
Jak najłatwiej zapamiętać datę urodzin żony?—raz o niej zapomnieć...
W dzisiejszych czasach, kiedy tempo życia osiągnęło poziom sprintu, otaczający nas natłok informacji sprawia, że nie jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkiego. Umykają nam rzeczy do zrobienia w ciągu dnia, nie wspominając o tych do zrobienia w ciągu tygodnia czy miesiąca. Nachodzą nas wtedy bardziej lub mniej żartobliwe refleksje o sklerozie czy chorobie Alzheimera, ale rozmawiając ze znajomymi dochodzimy do wniosku, że nie tylko nam się to zdarza.
Przydałaby się sekretarka, najlepiej osobista, która przypominałaby o: zbliżającym się spotkaniu, zadaniu do wykonania, czytałaby mejle i odpisywała na nie... Niestety, nie każdemu jest to dane. Ale, wracając do rzeczywistości, częściowo możemy sobie to zrekompensować zaprzęgając do pracy naszego smartfona.
Niepozornie wyglądająca ikona na naszym smartfonie oznaczająca kalendarz to potężne narzędzie, który może stać się nieocenioną pomocą w naszym życiu codziennym. To już nie tylko kalendarz w tradycyjnym tego rozumieniu, gdzie zapisywaliśmy notatki i ważne dla nas terminy spotkań. Ten kalendarz potrafi wiele więcej. Nie musimy się teraz martwić, że zapomnimy o dacie spotkania lub zadania do zrealizowania, możemy wydrukować sobie plan dzienny, z kalendarza możemy wysłać wiadomość e-mail z zaproszeniem na spotkanie lub przypomnieniem do osoby znajdującej się w naszej książce adresowej, a na dodatek możemy go udostępniać innym osobom.
Obsługa kalendarza jest intuicyjna i każdy właściciel smartfonu na pewno poradzi sobie z nią —wystarczy tylko postępować zgodnie z tym, jak prowadzą nas instrukcje na ekranie. Aby nasz kalendarz można było wykorzystać w pełni musimy mieć założone konto e-mail na Gmail.com. Korzyści z tego są takie, że każde nasze urządzenie połączone z Gmail —komputer, laptop, tablet, smartfon —będzie automatycznie posiadało dostęp do tych samych terminów zaznaczonych w kalendarzu. Na przykład: nowe zadanie lub „przypominajka” w kalendarzu wpisane przez komputer w firmie pojawi się również w naszym telefonie.
Jaka jest, więc różnica między tradycyjnym kalendarzem a smartfonowym? Kalendarz w telefonie ma funkcje „przypominania” —dodając nowy termin mamy do wyboru, czy chcemy, aby nasz smartfon sygnałem dźwiękowym lub wysyłając mejla przypomniał nam o terminie wykonania zadania, wystarczy tylko przy dodawaniu wydarzenia ustalić czas, w jakim przypomnienie ma zostać uruchomione. Przypomnienie może uruchomić się w dowolnym momencie —dzień wcześniej, godzinę wcześniej, kwadrans wcześniej, o ustalonej godzinie. Może nawet powtarzać się w dowolnych odstępach czasu.
To, czego jeszcze nie posiada tradycyjny kalendarz to funkcja „zaproszenia” dzięki której możemy wysłać mejlowe zaproszenie na spotkanie kilku osobom za jednym razem. Na dodatek telefon sam nam jeszcze, w ustalonym przez nas czasie, przypomni o terminie spotkania. Dodatkową funkcją w przypomnieniach jest możliwość sporządzenia notatki. Notatka może być praktycznie dowolnej długości —może zawierać własny komentarz do zapisu w kalendarzu, dodatkowe informacje o osobie, z którą się spotykamy lub choćby plan spotkania, o którym kalendarz nam przypomina.
Następna ciekawa funkcja w kalendarzu to „konta”. Służy ona do tego, aby zsynchronizować nasz terminarz z innymi kontami, które posiadamy lub do których mamy dostęp. Po synchronizacji zostaną automatycznie dodane pewne informacje do naszego kalendarza. Na przykład dodając swoje konto z Facebooka do naszego kalendarza pojawią się nowe informacje o datach urodzin naszych znajomych z Facebooka, a synchronizując nasz kalendarz z kalendarzem wspólnika obaj widzimy jaki każdy z nas ma plan na nadchodzące dni.
Jak w tradycyjnym kalendarzu możemy jednym rzutem oka sprawdzić wszystkie zaplanowane zadania na dzień, tydzień, czy miesiąc. Jednak czy kalendarz w smatfonie stanie się naszym nieodzownym programem w pracy, czy tylko będziemy na nim sprawdzać datę, to tylko zależy od nas i od naszej systematyczności w uzupełnianiu wydarzeń. Z własnego doświadczenia wiem, że przejście z tradycyjnego kalendarza na kalendarz w telefonie może odbyć się niepostrzeżenie i bezboleśnie. A kiedy zaczniemy używać kalendarza w smartfonie, raczej nie będziemy już chcieli wracać do tradycyjnego.
I na koniec jeszcze jedno eko-spostrzeżenie: używając kalendarza w telefonie chronisz drzewa!

Obecna sytuacja na rynku kamieniarskim wymaga od firm realizacji zamówienia w bardzo krótkim czasie, dostawy elementów o wysokiej jakości i precyzji wykonania. Aby sprostać tym wymaganiom, oprócz doświadczonych pracowników, firma musi posiadać nowoczesny park maszynowy. Podstawową operacją przy wykonywaniu zamówień na dekoracyjne elementy budowlane —typu blaty, parapety, stopnie, płytki itp. —jest rozcinanie slabów. Są to z reguły płyty grubości 2-3 cm.
W ostatnim czasie maszynę dedykowaną do takiej produkcji przedstawiła francuska firma THIBAUT. Jest to piła numeryczna CNC typu TC600.
TC600 charakteryzują znane rozwiązania: sterowanie CNC w 5 osiach, konstrukcja monoblokowa, przyssawka do odkładania rozciętych elementów na stole roboczym w czasie rozkroju. Ma też kilka unikatowych rozwiązań, które dostępne są jedynie w maszynach THIBAUT: system ACS do automatycznego wycinania narożników wewnętrznych 90° oraz systemy do pomiaru grubości płyty i wymiarów narzędzia.
Innymi cechami charakterystycznymi dla tej maszyny są duża szybkość i precyzja cięcia oraz stabilność i duża żywotność maszyny. Polityka jakości Thibaut sprowadza się do dostarczenia jak najbardziej niezawodnych i żywotnych maszyn. Dla podzespołów mechanicznych oznacza to dobór najwyższej jakości komponentów od renomowanych producentów i zastosowanie masywnej, odpowiednio przewymiarowanej konstrukcji maszyny. W zakresie elektroniki maszyny i oprogramowania Thibaut zapewnia Klientom usługę „telemaintenance” —zdalnej kontroli maszyny poprzez internet i modem. Umożliwia to pomoc i łatwe rozwiązywanie problemów z elektroniką lub softwarem bezpośrednio przez serwis producenta.
Maszyna TC600 może wykonywać automatyczne cięcia we wszystkich kierunkach —posiada obrotową (360°) głowicę z tarczą do 625 mm, może ciąć prosto lub pod kątem, bez konieczności przesuwania płyt.
Innowacyjne i nowoczesne sterowanie maszyny z dużym kolorowym ekranem dotykowym umożliwiają proste, szybkie i precyzyjne wykonanie wszelkich cięć w płytach o grubości do 200 mm. Maszyna ma możliwość montowania we wrzecionie jednocześnie tarczy oraz wiertła lub frezu. Dlatego nie traci czasu na wymianę narzędzia i może wykonywać cięcie, a potem wiercenie lub frezowanie w jednym cyklu roboczym.
Piła TC600 może być używana jako tradycyjna maszyna do cięcia, ale także jako centrum obróbcze. Wynika to z możliwości jakie daje 5 sterowanych osi —przesuw wzdłużny, przesuw poprzeczny, ruch góra-dół, obrót głowicy z tarczą, pochylenie tarczy. Dzięki bardzo solidnej konstrukcji —1500 kg waga samego mostu, 6200 kg waga całej maszyny —jest ona sztywna i stabilna. Wysokiej jakości precyzyjne prowadnice mają dużą żywotność i zapewniają precyzję obróbki. Napęd w osiach X, Y poprzez silniki bezszczotkowe i system listwa zębata —zębatka z zębami skośnymi zapewnia dużą precyzję i szybkość przesuwu —do 40 m/min. oraz zachowanie dokładności w trakcie wielu lat użytkowania maszyny. Silnik główny posiada moc 14 kW, co gwarantuje dużą szybkość cięcia.

Największą innowacją maszyny jest wspominany już system ACS do wycinania narożników. Jest to odpowiedź na bardzo popularne obecnie wycięcia na zlewy czy płyty kuchenne o bardzo małym promieniu wewnętrznym lub nawet z narożnikami prostymi. Możliwość ich wycinania bezpośrednio na maszynie —bez potrzeby ręcznego wykańczania —stanowi bardzo dużą zaletę. Z systemem ACS docinanie narożników odbywa się na bieżąco, z dużą dokładnością, za pomocą brzeszczota diamentowego pracującego jak w zwykłej wyrzynarce. Dzięki temu otrzymujemy gotowe do montażu wycięcia, bez potrzeby ręcznych poprawek.
Brzeszczot do wycinania posiada nasyp diamentowy, pracuje na mokro i wystarcza do wykonania około 80 narożników. Użytkownik w trakcie programowania maszyny nie musi zaznaczać gdzie chce zastosować takie wycinanie —TC600 robi to automatycznie i tam, gdzie nie może wykonać dokładnego wycięcia zwykłą tarczą, używa systemu ACS.
Przeprowadzone przez firmę Thibaut testy wykazały, że stosując system ACS maszyna TC600 może zaoszczędzić około 20% materiału na każdej płycie.
Na prośbę czytelników rozpoczynam cykl artykułów o metodach badań kamienia. Zacznę od kwestii bardzo zauważalnej w trakcie normalnego użytkowania — od nasiąkliwości przy ciśnieniu atmosferycznym.
W trakcie różnych szkoleń, które prowadzę dla firm zajmujących się kamieniem naturalnym, wielu słuchaczy jest żywo zainteresowanych zagadnieniem badań. Sami mówią, że „rzucane” są im suche liczby związane z właściwościami surowca kamiennego, ale w zasadzie nie do końca wiedzą skąd się takie, a nie inne wartości pojawiły.
Obecnie badanie nasiąkliwości przy ciśnieniu atmosferycznym badamy w oparciu o normę PN-EN 13755:2008-06E „Metody badań kamienia naturalnego —Oznaczanie nasiąkliwości przy ciśnieniu atmosferycznym”. Badanie samo w sobie nie jest skomplikowane, jednak wymaga zaopatrzenia się w odpowiednie urządzenia: suszarka o możliwości utrzymania temperatury 70 ±5°C, waga o dokładności odczytu 0,01 g oraz zbiornik z płaskim dnem wyposażony w nierdzewne i nienasiąkliwe podkładki pod próbki.
Próbki do badania powinny mieć kształt sześcianu, walca lub graniastosłupa o boku 70 ±5 mm lub 50 ±5 mm. Powinny one zostać wycięte piłą diamentową lub uzyskane z rdzeni, przy czym ich objętość winna wynosić przynajmniej 60 ml, a stosunek pola powierzchni do objętości powinien się zawierać w przedziale 0,10 —0,20 mm1. Do badania potrzebujemy przynajmniej sześciu próbek.
Próbki umieszczone zostają w suszarce w temperaturze 70 ±5°C w celu wysuszenia do uzyskania stałej masy próbek —pomiędzy dwoma kolejnymi badaniami masy próbek różnice nie są większe niż 0,1%. Po wystudzeniu próbek w eksykatorze do temperatury 20 ±5°C próbki są ponownie ważone i następnie zanurzane w wodzie wodociągowej. Samo zanurzanie jest kilkuetapową czynnością i trwa około 120 minut.
Po 48 godzinach próbki należy wyjąć z wody, powierzchniowo wysuszyć, zważyć i ponownie przenieść do zbiornika z wodą. Po 24 godzinach ponownie wyjąć z wody, powierzchniowo wysuszyć i zważyć. Kontynuować do momentu osiągnięcia stałej masy próbek. Wynik ostatniego ważenia przyjmujemy jako masa nasączonej wodą próbki.
Nasiąkliwość wodą przy ciśnieniu atmosferycznym (Ab) każdej z próbek jest obliczane zgodnie ze wzorem:

gdzie:
Ab —nasiąkliwość przy ciśnieniu atmosferycznym
ms —masa próbki nasączonej wodą
md —masa próbki suchej
Wynik zaokrąglamy do 0,1 %
Oto przykład badania pewnego piaskowca. Do badania użyto 6 próbek o wymiarach 50 x 50 x 50 mm. Próbki zostały wysuszone i zważone (md), a następnie zanurzone w wodzie zgodnie z procedurą. Po osiągnięciu stałej masy i zanotowaniu mas próbek nasączonych (ms) wartości podstawiono do powyższego wzoru —wynik badania nasiąkliwość prezentuje się następująco:

W ten sposób oznaczyliśmy nasiąkliwość przy ciśnieniu atmosferycznym pewnego piaskowca. Wynik 5,7% jest przeciętnym wynikiem wśród piaskowców. Choć, dla porównania, granity mają nasiąkliwość zwykle poniżej 1,0%. Wartość 5,7% oznacza natomiast, że w każdej tonie materiału lub produktu może być nawet 57 kg wody —wody, która w trakcie zamarzania może zwiększyć swoją objętość o około 10%, czyli o prawie 6 litrów. A stąd prosty wniosek, że bardziej nasiąkliwe materiały mogą być mniej odporne na niszczące działanie wywołane zamarzaniem/rozmarzaniem wody. Oczywiście podatność na rozsadzanie skały pod wpływem zamarzania/rozmarzania wody wynika jeszcze z innych cech materiału, ale o tym innym razem, przy okazji opisywania badania innej cechy kamienia: mrozoodporności, ale o tym innym razem, przy okazji opisywania badania innej cechy kamienia: mrozoodporności.
Wykonywanie badania nasiąkliwości nakazują wszystkie normy związane z kamieniem naturalnym i produktami z kamienia naturalnego. Badanie takie powinno być wykonywane przynajmniej co 2 lata.
Ale jakie jest praktyczne zastosowanie wiedzy o nasiąkliwości kamienia? Bardziej nasiąkliwe kamienie chętniej „ciągną wodę”, co, w zastosowaniach zewnętrznych, może skutk-ować powstaniem przebarwień lub powsta-waniem mało estetycznych wilgotnych plam. Wysoka nasiąkliwość powinna również być sygnałem do wykonania badań dodatkowych: wcześniej wspominanej mrozoodporności czy odporności na ścieranie próbki nasączonej wodą. Niektóre materiały po nasączeniu wodą są mniej odporne na ścieranie, a to może mieć wpływ na decyzję o wyborze materiału na kostkę brukową czy płyty chodnikowe.
Przy pomocy badania nasiąkliwości można rownież ocenić skuteczność stosowanych w naszej firmie środków impregnujących. Nadmienię tylko, iż wyniki badań zaimpregnowanych kamieni nie zawsze są oczywiste...
Artykuł z serii: Jak się bada kamień
#michalfirlej

W sierpniowym numerze Kuriera Kamieniarskiego pisaliśmy o tradycji układania suchego muru w Irlandii. Wspominaliśmy o festiwalu kamienia organizowany przez DSWAI —Irlandzkie Stowarzyszenie Suchego Muru w miejscowości Mountcharles w hrabstwie Donegal. Festiwal miał na celu kultywowanie tradycji wznoszenia obiektów w tej zabytkowej technologii wymagającej dużo pracy oraz szerokiej wiedzy inżynierskiej.
Z badań archeologów wynika, że tego typu konstrukcje istniały już w czasach neolitycznych i służyły do oznaczania terytorium lub po prostu jako bariera dla zwierząt i ludzi. Zwykle układano je z kamieni systematycznie gromadzonych podczas oczyszczania i kultywacji pola uprawnego. Później technika rozwijała się i z suchego muru wznoszono już dużo trudniejsze obiekty niż proste mury —z czasem zaczęto budować tak złożone konstrukcje jak mosty.
Technologia budowania mostów w technice suchego muru, podobnie jak konstrukcja sklepień, jest dość skomplikowana. Aby powstał stabilny łuk, konieczne jest wybudowanie dwóch krzywoliniowych fragmentów (łęków) podpartych na płaszczyźnie i połączonych w najwyższym punkcie elementem nazywanym zwornikiem, którym był idealnie dopasowany cios kamienny, zwykle kliniec. To newralgiczny element konstrukcji ponieważ na nim spoczywa przenoszenie wszystkich sił ściągających. Takie konst-rukcje powstawały zwykle przez ułożenie boków na drewnianej konstrukcji, którą usuwano po wstawieniu zwornika. Zagadnienie to opisywał już Leonardo da Vinci powiązując mechanikę i statykę konstrukcji.
Na świecie nadal można podziwiać konstrukcje kamienne, w których nie stosowano żadnych zapraw. Najstarszy most zachowany w Rzymie —most Fabrycjusza —to przeprawa łącząca wysepkę na Tybrze z lądem. Konstrukcja ma długość 57 m i szerokość 5,6 m. Innym przykładem może być akwedukt Pont du Gard zbudowany przez Rzymian w dolinie rzeki Gard jako kanał naziemny doprowadzający wodę ze źródeł w Uzes do Nîmes. Cały akwedukt miał 50 km długości i składał się z szeregu tuneli i mostów wzniesionych z bloków kamiennych bez użycia zaprawy. Kolejnym rzymskim przykładem jest słynny Łuk Tytusa wykonany z białego marmuru o wysokości 15,4 metrów i szerokości ponad 8 metrów.

Na terenach polskich także korzystano z technologii suchego muru. Można odnaleźć przykłady wałów wczesnośredniowiecznych grodów pochodzące sprzed XI wieku, w których zewnętrzna konstrukcja ścian wykonana była w tej technice. Przykłady takich budowli znajdują się na terenie Dolnego Śląska —w Źlinicach, Dobromierzu, Granicznej, Niemczy czy Wiślicy. Prawdopodobnie ten sposób budowania przywędrował do nas w IX wieku z Wielkich Moraw i w ówczesnym czasie był nie lada innowacją techniczną.
Istniejącym obiektem —nadal użytkowanym — jest „chłopski most” w Sołonce niedaleko Rzeszowa. Most wybudował w XIX wieku z kamienia rzecznego niejaki Paweł Materna, kmieć lubeński z przysiółka Obręczna w Lubeni. Inny polski obiekt to zamek XIV-wieczny zamek Bolczów koło Jeleniej Góry —niestety w ruinie.

Najczęściej suche mury można spotkać jako stare mury oporowe. Takie konstrukcje mają też często funkcję estetyczną —kamienie z czasem porastają mchem, a w szczelinach wyrastają drobne rośliny dodając niepowtarzalnego uroku. Uroku na tyle silnego, że pomimo iż ta technika została wyparta przez inne, to do dziś ludzie porównujący mury zawsze wskazują na suchy mur, jako na ten atrakcyjniejszy. Zagadnienie jest na tyle intrygujące, że nawet znany wykładowca Semiotyki Kultury Wydziału Literatury i Filozofii na Uniwersytecie Turyńskim —Massimo Leone —poświęcił mu swój esej pt. „Toposy kultury: o semiotyce murów kamiennych”.

Jak przymierzyć się do zbudowania suchego muru?
Suchy mur to nie jest pojedyncza, chwiejna ścianka ułożona z kamieni. Przeciwnie. Prawidłowo wykonana konstrukcja jest tak solidna i stabilna, że bez obaw można się o nią oprzeć całym ciężarem ciała. Mur układa się z dwóch warstw na szerokiej podstawie, klinując je wzajemnie mniejszymi kamieniami. Szerokość muru przy podstawie musi być większa i zmniejszać się ku górze. Mniejsze kamienie, jako kliny, stabilizują konstrukcję i zapobiegają przesuwaniu się kamieni zewnętrznych warstw. Pracę ułatwia wcześniejsze posortowanie materiału.
Zapraszamy do podzielenia się swoimi doświadczeniami z układaniem suchych murów —z radością opublikujemy współczesne przykłady z naszego własnego podwórka.

Błądząc po internecie nie trudno spotkać zdjęcia z nietypowych realizacji kamieniarskich. Czasami to strony autorów takich realizacji, czasami tylko zdjęcia podpisane nazwiskiem autora wykorzystane w jakiejś prezentacji, a czasami tylko pojedyncze, intrygujące zdjęcia rozprzestrzeniające się masowo jako ciekawostki po portalach społecznościowych.
Niedawno taką popularnością w internecie cieszyły się zdjęcia realizacji o dość specyficznym i indywidualnym charakterze. Ich autorem jest Lew French ze Stanów Zjednoczonych, którego prace doceniono na całym świecie. Korzystając choćby tylko z udostępnionych publicznie materiałów można ujrzeć twórcę robót kamieniarskich z zupełnie innym spojrzeniem na kamień jako materiał budowlany...
Lew French dorastał w małym miasteczku w stanie Minnesota. Już jako 17-latek po ukończeniu miejscowej szkoły zawodowej założył własną firmę budowlaną, a pierwszymi jego pracownikami byli przyjaciele ojca. Pracowali dla niego, ale byli także jego nauczycielami. W tym początkowym okresie pracy zawodowej robił w zasadzie wszystko w dziedzinie budownictwa —było murowanie, prace stolarskie, instalacyjne —były też i prace w kamieniu. Jednak już po roku pracy wiedział, że jego przyszłością będzie kamień. I tak od ponad 35 lat Lew projektuje i realizuje prace w oparciu o kamień i inne materiały naturalne.
Niezwykłość jego prac polega na podstawowym założeniu, że wykorzystywane kamienie w zasadzie nie będą obrabiane. Najwięcej czasu w pracy pochłania przez to szukanie odpowiednich kamieni. Oczywiście, czasem trzeba nieco poprawić kamień, ale zwykle dotyczy to części niewidocznej po zabudowaniu i jest robione ręcznym dłutem.

Kiedy Lew buduje ścianę, szuka tylko takich kamieni, które dokładnie pasują do siebie, do przeznaczonego miejsca, do całego projektu... Z tego powodu proces budowy —a w zasadzie tworzenia —może potrwać nawet miesiące. Odnajduje lub kupuje kamienie i składuje je na wynajętym polu. Niektóre z tych kamieni czekają na swój czas nawet kilkanaście lat, aby znaleźć swoje miejsce w idealnie ułożonej kompozycji.
Technika realizacji to układanie na sucho —jednak ściany Lew French’a i mozaiki ułożone na sucho nie mają żadnych luk lub niespójnych elementów, które można zobaczyć w starych kamiennych murach układanych na sucho. Jego technika wykracza poza zwykłe układanie suchego muru. Podczas tworzenia podziałów wizualnych, dodaje wymiar i teksturę tworząc ściany złożone z wielu różnych rozmiarów kamieni, umieszczonych razem, aby stworzyć różnorodną i piękną całość. Efekt jest kojący i harmonijny. Same kamienie są ciężkie, ale zmienność i stosowany przez twórcę wzór daje pewien rodzaj lekkości, światła, spokoju i energii.

Przygotowując realizację ma tylko ogólny plan —nigdy nie rozrysowuje szczegółów. W trakcie pracy projekt ewoluuje zgodnie ze zmiennością kształtów kamieni. Inspiracją w pracy zawsze jest natura, dlatego największym komplementem dla niego jest stwierdzenie oglądających jego pracę: „to wygląda, jakby zawsze tu było”.
Dlaczego stosuje tak trudną i czasochłonną technikę? Bo, jak mówi w wywiadzie dla Finehomebuilding, w nieprzetworzonych ludzką ręką kamieniach jest pewna tajemnica. Często ludzie widząc kamień schylają się i biorą go do ręki. Dla niego ta tajemnica stała się pasją i zawodem. W realizacjach French’a jest widoczny pewien rodzaj obsesji i perfekcjonizmu, a on sam przyznaje się do obu tych cech. Dlatego zawsze patrząc na swoje prace po czasie, uważa że mógł to zrobić lepiej.
Patrząc na wykonane prace każdy stwierdza, że to sztuka, ale sam ich twórca w wywiadzie dla CBS zapytany czy czuje się kamieniarzem, czy artystą, stwierdził, że kamieniarzem jest ten kto obrabia kamienie i zabudowuje je, artystą się nie czuje, więc traktuje siebie jako projektanta pracującego w kamieniu.
Jego wieloletnia praca znalazła uznanie, a współpraca z fotografikiem Alison Show i przygotowanie książki w 2005 roku —albumu „Stone by Design” —znacznie zwiększyło liczbę osób, które odkryły jego dzieła. Zauważyła go także stacja telewizyjna CBS Sunday Morning. Po wywiadzie jakiego udzielił dla jej dziennikarza Steve’a Hartman’a w 2007 roku wyprzedano cały nakład albumu.
Obecnie Lew French przygotowuje drugą książkę. Tym razem wzbogaconą o opisy procesu powstawania niektórych obiektów. Jak poprzednio ilustracjami będą zdjęcia Alison Show. Pozycja ma się ukazać jesienią przyszłego roku.

Lew French udostępnił nam kilka zdjęć ze swoich realizacji, ale zachęcam do odwiedzenia naszego profilu na Facebooku, gdzie zamieściliśmy linki do innych jego realizacji. Może obejrzane prace zaowocują wykorzystaniem w przyszłości również kamieni nieobrobionych.
