Vademecum kamieniarza

Z dłuta wzięte: ostrzenie

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 01:00

drill-1329766_640.jpg

Na nic dłuto, na nic wiertło, kiedy nie chce wejść w materiał!

Aby ostrzyć, trzeba kupić sobie szlifierkę stołową. Najlepiej kilka. Postawić obok siebie, zapewnić im należyte oświetlenie: z boku tarczy do szlifowania tarczą bocznie zbierającą, i od góry, gdy tarcza zbiera materiał dłuta swoim obwodem. Dostatecznym powodem postawienia kilku szlifierek niech będzie lenistwo, wygoda i oszczędność czasu. Nie ma też co kupować szlifierek o małej mocy – rzędu 150 W, bo chęć błyskawicznego naostrzenia dłuta czy wiertła skończy się po paru zbyt mocnych przyłożeniach do tarczy szlifierskiej, albo zakupem nowej, albo zostania do końca dnia cholerykiem. Szlifierka musi mieć co najmniej 250 – 350 W, a najlepiej, gdy jest trójfazowa. Czeska Proma robi bardzo dobre szlifierki stołowe, ale koszt ich jest proporcjonalny do ich jakości. Choć polecam, to myślę nad takim zakupem i takiej na razie jeszcze nie mam...

Skoro już stoi przed Wami rząd nowych i lśniących niczym nowe Tesle szlifierek stołowych – pora na zakupy tarcz do nich. Potrzebna będzie: tarcza korundowa do stali, tarcza korundowa zielona do widii, tarcza z nasypem diamentowym do cięcia szkła (tak się nazywają te tarcze do kupienia na popularnym portalu aukcyjnym) i tarcza boczna – ewentualnie obwodowa – o szerokości co najmniej 10 mm do ostrzenia widii.

 

Tarcza do ostrzenia stali jest do zebrania nadmiaru stali wokół widii. Dlaczego? Otóż każda tarcza ma swoją specyfikację: twardość, czyli odporność na wyłupywanie się ziarna, ziarnistość i rodzaj ziarna. Korund (99% Al2O3) jest najlepszy, ale i najdroższy; elektrokorund (94-97% Al2O3) już nie jest taki dobry. Parę procent mniej, a robi dużą różnicę... szkoda używać miękkiej tarczy korundowej do zbierania stali. Lepiej ją zachować do ostrzenia widii.
Bardzo ważnym narzędziem jest diamentowy obciągacz do tarczy. Pozwala on na wyrównanie obwodu tarczy (tarcza nie bije) i usunięcie z jej obwodu starych, tępych ziaren, dzięki czemu tarcza dobrze „bierze”. Jej ziarnistość powinna być zachowana w przedziale: 60-80. Tarcza korundowa ma z reguły 20 mm grubości, ale produkowane są również cienkie, o grubości 4,5 i 6 mm, przeznaczone do ostrzenia groszkowników.

Tarcza z diamentowym nasypem bocznym to tarcza do szybkiego zbierania stępionej powierzchni widii, gdy szkoda nam używać tarczy korundowej. Trzeba pamiętać, by nie dociskać dłuta czy wiertła do jej powierzchni zbyt mocno, bo tylko niszczymy w ten sposób tarczę i diament. Szlifowanie na niej stali jest też czynnikiem, który ją szybko niszczy, więc nie polecam. Zasada jest prosta: tylko ostre ziarno ugryzie twardą widię, tępe, czy „zalepione” stalą lub tłustą kredką kamieniarską nie będzie należycie ostrzyć dłuta czy wiertła. Tarcze z drobnym ziarnem diamentowym (180-220) są przeznaczone do doostrzania raczej niż do zbierania grubej warstwy uszkodzonego dłuta czy stępionego wiertła. Bardzo ważna w nich jest twardość spoiwa, w którym zatopione są ziarna. Jeśli będzie twarde – niczego nie naostrzymy, jeśli miękkie – efekt będzie zauważalny, ale tarczy będzie ubywać..
Pora zatem wziąć dłuto i naostrzyć, bo tępym – obciach robić. Najprościej zacząć od szpica. To dłuto do obróbki zgrubnej, gdzie kąt stożka wierzchołka powinien wynosić od 60 do 80°. Powierzchnie boczne powinny być proste, a wierzchołek stożka – idealnie pośrodku dłuta. Dłuta płaskie ostrzymy na dwa sposoby: a) boczne powierzchnie są proste, aż do końca w stronę ostrza; b) boczne powierzchnie biegną po łuku w stronę ostrza.

Typ a) to typowy szlif do piaskowca, a z lekką fazką na krawędzi ostrza – także do granitu. Typ b) to typowy sposób ostrzenia włoskich dłut do marmuru. (Taki łuk pomaga w tzw. kołyskowym sposobie prowadzenia dłuta zwanym „wybieraniem”.)

Gradziny to dłuta używane do obróbki po szpicowaniu, ich zadaniem jest zebranie nadmiaru materiału w postaci „górek”. Gradzina musi zbierać, ale nie powinna się zbytnio zagłębiać, czy wcinać w materiał. Potrzebuje zatem kąta ostrza 50 do 60° i ukształtowania bocznych krawędzi zębów. Dzięki lekkiemu ich zeskosowaniu zabezpieczamy dłuto przed wykruszeniem narożnej części zęba dłuta. Dodatkowo, ich szerokość jest zmienna w zależności od przeznaczenia dłuta: gradzina zgrubna ma duże przerwy między zębami, a wykańczająca prawie ich nie ma...
Odbijaki powinny być również ostrzone zgodnie z ich pierwotną geometrią, dłuta do szarierowania powierzchni – lekko w „łódkę” i idealnie po prostej linii ostrza.

129ostrz1.jpg

Rzadko używanie u nas ryflowniki według rysunku. A ryflownik – tak w ogóle – jest ciekawym dłutem, bo służy mi np. do wybierania wewnętrznej oszlakowaniej wcześniej płaszczyzny; więc polecam, zwłaszcza te skośnie ostrzone.
Jeśli zaś ktoś z Was chce ostrzyć wiertła – niech robi to jak najwierniej według rysunku na sąsiedniej stronie. Dzięki temu otwór będzie okrągły, a wiercenie przebiegnie sprawnie i bez uszkadzania materiału i narzędzia. Polecam zwłaszcza wiertła o widii trójramiennej, bo łatwo ją naostrzyć, dobrze i szybko wierci nawet twardy granit. Wiertła (i katalog z przydatnymi rysunkami) mam od firmy Widuto.

To tyle na temat ostrzenia dłut, o którym pisze niemiecki katalog Königa. To dobre źródło wiedzy kamieniarskiej. Ale czy jest to źródło wyczerpujące temat ostrzenia? Poniżej zobaczcie proszę ułamek tego, co Polak do sztuki ostrzenia wnieść od siebie potrafi…

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Jak zablokować wybór kamienia na inwestycję?

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: środa, 15 maja 2024 10:49

129question-mark-2546106_640.jpg

W trakcie procesu projektowania architekci wypracowują sobie jasno określoną wizję, którą starają się przekształcić w rzeczywistość poprzez stworzenie projektu nowego obiektu. Jednakże są ograniczeni przepisami Prawa Zamówień Publicznych, co uniemożliwia im wskazanie konkretnego materiału. Wiele z tych regulacji – mających na celu ujednolicenie rynku – staje się obciążeniem, ograniczając swobodę realizacji architektonicznej wizji. W takich sytuacjach naturalne jest poszukiwanie wsparcia w branży.

Wówczas sprawa trafia do specjalistów.
kamień 
Projektanci polegają na fachowcach z danej dziedziny (a dlaczego mieliby nie polegać?), którzy mogą wskazać materiał, nie wymieniając go wprost z nazwy, ale opisując jego cechy użytkowe. W specyfikacji często znajdują się informacje dotyczące materiałów kamiennych, które są trudne do zrealizowania lub niemożliwe do zweryfikowania, ponieważ są deklarowane, zaokrąglane lub opisywane w sposób niewłaściwy. A także podawane w innych jednostkach niż te stosowane do badania właściwości materiałów zgodnie z przyjętymi w Polsce normami.

W pamięci pozostaje historia z jednej budowy, gdzie podano bardzo dziwne wymagania dotyczące wapienia:
• wytrzymałość na zginanie 63 MPa,
• odporność na ścieranie 32 g/cm2,
• nasiąkliwość 0,0002 %

Śledząc losy tego zapisu okazało się, że pochodzą one od jednego z branżowych fachowców, który przekazał do biura projektowego dane oczekiwanego materiału kamiennego. Niestety nie potrafił ich zweryfikować i ta część specyfikacji była całkowicie bezużyteczna i niemożliwa do spełnienia.

Po pierwsze: fachowiec z branży nie widział różnicy pomiędzy wytrzymałością na zginanie i wytrzymałością na ściskanie i w trakcie tłumaczenia badań nie zauważył, że pomieszał wyniki, stąd absurdalnie zawyżony wynik pomiaru tej cechy.

Po drugie: dane pochodziły z dalekiej zagranicy, gdzie obowiązują inne normy, w tym normy dotyczące sposobu badania materiałów. Takie dokumenty nakładają na nas również posługiwanie się odpowiednimi jednostkami. W przypadku odporności na ścieranie wskazano tu ilość startej masy przypadającej na jednostkę powierzchni (w Polsce właściwą jednostką jest cm3/50 cm2, czyli objętość startego materiału na określoną powierzchnię ścieraną). Nie mamy nawet pewności co do zastosowanej metody badania – badanie o tej samej nazwie może być wykonane w różny sposób.

Po trzecie: zgodnie ze stosowanymi w Polsce wytycznymi nasiąkliwość dla kamienia naturalnego zaokrąglamy do 0,1 %. Większa szczegółowość nie ma najmniejszego sensu i stanowi poważną nieprawidłowość, ponieważ powstaje wysokie ryzyko błędu pomiarowego.

Przy tego typu specyfikacji nie można w zasadzie dostarczyć elementów kamiennych, ponieważ albo nie ma takich materiałów (parametry nieosiągalne dla opisywanego kamienia), albo nie możemy sprawdzić ich zgodności (zastosowanie metod badawczych niezgodnych dla obowiązujących norm lub brak opisu metody badawczej). „Fachowiec” być może chciał zapewnić sobie monopol na dostawę materiału, ale niestety stworzył sytuację bez wyjścia.


Michał Firlej, autor tekstu, jest doradcą w zakresie oznakowania CE wyrobów z kamienia naturalnego,
biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa,
rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług przy Dolnośląskim Inspektorze Inspekcji Handlowej oraz Biegłym Skarbowym.

Kontakt do autora:
tel. 695 164 288,
firlej@stoneconsulting.pl
www.stoneconsulting.pl

 

przeczytaj cały artykuł

Montaż nagrobków, część 1 Fundament to podstawa

Autor: Dariusz Chrzanowski   |   Data publikacji: czwartek, 07 marca 2024 08:35

kk128_Strona_26_Obraz_0001.jpg

Na temat montażu nagrobków na łamach Kuriera pisano już wielokrotnie. Mimo to zdecydowałem się do tematu wrócić. Z racji zawodu i wykonywanych czynności z tym zawodem związanych, nagminnie spotykam na cmentarzach błędy, które albo są wynikiem zwykłej niewiedzy, niedbalstwa albo, no właśnie: „Dlaczego tak?”.

Fundament
Najważniejszy, jak zawsze, jest fundament. Kluczowym tematem jest przygotowanie terenu. Podłoże pod nagrobkiem powinno być stabilne, nośne i odpowiednio wyrównane. Najlepiej jest ubić je i zagęścić, używając do tego celu zagęszczarki. Przy niestabilnym podłożu powinny zostać podjęte dodatkowe czynności stabilizujące polegające na palowaniu w narożnikach pod fundamentem. W przypadku tzw. mogiły ziemnej jako elementy stabilizujące należy zastosować odpowiedniej długości legary, które podkładamy pod ramkę fundamentową.

Podkład pod nagrobkiem powinien stanowić zawsze zamkniętą konstrukcję w postaci:
- betonowej konstrukcji piwnicy grobu lub
- lanego fundamentu o grubości minimum 12 cm lub
- betonowej, odpowiednio zbrojonej, ramki o grubości dostosowanej do spodziewanego obciążenia (patrz Norma Nagrobkowa, o której też napiszę – www.kurierkamieniarski.pl/normanagrobkowa/).

Sam fundament powinien być dostatecznie głęboki i na tyle solidny, aby utrzymać ciężar całego nagrobka i skutecznie zapobiegać przed zapadaniem się całości konstrukcji w grunt. Przed wylaniem odpowiedniego fundamentu należy upewnić się czy zamawiający planuje lub przewiduje dochówek i uwzględnić to już na etapie wykonania fundamentu.

Rama fundamentowa
Najbardziej popularnym rozwiązaniem stosowanym jako podbudowa nagrobka grobu ziemnego jest, wspomniana już, betonowa rama fundamentowa. Jest to gotowy element, tzw. prefabrykat, którego wyrobem zajmują się wyspecjalizowane
w tym zakłady betoniarskie. Nierzadko wykonywane one są też przez samych kamieniarzy lub przez inne przypadkowe osoby, które znalazły sobie niszę do zarabiania. W tym ostatnim przypadku nagminne jest stosowanie zbyt delikatnego, jak na element fundamentowy, zbrojenia. Taka ramka wygina się już pod swym własnym ciężarem i nie jest odpowiednia, by można było stosować ją jako podbudowę nagrobka. Dlatego, jeśli chcemy zadbać o swoją markę i wizerunek firmy, nie dajmy się skusić niską ceną takiej ramki.

Jak już wspomniałem, podkład pod nagrobek powinien stanowić pewną, stabilną i zamkniętą konstrukcję, w tym przypadku odpowiednio zbrojoną ramę, a jej grubość i zbrojenie zależne jest od przewidywanego ciężaru nagrobka.
Zastosowanie gotowej ramki fundamentowej jako podbudowy pod nagrobek nie tylko skraca czas wykonania całego fundamentu, ale przede wszystkim jest to najlepsze rozwiązanie w przypadku przewidywanego dochówku.

Legary jako podbudowa ramki fundamentowej
Aby usadowić nagrobek na mogile ziemnej, z przewidzianym dochówkiem, należy na wcześniej odpowiednio przygotowanym gruncie, posadowić dwa legary: jeden w „głowie”, drugi w „nogach”. Legary muszą przylegać całą swoją powierzchnią do podłoża i być wsparte swoimi dłuższymi końcami (z prawej i lewej strony mogiły), w miarę możliwości, na tzw. gruncie nie kopanym. Im szersze legary (absolutne minimum to 20-25 cm), tym lepsze rozłożenie ciężaru konstrukcji nagrobka na grunt. Jest to o tyle istotne, że ciężar całej konstrukcji rozkłada się na większej powierzchni, dzięki czemu jest on mniejszy punktowo, co minimalizuje możliwość zapadania się w grunt.
Zwracam uwagę na to, że wspomniane legary nie mogą być uszkodzone lub pochodzić z tak zwanego odzysku, czyli: z elementów lastrykowych starego nagrobka lub innych elementów np. ogrodzeń, wzmocnień, słupów itp. Już na etapie osadzania legarów należy uwzględnić dwuprocentowy spadek od „głowy” w stronę „nóg” naszego nagrobka. Pozwoli to na późniejsze odprowadzanie wody opadowej z powierzchni elementów nagrobka. Samo położenie i odpowiednie wypoziomowanie legarów nie wystarczy. 

Aby wykonać to poprawnie, należy dokładnie ubić (zagęścić) miejsce ich osadzenia. Najprostszym sposobem jest użycie zwykłego młotka i za pomocą trzonka dokładnie zagęścić grunt wokół każdego z dwóch legarów. Oczywiście kontrolując tę czynność poziomicą, by podczas zagęszczania nie zmienić ułożenia wcześniej wypoziomowanych legarów.
Na tak wypoziomowanych legarach kładziemy ramkę fundamentową. Ramka nie może być mniejsza swym obwodem od obrysu nagrobka. Niejednokrotnie, przy demontażu nagrobka, spotykam się z sytuacją, że ramka nie stanowi jednej całości. Niektórzy kamieniarze/montażyści nagrobków, by spełnić powyższy warunek dotyczący ramki i obrysu wykładziny, rozcinają ramkę na dwie części i obie połowy rozsuwają od siebie i w ten sposób dostosowują się do rozmiaru wykładziny nagrobkowej. Jest to oczywiście działanie wbrew zasadom. Ramka fundamentowa, by w pełni spełnić swoje zadanie, powinna być w całości. Jako zamknięta konstrukcja.

W ten sposób nie tylko zespala ze sobą elementy nagrobka, zapobiegając „rozchodzeniu” się ich na boki, ale także zwiększa ich wytrzymałość. Mam tu na myśli naprężenia i siły działające na konstrukcję naszego nagrobka przy ewentualnym osiadaniu gruntu. Dwa oddzielne elementy rozciętej na pół ramki mogą potęgować przeciwstawne siły działające na element(y) nagrobka, co w konsekwencji doprowadzi do jego uszkodzenia.
Kolejną ważną sprawą jest to, że ramka musi dokładnie przylegać do legarów
i leżeć na nich stabilnie, nie może klawiszować. Jeśli tak się dzieje, należy ustalić, który to róg ramki klawiszuje i za pomocą poziomicy ustalić, czy przyczyną jest ramka, czy może jednak legar. Po poprawnym ustawieniu, wypoziomowaniu i sprawdzeniu wszystkiego, mamy gotowy fundament pod nagrobek.

Podsumowanie
Jak wynika z mojego opisu, osadzenie legarów i ramki fundamentowej wymaga niemałej uwagi, odpowiedniej staranności, a to razem wiąże się z poświęceniem na to cennego czasu. Jednakże ma to dość duże znaczenie, powiedziałbym – fundamentalne.
Bardzo często słyszę, gdy spotykają się kamieniarze/montażyści nagrobków i „chwalą się” ile to montaży nagrobków ich ekipa jest w stanie wykonać w ciągu jednego dnia. W porządku, nie zazdroszczę, a tym bardziej nie zabronię, ale czy ta ilość i szybkość nie odbiją się później czkawką? Solidny fundament to podstawa.

 


 

Dariusz Chrzanowski, autor tekstu
– mistrz w zawodzie kamieniarz
– jest biegłym sądowym w zakresie kamieniarstwa,
a także rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług
przy Wojewódzkim Inspektoracie Inspekcji Handlowej w Gdańsku.

Kontakt do autora:
abakor.biuro@wp.pl

 

przeczytaj cały artykuł

RODO: Minimalizuj gromadzone dane

Autor: Artur Majchrzycki   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:21

kk128_rodo1.jpg

Coraz częściej daje się zauważyć sprzeciw wobec nadmiernemu gromadzeniu danych, w tym danych osobowych. Stajemy się coraz bardziej świadomi co i komu przekazujemy. Nie uzupełniamy już wszystkich pozycji w formularzach, kwestionujemy zasadność zbierania nadmiarowych danych. Co najważniejsze, mamy już świadomość, że ochrona naszego prywatnego maila – jego treści oraz dostępu do niego – jest kluczowa dla naszego bezpieczeństwa tak samo jak ochrona dowodu osobistego. Ale jest też druga strona medalu, podmiot, który pozyskał nasze dane.

Żyjemy w czasach ogromnego i intensywnego gromadzenia danych narażając się na coraz większe ryzyko utraty kontroli nad nimi, a przez to skutecznej ochrony. Jak wiadomo, jednym z głównych obowiązków administratora danych wynikających z RODO jest zapewnienie odpowiednich środków dla bezpieczeństwa danych. Te środki powinny chronić przed nieuprawnionych i niezgodnym z prawem przetwarzaniem danych osobowych, w tym przed kradzieżą, zniszczeniem, uszkodzeniem lub ich ujawnieniem.

Skąd administrator ma wiedzieć jakie środki ma zastosować, aby dane były bezpieczne? Dokonując analizy ryzyka, czytając wytyczne organów czy zatrudniając specjalistę. W tym artykule zajmiemy się zagadnieniem transportu danych na przenośnych dyskach. W tym miejscu należy zauważyć, że dysk w laptopie jest także środkiem transportującym dane.
Jeżeli administrator nie zablokował portów USB, może dochodzić do zgrywania danych na pamięci masowe: pendrive, dyski zewnętrzne, karty SD, smartfony oraz tablety.

Tak więc urządzenie przenośne należy zabezpieczyć analizując kwestie:
- możliwej kradzieży lub zgubienia,
- wgrania złośliwego oprogramowania,
- nieuprawnionego dostępu do plików.

Jakie się zabezpieczyć? Wewnętrzne procedury i regulaminy na nic się nie zdadzą, jeżeli nie będą stosowane. Dokumentacja pozwala jedynie uporządkować środki, które powinny być stosowane w danym przypadku. Natomiast środki bezpieczeństwa należy stosować. I je regularnie sprawdzać. O jakich środkach mowa?

Techniczne środki bezpieczeństwa:
- szyfrowanie dysków, pendrive’ów i pozostałych nośników,
- zabezpieczanie hasłem dostępu do plików.

Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, aby:
- pracownik usuwał dane z pamięci, gdy są już zbędne,
- robić kopię przeniesionych danych na pamięć sieciową, aby w przypadku zgubienia urządzenia była możliwość ich odtworzenia,
- urządzenia pochodziły od renomowanych dostawców,
- dokonywać przeglądów pamięci przenośnych w celu upewnienia się, że są przechowywane na nim jedynie dopuszczalne dokumenty (bez nielegalnych programów/materiałów),
- pamięci masowej nie pozostawiać bez nadzoru (w szczególności podczas transportu), a nieużywana pamięć powinna być zabezpieczona (np. przechowywana w bezpiecznym pomieszczeniu/szufladzie),
- pracownik mógł zgrywać dane na pamięci masowe tylko na krótki okres, a jeżeli to możliwe, powinien być wdrożony system, który automatycznie usuwa dane po określonym czasie,
- była możliwość (o ile to wykonalne) zdalnego usunięcia danych (na odległość) z pamięci pracownika.

Podsumować powyższe można jednym zdaniem: zwiększ świadomość bezpieczeństwa pracowników i szyfruj dane!
Te zasady powinno się wdrożyć w firmie w postaci wewnętrznych polityk i zakomunikować całemu personelowi. Gdy już dojdzie do naruszenia ochrony – bez znaczenia czy z powodu ludzkiego błędu czy kradzieży – będziemy pewni, że technologie i jej zabezpieczenia nas nie zawiodą. W końcu, jeżeli dane były szyfrowane to możliwe, że nie będzie konieczności zgłaszania naruszenia.


Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych,
jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych.
Specjalizuje się w problemach związanych
z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych.
Posiada wieloletnie doświadczenie związane
z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych.
Audytor Wewnętrznych Systemów Zarządzania
Bezpieczeństwem Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.

Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

przeczytaj cały artykuł

Mediacja - Rozwód w biznesie

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: środa, 06 marca 2024 11:07

kk128_rozwod.jpg

Rozstań w związkach formalnych i nieformalnych, naszych, bliskich, znajomych i nieznajomych doświadczamy w życiu często. Te formalne kończą się rozwodem orzeczonym wyrokiem sądu, poprzedzonym procesem sądowym, w zależności od stopnia skonfliktowania stron mogącym trwać kilka, a nawet kilkanaście lat. Te nieformalne najczęściej udaje się przeprowadzić bez sądu. Część do sądu jednak trafia – w szczególności, gdy strony łączy wspólne zobowiązanie, np. kredyt.

Czy w biznesie zdarzają się rozstania? Oczywiście. Czy muszą kończy się w sądzie? Niekoniecznie. Tym razem kilka słów o „rozwodzie w biznesie”, czyli o rozwiązaniu umowy spółki cywilnej.

Spółka cywilna, wbrew nazwie, w sensie prawnym, spółką nie jest. Jest umową. Tak samo jak małżeństwo. Podobieństwo z małżeństwem można dostrzec również w kwestii wspólności majątku. To nie spółka nabywa majątek, a wspólnicy na prawach wspólności łącznej. Tak jak małżonkowie nabywają majątek na prawach wspólności majątkowej małżeńskiej. Natomiast w przeciwieństwie do małżeństwa, w spółce cywilnej nie można zawrzeć umowy wprowadzającej rozdzielność majątkową.

Wspólnicy spółki cywilnej rozstają się z różnych powodów. Kończą w ogóle działalność spółki w związku z przejściem na emeryturę – i to odbywa się raczej zgodnie. Zdarza się jednak, że po założeniu spółki okazuje się, że wizje i oczekiwania były różne. Jeden ze wspólników woli mały zakład polecany przez klientów, drugi chciałby ekspansji na cały kraj z reklamami w ogólnopolskich mediach. Bywa też, że inaczej oceniają nakład pracy swój i wspólnika. A niedopowiedzenia prowadzą do konfliktu. Na takim etapie warto skorzystać z pomocy mediatora. Zastanowić się, czy w ogóle chcemy dalej działać wspólnie, na co się zgadzamy, ustalić wspólnie role w spółce, zakres i podział obowiązków, wizję rozwoju. Podczas rozmów może okazać się, że jednak nie chcemy już wspólnie działać. Wtedy po prostu opłaca się porozumieć się w kwestii podziału majątku spółki oraz przyszłej, osobnej działalności. Co prawda punktów spornych w takich rozmowach może być sporo – poza pieniędzmi i środkami trwałymi, o nazwę, o znak firmowy, o klientów, jednak w przypadku sporu z pomocą mediatora można spróbować „rozwieść się kulturalnie”. Przede wszystkim w swoim interesie.

Jedna ze spraw zawisłych przed sądem dotyczyła podziału majątku po rozwiązaniu spółki. Podobnie jak w małżeństwie – jeśli strony w trakcie sprawy o rozwód nie porozumieją się co do sposobu podziału majątku wspólnego, jest ona rozpatrywana w odrębnym postępowaniu.
Umowa spółki została zawarta w dniu 16 października 1997 r., na czas nieoznaczony, z możliwością wystąpienia ze spółki poprzez wypowiedzenie swojego udziału – w formie pisemnej – na miesiąc naprzód. Likwidacja udziału miała nastąpić według zasady, że po zapłaceniu długów i zwrocie wkładów nadwyżka wspólnego majątku ulega likwidacji poprzez podział w naturze jej składników lub ich sprzedaż i podział sumy uzyskanej ze sprzedaży. W dniu 2 grudnia 2009 r. jeden ze wspólników wypowiedział, ze skutkiem na dzień 8 lutego 2010 roku, swój udział w spółce. Ponieważ w spółce było jedynie dwóch wspólników, spowodowało to rozwiązanie umowy spółki z dniem 8 lutego 2010 roku. Po rozwiązaniu umowy spółki, wobec braku zgody co do sposobu podziału majątku wspólnego oraz wartości poszczególnych jego składników, wspólnicy w drodze postępowania sądowego próbowali dokonać podziału majątku. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa w Łodzi I Wydział Cywilny postanowieniem z dnia 6 września 2012 roku oddalił jednak wniosek o podział uznając, że jego złożenie było przedwczesne wobec istniejących zobowiązań wspólników wobec osób trzecich. Wspólnicy bowiem w ramach spółki zaciągnęli w dniu 18 kwietnia 2008 roku kredyt w kwocie 99.667,78 CHF, z terminem spłaty 25 kwietnia 2028 roku. Na dzień 10 stycznia 2012 roku stan zadłużenia wynosił 85.536,65 CHF. W przeliczeniu na PLN kwota zadłużenia wynosiła około 283.000 PLN.
Sprawa trafiła ponownie do sądu – tym razem jeden z byłych wspólników wystąpił z wnioskiem o wyrażenie zgody na dokonanie czynności przekraczającej zwykły zakres zarządu rzeczą wspólną.

Należy zaznaczyć, że wspólnicy spółki byli współwłaścicielami na prawach wspólności łącznej wspólników spółki cywilnej nieruchomości gruntowych o wartości rynkowej 543.515,00 zł, a po rozwiązaniu umowy spółki stali się współwłaścicielami tych nieruchomości w udziałach po 1/2 części. Środki uzyskane ze sprzedaży nieruchomości w całości pokryłyby zobowiązanie wobec banku. Jednak wspólnicy nie potrafili, bądź nie chcieli, dogadać się w tej kwestii. Sąd stwierdził, iż mimo, że od momentu rozwiązania spółki upłynęło do czasu zamknięcia rozprawy ponad 6 lat stronom nie udało się żadnej z nieruchomości wspólnie sprzedać. W ocenie Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim strony okazały się być niezdolne do współpracy w tym zakresie, wobec czego postanowieniem z dnia 15 lipca 2016 roku wydał zgodę na sprzedaż nieruchomości.
Obie strony złożyły apelację od tego postanowienia. Jednak Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim II Wydział Cywilny Odwoławczy w postanowieniu z dnia 2 lutego 2017 r. zmienił postanowienie Sądu I instancji jedynie w zakresie zmiany minimalnej ceny sprzedaży z 217.364,00 zł na kwotę 271.705,00 zł.
Zgodnie z treścią art. 869. § 1. ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny „jeżeli spółka została zawarta na czas nieoznaczony, każdy wspólnik może z niej wystąpić wypowiadając swój udział na trzy miesiące naprzód na koniec roku obrachunkowego”. Art. 875 § 2 stanowi, iż „z majątku pozostałego po zapłaceniu długów spółki zwraca się wspólnikom ich wkłady, stosując odpowiednio przepisy o zwrocie wkładów w razie wystąpienia wspólnika ze spółki, a zgodnie z § 3. tego artykułu pozostałą nadwyżkę wspólnego majątku dzieli się między wspólników w takim stosunku, w jakim uczestniczyli w zyskach spółki”. Wydaje się, że rozwiązanie umowy spółki cywilnej i rozliczenie pomiędzy byłymi wspólnikami zgodnie z powyższymi przepisami nie jest procesem skomplikowanym. Jednak, aby tak było, niezbędna jest wola stron do zgodnego zakończenia wspólnej działalności. Niestety strony nie dostrzegają, że brak zgody wpływa negatywnie nie tylko na drugą stronę.

Od dnia rozwiązania umowy spółki do wydania prawomocnego wyroku ze zgodą na sprzedaż nieruchomości minęło 6 lat! W tym czasie strony ponosiły koszty związane z nieruchomościami, jak również z rosnącymi kosztami niespłaconego kredytu. Sytuacja ta utrudniała obu stronom prowadzenie nowej działalności. Strony nie dość, że poniosły koszty, to dodatkowo nie mogły obracać środkami „zamrożonymi” w nieruchomościach, i tym samym zarabiać. Być może gdyby sąd skierował strony do mediacji, nie musiałoby to trwać tak długo, a strony oprócz poniesionych kosztów nie straciłyby ewentualnych zysków.

”Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja jest procesem niesformalizowanym – można o nią wnioskować na każdym etapie postępowania sądowego, a także przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, w każdej chwili można z niej zrezygnować, jak również wrócić do niej, z tym że w przypadku mediacji ze skierowania sądu winno to nastąpić przed wydaniem orzeczenia końcowego.”
Kurier Kamieniarski nr 3-6/2023


mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce:
www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 7 z 43

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.