Felietony

Słoń a sprawa kamieniarska

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: wtorek, 10 maja 2016 08:23

fel_mir.png

Zapewne wszyscy skojarzą tytuł tego felietonu z popularnym w czasach porozbiorowych zwrotem, który rozpowszechniali między innymi Stefan Żeromski czy Maria Skłodowska Curie: „słoń a sprawa polska”.

Mimo tytułu – nie o słoniu będzie. Dziś kilka zdań nie o sprawie polskiej, ale teoretycznie mniejszej naszej sprawie – kamieniarskiej. Wiem, że to wielkie uproszczenie, a sprawa jest bardziej polska niż się to wydaje i łatwo da się przenieść o skalę wyżej i wtedy zacznie dotyczyć wszystkich.
Temat jest od dłuższego czasu żywy. Gości na co dzień w mediach wszelkiej maści – od „main-streamowych” telewizji całego świata po filmiki z telefonów komórkowych zamieszczone na Youtube.
Na razie sprawa nie do końca bezpośrednio nas dotyczy. Bo mimo zobowiązań poprzedników, obecnie rządzące ugrupowanie rękami i nogami broni się przed przyjęciem uchodźców do Polski. Wykorzystuje ku temu nadarzające się okazje polityczne i społeczne, których życie dostarcza o wiele więcej niż „pod dostatkiem”. Zapewniam jednak, że w tym felietonie nie zamierzam wchodzić w żadne narodowe ani religijne klimaty.

In medio stat veritas

Prawda, jak zawsze, leży gdzieś po środku. Nie wszyscy ludzie są z natury źli, a obrazy przedstawiane nam przez telewizję są przejaskrawiane w zależności od tezy, jaką reportaż ma udowodnić. Takie czasy i trzeba się z tym pogodzić. Z jednej i drugiej strony granicznej siatki zawsze stać będą dramaty całych rodzin i pojedynczych ludzi.
Zwrot imigranci ekonomiczni mógłby budzić w nas jednak nie tylko negatywne uczucia. Nie ma co ukrywać, że uchodźcy wojenni z Syrii i Iraku to jedynie część tej grupy, a słowo uchodźca nawet nie powinno budzić negatywnych emocji, ponieważ zwyczajnie, po ludzku, powinniśmy tym ludziom pomóc. Teoretycznie – chłodno i ekonomicznie na sprawę patrząc – mogłyby to być kolejne ręce do pracy w sezonie budowlanym. Do pracy prostej, niewymagającej specjalistycznych umiejętności, typu „podaj cegłę”. Niestety, nie oszukujmy się i uczmy na błędach innych – rąk do pracy nam z powodu przybycia tych ludzi nie przybędzie...

Strefa Schengen

Tak więc na razie – delikatnie i kolokwialnie mówiąc – klops. Drugi klops, o wiele większy, to problem z poruszaniem się w obecnych granicach tak zwanej Strefy Schengen. Wygląda na to, że w obrębie Strefy grożą nam coraz częstsze kontrole, bądź też – czym straszą niektórzy politycy – przywrócenie kontroli na granicach. Ilu z nas strefa ułatwia życie? Wspominając ostatnie kilkanaście lat: o ile łatwiej teraz sprowadzić kamień z Włoch?

Trzeci klops

Ten największy – straty finansowe.
W temat bezpieczeństwa nie ma się co zagłębiać. To temat-rzeka. Chciałbym, aby nie dotyczył naszego kraju i wolę „nie wywoływać wilka z lasu” – jak w nim jest, niech sobie tam siedzi i z niego nie wychodzi.
Wszelkiego rodzaju niepokoje społeczne, jak dobrze wszyscy wiemy, zwracają naszą uwagę tylko na problemy podstawowe: jedzenie, spanie i odpowiednie warunki sanitarne. Nikt nie będzie się zastanawiał, czy warto w tym roku wymienić schody z gresu na kamienne, kiedy co kilka dni słychać o zamachach w dużych europejskich miastach. Destabilizacja odbije się na nas wszystkich – nie tylko kamieniarzach. W zeszłym roku pewnie wielu z nas po raz pierwszy nie zazdrościło tym z południa: że klimat lepszy, że budowlanka może działać przez cały rok, że szerokie możliwości dorobienia na wynajmie pokoi turystom takim jak my – „z zimnej północy”. Ilu turystów z północy w tym roku nie wyruszy na poszukiwanie słońca na południu? I lepiej nawet nie teoretyzować, co działoby się w naszym kraju, gdyby doszło do sytuacji takiej, jak na przykład w Grecji.

Jakby nie patrzeć...

Plusów dla nas nie widać – ani dla osób z kamienia żyjących, ani dla mieszkańców dzisiejszej Europy. Jak mówi przywoływane przeze mnie już kiedyś przysłowie i przekleństwo w jednym: obyś żył w ciekawych czasach. Ani sobie, ani innym tego nie życzę. Tak dla odmiany pożyjmy i popracujmy w czasach nudnych. Ciekawie już było.

przeczytaj cały artykuł

Zrozumieć maszynę i dogadać się z kamieniem

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 09 maja 2016 12:27

felieton_D.jpg

W życiu mojego pokolenia – mniej więcej w okresie studiów – pojawiła się nowa dziedzina: informatyka. Komputery to było coś, co rozpalało umysł – takie przeniesienie do rzeczywistości popularnych wtedy książek science-fiction. Z rozrzewnieniem wspominam pierwszy mój osobisty kontakt z komputerem. To była słynna ODRA, która zajmowała cały budynek, a moc obliczeniową miała mniejszą niż dzisiejszy najprostszy smartfon. Na dodatek, żeby cokolwiek policzyła trzeba było napisać program w języku Fortran, a następnie wydziurkować go na specjalnej taśmie.

Potem poszło już szybko. Pierwsze komputery osobiste: ZX Spectrum, Commodore i ATARI. Ten ostatni był pierwszym, jaki miałem w domu. Rewelacja – tym bardziej, że pojawił się język programowania Basic, którego dało się już używać.

W tamtych czasach jedno było oczywiste: ci, którzy zainteresowali się komputerami nie mieli wyjścia i musieli zainteresować się zagadnieniem jak to działa i poznać język programowania. Efekty widzę do dzisiaj. Tacy użytkownicy komputerów do dziś potrafią więcej. I nie myślą, że, naciskając klawisze, uruchamiają krasnoludki, które coś z tym robią. Zwykle też wiedzą jaki efekt lub skutek chcą swoim działaniem uzyskać.

O komputerach piszę ponieważ od paru lat funkcjonują one także w maszynach kamieniarskich. I to nie tylko w formie tak oczywistej, jak komputer PC podłączony do maszyny – czasem jest to tylko panel sterowniczy, ale i tak procesami realizowanymi przez maszynę zarządza ukryty w panelu komputer. I tu, niestety, zdarzają się problemy.

Często maszynę sterowaną numerycznie obsługuje młody człowiek, o którym szef wie, że spędza dużo czasu przy komputerze. Niestety, to już pokolenie, które w ramach nauki własnej lub szkolnej nauczyło się tylko obsługi kilku lub kilkunastu programów. A brak podstawowej wiedzy z cyklu „jak to działa” powoduje błędy, czasem dość kosztowne. Bo maszyny same nie zrobią nic – wykonają to, co zaplanuje obsługa. Pod warunkiem, że obsługa wykaże się zrozumieniem oprogramowania sterującego.

Widziałem kiedyś blat, w którym otwór do montażu baterii był średnicy spływu – taki mały błąd obsługi, a krasnoludki w maszynie nie wiedziały, że powinien być mniejszy.
Na dodatek pracownik – często informatycznie bardzo biegły – nie ma doświadczenia z kamieniem. Gdyby wcześniej obrabiał go ręcznie – jak starzy fachowcy – po strukturze kamienia rozpoznawałby miejsca, w których próba wycięcia otworu prawdopodobnie skończy się paskudnymi wyszczerbieniami. Mało tego – czerwona lampka ostrzegawcza w głowie zapaliłaby się szybko, bo nie ma lepszej nauki, jak perspektywa ponownej ciężkiej pracy zaczynanej od początku. Przy użyciu maszyny ciężkiej pracy nie ma, a straty, które ponosi szef, operatora maszyny zwykle nie bolą.
Brak wiedzy o obrabianym materiale to duży problem. Ci, którzy go znają – zwykle starzy, doświadczeni pracownicy – niezbyt garną się do komputerów. Z kolei młodzi, kochający ten sprzęt, nie bardzo chcą poznawać kamień.

Spotkałem kiedyś szefa firmy, który wymyślił genialny system. Jeśli operator CNC zepsuje płytę przy wycinaniu blatu, musi ten blat wykonać ręcznie. Od momentu pierwszego wyegzekwowania tej zasady operator trzy razy sprawdza, czy wszystko jest OK, a płytę ogląda prawie z lupą.

Nowoczesne maszyny to fantastyczna zmiana w kamieniarstwie i podpisuję się pod nią obiema rękami, ale trzeba zrozumieć maszynę i „dogadać się” z kamieniem.

przeczytaj cały artykuł

Jaki będzie 2016-ty?

Autor: Krzysztof Piotrowski   |   Data publikacji: środa, 02 marca 2016 22:49

 

statistics-76198.jpg

Kolejny sezon kamieniarski przed nami. Zaczyna się pogodowo całkiem nieźle (mimo, że astronomiczna zima jeszcze się nie zakończyła), gorzej walutowo. Dolar i euro osiągnęły poziom z pamiętnego 2008 roku – kiedy rozpoczął się światowy kryzys. Złoty jest walutą dość słabą, nasz rynek spekulacyjny, a wahania kursów niekorzystnie odbijają się w rynku kamieniarskim. Większość kamieniarskiego surowca w postaci bloków i płyt pochodzi z importu. Dotyczy to także niektórych wyrobów gotowych, zwłaszcza nagrobków z pochodzeniem chińskim. Droga waluta powoduje wzrost cen ponieważ wzrastają koszty produkcji.

Materiały do produkcji w postaci narzędzi, maszyn również w dużej mierze pochodzą z importu. Wysokie kursy walut działają hamująco na zachowania inwestycyjne kamieniarzy. Wielu pewnie właśnie rozważa wstrzymanie się z zakupem importowanych maszyn, o których myśleli jeszcze jesienią. Po zmianie rządów sytuacja w naszym kraju dodatkowo wpływa zachowawczo na działania inwestycyjne. Większość będzie obserwować rynek działając bardzo spokojnie, czekając na rozwój wypadków i bez “spontanicznych szaleństw”. To samo może dziać się z klientami zakładów kamieniarskich. Inwestycja w nagrobek nie jest pierwszą potrzebą i większość takich inwestorów może wstrzymać się czasowo.

Co innego jest z budowlanką – to inwestycja raczej w przyszłość, czasami traktowana przez niektórych jako inwestycja w pewien luksus. Dla nas kamieniarzy z kolei rozumiana jako już pewien standard – bo parapety, okładziny schodów czy blaty kamienne staja się coraz bardziej powszechne. Myślę, że budowlanka jest przyszłością dla kamieniarstwa, a złote czasy dla nagrobkarstwa to już były!
Nasz kraj potrzebuje zmian i to każdy wie. Teorię mamy opanowaną, gorzej z praktyką. Pewne zmiany spowodują ożywienie gospodarcze. Nie sądzę jednak, żeby program „Rodzina 500 plus” wpłynął bezpośrednio na rynek kamieniarski, bardziej na rynek zabawkarski.

Rok 2016 nie będzie łatwy, ale może być przełomowy dla wielu firm. Podaż dobrej jakości kamienia jest coraz mniejsza. Wiele kamieniołomów ograniczyło wydobycie bloków granitowych ze względu na załamanie rynku chińskiego, który wchłaniał większość światowej produkcji. Taka sytuacja nastąpiła w Finlandii. Większość tamtejszych kamieniołomów nie pracuje już pełna parą, a część jest zamknięta.

Na rynku polskim panuje niedobór czarnego granitu. Jest kłopot z zakupem czarnego szweda, którego produkcja jest bardzo mała i złej jakości. Ponadto jeden z kamieniołomów czarnego szweda uległ częściowemu zasypaniu na skutek długotrwałych deszczy. Od dłuższego czasu kłopoty są również z zakupem bloków Verde Bahii. Tu problem jest znalezienie transportu morskiego.

Nie ma co narzekać na dostępność najbardziej popularnej Impali – bloki są w Szczecinie ( nie trzeba czekać na statek, jak w poprzednim roku), gorzej będzie z ceną. Ale poczekamy – zobaczymy...

Niskie koszty transportu kontenerowego z Chin mogą działać stymulująco na import z tego kraju. Znane są już przypadki transportu kontenera w promocyjnej cenie 199 euro!!!

Na nagły wzrost na rynku kamieniarskim nie mamy co liczyć. Mimo to starajmy się utrzymać to, co mamy – bez narzekania, że jest źle. Czego wszystkim w nowym sezonie życzę.

przeczytaj cały artykuł

And Now for Something Completely Different

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: środa, 02 marca 2016 22:45

Idąc za radą członków ekipy Monty Pythona dzisiaj coś kompletnie z innej beczki.

Prawdopodobnie zdarzyło mi się już kiedyś wspomnieć wypowiedź jednego ze znajomych handlowców pracujących w hurtowni kamienia, który skarżył się na to, że wciąż zmieniają się ludzie, z którymi przychodzi mu się kontaktować. W zasadzie jeździł wciąż do tych samych firm, ale za każdym razem zaczynał od nowa rozmowę z nową osobą na tym samym stanowisku (wprost przeciwnie do większych firm kamieniarskich: tu wciąż te same twarze, tylko zakłady inne – ale to już temat na inną opowieść). Otóż ten znajomy postanowił – jakąś sobie tylko znaną metodą – policzyć średnią, którą ludzie w kamieniarce wytrzymują i wyszło mu półtora roku. Pewnie byłbym się w stanie z tą tezą zgodzić z małą, ale ważną, korektą: 90% odpadnie, 10% wsiąknie w temat, zakocha się i zostanie.

Kamień twardy, więc tylko najtwardsi się ostają

Zostaną, bo ten kamień to musi być choć trochę hobby – coś do czego, mimo przeklinania po kolejnym trudnym kliencie typu „nigdy więcej”, wraca się niczym wielokrotnie zdradzony (choć nie ostatnio) kibic reprezentacji Polski w piłce nożnej na Stadion Narodowy w Warszawie. Oprócz kamienia jednak coś poza tym być musi.

A co na to mądrzy, światli psychologowie?

Niedawno wpadły mi w ręce ich badania (nie żebym im ufał, ale i im zdarza się mieć rację), z których jednoznacznie wynikało, że zarówno zdrowie psychiczne jak i zapał do pracy dłużej zachowują ludzie nie do końca się w ową pracę angażujący, traktujący ją jak wyrobnik praktykujący od 9 do 17. Podobno ludzie tacy rzadziej się wypalają i dłużej zostają produktywni w jednym miejscu pracy. Nie do końca pasuje mi to do codziennych obserwacji. Można się palić, zapalić, podpalić, później spalić i niczym feniks z popiołu powstać. Wystarczy właśnie to coś, co będziemy robić choćby przez chwilę, a co naładuje nam akumulatory na cały następny tydzień albo i na dłużej. Dla jednego to będzie wizyta na stadionie i kibicowanie ukochanej drużynie, dla drugiego przebiegnięcie maratonu albo zorbing czy przekła-danie po raz tryliard sto pięćdziesiąty zdjęć z autografami osób znanych. Ktoś inny zapuści się raz na rok w zamorskie kraje i naładuje się energią na całe następne dwanaście miesięcy. Dopóki nasze hobby nie przeszkadza i nie szkodzi nikomu – hulaj dusza! Z zainteresowaniami jest jak z pytaniami – nie ma głupich, są tylko ludzie ich nie rozumiejący.

Bo zdrowie jest najważniejsze!

Dawno, dawno temu kolega,współhobbysta – prawie czterdziestolatek, posiadający firmę z sekto-ra IT, żonę artystkę, dziecko, psa i dom, a więc człowiek w miarę stateczny – zadał mi pytanie, czy wiem, co utrzymuje go we względnej normal-ności. Odpowiedziałem, że pewnie nasze durne hobby. Odpowiedział: „Tak, dokładnie. Trzyma mnie w równowadze to, że codziennie poświęcam godzinę na dłubaniu w karabinach na plastikowe kulki albo szukam nowości z airsoftem związanych w sieci. A w weekend jest kulminacja: strzelanie i totalne oderwanie od rzeczywistości.”
Tak więc dla zdrowia nie tylko psychicznego (ale może i fizycznego – można połączyć przyjemne z pożytecznym) szukajcie sobie drodzy Państwo czegoś, co choć na moment zabierze Was ze świata codziennych problemów i pozwoli na chwilę wrzucić na luz. Tak, wiem, czasami te nasze hobby pozazawodowe to również nerwy i stres (vide wspomniana wcześniej piłka nożna, tak klubowa jak i reprezentacyjna). Tylko, że to nie ten sam stres. Ten jest trochę inny; może chciany, może oswojony, taki trochę na życzenie i własne żądanie. Nawet on nas od codzienności odciąga!

Każdemu takiej odskoczni, jednej co najmniej, życzę. Żeby życie choć przez chwilę lżejszym było!

przeczytaj cały artykuł

Podwójne salto ze śrubą

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 02 marca 2016 22:39

Jako dziecko miałem swoje ukochane podwórko i kolegów. Oczywiście wśród kumpli z podwórka popularnym zajęciem było prześciganie się w biciu głupawych i raczej niebezpiecznych rekordów.
Przykładowo: miejscem, które lubiliśmy odwiedzać było stare wysypisko śmieci. Była to duża dziura w ziemi pełna złomu i szkła. Wymyśliliśmy takie zawody: kto zahamuje rowerem bliżej krawędzi. Wygrałem, bo wcale nie zahamowałem. Skończyło się podartymi spodniami i mocno przeciętą nogą.

Latem biegaliśmy nad rzekę i skakaliśmy ze skarpy do wody. „Bohaterowie” demonstrowali salta. Ale znalazł się jeden, który chciał zaprezentować podwójne i to ze śrubą. Miał sporo szczęścia, bo skończyło się tylko na złamanej ręce.
Kiedy podrosłem i byłem pełnoletni pojawiły się nowe zabawy – „pożyczone” od ojca auto i jazda po mieście poślizgami kontrolowanymi. Teraz to się nazywa drifting.

Ale wydoroślałem i z tych pomysłów wyrosłem.

Patrzę jednak na otoczenie i branżę i mam wrażenie, że niektórzy pozostali na tym etapie. Ostatnio rozmawiałem z jednym z kamieniarzy, który po latach produkowania nagrobków w zeszłym roku zrobił dwie łazienki i trzy blaty kuchenne. Teraz startuje w przetargu na wykonanie elewacji na budynku biurowym (1500 m2). Niestety, nie podejrzewam, żeby miał środki na realizację, a park maszynowy zakładu jest raczej nieprzystający do takiego zadania.
Dziwię się zleceniodawcy, że ma ochotę patrzeć jak wykonawca staje na skarpie i przygotowuję się do podwójnego salta ze śrubą. Tyle, że jeśli dobrze napisał umowę to ryzykuje tylko terminem realizacji.

W swoim czasie jedna z kopalń była na sprzedaż, a wielką ochotę na jej zakup mieli dwaj inwestorzy związani z branżą. Tyle, że cena zakupu równa była absolutnie wszystkim środkom, jakimi dysponowali. Do transakcji doszło późną jesienią. Zimą wydobycia nie było. Poza tym nowi właściciele dysponowali tylko starą ładowarko-koparką. W styczniu dostali kwit do zapłaty z gminy… i zaczęły się problemy. No, ale czy ktoś im zakazał hamowania przed krawędzią?

Nieco starszy przykład: duża realizacja w Warszawie, gdzie na wielkiej powierzchni zaprojektowano posadzkę o skomplikowanym wzorze – w zasadzie można mówić o mozaice z dużych elementów. Na dodatek inwestor oczekiwał wykonania bezfugowego. W owym czasie centrum numeryczne, które mogło podołać temu zadaniu, posiadała tylko jedna firma. Przetarg ceną wygrał ktoś inny i przystąpił do realizacji. Ale wkrótce dotarł do etapu z mozaiką. Próbował różnymi metodami, ale niestety musiał zgłosić się do przegranego w przetargu posiadacza centrum numerycznego. Nie trudno się domyśleć jaka była cena wycięcia potrzebnych elementów.

I tak, na co dzień spotykamy, tych, którzy dziecinny czy młodzieńczy dreszczyk emocji przenoszą na dorosłe życie i prowadzenie biznesu. I zaczyna się ryzykowana gra rynkowa. Niestety, zwykle idą w zaparte, co łączy się z przeniesieniem strat na dostawców, kooperantów i pracowników. I to jest niesprawiedliwe. To tak, jakby skaczący ze skarpy do wody ryzykował tym, że połamane ręce i nogi będą mieli koledzy na brzegu.

Dlatego w nowym sezonie życzę wszystkim nie tylko sukcesów, ale i rozwagi. A znane z imprez powiedzenie „Co!? Ja nie zrobię!?” pozostanie tylko powiedzeniem lub anegdotką.
Pamiętajcie: salto w przód i tył równocześnie, potrafi zrobić tylko Chuck Norris.

przeczytaj cały artykuł
Strona 22 z 27

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.