...kamieniarz, brukarz, technolog oraz monter robót wykończeniowych w budownictwie, posadzkarz...
Czy dyplom mistrzowski albo świadectwo czeladnicze to tylko kolorowy papier do oprawienia w ramki i powieszenia na ścianie warsztatu lub biura? Otóż nie! I jest bardzo prawdopodobne, że być może już wkrótce egzaminy zawodowe, a co za tym idzie instytucje je przeprowadzające, znów będą cieszyć się uznaniem jakie miały jeszcze do niedawna.
Aby rozpocząć pracę w jakimś zawodzie lub otworzyć firmę świadczącą często bardzo wyspecjalizowane usługi w Polsce wystarczy oświadczenie o posiadanych kwalifikacjach. Poświadczeniem uznania prawdziwości tego oświadczenia jest umowa o pracę w przypadku zatrudnienia na etat lub wpis do ewidencji działalności gospodarczej w przypadku założenia własnej firmy. Starsi doświadczeniem rzemieślnicy potwierdzą, że kiedyś tak nie było. Jeszcze w latach 70-tych minionego wieku, aby założyć „prywatny interes”, należało mieć tytuł mistrzowski i należeć do cechu rzemieślniczego zrzeszającego daną grupę zawodową. Bez przynależności do cechu trudno było mówić o możliwości normalnego funkcjonowania. To przez cech przechodziły przydziały na materiały i narzędzia oraz co poważniejsze zamówienia. Aby uzyskać stosowny tytuł należało przejść właściwą ścieżkę nauki pod egidą cechu i zdać egzamin przed cechową komisją. Zasady podchodzenia do egzaminu w swojej istocie nie zmieniły się, natomiast znaczenie cechów rzemieślniczych i egzaminów do dziś znacznie zmalało. A przynajmniej taka jest obiegowa opinia.

Niebanalny wpływ miały na to zmiany ustrojowe w naszym kraju, skutkiem których jest między innymi prawo podejmowania działalności gospodarczej tylko na podstawie zgłoszenia do urzędu gminy, potocznie zwanego wpisem do ewidencji. Zjednoczenie Europy spotęgowało tylko możliwości podejmowania pracy w różnych miejscach i różnych zawodach. Traktaty unijne, obejmujące również Polaków, umożliwiają swobodny przepływu pracowników i świadczonych usług oraz dają prawo podejmowania działalności gospodarczej we wszystkich krajach UE.
Jednakże w tym właśnie miejscu pojawia się pierwszy powód, dla którego warto mieć dokument poświadczający kwalifikacje zawodowe. Osoby zatrudnione w innych krajach unijnych coraz częściej spotykają się z żądaniem pracodawców, aby przedstawiły dowód tych kwalifikacji. W przypadku świadczenia usług rzemieślniczych jest to jeszcze ważniejsze, bo niektóre zajęcia i zawody (w tym związane z kamieniarstwem) podlegają ograniczeniom prawnym obowiązującym w poszczególnych państwach i ich wykonywanie jest obwarowane ściśle określonymi zasadami. Zapewne każdy z nas spotkał się z opowieścią, że przed wejściem na cmentarz w Niemczech w celu postawienia nagrobka należało się wylegitymować potwierdzonym dokumentem świadczącym o kwalifikacjach kamieniarskich.
W SKRÓCIE
Cechy to organizacje samorządu rzemieślniczego, które zrzeszają rzemieślników z określonego miasta, regionu lub branży. Głównymi zadaniami cechów jest podnoszenie kwalifikacji zawodowych, promowanie etyki zawodowej, a także reprezentowanie interesów członków przed organami władzy i administracji. Odpowiadają też za kontrolę uprawnień szkolących mistrzów oraz za prawidłowość umów zawieranych z uczniami.
Cechy rzemiosł zrzeszają się w Izbach Rzemieślniczych. Zajmują się one prowadzeniem szkoleń, marketingiem i doradztwem, a także organizują egzaminy na stopnie rzemieślnicze.
Świadectwo czeladnicze jest podstawowym dokumentem potwierdzającym kwalifikacje zawodowe w rzemiośle – odpowiednią podstawę teoretyczną oraz odbytą praktykę w zawodzie. Uprawnia do podjęcia pracy w charakterze pracownika wykwalifikowanego i zajmowania stanowisk wymagających kwalifikacji, a po odbyciu trzyletniego stażu pracy do ubiegania się o przystąpienie do egzaminu mistrzowskiego.
Dyplom mistrzowski jest dokumentem potwierdzającym najwyższe kwalifikacje rzemieślnicze w zawodzie i ułatwia posiadaczowi samodzielne prowadzenie działalności gospodarczej oraz zajmowanie stanowisk kierowniczych w przedsiębiorstwie, a także jest dokumentem uprawniającym do szkolenia młodocianych pracowników (wraz ze świadectwem ukończenia kursu pedagogicznego).
Kolejną zaletą posiadania mistrzowskiego tytułu zawodowego jest możliwość przyjmowania uczniów na praktykę oraz do przyuczenia w zawodzie. Wymaga to jeszcze przygotowania pedagogicznego (lub współpracy z osobą posiadającą takie przygotowanie) oraz dodatkowego nakładu pracy i... cierpliwości. Bo stare porzekadło z przekąsem mówi „obyś cudze dzieci uczył”. Zyski jednak mogą być niepoliczalne – praktykant często zostaje później pracownikiem, a czas poświęcony na jego przyuczenie jest również czasem na wzajemne poznanie, rozpoznanie możliwości i predyspozycji oraz wykrystalizowanie oczekiwań. Wartością dodaną jest dofinansowanie jakie zwykle otrzymuje od władz państwowych lub samorządowych przedsiębiorca realizujący program edukacyjny w ramach praktyk zawodowych.
Kolejnym powodem jest wzrost oczekiwań klientów wobec jakości świadczonych usług. Polacy stają się coraz bardziej świadomymi konsumentami i coraz częściej zwracają uwagę na to, co kupują, a nie tylko za ile kupują. Urzędowo potwierdzone kwalifikacje wkrótce stać się mogą przysłowiowym języczkiem u wagi przy wyborze oferty.
Nie tylko na tym polu widać już pierwsze jaskółki dobrze rokujące rzemieślniczym tradycjom. Coraz częściej różne instytucje krajowe i unijne żądają potwierdzenia kwalifikacji zawodowych rozpatrując wnioski o dofinansowania – czy to na start działalności czy to na jej rozszerzenie.
Na koniec, w ramach podsumowania, cytat ze strony Pomorskiej Izby Rzemieślniczej: „Jest to korzystne, zarówno z punktu widzenia interesów pracownika – bo ułatwia dalsze zatrudnienie lub zmianę pracy – jak też pracodawcy, który może właściwie ocenić rzeczywistą przydatność pracownika w kontekście potrzeb kadrowych swojego przedsiębiorstwa.” A dodając do tego fakt uznawania polskich cenzurek w krajach Unii Europejskiej daje to całościowy obraz dokumentów o niebagatelnym znaczeniu dla każdego fachowca.
.
| Poczytaj więcej: | |
| – o kwalifikacjach w bazie REGON | Dyplom mistrzowski wpisany do CEIDG |
| – dlaczego warto | Egzamin mistrzowski: dlaczego warto |
| – o dyplomach mistrzowskich | I po co mi ten dyplom – czyli o mistrzach i czeladnikach |
| – o egzaminach i legalizacji świadectw | Egzaminy mistrzowskie |
| – wymogi dla kandydatów | Już niedługo egzaminy mistrzowskie i czeladnicze |
Choć układanie największej krakowskiej mozaiki jest już
historią i efekty końcowe tej pracy można podziwiać na Rondzie
Mogilskim, ciągle żywe są wspomnienia.
Dziś przedstawiam dwie wyjątkowe osoby, które każdego dnia
uczestniczyły w tworzeniu tego dzieła. Osoby te to Lucja oraz jej
mąż Wojciech.
„Z tą mozaiką to tak jak z chodzeniem w góry, albo się to czuje, albo nie.”
Skąd pomysł by wziąć udział w tworzeniu mozaiki?
L: Nie mieliśmy żadnego pomysłu. Przez przypadek znalazłam w Internecie informacje o akcji. Lubię takie akcje więc namówiłam męża.
W: Nie trzeba mnie było długo namawiać. Początkowo zgodziłem się na bycie kierowcą, ale gdy już byłem na miejscu przyłączyłem się do pracy, spędzaliśmy tam codziennie po kilka godzin.
Czy wcześniej spotkaliście się z mozaiką?
L: Mozaiki z kamyczków pierwszy raz zachwyciły nas gdy byliśmy na wakacjach w Grecji. Lubię mozaiki, bardzo je lubię, uwielbiam robić im zdjęcia i moim wielkim marzeniem było zrobienie wielkiej mozaiki. Chodziło mi o coś takiego profesjonalnego. I pomyślałam sobie, że to fajna okazja. I tak się zaczęło.
Co było najciekawsze w tym wydarzeniu?
L:L: Dla mnie najpiękniejszy był kontakt z materiałem. Nigdy nie miałam do czynienia z tak pięknymi kamieniami. To niesamowite gdy trzyma się w ręku piękny kamień, coś bardzo szlachetnego. I z tego robi się obraz. Dodatkowo byli tam wspaniali ludzie! Niestety, bardzo mało było naszych rówieśników. A szkoda, bo warto wciągnąć w to ludzi starszych i emerytów. Jest to doskonała zabawa. Gdy jest się młodym to ma się bardzo dużo rzeczy, na które życie się rozprasza. Ja teraz czuję potrzebę robienia czegoś wartościowego. Chcę zrobić coś, co po nas zostanie, taki niewielki wkład, jak nasza część tej mozaiki. Mąż nawet podczas tworzenia dzieła ukrył pierwszą literę mojego imienia w tle przy schodach.
Czy planujecie brać udział za rok?
Mam nadzieję. Gdy się wchodzi do świata ludzi, którzy mają wiedzę zdobytą przez doświadczenie, to najczęściej niechętnie chcą się tym dzielić. Tutaj było inaczej. Można było zadawać pytania bez końca, a oni cierpliwie odpowiadali, a nawet podawali informacje gdzie szukać dodatkowej wiedzy. Za rok przyjdziemy z wnukami i znajomymi.
Od redakcji:
O Pani Lucji i Panu Wojciechu pisaliśmy również na naszym fanpage’u przy okazji relacji z kolejnych dni powstawania mozaiki na Rondzie Mogilskim.
Więcej na www.facebook.com/ /KurierKamieniarski.
Oto prawdziwa radość każdego księgowego: kiedy pasywa przekształcają się w aktywa.
Obniżenie kosztów stałych to zagadnienie, nad którym zastanawia się każdy. W domu: jak zapłacić mniej za prąd, ogrzewanie, śmieci? Jak efektywniej korzystać z samochodu przy codziennych sprawunkach? W firmie: jak obniżyć koszty telefonów, najmu biura, zużycia artykułów biurowych czy środków czystości? Jak lepiej zarządzać flotą czy efektywniej wykorzystywać wyjazdy w delegacje?
Koszty stałe mają to do siebie, że pojawiają się w budżecie cyklicznie, zwykle co miesiąc. Najczęściej nie wyglądają przerażająco. Niby drobne, mało znaczące cyferki, a jednak po ich podsumowaniu powstaje zauważalna kwota. Ale jak to z kosztami stałymi bywa – raczej trudno je ominąć. Pierwsza myśl jaka się nasuwa – „trzeba oszczędzać”. I słusznie. Bo ładowarka wcale nie musi być włączona do gniazdka po zakończeniu ładowania telefonu, drukarka nie musi być w stanie czuwania po godzinach pracy biura, a wywóz śmieci sortowanych jest mniej kosztowny niż śmieci niesortowanych.
Pomysłów na oszczędne gospodarowanie jest wiele. W pewnym jednak momencie pojawia się granica, której przekroczenie powoduje więcej komplikacji niż zysków. Przecież trudno wydzielać współpracownikom artykuły biurowe niczym druki ścisłego zarachowania albo oczekiwać wpisywania do zeszytu każdej rozmowy telefonicznej.
Są też koszty, które niezmienne będą zawsze. Dzierżawa magazynu zawsze będzie tyle samo kosztować niezależnie od stanu zapełnienia tego magazynu. Podobnie podatek od nieruchomości albo koszty przesyłu mediów.
Na czym więc tytułowy pomysł polega? Zamiast na czymś oszczędzać można przy pomocy tego zarabiać. Czyli przy tych samych kosztach wygenerować dodatkowe przychody.
I taki właśnie sposób wybrała firma MC Diam. W siedzibie swojego oddziału w Strzegomiu otworzyła pokoje gościnne wynajmowane na zasadach pokoi hotelowych. A wszystko, jak to zwykle bywa z ciekawymi pomysłami, było w zasadzie dziełem przypadku.
W trakcie budowy siedziby oddziału MC Diam w Strzegomiu nikt nie myślał o użytkowym poddaszu. W ostateczności, nad połową budynku, miał być podręczny magazynek na zabudowę targową i inne sporadycznie używane przedmioty i sprzęty. Druga połowa miała być z założenia nieużytkowa. Ale przypadkiem znalazł się powód, aby te plany zmienić. Kilka lat temu firma realizowała kontrakt w okolicy Strzegomia, którego realizacja trwała ponad 8 miesięcy i wymagała stałego pobytu kilku pracowników na miejscu. Szybka kalkulacja pokazała, że bardziej opłacalne jest zaadoptowanie poddasza do celów mieszkalnych niż wynajmowanie dla pracowników przez tak długi czas hotelu. Wtedy okazało się też, że poddasze firmy doskonale sprawdza się, kiedy Strzegom odwiedzają pracownicy z innych oddziałów firmy – oczywiście obniżenie kosztów delegacji już w tym momencie stało się zauważalnym faktem.
Dwa lata temu zapadła decyzja o wykończeniu poddasza w podwyższonym standardzie i udostępnieniu go na rynku usług noclegowych. Dziś „Strzegom Apartments” mają już swoich stałych klientów, którzy rezerwują noclegi nawet z dużym wyprzedzeniem. Apartament z czterema niezależnymi pokojami, dwoma łazienkami i dużym salonem z aneksem kuchennym okazał się „strzałem w dziesiątkę” w Strzegomiu, który od dawna cierpi na niedostatek hoteli.
Malkontenci powiedzą: „A komu by się chciało? Tego trzeba doglądać, pilnować.” Jak widać w Strzegomiu się chciało – przecież w ciągu dnia zawsze w biurze jest ktoś, kto może wydać gościom klucze, przecież do biura i tak przychodzi sprzątaczka, przecież wymiana pościeli to ledwie kilka minut. A to oznacza, że obsługa tej inwestycji dzieje się jakby przy okazji, w zasadzie w ramach kosztów utrzymania biura.
I tak oto nieużytkowe poddasze stało się najpierw przyczynkiem oszczędności, a teraz źródłem dochodu. Trudno szacować jak duży będzie to dochód. Ale jedno jest pewne: siedziba firmy już nie jest wyłącznie kosztem stałym.
„To była świetna zabawa i bardzo interaktywna nauka!”
Pod koniec czerwca znów mocniej i szybciej zabiło granitowe serce Polski – w Strzegomiu trwało Strzegomskie Święto Granitu relacjonowane nawet przez media ogólnokrajowe i szeroko opisywane przez nasze branżowe gazety. Jeśli ktoś przeoczył te doniesienia, zapraszamy do obejrzenia zdjęć na naszym profilu na Facebooku lub na naszej stronie internetowej, bo w tym artykule relacjonować tego wydarzenia nie będziemy.
W tym krótkim reportażu chcemy pokazać jak wiele dla popularyzacji kamienia naturalnego zrobiła prosta w swych założeniach gra zorganizowana przez Fundację Bazalt i SCK w trakcie strzegomskiego Święta.
Zasada była prosta: każdy, kto odwiedzi strzegomski rynek może wziąć udział w grze miejskiej poprzez zebranie pieczątek na karcie uczestnictwa. Każda pieczątka ma określoną wartość punktową, a zebrane punkty można wymienić na różnorodne nagrody – oczywiście w jakiś sposób związane z kamieniem.
Punkty można było zdobyć na 21 stanowiskach i wiele stanowisk
miało charakter promujący kamień. Aby poznać, że kamień może być
oryginalną ozdobą, wystarczyło odwiedzić stoisko Fundacji Bazalt
i przy okazji sprawdzić się w konkurencji „Kamienny jubiler” nawlekając
na czas granitowe koraliki. Kamieniowi można nadać bardzo różnorodne
kształty, o czym przekonywało stoisko firmy Mar-Pol, gdzie
układając kamienne puzzle lub rozgrywając partyjkę kamiennych
szachów można było przekonać się jak precyzyjne kształty można
wyciąć z kamienia przy użyciu współczesnych technologii oraz jak
różnorodne kolory ma kamień. Że kamień może być tworzywem
do wykonania przedmiotów ozdobnych i użytkowych również
do domu przekonywało stanowisko przygotowane przez firmę „Sza-
Gal” Stanisław Szałecki umożliwiając własnoręczne ułożenie
kompozycji kwiatowej w jednym z różnokolorowych granitowych
wazonów. Specjalnie na Święto Granitu firma Granex przygotowała
graniowy stół podzielony na dziewięć pól, z których każde miało
powierzchnię o innej fakturze, przygotowaną innymi narzędziami. Nie
ma nic bardziej przekonującego niż własnymi palcami „poczuć
kamień” doświadczając dotyku powierzchni o różnym stopniu
porowatości i posłuchać komentarza w jaki sposób, w jakim celu i przy
pomocy jakich narzędzi taki efekt się uzyskuje.
Można było też nabyć podstawy wiedzy o rozpoznawaniu skał i minerałów. Rozwiązując krzyżówkę „Kamienny szyfr” należało odnaleźć i nazwać skały poukrywane w różnych miejscach Rynku, a Pracownia nauk o ziemi Technikum Górnictwa Odkrywkowego przygotowała konkurencję „Poszukiwanie minerałów”. Rozpoznawanie skał często kończyło się zdziwieniem na twarzach uczestników, że zwykła glina ma swoją nazwę (kaolin), a bogactwo wyposażenia pracowni Technikum potrafiło wzbudzić poczucie dumy z rodzinnego miasta. Była możliwość odnalezienia się w pracy brukarza przy układaniu granitowej kostki w różne wzory oraz sprawdzenia jak wysoką piramidę uda się ułożyć z kamiennych kostek. Niektórzy nawet odkryli prawidłowość, że niezależnie od skali nie da się ułożyć więcej niż dziewięć kostek jedna na drugiej.
Ogromnym zainteresowaniem cieszyła się też wycieczka „Kamieniobusem” do kamieniołomu Grabinex, w którym przewodnik w zajmujący sposób wyjaśniał tajniki wydobycia kamienia oraz opisywał kolejne procesy przetwórcze. Dzięki temu wiele osób po raz pierwszy zobaczyło miejsce pracy swoich bliskich zwykle niedostępne dla osób postronnych, poznało źródła hałasów rozlegających się z okolicznych zakładów oraz zrozumiało dlaczego kamień jest droższy i lepszy niż inny materiał.
W ramach gry nie mogło też zabraknąć elementów artystycznych. Każdy uczestnik mógł ułożyć własną mozaikę kamienną pod okiem mozaikarza Lubosza Karwata oraz poczuć jak pracuje się w piaskowcu dłutem strzegomskiego rzeźbiarza Jerzego Zyska, a na stoisku firmy Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel własnoręcznie przygotować kartkę pocztową z pozdrowieniami ze Strzegomia. W taki oto prosty sposób mieszkańcy Strzegomia i ich goście mogli poznać kamień w innych zastosowaniach niż tylko na ulicznym bruku, ścianie budynku i na cmentarzu. Zobaczyli jak pracują ich bliscy zatrudnieni w branży kamieniarskiej i poznali, że choć to praca niełatwa, to bez wątpienia ciekawa. Poznali zależności między sposobem obróbki kamienia a późniejszym jego zastosowaniem oraz zrozumieli co oznaczają syreny, wystrzały i inne hałasy dobiegające z okolicznych kamieniołomów. Najważniejsze jednak, że przez dwa dni wszyscy świetnie się bawili gromadząc punkty i poznając firmy działające w okolicy.
W czasie dwóch dni zabawy rozdano pół tysiąca kart do gry, ale uczestników było więcej, bo często na jedną kartę zbierała pieczątki cała rodzina. Oczywiście nietrudno się domyślić, że to najmłodsi mieli najwięcej motywacji. Nie mniej determinacja była widoczna także na twarzach ich rodziców, a nawet dziadków. Były też powody do radości i uśmiechu, bo rozdano około 270 nagród o szacunkowej wartości ponad 10.000 zł.
Jedno jest pewne: Gra połączyła wszystkie stoiska w szlak, którym chętnie podążali odwiedzający – a przez to nie było stoisk częściej lub rzadziej odwiedzanych – i zapewniła ciekawie spędzony czas nie tylko odwiedzającym, ale i wszystkim, którzy te stanowiska obsługiwali. Należy też podkreślić, że każda firma, poproszona o pomoc w przygotowaniu Gry, tej pomocy nie odmówiła, za co organizatorzy, za naszym pośrednictwem, po raz kolejny dziękują i wyrażają uznanie.
Coś się zaczyna i coś się kończy.
Dziś prezentujemy ostatni odcinek cyklu „Moje hobby: off road”. Nie kończymy definitywnie, więc nazwijmy ten tekst ostatnim odcinkiem pierwszej części cyklu. Albo I-ego sezonu – jakby to powiedzieć używając współczesnej terminologii serialowej. Oczywiście nadal w Kurierze będą pojawiać się relacje z wypraw naszej załogi na rajdy po bezdrożach, ale będzie to raczej nieregularnie.
Aby zakończenie zapadło w pamięć postanowiliśmy tym razem bardziej zaufać obrazom niż słowom. W zeszłorocznych wydaniach Kuriera zapraszaliśmy do udziału w konkursie fotograficznym „Foto Off”.
Oto przedstawiamy laureatów tego konkursu.

I miejsce: Sylwia Okapa, Świdnik

Wyróżnienie: Jarosław Marcisz, Czarnowąsy

II miejsce: Łukasz Lewandowski, Zwierzyniec

III miejsce: Wojciech Smólkowski, Wyszków

Wyróżnienie: Łukasz Łazarz, KonaryWyróżnienie: Bartosz Ciemecki, Wrocław
