
Sąd Rejonowy w Świdnicy II Wydział Karny wyrokiem z dnia 20 stycznia 2015 r., w sprawie o sygn. akt II W 293/14, uznał obwinionego za winnego popełnienia wykroczenia z art. 51 § 1 kw, i za to na podstawie tego przepisu wymierzył mu 100 złotych grzywny, a ponadto na podstawie art. 118 § 1 kpw zasądził od obwinionego na rzecz Skarbu Państwa – Sądu Rejonowego w Świdnicy koszty sądowe obejmujące kwotę 100 złotych tytułem zryczałtowanych wydatków, oraz kwotę 30 złotych tytułem opłaty karnej.
Sprawa była wynikiem długoletniego konfliktu sąsiedzkiego. Oskarżyciel posiłkowy zamieszkuje wraz z rodziną w bezpośrednim sąsiedztwie posesji, na której znajduje się zakład kamieniarski prowadzony przez ojca obwinionego. Pomiędzy obwinionym a rodziną oskarżyciela posiłkowego istnieje długoletni konflikt na tle funkcjonowania tego zakładu w związku z hałasem – strony wielokrotnie kierowały przeciwko sobie doniesienia i skargi do organów administracyjnych i organów ścigania, zamiast… spróbować mediacji.
W uzasadnieniu wyroku można przeczytać, że w dniu 1 maja 2013 roku (dzień świąteczny, wolny od pracy) na posesji oskarżyciela posiłkowego odbywało się spotkanie rodzinne. Około południa do zakładu sąsiadujacego z posesją przyjechał ojciec obwinionego i włączył maszyny do obróbki kamienia. Hałas zagłuszający rozmowy zmusił uczestników do przeniesienia spotkania do domu. Oskarżyciel posiłkowy zadzwonił na policję informując o zakłóceniu spokoju i domagając się interwencji. W wyniku interwencji maszyny wyłączono. Po odjeździe policjantów do zakładu przyjechał obwiniony i zostawił głośno włączoną muzykę w otwartym samochodzie. Ponownie wezwano policję – patrol zjawił się po około 20 minutach, w momencie gdy obwiniony już stamtąd wyjeżdżał ze ściszoną muzyką. Oskarżyciel posiłkowy poinformował policjantów o przyczynach zgłoszenia i żądania interwencji. Obwiniony, nie bez oporów, został wylegitymowany. Jeszcze tego dnia na teren zakładu ojca obwinionego przyjechał jego drugi syn, który również włączył w samochodzie głośną muzykę. Ponownie wezwano policję – w wyniku interwencji skierowano wniosek o ukaranie za wykroczenie z art. 51 § 1 kw.
Takich spraw pomiędzy tymi samymi osobami było kilka…
* * *
Mediacja w sprawach karnych to sposób dobrowolnego rozwiązywania problemów, powstałych w wyniku przestępstwa, w drodze porozumienia się pokrzywdzonego i podejrzanego lub oskarżonego, z pomocą mediatora. Mediacja może dotyczyć wszystkich przestępstw.
Korzyści dla pokrzywdzonego to:
1. możliwość wpływu na rozwiązanie problemów wynikających z przestępstwa na zaproponowanych przez siebie warunkach,
2. możliwość wypowiedzenia się na temat skutków przestępstwa oraz oczekiwań wobec podejrzanego lub oskarżonego,
3. szansa na szybsze uzyskanie naprawienia szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę
4. i co często niedoceniane, natomiast dla pokrzywdzonego niejednokrotnie bardzo ważne - szansa na usłyszenie słowa „przepraszam”.
Korzyści dla podejrzanego lub oskarżonego
1. możliwość porozumienia się z pokrzywdzonym co do sposobu i terminu naprawienia szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę oraz przeproszenia,
możliwość szybszego zakończenie postępowania karnego, a w konsekwencji szybsze zatarcie skazania,
2. zmniejszenie kosztów postępowania karnego,
3. szansa na łagodniejsze potraktowanie przez sąd.
Sprawa może zostać skierowana do mediacji przez policję, prokuratora lub sąd, na etapie postępowania prowadzonego przez policję lub prokuratora, jak również po wniesieniu sprawy do sądu. Sprawa kierowana jest do mediacji na podstawie postanowienia, w którym zostaje wyznaczony mediator. Prawo do złożenia wniosku skierowanie sprawy do mediacji mają i pokrzywdzony, i podejrzany/oskarżony, jednakże skierowanie sprawy do mediacji jest możliwe tylko po wyrażeniu zgody przez obie strony.
W sprawach karnych postępowanie mediacyjne powinno trwać nie dłużej niż miesiąc. I tak samo jak w sprawach cywilnych, rodzinnych, gospodarczych czy administracyjnych, mediacja jest poufna i prowadzona w sposób neutralny.
Mediacja może zakończyć się zawarciem wspólnie wypracowanej ugody albo jej brakiem.
W sprawach z oskarżenia publicznego zawarcie ugody nie kończy postępowania, ma jednak ten skutek, że zgodnie z treścią art. 53 § 3 kodeksu karnego wymierzając karę sąd bierze także pod uwagę pozytywne wyniki przeprowadzonej mediacji pomiędzy pokrzywdzonym a sprawcą albo ugodę pomiędzy nimi osiągniętą w postępowaniu przed sądem lub prokuratorem. Natomiast w sprawach z oskarżenia prywatnego, zawarcie przez strony ugody w postępowaniu mediacyjnym, powoduje umorzenie postępowania karnego.
Postępowanie mediacyjne w sprawach karnych regulują przepisy ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks postępowania karnego, ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny wykonawczy oraz rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 18 czerwca 2003 r. w sprawie wysokości i sposobu obliczania wydatków Skarbu Państwa w postępowaniu karnym i rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 7 maja 2015 r. w sprawie postępowania mediacyjnego w sprawach karnych. Na mocy art. 8 oraz § 9 art. 54 ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, przepisy dotyczące mediacji w sprawach karnych stosuje się również w sprawach o wykroczenia.
W przytoczonej sprawie kara nie wydaje się być dotkliwa. Jednak należy pamiętać o straconym czasie, nerwach, a także niepewności co do wysokości orzeczonej kary, gdyż w przypadku prawomocnego skazania za wykroczenie na karę aresztu osoba taka jest wpisywana do Krajowego Rejestru Karnego. A to już może zaważyć na przyszłości tej osoby.
mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

Najciekawsze projekty architektoniczne to zwykle te, które starają się stworzyć obiekt współgrający z otoczeniem i kontekstem architektonicznym. Takie obiekty są zawsze warte prezentowania.
Casa Piedra to projekt zlokalizowany w dzielnicy mieszkalnej Brisas Marqués, na jednym z półwyspów otaczających zatokę Acapulco w Meksyku. Charakterystyczną cechą tego kompleksu mieszkalnego jest jego położenie na szczycie starożytnego złoża granitu, które nadaje charakter topografii zatoki. Projekt, zlokalizowany na działce o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych, wzniesionej około stu metrów nad poziomem morza i trzysta metrów od linii brzegowej, stanął przed poważnymi wyzwaniami, które wymagały pomysłowych i przyjaznych dla środowiska rozwiązań.

Pierwszym wyzwaniem było zachowanie skalistego charakteru, który definiował krajobraz, a głównymi bohaterami były dwa ogromne głazy o średnicy ponad dwóch metrów. Po drugie, starano się harmonijnie wkomponować dom w topografię terenu, w którym różnica wysokości od najniższego punktu wynosi ponad siedemnaście metrów. Założeniem było, aby morze wtopiło się w konstrukcję, wiatry płynęły bez przeszkód, a istniejące skały w sercu projektu stały się jego istotną częścią, zacierając granice między naturalnym terenem a ingerencją człowieka.
Wyzwaniem architektonicznym było dostosowanie się do skali i opracowanie prostego schematu, w którym ze skalistego terenu wyłaniałby się „plac”. Złożoność leży w delikatnej harmonii, którą należało osiągnąć z otaczającą przyrodą: skałami, drzewami i krętymi liniami konturowymi.
Aby osiągnąć taki efekt, konieczne było zredukowanie architektury do niezbędnego minimum, pozwalając ramom i horyzontom basenu, morza i dżungli kształtować zabudowane przestrzenie. Ten dom, zamiast mieć przód lub tył, otwiera się na wiele krajobrazów, wszystkie z równą hierarchią. Tarasy i przestrzenie relaksacyjne są strategicznie rozmieszczone, aby wykorzystać różne możliwości widoków i światła słonecznego, a wszystko to w ścisłym dialogu z naturą: skałami, drzewami i krajobrazem. Fasada południowa i północna są otwarte, umożliwiając przepływ powietrza we wszystkich pomieszczeniach oraz ułatwiając naturalne oświetlenie i wentylację bez konieczności stosowania sztucznych systemów.

Obiekt nie jest przesycony kamieniem – poza dwoma głazami, kamienie wydobyte podczas robot ziemnych posłużyły do wykonania tarasów i murów oporowych.
Jest wyposażony w inteligentne panele słoneczne do basenu i systemy fotowoltaiczne do wytwarzania energii elektrycznej, oraz system uzdatniania wody. W praktyce Casa Piedra jest praktycznie samowystarczalna pod względem infrastruktury.
Biuro Architektoniczne: Taller Gabriela Carrillo
Projekt: Gabriela Carrillo Valadez
Powierzchnia użytkowa: 700m2
Zakończenie projektu: 2017
Zakończenie budowy: 2020
Zdjęcia: Rafael Gamo

Słysząc KAMIENIARSTWO, od razu w głowie mamy kategorie: nagrobki, budowlanka, schody, parapety… A co jeśli chcę być kamieniarzem, ale nie do końca przekonuje mnie produkcja blatów czy krawężnika? Czy branża z tak długimi tradycjami ma jeszcze nieodkrytą wolną przestrzeń? Czy w ogóle warto jej szukać? Czy opłaca się ponosić ryzyko, szukając swojego miejsca?

Projekt Granitowa Galeria to miał być trochę test, eksperyment, może nawet w jakimś stopniu udowodnienie sobie i innym, że największe naturalne bogactwo Strzegomia – granit – to sam w sobie doskonały produkt lokalny i wymaga tylko delikatnego dopracowania - aby był przyjaźniejszy i bardziej akceptowalny dla szerszego i innego niż dotychczas, grona odbiorców. Granit kojarzony dość monumentalnie, surowo, po wielu próbach, testach, ujęty w maleńką kilkumilimetrową kuleczkę, wywoływał już zupełnie odmienne od dotychczasowych reakcje.
Jak ta kuleczka powstała? Metodą prób i błędów, szukania maszyn, urządzeń, dostosowywania ich do obróbki granitu. Od początku wiedziałam, że to musi być bardziej kamieniarstwo niż jubilerstwo, nawet jeśli kamieniarska obróbka stawiała przed nami zupełnie nowe wyzwania. Bo jak zaakceptować, stosowaną przy produkcji kamiennych elementów tolerancję, kiedy granitowa kuleczka ma mieć 4mm, być wypolerowana i przewiercona… Do produkcji tak małych detali typowe kamieniarskie maszyny już się nie sprawdzały, natomiast te stosowane w jubilerstwie były zbyt delikatne. Pierwsze zadowalające elementy sprawiły jednak, że rósł apetyt na więcej, a kolejne małe sukcesy – nowe formy, nowe dolnośląskie skały ujęte w kolejne wzory biżuterii, galanterii czy pamiątkowych drobiazgów, spowodowały, że początkowo hobbistyczne zajęcie stało się pełnowymiarową działalnością. Takim kobiecym kamieniarstwem.
Dla wielu nie do przeskoczenia była myśl, że z takich pospolitych skał można robić biżuterię. Na ten nietuzinkowy wyrób kamieniarski częściej uwagę zwracają kobiety. Jednym granitowa biżuteria się podoba, innym nie, ale bezdyskusyjnie w morzu świecących błyskotek, uwagę przykuwa zawsze. Dotyczy to również mężczyzn, bo oni coraz chętniej noszą biżuterię. Ja już nawet nie podejmuję się klasyfikować, co jest biżuterią męską, a co damską. Patrząc na wybory klientów czy realizując specjalne zamówienia, przyjemnie jest obserwować coraz większą odwagę i coraz rzadsze zwracanie uwagi na stereotypy.
Kamieniarstwo to nie jest typowo kobieca branża, ale ja od dziecka mieszkam w Strzegomiu, kamień w moim życiu był obecny zawsze. Tato, brat, mąż, teść… oni wszyscy swoją zawodową działalność związali z kamieniem… A ja? Jakoś nasiąkałam tymi kamieniarskimi klimatami i podoba mi się, że znalazłam swoje miejsce w tym męskim świecie. To moje kobiece kamieniarstwo jest bardzo nietypowe i nierzadko zdarza mi się łapać wzrokiem dowody na to, że fascynuje nie tylko mnie… bo przyjdzie taki fachowiec z wieloletnim stażem, weźmie tę kuleczkę w palce, przez które niejedna tona kamienia już przeszła i obraca to maleństwo i zagląda przez tę milimetrową dziurkę i cmoknie, i pogładzi, bo ona idealnie kulista, wypolerowana i spojrzy wnikliwym, badawczym wzrokiem i czasem nawet spyta – jak ona to, kurna, zrobiła?
W zasadzie od początku, równolegle z produkcją nietypowych kamiennych elementów i nietuzinkowych wyrobów, w których znalazły one zastosowanie, moim marzeniem było utworzenie miejsca, w którym produkty te można będzie znaleźć. 10 lat temu zapadła decyzja o otwarciu w Strzegomiu niewielkiego sklepiku, w którym lokalny granit będzie zajmował najważniejsze miejsce. Od początku przyjęty został niezwykle ciepło, z zaciekawieniem, niedowierzaniem, zachwytem, zarówno przez mieszkańców Strzegomia, jak i przez kamieniarzy czy odwiedzających nasze miasto turystów. To motywowało i wciąż motywuje do dalszej pracy, jest niezwykle inspirujące i uzmysławia, że wciąż więcej jeszcze do odkrycia niż tego już dokonanego. Dlatego ciągle się uczę, testuję nowe rozwiązania, próbuję realizować kolejne pomysły. Wiąże się to z poznawaniem kreatywnych i twórczych ludzi, opracowywaniem nowych produktów, tworzeniem kolejnych projektów czy wydarzeń i to jest cudowne w tej pracy! Bo ludzie z pasją, dobrą energią przyciągają się i nakręcają do działania.
Żeby tak było, za działalnością i marką musi stać konkretny człowiek. Często to osoba właściciela, twórcy nadaje autentyczności, charakteru całej działalności. Nie inaczej było w moim przypadku. Powód, dla którego zrezygnowałam z pracownika, był trudnym momentem – pandemia.

Granitowe drobiazgi nie były produktem pierwszej potrzeby. Nie było gości, turystów, uroczystości, a więc zapotrzebowania na takie wyroby. W konsekwencji – zwyczajnie – tabelki zysków i strat przestały się spinać. Czy samemu trudno było ogarnąć wszystko? Oczywiście, ale jeśli chodzi o rozwój Granitowej Galerii, decyzja ta okazała się wyjątkowo korzystna. Osobisty kontakt z klientem okazał się niewiarygodnie cenny dla całości funkcjonowania GG. Kryzysowe, niezależne ode mnie zdarzenie, choć trudne, w efekcie przyniosło nowe możliwości. Kolejną korzyścią, która z konieczności została wypracowana w pandemii, okazało się położenie większego nacisku na działania w świecie wirtualnym – internetowy sklep, spójny autentyczny wizerunek w social mediach – to wtedy był czas, aby się nad tym naprawdę pochylić, a to niezbędne, aby móc zaistnieć nie tylko w lokalnym środowisku.
Chyba po tych dziesięciu latach mogę się odważyć na określenie, że Granitowa Galeria to nie tylko nazwa działalności, ale marka. To, co udało się stworzyć, to nie tylko autorski produkt lokalny, ale też ważne miejsce na mapie Strzegomia. Z jednej strony to coś nowego, wyjątkowego, czego nie było wcześniej, a z drugiej przecież bardzo naturalnego, oczywistego – bazującego na wykorzystaniu lokalnie występującego surowca. Rozpoczęcie projektu GG wiązało się z wejściem na rynek… który właściwie nie istnieje… Zadawałam sobie mnóstwo pytań: czy pomysł na bazaltowe kolczyki, granitowe bransoletki, naszyjniki z serpentynitu, medale, breloczki, magnesy będzie trafiony? Jak szybko ludzie nasycą się takiego rodzaju koralikami?
Czy takie gadżety są faktycznie potrzebne, czy to może tylko taka moja bardzo subiektywna potrzeba, wręcz fanaberia? Te10 lat pokazuje, że ta pozornie maleńka nisza jest bardzo pojemna. Obchodzony jubileusz – słowa zachwytu, podziwu, wsparcia, gratulacje, życzenia powodzenia i obchodzenia kolejnych jubileuszy – słyszane od tak licznie przybyłych gości są potwierdzeniem tego, że to wszystko ma sens i jest ważne nie tylko dla mnie.

Nadawanie kamiennym elementom form nieoczywistych, zaskakujących, takie trochę odczarowywanie kamienia, od początku działalności było bliskim mojemu sercu kierunkiem, ale też zawsze jakimś wyzwaniem. Cieszę się więc, że głównym artystycznym wydarzeniem tego małego jubileuszu był wernisaż wystawy rzeźb Alberta Wrotnowskiego „Życie jest niepewne, najpierw zjedz deser”.
Wystawa ta doskonale wpisuje się w to nieszablonowe podejście do ciężkiej zimnej, surowej materii jaką jest kamień. Kamienne landrynki, pączki, eklerki – rzeźby tak realistyczne, tak apetyczne, że aż ślinka leci i nie sposób przejść obok nich obojętnie. A jednocześnie rozmawiając z ich autorem, czytając menu, które jest katalogiem do wyjątkowej wystawy, nie sposób już obojętnie na nie patrzeć.
Cukiernicza z pozoru wystawa zaczyna być mocno… słodko – gorzka. Równolegle też zaczyna budzić jeszcze większy podziw – już nie tylko dla wyjątkowego rzemiosła, kunsztu rzeźbiarza i doskonale wykonanej kamieniarskiej pracy, ale też dla wrażliwości twórcy na społeczne sytuacje, zjawiska, dla wnikliwego obserwatora otaczającej nas rzeczywistości.
Każda praca jest bowiem odpowiedzią na konkretną sytuację współczesnego świata - efekt naszych żądz, słabości, emocji.
foto: Sebastian Tyniecki

W czerwcu odbył się XXIX Walny Zjazd Polskiego Związku Kamieniarstwa. Był to zjazd sprawozdawczo-wyborczy. Gościny branżystom udzielił hotel Magellan nad Zalewem Sulejowskim.
Wspaniały opis zjazdu i atrakcji, jakie mu towarzyszyły znajduje się na wcześniejszych stronach tego numeru Kuriera Kamieniarskiego. Uzupełnijmy więc jedynie informacje formalne.
Walne Zebranie członków Związku przyjęło sprawozdanie finansowe ustępującego zarządu i udzieliło mu absolutorium. Następnie w wyniku przeprowadzonych wyborów wybrano nowy Zarząd. W jego skład weszli: Michał Firlej, Konrad Kowalczyk, Jan Łobodziec, Michał Misiaszek, Tomasz Staniszewski, Michał Ziołowicz (kolejność alfabetyczna). Funkcję prezesa PZK 7. kadencji Walny Zjazd powierzył Michałowi Firlejowi. Nowy zarząd wybrał spośród siebie wiceprezesów: Jana Łobodźca i Konrada Kowalczyka. Walne Zebranie powołało również pozostałe organy Związku. Do Komisji Rewizyjnej wybrano: Klaudię Matusiak, Dariusza Chrzanowskiego, Artura Schützę, Łukasza Styrczulę i Jacka Łatę. Wybrano również członków Arbitrażu Koleżeńskiego, w skład którego weszli: Krzysztof Skolak, Alicja Janicka, Grzegorz Kwapisiewicz, Kazimierz Wolski i Norbert Kliński.
Nowy prezes podzielił się swoimi pomysłami na najbliższą przyszłość.
Paweł Szambelan: Jakie zmiany nastąpią w Polskim Związku Kamieniarstwa? Nowa twarz – nowe pomysły?
Michał Firlej: Byłem członkiem zarządu PZK w poprzedniej kadencji, więc raczej trudno mówić o nowej twarzy. W ostatnich miesiącach byłem bardzo mocno zaangażowany w pracę zarządu, dlatego jestem wdrożony w obecne działania i Związku i Zarządu. Nie ma powodu robić dużych zmian – to co było zaczęte, będzie kontynuowane, bo uważam, że działa dobrze i przynosi efekty. Myślę, że co najwyżej potrzebne będą lekkie zmiany administracyjne, ale to bardziej kosmetyka w zarządzaniu, niż zmiany w Związku.
PS: Co jest największym potencjałem PZK?
MF: Coraz więcej osób włącza się do działalności Zwiazku, osób spoza Zarządu. I to jest dobre i bardzo budujące. Tego typu działania chciałbym nadal wspierać i zachęcać do nich. Bo nie chodzi o to, żeby Związek szedł drogą wytyczoną przez Zarząd, tylko żeby rozwijał się tak, jak oczekują tego członkowie. Wtedy ludzie czują się związani z organizacją, a ich działania mają większe oddziaływania zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Poza tym im więcej osób będzie coś – cokolwiek – robiło, tym szerszy będzie to miało zasięg. Jedna osoba dotrze do kilku osób, ale kilka osób dotrze już do kilkudziesięciu czy kilkuset osób. Zarząd powinien być od legitymizowania działań, a nie od ich inicjowania.
W każdym działaniu musi być dobrowolność. Nie można wstać i powiedzieć: „ty będziesz teraz robił taki projekt”. Jeśli ten projekt powstanie na zasadzie dobrowolności, to wtedy będzie lepiej się rozwijał, a osoby go prowadzące będą bardziej zaangażowane. Decyzja musi być samodzielna.
Jeśli przyjrzeć się strukturom wewnątrz związku, to widać, że samorzutnie tworzą się grupy osób, które coś łączy. Czasami jest to powiązanie regionalne, czasami praca przy jednym zleceniu, czasami wspólny typ działalności, na przykład rzeźbiarstwo. Czasami wspólny wyjazd na targi. Zwykle wypływa to od nich samych – wystarczy małą iskra. W każdej grupie samoistnie pojawia się animator lub lider i grupa nabiera rozpędu.
PS: W co Związek będzie się angażować?
MF: Póki co dobrze wychodzi nam kwestia egzaminowania, czyli potwierdzania kompetencji zawodowych dyplomami czeladniczymi i mistrzowskimi. Po latach można powiedzieć, że to duży sukces. Pamiętam pierwszy egzamin, który organizowaliśmy jako Związek w roku 2016. Egzaminowane były cztery osoby. Jednak nim do tego doszło, musieliśmy się dosłownie nabiegać, aby zebrać komisję egzaminacyjną i zachęcić kamieniarzy do udziału w egzaminie. Teraz ludzie sami się dopytują, kiedy będzie, i przyjeżdżają po kilkaset kilometrów na egzamin – często także na kurs przygotowawczy poprzedzający egzamin. Mamy coraz więcej czeladników i mistrzów kamieniarskich. Na zjeździe poczułem miłe zaskoczenie, kiedy rozejrzałem się po sali i przy każdym stole widziałem co najmniej jedną osobę, która zdawała u nas egzamin mistrzowski. Czasami nawet były to osoby, które są już egzaminatorami. To nam wyszło i to trzeba to kontynuować.
Kolejna sprawa, którą należy kontynuować, to konsultacje dla osób, branż, grup korzystających z naszej pracy. Choćby architekci i projektanci mają nadal spore problemy ze specyfikacjami i innymi zagadnieniami, które związane są z kamieniem. Wielu z nich mocno się sparzyło na podpowiedziach od osób związanych z branżą, bo często natykali się na ludzi, którzy zamiast obiektywnej opinii zaoferowali swój materiał lub usługę. Słyszałem nawet o sytuacjach, w których materiał wskazany w takiej poradzie, nie mógł być w danym projekcie zastosowany ze względu na parametry. Architekt został z nieukończoną budową i pewnie z kamienia więcej nie skorzysta.
Na szczęście ta grupa zawodowa jest coraz bardziej świadoma i poszukuje podpowiedzi u osób, które znają się na temacie i potrafią być obiektywne. Tym sposobem trafiają na PZK. Przykładów choćby z ostatnich kilku miesięcy jest kilka, w tym na przykład duże inwestycje z pierwszych stron gazet. Ważne jest, że inwestor i projektant trafiają do kamieniarzy już na uż etapie projektowania. To pozwala na przygotowanie specyfikacji dla surowców użytych w różnych miejscach inwestycji i na różnych jej etapach oraz uniknięcie wielu błędów w przyszłości.
PS: Czyli funkcja doradcza?
MF: Takie biuro konsultacyjne – nie tyle dla ludzi z branży, tylko dla tych, co będą chcieli zastosować materiał kamienny – wydaje się koniecznością. Choćby z tego powodu, że my, kamieniarze, potem będziemy mieli łatwiej. I wcale nie chodzi o jakieś wielkie inwestycje. Problemy mogą się zacząć już na etapie wyboru i ułożenia kostki brukowej. Jeśli jest dobrana niewłaściwie, to będzie sprawiać kłopoty i będzie zniechęcać do zastosowania kamienia w przyszłości.
Co więcej: już na etapie projektowania wielu architektów zaczyna zastanawiać się nie tylko nad zastosowaniem konkretnego materiału – ze względu na kolor i odcień – ale również obróbki jego powierzchni. Współczesne projekty to nie są już jakieś kreski opisane jako „szary kamień” lub szeroko rozumiany „granit”. To świadome projektowanie poszczególnych fragmentów z wyborem konkretnego kamienia i konkretnej faktury powierzchni. To rodzi czasami wiele konkretnych pytań o: łatwość i ekonomię wykonania, estetykę i praktyczność użytkowania, trwałość czy wymogi bezpieczeństwa. Ale skoro te pytania się pojawiają, to cieszy, że świadomość użycia kamienia rośnie.
PS: Dziekuję za rozmowę.
Na zdjęciu:
Wlane Zebranie PZK – stół prezydialny, od lewej: Konrad Kowalczyk, Michał Ziołowicz, Krzysztof Skolak, Jan Łobodziec, Michał Firlej, Michał Misiaszek, Tomasz Staniszewski

Zjazdy Polskiego Związku Kamieniarstwa (PZK) stały się dla nas wydarzeniem nieodzownym. To czas, kiedy możemy „naładować baterie“ i okazja do spotkania ludzi pełnych pozytywnej energii, którzy mają podobne rozterki, wątpliwości, czy problemy. Bez względu na to, w jakiej części kraju prowadzi się swoją działalność gospodarczą, zawsze trafi się trudny klient, materiał słabej jakości, dylemat dotyczący kierunku rozwoju firmy, czy techniczne wątpliwości związane z obróbką kamienia. Członkowie Związku to ludzie, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami. Tu nie ma konkurencji. Jesteśmy partnerami, którzy wspólnie starają się wpłynąć pozytywnie na rozwój branży kamieniarskiej.

Wraz z żoną Anną prowadzimy Zakład Kamieniarski Granitus. To rodzinna firma świadcząca usługi na terenie województwa kujawsko – pomorskiego. Specjalizujemy się w realizacji nietypowych i personalizowanych nagrobków granitowych. Każde zlecenie traktujemy jako szansę do stworzenia czegoś unikatowego – daleko nam do rutynowej produkcji masowej. Naszym priorytetem jest precyzja wykonania, dlatego dbamy o każdy, nawet najdrobniejszy detal, aby finalny produkt stał się trwałym i godnym hołdem dla bliskich naszych Klientów.
Nasza przygoda z PZK rozpoczęła się w 2021 roku. Po śmierci ojca Kazimierza, z którym wspólnie prowadziłem działalność, postanowiłem potwierdzić swoje kompetencje kamieniarskie. Pomógł mi w tym PZK, dzięki któremu wziąłem udział w kursie przygotowawczym i uzyskałem tytuł Mistrza Kamieniarstwa. Wizja możliwości i korzyści, jakie daje związek, zachęciła mnie do stania się jego członkiem. Od tego czasu nie opuściliśmy z żoną żadnego zjazdu.
Jadąc na pierwszy zjazd, miałem wątpliwości czy się tam odnajdę. Jako właściciel niewielkiego zakładu kamieniarskiego zatrudniającego zaledwie kilku pracowników, czułem się niezbyt pewnie w towarzystwie „dużych kamieniarzy”. Szybko się okazało, że członkami związku są ludzie w różny sposób związani z kamieniarstwem, często prowadzący działalność na podobną skalę jak moja. A wszyscy bez względu na to, jak duży sukces odnieśli, nadal pozostają skromni i pełni pokory.
Zjazdy PZK mają miejsce dwa razy do roku, zawsze w innej części kraju. Organizatorzy dbają o to, by hotele, w których się odbywają, miały wysoki standard, były atrakcyjnie zlokalizowane i korzystne cenowo.
Tegoroczny letni zjazd miał miejsce w Bronisławowie nad Zalewem Sulejowskim, nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego. Organizatorzy postawili na lokalizację w centralnej części Polski, co wpłynęło na dużą frekwencję – w zjeździe uczestniczyło 90 osób.
Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu, odbyło się głosowanie nad absolutorium za rok 2023 dla Zarządu i Komisji Rewizyjnej oraz wybór nowych władz na VII kadencję.
Po wyborach rozpoczęła się część prelekcyjna. Dr Ewa Grabska-Kukulska wygłosiła inspirujący wykład na temat skutków błędów administracji celnych i zakresu kontroli celno-skarbowych. Następnie firma Cosentino zaprezentowała szeroki wachlarz swoich produktów i możliwe opcje współpracy z firmami kamieniarskimi.
Dzień zakończyła uroczysta kolacja, podczas której odbyła się loteria firmy Cosentino oraz mistrzostwa PZK w darta. Turniej w darta, zgodnie z oczekiwaniami, cieszył się dużym zainteresowaniem, dostarczając wielu emocji i zdrowej rywalizacji.
Drugi dzień rozpoczął pokaz firmy Rubi, dotyczący technik cięcia i obróbki spieków kwarcowych.
Osobiście nie zajmuję się obróbką spieków kwarcowych, jednak bardzo wartościowe okazały się rozmowy prowadzone podczas pokazu z innymi kamieniarzami. Tu też nie zabrakło wymiany doświadczeń, i sugestii co do poprawy techniki obróbki kamienia.
Po pokazie tradycyjnie odbyła się wycieczka autokarowa w interesujące miejsca - niekoniecznie związane z kamieniarstwem. Tym razem odwiedziliśmy punkt widokowy kopalni Bełchatów i wjechaliśmy kolejką linową na górę Kamieńsk – sztucznie utworzone wzgórze o wysokości 405 m. n.p.m. Dzień zakończyła wspólna kolacja przy ognisku.
Zjazdy PZK to dla nas nie tylko okazja do zdobycia nowej wiedzy i umiejętności, ale także moment, w którym możemy dzielić się doświadczeniami i wspierać się nawzajem. To czas, kiedy branża kamieniarska jednoczy się, by razem kształtować przyszłość naszego rzemiosła. Każde spotkanie to nowa inspiracja i motywacja do dalszego rozwoju, zarówno osobistego, jak i zawodowego. Dlatego zjazdy PZK stały się dla nas wydarzeniem, w którym uczestniczymy z nieukrywaną radością i zaangażowaniem.
Dodatkowo zjazdy te są okazją do zapoznania się z nowymi trendami w branży, wymiany opinii na temat nowoczesnych technologii oraz metod pracy. To także czas, kiedy możemy porozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed kamieniarstwem w Polsce i na świecie, oraz o sposobach ich przezwyciężania. Wspólne dyskusje i warsztaty pozwalają nam na rozwijanie umiejętności i poszerzanie horyzontów.
Niezmiernie ważne jest również to, że zjazdy PZK umożliwiają nam budowanie silnych relacji biznesowych i przyjaźni, które przekładają się na lepszą współpracę i wzajemne wsparcie w codziennej pracy. To właśnie te relacje są fundamentem naszej branży i pozwalają nam na osiąganie coraz lepszych wyników.
Podsumowując, zjazdy Polskiego Związku Kamieniarstwa są dla nas nie tylko czasem na regenerację i wymianę doświadczeń, ale także platformą do wspólnego dążenia do doskonałości w naszym rzemiośle. Są one dowodem na to, że razem możemy więcej i że solidarność w branży kamieniarskiej jest kluczem do sukcesu.