Reklama


Artykuły

25 lat Magemar w Polsce

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: piątek, 15 listopada 2024 01:00

Adrian Buraczyński

Przez 25 lat widzieliśmy wszystko. I wzloty i upadki, i sojusze i wojny. Widzieliśmy statki płynące z wszystkich zakątków świata wypełnione blokami, później zamianę na kontenery. Widzieliśmy rodzące się potęgi i upadające potęgi. Trudno to objąć w kilku słowach.
Z Adrianem Buraczyńskim – dyrektorem generalnym Magemar Polska
– rozmawiał Paweł Szambelan

A jak z punktu widzenia Magemar można podsumować te 25 lat?

Magemar Polska wystartował w marcu 1999 roku. Oddział firmy w Polsce otworzył Rafał Zahorski. Ja dołączyłem 1 listopada 1999 roku. Najpierw pracowaliśmy we dwóch, a mniej więcej po roku zaczęliśmy zatrudniać dodatkowych współpracowników. Po dwóch latach to było już 6 osób. W 2004 roku uruchomiliśmy własną agencję celną. Nota bene to była ostatnia agencja uruchomiona przed wejściem Polski do Unii Europejskiej – ruszyła 30 kwietnia, a 1 maja Polska weszła do Unii. Wszyscy zamykali agencje, a my otwarliśmy. W 2005 roku otworzyliśmy oddział w Gdyni. Później oddział w Katowicach i chwilę później w Chinach. W roku 2021 wydzieliliśmy biuro gdyńskie do osobnej spółki, bez agencji celnej, jako Magemar Logistics.

Sytuacja ostatnich 3 lat spowodowała dużo zmian na rynku transportowym, więc obecnie jesteśmy na etapie nieustających zmian struktury oddziałów firmy.
Jak pandemia covid-19 i wojna w Ukrainie wpłynęły na usługi transportowe?
To było przewartościowanie całego rynku transportowego. Zaczęło się od covidu. Nagle załamały się wszystkie łańcuchy dostaw, bo z dnia na dzień zatrzymane zostały dostawy granitu, głównie z Chin. Pociągnęło to za sobą wyprzedaż całych stanów magazynowych w Polsce. A z drugiej strony momentalne wzrosty stawek frachtowych. Przed covidem kontenery woziliśmy po 500-600 dolarów. I one nagle podrożały nawet do kilku, kilkunastu tysięcy dolarów. To była absolutna wariacja. Po pierwsze kontenery nie były dostępne. Po drugie: jeśli w jakimś chińskim porcie pojawiał się choćby jeden przypadek zachorowania na covid, to zamykany był od razu cały port. Na 10, 12, 14 dni. To powodowało ogromne spiętrzenie statków zarówno tych czekających na rozładunek, jak i tych czekających na załadunek. Sytuacja bardzo szybko przełożyła się na dostawy z Indii. Co jeszcze bardziej podbiło stawki frachtowe i poskutkowało drastycznymi podwyżkami cen produktów dla klienta finalnego.

Czasy były złote dla kamieniarstwa – wszystko się sprzedawało, niezależnie od ceny. Oczywiście potem to przełożyło się na wyższą inflację w kraju i w ogóle na całym świecie. A kiedy zaczęło się wszystko jakoś normalizować, to w lutym 2022 roku wybuchła wojna w Ukrainie. Bezpośredni skutek był taki, że momentalnie wypadło 50% floty pływającej po Bałtyku, ponieważ była to flota pod rosyjską banderą. Te statki dostały zakaz zawijania do portów europejskich. Czyli towary przywiezione przez statki oceaniczne do Antwerpii bądź Rotterdamu nie miały być czym rozwożone do mniejszych portów bałtyckich. Dodatkowo wojna w Ukrainie wywołała kryzys energetyczny, więc wszystkie statki obsługiwały dowozy węgla, zboża i produktów bardziej istotnych niż kamień. To spowodowało, że nie było dostępnego środka transportu między portami oceanicznymi obsługującymi statki masowe a portami typu Szczecin. Najprostszy przykład: towar ze statku, który z Indii przypłynął w czerwcu do Rotterdamu dotarł do Szczecina dopiero we wrześniu – krótko mówiąc na koniec sezonu kamieniarskiego.

Dodatkowy koszt wojny w Ukrainie był taki, że większość pracowników w europejskich portach to Ukraińcy. Kiedy wybuchła wojna, większość z nich pojechała do ojczyzny ratować rodzinę i już nie wrócili do pracy. Pojawiło się mnóstwo wakatów w brygadach przeładunkowo-rozładunkowych, co bardzo opóźniało czas rozładunku.
Inna sprawa, że firmy nie były zainteresowane wożeniem granitu. Za węgiel i pszenicę płacono dużo większe pieniądze i to bardziej opłacało się przewozić. Przykładowo przed wojną za przewóz płacono 60 € za tonę, a później cena sięgała 200 €. W 2023 roku Chiny ogłaszają koniec covidu i stawki za fracht momentalnie spadają z 3000 dolarów do 500 dolarów. A w porcie nadal leżą bloki granitowe sprowadzone w tamtym czasie. One prawdopodobnie są w tej chwili niesprzedawalne, bo zawarty w ich cenie koszt ówczesnego transportu wywindował ich cenę poza wszelkie granice rozsądku.

Jak w tym odnajdował się Magemar?
Najważniejsze to mieć poduszkę finansową, która pozwala na zachowanie płynności finansowej. Nie mogę sobie pozwolić na opóźnienie płatności do armatora, nawet jeśli mój klient spóźnia się z zapłaceniem mnie za fracht. To jest ryzyko wkalkulowane w nasz biznes. Potrzebny jest spory zapas środków finansowych, by mieć z czego płacić zobowiązania, przeczekać opóźnienia płatności przychodzących i pozostać na rynku. Jeśli armatorowi nie płacę w terminie, to najpierw wynegocjowane stawki osiągają poziom cen rynkowych, a później wstrzymane jest w ogóle wszelkiego rodzaju świadczenie usług. Podkreślmy ponownie, że posiadane środki musiały z dnia na dzień zacząć wystarczać na opłacenie frachtów, których koszt rósł o setki procent.

Magemar w telegraficznym skrócie
Od 25 lat Magemar Polska to transport morski, transport lądowy, transport kolejowy, agencja celna. I spedycja portowa – od A do Z, zajęcie się towarem od momentu wpłynięcia statku do portu po opuszczenie terenu portu, czyli przeładunek statek – plac – samochód, składowanie, dokumentacja i procedury celno-skarbowe.

Dlaczego warto korzystać z waszego 25-letniego doświadczenia?
Najmłodszy stażem pracownik Magemar Polska ma 16 lat doświadczenia w tej branży. Oferujemy nasze usługi zarówno dużym firmom, jak i drobnym odbiorcom. Dzięki długiej obecności na rynku mamy duże doświadczenie i jesteśmy dobrze osadzeni w rynku kamieniarskim – 90% naszych obrotów to kamień w postaci bloków, slabów i płytek.
Widzieliśmy już chyba wszystko, co może się przydarzyć w usługach transportowych. I potrafimy siebie – i powierzony nam towar – przed tym zabezpieczyć. Niebezpieczeństw jest wiele. Ktoś rozpoczynający przygodę z importem na własną rękę rzadko sprawdza dostawcę, od którego kupuje za granicą. Ba! Nawet już w kraju rzadko sprawdzamy kontrahenta. Kilka lat temu po firmach kamieniarskich dzwoniła jakaś osoba przedstawiając się jako komornik, który zajął dużą ilość kamienia, i będzie robił licytacje kamienia w porcie szczecińskim. Ceny wywoławcze były bardzo niskie, a warunkiem udziału w licytacji była wpłata wadium. Wiele osób dało się na to nabrać. Wpłacili wadium, a potem dzwonili do nas, żeby zapytać gdzie i kiedy będzie ta rzekoma licytacja. Dlatego często powtarzam: jeśli coś się dzieje w Szczecinie, to my na pewno o tym wiemy – sprawdźcie uzyskaną informację u nas.

Możemy też być tak zwaną wywiadownią gospodarczą. Jeśli ktoś chce coś kupić na przykład w Chinach, to my możemy przez swój oddział w Chinach sprawdzić wiarygodność tej firmy. Podobnie w Indiach. Każdy, kto miał okazję zetknąć się z firmami indyjskimi lub chińskimi wie, że nie zawsze jest to takie proste. Firmy w tych krajach są budowane w troszkę inny sposób niż w Europie i trudniej dotrzeć do rzetelnych informacji o ich wiarygodności.

Prywatni importerzy nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest ubezpieczenie. Że statek w rejsie jest taką spółką z o.o., której udziałowcami są wszyscy właściciele towaru przewożonego na statku. Z tego wynika mnóstwo różnych konsekwencji, na przykład koszty wszelkich nieprzewidzianych zdarzeń czy akcji ratowniczych. I tu łatwo przejść do uzasadnienia, dlaczego warto ubezpieczać towar. Załóżmy, że towar kosztuje 5000 dolarów, a ubezpieczenie dodatkowe 200 $. Zaoszczędzę na ubezpieczeniu i mam kilka procent zysku więcej. No bo po co to ubezpieczać? Ale w momencie, kiedy po drodze coś się przydarzy – choćby piracki incydent na morzach wokół zachodniej Afryki – to akcja ratunkowa statku idzie w setki tysięcy, miliony dolarów. I każdy właściciel towaru znajdującego się na statku, musi solidarnie pokryć koszty akcji ratunkowej. Jak nie masz ubezpieczenia, to musisz pokryć te koszty z własnej kieszeni. Jeśli to zbyt mglisty przykład, to podam konkret, którym żył świat w roku 2021: blokada Kanału Sueskiego przez statek Ever Given. Roszczenia odszkodowań sięgnęły 550 milionów dolarów. Nagle z 200 dolarów zaoszczędzonych na ubezpieczeniu robi się kilkadziesiąt tysięcy do zapłaty z przyczyn, na które nie mamy żadnego wpływu.

Jaki jest zakres usług, które oferuje Magemar?
Staramy się przede wszystkim klienta wyedukować. Że nawet jeśli nie skorzysta z naszych usług, to żeby nie wpakował się na minę gdzieś indziej. Wiadomo, że zdarzają się klienci, zwłaszcza drobni, którzy rezygnują z naszych usług szukając tańszej usługi. Większe firmy, nawet jeśli z różnych powodów odeszły po usłyszeniu oferty, to jednak do nas wracają. To firmy, które mają świadomość, że cena to nie wszystko. Liczy się know-how, jakość serwisu i inne rzeczy, na które my, po 25 latach działalności, kładziemy większy nacisk niż na skrajnie zredukowaną cenę. W zamian za to dajemy pełną obsługę, nie wyłączając obsługi prawnej. W sytuacjach awaryjnych nie zostawiamy klienta bez pomocy.

Pracę zaczynamy od informacji, co trzeba przetransportować oraz skąd i dokąd. Czy to są ilości hurtowe, czy to raczej jest import indywidualny. W wielu przypadkach od razu ostrzegamy o niebezpieczeństwach i konsekwencjach importu danego towaru. Choćby o wysokości ceł antydumpingowych nałożonych na niektóre produkty. Taryfikujemy dany towar, wyliczamy wysokość cła i podatku VAT. Podpowiadamy, czy towar lepiej sprowadzić w postaci materiału do produkcji, półproduktu czy produktu gotowego. Ustalamy, czy ważniejszy jest czas dostawy czy koszty transportu.
Mając własną agencję celną możemy przejąć w całości reprezentowanie klienta przed urzędem celnym i przeprowadzić kompleksowo obsługę celno-skarbową każdego towaru przyjmując odpowiedzialność na siebie.

My jesteśmy od tego, żeby sprawdzić wszystkie dokumenty dotyczące przewożonego towaru. Nasza odpowiedzialność zaczyna się, gdy towar przekroczy linię burty statku w porcie załadunku. Zaczynamy od konosamentu morskiego – to taki morski list przewozowy, który potwierdza przyjęcie towaru na statek jednocześnie upoważniający do odbioru towaru ze statków w porcie docelowym. Czy zgadzają się wartości wyliczone, czy zgadzają się świadectwa pochodzenia. Dalej: czy faktury międzynarodowe są poprawnie wystawione i zawierają wszystkie niezbędne elementy i dane.

Czy wiedziałeś na przykład, że opakowania drewniane i palety, na których przyjeżdża towar, też podlegają rygorystycznym przepisom? Mimo, że to tylko opakowanie, to drewno musi być fumigowane – czyli poddane procesowi eliminującemu z drewna wszelkie organizmy żywe, nawet ich formy przetrwalnikowe, by nie dopuścić do rozprzestrzenia się ich poza granice naturalnego występowania. Każdy kawałek drewna musi mieć specjalne oznaczenie, którego brak może skutkować odesłaniem całego kontenera z powrotem do kraju nadania. Lub koniecznością spalenia opakowania, uzyskania certyfikatu tego spalenia i – uwaga – oclenia popiołu. W obu przypadkach pojawiają się dodatkowe koszty.

Przy okazji polecam wszystkim czytelnikom artykuły dotyczące Wiążących Informacji Taryfowych, które pojawiają się w Kurierze Kamieniarskim. To duża dawka wiedzy, którą warto znać, jeśli planujemy import. Trzeba przy tym zaznaczyć, że WIT odnosi się tylko do danego towaru i do konkretnej firmy, a nie do całości importu jako takiego. Nie da się użyć WIT-u od kolegi dla potrzeb mojego importu.
Specjalizacja na kamieniarstwo też jest wskazana. Bo wielu błędów można by uniknąć, gdyby agent celny wiedział, na co patrzy. Że to jest tarcza polerska, a nie piła. Że to Orion, a nie Kashmir. Portowcy (dokerzy) nie muszą się znać na kamieniu i narzędziach. My jesteśmy od tego, żeby o to zadbać. Pamiętajmy, że na statek wchodzi kilkaset bloków kamiennych i każdy z tych bloków musi trafić pod konkretny adres. A nierzadko zdarza się, że z Indii przychodzą bloki, które mają identyczne numery, mimo że to inny materiał i inne miejsce wydobycia. Stąd łatwo o pomyłkę, jeśli bloki mają podobną wielkość i masę.
No dobrze. No to opowiedzmy, jak wygląda taki import.

Czy każdy blok na statku może być przypisany do innego kamieniarza?
Przyjmijmy, że mówimy o dwóch rodzajach importu. Jeden to firmy, które importują na własne potrzeby, czyli kamieniarze ściągający bezpośrednio kamień na potrzeby swoich zakładów. Drugi to firmy handlowe, czyli na przykład hurtownie kamienia.
Informujemy, że określonego dnia z określonego portu wypływa statek, który będzie płynął do Polski. Zadaniem tych firm jest dostarczenie kamienia do portu w terminie umożliwiającym załadunek na statek. Gdy blok przekroczy linię burty, zaczyna się nasza - klienta odpowiedzialność. Kiedy statek przypływa do Szczecina, my bierzemy listę i sprawdzamy każdy z kilkuset bloków, czy to jest ten, który został załadowany na statek i do kogo on powinien trafić w Polsce. Blok po bloku sprawdzamy, czy na pewno przypłynęło wszystko to, co według dokumentów przewozowych miało przypłynąć. Jeśli to się zgadza, to możemy clić i wydawać. Jeśli coś się nie zgadza z konosamentem, to bloków nawet nie przedstawiamy do odprawy celnej. Najpierw wyjaśniamy. Oczywiście, mimo rozbieżności, rozładunek musi być przeprowadzony, by nie podnosić kosztów przetrzymania statku na nabrzeżu. Wtedy zajmujemy się magazynowaniem towaru przed ocleniem.
Odpowiadając na pytanie: tak, każdy blok na statku może być dostarczony do innego zakładu kamieniarskiego.

132_52_1.jpg

Magemar Polska ma unikalną w skali Europy i świata siedzibę.
Nie da się ukryć! Od 14 lutego 2011 roku naszą siedzibą jest statek zacumowany w Basenie Wschodnim portu szczecińskiego. To pieczołowicie odrestaurowany statek pilotowy THPV Bembridge z 1938 r. W 2009 roku został uratowany przed złomowaniem, a ze szczegółami jego historii można się zapoznać na jego pokładzie, w naszym małym muzeum. Jeśli to nie wystarczający powód, by odwiedzić Magermar, to dodam – cytując Kurier Szczeciński – że to jedyna zachowana jednostka morska, która brała udział w operacjach wojennych w Dunkierce i Normandii, a także najstarszy brytyjski statek pilotowy i drugi pod względem wieku na świecie.

25 lat na rynku polskim Magemar Polska będzie świętować również na targach STONE w Poznaniu.
Oczywiście. Zapraszamy wszystkich na poczęstunek z tej okazji na naszym stoisku. W moim przekonaniu na targach w tej chwili już się biznesów nie robi. Teraz targi spełniają głównie rolę spotkań towarzyskich, których tak bardzo nam brakuje. Nie każdy ma czas jeździć po kraju i odwiedzać swoich kontrahentów. Dlatego na targach, kiedy spotykamy się w jednym miejscu, można nadrobić zaległości towarzyskie. Siadamy i gadamy, może akurat narodzi się jakiś nowy pomysł na biznes, może inspiracją będą newsy, które między sobą wymieniamy, może ktoś coś ciekawego podpowie. Dlatego my nastawiamy się na tak zwaną część towarzyską i serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszego stoiska.

przeczytaj cały artykuł

Współpraca kamieniarzy i rzeźbiarzy – rzemiosło, sztuka i pozytywne relacje

Autor: Julia Stachowska   |   Data publikacji: piątek, 15 listopada 2024 01:00

Julia Stachowska

Czy współpraca między rzeźbiarzem a kamieniarzem i wydobywcą jest możliwa? Tak. Miałam na to dowody w wielu realizacjach, gdzie takie kooperacje nabierały prawdziwego rozpędu. Większość, niestety, za granicą. Mam wrażenie, że w Polsce ludzie nie są tak skorzy do współpracy, to blokuje projekty, które mogłyby być przecież znaczące. Chciałabym, aby to się zmieniło, żeby w naszym kraju zaczęto edukować zwykłych ludzi odnośnie kamienia, pokazywać im, że to jest coś wyjątkowego, że to jest dziedzina, która może wzbudzać wielkie emocje. Chciałabym też pokazać, że dzięki otwartości i współpracy można wspólnie zarabiać i realizować świetne projekty.

W swojej praktyce zajmowałam się rzeźbą w kamieniu, odtwarzaniem uszkodzonych zabytkowych detali architektonicznych, wykonywaniem obiektów małej architektury wg projektów konserwatora zabytków, a także tworzeniem elementów wyposażenia wnętrz. Najwięcej nauczyłam się za granicą od Włochów, Belgów, Czechów, a nawet od Peruwiańczyka. Współpraca z kamieniarzami, właścicielami zakładów i kamieniołomami wiele mnie nauczyła.

Podróżowanie dało mi możliwość spotykania ludzi – kamieniarzy, rzeźbiarzy, importerów, wydobywców – którzy ze swoich krajów przywozili przeróżne narzędzia i mieli swoje własne techniki obchodzenia się z materiałem.
Skupmy się jednak na współpracy z polskimi zakładami, jako że to tu powstaje najwięcej moich prac. Polska może poszczycić się bogactwem rodzimych kamieni, które bardzo cenię. Wśród nich wyróżniają się marmur ze Sławniowic czy Bolechowic, wapień pińczowski czy piaskowce. Można odnaleźć tu surowce o różnorodnych odcieniach, strukturach i właściwościach. Do moich prac pozyskuję materiały bezpośrednio z kamieniołomów, ale także korzystam z usług lokalnych zakładów kamieniarskich.

Nie każdy zakład kamieniarski specjalizuje się w rzeźbie czy ornamentach architektonicznych. Niektóre skupiają się wyłącznie na produkcji nagrobków, parapetów czy blatów ciętych z gotowych płyt. Zauważyłam, że w pewnym stopniu ogranicza to zakres wiedzy o obróbce kamienia. Bywa, że znajomi kamieniarze pytają mnie, jakiego narzędzia użyć do danego projektu. Ja z kolei czasem potrzebuję ich opinii odnośnie tego, jakiej chemii użyć do czyszczenia czy impregnacji kamienia.
Znajomości te przyśpieszają postępy prac i redukują możliwość niewłaściwego działania. Miałam okazję rzeźbić w kilkudziesięciu różnych kamieniach, każdy z nich jest inny i inaczej reaguje. Wszystkiego trzeba nauczyć się poprzez praktykę.

132_56_1.jpg

Autorka przy pracy, fot. FIlip Błażejowski

Trudno jest znaleźć zakłady, gdzie dostępne są bloki marmuru dedykowane pod rzeźbę. Kiedy znalazłam już kilka takich, które posiadały w swojej ofercie bloki, bywało, że współpraca nie układała się dobrze ze względu na różnice charakterów. Z czasem jednak poznałam dostawcę, z którym w tej chwili mam wręcz rodzinne relacje i nie chcę zamawiać kamienia nigdzie indziej. Do zakładu Jerzego Derenia w Sośniewicach trafiłam z polecenia. Poleciła mi go kobieta ze Strzegomia, u której kupowałam narzędzia do kamienia. Gdy znalazłam się na miejscu, od razu wiedziałam, że dobrze trafiłam. Za każdym razem, gdy jestem w Sośniewicach, na rozmowach upływa wiele godzin. To dzięki tym relacjom mogłam rozwijać swoją twórczość. Dzięki nim miałam w końcu kamień, o jakim marzyłam, osiągnęłam określony poziom swoich prac i mogłam rzeźbić na większą skalę. Oprócz marmuru z Polski i Carrary kupuję także inne kamienie, takie jak czarny marmur z Belgii. Znajomości międzynarodowe, które nawiązałam podczas pracy za granicą i rzeźbienia na sympozjach dały mi możliwość szerszego pozyskiwania materiału.

132_56_2.jpg

Wystawa rzeźb Julii Stachowskiej w Centrum Olimpijskim w Warszawie,
marzec 2024, fot. Magdalena Dąbrowska

Rzeźbiarze pracujący w kamieniu często są rozproszeni, co sprawia, że trudno o regularne kontakty z innymi artystami. Niektóre zakłady czy kamieniołomy udostępniają rzeźbiarzom pracownie, dzięki czemu osoby te są w stanie się poznawać i rozwijać. Dobre relacje, otwartość oraz wzajemna wymiana wiedzy pozwalają na realizację nawet najbardziej skomplikowanych projektów. To właśnie dzięki takiej współpracy można tworzyć dzieła, które łączą artystyczną wizję z techniczną precyzją zaplecza maszynowego zakładów.

Współpraca między kamieniarzami a rzeźbiarzami jest czymś, co może wiele wnieść do rozwoju obu tych gałęzi. Znajomość technik rzeźbiarskich i kamieniarskich obecnie zanika. Mamy do czynienia z ciągłym postępem w obróbce maszynowej kamienia. Maszyny są dzisiaj w stanie ciąć, polerować, a nawet rzeźbić w kamieniu. Wymiana wiedzy i doświadczeń daje jednak możliwości rozwoju w bardziej niszowych kierunkach oraz szansę na budowanie konkurencyjności poprzez tworzenie unikalnych produktów. Firmy mogą także przyciągać klientów promując sztukę w swoich siedzibach czy za sprawą otwartych pracowni rzeźbiarskich.

132_56_3.jpg

Rzeźba pt. What if...? w Parku Rzeźby w Orońsku, marmur Sławniowice, 2024

Będąc za granicą zauważyłam, że coraz więcej firm związanych z wydobyciem i obróbką kamienia dostrzega wartość sztuki jako narzędzia promocji swojego przedsiębiorstwa. Przykładem może być włoska firma Henraux, która od dziesięcioleci kolekcjonuje rzeźby artystów, prezentując je w biurach i na zewnątrz budynku. Dla odwiedzających jest to okazja do obcowania z dziełami, ale też do odkrywania możliwości, jakie kryje w sobie kamień. Takie działanie ściąga ludzi niezwiązanych z kamieniem do miejsca jego składowania i ekspozycji. Pozwala im to lepiej zrozumieć istotę jego wykorzystania.

W Polsce istnieje jeszcze przestrzeń do dalszego rozwijania świadomości na temat wartości kamienia (zarówno jako materiału artystycznego, jak i rzemieślniczego). Jednak nawiązując współpracę opartą na zaufaniu, rzeźbiarze i kamieniarze mogą przyczynić się do popularyzacji tego surowca wprowadzając innowacyjne produkty czy prowadząc działalność edukacyjną.

 


 

Julia Stachowska – rzeźbiarka i historyk sztuki. Członkini kieleckiego Związku Artystów Rzeźbiarzy. Autorka teoretycznych prac z zakresu historii sztuki.
Jako artystka specjalizuje się w rzeźbie kamiennej. Regularnie uczestniczy w sympozjach rzeźbiarskich (Orońsko, Brno, Dubenec, Vellano) i wystawach swoich prac. Jej pracownia rzeźbiarska mieści się na Śląsku.
Rzeźbiąc w kamieniu stara się wykorzystywać naturalny kolor i strukturę materiału. Kształty tworzone przez artystkę zacierają granice pomiędzy kamieniem a elastyczną, płynną materią. Współpracuje z wieloma uznanymi projektantami wnętrz; jej rzeźby znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce, Belgii, Włoszech oraz Czechach.

przeczytaj cały artykuł

Pigeon 2025?

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 14 listopada 2024 13:07

132_72_1.jpg

Zauważyłem niepokojące zjawisko braku utożsamiania się kamieniarskiej braci z branżą. Niby w rozmowach wszystko jest ok. Tyle, że jeśli interes branży wymaga od konkretnej osoby jakiegoś zaangażowania, a szczególnie poniesienia jakichś kosztów, to większość chce, aby to inni się angażowali – nie oni sami.

Za chwilę odbywać się będą targi Stone w Poznaniu. Jak się domyślam, zabraknie na nich wielu kluczowych na rynku firm. Ci, którzy przyjadą jako zwiedzający, będą oceniali, że targi są beznadziejne, bo nie ma co oglądać. Informacja od nich pójdzie w świat i kolejni branżyści zrezygnują z udziału.

Można zadać sobie pytanie, czy targi kamieniarskie są w Polsce potrzebne? Oczywiście większość powie, że niezbędne. Ale sami kalkulują, że wystawienie się to spore koszty, które nie zwrócą się w postaci konkretnych zamówień.

Wszystkie opinie są podobne – lepsze efekty daje reklama w Internecie czy ogłoszenia na portalach aukcyjnych. Spotykam coraz więcej ludzi, którzy z coraz większą nieufnością patrzą na oferty z sieci. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W sieci znajdują się czasem oferty delikatnie mówiąc nieaktualne i trudne do zweryfikowania. Przykładowo znalazłem w sieci ofertę na impalę w cenie sprzed dziesięciu lat. Zbudowanie wizerunku sieciowego jest proste i stosunkowo niedrogie. Patrząc na pięknie zrobione profile internetowe można odnieść wrażenie, że prezentująca się tak firma to potentat. Kiedy jednak zdecydujemy się odwiedzić firmę w jej siedzibie, prawda okazuje się okrutna. Mały plac, w zakładzie kilka mocno przestarzałych maszyn i dramatyczne warunki produkcji. Materiały na placu też raczej trzeciej klasy.

Oszczędzając na udziale w targach, tracimy możliwość bezpośrednich spotkań z klientami, poznania ich oczekiwań – czasem sygnalizowanych w rozmowie bardzo delikatnie.
Ciekawe, że ci najmocniej promujący – lata temu – przeniesienie targów z Wrocławia do Poznania też w znacznej liczbie zniknęli z listy wystawców, podobnie jak wielu kluczowych uczestników rynku. Targi stały się niereprezentatywne. Brak kluczowych w branży firm nie pomaga w pozyskiwaniu zwiedzających targi.

Nieobecność na targach dotychczasowych liderów branży nieco zmienia rynek. I to ze szkodą głównie dla nich samych. W ten sposób dotychczasowi potentaci zrobili miejsce dla innych, mniejszych, ambitnych firm. Sam znam kilka przedsiębiorstw, które pokazując się na targach, urosły i zaczynają odgrywać coraz większą rolę na rynku. Zyskały i stały się istotną konkurencją dla dotychczas wiodących firm. Mam tylko nadzieję, że będzie ich więcej i wypełnią lukę. Jeśli nie, to MTP też będą kalkulowały, bo to działalność komercyjna, i jeśli rachunki wykażą, że targi kamieniarskie to gorszy interes niż przykładowo wystawa gołębi, to może się okazać, że w miejsce targów Stone 2025 zobaczymy Pigeon 2025. Może się więc okazać, że targów kamieniarskich w Polsce nie będzie wcale.

Ten sam problem dotyczy też związku i stowarzyszenia. Pomimo wielu działań liczba członków jest mała. Niby przyrasta, ale w odniesieniu do liczby firm na rynku, to nadal bardzo mało. A to przecież też znakomita okazja do spotkań i wymiany informacji.
Prasa branżowa również traci reklamodawców. A przecież to właśnie w niej można znaleźć sporo informacji branżowych i to tych dotyczących naszego polskiego podwórka. Rezygnacja z reklam to utrata szansy dotarcia do sporej liczby klientów, ale też, w sensie ogólnym, brak wsparcia dla źródeł informacji. Dla czasopism oznacza to konieczność redukcji kosztów i pogorszenie jakości informacyjnej.

Jeśli ten proces będzie narastał, to będziemy spotykać się wyłącznie na targach w Weronie, i czytać czasopisma kamieniarskie z Niemiec, Włoch, USA czy Chin. Zapiszemy się do niemieckiego lub włoskiego związku kamieniarskiego, ofert szukać będziemy na chińskim Aliexpress, a nasi klienci – w ramach protestu – zaczną ignorować oferty polskich firm. Czy na pewno o to nam chodzi?

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 25 Co cię nie zabije, to cię wzmocni!

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: czwartek, 14 listopada 2024 13:01

132_68_1.jpg

Kiedy coś się dzieje nie po naszej myśli – rozsypany silnik w Volvo 350L czy źle złożona skrzynia biegów w Volvo 220E przez złotoustych czarnych fachowców – masz ochotę krzyczeć, gryźć i kopać! Jednak tak naprawdę to od nas samych zależy, czy dalej mamy negatywne nastawienie, czy zaczynamy szukać motywacji i napędu w małych sukcesach.

Zawsze po burzy wychodzi słońce. To przysłowie dobrze oddaje to, co się dzieje w RPA. Wydarzenia między kwietniem a wrześniem 2024 mocno zachwiały sensem prowadzenia biznesu na Czarnym Lądzie. Pasmo niekończących się awarii i spadek wydobycia. Ale czy to wszystko nie powinno się skończyć?
Kiedy byłem coraz bardziej zniechęcony myślami o biznesie w RPA i nawet już nie chciało mi się tam lecieć, przyszła chwila refleksji i zmiana nastawienia o 180 stopni. To był dzień, kiedy Mietek przysłał kolejne filmiki z rozcięciem kamieniołomu. Przy okazji wszedł w miejsce, do którego byłem negatywnie nastawiony. To jego pokerowe zagranie odsłoniło ogromne filary z czystym i ciemnym materiałem odspojonym od calizny, prawie gotowym do wysyłki. Wystarczyło opaserować bloki pod suwnicą.

W połowie października kopalnia miała praktycznie zerową produkcję na eksport. Chłopaki – Mietek i Bartek – nie całe 10 dni robią ponad 150 m3 eksportowych bloków. Dostając codziennie raporty, z uśmiechem na ustach wklepuję kolejne wymiary bloków do Excela, a w komórkach z wagą coraz częściej widzę wartości 20 ton i większe. Wtedy wybieram numer do Wodza (Zenka) z pytaniem:
– Czy widziałeś filmiki Mietka?
– Noo! – odpowiada i wyprzedza moje pytanie – To kiedy lecimy? Biodro mam już sprawne, a wiesz, że brakuje mi tego naszego kawałka świata oddalonego o te 13 tysięcy kilometrów.
– Wiesz – odpowiadam z uśmiechem – daje nam czasami w d… ta (…) Afryka, ale żyć bez niej się już nie da. Po Wszystkich Świętych lecimy!
Często jest tak, że trzeba sobie zrobić od czegoś dłuższą przerwę, żeby tak naprawdę to znów pokochać i zatęsknić. Czy po kilku dniach przebywania w środku umysłowej czarnej dżungli zatęsknimy za cywilizowaną Europą? Na pewno tak. Ale jak to mawiał klasyk: „Nie próbuj zmienić Afryki, bo to ona zmieni ciebie!”

Mietka i Bartka podziwiam na pewno za pracę, za sumienność i za uczciwość. Ale prawda jest taka, że gdyby i oni choć trochę odpuścili, to – z tym co i jak się tam działo – nie wiem gdzie byśmy byli dzisiaj. Mimo przeciwności to oni mnie naciskali na zakup

nowego sprzętu, który już pracuje na kopalni. To oni, czy jest wtorek czy niedziela robią wszystko, żeby tam się kręciło! A prace przygotowawcze są czasami ważniejsze od samej produkcji, bo blok, który wyciągamy, to w zasadzie już go nie ma. On jest już tylko cyfrą na kartce, która trafi na listę do armatora. Ten blok już jest w drodze do klienta do Polski i ktoś później z niego postawi nagrobek czy to w Warszawie, w Łodzi, czy w Harasiukach. Ale cały myk w produkcji w kamieniołomie jest taki, żeby pamiętać, co chcesz w nim zrobić, gdzie chcesz być za rok, za dwa lata. Nie można skupić się tylko na jednym miejscu, z którego idą dzisiaj piękne bloki. Bo co zrobisz jak za kolejnym zabiorem Matka Natura ma inne plany i materiał zmieni się w nienadający się na eksport gruz? Mietek – mimo wszystko, mimo mojego lekkiego zwątpienia – cały czas mnie naciskał i dalej pchał do przodu, nie pozwalając mi zwątpić w „projekt RPA”. I szczerze dziękuję mu za to.

Ma rację, kiedy mówi, że patrząc z boku to jest niesamowita przygoda w tle z pracą i rozwijaniem siebie – nawet jeśli czasem jest to walka z wiatrakami. Ale taki jest biznes i na plony czasami trzeba chwilę dłużej poczekać. TIA! – this is Africa!

przeczytaj cały artykuł

RODO: Obowiązki podmiotów przetwarzających

Autor: Artur Majchrzycki   |   Data publikacji: czwartek, 14 listopada 2024 12:52

132_binary-2728117_640.jpg

Kontynuując rozważania dotyczące relacji między ADO (Administrator danych osobowych) a podmiotem przetwarzającym w niniejszym artykule przedstawię opinię Europejskiej Rady Ochrony Danych – EROD – z dnia 7 października br. w sprawie obowiązków Administratora wobec podmiotów przetwarzających i podprzetwarzających (dalsze powierzenie), czyli dla tych, którzy angażują podwykonawców usług w swojej działalności. Najczęściej myślimy tutaj o biurach księgowych i usługach IT lub marketingowych.

Angażując podmioty trzecie – zewnętrzne – do wykonywania określonych zadań, w myśl wydanej właśnie opinii ADO pozostaje niezmiennie odpowiedzialny za sposób i bezpieczeństwo przetwarzania danych osobowych w całym łańcuchu podmiotów, do których trafiają nasze dane osobowe.
Europejska Rada Ochrony Danych szczegółowo opisuje sposoby zarządzania relacjami w poszczególnych podmiotach przetwarzające powierzone dane osobowe. Zebrałem najważniejsze z nich:
A) ADO ma obowiązek weryfikacji sposobu i bezpieczeństwa przetwarzania danych przed ich powierzeniem. Należy sprawdzić, czy wszystkie podmioty, które będą przetwarzać dane osobowe, zapewniają wystarczające gwarancje ochrony danych osobowych. Weryfikacja musi być udokumentowana.
B) ADO musi mieć zidentyfikowane wszystkie podmioty przetwarzające dane osobowe, w tym podmioty dalszego przetwarzania. Przez zidentyfikowanie rozumie się znajomość nazwy i adresu podmiotów oraz osoby do kontaktu.
C) ADO musi posiadać dostęp do dokumentacji, która zapewnia o zgodności poziomu ochrony z wymogami Rozporządzenia (RODO).
D) Szczegółowość i intensywność weryfikacji procesów ochrony danych osobowych może się różnić w zależności od ryzyka dla praw i wolności osób.
E) Administrator nie ma obowiązku systematycznego weryfikowania umów / relacji między podmiotem przetwarzającym a podmiotem dalszego powierzenia. Jednak gdy zachodzi wysokie ryzyko dla praw i wolności osób, których dane są przetwarzane, może to być konieczne dla zgodności z zasadą rozliczalności w celach weryfikacji środków bezpieczeństwa.

Podsumowując: jeżeli Administrator danych osobowych korzysta z dostawców usług, którzy także korzystając z podwykonawców itd., to w myśl wydanej opinii, Administrator jest odpowiedzialny za zgodność z RODO czyli m.in. ochronę danych osobowych w całym łańcuchu wykonawców i podwykonawców, a odpowiedzialność ta nie rozkłada się ani nie regresuje, a spoczywa wyłącznie na Administratorze danych osobowych.

Czyli konkretnie mówiąc, jeśli przekazujesz dane swojego klienta firmie, która w twoim imieniu ma za zadanie wykonać wysyłkę twojej oferty do tego potencjalnego klienta, to ty jesteś odpowiedzialny za to, jak będą przetwarzane dane tego klienta. Co więcej: jeśli firma przez ciebie zatrudniona zleci to kolejnej firmie, to nadal jesteś odpowiedzialny za przetwarzanie danych twoich klientów w systemach kolejnej firmy.

 


 

Dokument źródłowy: https://www.edpb.europa.eu/our-work-tools/our-documents/opinion-board-art-64/opinion-222024-certain-obligations-following_en

 


 

Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, ekspert ds. ochrony danych osobowych, audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

przeczytaj cały artykuł
Strona 26 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-05-20 00:00:00
Sprzedam: przecinarkę Promasz PW1TK-600, przecinarkę Promasz PDK-01-400, kruszarkę Abra, piaskarkę Abra Junior, ploter tnący Jaguar V, przecinarkę DK 200/350, kompresor Atlas Copco, przecinarkę SIRI 340. stanley.spakowski@gmail.com, Tel. 506 071 887

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.