Artykuły

Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie - wczoraj

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2014 11:32

 plener1Na zakończenie wspomnień kilka słów o poprzedniej edycji spotkania rzeźbiarzy w Strzegomiu. To piąte spotkanie zgromadziło siedmiu artystów i było to możliwe dzięki wsparciu wielu firm i osób.

Każdy z nich stworzył rzeźbę będącą własnym widzeniem świata i trudnej materii jaką jest granit. Każdy też inaczej widział swoją pracę.

Ryszard Zarycki swoją bryłę granitu zamienił w postać kobiety. A swoje podejście do tematu opisał tak: „Rzeźba …, musi przecież brzmieć, tak jak wielki, piękny wiersz …, no i ta przestrzeń z niej i w niej”.

Bogdan Wajberg z Łodzi w strzegomskiej kopalni Piramida spędził 5 tygodni. Pracował i widział jak pracują pracownicy. Swoją rzeźbę zatytułował Between („Pomiędzy”) jako symbol bycia wśród ludzi pracujących w granicie.

Grzegorz Niemyjski z Legnicy swoją pracę nazwaną „Matka” stworzył jako rodzaj siedziska o ciepłej i miękkiej formie – jak powiedział: „rzeźbę dla człowieka”.

Gościem pleneru był też rzeźbiarz z czeskiego Cieszyna – Martin Kuchař.  Swoją pracę „Head No.14” wykonywał w kopalni Wekom II. Jak powiedział: „To było ciężkie 5 tygodni … – granicie strzegomski, nie jesteś wcale prosty, nie chciałeś mi się poddać – ale pokonałem cię! – lubię cię!”

Dariusz Kowalski z warszawskiej grupy Via Varsovia stworzył „Granitowe spojrzenie”, w którym pokazał „element ludzkiej twarzy jako fragment postaci zamkniętej w okowach cywilizacyjnych możliwości które ją ograniczają”.

Stanisław Cukier swoją granitową skałę zamienił w postać tenisistki. Chciał, jak stwierdził, w ten sposób „pokazać stan koncentracji i wyciszenia, a nie walki. Taka przerwa przed kolejnym gemem, kiedy trzeba zagrać piłkę silnie i precyzyjnie”. To taki moment, który każdy człowiek zmagający się z problemami życiowymi też powinien co jakiś czas mieć .

Na koniec kilka słów o pracy prof. Jerzego Fobera. Ten uznany i doświadczony rzeźbiarz w swojej pracy „Anioł upadły” chciał pokazać swoje widzenie człowieka: „ Społeczność aniołów odpowiada różnorodności ludzkich postaw i charakterów. Jednak upadek człowieka nigdy nie był i nie jest dramatem ostatecznym”.

Poprzednia edycja pleneru zakończyła się wernisażem. Stworzone dzieła zaprezentowano mieszkańcom i przybyłym gościom na strzegomskim Rynku. Wernisażowi towarzyszyło sporo imprez, w których aktywny udział brali artyści, dzięki którym nasze otoczenie wzbogaciło się o obiekty piękne i zmuszające do przemyśleń. Z niecierpliwością czekamy na tegoroczne biennale rzeźby – aby znowu móc zobaczyć jak z twardego granitu wyłaniają się przemyślenia artystów.

Zapraszamy do galerii zdjęć

 

Poprzedni odcinek

przeczytaj cały artykuł

Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie - rozkwit

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 07 maja 2014 10:18

biennale 2008Po pierwszych dwóch plenerach rzeźby w Strzegomiu zorganizowanych siłami Zenona Kiszkiela i Adama Wyspiańskiego nastąpił rok przerwy. Pomysłodawcy imprezy i organizatorzy pierwszych edycji postanowili rozwinąć swój projekt. Aby było to możliwe potrzebni byli sponsorzy.

 

Jak wspomina Zenon Kiszkiel sprawa nie była prosta. Naturalnym sponsorem tego typu imprezy powinien być urząd miejski, ale pierwsze rozmowy z burmistrzem nie skłaniały do optymizmu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w tym czasie ówczesny burmistrz starał się o wsparcie wojewódzkie dla imprezy folklorystycznej. Podczas rozmów w Urzędzie Wojewódzkim pojawił się temat pleneru rzeźbiarskiego, co spowodowało zmianę zdania przez burmistrza Strzegomia i tak miasto stało się sponsorem imprezy. Okazało się także, że do wsparcia spotkania rzeźbiarzy można namówić również inne branżowe firmy z okolic Strzegomia. I tak do współpracy dołączyły zakłady kamieniarskie Skamet, Wekom II, Piramida i Graniro.

 

Plener zmienił nazwę na Sympozjum Rzeźby 2009. Komisarzem ponownie został Adam Wyspiański, a dzięki wsparciu sponsorów możliwe było zaproszenie większej liczby artystów. Poza A.Wyspiańskim z granitowymi bryłami zmagali się: Andrzej Renes, Stanisław Cukier, Bronisław Krzysztof, Ryszard Zarycki, Jan Zamojski i Marcin Łuczkowski.

 

Rezultaty pracy rzeźbiarzy podziwiali wszyscy mieszkańcy, więc nikt nie miał wątpliwości, że zapraszanie do stolicy kamieniarstwa polskiego artystów powinno wejść na stałe do kalendarza imprez jakie odbywają się w Strzegomiu.

 

Rok 2010 potwierdził możliwości organizacyjne. I czwarta impreza rzeźbiarska zyskała status Międzynarodowego Sympozjum. Organizatorem stała się powołana przez Adama Wyspiańskiego Fundacja Monolit. Sponsorami sympozjum byli: członkowie Stowarzyszenia Kamieniarzy Ziemi Strzegomskiej, Zenon Kiszkiel, Krzysztof Skolak (Granex), Ryszard Goliński (WEKOM II) i Jarosław Cybuch (Skamet). Dodatkowo firmy Stone Connection, Grabinex i Hurtownia Granitu pana Zdzisława Stanowskiego zasponsorowali materiał do realizacji prac.

Podczas sympozjum rzeźby pracowali: Adam Wyspiański, Stanisław Cukier, Jerzy Fober, Andrzej Szarek, Andrzej Renes, Ryszard Zarycki oraz zaproszony artysta z Japonii Zenichi Yokoyama.

 

Zapraszamy do galerii zdjęć

 

Poprzedni odcinek                                                                                                              Następny odcinek

 

 

przeczytaj cały artykuł

Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie - początki

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 30 kwietnia 2014 13:53

biennale2006Już niedługo w Strzegomiu odbędzie się VI edycja Biennale Rzeźby w Granicie (znanego wcześniej pod nazwą Międzynarodowe Sympozjum Rzeźby w Granicie). Spotkanie rzeźbiarzy zaplanowano od dnia 13 lipca do 17 sierpnia. Komisarzem artystycznym tegorocznego biennale będzie prof. Jerzy Faber, a imprezę honorowym patronatem objęło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Dotychczasowe dokonania artystów, w poprzednich edycjach były interesujące dlatego czekamy na wyniki tegorocznej pracy artystów.

 

Warto przypomnieć jakie były początki tej cyklicznej imprezy.

 

W zasadzie pomysłodawcą urządzenia pleneru rzeźbiarskiego w Strzegomiu był Zenon Kiszkiel. Będąc służbowo w Carrarze – wspomina, – wybrał się na spacer na plażę. W takiej bajecznej scenerii spotkał pracującego w plenerze rzeźbiarza. Oczywiście rzeźbił on w karraryjskim marmurze. Obserwowanie pracy spodobało się oglądającemu i pomyślał, że to nie tylko możliwość oglądania pracy twórczej, ale też fantastyczny pomysł na promocję kamienia. Od razu pomyślał o strzegomskim granicie.

 

Po powrocie do polski postanowił zorganizować takie plenerowe rzeźbienie. Nie miałby jednak szans, gdyż nie znał środowiska artystycznego.

 

Skontaktował się więc z Adamem Wyspiańskim – artystą z Bolesławic. On znał środowisko i dzięki temu w 2006 roku odbył się pierwszy plener rzeźbiarski w Strzegomiu. Jak wspomina Adam Wyspiański: warunki były spartańskie, ale wszyscy to przyjmowali i akceptowaliciesząc się udziałem w wydarzeniu. Uczestnicy mieszkali u Adama Wyspiańskiego i pracowali przy rzeźbach w zakładzie Zenona Kiszkiela, który był sponsorem pleneru. Poza Adamem Wyspiańskim, który został również komisarzem pleneru, pracowali Marcin Łuczkowski i Stanisław Wysocki. Ta pierwsza edycja zorganizowana siłami tylko tych dwóch panów stała się fantastycznym początkiem tradycji, która trwa do dziś.

 

Powstały ciekawe prace, więc w następnym roku w plenerze udział wzięło 5 artystów. Poza występującym kolejny raz również w roli komisarza Adamem Wyspiańskim z kamiennymi bryłami zmagali się Marcin Łuczkowski, Bronisław Krzysztof, Winicjusz Stosik i Janusz Tkaczuk. Nadal proces rzeźbienia odbywał się na terenie zakładu głównego sponsora Zenona Kiszkiela.

 

Dopiero w następnej edycji w 2009 roku udało się zainteresować pomysłem więcej osób w tym Burmistrza miasta Strzegom. Ale o tym w następnym odcinku wspomnień z plenerów.

 

Zapraszamy do galerii zdjęć

 Następny odcinek

 

 

przeczytaj cały artykuł

Kamieniarz czyli ostatni ciągnący za rzepkę

Autor: Jarek Mirowski   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 21:00

Zima chyba postanowiła być normalna i pozwoli na rozpoczęcie sezonu wcześniej. Końca Kryzysu, pisanego przez duże K, wciąż nie ogłoszono, ale nadstawiając ucho w różnych miejscach da się słyszeć, że bieżący rok ma być dla całej branży budowlanej nieco łaskawszy i zaoferować nam nieco więcej pracy. Mam również nadzieję, że oprócz ilości zleceń, poprawią się również budżety budów (i planowanie), na których przyjdzie nam pracować. A wielkie założenia, stanowiące podstawy naszych wycen, będą realizowane, nie tylko w kratkach arkuszy kalkulacyjnych.

Tak zwana wykończeniówka, do której szerokiego spektrum należymy, potrafi być frustrująca i wykańczająca. Już taki nasz los. Powodów wiele – palców, by je wymienić, nie starczy. Ale wszystkie kończą się brakiem tego co nas kręci i podnieca, a znajduje się w kasie. Ustawiamy się więc grzecznie, jak w wierszu Tuwima, w kolejce za babcią, dziadkiem i wszystkimi innymi i grzecznie ciągniemy rzepkę razem z nimi – dla słusznej sprawy – licząc, że jak ją wyciągniemy, to jakiś kawałek, choćby niewielki, nam też przypadnie.

Początki
Często są piękne (choć w budowlance to nie reguła – kataklizmy potrafią się wydarzyć zanim rozpoczną się prace – do tragedii wystarczy dobry projekt): budżet, pompa, kamienie węgielne i wielkie planów arkusze. Potem małe, zielone listki uciekają z kasy na tony stali, betonu i setki innych rzeczy i działań, często równie sensownych jak wizyta naszego premiera w Nigerii bądź Peru. Kilka miesięcy później, budowa powoli ma się ku końcowi, przychodzi czas na kamieniarzy (oczywiście nie tylko – nie jesteśmy jedynymi Tantalami budowlanki): posadzki, elewacje, gzymsy i inne cuda z kamienia. Kasa pustawa, zaczyna się oszczędzanie! Wygląd rzepki staje się coraz mniej atrakcyjny – bulwa jakoś murszeje i kurczy się...

Oszczędzamy, oszczędzamy i... oszczędzamy!
Wycena pół roku wcześniej: kashmiry, gabra z Indii, Giallo Veneziano – rodzajów obróbek nie wymieniam. Teraz realia budowy: G603 (pod jakąś wdzięczną nazwą) lub G682 (pod nazwą jeszcze bardziej wdzięczną). Gdzieś trzeba ciąć koszty – czemu więc nie zaoszczędzić na kamieniu? Zaczynają się cięcia budżetowe godne rządzących naszym krajem.Niestety, tak jak i w ministerialnych gabinetach, cięcia nie dotyczą użytkowników gabinetów, lecz raczej maluczkich z samego końca. Na budowie podobnie: lepiej będzie jeśli po głowie dostanie końcówka kolejki ciągnącej za rzepkę. A końcówka, to między innymi dostawca i/lub montażysta kamienia.

Przydałby się jeszcze ktoś na przyczepkę!
Architekt jakoś to przełknął – układamy „chińczyka”. Trzeba było „przygiąć z krzyża”, pieniędzy za dużo nie było, ale jakoś damy radę. Niestety, przeważnie oczekiwania zamawiającego są niewspółmierne do ceny. Zaczynają się problemy: tu plamka, tam wyszczypek, tam zaś sztrabik. Protokół usterkowy ma grubość co najmniej pierwszej części „Potopu”. Rzepki, zza pleców przed nami stojącego, widać coraz mniej, choć i tak była licha. Na dodatek wygląda, jakby ktoś przyłączył się do ciągnięcia, wciskając się kilka osób przed nami. Prawdopodobnie przyjdzie obejść się smakiem...

Pobożne życzenia
Wiem, że to niemożliwe, ale życzę wszystkim, żeby pojawiło się rzetelne planowanie, a generalni wykonawcy nie byli permanentnie zaskoczeni kosztami na budowie, niczym drogowcy atakiem zimy. Mam nadzieję, że kiedyś to nasze wyciąganie rzepy, jeśli robimy to uczciwie i w tym kierunku co wszyscy, będzie przynosiło nam nie tylko godne pieniądze, ale i satysfakcję wykonanej pracy, która była ciekawa i unikalna. Nie zaś problemy i podziwianie rzepki z odległej perspektywy – w dodatku w momencie kiedy jest konsumowana przez innych. Tego życzę!

Nie życzę zaś...
Ciągniemy razem ze wszystkimi, ale ci wszyscy przed nami jak szarpną, to się wywalą. Na nas. A tego ani Wam, ani sobie nie życzę...

przeczytaj cały artykuł

Łaciate z jednej strony

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 30 marca 2014 20:56

Dawno temu, kiedy byłem na studiach, był taki przedmiot, na którym metodami analityczno-rachunkowymi projektowaliśmy organizację placu budowy. Chodziło o optymalizację lokalizacji obiektów na placu. W zasadzie system rachunkowo-analityczny się sprawdzał i lokalizacje dźwigu, placu składowego, czy szatni i toalety, wyglądały sensowne. Zmieniając warianty lokalizacje się zmieniały, ale nadal wyglądały rozsądnie. Z jednym wyjątkiem: „buda” kierownika budowy zawsze wychodziła koło składowiska śmieci i odpadów. Nawet kiedy, jako założenie podstawowe, umiejscawialiśmy kierownika koło dźwigu – to i tak wychodziło, że tuż obok ma być śmietnik.

W sumie uznaliśmy (co potwierdził wykładowca), że system obliczeniowy jest bardzo dobry, ale w warunkach rzeczywistych należy go weryfikować w oparciu o logiczne myślenie i praktykę.

Jestem przykładem typowego „ścisłowca” – miłośnikiem matematyki i informatyki, ale może właśnie dlatego wiem, że każdy system obliczeniowy, to również błędy założeń i nieświadome pominięcie niektórych parametrów. Wyniki jakie otrzymujemy, mimo że wyliczone, wcale nie muszą okazać się słuszne. Mamy w firmach komputery, a w nich programy do tworzenia arkuszy kalkulacyjnych. Nie są to trudne programy i wiele osób z nich korzysta. I tu powstaje problem – myślę czasem, że zbyt łatwo stworzyć taki arkusz i przez to stajemy się niewolnikami tabelek i kratek, a w zasadzie wyników jakie uzyskujemy.

Decydenci korzystający z wyliczeń wynikających z arkuszy zapominają, że ów system liczy w oparciu o podane założenia. Co ciekawe: im bardziej skomplikowany jest algorytm obliczeniowy, im więcej zmiennych potrzebuje do działania, tym większe zaufanie wzbudza uzyskany wynik.

Przykładowo: jedna z zaprzyjaźnionych firm planowała inwestycję w postaci zakupu maszyny za bardzo konkretne pieniądze. Stworzono skomplikowany arkusz, w kratkach którego wpisywano szereg parametrów, takich jak cena produktu wyprodukowanego przy pomocy kupowanej maszyny, wielkość planowanej sprzedaży, koszty pracy i szkoleń, koszty kredytu itd. W sumie parametrów wprowadzono kilkadziesiąt. Arkusz policzył i wyszło, że zakup jest opłacalny.

Zapatrzony w tabelkę z wynikiem właściciel firmy miał nawet odruch sprawdzenia założeń, ale żeby było jeszcze optymistyczniej zwiększył założoną wielkość sprzedaży. Wynik końcowy był teraz bardzo optymistyczny, więc decyzja zapadła i maszyna stanęła w zakładowej hali. Rezultaty były tragiczne – życie i rynek okazały się znacznie mniej optymistyczne. Po dwóch miesiącach, kiedy obyty z arkuszem właściciel sprawdził uzyskiwane wyniki i porównał je z wynikami z kratki, okazało się, że rozbieżności są ogromne. Zaczął dochodzić powodów i dopatrzył się kilku błędnych założeń – cena wyrobów była zawyżona, gdyż konkurencja sprzedawała taniej, a poziom zapotrzebowania na rynku był bardziej życzeniem niż faktem. Dodatkowo w obliczeniach nie ujęto wzrostu zużycia energii spowodowanego przyłączeniem dodatkowej maszyny, a przesunięcie jednego pracownika do pracy na nowej maszynie, zmniejszyło wolumen produkcji pozostałych, dotychczas wytwarzanych produktów.

Innym przykładem, gdy wyliczenia prowadzą na manowce, jest zakładanie poziomu sprzedaży w oparciu o dane statystyczne. Oczywiście tu też nieuwzględnione w analizie parametry mogą doprowadzić do nierealnych wyników, ale dochodzi często jeszcze jeden istotny czynnik. Statystyka to kapitalna sprawa pod warunkiem, że dotyczy dostatecznie wielu danych wejściowych. Przykładowo: jeśli firma ma 50 handlowców, a każdy z nich ma do czynienia z kilkuset klientami, z którymi realizuje rocznie kilka tysięcy transakcji, można przyjąć, że statystyczny handlowiec, w określonej sytuacji rynkowej, ma obrót roczny czy miesięczny na wyliczonym poziomie.

Rozmawiałem ostatnio z producentem nagrobków, który próbował używać danych statystycznych do planowania sprzedaży – tyle że miał dwóch handlowców, a każdy z nich współpracował z 15 zakładami nagrobkowymi. W takim przypadku liczenie statystycznych parametrów typu średnia sprzedaż jednego handlowca, czy średni obrót z jednym klientem ma taką wartość, jak to, że rzucając dwa razy monetą raz wypadnie orzeł, a raz reszka. Spróbujcie – za każdą próbą szansa na taki rozkład wynosi 50%

Oczywiście należy korzystać ze statystyki i planować, ale tylko na poziomie maksymalnego uogólnienia i na przestrzeni wystarczająco długiego okresu czasu. Zakładanie, że jeśli konkretny klient przez 3 miesiące z rzędu zamawiał po 5 nagrobków, to do końca roku też będzie zamawiał po 5 ma małe szanse na realizację. Korzystajmy z arkuszy kalkulacyjnych, ale niech nam kratki, w które wpisujemy dane, nie zastępują realnej oceny rzeczywistości i uwarunkowań rynkowych – bo kiedy podczas podróży pociągiem zobaczymy 3 łaciate krowy możemy nabrać przekonania, że pomiędzy Warszawą a Gdańskiem pogłowie rogacizny to trzy sztuki. A wszystkie łaciate – przynajmniej z jednej strony.

 

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 207 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.