
Daystone 3 w 1 to kompleksowe rozwiązanie w codziennej pielęgnacji blatów kuchennych. Nadaje się nie tylko do blatów z kamienia naturalnego, ale również z konglomeratu i ceramiki. Czyści i pielęgnuje, wspomaga istniejącą impregnację i zapobiega późniejszym zabrudzeniom.
W branży kamieniarskiej pielęgnacja powierzchni blatów kamiennych, konglomeratu oraz ceramiki ma kluczowe znaczenie dla zachowania ich estetyki i trwałości na długie lata. Daystone 3 w 1 to nowoczesny technologicznie produkt o neutralnym odczynie – pH 7 pozwala na stosowanie również z miękkimi kamieniami: marmur, wapień czy trawertyn mogą być pielęgnowane przy użyciu Daystone.
To wygodny preparat do łatwego stosowania w codziennej pielęgnacji kamiennych powierzchni. Jego stosowanie wygładza powierzchnię, wypełnia mikropęknięcia i usuwa rysy oraz podtrzymuje efekt wysokiej estetyki przez lekkie pogłębienie koloru i nadanie powierzchni połysku. Przy tym jest bardzo prosty w użyciu. Wystarczy spryskać nim powierzchnię i przetrzeć. Jest również bezpieczny dla człowieka, nie wysusza i nie podrażnia skóry. Jest hypoalergiczny i nie wysusza rąk, przez co jest ceniony szczególnie przez kobiety.
Jest wydajny. Dostarczany w butelkach 750 ml ze spryskiwaczem wystarcza na około 100 m2 powierzchni – to około 2 miesiące codziennej pielęgnacji średniej wielkości blatu.
Doskonale radzi sobie z czyszczeniem powierzchni z tłustych zabrudzeń, plamami po sokach, winie czy owocach. Nie maże się i nie pozostawia smug – dzięki zawartym organicznym związkom amoniowym dezaktywującym zabrudzenia, płyn Daystone usuwa smugi i pozostawia powierzchnie blatów bez pozostałości tłuszczu, w tym widocznych odcisków palców.
W jego składzie znajdują się naturalne olejki, dlatego Daystone dogłębnie nawilża i nabłyszcza kamienne powierzchnie. Ma delikatny morsko-cytrynowy zapach, który potęguje odczucie świeżości.
Zawartość impregnatu oleofobowego w płynie Daystone wzmacnia już wykonaną impregnację. To znacząco przedłuża trwałość i skuteczność wcześniej wykonanych zabiegów ochronnych powierzchni. Zawiera w swoim składzie naturalne, delikatne mydła, które nie są agresywne wobec istniejącej impregnacji i nie wyjaławiają mytej powierzchni.
Artykuł na podstawie informacji ze strony www.do-kamienia.pl

„Obecnie, przynajmniej jeżeli chodzi o sądy warszawskie, nawet najgorszemu wrogowi nie życzę występowania w jakiejkolwiek sprawie na drodze cywilnej – mówi Joanna Parafianowicz, adwokatka prowadząca własną kancelarię. – Czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy jest coraz dłuższy – wcześniej sądy pracowały na wolniejszych obrotach przez pandemię, teraz problemem jest zamieszanie związane z KRS i tzw. neo-sędziami. Z tego powodu uważam, że opieranie gwarancji na kontroli sądowej, w sprawach, gdzie tak ważny jest czas, jest w pewnym sensie robieniem obywatela w bambuko. Ta ochrona jest fikcyjna, skoro na rozpatrzenie sprawy w NSA czeka się około dwóch lat i to, jak ma się szczęście. W ostatnim czasie największą szansę na szybkie rozpatrzenie sprawy daje mediacja albo śmierć strony.”1)
Nie namawiam do darcia szat przed sądem z okrzykiem „mediacja albo śmierć!”, ale nieustająco namawiam do mediacji. Pani mec. Joanna Parafianowicz potwierdza, że – poza innymi – niezwykle istotną zaletą mediacji, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest szybkość zakończenia sprawy.
W postępowaniu mediacyjnym strony nie muszą czekać na zawiadomienie sądu o wyznaczonym terminie rozprawy. Tu jednym z rekordzistów jest Sąd Okręgowy w Warszawie – pozew złożony w czerwcu 2022 r., w kwietniu 2024 r. strony zostały zawiadomione o terminie rozprawy wyznaczonym na… czerwiec 2027 r.
W mediacji to strony decydują kiedy i gdzie się spotkają. I czy chcą się spotkać czy wolą prowadzić mediację bez spotkań wspólnych. Przy wyborze tej drugiej opcji mediator spotyka się raz z jedną, raz z drugą stroną – są to tzw. spotkania wahadłowe. W przypadku postępowania sądowego takich możliwości strony nie mają.
Ile czekało się dotąd na rozstrzygnięcie sądu w sprawach, w których pojawia się kwestia zakładu kamieniarskiego? Na ogólnodostępnym portalu orzeczeń sądów powszechnych https://orzeczenia.ms.gov.pl/ dostępna jest treść orzeczeń wraz z uzasadnieniem. Po wpisaniu hasła „zakład kamieniarski” można zapoznać się z orzeczeniami w sprawach: o zapłatę, o nienależyte wykonanie, o zachowek, o podział majątku wspólnego, o wydanie nieruchomości czy w sprawach z prawa pracy. Niezależnie od przedmiotu sporu sprawy te trwały od kilku do kilkunastu lat. Poniżej kilka przykładów:
opisywana już w Kurierze Kamieniarskim sprawa o zaniechanie działań zakłócających korzystanie z nieruchomości ponad przeciętną miarę, w związku z usytuowaniem na sąsiedniej działce zakładu kamieniarskiego, oraz zaniechanie naruszeń w przyszłości (Sąd Okręgowy w Gliwicach II Zamiejscowy Wydział Cywilny sygn. akt II C 232/11): pozew złożony w 2011 r., orzeczenie sądu pierwszej instancji – grudzień 2014 r., orzeczenie sądu II instancji – listopad 2015 r. – łącznie 4 lata,
sprawa o zwrot nakładów (Sąd Okręgowy w Słupsku I Wydział Cywilny sygn. akt I C 165/11): pozew złożony w 2011 r. – prawomocne zakończenie sprawy – 2016 r. – łącznie 5 lat,
sprawa o podział majątku wspólnego, w skład którego wchodził zakład kamieniarski (Sąd Okręgowy w Łodzi III Wydział Cywilny Odwoławczy sygn.. akt III Ca 1972/20): pozew złożony w 2016 r., orzeczenie sądu pierwszej instancji – 2020 r., orzeczenie sądu II instancji – wrzesień 2022 r. – łącznie 6 lat,
sprawa o zachowek (Sąd Okręgowy w Szczecinie II Wydział Cywilny Odwoławczy sygn. akt II Ca 794/17): pozew złożony w 2012 r., orzeczenie sądu I instancji – kwiecień 2016 r., wyrok sądu II instancji – czerwiec 2018 r. – łącznie 6 lat,
sprawa o roboty budowalne – wykonanie elewacji kamiennej: pozew złożony w lipcu 2015 r., orzeczenie sądu I instancji – maj 2021 r., wyrok sądu II instancji – kwiecień 2023 r. - łącznie 8 lat.
„Czas to pieniądz” – to przysłowie znane jest powszechnie. Mediacja pozwala na oszczędności nie tyko finansowe, gdyż dzięki niej nie tracimy czasu, a tym samym nie tylko nie wydajemy pieniędzy, ale również nie tracimy tych, które moglibyśmy w tym czasie zarobić. Warto o tym pamiętać w sytuacjach spornych, najlepiej przed wstąpieniem na drogę sądową. Jeśli jednak pozew już został złożony, warto także pamiętać, że na każdym etapie postępowania można zaproponować próbę porozumienia na drodze mediacji. I nie trzeba do tego okrzyku „mediacja albo śmierć”, gdyż taka możliwość zagwarantowana jest w kodeksie postępowania cywilnego.
mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
39 mediatorów w całej Polsce:

W miejscowości Karuizawa (Japonia, prefektura Nagano) w 1988 roku na zlecenie niekonwencjonalnej sekty powstał kościół pamięci Uchimury Kanzō – założyciela tejże sekty. Obiekt zaprojektował amerykański architekt Kendrick Bangs Kellogg, jeden z pierwszych twórców architektury organicznej połowy XX wieku.
Miejscowość Karuizawa jest bardzo popularnym kurortem w Japonii. Kaplica położona jest na terenie silnie zalesionym i stara się wkomponować w krajobraz, pozostając niżej niż otaczające drzewa. Aby zrozumieć zaproponowane przez architekta rozwiązania, trzeba wiedzieć, kim był Uchimara Kanzō.
Uchimura Kanzō był japońskim ewangelistą chrześcijańskim, który w 1901 roku założył Ruch Chrześcijaństwo bez Kościoła promujący filozofię, że religia nie powinna być zorientowana na budowanie – zgodnie z zasadą: kościół jest tam, gdzie się modlisz. Zafascynowany tą ideologią Kellogg zaprojektował Kamienny Kościół tak, aby odzwierciedlał filozofię tego ruchu. Miała to być konstrukcja wykonana przez człowieka, która płynnie integruje się z otaczającą ją zieloną naturą. Integrację miały dopełniać dwa materiały: kamień i szkło – reprezentujące odpowiednio mężczyznę i kobietę.
Sama kaplica nie jest zaprojektowana jako samodzielna konstrukcja, ale jako część liniowej podróży po obiekcie, rozpoczynającej się od szlaku wychodzącego z ronda przed kościołem, prowadzącego przez kaplicę i wychodzącego z tyłu obiektu. Do budowy fundamentów, które są widoczne z zewnątrz i wewnątrz, wykorzystano lokalny kamień, który podtrzymuje szereg ukośnych betonowych pierścieni. Promień tych łuków stopniowo rośnie, by ostatecznie utworzyć salę kaplicy. Pomiędzy łukami znajdują się szklane świetliki, które rozpraszają naturalne światło przez cały dzień. Wnętrze, naznaczone kamieniem, betonem, roślinnością i naturalnym światłem, sprawia wrażenie starożytnej duchowej przestrzeni. Niestandardowe drewniane elementy wyposażenia podkreślają kamienno-betonowe wnętrze, a specjalnie zaprojektowane drzwi i ławki dodają sanktuarium odrobiny ciepła.
W tylnej części kaplicy znajduje się długa szklana ściana, w której odbija się konstrukcja i zieleń. Pomimo swojej nazwy Kamienny Kościół nie jest tak naprawdę kościołem. Składa się ze świeckiej kaplicy z salą pamięci ku czci Uchimury Kanzō. Jest to jednak – według koncepcji projektanta – boska przestrzeń, zatem nic dziwnego, że obiekt stał się popularnym miejscem ślubów.
Jak napisał w swojej książce „Stone” William Hall: „Nauki Uchimury promowały poczucie wolności w naturze – ta koncepcja stała się inspiracją dla tego kościoła. Obiekt lekceważy wiele konwencji kościelnych. Brakuje transeptu lub jakiegokolwiek typu krzyża oraz krzywizn nawy. Organiczny plan piętra, liście, skały, kanał wodny i żebrowane świetliki spiskują, aby umieścić zwolenników w miejscu architektonicznym nasyconym sformalizowaną »naturą«. A nic nie jest tu, w tym na wskroś nowoczesnym budynku, bardziej naturalne niż kamień”.

- Jagnięcina z tortellini i pomidorami à la italiana
- Wołowina po prowansalsku z ziemniakami i warzywami ratatouille
- Kurczak z ryżem na paellę i warzywami
Brzmi smakowicie i mogłoby się wydawać, że to fragment menu dobrej restauracji. Nic bardziej mylnego. To są nazwy saszetek z karmą dla psa. Coś w tym musi chyba musi być, bo mojemu psu bardzo smakują.
Te nazwy karmy dla pupila rozbawiły mnie bardzo, ale też sprowokowały do przemyśleń nad nazewnictwem. A to już temat bardziej ogólny i znany również w naszej branży.
Chińskie kamienie mają w Chinach dość klarowny system nazewnictwa katalogowego. Jest po prostu G603, G654 i tym podobnie. Ale to wydawało się firmom handlującym kamieniem mało atrakcyjne ze względu na klientów. I nagle pojawiły się przykładowo: Brąz królewski, Brąz wschodu, Srebrny księżyc, czy Biały łabędź.
Te wszystkie atrakcyjne nazwy powstają nie tylko u chińskich producentów, ale również dystrybutorów. Pamiętam, że była kiedyś polska firma handlowa, która sama nadawała oryginalne nazwy importowanym ze wschodu materiałom. W ofercie była między innymi Minnesota i Las Vegas.
Ale atrakcyjne nazwy spotykamy też na co dzień. Przykładem może być mania, jaką widać na wizytówkach. Prawie nie ma handlowców – za to „Account Manager” to popularne stanowisko. Nie ma zaopatrzeniowców – tylko General Supplier. W dwuosobowej firmie jest Dyrektor Naczelny i Dyrektor Handlowy. Jak zatrudnią kierowcę, pewnie zostanie dyrektorem transportu.
Wszędzie pełno prezesów, zastępców prezesów, dyrektorów i managerów. Sekretarka jest dyrektorem biura, a zamiast recepcjonisty spotykamy Guest Relations Manager’a. Przed biurem małej firmy często widzimy napis „Office”. Nie ma już spawacza, tylko metal fixed destination manager, a osoba sprzątająca to Cleaning Staff.
Zastanawiam się skąd to się bierze? Próżność, chęć podbudowania ego czy może uleganie powszechnej modzie używania angielskich nazw.
W zasadzie można powiedzieć, że to taka śmiesznostka i nie należy się nią przejmować. Tyle, że ostatnio czytałem w sieci tekst specjalisty od zatrudnienia, który zwrócił uwagę, że część kandydatów do pracy przegląda ogłoszenia o pracę nie wnikając w szczegóły i oferty z takimi nazwami stanowisk omija, zakładając, że to nie dla nich. A przecież w naszej branży istnieją niedobory pracowników.
Wbrew pozorom kilka takich dziwnych nazw i tytułów jest zainstalowanych w naszej świadomości od lat. Lekarza tytułujemy doktor – chociaż to tytuł naukowy i większość lekarzy nawet się o niego nie otarła. Cóż, to środowisko bardzo chce być traktowane wyjątkowo.
Równie wiele dziwnych określeń można usłyszeć w rozmowach z klientami. Handlowiec starający się błyszczeć przed klientem, też rozkwita. Sam słyszałem – nie do końca prawdziwy – wywód, że „ten kamień, to nie granit, tylko gabro, a to zupełnie co innego”, i że „Orion to egzotyczny unikatowy kamień z Indii i musi kosztować”.
A jeśli ktoś trafi do mnie w porze obiadowej, nie zaproponuję mu dymiącej wieprzowiny w chrupiącej panierce na puree ziemniaczanym zdobionym koperkiem z dodatkiem duszonej bajkowej kapusty po warszawsku, tylko po prostu zaproszę na schabowego z ziemniakami i kapustą.

Na nic dłuto, na nic wiertło, kiedy nie chce wejść w materiał!
Aby ostrzyć, trzeba kupić sobie szlifierkę stołową. Najlepiej kilka. Postawić obok siebie, zapewnić im należyte oświetlenie: z boku tarczy do szlifowania tarczą bocznie zbierającą, i od góry, gdy tarcza zbiera materiał dłuta swoim obwodem. Dostatecznym powodem postawienia kilku szlifierek niech będzie lenistwo, wygoda i oszczędność czasu. Nie ma też co kupować szlifierek o małej mocy – rzędu 150 W, bo chęć błyskawicznego naostrzenia dłuta czy wiertła skończy się po paru zbyt mocnych przyłożeniach do tarczy szlifierskiej, albo zakupem nowej, albo zostania do końca dnia cholerykiem. Szlifierka musi mieć co najmniej 250 – 350 W, a najlepiej, gdy jest trójfazowa. Czeska Proma robi bardzo dobre szlifierki stołowe, ale koszt ich jest proporcjonalny do ich jakości. Choć polecam, to myślę nad takim zakupem i takiej na razie jeszcze nie mam...
Skoro już stoi przed Wami rząd nowych i lśniących niczym nowe Tesle szlifierek stołowych – pora na zakupy tarcz do nich. Potrzebna będzie: tarcza korundowa do stali, tarcza korundowa zielona do widii, tarcza z nasypem diamentowym do cięcia szkła (tak się nazywają te tarcze do kupienia na popularnym portalu aukcyjnym) i tarcza boczna – ewentualnie obwodowa – o szerokości co najmniej 10 mm do ostrzenia widii.

Tarcza do ostrzenia stali jest do zebrania nadmiaru stali wokół widii. Dlaczego? Otóż każda tarcza ma swoją specyfikację: twardość, czyli odporność na wyłupywanie się ziarna, ziarnistość i rodzaj ziarna. Korund (99% Al2O3) jest najlepszy, ale i najdroższy; elektrokorund (94-97% Al2O3) już nie jest taki dobry. Parę procent mniej, a robi dużą różnicę... szkoda używać miękkiej tarczy korundowej do zbierania stali. Lepiej ją zachować do ostrzenia widii.
Bardzo ważnym narzędziem jest diamentowy obciągacz do tarczy. Pozwala on na wyrównanie obwodu tarczy (tarcza nie bije) i usunięcie z jej obwodu starych, tępych ziaren, dzięki czemu tarcza dobrze „bierze”. Jej ziarnistość powinna być zachowana w przedziale: 60-80. Tarcza korundowa ma z reguły 20 mm grubości, ale produkowane są również cienkie, o grubości 4,5 i 6 mm, przeznaczone do ostrzenia groszkowników.
Tarcza z diamentowym nasypem bocznym to tarcza do szybkiego zbierania stępionej powierzchni widii, gdy szkoda nam używać tarczy korundowej. Trzeba pamiętać, by nie dociskać dłuta czy wiertła do jej powierzchni zbyt mocno, bo tylko niszczymy w ten sposób tarczę i diament. Szlifowanie na niej stali jest też czynnikiem, który ją szybko niszczy, więc nie polecam. Zasada jest prosta: tylko ostre ziarno ugryzie twardą widię, tępe, czy „zalepione” stalą lub tłustą kredką kamieniarską nie będzie należycie ostrzyć dłuta czy wiertła. Tarcze z drobnym ziarnem diamentowym (180-220) są przeznaczone do doostrzania raczej niż do zbierania grubej warstwy uszkodzonego dłuta czy stępionego wiertła. Bardzo ważna w nich jest twardość spoiwa, w którym zatopione są ziarna. Jeśli będzie twarde – niczego nie naostrzymy, jeśli miękkie – efekt będzie zauważalny, ale tarczy będzie ubywać..
Pora zatem wziąć dłuto i naostrzyć, bo tępym – obciach robić. Najprościej zacząć od szpica. To dłuto do obróbki zgrubnej, gdzie kąt stożka wierzchołka powinien wynosić od 60 do 80°. Powierzchnie boczne powinny być proste, a wierzchołek stożka – idealnie pośrodku dłuta. Dłuta płaskie ostrzymy na dwa sposoby: a) boczne powierzchnie są proste, aż do końca w stronę ostrza; b) boczne powierzchnie biegną po łuku w stronę ostrza.
Typ a) to typowy szlif do piaskowca, a z lekką fazką na krawędzi ostrza – także do granitu. Typ b) to typowy sposób ostrzenia włoskich dłut do marmuru. (Taki łuk pomaga w tzw. kołyskowym sposobie prowadzenia dłuta zwanym „wybieraniem”.)
Gradziny to dłuta używane do obróbki po szpicowaniu, ich zadaniem jest zebranie nadmiaru materiału w postaci „górek”. Gradzina musi zbierać, ale nie powinna się zbytnio zagłębiać, czy wcinać w materiał. Potrzebuje zatem kąta ostrza 50 do 60° i ukształtowania bocznych krawędzi zębów. Dzięki lekkiemu ich zeskosowaniu zabezpieczamy dłuto przed wykruszeniem narożnej części zęba dłuta. Dodatkowo, ich szerokość jest zmienna w zależności od przeznaczenia dłuta: gradzina zgrubna ma duże przerwy między zębami, a wykańczająca prawie ich nie ma...
Odbijaki powinny być również ostrzone zgodnie z ich pierwotną geometrią, dłuta do szarierowania powierzchni – lekko w „łódkę” i idealnie po prostej linii ostrza.

Rzadko używanie u nas ryflowniki według rysunku. A ryflownik – tak w ogóle – jest ciekawym dłutem, bo służy mi np. do wybierania wewnętrznej oszlakowaniej wcześniej płaszczyzny; więc polecam, zwłaszcza te skośnie ostrzone.
Jeśli zaś ktoś z Was chce ostrzyć wiertła – niech robi to jak najwierniej według rysunku na sąsiedniej stronie. Dzięki temu otwór będzie okrągły, a wiercenie przebiegnie sprawnie i bez uszkadzania materiału i narzędzia. Polecam zwłaszcza wiertła o widii trójramiennej, bo łatwo ją naostrzyć, dobrze i szybko wierci nawet twardy granit. Wiertła (i katalog z przydatnymi rysunkami) mam od firmy Widuto.
To tyle na temat ostrzenia dłut, o którym pisze niemiecki katalog Königa. To dobre źródło wiedzy kamieniarskiej. Ale czy jest to źródło wyczerpujące temat ostrzenia? Poniżej zobaczcie proszę ułamek tego, co Polak do sztuki ostrzenia wnieść od siebie potrafi…
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte