Artykuły

Werona: Marmomacc 2014

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 05 listopada 2014 12:14

werona.jpg

Między 24. a 27. września 2014 cała kamieniarska Europa spotykała się w Weronie. 49. targi Marmomacc zgromadziły 1500 wystawców z 58 krajów, których ofertę obejrzało 65.000 zwiedzających ze 145 krajów.

Statystyki potargowe wskazują, że targi odnotowały sukces - kilkunastoprocentowe wzrosty dotyczyły powierzchni wystawienniczej, liczby wystawców i liczby zwiedzających. Organizatorzy mówią o rekordowych wynikach. Nieco inaczej postrzegają to zwiedzający i wystawcy. Ale to już chyba taka tradycja - liczby liczbami, opinie opiniami.
A skoro o opiniach mowa... Wystawcy zwracali uwagę na subiektywnie mniejszą liczbę zwiedzających jednocześnie zaznaczając, że w zasadzie wcale nie było ich za mało. Zwiedzający również to zauważali i zadowoleni byli z faktu, że dzięki temu łatwiej było porozmawiać. Można było odnieść wrażenie, że zmienił się model handlu prowadzony przez Chińczyków - coraz częściej podpierali się wcześniej przygotowanymi cennikami i trzymali się tych cenników. Zmienia się też typ zwiedzającego - teraz przychodzi on posiedzieć, porozmawiać, dać się ugościć, a rozmowę o biznesie zostawia na „po targach” - w zaciszu gabinetów kontrahentów lub własnych firm.
Jednak każdy, kto odwiedził targi w Weronie znalazł coś dla siebie i wrócił do domu w taki czy inny sposób usatysfakcjonowany.

Targi zaprosiły zwiedzających również w sferę doznań artystycznych. W jednej z hal zrealizowano wystawę pod szyldem Living Stone, na której można było zetknąć się z wizją domu zatrzymaną w kamieniu przez znanych projektantów, oraz Design & Technology nadającej nowego znaczenia słowom „plastyczny” i „kamień”. Natomiast obcowanie z pracami wystawców w ramach projektu „Marmomacc & the City” w otoczeniu werońskiej starówki dodawało wizycie w mieście dodatkowego uroku.

Więcej zdjęć https://www.facebook.com/media/set/?set=a.755531037826809.1073741851.518722448174337&type=3

 

przeczytaj cały artykuł

W zagłębiu KAMIENIA 2014...

Autor: Geoservice-Christi   |   Data publikacji: środa, 05 listopada 2014 11:10

targi.jpg

W dniach 6 - 8 listopada br. Hala Stulecia ponownie wypełni się pasjonatami ponadczasowego materiału jakim jest kamień naturalny. Tym razem tłem dla spotkania branży kamieniarskiej będzie nieszablonowy program wydarzeń towarzyszących, unikatowa atmosfera Hali Stulecia oraz wyjątkowy klimat Wrocławia i sąsiedztwo największego Zagłębia Kamieniarskiego w Polsce.

Podczas Jesiennych Targów Branży Kamieniarskiej KAMIEŃ 2014 tradycyjnie będzie można spotkać firmy prezentujące kompleksowy zakres usług i materiałów, producentów maszyn, narzędzi i urządzeń do obróbki kamienia, a także Związki i instytucje bezpośrednio lub pośrednio związane z branżą. Nie zabraknie Wystawców, którzy od lat uczestniczą w spotkaniach branży kamieniarskiej, ale także i „debiutantów”, którzy po raz pierwszy zaprezentują się na tego typu targach.

Tegorocznemu programowi targów KAMIEŃ będzie towarzyszyć hasło „KAMIEŃ i edukacja”. Program został przygotowany z myślą zarówno o profesjonalistach, jak i o tych, którzy po raz pierwszy zetkną się z tematem kamienia naturalnego, jego obróbki i konserwacji. Zwiedzający będą mogli przekonać się, jak wiele musi przejść kamień naturalny, aby stać się rzeźbą, blatem kuchennym czy płytą chodnikową. Będą mogli się również dowiedzieć do czego służy wahadło angielskie, czy młyn Los Angeles oraz poznać szerokie możliwości zastosowania kamienia.

Tych, którzy działają w branży kamieniarskiej na co dzień, z pewnością zainteresują zawiłości norm kamieniarskich czy tajniki kotwienia elewacji kamiennych. W tym roku również, po raz pierwszy zostaną przedstawione szerszej publiczności efekty pracy absolwentów Politechniki Wrocławskiej m.in. na temat analizy efektywności cięcia kamienia czy badania odporności na poślizg.

Nie zabraknie też atrakcji dla bardziej artystycznych dusz. Tradycyjnie odbędą się pokazy rzeźbienia w kamieniu - ciekawe, jakie dzieło wyjdzie w tym roku spod dłuta Rzeźbiarza Jerzego Zysk. Ponadto, po raz pierwszy na Targach, swoje umiejętności i dotychczasowe osiągnięcia zaprezentuje Technikum Sztukatorstwa i Kamieniarstwa Artystycznego z Sandomierza.
Giełda Minerałów i Biżuterii sprawi, że będzie kolorowo i fantazyjnie, a Pogotowie Projektowe fachowo doradzi i podpowie jak oryginalnie zaaranżować wnętrze.

Atrakcji nigdy za wiele - multimedialna wycieczka „Cuda w kamieniu”, ukaże Wrocław jakiego na co dzień nie znamy, zaś wystawa KAMIEŃ „23 lata razem…” przypomni jak przez te lata zmieniały się trendy nie tylko w prezentowanych ekspozycjach, aranżacjach stoisk, ale również w modzie targowej.
A potargowe spotkania pozwolą poczuć niepowtarzalny klimat wrocławskich uliczek, poczuć smak tradycyjnej polskiej kuchni czy wypić kufel nietuzinkowego piwa.

Zapraszamy do odwiedzenia Targów w czwartek i piątek od 10:00 do 17:00 (bilet 10 zł), a w sobotę od 10:00 do 16:00 (WSTĘP WOLNY).
Z myślą o Zwiedzających został przygotowany specjalny parking „INTAKUS”, położony w odległości 550 m za Halą Stulecia w cenie 10 PLN/dzień. W sobotę do dyspozycji będzie również parking „IGLICA” zlokalizowany tuż przed Halą Stulecia.

Zapraszamy do zapoznania się z Programem Wydarzeń Towarzyszących:program.jpg

 program_2.jpg

 

przeczytaj cały artykuł

Wrocław czy Poznań?

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 03 listopada 2014 23:43

felieton_d.jpg

W ostatnim czasie sporo osób pytało mnie co z targami - gdzie jechać, które odwiedzić. Odpowiadałem co myślę. Właśnie z tego powodu postanowiłem napisać tym razem felieton o tych targowych rozterkach.

Znajomy przez lata jeździł toyotą. To było pewne auto - nie psuło się i zawsze dowoziło go do celu. Ale w końcu przyszedł czas na zmianę. Kupił inną markę. Auto było piękne, ale pro-blemów dostarczało multum. Awaria skrzyni biegów, cieknąca chłodnica itd. - w ciągu roku pięciokrotnie wrócił z trasy na lawecie. Sprzedał nieszczęsne cudeńko i nie kupił nowszego modelu tej firmy, chociaż nowy model wyglądał rewelacyjnie — wrócił do toyoty. Taką sytuację mamy obecnie z targami. W tym roku odbędą się dwie imprezy i wszyscy łamią sobie głowę co robić.

Warto, w kontekście zamieszania, przypomnieć nieco historię targów. Nie chodzi mi o dokładne analizowanie lat, miejsc czy liczby wystawców. To będzie raczej moje wspomnienie tego, co zobaczyłem i zapamiętałem jako uczestnik targów.
Mój „pierwszy raz” miał miejsce w osławionym Wałbrzychu (chociaż pierwsza kamieniarska impreza zorganizowana została w Jaworze w 1991 roku). Oczywiście większość pamiętających tamte czasy wspomina tragiczne warunki wystawiennicze, fatalny, jedyny w mieście, hotel „Sudety”, ale z drugiej strony wszyscy pamiętają kapitalną atmosferę. Mówi się, że z czasem złe wspomnienia wypieramy i pozostają tylko te dobre. Pewnie dlatego do dziś hasło Wałbrzych wywołuje na twarzach uśmiech.

Pamiętam jak dziś ile było radości, ale i obaw przed przenosinami do Wrocławia w 2000 roku. Targi z roku na rok były coraz większe i odwiedzało je coraz więcej zwiedzających. Uczestnicy nauczyli się Wrocławia i poznali zalety tego miasta. Wieczorami Wrocław zawsze tętnił życiem i wystawcy ze zwiedzającymi do dziś mają okazję do wspominania wieczornych spotkań.

Niestety, Hala Stulecia nie chciała rosnąć. Podnosiło się coraz więcej głosów, że trzeba coś zmienić, bo dostawianie kolejnych pawilonów nie poprawia sytuacji. Jest, co prawda, większa powierzchnia, ale warunki są nienajlepsze i raczej nie przystają do czasów. Narzekano też na samą halę, w której warunki były jak w obiekcie zabytkowym (którym poniekąd Hala Stulecia jest).

Tę sytuację wykorzystały Międzynarodowe Targi Poznańskie —duży i doświadczony organizator targów. I zaproponowały zorganizowanie imprezy w stolicy Wielkopolski. I tak w 2008 roku mieliśmy problem, bowiem jesienne targi odbywały się i we Wrocławiu i w Poznaniu. W następnym roku, wobec mizernej pierwszej edycji, poznańskiej MTP podpisało umowę z Geoservice-Christi i tak w 2009 roku była już jedna impreza organizowana przez dwie firmy w Poznaniu. Faktycznie, warunki wystawiennicze w Poznaniu były rewelacyjne. Niestety, nie same zalety miała poznańska impreza. Okazało się, że koszty udziału w targach wzrastają, a system funkcjonowania organizacji oparty o współpracujące firmy zewnętrzne był denerwujący - ze zdziwieniem wystawcy odbierali kolejne faktury: za zamontowanie oświetlenia, wody, za sprzątanie, za ściągnięcie maszyny z samochodu, za wstawienia maszyny na stoisko itd.
Pierwsze 2 lata to był niewątpliwie rozwój - przybywało wystawców. 

Oceniając targi zawsze patrzę jednak bardziej na liczbę zwiedzających (takich z grupy oczekiwanej przez wystawców), bo w końcu to dla zwiedzających wystawcy ponoszą koszty, a nie dla pokazania się konkurencji. Niestety, dość szybko okazało się, że wzrost liczby zwiedzających jest dużo mniejszy. A liczba zwiedzających z Dolnego Śląska była znikoma, choć to przecież w kamieniarstwie kluczowy region. Trudno powiedzieć dlaczego. Myślę, że znaczącą przyczyną był fakt, że luksusowe warunki (czytaj: duże przestrzenie) nie sprzyjały atmosferze spotkania branży. Miasto też nie okazało się tak atrakcyjne jak Wrocław. Ludzie wieczorami rozpraszali się po mieście i takich spotkań jak we Wrocławiu już nie było. Targi zaczęły się kurczyć. Faktem jest, że jedną z przyczyn był kryzys ekonomiczny jaki nastał, ale spadki statystyk targowych były znacznie większe, niż spadki statystyk ekonomicznych w naszym kraju. 
Kiedy w zeszłym roku byłem na targach w Poznaniu naszła mnie taka myśl, że w takim wymiarze targi mogłyby odbywać się we Wrocławiu. Tym bardziej, że Hala Stulecia została wyremontowana. Pewnie, że nawet po remoncie pod względem warunków nie może konkurować z obiektem poznańskim, ale… Może udać się przywrócić tę atmosferę, jaka towarzyszyła nam na Dolnym Śląsku.
Tymczasem tuż po zeszłorocznej edycji MTP wypowiedziało Geoservice-Christi umowę i poniekąd wymusiło powrót targów KAMIEŃ do Wrocławia.

Wiele osób uważa, że nie należy wracać do tego, co było. Tym bardziej, że warunki w Poznaniu są lepsze. Niby tak, tylko powstaje pytanie, czy kupując wczasy skusimy się na bardzo luksusowy hotel położony daleko od plaży i od tętniącego życiem kurortu, czy jednak wybierzemy mniejszy, ale ulokowany w sercu interesującego miasta i przy plaży.
Ja osobiście wolę z plaży wpaść na moment do pokoju, narzucić coś na siebie i spacerkiem podejść do kapitalnego pubu na rogu - nawet jeśli w hotelu obsługa nie chodzi w pełnej liberii.

przeczytaj cały artykuł

Jak Irlandczycy mury układali

Autor: Grzegorz Płaneta   |   Data publikacji: poniedziałek, 01 września 2014 22:07

donegal14 1

W weekend, pomiędzy 20 a 22 czerwca 2014 roku, w miejscowości Mountcharles w hrabstwie Donegal (Republika Irlandii), odbył się Festiwal Kamienia Tir Conaill*. Inicjatorem imprezy było The Dry Stone Wall Association of Ireland (DSWAI – Irlandzkie Stowarzyszenie Suchego Muru) kultywujące tradycję wznoszenia murów bez użycia zaprawy.

Okazją do zorganizowania festiwalu była odbudowa około 50 metrów starego muru, który został zniszczony ostatniej zimy przez sztorm. Program festiwalu obejmował także wycieczkę i zwiedzanie ponad 100-letniej kopalni piaskowca w Drumkeelan oraz warsztaty rzeźbiarskie prowadzone przez artystę rzeźbiarza Brendan McGloin’a.

DSWAI została założona w 2009 roku i jest organizacją typu „non profit”, zrzeszającą wolontariuszy. Członkiem może zostać każdy, kto wyrazi swe zainteresowanie tematem i chce się nauczyć techniki budowania suchego muru. Stowarzyszenie posiada swoje odpowiedniki w innych krajach regionu (Szkocja, Anglia czy Walia).

Miejscem sobotnich wydarzeń była prywatna posesja przy plaży jednej z zatok Oceanu Atlantyckiego, jakich pełno na całym irlandzkim wybrzeżu. Uczestnikami festiwalu byli zarówno profesjonalni kamieniarze, jak i pasjonaci oraz kompletni amatorzy. W rzeczywistości udział brały całe rodziny przybyłe z różnych zakątków Anglii, Szkocji, Kanady, a nawet Australii. Całość odbywała się w rodzinnej atmosferze, z zapleczem kulinarnym oraz logistycznym. Materiał pochodził z wymienianej wyżej i znajdującej się nieopodal kopalni kamienia w Drumkeelan.

Hrabstwo Donegal to jeden z najbardziej malowniczych zakątków Irlandii, naturalnie oddzielony od reszty kraju geograficznie i politycznie. Jest to jedyne hrabstwo regionu Ulster znajdujące się w granicach Republiki Irlandii. Pozostała część Ulsteru podlega pod Zjednoczone Królestwo (UK). W średniowieczu Donegal było siedzibą klanu O’Donnell, który dawał odpust angielskim zapędom kolonialnym w Irlandii.

donegal14 2

Praca rozdzielona została między dwa równolegle pracujące zespoły. W skład obu wchodzili zarówno profesjonaliści, którzy odpowiedzialni byli za prawidłową budowę muru, jak i pozostali uczestnicy, którzy bardziej byli pomocni w tworzeniu chaosu niż w budowaniu. Ale nikt nie narzekał – wszak chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę oraz poznanie tajników budowy suchego muru. Dzięki temu, że atmosfera była bardzo luźna, wręcz piknikowa, każdy czuł się przydatny, co niewątpliwie wpływało na zaangażowanie oraz postępy w pracy.
Godnym odnotowania jest fakt, że nowy mur powstawał na fundamentach starej konstrukcji, która przetrwała około 100 lat, w warunkach silnych wiatrów północnego Atlantyku. W Donegal ilość bezdeszczowych dni w roku wynosi średnio 182. W prosty sposób pokazuje to, jak odporną na warunki atmosferyczne jest taka konstrukcja, przy jednoczesnym utrzymaniu prostoty i zachowaniu niskiego kosztu.
Suchy mur powstaje przez układanie warstwami płaskich bloczków kamiennych. W miejscach o znaczeniu konstruk-cyjnym tak dobierano kształt sąsiadujących kamieni, aby klinowały się wzajemnie i wzmacniały mur. Jako metoda tradycyjna, dostępna dla zwykłych ludzi, najczęściej używało się budulca dostępnego regionalnie – wtedy też, podobnie jak i dziś, utyskiwano na koszty transportu. Wykorzystanie lo-kalnych materiałów obniżało koszty.

Dziś Hrabstwo Donegal jest jednym z najbardziej popularnych miejsc turystycznych, z bardzo zróżnicowaną topografią i z bliskim sąsiedztwem innych atrakcji turystycznych.

Z punktu widzenia kompletnego amatora mogę powiedzieć, że łatwość, z jaką były poddawane obróbce ogromne bloki piaskowca oraz szybkość powstawania fragmentów muru były zadziwiające. Cały odbudowywany odcinek powstał w ciągu jednego dnia. Fachowość członków zespołu nie podlegała żadnej dyskusji, natomiast osobom zaczynającym „kamienną” przygodę dawało to jasny obraz tego, jak ciężka jest to praca.

*Tir Conail (pisane również jako Thír Conaill) w języku irlandzkim oznacza Land of Connell i jest starożytną nazwą terenów należących do hrabstwa Donegal.

Więcej zdjęć na www.facebook.com/KurierKamieniarski

donegal14 3

 

Okazją do zorganizowania festiwalu była odbudowa około 50 metrów starego muru, który został zniszczony ostatniej zimy przez sztorm. Program festiwalu obejmował także wycieczkę i zwiedzanie ponad 100-letniej kopalni piaskowca w Drumkeelan oraz warsztaty rzeźbiarskie prowadzone przez artystę rzeźbiarza Brendan McGloin’a.
przeczytaj cały artykuł

Kamienie, które wysłuchają Chopina

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 sierpnia 2014 01:00

budynek NOSPR w Katowicach

1 października 2014 roku Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia otrzyma nową siedzibę. Zapraszamy na spacer po korytarzach tego budynku.

Kilka dni temu zwiedzaliśmy nowy budynek, w którym kamień odgrywa niezwykłą rolę. Tworzy konstrukcję i wystrój nowej siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach (NOSPR). To wyjątkowy i bardzo prestiżowy obiekt, który zaprojektował Tomasz Konior z ogromną dbałością o szczegóły – również te wykonywane z kamienia. Budynek jest właśnie wykańczany, a uroczyste otwarcie
planowane jest na 1 października br. Do obejrzenia realizacji zaprosił nas wykonawca całości robót kamieniarskich Ryszard Jędrychowski, właściciel firmy Zakład Przerobu Kamienia Budowlanego z Jędrzejowa. Przy tej okazji rozmawialiśmy o drodze, jaką musi przebyć firma, aby móc podjąć się i zakończyć z sukcesem tak ogromną realizację. 

Dariusz Wawrzynkiewicz: Znamy się jeszcze z czasów targów w Wałbrzychu. Wtedy podstawą działania firmy była produkcja nagrobków. Jak przebiegała droga od nagrobków do budynku, który przed chwilą oglądaliśmy?
Ryszard Jędrychowski: Faktycznie, tak było. Gdyby wtedy w Wałbrzychu, ktoś mi pokazał zdjęcia z tego obiektu i powiedział, że to moje dzieło, to bym nie uwierzył. Choć moja firma zaczynała właśnie od budowlanki w 1991 roku. Ciąłem wtedy bloki piaskowca i robiłem kamień łupany, który również montowałem na budowach.
Pracowałem wtedy w piaskowcu z Żarnowca, później dołączyłem piaskowiec czerwony z Gałęzic. Układaliśmy te piaskowce na fasadach domów. Zjawił się w tym czasie klient i chciał, abym zrobił nagrobek z piaskowca. W 1993 roku było następnych kilka takich zleceń i tak zaczęła się produkcja nagrobkarska. Już w 1994 roku zacząłem pracować w granicie. Nagrobkarskie prace był opłacalne. Kupiłem piły i produkowałem po kilkadziesiąt metrów kwadratowych rocznie. Praktycznie całość na grube płyty nagrobkowe. Lata 1995 – 2005 były ekonomicznie doskonałe i firma stale się rozwijała. Od 2005 roku zaczął się słabszy okres – pojawiły się chińskie nagrobki, ceny spadały i opłacalność była coraz niższa, zwłaszcza w zakresie montaży. Dlatego skupiłem się na produkcji i sprzedawaniu gotowych nagrobków firmom montującym. W najlepszych latach produkowałem kilkaset pomników rocznie – teraz niecałe 100 i to przy dużo niższych cenach.
DW: To kiedy nadszedł powrót do budowlanki?
RJ: Praktycznie intensywnie zacząłem walczyć o zlecenia budowlane gdzieś od 2006 roku.
DW: Spotykamy się z okazji końcówki robót na budynku NOSPR w Katowicach. Czy to największy obiekt jaki realizowała firma?
RJ: Tak – jeśli mówimy o pojedynczym obiekcie. W tym budynku zamontowałem około 2.300 m2 marmuru z Carrary na ścianach i jako meble – każda płyta z obróbką ćwierćwałkiem o różnych promieniach. Posadzki mają łączną powierzchnię 5.000 m2 i są wykonane ze szwajcarskiego granitu Cresciano. Wszystkie ściany wewnętrzne układane były na kotwach lub stelażach. Były też ściany nachylone pod kątem – trochę jakbym montował płyty na suficie. Poza posadzkami, ścianami wewnętrznymi i meblami było sporo innych elementów. Samych blatów łazienkowych, w których wykonałem osadzenie 160 umywalek, było 80 m2. I to wszystkie fazowane od spodu do grubości 1,5 cm.
DW: Czy wcześniej firma stawała do konkursów na duże obiekty?
RJ: Oczywiście. Kiedy w 2006 roku wznowiłem działalność na budowach, zaczynałem od małych robót. Potem były coraz większe, ale to były zlecenia o budżecie do 1 mln złotych. W sumie w ciągu roku przerabiałem podobne ilości, ale było to kilka budów. Z ostatnich czasów warto wspomnieć o budowach: biurowca w Warszawie, Komendy Policji w Staszowie, pięknego kościoła w Cieszynie, dużego hotelu w Ustroniu czy zamku w Stopnicy.
Tu pracuję od pół roku na tym jednym obiekcie. To wymagające. Przystępując do tej budowy musiałem dysponować sporym kapitałem, żeby w ogóle zacząć. Wszystkie posadzki wykonane są w wersji antykowanej i w formie tzw. „rzymskiej drogi”, czyli płyty nie mają jednakowych wymiarów. W sumie płyty posadzkowe miały 12 różnych wariantów wymiarowych. Robota nie była łatwa. To tereny górnicze – była konieczność robienia dylatacji. Ogromnym wsparciem była dla mnie firma Lauda, która dostarczała kotwy i pomagała w projektowaniu systemu kotwienia, bo tradycyjnie: projektu wykonawczego dla kamieniarki nie było. A wymogi były wysokie. Praktycznie w każdej sytuacji musiałem robić „mokapy”, czyli układać przykładowy fragment. Czasem to było nawet do 5 m2. Potem przychodził inspektor nadzoru i na tym fragmencie zatwierdzał. No, ale takie były wymogi.
DW: W zasadzie to już końcówka robót. Emocjonująca, bo trzeba skończyć w terminie. Uroczyste otwarcie 1 października koncertem Krystiana Zimermana – chyba jednego z najbardziej uznanych wykonawców muzyki Chopina. Czyli tego dnia wszystko musi być perfekcyjne? Co dalej?
RJ: Teraz jestem spokojny. Stan zaawansowania moich prac jest bez zarzutu – zostało naprawdę niewiele do zrobienia. Ale pracy jest sporo – w tej chwili poza tą budową realizuję jeszcze trzy inne. Najważniejsze, że tę robotę skończę w terminie, a inwestor i generalny wykonawca są zadowoleni ze współpracy. Dyrektor Warbudu już zadeklarował, że będziemy jeszcze współpracowali na przyszłych inwestycjach. To dla mnie, poza bezpośrednim zyskiem z tej budowy, kluczowy efekt pracy.
DW: Zakres robót był ogromny, a elementy wcale nie najprostsze. Wykonywane były w zakładzie, czy zamawiane?
RJ: Absolutnie wszystko zrobiłem w swojej firmie. Mam dobrze wyposażony zakład, a największym skarbem przy tej robocie była boczkarka taśmowa Commanduli – Omega. Bez niej ta robota byłaby nie do zrealizowania. Również w pełni wykorzystałem możliwości pięcioosiowego GMM do wykonania obudowy kolumn na okrągło. Montaż i wszystkie roboty na budowie także wykonywali moi ludzie – 10-osobowa brygada zatrudniona na etat. Zwłaszcza, że generalny wykonawca na tej budowie jest bardzo restrykcyjny – w zakresie nie tylko jakości, ale też BHP. Jak widać na budowie wszyscy chodzą w kaskach i kamizelkach, muszą mieć odpowiednie ubranie robocze, buty itd. Każdy pracownik wchodzący na budowę rano jest sprawdzany alkomatem. Nie dopuszcza się pracy na drabinach – zawsze musi być atestowane i dopuszczone przez GW rusztowanie. Tylko korzystanie z własnej, sprawdzonej ekipy daje gwarancję jakości.
DW: Co do pracowników, to ile w tej chwili liczy załoga?
RJ: Na montażach pracuje kilkanaście osób i ponad dwadzieścia w zakładzie. To już spora załoga. Mam szczęście, bo mam wsparcie dzieci. Córka pomaga w sprawach księgowych, a syn zaangażował się w produkcję.
DW: Zakład produkuje jeszcze nagrobki?
RJ: Robię nagrobki, ale teraz to mniej niż 20% obrotu firmy. W tym segmencie rynek ma ograniczenia naturalne, a ceny na rynku też nie są specjalnie atrakcyjne. Czasem coś się jednak trafia atrakcyjnego, wymagającego i dochodowego. Robiłem ostatnio potężny grobowiec z czarnego szweda, gdzie tablica napisowa ważyła 7 ton. Na uwagę zasługuje też pomnik ofiar Holokaustu odsłonięty w 2013 roku w Szczekocinach.
DW: Po obejrzeniu tej budowy mogę tylko pogratulować i życzyć kolejnych tak pięknych i prestiżowych realizacji.

P.S. Dnia 20 sierpnia 2014 roku w zakresie prac kamieniarskich inwestycja została zakończona.

Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach Orkiestra ma długą historię.
Jest kontynuacją Wielkiej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (WOSPR), która powstała w 1935 roku w Warszawie. Do wybuchu II wojny światowej jej
dyrektorem był Grzegorz Fitelberg. Orkiestra reaktywowana została w marcu 1945 roku w Katowicach przez Witolda Rowickiego. W 1947 roku dyrekcję artystyczną objął ponownie Grzegorz Fitelberg.
Z Orkiestrą występowali najznakomitsi dyrygenci i światowej sławy soliści, jak m.in. Martha Argerich, Leonard Bernstein, Placido Domingo, Pierre Fournier, Witold Lutosławski, Neville Marriner, Kurt Masur, Garrick Ohlsson, Krzysztof Penderecki, Maurizio Pollini, Herman Prey,
Ruggiero Ricci , Mścisław Rostropowicz, Artur Rubinstein, Thomas Schippers, Jerzy Semkow, Stanisław Skrowaczewski, Isaac Stern, Krystian Zimerman.
Orkiestra, poza występami w swojej siedzibie (Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek), wiele podróżowała.
W powojennej historii odbyła 165 podróży, zwykle prezentując muzykę polską.
NOSPR nagrała ponad 190 płyt dla wielu międzynarodowych wytwórni fonograficznych.
Za swoje zasługi od 1999 roku uzyskała tytuł „Narodowa”. Taki zespół powinien mieć siedzibę na najwyższym poziomie.
Z tego powodu już kilka lat temu zapadła decyzja o budowie nowej siedziby.

Nowa siedziba

Budynek został zaprojektowany przez biuro projektowe Konior Studio z Katowic. Obiekt powstał na 4-hektarowej działce po dawnym placu drzewnym kopalni „Katowice” i będzie elementem tzw. „osi kultury” miasta Katowice – razem z Muzeum Śląskim i Międzynarodowym Centrum Kongresowym (w budowie). W projektowaniu budynku brało udział wielu specjalistów.
Akustykę obiektu opracował zespół ekspertów z pracowni akustyki Politechniki Wrocławskiej, a wielką salę koncertową projektowano we współpracy z japońską firmą Nagata Acoustic – najbardziej uznaną na świecie w dziedzinie akustyki. Nowa siedziba NOSPR będzie także studiem nagraniowym.
Bryła budynku odwołuje się do tradycji zabytkowego osiedla robotniczego Nikiszowiec w Katowicach, oraz subtelnych podziałów rytmicznych elewacji prowokujących do muzycznych skojarzeń.
Wysokość budynku to 28 m, powierzchnia całkowita 35.000 m2. Wewnątrz są dwie sale koncertowe: kameralna na 300 osób oraz wielka dla 1800 melomanów. W sumie w obiekcie będzie 116 pomieszczeń dla funkcji podstawowej. W obiekcie znajdzie się również parking podziemny na 120 samochodów oraz taras z widokiem na centrum Katowic. Wokół obiektu powstanie się 2-hektarowy park z amfiteatrem oraz ogrodem sztuki.
Nowy obiekt kosztował ok. 265 mln zł, z czego ok. 122 mln miasto Katowice dostanie z funduszy unijnych. Budowa rozpoczęła się w lutym 2012 roku.

Galeria zdjęć tutaj: 

http://www.kurierkamieniarski.pl/galeria/filharmonia.html

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 202 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.