Reklama


Artykuły

Lubię to!

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 sierpnia 2014 01:00

like.jpg

 

Codziennością w mojej pozazawodowej pasji - nurkowaniu - jest konieczność posługiwania się specyficzną formą komunikacji. Pod wodą trudno rozmawiać w sposób tradycyjny - pozostają tylko ręce. W tym zakresie na całym świecie przyjęto pewien podstawowy zestaw gestów. Może nie jest to zaawansowana forma wymiany informacji, ale, przy założeniu z popularnego skeczu kabaretowego, „nie gadamy, nurkujemy” - wystarcza. Nurkowanie, nawet najdłuższe, kończy się po 60-70 minutach. I wtedy, po wyjściu z wody, wszyscy rozmawiają dzieląc się uwagami i omawiając nurkowanie.

Jestem gadułą. Nie chciałbym, aby w życiu i w codziennej pracy ludzie używający (mam nadzieję) wyróżniającego nas w świecie organicznym organu - zwanego mózgiem - zamieniali skomplikowane procesy jakie w nim zachodzą na proste gesty w stylu: „mam problem”, „nie mam powietrza”, „do góry”, „wolniej” itp. Obawiam się, że upowszechnienie takiej komunikacji, po 2-3 pokoleniach spowoduje, że same procesy myślowe będą w formie podobne do sms-a. Trudno będzie wtedy znaleźć wśród całej populacji następców Einsteina.
Niestety łatwo zauważyć, że takie skrócone systemy komunikacyjne opanowują nasze życie i pracę.

Moim zdaniem wszystko zaczęło się od telefonów komórkowych, a dokładnie ich specjalnej funkcjonalności jaką są sms-y. Pisanie na małej klawiaturze nie jest ani łatwe, ani szybkie, dlatego trudno się dziwić, że informacje przekazywane tą drogą są mało rozbudowane.
Swoją drogą obecna popularność sms-ów jest zadziwiająca. Wprawdzie pierwszy sms został wysłany przez pracownika Vodafonu w grudniu 1992 roku i były to życzenia świąteczne dla kolegów, ale z założenia sms-y miały służyć operatorom sieci komórkowych do przesyłania klientom komunikatów.
Potem pojawił się Facebook i słynne „Lubię to” - na dodatek sprowadzone do piktogramu.

Ciekawe, że na potrzeby internetu i sms-ów powstał zestaw symboli często mających przekazać odbiorcy emocje (emotikony) - tyle że jest ich może 100, a może 200. A porównując to do znanej oceny, że aby komunikować się w obcym języku trzeba znać minimum 2000 słów - można wpaść w przerażenie w jakim kierunku zmierza cywilizacja.
Te myśli naszły mnie, gdy odwiedzając kiedyś zakład kamieniarski widziałem, że jego szef (młody człowiek z pokolenia Facebook’a) nie tolerował żadnych dyskusji z pracownikami. W zasadzie oczekiwał tylko komunikatu typu „Lubię to”. Brak tolerowania szerszej komunikacji to niestety prosta droga do strat.
W przytoczonym przykładzie pracownik chciał powiedzieć, że zauważył w materiale sztych i jak będzie go ciął tak jak kazał szef, to płyta pewnie pęknie, ale zgodnie z zaleceniem powiedział „tak jest” (lubię to) no i ... płyta trzasnęła. Szkoda, bo gdyby wykorzystać ją do wycięcia mniejszych elementów nie byłoby strat.

Dyktatorskie zapędy i blokowanie dyskusji z pracownikami to w gruncie rzeczy blokowanie rozwoju firmy. Nawet jeśli jesteśmy super-fachowcami, to czasem się mylimy i wysłuchiwanie opinii innych może uchronić nas przed wieloma błędami.
W zasadzie w tym modelu można by zgodnie z zasadami bhp wyposażyć pracowników w kaski z zieloną lampką (oznaczającą „lubię to”) i nawet pominąć słowny komunikat „tak jest”. W wersji rozbudowanej: 3 lampki —dodatkowo żółta (później, bo mam inną robotę) i czerwona (”sie-nie-da”).

Okrojona komunikacja bywa czasem zabawna - kiedyś pewien człowiek chciał dać w gazecie ogłoszenie o śmierci teściowej - ale tanio. Usłyszał, że najtaniej to będzie 6 słów. Przemyślał i kazał napisać - „Jagna Kwiatek nie żyje”. Przyjmujący zamówienie podpowiedział, że ma 6 słów, a to są tylko 4. Po przemyśleniu podał treść ogłoszenia: „Jagna Kwiatek nie żyje. Sprzedam Opla.”
Po prawdzie to lubię Facebook’a i wysyłam sms-y, ale staram się nie ograniczać komunikacji z ludźmi do obrazka z uniesionym kciukiem i uśmiechniętej buźki, czego i Wam życzę.

przeczytaj cały artykuł

Fugi elastyczne —silikony do kamienia

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: poniedziałek, 25 sierpnia 2014 01:00

chemia_1.jpg

Niniejszy artykuł jest napisany w oparciu o badania i doświadczenia firmy OTTO-CHEMIE (przodującego w Europie producenta mas uszczelniających i silikonów) oraz doświadczenia własne. Ma zasygnalizować jak ważną sprawą jest proces fugowania kamieni naturalnych. Projektantom i wykonawcom wskazuje pułapki pojawiające się w trakcie prac i podpowiada jak unikać podejmowania niewłaściwych decyzji przy doborze materiałów uszczelniających. Zleceniodawcom wskazuje potrzebę wyboru właściwych silikonów uszczelniających, nieco droższych od tradycyjnych, lecz dających gwarancję uzyskania estetycznej fugi wysokiej jakości.

Oszczędzając na materiałach uszczelniających, narażasz nie tylko swoje dobre imię, ale ryzykujesz poważne, negatywne skutki dla swojej firmy.

Fugowanie to bardzo ważny, końcowy etap prac montażowych. Jednak na łączeniu elementów kamiennych rola fugi uszczelniającej jest wyraźnie różna od innych zadań fugowania. Z jednej strony łączenie narażone jest na duży wpływ czynników zewnętrznych jak: zmienna temperatura, obciążenie spalinami, długotrwałe promieniowanie UV i opady, z drugiej różne są właściwości materiałów łączonych. Należy koniecznie te dwa elementy brać pod uwagę przy doborze materiałów uszczelniających. Oprócz uzyskania czysto estetycznej funkcji montowanych elementów, fuga uszczelniająca musi niezawodnie i trwale chronić kamień naturalny oraz podłoże przed wnikaniem wody (przemakaniem) i innych zabrudzeń.
Jeżeli zajrzymy do literatury fachowej dotyczącej kamieni naturalnych to trudno tam znaleźć informacje na temat fugowania, pomimo że jest ono niezbędnym procesem jakościowego zabezpieczania elementów kamiennych. To mała operacja o dużych konsekwencjach. Niewłaściwe przygotowanie powierzchni i stosowanie niewłaściwych materiałów uszczelniających nie tylko niweczy wykonaną pracę, lecz dodatkowo powoduje nie dające się oszacować koszty następcze związane z reklamacjami, naprawą lub wymianą uszkodzonych fug, a często całych elementów. Dodatkowo trzeba się liczyć w przypadku sporów prawnych z utratą dobrej opinii o firmie oraz utratą kolejnych zleceń.

Fuga do kamienia musi spełniać następujące wymagania techniczne:
- wysoka odporność na działanie promieni UV oraz wilgoć,
- niezawodna przyczepność na różnych materiałach,
- elastyczność pod wpływem naprężeń i nacisku,
- wysoka odporność na rozdzieranie.

Fuga musi odpowiednio pracować pod wpływem różnych czynników, spełniać funkcję pomocniczą przy ruchu elementów łączonych. Ażeby te zadania spełniać musi być odpowiednio położona, a elementy fugowane odpowiednio przygotowane - tzn. suche, oczyszczone z pyłu i brudu. Szczególne wyzwanie dla materiału uszczelniającego stanowi długotrwałe, silne obciążenie wodne. Środki grzybobójcze zawarte w środku uszczelniający muszą przeciwstawiać się tu wymywaniu. Środkiem grzybobójczym szczególnie odpowiednim w przypadku dużego, trwałego obciążenia wilgocią (baseny, prysznice, łaźnie) jest zjonizowane srebro. Zjonizowane srebro znajduje się w silikonach firmy OTTO, które posiadają przedłużoną ochronę przed pleśnią.

NIE ZWRACAĆ UWAGI —tymi trzema słowami można opisać wszystkie wyzwania, jakim musi sprostać perfekcyjny materiał uszczelniający: nie może on zmieniać się pod wpływem oddziaływania fizycznego i chemicznego, nie może ulegać zabrudzeniu i musi uwydatniać wizualnie interesujący produkt naturalny, jakim jest kamień.

Dobrze położona fuga powinna łączyć dwa elementy bez jednoczesnego łączenia się z podłożem. Jeżeli fuga połączy się z podłożem, to takie połączenie nie będzie spełniać spełnia swojej funkcji - może prowadzić do pęknięć spoiny lub elementów łączonych. Aby tego uniknąć zaleca się stosowanie miękkich wkładek-prętów z pianki poliuretanowej (PU), która wypełnia dolną przestrzeń elementów łączonych, izolując fugę od kontaktu z podłożem. Dla uzyskania optymalnego efektu łączenia, powierzchnie stykowe można gruntować. Dotyczy to szczególnie piaskowca. Ważną sprawą jest też wygładzenie fugi odpowiednim środkiem, który nadaje estetyczny wygląd (połysk) i odporność na zabrudzenia, pomaga usunąć powstałe w trakcie pracy nadmiary i rozmazania fugi wzdłuż krawędzi. Stosowany w tym celu przez wielu użytkowników płyn do mycia naczyń może pozostawiać plamy na kamieniu. Tylko stosowanie profesjonalnych, przystosowanych do tego, środków gładzących daje pożądany efekt. Przy okazji środki te są również bezpieczne dla skóry.

Jest kilka obszarów stosowania okładzin z kamienia naturalnego, gdzie ekstremalnie trudne warunki zewnętrzne wymagają stosowania fugi z materiałów najwyższej jakości, a są to:
- elewacje i fasady zewnętrzne - narażone na duże zmiany temperatur w przedziale od - stC do +100stC, promieniowanie słoneczne UV, osadzanie kurzu i brudu, przenikanie wody, a w efekcie możliwa emisja składników zawartych w podłożu,
- łaźnie, prysznice i baseny wyłożone kamieniem naturalnym —narażone na wilgoć, osady z mydła, szamponów i innych zabrudzeń,
- konstrukcje stalowe schodów - okładane kamieniem naturalnym, a szczególnie konstrukcje wolnostojące, gdzie fuga musi neutralizować różną rozszerzalność temperaturową tych materiałów i pobierać ruch elementów łączonych bez utraty właściwości uszczelniających,
- podłogi kamienne (szczególnie duże powierzchnie) - gdzie fugi narażone są na duży nacisk mechaniczny, zniszczenia wywołane ciężkimi przedmiotami, naciskiem maszyn myjących, a także kombinacją materiałów i elementów kamiennych o różnych właściwościach,
- nagrobki i inne elementy z kamienia montowane na gruncie - ruchy podłoża oraz działanie atmosferyczne powodują pękanie i ubytki fugi, a zakłady kamieniarskie mają ciągle reklamacje składane przez klientów.

Stosowanie niewłaściwych materiałów do fugowania wynika często z niewiedzy i braku doświadczenia. Wychodząc naprzeciw wysokim wymaganiom stawianym materiałom uszczelniającym, firmy zajmujące się produkcją mas uszczelniających opracowały specjalne silikony do fugowania marmuru i innych kamieni naturalnych. Oferta tych silikonów na polskim rynku jest coraz większa, lecz jakość ich jest różna. Mając duży wybór, wykonawcy powinni dokładnie zapoznać się z ich parametrami, dokonać prób, nie kierować się wyłącznie ceną, zanim podejmą decyzję o zakupie. Dobry silikon do kamienia powinien posiadać następujące cechy:
- sztywno-elastyczny, dający się łatwo wygładzać,
- neutralny, nie brudzący krawędzi elementów łączonych,
- odporny na zarysowania i rozrywanie,
- odporny na wilgoć i promieniowanie UV,
- nie korodujący,
- występować w dużej palecie kolorów, co umożliwia optymalny dobór koloru fugi do koloru elementów łączonych.

Istotnym elementem są także odpowiednie narzędzia. Zaopatrzeni w profesjonalny środek gładzący i odpowiednie praktyczne szpachelki, jesteśmy w stanie wykonać estetyczną, trwałą, odporną na wiele czynników fugę silikonową.

WAŻNE! Minusem wielu tradycyjnych silikonów (budowlanych, sanitarnych itp.), które często są stosowane do fugowania kamieni naturalnych jest oleisty plastyfikator (zmiękczacz), który pod wpływem ciepła i nacisku może wnikać w strukturę kamienia powodując niepożądane tłuste plamy i zabrudzenia krawędzi elementów łączonych. Silikony te są jednocześnie mocno klejące, a fugi tak wykonane trudne do wygładzenia i szybko ulegające zabrudzeniom.

Tłuste zabrudzenia są przedmiotem wielu reklamacji, a usunięcie ich to pracochłonny i kosztowny proces. Należy usunąć wówczas złą fugę, nałożyć na zabrudzone powierzchnie specjalną pastę do usuwania tłuszczu i oleju. Dopiero po oczyszczeniu i przygotowaniu krawędzi na nowo, można nałożyć ponownie właściwą fugę odpowiednią do kamieni naturalnych.
Na bazie obserwacji i rozmów z wykonawcami, mogę stwierdzić, że wciąż nie przywiązuje się właściwej wagi do procesu fugowania, często wręcz bagatelizuje się te prace. A szkoda. Na Zachodzie, a szczególnie w Niemczech, nakładaniem fug i wykańczaniem prac montażowych kamienia zajmują się specjalnie szkoleni pracownicy o wysokich kwalifikacjach i umiejętnościach. Mam nadzieję, że tak będzie wkrótce i w Polsce.

 

przeczytaj cały artykuł

Granit zamieniony w sztukę

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 20 sierpnia 2014 01:00

WernisażStrzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie

13 lipca 2014 roku 8 rzeźbiarzy rozpoczęło swoje zmagania z kamiennymi bryłami w ramach VI Strzegomskiego Biennale Rzeźby w Granicie. To był trudny okres dla uczestników. Przez 5 tygodni starali się swoim przemyśleniom i wizjom nadać materialną postać.

Pracowali w trzech miejscach: na terenie dawnej kopalni bazaltu udostępnionej przez firmę Granex, w zakładzie firmy Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel oraz w zakładzie firmy Gromiec. W końcu, 17 sierpnia, nadszedł czas prezentacji prac.
W tym roku rzeźby zostały ustawione w kilku punktach miasta, więc goście wernisażu zostali zaproszenia na spacer po Strzegomiu. Przy każdej z rzeźb jej twórca opowiadał o swojej pracy. Oto co opowiedzieli.

Jerzy Fober
Kiedy po raz pierwszy spotkałem się z kamieniem, uświadomiłem sobie jego ciężar i trudność jaką stwarza artyście. Każdy artysta chciałby się poczuć wolny – móc zrobić to co chce pomimo trudności. To też jeden z aspektów pracy – myślę, że tytuł mojej rzeźby „Uniesienie” odnosi się również do tej trudności, związanej z pracą w kamieniu. Ale nie tylko to – „Uniesienie” to też wymiar niematerialny, to wyzwolenie się z duchowych ograniczeń. Moją pracą w postaci sarkofagu wydobywającego się ze skały chciałem o tym opowiedzieć.
Uniesienie

Andrzej Szarek
„Wyszedłem o świcie” to jest tytuł mojej pracy. Myślę, że jej przesłanie jest dość czytelne. Chciałem pokazać pewną wewnętrzną przestrzeń jaką posiada każda skała, która, dopóki nie zostanie dotknięta przez rzeźbiarza, jest doskonałością samą w sobie – choć tajemniczą, bo zamkniętą we wnętrzu. Pracując nad tą bryłą skalną chciałem odkryć tę tajemnicę jakby wypychając skałę ze skały. Każdy sam powinien odkryć w tym, co odsłoniłem, swoją indywidualną wizję tego, co w kamieniu było ukryte.
Wyszedłem o świcie

Grażyna Jaskierska-Albrzykowska
„Wyrwane z kontekstu”: Dzięki udziałowi w biennale mogłam poznać kamieniołomy i strzegomski granit. Dzięki panu Skolakowi mogłam w realizacji pracy skorzystać z współczesnych technologii. Dzięki temu realizacja w technologii 3D może zaistnieć w przestrzeni. Chciałam w tej pracy poprzez jej wycinanie zaglądać w głąb kamienia. Drugą rzeźbę wykonałam z bazaltu chcąc, aby kojarzyła się z koncentracją i przemyśleniami o przyszłości. Bazalt to dziwna skała – chciałam się z nią dogadać. Patrzyłam na te otoczaki wyrzeźbione przez naturę i zastanawiałam się jak w nią zaingerować nie naruszając jednocześnie tej naturalnej formy. Postanowiłam pokazać przekroje, a na nich barwę.
W obu moich pracach pojawia się łącze ciesielskie tzw. jaskółczy ogon, które jest prezentacją idei spinania. W bazalcie kamienie są spinane do środka natomiast w granicie pokazałam ich rozpinanie i rozwarstwianie. To symbol pozyskiwania kamienia z kamienio-łomu i dzielenia się tym, co ma Strzegom.

Wyrwane z kontekstu

Grzegorz Niemyjski
Chciałem popracować nad rzeźbą dość klasyczną. Jest to postać kobiety z małym brzuszkiem – stąd tytuł „Trzeci miesiąc”. Rzeźba wykonana jest z impali dzięki przekazaniu kamienia przez zakład pana Kiszkiela. To piękny materiał i zastanawiałem się, czy może nie warto by było wykonaną rzeźbę wypolerować. Ale w końcu uznałem, że wersja szlifowana będzie najwłaściwsza. To taki stan powierzchni przetworzonej, ale jeszcze nie do końca – tak jak dziecko w trzecim miesiącu ciąży.
Trzeci miesiąc

Marie Seborová
Przede wszystkim chciałam podziękować za pomoc techniczną i możliwość cięcia linką. Dzięki temu mogłam skupić się na detalu i skończyć zaplanowaną pracę. Dziękuję również mężowi Jean Paul’owi, który przyjechał ze mną i pomógł mi w pracy.
Rzeźba jest moim przedstawieniem bogini Pomony. To etruska nimfa, która została również włączona do Panteonu rzymskiego jako bogini sadów.
Pomona

Adam Wyspiański
Cóż ja mogę powiedzieć o swojej pracy? Temat najstarszy w świecie – kobieta, jej piękno i metamorfoza. Przeistaczająca się w motyla, owiana welonem usiadła na tafli jeziora.
Oglądacie państwo monumentalną rzeźbę „Nocny motyl” wykonaną do końca, z detalami i polerem. W tak krótkim czasie byłoby to niemożliwe gdyby nie pomoc fachowców – pracowników zakładu Granex pana Krzysztofa Skolaka. Proszę zauważyć, że praca została wykonana z bardzo drogich, pięknych materiałów, które ofiarowała firma M+Q kierowana przez Pana Michała Nowaka. To również zmusiło mnie do wykoń-czenia rzeźby polerem. Tak piękne materiały nie można zostawić w wersji surowej – trzeba pokazać ich piękno i głębię kolorów.
Nocny motyl

Martin Kuchař
„Kropla”: Miałem nadzieję, że projekt, który wymyśliłem uda się zrealizować bez tak ciężkiej pracy. Niestety, nie udało się w większym zakresie skorzystać z maszyn. Blok, który dostałem ważył 12 ton. Po skończonej pracy rzeźba, którą widzicie waży 8 ton. Zatem 4 tony granitu spadło na ziemię w wyniku ręcznej obróbki mojej i pomagającego mi Tomka z zakładu Granex. Co do samej rzeźby, to pomysł kropli dojrzewał we mnie długo. Kropla to początek życia. Chciałbym, aby ta wykonana przeze mnie kropla wywołała u oglądających refleksję nad znaczeniem kropli – symbolu czegoś małego, ale znacznego dla naszego świata.
Chciałbym podziękować rodzinie Golińskich, którzy nie tylko ofiarowali kamień, ale starali się wspomóc mój organizm załatwiając masaże, abym jakoś przetrwał te 5 tygodni pracy. Dziękuję… i kropla jest wasza.
Kropla

Zbigniew Frączkiewicz
Myślałem, że już pożegnałem się z pracą w granicie, który uwielbiam i zrealizowałem w nim wiele prac. Dostałem jednak zaproszenie od Jurka Fobera i okazało się, że nie jest ze mną jeszcze tak źle. Poradziłem sobie z wyku-ciem tych czterech stóp. Dlaczego taka forma tej rzeźby?  Kiedy poznałem pana Chęcińskiego, który przekazał kamień na wy-konanie rzeźby, w jego biurze opowiadałem o mojej koncepcji, okazało się, że zna słynny kamień ze Szklarskiej Poręby, który ma 100 ton wagi i był wydobyty tuż po wojnie. To właśnie ten kamień był dla mnie źródłem inspiracji. Chciałem taką bryłę kamienną podnieść i nie uszkadzając umieścić na moim znaku rozpoznawczym – stopach kamiennych. Oczywiście wydobycie tak wielkiego głazu w Strzegomiu jest niemożliwe dlatego zastosowałem mniejszą kubaturę, ale nadal jest to hołd dla tamtego kamienia ze Szklarskiej Poręby i ludzi, którzy go wydobyli. Jest też hołdem dla granitu strzegomskiego, który bardzo lubię.

Więcej zdjęć z Biennale i wernisażu na facebook.com/KurierKamieniarski

Filmowe podsumowanie Biennale na Youtube.com.

przeczytaj cały artykuł

Podróż za jeden uśmiech - cz. III

Autor: Jakub Matuszewski   |   Data publikacji: środa, 25 czerwca 2014 19:25

Jestem w drodze od piętnastu dni.Znów jestem na stacji, na której spędziłem poprzednią noc – zanim wjechałem do Kartageny. Niestety, Kartagenę zapamiętam jako szarą i nijaką. Trochę wcześniej spędziłem 3 dni w Walencji, która zostanie w pamięci jako urzekająca i najbardziej hiszpańska ze wszystkich odwiedzonych miast. Przede mną 500 km południowego wybrzeża nim osiągnę cel podróży – Gibraltar.

Ze stacji benzynowej zabrał mnie Luis – chyba jeden z najbardziej zwariowanych kierowców, z którymi jechałem. Godzinna podróż minęła nam na żartach i ciągłym śmiechu, bo jak sam powiedział, woli unikać tematów politycznych, gdyż za bardzo go denerwują. Ale to właśnie od niego dowiedziałem się, że w Hiszpanii obecnie jest więcej opuszczonych domów, niż bezdomnych rodzin. Te niezamieszkałe budynki są efektem tego, że były stawiane przez bogatych ludzi, którzy oprócz „głównego” domu, chcieli mieć także drugi, po naszemu nazwijmy go letniskowym, do którego mogliby przyjeżdżać na weekendy czy wakacje. Kiedy przyszedł kryzys mało kogo było stać na utrzymanie dwóch domów. W takiej sytuacji trudno było też sprzedać dom, więc większość z nich jest po prostu porzucona.

Luis wysadził mnie w okolicach miejscowości Vera, w połowie drogi z Puerto de Mazarron do Almerii. Tam jednak utknąłem już na noc. Przespałem się na karimacie tuż przy budynku stacji benzynowej. Pod głową miałem mniejszy plecak z cennymi rzeczami, a drugi, z ubraniami, stał tuż obok mnie. Rankiem dość długo nie mogłem się stamtąd wydostać. Po 4 godzinach czekania jakiś Hiszpan zabrał mnie na stację na innej drodze, gdzie już po chwili złapałem stopa pod samą Almerię.

Na kolejnej stacji omal nie straciłem swojego zegarka. W mieszczącej się tam restauracji postanowiłem coś zjeść. Myjąc ręce przed posiłkiem, zdjąłem zegarek i położyłem obok. Wyszedłem, zamówiłem jakieś tanie, lokalne danie i usiadłem. Wtedy zauważyłem, że zapomniałem zegarka, a gdy wróciłem do łazienki już go tam nie było. Z ponurą miną zjadłem posiłek. Przy płaceniu jednak postanowiłem się zapytać, czy ktoś go może odnalazł i przyniósł. Przez kilka minut tłumaczyłem im, o co właściwie mi chodzi (kelnerzy albo pokazywali mi miejsce, gdzie mogę kupić sobie jakąś bransoletkę, albo z niezrozumieniem kręcili głową). Dopiero po dłuższym czasie jeden z kelnerów z wyrazem nagłego zrozumienia w oczach zdjął z półki mój zegarek i zapytał, czy o to mi chodzi. Byłem lekko zszokowany, że odzyskałem zgubę, a po wypytaniu okazało się, że zegarek szczęśliwym trafem znalazł właściciel restauracji. Miałem nauczkę na przyszłość, aby lepiej dbać o swoje rzeczy.

Wróciłem się na trasę uzbrojony w karton z napisem „MALAGA”, czyli nazwą miasta, które było jakieś 200 km za Almerią i niecałe 150 km od Gibraltaru. Wkrótce siedziałem w samochodzie Amayi i Jose, którzy wprawdzie nie jechali daleko, ale przynajmniej mogli mnie zostawić po drugiej stronie Almerii. Po kilku minutach jazdy Amaya powiedziała, że oni jadą do swojego mieszkania w niedalekiej nadmorskiej miejscowości Roquetas de Mar i że jeśli chcę, to mogę pojechać z nimi i spędzić u nich noc. Po upewnieniu się, że nie będę dla nich kłopotliwym gościem, z wielką ochotą przystałem na ich propozycję.

Tego wieczora Amaya i Jose zabrali mnie na tapas. Nie jednak takie typowe, hiszpańskie tapas, ale na… niemieckie. Głównym składnikiem przekąsem była niemiecka kiełbasa i oczywiście piwo. W barze spotkaliśmy się jeszcze bratem Amayi i jego żoną. Bardzo się zdziwił kiedy mnie zobaczył, mimo że Amaya uprzedzała, że będzie z nią „El Polaco” (Polak). Później wyjaśniono mi to. „El Polaco”, nie mówi się tylko na mieszkańców Polski, ale także na… Katalończyków. Jose, chłopak Amayi, pochodzi właśnie z Barcelony i jej brat nie spodziewał się więc prawdziwego Polaka, ale właśnie Jose. Gdy zapytałem przy stole, dlaczego właściwie na mieszkańców Katalonii mówi się „los Polacos” (Polacy), Jose odpowiedział, że to dlatego, że Katalonia ma z Hiszpanią tyle samo wspólnego ile Polska, czyli nic. Chociaż prawdziwej genezy tego określenia do tej pory nie udało się ustalić. Ciężko jednoznacznie stwierdzić też, czy to określenie jest pozytywne czy negatywne. Wydaje się, że mieszkańcy Hiszpanii używają tego z pejoratywnym zabarwieniem, podczas gdy sami Katalończycy odbierają to pozytywnie. Taki mały paradoks.

Z rana Amaya i Jose odwieźli mnie na rondo, z którego mogłem zacząć dalszą jazdę. Dość szybko zatrzymał się Damian, który podwiózł mnie kilkadziesiąt kilometrów, częstując przy okazji najlepszym hiszpańskim piwem jakie piłem, czyli zieloną Estrellą. Z kolejnego ronda zabrał mnie Mohammed z Maroka, który przewiózł mnie tylko kilkanaście kilometrów. I wtedy podjąłem chyba najgorszą, a na pewno najgłupszą, decyzję w trakcie całej wyprawy. Na rondzie, na którym stałem, ruch był znikomy. Pomyślałem więc przez chwilę i doszedłem do wniosku, że dawno już nie mijałem żadnej stacji benzynowej, więc znając ich zagęszczenie w Hiszpanii, powinna być bardzo blisko mnie. Więc założyłem plecaki na siebie (jak wyglądam z dwoma plecakami widać na zdjęciach w poprzednich odcinkach mojej opowieści ) i ruszyłem przed siebie autostradą. Na szczęście słońce schowało sie za chmurami, ale temperatura nadal oscylowała w okolicy 30 stopni. Ku mej rozpaczy stacji wcale tak blisko nie było, a po 10 kilometrach marszu skończyła mi się woda i słońce wyszło zza chmur. Po kolejnych kilku wyczerpujących kilometrach natrafiłem na ludzi remontujących autostradę, którzy poratowali mnie butelką wody. Przechodziłem w okolicach miasteczka, toteż miałem nadzieję na jakąś stację w pobliżu. Gdy po kolejnych kilkudziesięciu minutach marszu nie widziałem żadnej, po prostu usiadłem na drodze (już nie autostradzie) i machałem kartonem przejeżdżającym autom. Zdziwiłem się, gdy po 15 minutach siedzenia wreszcie ktoś się zatrzymał. Był to Gabi z Rumunii, który zabrał mnie na oddaloną o, nomen omen, parędziesiąt kilometrów stację. Na niej spędziłem jakieś dwie godziny, gdy zatrzymała się Ruth, która, jak powiedziała, zawsze zabiera autostopowiczów. Później stwierdziła, że w sumie nie lubi jeździć samochodem jako kierowca i nie bardzo wie, gdzie ma jechać – po dwóch godzinach jazdy jednak dokładnie tam gdzie chciała, a ja byłem już blisko Malagi. Gdy poprosiłem ją o pamiątkowe zdjęcie, Ruth rozpuściła swoje włosy mówiąc, że chce żebym ją pamiętał jako typową Hiszpankę . Kolejną noc spędziłem ponownie śpiąc na karimacie na murku przy stacji benzynowej. Od Gibraltaru dzieliło mnie tylko jakieś 150 km, które pokonałem pięcioma samochodami.

przeczytaj cały artykuł

Dlaczego tak?

Autor: Bogusław Skolak   |   Data publikacji: środa, 25 czerwca 2014 19:20

Nie ma złych kamieni, są tylko źle zastosowane.

Tym razem spacer po krakowskiej Starówce. Opodal słynnego Królewskiego Traktu, wśród zabytkowych perełek na skalę europejską, na Kanoniczej – jednej z najstarszych ulic Krakowa ktoś zlecił, a ktoś wykonał remont fasad sąsiadujących kamienic. Dobrze, że użyto materiału, który w tym miejscu jest jak najbardziej na miejscu – szkoda, że bez pomyślunku.

Bohaterami dzisiejszej opowieści są kamieniczki, które sąsiadują ze sobą – na zdjęciu widać, że graniczą „przez rynnę”. Przechodziły remont mniej więcej w tym samy czasie. Stoją przy tym samym chodniku – nota bene miło, że wyłożonym porfirem, a nie kostką betonową. Zatem warunki użytkowania są dla nich jednakowe: jednakowe narażenie na erozyjne działanie sił natury, jednakowe oddziaływanie zabiegów porządkowych człowieka – także tych zimowych z użyciem soli. A jakże różny efekt już po kilku latach użytkowania.

W obu przypadkach zastosowano cokoły z piaskowca. W pierwszym przypadku posłużą przez długie lata. Wprawdzie cokoły ciągną wodę z podłoża i pojawiają się przebarwienia, bo wykonawca nie zastosował warstwy odcinającej między chodnikiem a ścianą. Ale materiał tak dobrano, że wytrzyma przysłowiowe sto lat. W drugim przypadku cokoły nadają się już do wymiany – złuszczone, pokruszone, obsypujące się.

I znów ciśnie się pytanie: dlaczego tak? Dlaczego wybrano materiał, który nie nadaje się do zastosowań na zewnątrz? Dlaczego wykonawca nie wykazał się odrobiną wiedzy kamieniarskiej i nie doradził odpowiedniego materiału? Dlaczego znów wystawiono na szwank wizerunek symbolu trwałości jakim jest kamień naturalny? A może po raz kolejny o wyniku przetargu decydowało wyłącznie kryterium ceny...?

przeczytaj cały artykuł
Strona 216 z 241
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Domeny na sprzedaż
2026-08-26 00:00:00
DOMENY NA SPRZEDAŻ spiekikwarcowe.com.pl, marmur-granit.com ZAPROPONUJ SWOJĄ OFERTĘ malwinawyrwiak@sole.pl, tel. 510 047 890

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.