Kupując samochód terenowy zakładamy, przynajmniej teoretycznie, że będziemy nim jeździli w terenie.
W tym celu nasz samochód musi spełniać kilka podstawowych warunków.
Zapraszam do lektury kolejnego odcinka mojego mini-poradnika: jak zacząć przygodę zwaną off road.
pierwszej części naszego cyklu, trzeba być przygotowanym na ubytki w lakierze oraz różnych wystających częściach pojazdu typu lusterka, relinngi czy anteny. Miałam okazję spotkać się z właścicielami pięknych, błyszczących autek, którzy po wjechaniu kilku metrów w wąską leśną dróżkę płakali jak dzieci widząc rysy na lakierze czy wgniecenia po nieoczekiwanym acz bezpośrednim kontakcie z drzewem. Także wnętrze samochodu ulega zniszczeniu podczas zabawy na bezdrożach. W bagażniku wozić musimy osprzęt, który może spowodować uszkodzenia powierzchni, a na pewno jej solidne zabrudzenie. Nie wyobrażam sobie bowiem nikogo, kto używszy np. saperki do wykopania się z błota, fatygowałby się do pobliskiego rowu, aby ją dokładnie wyszorować przed wrzuceniem do bagażnika. Również dywaniki kierowcy i pasażera po kilku wyprawach w teren, zwłaszcza przy deszczowej pogodzie, mogą nadawać się jedynie do wyrzucenia. To są fakty, z którymi, niestety, trzeba się pogodzić. Można też starać się ochronić samochód przed zabrudzeniami i uszkodzeniami. W sukurs przychodzą nam osiągnięcia techniczne. Aby zabezpieczyć karoserię przed błotem i zarysowaniami możemy wykorzystać jedno z dwóch rozwiązań: folia ochronna lub powłoka polimerowa. Pierwsze rozwiązanie jest zdecydowanie tańsze. Folia ochronna, bezbarwna, występuje w dwóch wariantach: – folia sztywna, do płaskich powierzchni, o grubości 0,07-0,10 mm, odporna na rozerwanie, którą możemy nabyć w cenie od 5 do 15 zł za m2, – folie wylewane, o grubości około 0,05 mm, które można kształtować na aucie, w cenie nawet do 100 zł za m2.
Folię pierwszego typu można nakleić samemu. Wymaga to wprawy i cierpliwości, ale da się zrobić. Brak wprawy w nakładaniu folii objawi się zapewne w pominięciu zabezpieczenia głębokich przetłoczeń (np. pod klamką). Dlatego szczerze namawiam do skorzystania z pomocy doświadczonego „wyklejacza”. Na pewno pozytywnie wpłynie to na końcowy efekt estetyczny. Drugi typ folii z założenia wymaga doświadczonej ręki oraz sprzętu do podgrzewania folii w trakcie aplikacji. Jednak atutem profesjonalnie naklejonej folii jest to, że jest ona praktycznie niewidoczna. W tym przypadku do ceny materiału należy dodać koszty robocizny osiągające od 30 do 120 zł za m2 powierzchni. Biorąc pod uwagę, że samochód terenowy to od 15 do 30 m2, wybrawszy folię wylewaną należy przygotować się na niemały wydatek. Ale ma to również swoje plusy. Folię można zadrukować. Więc zabezpieczenie folią staje się również nośnikiem informacji np. o nas lub o naszej firmie. Koszt jest niewiele większy, zaś nasz samochód zyskuje zupełnie nowe oblicze. Marki folii polecane przez specjalistów to m.in. Oracle, 3M, Mactac, Avery Dennison. D r u g i m ro z w i ą - z a n i e m s ą p o w ł o k i polimerowe. Speedliner. Ten amerykański wynalazek stosowany był m.in. w myśliwcach F-16. Taka powłoka jest trwała i doskonale z a b e z p i e c z a p r z e d u s z k o d z e n i a m i mechanicznymi, wilgocią, itp. Początkowo zabezpieczano nią skrzynie ładunkowe pickupów, ale coraz częściej wyko-rzystywana jest do ochrony karoserii. Często także wnętrza samochodów terenowych, zwłaszcza jeżdżących w klasie extreeme.
19 kolorów fabrycznych lub zamówić własny kolor. Są łatwe do utrzymania w czystości oraz trwałe. Niestety, powłoki polimerowe muszą być nanoszone przez specjalistyczne zakłady, co znacznie podwyższa koszt operacji. Obecnie cena pokry- cia 1 m2 wynosi ok. 500 zł (materiały i robocizna). Kolejnym warunkiem, który musi spełnić nasz samochód jest odpowiednie oprzyrządowanie. Nie mówimy tu na razie o żadnych fanaberiach przydatnych w jeździe ekstremalnej. Spójrzmy na absolutne minimum, które umożliwi nam wydostanie się z ewentualnych opresji po „wklejeniu”* w błotko, wpadnięciu do rowu czy zawieszeniu się na jakimś progu. Podstawą są zaczepy. Zaczepy powinny znaleźć się zarówno z przodu, jak i z tyłu samochodu, gdyż nigdy nie wiadomo skąd i w którym kierunku będziemy wyciągani. Najlepiej, aby do zaczepu przymocowana była do niego szekla o minimalnej wytrzymałości dwukrotnej masy naszego pojazdu. Koszt takiego zestawu – – 2 zaczepy plus 2 szekle – to od 300 do 500 zł. Kolejnym elementem naszego „niezbędnika” są 8-metrowe liny dynamiczne (kinetyki) lub zawiesia, czyli pasy będące wyposażeniem dźwigów, także 8 metrowe. Minimum jedna, najlepiej dwie sztuki.
Należy pamiętać, że jeśli posiadamy jedynie liny, zwłaszcza stalowe, których absolutnie nie wolno oplatać wokół drzewa, musimy zaopatrzyć się w pas o długości ok. 1,5-2 m, służący do zabezpieczania drzew przed uszkodzeniem w momencie, kiedy wyciągamy pojazd przypinając się do drzewa. Koszt liny / zawiesia to ok. 150-200 zł, pas zabezpieczający kolejne 50- 100 zł. Jeśli w czasie naszego szaleństwa po bezdrożach utkniemy w miejscu, z którego jest w stanie wyciągnąć nas inny samochód, a posiadamy wyżej wymieniany sprzęt, nie powinny pojawić się większe trudności. Jednak bywają sytuacje, a sama ich doświadczyłam, że nasz wóz „wklei” w miejscu, do którego nikt nie jest w stanie dojechać albo, co gorsza, samochód, który miał przybyć na ratunek, także utknie gdzieś w błocie. Wtedy z pomocą przychodzi sprzęt zwany wyciągarką.
Oczywiście najwygodniejsze są automatyczne, np. hydrauliczne. Jednak ich koszt to bardzo poważny wydatek oscylujący między 3 a 30 tys. zł. Tańsze są wyciągarki elektryczne, które kosztują już od ok. 250 zł. Jednak kupienie sprzętu godnego zaufania w takiej cenie jest mało prawdopodobne, zatem także trzeba liczyć się w wydaniem na taką wyciągarkę ok. 3-4 tys. zł. A jeśli chcemy ograniczyć koszty, na pierwsze wyprawy warto zaopatrzyć się przynajmniej w wyciągarkę ręczną – prostą w obsłudze i tanią (koszt od 70 do 1500 zł). Przyda się też zblocze, które pozwala podwoić siłę wyciągarki lub zmienić kierunek liny. Koszt to ok. 50-300 zł.
Ostatnim, aczkolwiek wcale nie najmniej ważnym czy przydatnym, elementem jest urządzenie zwane Hi-Lift*, czyli podnośnik o uniwersalnym zastosowaniu. Gabaryty aut terenowych wymagają podnośników większych niż standardowe lewarki. Dzięki high-liftowi można podnieść lub przesunąć w bok samochód zawieszony na progu, czy też utopiony w błocie. Koszt tego urządzenia wynosi od ok. 160 wzwyż, w zależności od parametrów (m.in. wysokość podnoszenia i obciążenie). W ten sposób niemal skompletowany został podstawowy osprzęt konieczny do poruszania się po bezdrożach, bez większych obaw, że utkniemy w środku jakiegoś lasu, „wklejeni” w miłym błotku leśnej ścieżynki. Brakuje jedynie (poza standardowym wyposażeniem każdego samochodu, czyli koła zapasowego, narzędzi, apteczki, latarki, itp.) pary wytrzymałych rękawic roboczych, wysokich butów, łopaty, saperki, siekierki, a także, zwłaszcza w zimie, czegoś ciepłego do przykrycia, ubrania na zmianę oraz napoi – gorących lub zimnych w zależności od preferencji lub aury. Aha, i telefonu komórkowego z wpisanymi w książkę adresową numerami do życzliwych osób, które, w razie potrzeby, przybędą z pomocą. Doświadczenie mówi, że najlepiej, aby osoby te były przypadkiem właścicielami... ciągnika.
Założycielem firmy Marmur-Płytki
Pińczowa jest Jan Łata – z wykształcenia krawiec z tytułem
mistrzowskim, potem taksówkarz, a także hodowca drobiu.
W 1989 roku wpadł na pomysł, że założy zakład
kamieniarski. Natchnieniem były pokłady kamieni pod
stopami i przedwojenne tradycje Pińczowskich Zakładów
Kamienia Budowlanego. Do kurnika wstawił pierwsze
maszyny zbudowane garażowymi sposobami: piłę f1200,
obcinarkę poprzeczną do płytek oraz polerkę przyścienną.
I tak to się zaczęło.
Od początku firma była nastawiona na dostarczanie produktów z lokalnego kamienia naturalnego dla sektora budowlanego. W ciągu kilku lat ruszył również handel materiałem z całej Polski, a zatrudnienie wzrosło do ok. 20 osób. Pierwsze poważne zlecenie pojawiło się w połowie lat 90- tych: dostawa kamienia do remontu budynku Poczty Głównej w Warszawie. Firma nabrała rozpędu. Pojawiły się „nowe” używane maszyny i nowa hala.
W 1994 roku Jacek, syn założyciela, skończył szkołę
średnią i rozpoczął pracę w zakładzie ojca, początkowo
przy maszynach, potem, po skończeniu studiów ekonomicznych,
coraz częściej przy sprzedaży i zaopatrzeniu.
– Do dziś pamiętam płytki wycinane na ówczesnej
docinarce poprzecznej – wspomina dzisiejszy szef.
Zapotrzebowanie na produkty firmy Marmur-Płytki
było ogromne. Około roku 2002 firma pracowała już na
trzy zmiany. Zakup polerki przelotowej, oprócz wzrostu
prędkości i dokładności pracy, stworzył nadmiar mocy
przerobowych i wytworzył potrzebę zakupu kolejnych pił.
W ostatnich latach firma wybudowała nową, prawie 500-
metrową halę i wymieniła na nowy cały park maszynowy.
Zakupiła również najnowocześniejszą w Polsce linię
polerską i otworzyła kopalnię wapienia pińczowskiego.
Jako źródło swojego sukcesu Jacek Łata podaje systematyczną
pracę, osobiste doglądanie zakładu i unikanie
inwestycji w krótkotrwałe mody.
– Od początku trwamy przy kamieniach polskich i „budowlance”.
To wdzięczny, ciepły materiał, o ugruntowanej
pozycji w budownictwie historycznym. Brakuje go na rynku,
bo większość kopalni świętokrzyskich jest nastawiona
na materiał przemysłowy, kruszywa. Jestem przekonany, że
wróci do łask budownictwa współczesnego jak tylko kopalnie
rozpoczną wydobycie bloków. I z takim właśnie pomysłem
planuję w niedalekiej przyszłości uruchomić drugą
kopalnię.
W opinii pana Jacka kamienie świętokrzyskie mają bardzo dobre własności – wystarczy dobrać odpowiedni materiał do odpowiedniego zastosowania – i są konkurencyjne dla materiałów importowanych.

Strzegom to nieduże miasto w województwie dolnośląskim, na trasie Wałbrzych-Legnica, znane w Polsce głównie z wydobycia i obróbki granitu. To miasto o bogatych tradycjach kamieniarskich oraz szerokiej ofercie usług i produktów tej branży. To w Strzegomiu właśnie istnieje jedyna w Polsce szkoła kształcąca w zawodzie górnictwo odkrywkowe.
W okolicach Strzegomia znajdują się liczne kopalnie odkrywkowe, kamieniołomy, w których wydobywa się szary granit. Pracownicy tych zakładów to często osoby z dużym doświadczeniem zawodowym. Niestety, doświadczenie rzadko zostaje w pełni wykorzystane. Przepisy prawa górniczego stanowią, że awans na stanowisko kierownicze może otrzymać tylko osoba posiadająca co najmniej wykształcenie średnie i tytuł technika górnika. Od lat dziewięćdziesiątych nie prowadzono w Polsce kształcenia w zawodzie górnictwo odkrywkowe i dziś pracodawcy branży kamieniarskiej odczuwają już tego skutki. Brakuje pracowników dozoru i kierownictwa ruchu posiadających wykształcenie średnie lub wyższe o specjalności technik lub inżynier górnictwa odkrywkowego. I to z myślą o zapełnieniu tej niszy w Zespole Szkół w Strzegomiu utworzono Technikum Uzupełniające po Zasadniczej Szkole Zawodowej z taką specjalnością. Jak duże jest zainteresowanie tym kierunkiem kształcenia świadczy fakt, że do pierwszej klasy zapisało się 70 słuchaczy, z których większość związana jest już zawodowo z branżą kamieniarską. Nauka w Technikum Uzupełniającym trwa 6 semestrów i odbywa się w trybie zaocznym (piątek-sobota). Kończy się maturą i egzaminem zawodowym.
Dzięki inicjatywie przedsiębiorców i zabiegom dyrekcji szkoły udało się również utworzyć technikum dzienne i w roku szkolnym 2010/2011 rozpocząć kształcenie pierwszego rocznika przyszłych techników. Do pierwszej klasy uczęszcza obecnie 30 absolwentów gimnazjum. Nauka w systemie dziennym potrwa 4 lata i zakończy się maturą oraz egzaminem zawodowym. Dlatego uczniowie mają zajęcia z przedmiotów ogólnokształcących oraz z przedmiotów zawodowych. Wśród przedmiotów zawodowych jest m.in.: geologia, miernictwo górnicze, technika strzelnicza, technologia eksploatacji, obróbki i przeróbki skał, podstawy budowy i eksploatacji maszyn i urządzeń, elektrotechnika i automatyka, przepisy prawne w górnictwie. To właśnie z tych przedmiotów odbywa się egzamin zawodowy, którego pozytywny wynik jest równoznaczny z nadaniem tytułu technika górnictwa odkrywkowego.
W trakcie nauki dla uczniów organizowane są liczne wycieczki zawodowe dzięki którym mogą poznać praktyczną stronę przyszłego zawodu. To m.in. spotkania z przedsiębiorcami – właścicielami zakładów kamieniarskich, wycieczki do okolicznych kamieniołomów, wyjazdy na targi branżowe (np. KAMIEŃ-STONE 2010 w Poznaniu), lekcje muzealne we wrocławskim Muzeum Geologicznym. To wszystko ma na celu zaszczepienie dumy zawodowej i pokazanie, że branża kamieniarska wciąż się rozwija. Że powstają nowe technologie i nowe maszyny do wydobycia i obróbki kamienia. A stereotyp kamieniarza bez wykształcenia odchodzi już w niepamięć.
W Zespole Szkół w Strzegomiu młodzież ma również możliwość nauki w 3-letniej zasadniczej szkole zawodowej na kierunku kamieniarz. A wychodząc naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom rynku, dyrekcja szkoły zaproponowała utworzenie dodatkowo Szkoły Policealnej kształcącej w zawodzie górnictwo odkrywkowe już w przyszłym roku szkolnym. To szkoła dla osób posiadających średnie wykształcenie, a chcących zdobyć lub zmienić zawód. Czas trwania nauki wynosi 4 semestry i kończy się tylko egzaminem zawodowym.
Zespół Szkół w Strzegomiu ul. Krótka 6 58-150 Strzegom Informacje sekretariat czynny: pn-pt 8.00-15.00 tel. (74) 649 48 70 fax (74) 649 48 71 www http://zs.strzegom.pl e-mail: zszstrzegom@wp.pl
Absolwenci technikum, wraz ze zdobyciem praktyki, będą mogli ubiegać się o uzyskanie świadectwa dozoru średniego-sztygara w Okręgowym Urzędzie Górniczym. Uzyskany awans zawodowy umożliwia samodzielne prowadzenie nadzoru w kopalniach odkrywkowych, a w przyszłości kierowania całym oddziałem.
Znak przeciwstawiający autentyk falsyfikatom, kopiom i imitacjom.
Znak, który jednoczy europejski przemysł kamieniarski
Znak KAMIEŃ NATURALNY - wspólnego logo dla europejskiego przemysłu kamienia naturalnego.
Zakłady kamieniarskie z całej Europy, w celu ułatwienia klientom identyfikacji autentycznych wyrobów z kamienia naturalnego, wprowadziły jednolite logo dla swoich produktów. Działanie to podyktowane było z jednej strony chęcią podkreślenia naturalnego pochodzenia oferowanych produktów, z drugiej, odcięcia się od substytutów wykorzystujących podobieństwo w wyglądzie bądź przywłaszczających sobie nazwy zaczerpnięte z tradycyjnych wyrobów kamiennych.
O markę KAMIEŃ NATURALNY mogą się ubiegać przedsiębiorstwa produkujące, wydobywające lub handlujące wyrobami z kamienia naturalnego i które zwrócą się do Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej (polskiej organizacji zrzeszonej w EUROROC). Roczna opłata licencyjna wynosi 400 zł + VAT.
Celem znaku handlowego jest identyfikacja produktów z kamienia naturalnego – jako surowca naturalnego lub jako produktu finalnego zgodnie z definicją odpowiednich norm polskich i europejskich. Kamień naturalny opisuje norma EN 12670. Celem jest również podniesienie konkurencyjności i wizerunku produktu wykonanych z kamienia naturalnego.
Na terenie całej Europy znak ten wprowadziło już ponad 500 firm. W Polsce licencje na korzystanie ze znaku KAMIEŃ NATURALNY otrzymało już kilkanaście firm, m.in. Tempus Polska, Granex, Wrimar. Każdy produkt oferowany przez te firmy jest wykonany z naturalnych surowców, tj. bloków skalnych wydobywanych w kamieniołomach na całym świecie.
Wszystkie działania marketingowe nastawione są na informowanie klientów o tym fakcie. Ujednolicenie i wzmocnienie tej informacji jest realizowane poprzez ogólnoeuropejską akcję koordynowaną przez Europejską Federację Przemysłu Kamienia Naturalnego Eurorock. W Polsce wyłączne prawo sprzedaży licencji na używanie znaku KAMIEŃ NATURALNY posiada:
Związek Pracodawców Branży Kamieniarskiej
ul. Dąbrowskiego 14a/2
58-150 Strzegom
tel/fax: 74 855 12 28
poczta@zpbk.pl
www.zpbk.pl

Wiosną branża kamieniarska spotyka się tradycyjnie w Kielcach. I w tym roku było podobnie. Powodem oczywiście były XVI Międzynarodowe Targi Kamienia i Maszyn Kamieniarskich INTERKAMIEŃ.
Targi INTERKAMIEŃ w zasadzie wyglądały jak zawsze. Kilkudziesięciu wystawców, kawałek hali gdzieś za ekspozycjami targów budownictwa i tłum raczej przypadkowych gości.
Katalog targowy wymienia nieco ponad trzydziestu wystawców. Były to firmy głównie z okolic Kielc, ale i kilka firm zagranicznych, a także firm wchodzących na rynek i wracających na rynek. W tym samym czasie na terenach targowych odbywały się jeszcze trzy inne imprezy. Dlatego by dojść do stoisk kamieniarskich trzeba było przejść przez ekspozycję targów budowlanych. I to właśnie te targi prawdopodobnie zapewniły całemu zespołowi imprez największą frekwencję. Niestety, zwiedzający targi budowlane to specyficzni klienci – zwykle końcowi odbiorcy, czasem może i ciekawi nowinek, ale raczej poszukujący dostaw jednostkowych i najczęściej zadający pytania tylko budowlane.
Ogromnym plusem, w stosunku do poprzednich edycji, było natomiast zorganizowanie wystawy w taki sposób, że INTERKAMIEŃ tworzył własną przestrzeń skupioną wokół Areny Kamienia. Arena była strefą kulturalnodydaktyczną, w której zwiedzający mogli brać udział w tworzeniu rzeźby poprzez dołożenie „swojej cegiełki” i dotknąć eksponatów wystawy konkursu „Projektowanie w Kamieniu” (znanej z targów KAMIEŃ-STONE i Budma). Rzeźba, będąca interpretacją artystyczną projektowanego Centrum Kongresowego Targów Kielce autorstwa Lubosza Karwata, była w czasie targów obkładana kamieniem naturalnym i ma stanąć na rondzie na obwodnicy Kielc. Kolejnym urozmaiceniem wystawy była powiększająca się giełda minerałów. Dzięki tym zabiegom INTERKAMIEŃ był bardziej spójny przestrzennie i tematycznie oraz bardziej zauważalny na tle innych imprez. W trakcie targów odbyła się również konferencja „Kamień w budownictwie” oraz czat internetowy z ekspertem PIP specjalizującym się w kontrolowaniu przedsiębiorstw kamieniarskich. Jeszcze jednym powodem do odwiedzenia Kielc w tym czasie był Walny Zjazd członków Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej.