wiedział od samego początku, że będziemy z nim się rozliczali za pomocą metra efektywnego, a nie rzeczywistego. W innym wypadku może to doprowadzić do niepotrzebnego sporu.
#michalfirlej