Tegoroczna, 20. już edycja targów BUDMA, była tradycyjnie największym targowym
wydarzeniem budowlanym w Polsce. Również branża kamieniarska miała tam swoją
reprezentację. Wprawdzie kilkanaście stoisk to ledwie zasygnalizowanie obecności,
jednak niewątpliwie było to uzupełnie oferty tej wystawy, łączącej w sobie różne
branże pod wspólnym szyldem „budownictwo”.
Podczas jubileuszowej edycji BUDMY prezentowana była oferta 1420 firm z 33 krajów. Ekspozycja zajęła powierzchnię 60 000 m2 i obejmowała wszystkie etapy realizacji inwestycji budowlanej – od projektowania, prac gruntowych oraz sprzętu budowlanego na placu budowy, przez elementy konstrukcyjne, ściany i elewacje, stropy, posadzki, stolarkę, chemię budowlaną i ceramikę łazienkową, po systemy wykończeniowe i systemy zarządzania budynkiem. W ramach bloku tematycznego „Drewno w budownictwie” innowacyjną ofertę przedstawiła ogromna reprezentacja rynku. Na targach swoimi produktami pochwalili się także najważniejsi producenci drzwi, okien, osłon i bram. Po raz pierwszy też polskie firmy kamieniarskie wystawiły się na wspólnym stoisku pod szyldem Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej.
Tegoroczna BUDMA podkreśliła międzynarodowy charakter tego wydarzenia. Z zagranicy pochodził niemal co trzeci wystawca. Wspólne narodowe wystąpienia pod auspicjami zagranicznych instytucji rządowych i gospodarczych zorganizowały Austria, Ukraina, Dania, czy Rumunia i Włochy. Targom patronował Minister Gospodarki Waldemar Pawlak i Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk, który osobiście dokonał otwarcia ekspozycji podczas uroczystej ceremonii połączonej z galą targowych nagród.
Obecnie przeważająca większość polskich zakładów kamieniarskich posiada ofertę obejmującą elementy czy akcesoria budowlane. Chociażby parapety czy blaty kuchenne albo kostkę brukową czy płyty elewacyjne. Nadal jednak udział polskiego kamieniarstwa w „budowlance” jest słabo promowany. Choć kamień naturalny ponownie staje się modny i obalane są stereotypy o jego nieprzyjazności we wnętrzach, to jego promocja na rynkach budowlanych nadal jest traktowana po macoszemu. Tegoroczna BUDMA to potwierdziła. Po zeszłorocznej BUDMIE, na której organizatorzy przygotowali oddzielny pawilon dla branży kamieniarskiej i wspominali o rozwoju tego sektora w kolejnych latach, spodziewaliśmy się znaczącego wzrostu liczby wystawców. Niestety, próżno było szukać wielkiej reprezentacji kamieniarskiej w tym roku. Kilkanaście stoisk w pawilonie 3 oraz kilka w pozostałych pawilonach, to wydawało się nawet mniej niż w zeszłym roku. Również tegoroczny katalog targowy nie posiadał odrębnego działu poświęconego kamieniowi. Firmy związane z kamieniarstwem pojawiały się w poddziałach „Elewacji”, „Schodów” czy „Nawierzchni”.
Trudno wyrokować, co było przyczyną tak niskiej frekwencji naszej branży na BUDMIE. Czy były to opinie po zeszłorocznych targach (pisaliśmy o tym w zeszłorocznym, wiosennym Kurierze Kamieniarskim)? Czy może brak zdecydowanych działań organizatorów BUDMY na rynku kamieniarskim? Może rozpoczynające się 3 dni po BUDMIE targi BAU 2011 w Monachium? A może brak wiary kamieniarzy w siłę reklamy jaką jest udział w targach?
Jedno jest pewne. Firmy, które pokazały się na targach BUDMA 2011, nie żałują. Zapotrzebowanie na kamień w budownictwie jest duże. I choć poziom wiedzy o kamieniu, w tym kontekście, jest nadal niski, to spotkania targowe na pewno przyniosą rezultaty, a od braci kamieniarskiej tylko zależy, jaka duża będzie branżowa reprezentacja na następnej BUDMIE.
Marcin Walkowiak, Paweł Szambelan - W tekście wykorzystano materiały prasowe organizatora (MTP).
Tegoroczny Marcowy (war)KOT jest już trzecią edycją tej imprezy. Przygotowania zaczęły się w listopadzie ubiegłego roku. Organizatorzy podeszli do tematu jak zwykle profesjonalnie, jednak z dużo większym rozmachem niż w poprzednich edycjach, wprowadzając kilka istotnych zmian.
Po pierwsze zmienione zostało miejsce. (war)KOT przeniesiony został w rejon Prudnika, który daje większe możliwości zróżnicowania skali trudności tras. Po drugie, przed aktualną edycją organizatorzy uruchomili nową stronę internetową. Dzięki arkuszowi rejestracji na stronie internetowej, rekrutacja załóg przebiegła w rekordowo szybkim tempie. Organizatorzy przewidzieli miejsca dla 60 załóg, co związane było z rodzajem tras oraz ilością odcinków specjalnych. Już w miesiąc po rozpoczęciu zapisów lista podstawowa była pełna i organizatorzy musieli uruchomić listę rezerwową. Obecnie zapisanych jest 76 załóg w tym kilka quadów.
Standardowa załoga to 2 osoby, jednak wielu uczestników przyjeżdża ze znajomymi lub z dziećmi. Śledząc wejścia na witrynę www.opole4x4.pl (przeszło 9 tys. wejść w ciągu zaledwie dwóch miesięcy), można śmiało stwierdzić, że impreza cieszy się ogromną popularnością, także poza granicami naszego kraju (wejścia z Belgii, Niemiec, Japonii, Czech, Słowacji, Szwajcarii). Ma więc ona zatem wielki potencjał.
Jako dodatek do strony internetowej powstało forum www.forum.opole4x4.pl. Jest ono dostępne głównie dla uczestników imprez 4x4 oraz osób zainteresowanych udziałem w nich. Jego przeznaczeniem jest ułatwienie komunikacji pomiędzy organizatorami a uczestnikami, wymiana informacji, doświadczeń, a także integracja środowiska.
Kolejną nowością są trasy. W odróżnieniu od poprzednich edycji, trasa turystyczna będzie w tym roku wymagała więcej zaangażowania ze strony kierowcy i pilota. Zaplanowane są np. przeprawy wodne, co stanowi już pewne wyzwanie, zarówno dla pojazdu, jak i dla załogi.
Ostatnim nowum są warunki mieszkaniowo- żywieniowe. Organizatorzy postanowili ofiarować uczestnikom rajdu odrobinę luksusu. Zapewnili zakwaterowanie w ośrodku hotelowym „Sudety” w Pokrzywnej (www.sudetypokrzywna. pl) oraz wyżywienie w wersji „jesz i pijesz ile chcesz”. Warto podkreślić, że to rzadkość na tego typu imprezach. Wszystkie wprowadzone zmiany są zapowiedzią udanej imprezy w bieżącym roku oraz dalszego rozwoju (war)KOTu w latach kolejnych.
Osoby zainteresowane udziałem w imprezach 4x4, którym nie udało się zakwalifikować na (war)KOT, zapraszamy do śledzenia strony internetowej www.opole4x4.pl, gdzie znaleźć można informacje na temat innych imprez off- -roadowych. Niebawem zostanie podany termin kolejnej imprezy 4x4: Wyprawa Na Bank.
Kurier Kamieniarski objął patronatem prasowym cykl opolskich imprez pod wspólnym tytułem „Zlot pojazdów 4x4”. Nasza załoga będzie brała udział w rajdach, będziemy informować o terminach i pisać o tych rajdach na łamach naszego pisma.
Przyjmijmy, że pierwszy krok jest za nami. Staliśmy się dumnymi posiadaczami samochodu
z napędem 4x4. Stoimy patrząc na nasze cudo i ... zastanawiamy się od czego zacząć. Ponieważ, nie
czarujmy się, większość z nas kupuje tzw. „używki” (czyli samochody używane), należy zacząć
od gruntownego przeglądu.
pełniać powinien dwa podstawowe wymogi. Po pierwsze mechanik musi mieć doświadczenie w naprawie samochodów terenowych, a po drugie rachunek za przegląd i ewentualną naprawę nie może świeżo upieczonego off- -roadowca przyprawić o zawał. Punkt pierwszy stosunkowo łatwo można zweryfikować. Jeśli nasz mechanik sam posiada samochód 4x4 (najlepiej nienajmłodszy), jeśli sam wyprawia się w teren, można założyć, że faktycznie zna się na swoim fachu. Punkt drugi nastręczać już może pewnych problemów, gdyż biorąc samochód „na warsztat”, nigdy tak do końca nie wiadomo, co znajdzie się w jego wnętrzu, zaś niegroźne z pozoru usterki często okazują się być początkiem remontu kapitalnego. Jeśli nasz portfel jest wystarczająco zasobny, warto oczywiście udać się do autoryzowanego serwisu. Jednak prawda jest taka, że skoro wybieramy używany, kilku- / kilkunastoletni samochód, to pewnie nie zależy nam na cenach jak z autoryzowanego serwisu. Należy zatem dokładnie rozeznać rynek mechaniki samochodowej. Do tego celu warto wykorzystać fora miłośników off road, np. www.forum.opole4x4.pl , a następnie wyszukać temat poświęcony polecanym warsztatom. Jeśli na takim forum przeczytamy informacje, że mechanik jest polecany przez użytkowników, sam jeździ autem terenowym, klienci po zapłaceniu rachunku nie zostali wyrzuceni z domu przez swoje żony/partnerki (tudzież mężów/ partnerów), oznacza to, że znaleźliśmy warsztat, jeśli nie idealny, to na pewno bliski ideałowi.
Zaznaczam, nie jest to zadanie łatwe i czasem trzeba zwiedzić kilka warsztatów, zanim znajdziemy ten, o którym będziemy mogli powiedzieć, że mamy do niego zaufanie. Jednak warto poświęcić trochę czasu oraz pieniędzy na znalezienie odpowiedniego „SPA” dla naszego nowego przyjaciela. Przecież kupujemy samochód, aby nim jeździć, nie zaś trzymać go miesiącami u mechanika, który będzie błądził po omacku lub starał się zedrzeć z nas ostatnią koszulę wymyślając coraz to nowe awarie.
Pragnę przy tym obalić pewien mit dotyczący kosztów naprawy oraz części samochodów terenowych. Kiedyś, dawno temu, wydawało mi się, jak zapewne większości, że części do tego rodzaju pojazdów są horrendalnie drogie, a naprawa przekracza możliwości finansowe osoby zarabiającej poniżej kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. I faktycznie, kiedy po pierwszej w moim życiu stłuczce Jeepem, po której trzeba było wymienić tylną klapę, udałam się do salonu autoryzowanego tej marki, usłyszałam cenę, od której zmiękły mi kolana. Podziękowałam grzecznie za informację, po czym pobiegłam do zaprzyjaźnionego mechanika, który orzekł, że cena klapy będzie wynosiła 1/20 podanej przez serwis.
Tak więc stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że ceny części samochodów terenowych i „zwykłych” nie różnią się aż tak bardzo. Nawet jeśli są droższe, to nieznacznie. A wrażenia z jazdy są przecież nieporównywalne! Zatem przebrnęliśmy przez pierwszy etap – – posiadamy sprawny(!) samochód terenowy oraz wiadomości, gdzie należy się udać, kiedy coś zacznie szwankować. Kolejnym krokiem jest wyposażenie auta w odpowiednie opony. Mamy do wyboru szeroką gamę ogumienia. Najbardziej podstawowa klasyfikacja to: „Apeki”, czyli opony drogowe AP (All Position), przeznaczone do samochodów terenowych poruszających się głównie po drogach i czasami po łatwym terenie; „Ateki”, czyli opony AT (All Terrain), przeznaczone do jazdy w łagodnym terenie i po drogach. Drobniejsza rzeźba bieżnika sprawia, że są cichsze na asfalcie, ale np. łatwo się zaklejają. „Emteki”, czyli opony MT (Mud Terrain), przeznaczone do jazdy w trudnym terenie, błocie i kamieniach. Na drodze czesto zbyt głośne z uwagi na gruby bieżnik. Należą do tej kategorii również opony extremalne.
W kwestii opon granice cenowe zależne są od tego, czy kupujemy nowe, czy używane. Trzeba też pamiętać, że opona oponie nierówna i bywają całoroczne „ateki”, które doskonale poradzą sobie nawet w trudniejszym, błotnistym terenie oraz zimą, ale też „emteki”, na których „wkleimy” w pierwszym lepszym marcowym błotku. Jeśli samochód nie został „zrobiony”, czyli przystosowany do jazdy terenowej, przez poprzedniego właściciela, przychodzi w tym momecie czas na skompletowanie niezbędnego oprzyrządowania. Ale o tym już w następnym odcinku naszych spotkań z przygodą zwaną „off road”
Historia firmy KRZEMEX sięga końca lat sześćdziesiątych
XX wieku. Narzędzia diamentowe były w tym
czasie mało znane i był to trudny okres do prowadzenia
działalności gospodarczej w Polsce.
W takich warunkach Jan Gustyński, ojciec obecnych właścicieli firmy, opracował technologię produkcji tarcz ściernych na spoiwie bakelitowym i w 1969 roku rozpoczął produkcję pił do cięcia kamienia. Zastępowały one piły z nakładkami magnetyzowym i odznaczały się dużą wytrzymałością oraz dobrymi właściwościami ściernymi. Następnie wprowadził na rynek ściernice do szlifierek ręcznych typu Bosch czy Celma. Wtedy ściernice produkowane były wyłącznie na zamówienie rządowe, a rozprowadzaniem w kraju mogła zajmować się tylko państwowa centrala techniczna Centroszlif.
W 1991 roku synowie Jana, Wojciech i Grzegorz Gustyńscy, założyli firmę KRZEMEX, która była kontynuacją i rozszerzeniem dzieła ojca. KRZEMEX rozpoczął produkcję ściernic na spoiwie magnetyzowym i syntetycznym oraz „parapitów”. Obecnie oferta obejmuje szeroki wachlarz segmentów do wszystkich typów maszyn używanych w zakładach kamieniarskich. Największa część produkcji to jednak ściernice do automatów szlifierskich z głowicami wahliwymi typu Breton itp. Ofertę firmy rozszerzają ściernice na spoiwie mieszanym hiszpańskiej firmy Abressa, której KRZEMEX jest wyłącznym przedstawicielem w Polsce, a uzupełnieniem są narzędzia diamentowe oraz chemia do kamienia. Narzędzia diamentowe produkowane są w kooperacji z firmami japońskimi i koreańskimi, m.in.: piły, frezy, wagoniki diamentowe (tzw. rzepki), itd.
Oferowane wyroby wytwarzane są z surowców renomowanych dostawców. Jakość wyrobów przewyższa w wielu wypadkach produkty zagraniczne, a cena nadal pozostaje atrakcyjna w polskich realiach. KRZEMEX posiada też własną sieć dystrybucji zapewniającą dostawy bezpośrednio do klienta.
Rozwiązania stosowane w produkcji ściernic są unikatowe i chronione patentami. M.in. bezklejowy i, w najwyższym stopniu bezawaryjny, sposób połączenia ściernicy z uchwytem. Ściernice na spoiwie bakelitowym mogą pracować na sucho lub na mokro. Uniwersalność spoiwa, jak również niepowtarzalne parametry ścierne segmentów produkowanych w firmie KRZEMEX znalazły uznanie na rynku zarówno kamieniarskim jak i w budownictwie. Jakością i atrakcyjną ceną zapewniły producentowi ugruntowaną pozycję na rynku krajowym i zagranicznym.
Właściciele firmy podkreślają, że główną dewizą KRZEMEX-u jest jak najszybsze dostarczenie towaru o wysokiej jakości i w dobrej cenie
Off road, 4x4, samochód terenowy, wysokie zawieszenie. Jeszcze kilka lat temu były to dla mnie jedynie hasła,
które przewijały się przez moją głowę jako nieosiągalne marzenia. Bo przecież samochody terenowe to zabawki
dla starych chłopczyków. W sumie nie dla „zwykłych” ludzi. Dziś moje opinie nieco się zmieniły.
antazji. Są dla ludzi, którzy nie boją się wyzwania, wysiłku fizycznego i błota na ubraniu. A także na rękach, włosach, twarzy... Samochody terenowe są dla ludzi, dla których samochód jest czymś więcej niż środkiem lokomocji, czymś więcej niż kawałkiem lśniącej karoserii. Bo i też lśniącej karoserii prawdziwy samochód terenowy nie posiada. Ba! Posiadać nie powinien! Bo czyż nie pięknie wygląda ubłocony po dach terenowiec stojący przed 5-cio gwiazdkowym hotelem? I oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że na naszych drogach pojawiło się ostatnimi czasy mnóstwo samochodów z napędem 4x4, pięknie błyszczących nowością lakieru. Cóż z tego, że według ulotki handlowej możliwości techniczne tych aut są imponujące? Jednak znakomita większość z nich nigdy nie zazna przygody w terenie, gdyż ich właściciele nie narażą swojej zabawki na zarysowania lakieru, czy, o zgrozo, urwanie wystającej części w czasie szaleństwa na poligonie, w lesie czy w starym wyrobisku. Dla miłośnika off roadu nie jest istotne, aby jego (lub jej!) samochód posiadał nieskazitelną prezencję. Nie jest też ważne jakie ma przyspieszenie i jaką szybkość rozwinie na asfaltowej drodze. Dla miłośnika off road ważne jest przede wszystkim to, jak samochód radzi sobie poza asfaltem, jak pokonuje mniejsze i większe wykroty, jak wspina się na wzniesienia.
Mój żywioł to stare kamieniołomy, piaskownie czy żwirownie. Miejsca, które idealnie nadają się na trasy offroadowe ze względu na różnorodność ukształtowania terenu, liczne wzniesienia, nie wypełnione wodą, błotniste rowy i duże zróżnicowanie trudności przejazdu. A ponieważ najczęściej tereny te nie są wykorzystywane w żaden inny sposób, przeznaczenie ich na tory offroadowe wydaje się być doskonałym pomysłem. Zwłaszcza, że sami offroadowcy mówią, że wolą jeździć w tego typu terenie niż rozjeżdżać lasy. A biorąc pod uwagę, iż dzikich terenów z pagórkami, dziurami i błotem mamy coraz mniej, stare wyrobiska, tereny pokopalniane oraz kamieniołomy mogą stać się wkrótce prawdziwą Mekką wielbicieli jazdy terenowej. Świetnym przykładem może być wykorzystanie wyrobiska starej piaskowni Biskupice, zamkniętej w 2001 roku. Już kilka lat temu Klub Motorowy PTTK „OFF-ROAD” Częstochowa stworzył tam największy tor offroadowy w tej części Europy liczący sobie 10 tras o różnej skali trudności i łącznej długości 30 km. Amatorskie uprawianie off roadu, w zależności od posiadanych środków, fantazji, predyspozycji i możliwości, ze ścieżek turystycznych zaprowadzić może do miejsc takich jak na przykład kamieniołomy Wysoka albo Niegowonice w gminie Łazy, gdzie od 2 lat odbywają się Jurajskie Mistrzostwa Off-Road.
Imprezy offroadowe są organizowane w całym kraju. Zaletą takich imprez jest to, że organizator cały czas czuwa nad bezpieczeństwem uczestników. W kontrolowanych warunkach można sprawdzić swoje umiejętności i możliwości samochodu. Trasy są oznaczone, a ich przebieg uwzględnia różne stopnie trudności i różny poziom wyzwalanej adrenaliny. Dodatkową zaletą zorganizowanych imprez jest możliwość poznania ludzi o podobnych zainteresowaniach. Życzliwych ludzi, którzy poradzą, podpowiedzą, opowiedzą o swoich doświadczeniach, a początkującym podadzą adresy sprawdzonych warsztatów i sklepów.
Rozpoczynając przygodę z offroadem należy pamiętać o trzech podstawowych sprawach:
1. seryjny samochód jest jedynie bazą dla pojazdu offroadowego, a jego ostateczna forma i właściwości zależą w głównej mierze od oczekiwań i fantazji właściciela;
2. razem z samochodem należy jednocześnie „nabyć” znajomości mechaniki samochodowej;
3. samotne wypady w teren nie są dobrym pomysłem – zwłaszcza w miejscach, gdzie samochód może utknąć w wodzie lub w błocie – na przejażdżki zawsze jedź w towarzystwie co najmniej jeszcze jednej załogi z samochodem 4x4.
Południowo-zachodnia Polska też ma swoje imprezy off road. Wśród nich coraz liczniejsze stają się imprezy organizowane przez grupę entuzjastów z Opolszczyzny pod wspólna nazwą „Zlot pojazdów 4x4”. Na terenie tego województwa odbywa się co roku kilka imprez przeznaczonych dla miłośników jazdy terenowej. Wiosną odbywa się Marcowy (war)KOT, w maju Piknik Terenowy w Byczynie, a w czerwcu Hellowisko na poligonie w Winowie koło Opola. W czasie wakacji można wybrać się z całą rodziną na pełną przygód i pięknych widoków „turystyczną” Wyprawę na Bank (co roku w innym miejscu, w 2010 w Górach Opawskich), natomiast we wrześniu na podopolskim poligonie terenówki dostają wycisk na Ziemniaku Terenowym.
Najbliższą imprezą będzie Marcowy (war)KOT. Poprzednia edycja pozwoliła uczestnikom z całej Polski poznać uroki okolic Szumiradu i gminy Lasowice Wielkie. Organizatorzy przygotowywali dwie trasy: przeprawową oraz turystyczną. Trasa przeprawowa przeznaczona była dla pojazdów dobrze przygotowanych do pokonywania trudnych odcinków, na których przydawało się specjalistyczne wyposażenie typu: wyciągarka, hi-lift, trap, snorkel* etc. Był to sprawdzian dla sprzętu, ale też dla załogi, a zwłaszcza współpracy kierowcy i pilota. Trasa turystyczna w znakomitej większości prowadziła przez drogi gminne, częściowo leśne i polne, gdzie swobodnie radziły sobie samochody, nazwijmy je, terenowo-szosowe, a jej stopień trudności dobrano dla początkujących uczestników rajdu. Niepotrzebne tu były wyciągarki ani snorkele. Na trasie turystycznej bardziej niż pnie, wykroty czy kałuże uwagę przyciągały „piękne okoliczności przyrody”. Nie była trudna nawet dla uczestników jadących seryjnymi (czyt. kompletnie nieprzygotowanymi) samochodami. By przejechać najtrudniejsze odcinki leśne, gdzie koła grzęzły w marcowym błocie, wystarczył „napęd na cztery” i spokojna jazda. A wrażenia estetyczne z tej trasy były nie do opisania. Organizatorzy zadbali o dobrą zabawę uczestników połączoną z kontemplacją uroków okolicy. Trasa prowadziła przez przepiękne lasy gminy Lasowice Wielkie kryjące bogactwo fauny i flory, w tym Rezerwat "Smolnik" będący ostoją bobrów. Smaczku rywalizacji dodawały przygotowane konkurencje. Np. rozpoznanie kościołów rozrzuconych po gminie lub odcinek specjalny, na którym, lawirując wśród drzew, należało dowieźć do mety piłeczkę umieszczoną na tacy przymocowanej do maski samochodu.
Najbliższy Marcowy (war)KOT odbędzie się na zupełnie nowym terenie, w okolicy Prudnika, i zapowiadany jest jako większe wyzwanie dla uczestników obu tras. Organizatorzy obiecują zadbać o to, by także odcinek turystyczny wymagał pewnego wysiłku fizycznego oraz większej współpracy między kierowcą a pilotem. Jednym słowem, możemy liczyć na subtelną nutkę przeprawówki na trasie „rodzinnej”.
Jazda w terenie jest fantastyczną rozrywką dla każdego, niezależnie od wieku czy płci. Wystarczy przyjechać na jedną z imprez, aby połknąć bakcyla. A stąd już tylko krok do kupna własnego samochodu 4x4. Wtedy pozostaje już jedynie zredukować bieg i zjechać na bezdroża.
* hi-lift – ręczny podnośnik do samochodu, lewarek mogący podnieść samochód na dużą wysokość, zwykle ponad 1 m; trap – metalowy podest, podkładany pod koła w czasie przejazdu przez grząskie podłoże lub prze-szkody terenowe; snorkel – wysoko umieszczony chwyt powietrza do silnika, często wyprowadzony ponad dach samochodu.