Artykuły

Plagiaty i dłużnicy: odsłona druga

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: czwartek, 01 marca 2012 22:58

04Plagiat (łac. plagium – kradzież) skopiowanie cudzej pracy/pomysłu (lub jej części) i przedstawienie pod własnym nazwiskiem, np. obrazu, grafiki, fotografii, odkrycia, piosenki, wiersza, wynalazku, pracy magisterskiej, pracy doktorskiej, publikacji naukowej. źródło: pl.wikipedia.org

UWAGA! Kurier Kamieniarski nie ma nic wspólnego z firmą CST. „Chiński magazyn kamieniarski” nie jest w żaden sposób powiązany z Kurierem Kamieniarskim.

Przed kilkoma laty, na targach KAMIEŃ jeszcze we Wrocławiu, do biura organizatora przyszedł wzburzony wystawca. Kilka stoisk dalej ktoś próbował sprzedawać narzędzia wykonane według jego autorskiego projektu. Co więcej: nawet nie wysilił się na zrobienie własnych ulotek, tylko rozdawał kserokopie pierwowzoru z nieudolnie wkomponowanymi w stopkę adresową własnymi danymi. Wtedy, przy udziale organizatorów, sprawa zakończyła się szybko i skutecznie. I był to przypadek, można powiedzieć, incydentalny w tamtym okresie.

Teraz problem ten zatacza coraz szersze kręgi. Ilu z nas spotkało się z kopiowaniem własnych pomysłów przez konkurencję? Ileż razy widzieliśmy tę samą maszynę, pomalowaną tylko na inny kolor i z inną nazwą, u różnych dostawców? Ileż razy widzieliśmy pomniki wykonane według naszych projektów w katalogach zagranicznych dostawców? Zwłaszcza dostawców z pewnego dużego azjatyckiego państwa.

05a

Jednak nim rok dobiegł końca w skrzynkach na listy naszych czytelników pojawił się znów ów magazyn. I to też jeszcze nie koniec. Na początku marca do skrzynek e-mail przyszło kolejne wydanie „Chińskiego magazynu kamieniarskiego” jako załącznik do wiadomości, w której treści napisano m.in.: „It is published by CST which belongs to the biggest and most authoritative Poland stone magazine Kurier Kamieniarski” (tłumaczenie na końcu artykułu). Zaprzeczam. Nie ma żadnych związków, ani zależności pomiędzy Kurierem Kamieniarskim a CST czy wspominanym magazynem.

Na stronach tego magazynu pojawiły się również adresy wielu polskich firm. Trudno zgadnąć skąd te adresy pochodzą ponieważ w Polsce chyba nie istnieje KOPALNIA PLASKOWCA, zwłaszcza w zestawieniu z nazwiskiem znanego polskiego kamieniarza. Zwyczajowo również imiona, nazwiska i nazwy miejscowości pisane są z dużej litery. Nie wydaje mi się także prawdopodobne, aby duży i znany dostawca sam dodał sobie w nazwie „Kolorowa Okładka”.

Ale i to nie koniec. Na jednej ze stron magazynu znajduje się reklama firmy CST z warszawskim adresem oraz adresem strony internetowej. Wchodząc na podaną stronę internetową znów déja vu. Układ strony jest kopią strony www.KurierKamieniarski.pl, a ikony użyte do nawigacji po serwisie są „żywcem zerżnięte” ze strony Kuriera. Projektant strony zagalopował się w kopiowaniu tak dalece, że nawet nie zauważył, że na swojej stronie dodał logo wydawcy Kuriera – firmy Geoservice-Christi. No chyba, że był to efekt zamierzony, mający uwiarygodnić firmę CST. I tym razem zapewniam, że ani Kurier Kamieniarski, ani Geoservice-Christi nie firmuje tego przedsięwzięcia.

Przestrzegam zatem przed działalnością takich firm. Zarówno zagranicznych, jak i zarejestrowanych w Polsce. A także przed działalnością naszych rodzimych przedsiębiorców świadczących usługi dla zagranicznych firm posuwających się do plagiatu lub podszywających się pod polskie marki. Prosimy o rozważne obdarzanie zaufaniem nowych kontrahentów oferujących usługi pod znanymi szyldami. A jeśli sądzą Państwo, że Was to nie dotyczy, to dodam, że układ niektórych reklam we wspominanym magazynie też wydał mi się znajomy...

* Tłumaczenie redakcyjne: It is published by CST which belongs to the biggest and most authoritative Poland stone magazine Kurier Kamieniarski – Jest on (Chiński magazyn kamieniarski – przyp. red.) wydawany przez CST, które należy do największego i najbardziej autorytatywnego polskiego magazynu kamieniarskiego Kurier Kamieniarski.

przeczytaj cały artykuł

Plagiaty i dłużnicy: odsłona pierwsza

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: czwartek, 01 marca 2012 22:57

04Dłużnicy to zmora każdego przedsiębiorcy. Niestety również i w naszej branży. Ileż to razy środki zamrożone w towarze dostarczonym niewypłacalnemu klientowi stanowiły o możliwościach naszej firmy? A raczej braku możliwości – na opłacenie własnych zobowiązań, na nową inwestycję, nowy zakup towaru, rozbudowę zakładu, zdolność kredytową...

Z redakcją Kuriera Kamieniarskiego skontaktował się przedsiębiorca z Dolnego Śląska. Opowiedział niepokojącą historię – wielowątkową i wielopłaszczyznową.

Historia opowiada o pewnym przedsiębiorcy z okolic Strzegomia. Nazwijmy go pan K. W wynajętym zakładzie, przez kilkanaście miesięcy od początku 2010 roku, pan K. świadczył usługi obróbcze. A że rok 2010 był łaskawy dla budowlanki można przypuszczać, że biznes kręcił się nie najgorzej. Potwierdzać by to mogła również wielkość zamówień na narzędzia i materiały eksploatacyjne – choćby tych składanych w firmie naszego rozmówcy. Jednak przez te kilkanaście miesięcy pan K. dał się poznać jako niezbyt rzetelny płatnik – za to niezły mówca. Na pytania o płatności potrafił przytoczyć mnóstwo powodów, dla który biznes idzie kiepsko, a płatności owszem będzie się starał realizować, ale w terminie późniejszym. Wierzycieli było coraz więcej, przybywało niezapłaconych faktur, zadłużenie rosło. W pewnym momencie firma pana K. zaprzestała działalności. Ponoć głównym powodem było wypowiedzenie umowy najmu zakładu – ponoć z jednego z wyżej wymienionych powodów.

Ale podstawowa umiejętność wyszukiwania w internecie wystarczy, by odkryć, że pan K. ma udziały również w innych spółkach lub pełni funkcje w zarządach albo radach nadzorczych innych spółek w okolicy. Spółek zajmujących się bardzo zbliżoną, żeby nie powiedzieć taką samą, pieniądze. Jednak odpowiedzi na pytania o zaległe płatności zmieniły się. Teraz pan K. twierdził, że długi tamtej spółki już go nie dotyczą, bo tamtą spółkę sprzedał.

Dlaczego o tym piszemy?
Branżę kamieniarską otacza opinia bardzo etycznej, a kamieniarz to człowiek wiarygodny, u którego „słowo cenniejsze od złota”. Dlatego chcemy się temu tematowi przyjrzeć dokładniej i do następnego numeru Kuriera zebrać więcej materiałów. Liczymy też na Państwa odzew. Po pierwsze: by nierzetelnym płatnikom nie żyło się łatwo. Po drugie: w przytoczonej historii istnieje prawdopodobieństwo, że szacowana łączna wielkość zakupów narzędzi mogłaby wystarczyć dla więcej niż jednej firmy, a to jest jeszcze mniej eleganckie. Po trzecie: choć w internecie aż roi się od ogłoszeń typu „zadłużoną spółkę kupię” nie zawsze sprzedaż spółki oznacza bezradność wierzycieli i bezkarność dłużnika – pisała o tym niegdyś Gazeta Wyborcza. Wystarczy na jej portalu wpisać w wyszukiwarkę „kupię spółkę z długami”.

Ten temat będzie kontynuowany w następnym numerze Kuriera .

przeczytaj cały artykuł

Jak zapłacić niższy podatek?

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 13 grudnia 2011 22:57

19Rozliczając pity za 2011 rok, możemy połączyć szczytny cel z korzyścią podatkową. Jak mamy to zrobić? Sposób jest prosty – przekazać darowiznę. Oprócz satysfakcji z tego, że pomogliśmy innym, jednocześnie pomniejszymy o darowiznę swój dochód w rocznym rozliczeniu pit 2011.

Twoje dochody minimalnie przekroczą próg podatkowy? Uważasz, że Twój podatek jest za wysoki? Pomóż innym i obniż w ten sposób swoją podstawę opodatkowania.

Wystarczy przelać pieniądze na konto organizacji (fundacji, stowarzyszenia), która prowadzi charytatywną działalność. Można też przekazać prezenty (ubrania, żywność, książki). Ale należy pamiętać o kilku warunkach. Podstawowym wymogiem jest przeznaczenie darowizny na cele uwzględnione w ustawie o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Chodzi o wsparcie działalności społecznie użytecznej prowadzonej przez organizacje pozarządowe, które nie należą do sektora finansów publicznych oraz nie działają w celu osiągnięcia zysku, np. fundacje i stowarzyszenia. Obdarowany nie musi jednak mieć statusu organizacji pożytku publicznego. Darowizna musi być bezinteresowna, przekazując pieniądze lub rzeczy, nie oczekujmy niczego w zamian. Przykładowo, z ulgi skorzystać nie może przedsiębiorca, który dofinansowuje fundację w zamian za promowanie swojej działalności. Darowizna musi być przekazana w danym roku podatkowym. Czyli do 31 grudnia roku, za rozliczenie którego chcemy uzyskać odpis. Darowizny można odliczyć do wysokości 6% swojego dochodu (osoby prawne, np. spółki z o.o., nawet 10 %). O tym limicie muszą pamiętać podatnicy, którzy wspomagają organizacje prowadzące działalność pożytku publicznego oraz przekazują datki na cele kultu religijnego.

Po co szukać daleko?
Wystarczy zajrzeć na nasze kamieniarskie podwórko. Od tego roku w Strzegomiu działa Fundacja Bazalt. Postała po to, żeby malowniczemu zakątkowi Góry Krzyżowej, zwanego przez mieszkańców Strzegomia po prostu "Bazalt", nadać nową funkcję. Wykorzystując naturalny potencjał florystyczny i abiotyczny miejsca, Fundacja chce rozwinąć funkcję edukacyjną i krajoznawczą tego nieczynnego kamieniołomu. Jednym z celów Fundacji są też badania naukowe i prace rozwojowe. Realizując ten cel Fundacja tworzy pracownię dydaktyczną przedmiotów zawodowych dla Technikum Górnictwa Odkrywkowego w Zespole Szkół w Strzegomiu. O Technikum G.O. pisaliśmy w czerwcowym numerze Kuriera Kamieniarskiego. Aby to zrealizować Fundacja potrzebuje jeszcze 9.000 zł.

Na dodatkowe pytania chętnie odpowie prezes Fundacji, pan Krzysztof Skolak (tel. 74 855 37 37), a z działalnością Fundacji Bazalt można zaznajomi się na stronie www.bazalt.org.pl / Konto Fundacji nr 12 1020 3017 0000 2502 0265 8110 (PKO BP SA ).

W tekście wykorzystano materiały ze stron www.epity.pl i www.rp.pl.

przeczytaj cały artykuł

Moje hobby: off road - 5

Autor: Katarzyna Krupa   |   Data publikacji: wtorek, 13 grudnia 2011 22:57

22Kontynuując temat parametrów samochodu opiszę drugą ich grupę, czyli geometrię terenową. Geometria terenowa to techniczne wymiary pojazdu wpływające na właściwości jezdne w terenie, do których należą prześwity, kąty oraz wysokość progu.

1. Prześwit. Rozróżniane są dwa rodzaje prześwitu – poprzeczny i podłużny. W skrócie: prześwit poprzeczny umożliwia pokonanie przeszkód leżących wzdłuż drogi, natomiast prześwit podłużny leżących w poprzek drogi. Prześwit poprzeczny, czyli odległość od podłoża do najniżej położonego punktu samochodu znajdującego się na osi pomiędzy kołami (patrząc z przodu lub z tyłu). Prześwit poprzeczny w samochodzie z zawieszeniem opartym na sztywnych mostach napędowych ogranicza obudowa mechanizmu różnicowego, zwana też „gruszką”. W przypadku zawieszenia niezależnego jest to po prostu podwozie. Warto zwrócić uwagę, że nie zawsze prześwit dotyczy środka osi. W niektórych samochodach gruszka mostu znajduje się nieco z boku. Trzeba być szczególnie ostrożnym w ocenie prześwitu poprzecznego w samochodzie z zawieszeniem niezależnym. Podczas jazdy w terenie lub pod obciążeniem zawieszenie, uginając się, powoduje zmniejszenie prześwitu. Prześwit podłużny, czyli odległość między podłożem a najniżej położonym punktem samochodu, ale pomiędzy osiami pojazdu (czyli patrząc na samochód z boku). Zazwyczaj prześwit podłużny jest większy niż poprzeczny, stąd wspomniane różnice. Różnica polega również na tym, że bez względu na konstrukcję zawieszenia prześwit ten będzie się zmieniał w zależności od obciążenia i warunków jazdy.

2. Wysokość progu, czyli wysokość przeszkody pionowej, którą pojazd jest w stanie pokonać, stykając się z nią wyłącznie kołami. Ten parametr uzupełnia kąt natarcia.

3. Kąty dzielą się na trzy kategorie: Kąt natarcia, zwany inaczej kątem najazdowym, to kąt pomiędzy płaszczyzną podłoża a styczną do kół przednich i do obrysu przedniej, dolnej części nadwozia, który określa zdolność samochodu do najazdu na pochyłość nawierzchni (np. na wzniesienie) lub wjazdu do poprzecznego rowu przednimi kołami. Rzeczywistą wartość tego parametru weryfikuje przedni zderzak lub wieszaki resorów. W tym drugim przypadku należy szczególnie uważać na skalistym podłożu. Kąt rampowy jest zdolnością samochodu do pokonania rampy o jak najostrzejszym wierzchołku. Na wartość kąta rampowego wpływają prześwit podłużny i rozstaw osi. Ponieważ w rzeczywistości nie pokonujemy samochodem rampy, tylko wzniesienia, można powiedzieć, że kąt rampowy decyduje o tym, czy wjechawszy na wzniesienie samochód zawiśnie na podwoziu. Niestety, w wielu przypadkach punktami ograniczającymi ten kąt są ważne podzespoły (np. skrzynia rozdzielcza) lub takie, które łatwo uszkodzić (np. układ wydechowy). Kąt zejścia, czyli kąt pomiędzy płaszczyzną podłoża a styczną do kół tylnych i do obrysu tylnej, dolnej części nadwozia. Kąta tego „używamy” często podczas pokonywania wzniesień. Często wartość kąta zejścia jest lekceważona, co może spowodować uszkodzenia pojazdu. Może to dotyczyć haka holowniczego, co nie jest wielkim problemem, ale może także dojść do uszkodzenia zbiornika paliwa. Może też zdarzyć się, że przez zbyt mały kąt zejścia spowoduje zawiśnięcie tylnymi kołami na wzniesieniu, co stanowi już bardzo poważny problem, gdyż zazwyczaj na tylnej osi jest blokada mechanizmu różnicowego, a to oznacza, że za pomocą pracy samych przednich kół nie uda nam się samodzielnie uwolnić z takiej pułapki.

Znajomość powyższych danych, stanowiących charakterystykę naszego samochodu, nawet jeśli będą to wartości przybliżone, z pewnością ułatwi nam ocenę ryzyka i podejmowanie decyzji o tym, w jaki teren się udamy, na pokonanie jakich przeszkód możemy sobie pozwolić, a czego powinniśmy absolutnie unikać. Oczywiście, niektóre parametry naszego auta możemy zmodyfikować. W tekście wykorzystano artykuły Marcina Łobodzińskiego z cyklu „Samochód terenowy – podstawy” oraz informacje ze strony www.nasze4x4.pl/. Rysunki i zdjęcia ze stron www.autokult.pl, www.grand-cherokee.org.pl, www.mez.co.uk 40 Grudzien´ 2011 nr 4/2011 (60) Należy wziąć jednak pod uwagę fakt, iż wszelkie zmiany, jakie zaplanujemy w naszym samochodzie, działają dwojako: z jednej strony poprawiają jego możliwości w konkretnych sytuacjach, z drugiej – oddalają go od uniwersalności. Zanim podejmiemy jakiekolwiek decyzje o przeróbkach, dobrze jest zastanowić się nad naszymi potrzebami i warunkami, w jakich przyjdzie nam używać samochodu terenowego. Jeśli auto ma być autem rodzinnym, używanym na co dzień , a wyjazdy w teren będą okazjonalne, np. weekendowe, turystyczne, zakres przeróbek nie powinien wykraczać poza lekki lift zawieszenia i wyposażenie naszego auta w lepsze, bardziej terenowe opony, z większą rozmiarówką.

Wspomniany wyżej lift zawieszenia należy do podstawowych zmian wykonywanych w autach terenowych. Jest to podniesienie auta, najczęściej od 2 do 4 cali, co zapewnia zwiększenie prześwitu pod pojazdem oraz niejednokrotnie możliwość założenia większych kół w pojeździe. Należy przy tym pamiętać, że lift do 2 cali w większości przypadków nie wymaga ingerencji w konstrukcję samochodu, natomiast podnosząc auto o więcej niż 2 cale należy się liczyć z koniecznością takiej ingerencji, która obejmuje np. przedłużenie przewodów hamulcowych, przedłużenie wałów, obniżenie reduktora, przedłużenie elektryki, hydrauliki, a czasem nawet należy zmienić pewne elementy konstrukcyjne celem ich wzmocnienia.

Bardzo często popełnianym przez świeżo upieczonego off-roadowca błędem na początkowym etapie modyfikacji jest zbyt duży lift i zbyt duże opony. Auto wygląda co prawda bardzo ładnie i robi wrażenie na naszych znajomych, jednak jego właściwości jezdne bardzo tracą. Na asfalcie takie auto źle się prowadzi, drastycznie spada jego prędkość przelotowa (dotyczy aut z myślącymi kierowcami), tor jazdy zaczyna być sugerowany i nieprzewidywalny w wielu sytuacjach, na nadwozie przenoszą się dziwne wibracje, nie wspominając o trudnościach z rozpędzaniem i wzroście spalania.

Nasze możliwości w terenie, zamiast poprawiać się – spadają, i zaczynają spotykać nas coraz dziwniejsze usterki, typu: uszkodzenie opony połączone ze zdemolowanym nadkolem, urwany krzyżak wału, oberwany przewód hamulcowy. Zamiast cieszyć się obcowaniem z naturą, stresujemy się dziwnymi dźwiękami dochodzącymi z podwozia, których nie było przed dokonaniem przeróbek

Zanim więc zdecydujemy się na jakiekolwiek zmiany, należy dokładnie sprawę przemyśleć i poradzić się doświadczonego mechanika oraz innych miłośników off roadu, którzy mają przerabiane samochody, gdyż może się zdarzyć, iż efekt przeróbek będzie kompletnie rozbieżny z naszymi zamierzeniami, a wydane przez nas pieniądze będą po prostu… wyrzucone w błoto. I wcale nie mam na myśli błota, które spotykamy zjeżdżając z asfaltu.

przeczytaj cały artykuł

BIZNES PO KATOLICKU

Autor: Joanna Jureczko-Wilk   |   Data publikacji: niedziela, 11 grudnia 2011 22:57

60Przedruk: Gość Niedzielny nr 6/2011 z dn. 13 lutego 2011 r.

Nie zatrudniają na czarno, nie wystawiają lewych faktur, nie podstawiają nogi konkurencji, a ze skarbówką rozliczają się co do grosza. Wzajemnie sobie pomagają i… nie bankrutują.

Na ulicach w centrum Warszawy jeszcze pustawo, ciemno i zimno. Piątek, godzina 6.30. W pijalni Wedla już pachnie czekoladą, zastawione stoły czekają na gości, którzy powoli się schodzą. Dzwonią komórki, ktoś wyjmuje laptopa, krążą wizytówki, zaczynają się rozmowy w kuluarach. Można by pomyśleć, że to zwyczajne śniadanie biznesowe o trochę niezwyczajnej porze. Tylko stolik z lekturami nietypowy: Pismo Święte, książki Benedykta XVI, Jana Pawła II… Po oficjalnym powitaniu – lektura duchowa. Tym razem czytane są pisma bp. Józefa Pelczara o tym, że „praca zapobiega grzechom”. Potem krótkie szkolenie. Tak w każdy piątek zaczyna się spotkanie Warszawskiego Towarzystwa Biznesowego, tak co tydzień witają się biznesmeni ze Śląska, a wkrótce także z Trójmiasta.

Dobrze się poznać
Maciej Gnyszka wyrastał w rodzinie przedsiębiorców, a pierwszą firmę założył jeszcze w liceum. Na studiach chodził na spotkania biznesowe, ale drażniło go to, że sprawy ważne były tam tematem tabu. Nie wypadało rozmawiać o polityce, moralności, wierze, własnej rodzinie. Dlatego założył towarzystwa biznesowe, w których nie trzeba ukrywać swoich przekonań. – Kiedy z kimś współpracuję, wolałbym wiedzieć, jakie ma poglądy, czy pomagając mu, nieświadomie nie wspieram na przykład kampanii przeciw homofobii czy tygodnika „Nie”, co byłoby sprzeczne z moimi przekonaniami – mówi

Gnyszka, właściciel firmy Gnyszka Fundraising Advisors, założyciel WTB. – Nic o sobie nie wiedząc, mniej sobie ufamy, osiągamy mniejszą skuteczność w działalności biznesowej. Boimy się, że ktoś nam podstawi nogę, wbije nóż w plecy… Ubezpieczamy się, wynajmujemy prawnika, szukamy informacji w gospodarczej wywiadowni… To są dla nas dodatkowe koszty.

Z założenia więc członków WTB wartości i przekonania mają zbliżać, a nie dzielić. Przystępując do towarzystwa, akceptują zapis o „wyjątkowej roli chrześcijaństwa w budowaniu cywilizacji europejskiej”, co nie znaczy, że muszą być katolikami i mieć zaświadczenia od proboszcza. Stowarzyszeniem interesują się też wyznawcy innych religii. Z zainteresowaniem przygląda mu się kilku „niewierzących konserwatystów”, którzy choć sami w Boga nie wierzą, katolików darzą szacunkiem. – Są wartości łączące nas także na polu zawodowym – podkreśla fotograf Małgorzata Góra, protestantka, która na spotkanie katolickich biznesmenów przyszła po raz pierwszy.

Etyczny milioner
W biznesie katolicki znaczy uczciwy, solidny, rzetelnie wykonujący swoją pracę, dotrzymujący umów. Ale też płacący sumiennie podatki, traktujący po ludzku pracowników, rozumiejący, że kobieta ma prawo być w ciąży, a ojciec chce weekendy spędzić z rodziną, a nie szkolić się czy integrować z kolegami z firmy. Tak prowadzony biznes, uczciwe zarabianie pieniędzy już same w sobie są swoistą ewangelizacją w środowisku, gdzie często jeszcze panuje przekonanie, że „pierwszy milion trzeba ukraść” – a przynajmniej jakoś skombinować albo zdobyć dzięki układom. – Trzeba pokazać młodym ludziom startującym w biznesie, że nie trzeba kraść ani oszukiwać, żeby się dorobić. Że liczy się dobrze wykonana praca – podkreśla 55-latek Wiesław Zawadzki, dyrektor w firmie coachingowej. W pracy zaś liczy się nie tylko zysk, dochód, bilans na plusie, ale to, w jaki sposób prowadzimy biznes, jak traktujemy partnerów. – Kiedy ktoś proponuje mi wykonanie usługi bez faktury, mówię, że i tak wystawię kwit i odprowadzę podatek. Słyszę wtedy: „Przecież pan nie musi”. Nie muszę, ale chcę być uczciwy – mówi Piotr Michalski, zajmujący się internetową sprzedażą mebli biurowych i dystrybucją kwiatków w puszce.

Trzydziestu zgranych
Do jednego koła biznesowego należy nie więcej niż trzydzieści osób – z małych i średnich przedsiębiorstw, przedstawicieli wolnych zawodów, z różnych branż, żeby nie wprowadzać zawodowej konkurencji. Chętnych przybywa i w Warszawie tworzy się już drugie koło. W WTB wszyscy się znają i wiedzą, że mogą liczyć na znajomych i „znajomych królika”. Poza tym co trzydzieści menedżerskich głów to nie jedna. Na spotkaniach rodzi się wiele pomysłów na wspólne zarobienie pieniędzy. – Networking to umiejętność tworzenia sieci ludzi życzliwych, dzięki której może wzrastać nasz kapitał. Im dłużej networkujemy, tym lepiej się poznajemy i bardziej sobie ufamy. I tym śmielsze pomysły chcemy wspólnie realizować – Maciej Gnyszka tłumaczy sens tworzenia towarzystw. Efekty? W ciągu roku istnienia warszawskiego towarzystwa wypaliło parę interesów. Dzięki rekomendacji jednego z członków innemu z branży ubezpieczeniowej udało się zdobyć kilkumilionowy kontrakt. Wizytówki, zaproszenia, foldery wszyscy drukują u Marcina Przepióry – specjalisty od poligrafii. Odkąd wstąpił do towarzystwa, nie może nadążyć z robotą.

Udało się znaleźć inwestora dla firmy z branży przemysłowej, której groziło bankructwo. W komórkach członków towarzystwa są namiary na speców od marketingu, grafików, prawników, księgowe, właścicieli agencji ochrony, doradców finansowych, detektywów, sprzedawców kredytów kredytów na samochody, tłumaczy z języków obcych, dystrybutorów win, specjalistów usług internetowych, budowniczych domów na wodzie...
– Spotykamy się regularnie i znamy swoje potrzeby. Polecamy sobie nawzajem kontrahentów i wiadomo, że jest to ktoś sprawdzony, nikt przypadkowy z internetu.

Dzięki towarzystwu udało mi się dostać zlecenie na event, obsługiwałem kilka imprez okolicznościowych. Spotkania tutaj zachęciły mnie do rozszerzenia działalności – zająłem się dystrybucją kawy z Bolonii – mówi Patryk Sławiński, wodzirej. – Przychodzą tutaj ludzie z pomysłami, z zapałem, otwarci, zaznajomieni z nowymi formami komunikacji. Z kontaktu z nimi zrodził się pomysł, by moja firma na Facebooku umieściła darmową grę kompetencyjną, dzięki której każdy mógłby zbadać swoje zdolności przywódcze. Właśnie nad nią pracujemy – opowiada aktor i doradca Jarosław Opaczewki z firmy szkoleniowej.

Śniadań biznesowych i szkoleń dla przedsiębiorców odbywa się codziennie wiele. Wizytowniki biznesmenów zazwyczaj puchną od kontaktów, telefonów do kontrahentów i potencjalnych klientów. Co więc przyciąga ich do elitarnych towarzystw biznesowych, za udział w których muszą na dodatek płacić? – Biznes potrzebuje miękkich wartości: zrozumienia, zaufania, życzliwości… Zakorzenienia w głębszych relacjach niż tylko wspólny interes. I tutaj to się udaje
– przekonuje Łukasz Zając, główny networker towarzystw biznesowych. – Kiedy ktoś szukał pediatry dla chorego dziecka, od razu rozdzwoniły się telefony od członków towarzystwa. Innemu z polecenia udało się znaleźć niedrogie mieszkanie w Warszawie. Może nie jesteśmy jeszcze przyjaciółmi, ale na pewno bardzo dobrymi znajomymi.

przeczytaj cały artykuł
Strona 221 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.