Z branży

W związku z... Więcej

Autor: Krzysztof Skolak ZPBK   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 13:37

114team.jpg

Co jakiś czas, jak bumerang, wraca pytanie: po co jest Związek? Różne wydarzenia w branży lub wokół niej uświadamiają, że dobrze by było „coś” zrobić w określonej sytuacji, że „ktoś” powinien się czymś zająć, dopilnować, wyjaśnić, lobbować, blokować, popierać, interweniować itd.

Tak, organizacja branżowa jest właśnie po to, by zrzeszać ludzi na co dzień borykających się zawodowo z podobnymi, a czasami nawet takimi samymi problemami, pomagać je definiować, poszukiwać rozwiązań, działać. Polski Związek Kamieniarstwa na pewno stara się reprezentować interesy kilkuset firm kamieniarskich, które tę organizację tworzą. Tematów do załatwienia jest sporo, a dynamicznie zmieniające się otoczenie sprawia, że oprócz sztandarowych, stałych zagadnień, pojawiają się co chwilę nowe.
I ważne jest, by zachować właściwą optykę. To nie jest tak, że jest Związek, a z drugiej strony jesteśmy my – członkowie. PZK jest sumą wszystkich firm członkowskich.

I jeszcze jeden aspekt właściwej optyki. Te wspomniane kilkaset firm, które tworzą Związek, to kropla w morzu. To zaledwie około 2% wszystkich podmiotów działających w naszej branży. Niestety, zdecydowanie za mało, by mówić o silnej organizacji. Do sprawnego i skutecznego działania potrzebujemy, między innymi, czasu i pieniędzy. Jeżeli każdy, kto już jest w PZK, poświęca miesięcznie jedną godzinę na działania wykraczające poza bieżące potrzeby swojej firmy i wpłaca 30 zł składki, to mamy potencjał miesięczny kilkuset godzin i kilku tysięcy złotych. Gdybyśmy jednak działali w tym zakresie jak nasi koledzy z Niemiec (95% przynależności do organizacji branżowej), to miesięcznie mielibyśmy potencjalnie kilka tysięcy godzin i kilkaset tysięcy złotych. Skala działania, jaką można by przy takiej powszechnej przynależności osiągnąć, jest niewspółmierna do obecnej. Kształcenie, publikowanie, lobbowanie, promowanie i dziesiątki działań, które są nam w naszej działalności bardzo potrzebne, stałyby się osiągalne i szybko dawały wymierne efekty.

Obecne działania również dają wymierne efekty, tylko… proporcjonalnie do skali. Jeśli więc chcemy, by kamieniarstwo było dostrzegalne, pozytywnie kojarzone, silne, czerpiące z tradycji, ale nowoczesne, to działajmy na dwóch frontach: indywidualnie w swoich firmach oraz wspólnie w Polskim Związku Kamieniarstwa.
Krzysztof Skolak

przeczytaj cały artykuł

55 edycja Marmomac

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 17 listopada 2021 12:00

kk114_s16_1.jpg

Długo czekaliśmy na spotkanie w Weronie, ale pandemia spowodowała nie tylko długą przerwę. Kiedy w końcu doszło do realizacji imprezy, okazało się, że sporo osób, które odwiedzały targi w poprzednich latach, zrezygnowało z udziału. Oczywiście ci najwięksi przyjechali, ale wielu przedstawicieli mniejszych firm się nie pojawiło. Również polscy branżyści byli mniej liczni.

Polaków można było spotkać na stoiskach firm, które są reprezentowane na naszym rynku. Np. firma TGR zalicza udział w tegorocznych targach do udanych. Natomiast Zdzisław Nowicki rezydujący na stoisku firmy Tenax zwrócił uwagę na małą ilość azjatyckich firm i zwiedzających z dalekiego wschodu. Podobnie jak przedstawicieli sektora z Brazylii, USA, Afryki i Indii.
Byli i polscy wystawcy: firma Lubas z okolic Działdowa, Abra z Opola i Metikam Stone z Żarowa. Dla tych ostatnich był to debiut na imprezie w Weronie. Celem wyjazdu było poszukiwanie dystrybutorów w innych krajach. Okazało się, że zainteresowanie było duże i teraz trzeba kontynuować rozmowy i finalizować kontrakty.

kk114_s17_4.jpg

Jak można się było spodziewać zwiedzający targi nieco narzekali na systemy bezpieczeństwa pandemicznego – kontrole na wejściu, a nawet na niektórych stoiskach – ale ze względu na mniejszą ilość zwiedzających nie stanowiło to specjalnego problemu. Według danych organizatora tegoroczna impreza gościła ponad 30 tysięcy zwiedzających ze 120 krajów świata. Swoje stoiska zaprezentował 756 wystawców, wśród których 329 było spoza Włoch, zajmując 60 tysięcy metrów kwadratowych. Jest to spory spadek porównując do poprzedniej edycji z roku 2019. Wtedy zaprezentowało się 1650 firm, których ofertę zobaczyło 69 tysięcy zwiedzających ze 155 krajów.
Podobnie jak w poprzednich edycjach organizatorzy postawili na typową dla targów w Weronie mieszankę materiałów, technologii i design. Można było zauważyć, że organizator dotrzymał słowa i przekonał wystawców do prezentowania na stoiskach swoich produktów, a nie tylko elementów dekoracyjnych.

kk114_s17_5.jpg

Nowością była hala wystawowa nr 10 nazwana Marmomac + Solutions, gdzie zaprezentowano elementy z kamienia naturalnego w połączeniu z innymi materiałami z dziedziny architektury, designu i urbanistyki.
Istniejący na targach od 2015 roku Włoski Teatr Kamienia został przeniesiony z hali 1 do hal 11 i 12, zyskując więcej przestrzeni na prezentację. O ile na poprzedniej edycji tematem Włoskiego Teatru Kamienia była naturalność kamienia, to w tym roku ekspozycja przygotowana była pod hasłem „Czas”. W przeciwieństwie do często nietrwałych produktów, według organizatorów, kamień naturalny jest materiałem wytrzymałym i określającym styl, który przetrwa długo. Pokazano innowacyjne i eksperymentalne projekty.

kk114_s17_3.jpg

Cieszy, że impreza przetrwała i może za rok do Werony, jak to było w poprzednich edycjach, zawitają tłumy. Kolejny Marmomac odbędzie się w dniach 27-30 września 2022 roku – to pewna zmiana, bo przyszła wystawa będzie trwać od wtorku do piątku.

przeczytaj cały artykuł

TIA cz. 8 Frycowe już zapłacone?

Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data publikacji: środa, 15 września 2021 08:42

113tia.jpg

Lipiec 2011 – zaczęliśmy działać w RPA, dziesięć lat później, w 2021, obchodzimy pierwszą okrągłą rocznicę na Czarnym Lądzie istnienia naszych firm oraz naszego obcowania z Afryką. Patrząc, jak operatorzy „jackhammerów” ramują blok, który przed chwilą został odstrzelony od calizny, i widząc sprzęt, który odwozi te bloki pod suwnice do Zenon Granite, zadaję sobie pytanie: czy to już? Czy to już ten moment, w którym mogę powiedzieć, że frycowe zostało zapłacone?

Czy nie powtórzą się historie z poprzednich lat, w których najmniejszą śrubkę trzeba było kupować z przedpłatą? Czy nieufność ludzi wobec nas – obcych – już się skończyła? Czy to tylko cisza przed burzą, która zmiecie wszystkie klocki tak skrupulatnie przez nas układane? Czy historie o prądzie albo walka z ludnością, która twierdzi, że ziemie, na których prowadzimy eksploatacje, należą do nich, bo to były ziemie ich pradziadów, już się zakończyły?

Wtedy czuję jak ktoś klepie mnie w plecy i mówi: „Jedziesz ze mną do miasta? Muszę odebrać silnik elektryczny, który zawiozłem do przewinięcia”. Ten głos rozpoznaję od razu: „Pewnie Mietek! Lecim na Szczecin!”.
Do Brits jest około 15 minut jazdy – mam czas na myślenie, wracam znów myślami do tego frycowego. I wtedy zatrzymujemy się pod sklepem „Jaco rewind”.
– Pomóc ci? Przecież nie znasz angielskiego, będę tłumaczył – mówię do Mietka.
– Jacek, jakbym potrzebował twojej pomocy, to bym o nią poprosił. Idę tylko silnik odebrać. Co w tym trudnego? – odpowiada Mietek.
Po kilku minutach Mietek wraca z silnikiem: – Jak zawsze na przelew na 14 dni – mówi dając mi fakturę. – Jedziemy do Medibang. Musimy spray kupić, maski dla operatorów i potrzebuje zamówić nowe zawiesia łańcuchowe do suwnicy.


Parkując pod sklepem, znów proponuję pomoc w tłumaczeniu. Mietek spogląda na mnie i mówi:
– Widzę, że ci się nudzi. To chodź, może przydasz się do czegoś.
Wchodząc do sklepu rzucamy afrykanerskie „Goeie more” (czytaj: hure more). Zza kasy pada „cesc” – prawie po polsku. Jestem zdziwiony, ale nie kryję uśmiechu. Mietek od razu łapie katalog i szuka potrzebnych części. Gadka-szmatka, przygotują kwotacje i wyślą na mejla: „We will send to you, Jasek?”. „Yes, send to Jasek” odpowiadam. W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze ze dwa sklepy: ze śrubami i z hydrauliką. W obu rozmowy przebiegają podobnie…
Wracamy szybko na kopalnię – dzwonił Frederick, mój spedytor. Chce się ze mną pilnie spotkać, bo ma jakiś problem z blokami: ciężary się nie zgadzają i „tiry” muszą zawracać z wagi z powrotem na kopalnie w celu przeładowania. Wjeżdżając na kopalnię, z daleka widzę auto Federicka i jego samego – Frederick to mój rocznik, ale nie moja waga: typowy Bur, który kiedyś grał w rugby – postura duża, ale już zaniedbana, stanowczo za dużo kilogramów.
– Dawaj. Gdzie jest problem? – mówię.
Federick pokazuje mi blok, który na pewno nie waży tyle, ile jest na nim napisane. Wołam Glorię i pytam, kto jej dał listę do opisywania bloków.
– You, boss – odpowiada.

Biorę listę do ręki i od razu wyłapuję błąd – Gloria po prostu przeskoczyła o jeden numer na liście, co spowodowało, że blok, który ważył 22 tony, miał napisane 8 ton, a blok o wadze 8 ton był opisany 22 ton itd.
W Afryce możemy wozić ładunki dwoma rodzajami aut: tri-axle i links. Tri-axle to auta ciężarowe podobne do tych w Polsce, ale o dopuszczalnej ładowności do 30 ton. Zestawy „links” składają się z auta, przyczepy lub naczepy i mogą na raz zabrać 32 tony ładunku. W RPA, jak i w Polsce, bardzo surowo jest karane przeładowywanie aut, więc prosto z kopalni ciężarówki jadą na certyfikowaną wagę, która pokazuje nacisk na każdą oś z osobna – jeśli masa odpowiada przepisom, auto jedzie do portu Richards Bay, w przeciwnym wypadku wraca na kopalnię.

Rozmowy z Frederickiem kończę obietnicą, że dzisiaj zacznę płacić fakturę transportową za poprzedni statek. De facto statek wypłynął już ponad dwa tygodnie temu. Zwiezienie 1500 ton kamienia do portu trwa od 2 do 3 tygodni. Do tego trzeba dodać czas załadunku i czas na wyjście z portu, co powoduje, że od pierwszego auta, które wyjechało spod suwnicy, mija prawie 5 tygodni. Więc Federick, jako spedytor, kredytuje mnie i mój biznes.
Kolejny telefon, kolejna sprawa:
– Jacek przyjedź, bo przyjechał nasz stały klient, który odbiera duże ilości bloków na lokalny rynek – mówi Thys, quarry man (kierownik kamieniołomu).
Od razu wiem, o kogo chodzi. Riaan. Też Bur, ale już inna higiena pracy i życia. Rocznikowo młodszy ode mnie o jakieś 3 lata. Typowy pracoholik. Prowadzi swój biznes razem z swoim rodzeństwem – dwoma braćmi i dwiema siostrami – i muszę przyznać, że idzie im dobrze.
Czeka na mnie na magazynie bloków trzeciego i czwartego gatunku, zaraz przy środkowej górze. Riaan jest bezpośredni i szybko przechodzi do konkretów:
– Słuchaj, Jacek, jak ciebie nie było, to kupiłem nową wielolinę z Chin. 32-linową maszynę. Potrzebuję jeszcze więcej bloków od ciebie. Ile możesz mi dawać miesięcznie?
Długo nie musiał czekać na moją odpowiedź. Mamy parę miejsc na kamieniołomie, które szybko możemy otworzyć i zwiększyć produkcję na rynek lokalny. Warto tu dodać ważną rzecz: każdy, kogo by nie zapytać, na czym się robi największą kasę na kopalniach różnych surowców skalnych, odpowie to samo: na materiałach wadliwych i odpadzie. Czysty materiał to tylko wisienka na torcie. Tak jest i u nas. Żeby wydobyć 1000 ton czystego materiału, trzeba przerzucić ponad 10 000 ton urobku. Łatwo policzyć, że tylko 10% nadaje się na eksport do Polski. Z pozostałej części – w zależności jak się prowadzi kamieniołom – można osiągnąć odpadowość na poziomie 40-50%, czyli od 40% do 50% to III i IV klasa, którą można sprzedać lokalnie.

Pamiętam, kiedy zaczynaliśmy pracować w RPA, każdy z naszych byłych menadżerów mówił, że w RPA nie ma lokalnego rynku – trzeba to wszystko wyrzucać na hałdy i zapomnieć o tym. Dziwiło nas to, ale cóż, byliśmy obcy. Akceptowaliśmy taką kolej rzeczy. Przełomem był rok 2018, kiedy poznałem Riaana i Natashe. W sumie to oni nas znaleźli, przyjechali do mnie na kopalnie i zrobiliśmy „pierwszy deal”. Teraz mamy rok 2021 i nasza współpraca trwa w najlepsze. Zarówno on, jak i my, idziemy do przodu.
– Daj mi 2-3 tygodnie. Postaram się zwiększyć produkcję o kolejne 100 m3 dla ciebie – odpowiadam na jego pytanie.
– Super! Dobre informacje. Widzimy się na braaiu w piątek u mnie na farmie? – podsumowuje Riaan podając mi rękę.
– Z przyjemnością – odpowiadam. – Shap! – co po afrykanersku znaczy: „jasne, spoko”.
Wsiadł w auto i odjechał, ja miałem tylko parę kroków, żeby wrócić na kopalnię. Idąc zobaczyłem, że Pokathan – nasz człowiek-oczko, który ma szukać wad w materiale i oznaczać je żółtymi liniami – macha do mnie i krzyczy: „Boss! Boss!”. Widzę jego uśmiech na twarzy i wskazujący palec podniesiony do góry. Już wiem, co to znaczy: mamy tę wisienkę.

Wracam do miejsca, w którym stałem parę godzin wcześniej i patrzę dalej na to, co się dzieje na przodku. Uśmiecham się sam do siebie. Chyba ten czas frycowego się skończył, a chyba mało osób wierzyło w to, że Zenon wytrzyma w RPA tyle lat. I mogę to powiedzieć z całym szacunkiem: osiągnął sukces. W końcu jesteśmy tutaj 10 lat, wyrobiliśmy sobie jakąś tam markę, która pozwala nam funkcjonować w tym biznesie. Ta marka pozwala nam poruszać się po mieście, które, jak na afrykańskie warunki nie jest duże, ale jednak ma te 100 tys. mieszkańców. I co ważne: czuć się swobodnie mimo wielu przeszkód. Nie mówiąc o tym, że nawet Mietek, choć nie zna języka, jako technik i inżynier zawsze dogada się ze swoimi kolegami po fachu.
Tylko wiem, że to jest RPA. Tu świat może się zmienić nie do poznania w przeciągu 10 dni. Tak też było tym razem. Po zamknięciu w więzieniu byłego prezydenta Jacoba Zumy RPA zatrzymało się, stanęło na dobre 2 tygodnie! Zamieszki spowodowały zamknięcie kraju, kryzys na rynku ropy i wyjście wojska na ulice miast. Dlatego nigdy nie używam słów: „mam coś pod kontrolą”. Bo zdarzenia lub siły niezależne od nas szybko mogą to zweryfikować!

This is Africa – TIA!

przeczytaj cały artykuł

W związku z... 54

Autor: Krzysztof Skolak ZPBK   |   Data publikacji: poniedziałek, 13 września 2021 12:28

hand-325321_1920.jpg

Tak się składa, że o konieczności kształcenia przyszłych kamieniarzy piszę tutaj chyba najczęściej. Dlaczego?

Po pierwsze ilość. Miejsc pracy w zakładach kamieniarskich w Polsce jest z grubsza licząc kilkadziesiąt tysięcy. Przyjmijmy skromnie, że 20 000 osób uprawia ten zawód. Jeżeli każdy pracuje przez 40 lat, to oznacza to, że co roku na emeryturę przechodzi około 500 doświadczonych osób. Nie ma problemu, jeżeli na ich miejsce pojawiają się nowi, młodzi, wykształceni ludzie, którzy w ciągu kilku lat nabiorą doświadczenia i staną się cennymi pracownikami w przyszłości. Cykl zostanie zachowany. Tylko… Według danych przekazanych przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, we wszystkich szkołach branżowych w Polsce naukę zawodu kamieniarz realizowało w roku szkolnym 2020/21 tylko 54 uczniów!

Po drugie jakość. Niemal każdy wchodzący do zawodu pracownik zdobywa potrzebne umiejętności, ucząc się od współpracowników, przechodząc nieliczne kursy, na przykład organizowane przy okazji zakupu nowej maszyny czy oprogramowania. Część poszerza swoją wiedzę, zdobywając bardziej lub mniej przestarzałe, ale jedyne dostępne na rynku wtórnym podręczniki, czerpie z prasy branżowej, Internetu lub korzysta ze źródeł zagranicznych. Niewiele sytuacja się zmienia, gdy mowa o wymienionych wcześniej uczniach szkół branżowych. Nauka w klasie wielozawodowej to przede wszystkim praktyczna nauka zawodu w zakładzie kamieniarskim, który przyjmuje terminatora i pod okiem mistrza stopniowo pozwala mu poznać arkana zawodu.

Piękny zawód kamieniarza, jego tradycyjny rzemieślniczy charakter, a aktualnie również nowoczesny, oparty o maszyny, o sterowanie numeryczne i komputery, wymiar znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Na rynku brakuje pracowników, a ci, którzy są, mają często bardzo wycinkowe przygotowanie zawodowe. Jest więc problem i z ilością, i z jakością.
Co można zrobić? Małymi kroczkami całkiem sporo, musimy tylko chcieć, uwierzyć w to, że możemy i powinniśmy działać. Poniżej w punktach przedstawiam działania, które zależą tylko i wyłącznie od chęci, a ich realizacja najszybciej może przynieść pożądane efekty.

Prowadzisz zakład kamieniarski? To:
– jeśli jeszcze nie posiadasz – zdobądź tytuł mistrza w zawodzie kamieniarz;
– jeśli nie masz – zrób kurs pedagogiczny (najprostszy, dla instruktorów praktycznej nauki zawodu);
– jeśli masz już powyższe dyplomy – zgłoś gotowość przyjęcia uczniów w najbliższych swojego zakładu szkołach zawodowych.

Tych 54 młodych ludzi uczy się zawodu dzięki temu, że są w całej Polsce osoby, które powyższe punkty wprowadziły w życie. Wykorzystajmy okres zimowy, żeby poświęcić trochę (naprawdę niewiele) czasu i zwiększyć bazę zakładów przyjmujących uczniów. To najpewniejszy i najskuteczniejszy obecnie sposób.

I wiąże się z kilkoma konkretnymi korzyściami:
1. Pracownik młodociany to dodatkowe dwie ręce do pracy. Może początkowo nieporadne, ale w trakcie trzyletniej nauki coraz bardziej pomocne.
2. Okres nauki pozwala poznać i ocenić ucznia jako ewentualnego pracownika. Tak długi okres próbny nigdzie indziej nie funkcjonuje.
3. Uczeń dostaje wynagrodzenie, ale jest ono w 100% refundowane, więc wspomniane ręce do pracy są w zasadzie darmowe.
4. O satysfakcji z faktu dzielenia się wiedzą z kolejnymi pokoleniami nie wspomnę.
Równolegle będziemy wspólnie pracować, a Polski Związek Kamieniarstwa jest doskonałą platformą dla takich działań, by można było organizować kursy specjalistyczne dla osób wchodzących do zawodu lub chcących poszerzyć swoją wiedzę, oraz by powstawały materiały pomocnicze do takich szkoleń. W 2022 roku mogą pojawić się ku temu zupełnie nowe możliwości, ale już teraz monitorujemy sytuację i badamy każdą pojawiającą się szansę na działania.

przeczytaj cały artykuł

8. Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 13 września 2021 12:02

 

 

113biennale.jpg

Rok temu zaplanowane było, zgodnie z kalendarzem strzegomskich spotkań rzeźbiarzy, kolejne Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie, ale sytuacja związana z pandemią nie pozwoliła na zrealizowanie planów. Organizator, Strzegomskie Centrum Kultury, podjęło decyzję o przeniesieniu imprezy na 2021 rok. W tym roku warunki pozwoliły na zaproszenie rzeźbiarzy do Strzegomia.

Biennale rozpoczęło się 27 czerwca 2021 roku od uroczystego spotkania, na którym uczestnicy mieli okazję się zaprezentować, a organizator dokonał prezentacji albumu, który powstał po poprzednim biennale. Na spotkaniu pokazano też świetnie zrealizowany film prezentujący wcześniejsze wydarzenie. W spotkaniu udział wzięli zaproszeni goście, mieszkańcy Strzegomia, a także przedstawiciele władz miasta, z burmistrzem Zbigniewem Suchytą na czele.

kk113_s40_01.jpg

M. Nosko – Kolumna  oraz R. Keler – Taniec

Podobnie jak na poprzednim biennale komisarzem był Grzegorz Niemyjski z wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, który zaproponował udział w imprezie rzeźbiarzom o sporych osiągnięciach gwarantujących, że zrealizowane prace będą na wysokim poziomie. Do pracy zaproszono (w porządku alfabetycznym): Radosława Kelera, Andrzeja Kosowskiego, Martina Kuchařa, Christosa Mandziosa, Marcina Nosko, Marcina Plichtę i reprezentującego region strzegomski Zbigniewa Zycha.
Dzięki swemu bagażowi doświadczeń i indywidualnemu podejściu do sztuki artyści gwarantowali różnorodność wykonanych prac. Rzeźbiarze pracowali w trzech miejscach: dwóch w zakładzie firmy Kamieniarstwo Kiszkiel, pięciu rzeźbiarzy w firmie Granex, a Zbigniew Zych pracował w swojej pracowni.

kk113_s40_02.jpg

M. Plichta – Fasada oraz A. Kosowski – 8

Prace trwały do końca lipca, a zakończył je wernisaż, na którym artyści zaprezentowali swoje prace. Cenne jest to, że władze Strzegomia znalazły sposób na wyeksponowanie wszystkich prac powstających na kolejnych plenerach, dzięki czemu Strzegom staje się powoli miastem-galerią rzeźby. To szczególnie ważne, gdy artyści pracują w trudnym materiale, poświęcając wiele energii, czasem w bardzo trudnych warunkach pogodowych.

kk113_s41_01.jpg

M. Kuchař – Słonecznik oraz Z. Zych – Królowa

Wernisaż odbył się 1 sierpnia 2021 r. i pomimo padającego deszczu, sporo osób obejrzało efekty pracy artystów.
Prace, które wzbogaciły przestrzeń publiczną Strzegomia to: „Kolumna” dłuta Marcina Nosko, „Fasada” dłuta Marcina Plichty, „Taniec” dłuta- Radosława Kelera, „Przybijanie bloku granitowego do podłoża” dłuta Christosa Mandziosa, „Kamień odrzucony” dłuta Grzegorza Niemyskiego, „8” dłuta Andrzeja Kosowskiego, „Królowa” dłuta Zbigniewa Zycha i „Słonecznik” dłuta Martina Kuchařa.
Prac rzeźbiarskich w Strzegomiu jest coraz więcej, więc nasunął mi się pomysł dla włodarzy Strzegomia. Warto byłoby chyba zrobić mapkę lokalizacji rzeźb, jako materiał promocyjny miasta. Mogłoby to być wydane w wersji papierowej lub w oszczędniejszej formie w wersji cyfrowej.

kk113_s41_03.jpg

C. Mandzios – Przybijanie bloku granitowego do podłoża

Warto zaznaczyć, że biennale nie mogłoby się odbyć bez wsparcia strzegomskich firm kamieniarskich. To lokalni kamieniarze przekazali materiał, pomogli we wstępnej obróbce i transporcie oraz udostępnili miejsce pracy i potrzebne media.

kk113_s41_04.jpg

G. Niemyjski – Kamień odrzucony

Zakończeniu biennale towarzyszyła konferencja naukowa odbywająca się pod hasłem „Kształt”, podczas której naukowcy zaprezentowali przygotowane referaty.

I tak w sali widowiskowej Strzegomskiego Centrum Kultury swoje wystąpienia zaprezentowali:
– prof. Zbigniew Solski – „Czysty Kształt”
– prof. Ewa Janus – „Z natury rzeczy”
– prof. Christos Mandzios – „Kształt”
– dr Robert Buček – „Marius Kotrba – Poszukiwanie kształtu”
– dr Dorota Grubby-Thiede – „Wanda Czajkowska – Bezwzględne wyeliminowanie rzeźby, jako pojęcia kształtu, 1972”
– prof. Jerzy Fober – „Kształt inspiracji”
– prof. Andrzej Szarek – „Źródła”

Niestety, część prelegentów nie była przygotowana do prawdziwego wykładu na żywo. Niezbyt dobre przeczytanie przygotowanego wystąpienia to nieco za mało, aby wzbudzić zainteresowanie widowni. Może w przyszłości warto wymóc na uczestnikach przygotowanie żywego wystąpienia? W końcu zapraszani prelegenci to najczęściej wykładowcy na uczelniach wyższych, dla których wystąpienie publiczne jest codziennością.

Podczas spotkania władze Strzegomia zadeklarowały, że zastanowią się, czy nie potraktować tegorocznego biennale jako przesuniętego w czasie biennale 2020. W ten sposób kolejne biennale odbyłoby się już w przyszłym roku. To jednak sprawa otwarta i niestety mocno zależna od możliwości finansowych.
Miejmy nadzieję, że pomysł zostanie zrealizowany.

przeczytaj cały artykuł
Strona 13 z 40

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.