Vademecum kamieniarza

Naruszenia ochrony danych osobowych według RODO

Autor: Artur Majchrzycki   |   Data publikacji: czwartek, 16 listopada 2023 13:43

security-2910624_1280.jpg

Administrator odpowiada za przetwarzanie danych osobowych. Czyli za wszystko, co się z nimi dzieje na komputerze, na biurku, w biurze, w chmurze, w których znajdują się dane, które zgromadził. Naruszenie ich ochrony rodzić może obowiązek zgłoszenia tego faktu Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych. W sytuacjach szczególnych wymagane jest także powiadomienie o tym fakcie osoby, których dane dotyczą. Jednak to nie wszystko. Na administratorze ciąży obowiązek udokumentowania naruszenia, w którym przedstawić należy m.in. środki, jakie zostały zastosowane do ochrony przetwarzania.

Czym jest naruszenie?
W rozporządzeniu naruszenie zdefiniowane jest jako przypadkowe lub niezgodne z przepisami prawa działanie polegające na: modyfikacji, nieuprawnionym ujawnieniu, nieuprawnionym dostępie, naruszeniu integralności, utracie lub zniszczeniu.
Niewdrożenie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych może być powodem naruszenia ochrony danych osobowych. Brak regularnego oceniania skuteczności zastosowanych środków było jednym z powodów nałożenia przez UODO administracyjnej kary pieniężnej w wysokości 47 tys. zł. na podmiot, który utracił – w wyniku działania wirusa – dane pracowników oraz umów cywilnoprawnych.

Zgodnie z przepisami RODO – reguła rozliczalności, administrator musi być w stanie przedstawić, że:
1. przeprowadził ocenę naruszenia ochrony danych osobowych,
2. na podstawie powyższej oceny zdecydował o niedokonywaniu zgłoszenia do PUODO.
Prowadzenie dokumentacji stosowanych środków bezpieczeństwa przez administratora ma na celu zabezpieczenie go na wypadek kontroli UODO, ponieważ organ nadzorczy (UODO) będzie badał w pierwszej kolejności, czy administrator zrezygnował z zawiadomienia PUODO na podstawie uzasadnionych i słusznych przesłanek.

Należy nadmienić, że przepisy RODO nie wskazują, jak konkretnie powinna wyglądać dokumentacja naruszeń ochrony danych. W praktyce najczęściej stosuje się raporty z naruszeń oraz rejestry naruszeń. Nie oznacza to, że każdy administrator powinien posiadać takie dokumenty, równie dobrze dokumentowanie incydentów może odbywać się w inny sposób.

UODO przysługują liczne uprawnienia, w tym prawo dostępu do wszelkich danych osobowych niezbędnych dla danej kontroli u administratora lub podmiotu przetwarzającego, w tym dostępu do wszystkich pomieszczeń, sprzętu i środków służących do przetwarzania danych osobowych. Utrudnianie inspektorom UODO wykonywanie swoich obowiązków mogące powodować nadmierne oraz nieuzasadnione wydłużenie prowadzonych postępowań, wymusza na inspektorach do sięgnięcia po instrumenty prawne, jakim jest nałożenie kary administracyjnej za brak współpracy. Sytuacji takich jest kilka. M.in. niepodjęcie w terminie korespondencji, brak reakcji na pismo czy lekceważenia swoich obowiązków.

UODO podejmuje swoje decyzje według wagi konkretnego naruszenia, korzystając z uprawnień, jakie przysługuje mu na podstawie przepisów RODO.
Nigdy nie mamy pewności, kiedy może nastąpić tytułowe naruszenie danych. Jedno za to jest pewne: zaczną się pytania od UODO. Aby uniknąć nerwowości, najlepiej zawczasu przejrzeć segregator z dokumentacją RODO i utrzymywać jego aktualność. Samodzielnie lub z pomocą wybranego Inspektora Ochrony Danych.


Artur Majchrzycki – Inspektor Ochrony Danych, jest ekspertem ds. ochrony danych osobowych. Specjalizuje się w problemach związanych z wdrażaniem przepisów ochrony danych osobowych. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z zabezpieczeniami informatycznymi w ochronie danych. Audytor Wewnętrzny Systemów Zarządzania Bezpieczeństwem
Informacji zgodnego z ISO/IEC 27001.
Kontakt do autora:
tel. 501 15 11 15
email: a.majchrzycki@moment24.pl

przeczytaj cały artykuł

Lepiej mieć relację niż rację

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: czwartek, 16 listopada 2023 13:14

126_mediacje.png

To jedna z maksym, które przyświecają mediacji. Ta szczególnie w sprawach sporów sąsiedzkich.

Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja jest procesem niesformalizowanym – można o nią wnioskować na każdym etapie postępowania sądowego, a także przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, w każdej chwili można z niej zrezygnować, jak również wrócić do niej, z tym że w przypadku mediacji ze skierowania sądu winno to nastąpić przed wydaniem orzeczenia końcowego.

 


 

Powody konfliktów mogą niektórym wydawać się błahe, chociażby brak pielęgnacji trawnika na działce sąsiada skutkujący zachwaszczaniem naszego wypielęgnowanego i pięknie przystrzyżonego. Uważamy, że nasza praca niweczona jest przez lenistwo sąsiada. Ale przecież to wcale nie musi być lenistwo, powodów może być wiele. I warto o nie zapytać. Bo może się okazać, że sąsiad zachorował i nie ma siły, aby dbać o swój trawnik, bo miał na głowie problemy w pracy, bo jego dorosłe dzieci potrzebowały pomocy i na tym się skupił. Znając powody będziemy mogli wspólnie z sąsiadem znaleźć rozwiązanie. Może się też okazać, że na naszej działce rozsiały się polne kwiaty, które zaczęły pięknie kwitnąć i spodobały nam się tak bardzo, że już mniej zależy nam na wypielęgnowanym, równo przystrzyżonym trawniku. Rozmowa z sąsiadem może dać nam możliwość popatrzenia na sprawę z jego strony, a także rozważenie czy wolimy mieć rację i piękny trawnik, czy poprawne – a może nawet przyjacielskie – relacje z sąsiadem.

Do sądów trafiają spory o trawnik, o niewłaściwe korzystanie z nieruchomości, o odprowadzenie wód opadowych czy zanieczyszczanie nieruchomości, a także te związane z mieszkaniem w sąsiedztwie zakładu kamieniarskiego i uciążliwościami z tym związanymi.

W jednym z pozwów, który trafił w 2014 roku do Sądu Okręgowego w Gliwicach – Ośrodka Zamiejscowego w Rybniku, powodowie domagali się nakazanie pozwanemu prowadzącemu zakład kamieniarski na nieruchomości sąsiadującej z ich nieruchomością, zaniechania działań zakłócających korzystanie z ich nieruchomości ponad przeciętną miarę i zaniechanie naruszeń w przyszłości, między innymi, poprzez zakazanie pracy zakładu w godzinach wieczornych i nocnych od 18.00 do 7.00 rano następnego dnia, od godziny 12.00 w sobotę do 7.00 rano w poniedziałek, nakazania mu postawienia wyższego ekranu akustycznego na granicy nieruchomości w miejscu, gdzie znajduje się hala z piłami oraz gęste obsadzenie tego terenu na całej długości wysokimi roślinami iglastymi, nakazania zamykania bram i drzwi do hal produkcyjnych w trakcie pracy urządzeń oraz zakazanie otwierania tych bram i drzwi w trakcie pracy maszyn. Wskazywali, że zakład kamieniarski posadowiony na nieruchomości sąsiadującej z ich posesją zabudowaną domem mieszkalnym, emituje w ciągu całej doby (z niewielkimi przerwami) hałas, który uniemożliwia im w pełni korzystać z nieruchomości, w szczególności z przydomowego ogródka, nie pozwala na odpoczynek i relaks.

W odpowiedzi właściciel zakładu wniósł o oddalenie powództwa wskazując, że jego zakład kamieniarski prowadzony jest z uwzględnieniem wszelkich wymogów prawnych i zgodnie z wydanymi w tym przedmiocie decyzjami administracyjnymi uwzględniającymi uwarunkowania przestrzenne i miejscowe terenu, także w zakresie rozbudowy zakładu, wskazywał, że żaden z sąsiadów – poza powodami – nie uskarżał się na nadmierny hałas, a nadto, że dom powodów został wybudowany dużo później niż działający zakład kamieniarski. Zakład został rozbudowany, jednak powodowie niejako zgadzali się na rozbudowę zakładu, bowiem wynajmowali pozwanemu część nieruchomości, a następnie odsprzedali mu tę część, mając wiedzę, że jest ona przeznaczona na rozbudowę zakładu. Pozwany podniósł ponadto, że podjął działania ograniczające emisję hałasu, dokonał dodatkowej izolacji ścian, wykonał tynki zewnętrzne budynku zakładu i wytłumienie instalacji wentylacyjnej oraz wymienił okna na dźwiękoszczelne.

Sąd nakazał pozwanemu zaniechania działań zakłócających korzystanie przez powodów z ich nieruchomości polegających na emitowaniu hałasu w czasie pracy maszyn i urządzeń wykorzystywanych przez pozwanego w ramach prowadzonej przez niego działalności poprzez: zakazanie pracy urządzeń i maszyn w halach zakładu w porze nocnej od godziny 22.00 do 6.00 – do czasu zwiększenia izolacyjności drzwi i bram w halach poprzez zbudowanie drzwi dźwiękoszczelnych oraz zastosowanie bram podwójnych, zakazanie wykonywania prac związanych z działalnością zakładu przy wykorzystaniu maszyn i urządzeń poza terenem hal w godzinach od 21.00 do 7.00 w ciągu tygodnia od poniedziałku do piątku oraz od godziny 16.00 w soboty do 7.00 w poniedziałek, a także nakazanie rozbudowy i podwyższenia ogrodzenia wzdłuż granicy z południową i południowo-zachodnią częścią nieruchomości powodów, w terminie 2 lat. Powodowie nie byli zadowoleni z takiego orzeczenia i złożyli apelację. Po niemalże roku od wydania postanowienia w I instancji, Sąd Apelacyjny w Katowicach oddalił apelację.

To kolejny przykład, gdy obie strony były niezadowolone z rozstrzygnięcia sądu. Czy sprawa ta mogła potoczyć się inaczej? Pewności nie ma, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że mogła.

Co można było zrobić?

Zaczynając od początku – nie sporu, ale sprawy. Podczas wstępnych ustaleń w kwestii zakupu działki od sąsiada, mimo przeświadczenia, że sprzedający są świadomi, iż działka jest nabywana w celu rozbudowy zakładu, upewnienie się, że tak jest. Przedstawienie planów rozbudowy zakładu, przedstawienie czy i jak wpłynie to na komfort korzystania z domu i ogrodu oraz ewentualnych pomysłów na zmniejszenie uciążliwości. W wyżej przytoczonej sprawie z uzasadnienia orzeczenia można wnioskować, że właściciel zakładu podjął kroki w celu zmniejszenia uciążliwości, jednak nie wiadomo, na którym etapie. Czy nastąpiło to jeszcze przed złożeniem pozwu czy już po. Oczywiście można argumentować, że nawet postronny obserwator nie miałby wątpliwości w jakim celu nabywana jest działka, a sprzedający są „sobie sami winni”. Jednak rozmowa na etapie zakupu i – dodatkowo – wpisanie ustaleń do umowy sprzedaży pomogłoby zapobiec nieporozumieniom, a ponadto pozwoliłoby na ugodowe rozstrzyganie kwestii spornych mogących powstać w przyszłości.

Czy można było coś zrobić już po otrzymaniu pozwu?

Każdy ma prawo korzystać ze swojej nieruchomości zgodnie z jej przeznaczeniem, a dom, ogród czy zakład kamieniarski to nie są klocki, które z łatwością możemy przestawić z jednego miejsca na inne. Dlatego na pewno warto byłoby podjąć próbę znalezienia rozwiązania akceptowalnego przez obie strony, które pozwoliłoby im zachować sąsiedzkie relacje. Wydaje się, że gdyby strony podjęły próbę rozmowy, to ustalenia co do pracy zakładu i ograniczenia hałasu dotyczyłyby podobnych kwestii jak w rozstrzygnięciu sądu. Jednak w mediacji często padają propozycje, o których wcześniej nikt nie pomyślał. Nie dlatego, że nie chciał. Dlatego, że ich nie widział, bo patrzył ze swojej strony i swojego interesu. W mediacji ujrzał sprawę z innej perspektywy, a od interesu przeszedł do swoich potrzeb. Jednakże nawet gdyby ustalenia były zbieżne z rozstrzygnięciem sądu, byłyby to ustalenia, na które strony się ZGODZIŁY. Nie byłyby to zakazy, nakazy i działania narzucone przez sąd, z których żadna ze stron nie była zadowolona.

W przytoczonej sprawie spór został ROZSTRZYGNIĘTY przez sąd, a mógł zostać ROZWIĄZANY przez strony. Rozstrzygnięcie sądu nie rozwiązuje konfliktu i nie zapobiega konfliktom na przyszłość. Natomiast rozwiązanie konfliktu pozwala na zachowanie relacji, a w przypadku pojawienia się kolejnych kwestii spornych, na rozwiązanie ich na drodze polubownej, bez niepotrzebnych nerwów, straty czasu i pieniędzy.


mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

przeczytaj cały artykuł

Z dłuta wzięte: zadbaj o siebie

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 14 listopada 2023 10:36

126_28_1.jpg

Młotki, dłuta to tylko narzędzia. Choć poświęciłem im tyle zdań, to same z siebie są martwe. Dopiero nasza ręka może w nie tchnąć życie. Ale każde narzędzie pozostaje w interakcji z właścicielem – czasem to kurz, czasem drgania, czasem latające kawałki skały lub widii. Pewnie domyślacie się, że teraz będzie – część piąta – o BHP.

BHP to temat często pomijany na forach internetowych i w życiu. Do momentu wizyty u pulmonologa. Nie warto oszczędzać na zdrowiu, chyba że zamierzamy żyć tyle, co jedno nowe auto: 200 000 km przebiegu i na szrot… Ale jeśli marzy nam się przebieg w granicach 1 000 000, to dbajmy nie tylko o silnik i jego smarowanie, ale też o wymianę filtrów, pasków i łańcuchów.

Urządzenia odpylające mogą być stacjonarne, mobilne i osobiste. Stacjonarne to ściany odpylające. To wielkie urządzenia, które są skuteczne, ale mają wiele działań ubocznych. Pierwszym z nich jest praca w przeciągu. Wiecie, czym się to kończy. Zimny łokieć kierowcy BMW to synonim przeciągu znany powszechnie. Drugim jest niska temperatura wokół ściany i wilgoć. One też nie są zdrowotwórcze. Hałas? Nie wspomnę.
Więc co? Odpylarka mobilna? Są. Są drogie. ZUS je refunduje. Nie wciągają pyłu z wielu stanowisk. Ale są suche i znacznie cichsze od ścian. I ustawione na hali filtrują powietrze.

Najtańszym rozwiązaniem jest ochrona osobista. Ale półmaski do gipsu tu nic nie pomogą. Trzeba kupić przyłbicę z nawiewem zasilanym akumulatorowo. To jest sprzęt! U nas można kupić takie przyłbice od dilera firmy Sundström.
Testowaliśmy te przyłbice kiedyś na zjeździe Polskiego Związku Kamieniarstwa. Szyba wytrzymuje naprawdę dużo, łącznie z uderzeniem oderwanego segmentu od tarczy diamentowej i gumową kulą z pistoletu RAM. Tak, były testy „na żywo” – szyba wytrzymała. Koszt wymiany porysowanej szyby na nową to jakieś 100 zł – więc nie za wiele. Koszt nowych filtrów przeciwpyłowych jest podobny. Wygoda użytkowania i korzyści zdrowotne – bezcenne... Wystarczy dokupić drugi akumulator, by móc bez przeszkód pracować 12 godzin. I nawet prowadząc piłę, gdzie pył idzie na siebie – a nie od siebie – ma się ten komfort oddychania zupełnie czystym powietrzem. Więc namawiam.

Nie wspomniałem nic o sposobach prowadzenia dłuta, a to ważna rzecz. Otóż – nie można dłuta ściskać, jakby to był Złoty Cielec. Młotek i dłuto należy trzymać luźno, lekko. To jest gwarancja długoletniej pracy. Trzymając sztywno – narażasz się na chorobę wibracyjną. To samo dotyczy pracy szlifierkami. Na Zachodzie to się nazywa choroba białych palców...

Teraz chwila o ostrzeniu dłut. Temat rzeka. Z mojej skromnej, ledwie 30-letniej, praktyki wynika, że tępe dłuto jest jak tępa dzida. Ostra dzida ma ostre zarówno przeddzidzie, śróddzidzie jak i zadzidzie. I nie warto pomijać tego aspektu! Ostrzy się zarówno powierzchnię tnącą, jak i powierzchnie boczne, kąty są znacząco inne i ostrzejsze, niż mówi o tym literatura; ale nie będę tu epatować moimi spostrzeżeniami, by nie psuć Wam przyjemności odkrywania i przyswajania o tym wiedzy. Zawsze można też zadzwonić do mnie, gdy sięgnięcie sami dna mulistego i wodorostów.

Tekst ten – przepraszam, cykl pięciu tekstów – powstał jako skutek obserwacji wielu dyskusji na przeróżnych forach i z potrzeby serca. Brak w literaturze przedmiotu omówień dotyczących specyfiki pracy dłutem i młotkiem pneumatycznym w języku polskim skłonił mnie do zajęcia się tym tematem i podzielenia się refleksjami oraz spostrzeżeniami 30 lat codziennej praktyki kucia w kamieniu. Może jest to obraz subiektywny i stronniczy, ale daję sobie do tego prawo, by być nieobiektywnym. Przecież można ze mną się nie zgodzić i wejść w polemikę, na którą zawsze jestem chętny i otwarty.

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte

przeczytaj cały artykuł

Skąd te plamy? Zanieczyszczenia na białym marmurze

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 14 listopada 2023 10:24

126_26_1.jpg

Biały jest kolorem bardzo uniwersalnym. Klienci często szukają białych materiałów, bo te świetnie komponują się z każdą kolorystyką wnętrz. W naszej branży najłatwiej znaleźć czysty biały kolor lub prawie czysty wśród marmurów. Niestety białe materiały – w zasadzie każde – mają jedną dość poważną wadę: każde zabrudzenie będzie bardzo widoczne.

Marmury mają kilka cech, które mogą okazać się kłopotliwe. Znacznie wyższa nasiąkliwość w stosunku do granitu oraz skład powodują czasem pojawianie się plam, które – w przypadku białych marmurów – są bardzo widoczne. Ten problem od zawsze jest utrapieniem dla wykonawców robót i dlatego nad tym zagadnieniem pracowało już wiele ośrodków badawczych.
W pierwszej kolejności ustalano powody takich zjawisk. Jak się okazuje, tych powodów jest wiele, a większość z nich wynika ze specyfiki materiału. W tym artykule chciałbym usystematyzować zjawiska, powodujące pojawianie się plam na marmurowych powierzeniach.

Zażółcenia spowodowane zawartością żelaza

Kamień to materiał o zróżnicowanym składzie. Wśród wielu minerałów, które wchodzą w skład marmurów są również minerały zawierające cząstki żelaza. Ich wielkość jest bardzo różna, od 2 do 100 mikronów. Znajdują się one w całej objętości materiału, więc również na powierzchni. Żelazo w białym marmurze występuje głównie w postaci siarczku żelazawego, węglanu żelaza, krzemianu żelaza i magnezu będących składnikami różnych minerałów.
Kiedy minerały zawierające żelazo znajdują się na powierzchni marmuru, w kontakcie z powietrzem utleniają się do trójwartościowego żelaza i łącząc się z wodą tworzą uwodniony wodorotlenek żelaza. Ta substancja tworzy to, co często nazywamy rdzą, a w powszechnym odbiorze jest opisywana jako żółknięcie. Na dodatek uwodniony wodorotlenek żelaza ma wyjątkowo niską rozpuszczalność. W związku z tym nie można łatwo usunąć żółknięcia powierzchni płyty spowodowanego żelazem. Jeśli nie zostaną podjęte żadne środki ochronne, tego rodzaju wykwity na marmurze wystąpią w ciągu 8-12 miesięcy po ułożeniu marmuru.

Ten rodzaj żółknięcia nie występuje po umieszczeniu marmuru w sąsiedztwie źródła ciepła, które osusza kamień. To pokazuje, że żółknięcie białego marmuru jest ściśle związane z wilgocią.
Jednak kontakt z wodą niekoniecznie powoduje żółknięcie białego marmuru. W ramach badań przeprowadzono test szoku termicznego białego marmuru. Próbki kamienia moczono w wodzie dejonizowanej (demineralizowanej) w temperaturze 15-25ºC przez 6 godzin, a następnie próbki wypalano w piecu w temperaturze 100-110ºC przez 18 godzin. Po 20 takich cyklach stwierdzono, że tylko próbki powierzchniowo bogate w żelazo wykazywały niewielkie zażółcenie, a stopień zażółcenia był znacznie niższy niż zażółcenie naturalne. Ten wynik testu pokazuje, że zjawisko żółknięcia białego marmuru jest wynikiem utleniania i hydratacji działającej na powierzchnię kamienia. Oba te warunki są niezbędne.

Podobny test wykonano mocząc taką samą próbkę kamienia w wodzie o odczynie zasadowym (alkalicznej). W przeciwieństwie do zanurzania w zjonizowanej wodzie, biały marmur zanurzony w roztworze alkalicznym bardzo łatwo żółknie.

Zażółcenia spowodowane materią organiczną

Powodem żółknięcia powierzchni płyt z białego marmuru może być również materia organiczna znajdującej się wewnątrz marmuru. Te organiczne wtrąciny powstały na etapie formowania się skały.
Substancje organiczne obecne w składzie marmuru, w reakcji z wodą alkaliczną, często mają brązowo-żółty kolor. Ze względu na występowanie tego rodzaju materii wewnątrz marmuru – gdy marmurowa podłoga lub płyta ścienna bez impregnacji z tyłu płyty jest montowana na mokro – alkaliczna woda przenika do marmuru i reaguje ze znajdującą się w nim materią organiczną. Kiedy powstałe w ten sposób substancje przenoszone są na powierzchnię kamienia przez wodę, tworzy się ten drugi rodzaj zanieczyszczenia na powierzchni kamienia.
Nawet w okresie użytkowania, już po zamontowaniu kamienia, ilekroć woda nawilża powierzchnię kamienia po przejściu przez beton cementowy (który powoduje zmianę odczynu wody na zasadowy), zawsze będzie wydobywać kolorowe zanieczyszczenia organiczne na powierzchnię kamienia.

Inne powody żółknięcia marmuru

Oprócz tych dwóch rodzajów zanieczyszczeń związanych ze strukturą kamienia, pojawiają się zanieczyszczenia zewnętrzne. Można wymienić podstawowe:

1. Żółknięcie spowodowane zużyciem
Gdy wypolerowana powierzchnia marmuru ściera się, brud jest wprowadzany do porów powierzchni marmuru podczas normalnego użytkowania. Ten brud sprawia, że powierzchnia białego marmuru zmnienia kolor i najczęściej żółknie.

2. Żółknięcie spowodowane nieprawidłową pielęgnacją
Najczęstszą nieprawidłową pielęgnacją jest mycie podłogi brudnym mopem. Brud naniesiony przez mop gromadzi się w marmurze, powodując zanieczyszczenie i żółknięcie powierzchni marmuru.

3. Żółknięcie spowodowane woskiem
Gdy do polerowania powierzchni marmuru używany jest wosk, gruba warstwa wosku zmienia kolor na żółty z powodu własnego starzenia się.

4. Żółknięcie spowodowane końcowym polerowaniem powierzchni.
Podczas polerowania końcowego i krystalizacji, używa się proszku polerskiego (nazywanego białą sadzą). W mikroporach polerowanej płyty marmurowej pozostają cząstki proszku, które poprzez zawartość tlenków, mogą wchodzić w reakcję z cząsteczkami żelaza zawartymi w materiale, stając się źródłem żółknięcia, zwłaszcza, gdy marmur jest obrabiany na mokro.

5. Żółknięcie powstające na etapie montażu
Żółknięcie spowodowane procesem montażu jest łatwe do przeoczenia, ale powszechne.
Na płycie kamiennej przed jej montażem zwykle wykonuje się tak zwane sześciostronne zabezpieczenie wodoodporne. Dolna powierzchnia jest wodoodporna z zachowaniem przyczepności do klejów, cztery boki i przednia powierzchnia są zabezpieczone penetrującym środkiem wodoodpornym (impregnatem).
Ale faktem jest, że nawet sześciostronne uszczelnienie płyty kamiennej przed montażem, wykonane bardzo dobrze, czasem nie zabezpieczy przed wystąpieniem żółknięcia marmuru, ponieważ impregnacja w trakcie pracy może zostać uszkodzona.

6. Żółknięcie materiału kamiennego związane z montażem
Zjawisko spowodowane jest głównie dwoma aspektami. Jednym z nich jest konieczność docinania płyt na budowie, co niszczy oryginalną wodoodporną powłokę. Inną możliwą sytuacją jest przypadek, w którym otoczenie na budowie jest zwykle zanieczyszczone różnymi substancjami, w tym szlamem cementowym, które spadają na powierzchnię płyty.
Aby nie dopuścić do wysychania spadającego szlamu cementowego na powierzchni płyty, zwykle przecieramy na mokro płytę. W tym momencie możliwe jest wtarcie silnie alkalicznej wody cementowej w mikropęknięcia na powierzchni płyty. Przepuszczalna, hydrofobowa powłoka powierzchni płyty nie jest w stanie utworzyć warstwy ochronnej w poprzek pęknięcia, aby osłonić i ochronić pęknięcie.
Podczas instalacji często zeskrobuje się bok płytki z kleju, co również niszczy wodoodporną powłokę, która została wcześniej wykonana. Jeśli cementowa woda przypadkowo dostanie się do pęknięć płyty podczas jej wycierania, zażółcenie płyty jest tylko kwestią czasu, bo to, że nastąpi, jest pewne.

 


Podsumowując
w całym procesie obróbki i montażu białego marmuru jest wiele krytycznych działań, które mogą doprowadzić do pojawienia się plam. Warto przeanalizować stosowane w zakładzie technologie produkcyjne i porównać z przedstawionymi wyżej powodami pojawiania się plam. Być może czasem popełniamy błędy, które mogą wpłynąć na wystąpienie plam, a ich uniknięcie nie jest ani trudne ani kosztowne.
W kolejnym artykule napiszę jak zapobiegać żółknięciu białego marmuru oraz jak likwidować zażółknięcia na białym marmurze.

 

przeczytaj cały artykuł

Klauzula mediacyjna – czy warto umieścić w umowie?

Autor: Monika Hernik-Oko   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 10:51

Arbitration-and-Mediation.jpg

Umowy zawierane pomiędzy klientami a dostawcami czy wykonawcami mają zawsze jeden wspólny element. W każdej znajduje się zapis, że wszelkie spory pomiędzy stronami rozstrzygane będą przez właściwy sąd powszechny. Coraz częściej zapis ten uzupełniany jest o klauzulę mediacyjną. Strony postanawiają w niej, że przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, podejmą próbę rozwiązania sporu poprzez mediację.

 


„Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja nie ma terminów – można o nią wnioskować w każdej chwili i w każdej chwili ją zawiesić, przerwać, wznowić.”


 

Czy warto taką klauzulę zawrzeć w umowie? Oczywiście, że tak! Dlaczego? Bo dzięki temu można uniknąć długotrwałego, kosztownego procesu sądowego.
W ofertach dostawców kamienia oraz wykonawców bardzo często umieszczana jest informacja, że „kamień jest dziełem natury, posiadającym indywidualne właściwości ukształtowane przez rodzaj i wiązania minerałów wchodzących w jego skład”, a także, że „różnice w kolorze oraz strukturze materiału oraz możliwe przebarwienia są rzeczą naturalną”. Mimo tego do sądów często trafiają sprawy dotyczące „wad kamienia”. Sprawy te trwają zazwyczaj kilka lat i najczęściej kończą się rozstrzygnięciem, które nie zadowala żadnej ze stron.
W jednej ze spraw klientka żądała naprawienia usterek w montażu oraz wymiany jednej z płyt z powodu – jak twierdziła – wady dotyczącej koloru. Sąd uznał, że naprawa usterek winna nastąpić, natomiast nie uznał żądania wymiany płyty. Obie strony wyszły z sądu niezadowolone – klientka: bo nie otrzymała tego o co wnioskowała, wykonawca: bo sprawa ciągnęła się trzy lata i dodatkowo musiał ponieść koszty procesu oraz koszt biegłego.
Gdyby przed pójściem do sądu zdecydowali się na mediację, finał najprawdopodobniej byłby taki sam, czyli naprawa usterek bez wymiany płyty, jednak bez wizyt w sądzie, straty czasu i pieniędzy. Mogliby również wypracować inne rozwiązanie: obniżenie ceny, wykonanie dodatkowych prac, rabat na kolejne zlecenie itp. Możliwości jest bardzo dużo, ograniczone są jedynie wolą stron. Najistotniejsze jest jednak to, że nawet jeśli mediacja skończyłaby się ugodą o treści tożsamej z rozstrzygnięciem sądu, byłyby to ustalenia, na które obie strony się zgodziły i, w przeciwieństwie do finału sprawy sądowej, obie byłyby zadowolone.
W kolejnej sprawie klient żądał od wykonawcy zapłaty kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych w związku – z jego zdaniem – wadliwym wykonaniem schodów z kamienia naturalnego. Klient twierdził, że kamień – mimo zapewnień wykonawcy – nie miał właściwości antypoślizgowych, a schody zostały wykonane niezgodnie z przepisami. Po czterech latach sąd wydał wyrok i zasądził na rzecz klienta zapłatę. Wydaje się, że klient powinien być zadowolony z takiego rozstrzygnięcia. Czy na pewno?
Jak wspomniałam, od złożenia pozwu do wydania wyroku minęły cztery lata. W tym czasie, aby móc korzystać z lokalu, do którego prowadziły sporne schody, klient był zmuszony wymienić je na własny koszt. Musiał zatem poszukać innego wykonawcy i zapłacić kolejne kilkadziesiąt tysięcy z własnych środków, co wiązało się ze stratą czasu, a także dochodów w czasie, kiedy korzystanie ze schodów było niemożliwe. Być może w drodze mediacji udałoby się tę sprawę zakończyć wcześniej, co byłoby korzystne dla obu stron. Możemy przypuszczać, że strony uzgodniłyby wymianę, naprawę bądź zwrot kosztów. Natomiast na pewno nie poniosłyby kosztów procesu i opinii biegłego, a co najważniejsze, nie trwałoby to cztery lata.
Następna sprawa, która zakończyła się w sądzie, dotyczyła wykonania i montażu elementów kamiennych z piaskowca oraz renowację istniejących balustrad. Według klienta wykonawca nienależycie wywiązał się z zaciągniętego zobowiązania – przeprowadzone przez niego prace posiadały wiele usterek, a użyty kamień był wadliwy. Klient, w celu usunięcia usterek, był zmuszony zatrudnić podwykonawców, którym wypłacił wynagrodzenie w kwocie kilku tysięcy złotych. Sąd przyznał rację trochę jednej i trochę drugiej stronie – powód wygrał proces w 71%, a pozwany w 29%. Miało to odzwierciedlenie w rozstrzygnięciu dotyczącym kosztów procesu, które zostały rozdzielone według tej proporcji.
Czy którakolwiek ze stron była zadowolona z takiego zakończenia sprawy? Najprawdopodobniej nie, bo żadna z nich nie uzyskała tego, o co wnosiła. I tu, podobnie jak w pierwszym przykładzie, gdyby strony zdecydowały się na mediację, wypracowane rozwiązania byłyby zadowalające dla obu, nawet jeśli proporcje w uzgodnieniach były takie same jak w rozstrzygnięciu sądu.
Zatem zanim pójdziemy do sądu „po sprawiedliwość” warto rozważyć próbę rozwiązania sporu na drodze polubownej. Może ona przynieść więcej satysfakcji, niż orzeczenie sądowe, nawet jeśli będzie ono po naszej myśli. Bowiem nawet najgorsza ugoda jest lepsza niż najlepsze orzeczenie sądu.


 

mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 9 z 43

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.