Artykuły

Z dłuta wzięte cz.4 -: o młotkach pneumatycznych

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 09:10

 Przypomnę zakończenie poprzedniego artykułu: pamiętajcie o podstawowej rzeczy, jaką jest właściwe ciśnienie robocze. Nie 8 czy 10 barów (jakie jest w waszej sieci), tylko 4 i pół, maksymalnie 5 barów – jakie przewidział producent młotka.

Wyższym ciśnieniem z reguły posługują się ci, którzy pracują na nie swoim sprzęcie i mają w d...e co się dzieje z młotkiem. To niechluje kujący kamień, którym nawet dłut naostrzyć się nie chce. W myśl zasady: podkręcę ciśnienie i jakoś to może pójdzie, a wyszczerbki pokryje marker, akepox, szpachla i farbka.
Producenci młotków, tacy jak Bavaria, Weha, F+K, zalecają, by po intensywnym sześciomiesięcznym okresie pracy zrobić przegląd młotka. Co się w nim może popsuć? Przede wszystkim wyciera się płytka sterująca pracą młotka. To ebonitowa okrągła płytka o średnicy 15 lub 16 mm (w zależności czy to jest Bavaria, czy Weha) i grubości ok. 2 mm. Pracuje ona między dwoma teflonowymi elementami, gdzie naprzemiennie zamyka i otwiera dopływ powietrza do bijaka. Kiedy przestaje przylegać szczelnie do swej powierzchni roboczej – młotek zaczyna przepuszczać powietrze, bić nierówno, ma problemy ze startem. Taką płytkę należy wymienić na nową. Nie należy szlifować jej, bo się zmniejsza jej grubość, przez co ona traci swą sztywność i równoległe prowadzenie w teflonowym gnieździe. Koszt jest niewielki, komfort pracy – znaczny.

Mając młotek na warsztacie warto przyjrzeć się bijakowi, czy nie ma porysowanej powierzchni albo nie przybrał beczkowatego kształtu. Jak to szybko zrobić? Wystarczy włożyć bijak między szczęki suwmiarki i pod światło zobaczyć czy boki dolegają do szczęk na całej długości. Jeśli tak jest, to okej. Jeśli nie – trzeba go wymienić na nowy. Serwis młotków zakupionych u siebie prowadzi u nas w kraju Widuto i Weha.
Warto też konserwować młotki. Znam takich, co wrzucają je po robocie do oleju. Dobrze byłoby, gdyby i im ktoś nalał oleju do głowy. Pamiętajcie! Na tłoczku robią się zadziorki podczas pracy. Jeśli ich nie nasmarujecie przy pomocy choćby WD40, to młotek po tygodniach bezczynności nie ruszy żwawo do pracy.

Zróbcie więc tak: w piątek, tuż przed fajrantem wpuść 2 krople WD40 do młotka od strony wlotu powietrza. Puść młotek na 2 sekundy, by WD40 rozprowadzić na tłoku i bieżni. Otwórz piwo. Wypij. Naciśnij spust jeszcze raz na moment. Twój młotek będzie bezpieczny.
Kolejną niezmiernie ważną sprawą jest jakość powietrza, jakie jest dostarczane do młotka. Nie można używać powietrza prosto z kompresora, bo to powietrze jest zanieczyszczone. Ma zawiesinę oleju i mnóstwo pary wodnej, która powstaje w procesie sprężania powietrza. Aby młotek pracował długo i bezawaryjnie, należy za kompresorem postawić osuszacz ziębniczy, który wykropli wodę z powietrza, i zestaw co najmniej dwu filtrów zespolonych, które ostatecznie dosuszą powietrze z kondensatu pary wodnej. Dopiero po nich może być załączony naolejacz, który zapewni optymalne smarowanie młotka. Jeżeli tego nie będzie, to woda i olej osadzą na polerowanej gładzi cylindra młotka twardy film, który – niczym klej – unieruchomi w końcu bijak młotka. Nie pomoże ciśnienie, przekleństwa i nerwowe ruchy. O młotek trzeba dbać, bo to drogie narzędzie i szkoda je w głupi sposób niszczyć.
Czas teraz na smarowanie. „Oil daily” to recepta dobra dla majsterkowiczów. U zawodowca powinna być olejarka z prawdziwego zdarzenia. Z regulacją, z dużym gwintem i przepustowością, by nie dławić powietrza dla młotka. Młotek naoliwiony powinien pracować jak silnik V8 w BMW. Nie można oszczędzać na tym elemencie systemu. Komu drogo – niech wysiada ze swojego wypasionego auta i wsiada z powrotem do Trabanta Limuzyna Zwei-takt-motor.
Olej? Wyrzuć olej do narzędzi pneumatycznych. Poszukaj oleju wazelinowego – takiego, jak do maszyn do szycia. On nie schnie. Nie zakleja i nie unieruchamia młotka. Poza tym on nie brudzi kamienia!

To może o młotkach? Skoro taka prośba...
Nie będę omawiać wszystkich modeli dostępnych na rynku. Od tego są koledzy-sprzedawcy regionalni. Opowiem za to o kilku z mojej stajni.
Mam ich chyba ze 20 sztuk. Zaczynałem swą przygodę w połowie lat 90. od Wehy 255. To młotek, który jako senior jest ze mną do dziś, ale już nie bije tak, jak za swoich najlepszych lat. Dorabiałem mu bijaki (tłoczki), szlifowałem wnętrze cylindra, bo po latach pracy bieżnia cylindra też wymagała remontu. W końcu dałem mu spokój. Emerytura to emerytura. Ale sentyment – jak do pierwszej dziewczyny – do dziś pozostał.
Fajnym młotkiem z Wehy był model Enduro. Mega mocny w uderzeniu, a łagodny dla dłoni, bo miał coś w rodzaju wewnętrznego resora na trzech sprężynach, które tłumiły siłę każdego uderzenia między cylindrem młotka a rękojeścią. Młotek świetnie się sprawdzał w kuciu, ale ów resor nie był najmocniejszym jego elementem, więc Weha po krótkim czasie zaprzestała jego produkcji. Ale i ten mam do dziś...
Wehę kochałem też za spust. Był to spust pistoletowy, a nie guzikowy jak teraz. Z czasem kupiłem sobie parę młotków Bavarii. Gs 10 – bardzo fajny model do wykańczania liter – to jedyny młotek Bavarii, który zaczyna działać w momencie, kiedy dociśnie się dłuto przyłożone do kamienia. Poza nim mam jeszcze na stanie: gs40, gs43, gs46. Mam też F+K 702, MK8 i inne. To dobre narzędzia, ale już od dłuższego czasu kurzą się u mnie w pracowni, bo przesiadłem się na młotki firmy Cuturi.

Dla mnie Cuturi to Ferrari wśród młotków. Sama koncepcja tych młotków – która polega na tym, że przy rzeźbieniu się ich nie trzyma, a jedynie podtrzymuje – jest piękna. To super rozwiązanie dla mnie i moich wspaniałych kolegów z branży rzeźbiarskiej. Klasyczny młotek pistoletowy dociska się do kamienia, by zwiększyć jego efektywność. Podkręca się przy tym ciśnienie, by efekt był jeszcze większy. A w Cuturi? W Cuturi nic się nie robi. On ma masę i działa swoją masą. Młotków jest 8 kategorii wagowych i trzeba mieć wszystkie, bo tam gdzie się kończy zakres pracy jednego, zaczyna się zakres pracy drugiego, gdzie kończy drugi – zaczyna trzeci itd., aż do ostatniego. Gino Martelli Penumatici dobrze to sobie wymyślił, bo masa młotka i dopasowana do tej masy częstotliwość i moc uderzenia robią tu całą robotę. Młotek sam więc kuje. Nie warto cisnąć mocniej, a co więcej: warto mieć przed młotkami regulator ciśnienia, bo regulując ciśnienie optymalizujemy proces kucia samego młotka w stosunku do kutego kamienia. Tu mniej znaczy więcej!
Ciśnienie robocze waha się od 2,2 do 3,8 barów, zapotrzebowanie wydajnościowe powietrza: max 250 l/min. Więc to nie są wygórowane wymagania. Na początek warto się skusić na te najmniejsze, bo w kuciu kamienia nie konkurujemy ze sobą kto ile Big Bagów napełni w czasie zmiany, tylko co zostawimy w kamieniu po sobie: czy dzieło sztuki wzbudzające zachwyt, czy czarną rozpacz wołającą o pomstę do Nieba. Masakrę w kamieniu można zrobić flexem, tarczą i odbijakiem, ale finezyjny ornament, czy mięciutką poduszeczkę, to już tylko dłutem, talentem i cierpliwością.
Fakt, że trzeba się nimi nauczyć pracować. Ale można się w pół roku przestawić. Tymi młotkami wygodnie pracuje się zarówno lewą, jak i prawą ręką. Dłuta też się nie ściska, tylko spokojnie prowadzi po wyznaczonym torze. Cuturi pociągnie każdy typ dłuta, a w groszkowaniu jest wręcz bezkonkurencyjny! Namówiłem już Was na zakupy? Dalibóg, przecież nie chciałem...

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte

 

 

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Adrianem Cebulą

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 07:26

 Najważniejsze, to mieć wsparcie w rodzinie. Po drugie: zachować równowagę między pracą a rodziną oraz rozdzielić życie prywatne od pracy. Niby proste, ale ilu z nas potrafi to zrobić na co dzień?

Jestem synem kamieniarza. Tato zaczął działalność w 1986 roku. Firma była przy domu, w którym się wychowałem. Kiedy moi koledzy bawili się w piasku, ja bawiłem się w lastryku – takim trochę innym piasku (śmiech). W kamieniarstwie pracuję już od 22 lat. Zacząłem zaraz po maturze, studia robiłem zaocznie i pracowałem u taty. Nie miałem żadnych nacisków ze strony taty. Jakoś tak naturalnie wszedłem w tę branżę. Ale historia wcale nie jest taka prosta, jakby można pomyśleć (śmiech). Powiem szczerze, że w dzieciństwie chciałem być kucharzem.

Gotować nadal lubię, ale kucharzem nie jestem. Poszedłem do szkoły budowlanej i się wszystko zmieniło. Kto w kamień wejdzie, ten z niego nie wyjdzie – to sięga naprawdę głęboko.
Mam wsparcie w żonie i zainteresowanie córki. Z tego najbardziej się cieszę. Żona początkowo była sceptycznie nastawiona do mojej pracy w kamieniarstwie. Teraz chyba poczuła – jeśli można to tak określić – miłość do kamienia. Kiedyś chyba by się ucieszyła ze sprzedaży zakładu, a teraz sama pomaga mi wybierać bloki, jeździ ze mną kupować maszyny, a nawet zajmuje się liternictwem. Córka natomiast ma w sobie ciekawość kamienia, chętnie „testuje” na nim różne narzędzia i pomaga mamie przy napisówkach. Do tego od dawna wierci mi dziurę w brzuchu, że chce pojechać na jakiś zjazd kamieniarski. Już jej obiecałem, że zabiorę ją na jakąś imprezę kamieniarską.

Chyba więc można powiedzieć, że to firma pokoleniowa. Choć tato mi opowiadał, że w którymś momencie chciał rzucić wszystko i sprzedać zakład. Był tym zmęczony, chciał zlikwidować firmę. Ale zauważył zainteresowanie z mojej strony i stwierdził, że jednak to poprowadzi. Kiedy zaczynałem mu pomagać w zakładzie, miał taką zasadę, że na każdej maszynie musiałem popracować minimum dwa lata. Po to, żebym wiedział, ile co wymaga czasu albo co się da lub nie zrobić, a przede wszystkim, jak zachowuje się kamień w czasie obróbki.
Tak mi zostało. W firmie mam swój gabinet i swoje biurko, ale czas wolę spędzać na produkcji. Często zdarzają się przypadki, że przyjeżdża klient, a ja akurat stoję przy maszynie albo jeżdżę na wózku widłowym. Podchodzi i mówi, że chciałby rozmawiać z szefem. Więc pytam: słucham? Klient upiera się, że: „nie z kierownikiem, tylko z szefem”. No to powtarzam: słucham pana, przecież nie szata czyni człowieka szefem (śmiech).
Generalnie kocham to, co robię, i nie jeżdżę do pracy z przymusu. Zależy mi, żeby atmosfera w pracy powodowała, że wszystkim nam się chce tu być. W firmie traktujemy się po przyjacielsku. Nie mam potrzeby, żeby pracownicy zwracali się do mnie szefie albo per pan – nie wymagam tego, nie tworzę bariery szef-pracownik. Wszyscy jesteśmy po imieniu. Chociaż czasem mam wrażenie, że...

Zarządzanie firmą przejąłem, można powiedzieć, z przypadku. W 2014 roku tato ciężko zachorował i dużo czasu spędził w szpitalu. Ktoś musiał przejąć dowodzenie w firmie, więc naturalnym było, że ja stanąłem na tym miejscu. Od tego czasu tato pozostawał właścicielem i pojawiał się w firmie, ale decyzje dotyczące firmy podejmowałem już ja.

Najtrudniejsza decyzja przyszła w 2016 roku. Tato, czynny do samego końca, odszedł w grudniu i musiałem zdecydować, co robić dalej: sprzedać zakład i pójść do „normalnej” pracy – jak wtedy po cichu myślała moja żona – czy kontynuować rodzinne dzieło. Przez 2 lata wyprostowałem wszystkie sprawy w firmie i zacząłem ją rozwijać. Jak wspomniałem, mam wsparcie w żonie. Jest w to mocno zaangażowana. Załapała kamiennego bakcyla i zna się na tym. Pomimo to staram się oddzielić pracę od rodziny. Żona nie pracuje ze mną w firmie, więc w domu staram się za dużo o firmie nie rozmawiać. O ile jeszcze o pozytywach czasem rozmawiamy, to bardzo przestrzegam, by do domu nie przynosić problemów zawodowych.
Mój ulubiony kamień? Dużo robię z Długopola, chyba taka specyfika naszego regionu. Sprowadzam też kamienie z całego świata – i te tanie, i te piękne, i te ekskluzywne. Lubię odkrywać nowości. Jednak na każdy kamień musi się znaleźć klient. Jednemu podoba się to, drugiemu co innego. Choćby czarne żyłki – dla jednego są pożądane, dla innego niedopuszczalne. Najlepszym przykładem jest wyżej wymieniony piaskowiec Długopole. Sprowadzam go w blokach i rozcinam na miejscu. Jeśli będzie partia z czarnymi żyłkami, to będę miał kłopot ze sprzedażą w mojej okolicy. Mnie osobiście te żyłki się podobają, ale nie każdy to lubi. Choć trafiłem na klienta, który chciał tylko z czarnymi żyłkami.

 Nie da się w tej branży pracować bez pasji. To jest ciężki kawałek chleba. Ale chyba nikogo o tym nie muszę przekonywać. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy wszystko drożeje, a ty nie możesz tak samo podnieść ceny, bo wiesz, że klient tego nie zapłaci. Podnosisz, tyle ile musisz. I walczysz innymi argumentami. W 2022 roku uzyskałem dyplom mistrzowski w zawodzie kamieniarz. Teraz to najcenniejszy dokument jaki wisi w moim biurze. W tym roku zostałem rzeczoznawcą do spraw jakości produktów lub usług przy podkarpackiej Wojewódzkiej Inspekcji Handlowej – to dobitnie potwierdza moje kwalifikacje. Od kilku lat zyskuję najwyższe noty w województwie w Plebiscycie Branżowym „Orły”. Chyba to przekonuje klientów bardziej niż „lajki” w internecie. Przy okazji twierdzą, że dobrze mi z oczu patrzy i dobrze się ze mną rozmawia. Nie wiem, czy to prawda, ale zawsze postępuję tak, by nie mieć sobie nic do zarzucenia.

Będąc rzeczoznawcą trochę obawiam się pracy na własnym terenie. Bo wiesz jak jest: znamy się tu w zasadzie wszyscy, pracujemy ze sobą, stykamy się przy różnych robotach, więc ocenianie czyjejś pracy może być trochę niezręczne. Niedługo mam właśnie taką sprawę, że muszę rozebrać nagrobek postawiony przez innego kamieniarza. Nie wiem, czym się to skończy.

Fajnie, że są organizacje branżowe i fajnie, że są organizowane zjazdy. Staram się przynajmniej raz w roku być na takim zjeździe – dwa razy nie zawsze się uda, choć bardzo bym chciał. Na ostatnim zjeździe Polskiego Związku Kamieniarstwa nie mogłem być z powodów rodzinnych, ale na następny obowiązkowo pojadę. Nawet zabiorę kolegę, który jest zainteresowany przystąpieniem do egzaminu mistrzowskiego i wstąpieniem do związku.

Motywacja? Oczywiście, że żona! Początkowo sceptyczna, dziś sama mnie motywuje do tego, żebym szedł do przodu. Będąc jeszcze trochę poza firmą ma inną perspektywę. Potrafi spojrzeć z innej strony, nieszablonowo doradzić albo zakasać rękawy i pomóc bezpośrednio. Albo nawet nalegać na jakieś decyzje czy zakupy, które później okazują się bardzo trafne.

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Piaskowiec Wartowice

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 06:58

kk125_S18_2.jpg

Miejscowość Wartowice położona jest na południowy zachód od Bolesławca w województwie dolnośląskim. Udokumentowane początki wydobycia w tym regionie sięgają XIV wieku, a obecnie kamień jest wydobywany z kilku łomów w tej okolicy. Omawiane złoże zostało uruchomione w 1992 roku w bliskim sąsiedztwie starego, poniemieckiego złoża intensywnie eksploatowanego od XIX wieku do II wojny światowej.

 W ostatnim czasie piaskowiec Wartowice przeżywa renesans jako materiał rzeźbiarski, renowacyjny i rekonstrukcyjny. Ze względu na drobne ziarno jest cenionym materiałem rzeźbiarskim, który dobrze i przewidywalnie się kuje oraz potrafi oddać najdrobniejsze szczegóły. Natomiast jego równomierny, ciepły kolor, odporność na warunki atmosferyczne i elegancki sposób starzenia powoduje, że coraz częściej jest używany we wszelkich renowacjach, gdzie potrzebny jest piaskowiec, zwłaszcza jasny lub żółty. W połączeniu z gruboziarnistą odmianą Santon* daje wiele możliwości na aranżacje przestrzeni budynków zarówno w zastosowaniach pionowych, jak i poziomych.


Wartowice to piaskowiec ciosowy górnokredowy o spoiwie krzemionkowo-ilasto-żelazistym wydobywany bez użycia materiałów wybuchowych – bloki są odspajane przy pomocy materiału pęczniejącego umieszczonego w nawierconych otworach. Wydobycie odbywa się zgodnie z ułożeniem warstw, co – przy zachowaniu odpowiedniego kierunku obrabiania – przekłada się na prędkość i jakość obrabiania oraz podnosi parametry wytrzymałościowe gotowego wyrobu.
Wysokość ściany w wyrobisku z nadkładem sięga miejscami nawet 50 m, przy czym pokłady kamienia zaczynają się na głębokości od 20 do 30 metrów. Ciekawostką złoża jest pewna zmienność materiału w zależności od głębokości wydobycia.

Pierwsza warstwa – o nazwie handlowej Wartowice Santon* – ma miąższość około 6-7 m. To kamień gruboziarnisty o bardzo dobrych parametrach wytrzymałościowych wynikających z mniejszej zawartości iłów i innych dodatków oraz większej ilości wtrąceń kwarcowych. Kolor od prawie białego po żółty z intensywniejszymi smugami żółtawymi, czerwonawymi po prawie fioletowe. Ma więcej zaburzeń w kolorystyce niż pozostałe piaskowce z Wartowic. Druga warstwa to warstwa rumoszowa o wysokości 1,5-3 m, bez znaczenia gospodarczego. Trzecia warstwa o grubości ok. 5 m to piaskowiec z wtrąceniami w postaci skamieniałych organizmów morskich. Kupowany niechętnie ze względu na te wtrącenia, które miewają ciemniejszą, czasem brązową barwę.
Czwarta warstwa to materiał o nazwie Wartowice Koniak* – drobnoziarnisty, czysty materiał o jednorodnej barwie, raczej bez smug i wtrąceń, o barwie jasnosłomkowej na górze pokładu do słomkowożółtej w dolnych jego partiach. Miąższość tej warstwy to 6 do 10 m. Przy czym ławice na górze pokładu pozwalają na wydobycie jasnych bloków o wysokości do 135 cm, natomiast w dole złoże staje się bardziej płytowe i ciemniejsze, żółte bloki rzadko przekraczają 90 cm wysokości. Drobne ziarno i jednorodność powoduje, że ten piaskowiec jest od stuleci chętnie wykorzystywany w architekturze i rzeźbie, zwłaszcza na terenie Niemiec i Dolnego Śląska.

Bloczność złoża to 20-30%. Pozyskiwane są bloki wymiarowe, bryły oraz bloki niewymiarowe. Standardowa wielkość bloków to 1,5-3,0 m3, choć możliwe jest uzyskanie bloków nawet do 30 ton. Na koniec roku 2022 szacowane zasoby kamienia to ponad 493 000 ton. Oznacza to, że nie będzie problemu z dostępem do materiału przez wiele lat – obecna koncesja jest ważna do 2030 roku. Wydobycie roczne to około 17 000 ton.
Z bloków standardowo wycinane są płyty 1,60-1,80 m x 2,60-2,80 m. Głównym produktem kopalni jest obecnie płyta fasadowa grubości 4 cm, jej stany magazynowe utrzymywane są na poziomie 10 tys. m2 płyty elewacyjnej i 1000 m3 bloków. Możliwości produkcyjne zakładu sięgają 3000 m2 miesięcznie.

Dane fizykomechaniczne: (Koniak/Santon)

Gęstość objęt.                            1926 / 2060 kg/m3
Porowatość otwarta                    16,3 / 13,1%
Nasiąkliwość                               8,5 / 6,4%
Wytrzymałość na ściskanie           48 / 46 MPa      
  po 48 cyklach zamrożenia          45 / 39 MPa
Wytrzymałość na zginanie            9,1 / 8,9 MPa
  po 48 cyklach zamrożenia          8,3 / 6,9MPa
Ścieralność
na tarczy Boehmego                   69,5 / 40,2 cm3
Odporność na wyrwanie kołka      819 / 422 N
(grub. ścianki 15 / 10 mm)

Mrozoodporność (48 cykli) całkowita

 

Opis

jednolity kolor, bardzo dobre parametry techniczne, w tym mrozoodporność i odporność na ścieranie,
jednolita tonacja kolorystyczna odmiany drobnoziarnistej i gruboziarnistej,
ładnie się starzeje – po wielu latach fasady nadal mają ciepłą barwę, a kolor nadal jest rozpoznawalny,
nie reaguje ze związkami zawartymi w powietrzu i nie tworzy trudnej do zmycia warstwy

Cechy wyróżniające

drobne ziarno lub grube ziarno
uniwersalny, jasny piaskowiec do prac rekonstrukcyjnych
utrzymywanie koloru i czystości w zastosowaniach zewnętrznych, łatwe mycie elewacji
duża trwałość, pełna mrozoodporność

Wszystkie „odmiany” Wartowic są w jednej tonacji kolorystycznej, co daje możliwość płynnego łączenia ich na jednej inwestycji. Grube ziarno i wyższa wytrzymałość na ścieranie predestynuje Santona na okładziny poziome i wymagające – w tym cokołowe – zastosowania pionowe. Natomiast drobne ziarno i wyższa mrozoodporność czynią Koniak dobrym rozwiązaniem na okładziny pionowe i najbardziej nawet szczegółowe detale architektoniczne.
Cechą piaskowca Wartowice jest to, że po pewnym czasie nieco jaśnieje. Poza tym jego właściwości od momentu wyjęcia ze ściany są stałe, nie zmieniają się w czasie wysychania. Może tylko, jak większość piaskowców, w stanie mokrym minimalnie łatwiej się obrabia.
Historycznie z Wartowic budowano wiele. Przykłady można wymieniać długo: od lokalnych, dolnośląskich domów, kamienic, świątyń i budynków publicznych po wielkie gmachy w wielkich miastach Niemiec XIX wieku. Są to m.in.: szpital i wiadukt w Bolesławcu, bank w Świdnicy i Opolu, zamek Książ, gmach Uniwersytetu Wrocławskiego, Zamek Cesarski i Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, Dworzec Główny w Gdańsku, Victoriahaus w Dreźnie, Reichstag i wiele rozpoznawalnych budynków w Berlinie.

Współczesne realizacje też długo można wymieniać. Wymiana okładzin ratusza w Calgary w Kanadzie, renowacja fasady kompleksu budynków użyteczności publicznej we Frankfurcie (35 tys. m2), nowy budynek Biblioteki Jagiellońskiej i Apartamenty Retmana w Krakowie, Złote Tarasy w Warszawie, budynek Hestii w Gdańsku. Perełką zostanie kończone właśnie odtwarzanie fasady Hotelu Grand we Wrocławiu vis-à-vis Dworca Głównego. Prace przebiegają pod nadzorem konserwatora zabytków z najwyższą zgodnością z oryginałem: elementy są boniowane, szariowane i szpicowane. Jedynym odstępstwem było mocowanie płyt elewacyjnych na kotwy, a nie na zalewkę, jak było to pierwotnie.
Najczęstsze wykończenie powierzchni to szlif, w gradacji od 30 do 160. Dobrze przyjmuje również fakturę groszkowaną, szariowaną, szpicowaną. Świetnie wygląda w fakturze łupanej, bo ma równy przełam. Natomiast efekt postarzenia kamienia uzyskuje się przez piaskowanie – miejscowo różna podatność na ścierniwo daje bardzo dobry efekt wizualny. Nie stosuje się poleru, ponieważ – mimo sporej trwałości – nie ma możliwości uzyskania widocznego efektu lustra.

Wartowice Koniak to typowy piaskowiec, podatny na cięcie i obróbkę, bardzo wdzięczny i przewidywalny oraz umożliwiający oddanie ostrych krawędzi i wszelkich szczegółów. Santon z kolei jest piaskowcem agresywnym. Zawiera dużą ilość kwarcu i wymaga specjalnych nakładek na narzędzia. Przez to dobrze nadaje się do otwierania narzędzi diamentowych lub ich ostrzenia. Ma nieco grubsze ziarno, ale pozostaje w tej samej tonacji kolorystycznej co Koniak.
Piaskowiec z Wartowic nie wymaga dodatkowej impregnacji. I tak właśnie jest montowany w Niemczech. Stosunkowo wolno i ładnie się starzeje. Łatwo się myje, nie łączy się ze związkami zawartymi w powietrzu i nie tworzy trudnej do zmycia warstwy spotykanej czasem na innych piaskowcach. Mimo to w Polsce zwykle inwestorzy życzą sobie zastosowania impregnatów.

Nadaje się do wszelkich budowlanych i ozdobnych zastosowań zewnętrznych: kamień konstrukcyjny, okładziny, parapety, odrzwia, obramowania okien, wszelkie detale architektoniczne cięte, kute i rzeźbione. Również w warstwie cokołowej. We wnętrzach – jak większość piaskowców – spotyka się go rzadziej, choć nadaje się na obramowania okien i drzwi, kominki, parapety itp.

Roman Jugo

(Pracownia Rzeźbiarska Art-Eon, Cedzyna):
„Wartowice odmiana Koniak jest wręcz modelowym rzeźbiarskim piaskowcem żółtym. Bardzo plastyczny. Doskonale oddaje każdy ruch dłuta, nie wykrusza się przy obróbce. Sam pcha się pod narzędzie i dokładnie przekazuje to, co rzeźbiarz chciał uzyskać. Świetnie wydobywa każdą nadaną strukturę powierzchni. Materiał jest też kapitalny do wykonywania rzeźbionych elementów architektonicznych. Nawet tak potężnych, jak kolumny.
Dość przewidywalny kolorystycznie, bo 98% to odcienie żółtego, rzadko zdarzają się jakieś przebarwienia. Wyjątkowo rzadko zdarza się, że w jednej bryle będzie jaśniejszy i ciemniejszy z ostrym przejściem.
Naprawdę, to modelowy materiał do obróbki rzeźbiarskiej. Jest wszechstronny pod każdym względem. Nadaje się na niewielkie rzeźby i na duże, nawet 3-metrowe, monumenty czy figury. Jeśli ktoś chciałby pracować w piaskowcu, to Wartowice będą jak najsłuszniejszym wyborem.”


 

Więcej informacji: tel. 12 42 22 589, www.hofmann.com.pl
Hofmann Natursteinwerke Polen GmbH sp. z o.o.,

 

 

przeczytaj cały artykuł

Deklaracja Właściwości Użytkowych – fakty i mity

Autor: Michał Firlej   |   Data publikacji: piątek, 28 lipca 2023 00:47

kk124_dwu.jpg

Mija 10 lat od wprowadzenia Deklaracji Właściwości Użytkowych (DWU). To dokument, który informuje odbiorców wyrobów budowlanych o cechach technicznych płyt okładzinowych, posadzkowych, schodowych, kostki brukowej, krawężnika, płyt chodnikowych itd. Pomimo faktu, że z tym dokumentem obcujemy od długiego czasu, narosło wokół niego wiele mitów – zobaczmy najczęstsze.

O co w tym chodzi?
W skrócie mówiąc: producent wyrobu budowlanego przeprowadza badania wyrobu, dba o powtarzalność produkcji, sporządza Deklarację Właściwości Użytkowych i oznakowuje wyrób znakiem CE. Na końcu przekazuje na piśmie informacje o właściwościach klientom.

DWU to dokument przechodni? Nie.
Bardzo często słyszę, że wystarczy posiadać deklarację od naszego dostawcy – możemy automatycznie przepisać ją i przedstawić jako własny dokument, dołączając do wyrobu dostarczanego naszym odbiorcom.
Nie jest to myślenie właściwe, ponieważ DWU sporządza producent wyrobu budowlanego, którego jednym z obowiązków jest przeprowadzanie w pewnych okresach badań wyrobu. Przepisanie zatem tabelki od innego podmiotu nie ma podstawy prawnej. Klient-odbiorca ma otrzymać DWU od swojego dostawcy, który jest zobowiązany do posiadania wyników badań wyrobu – badań zleconych przez siebie.

Każda dostawa to nowa deklaracja? Deklaracja tylko w oryginale? Nie.
Bardzo często obserwuję w firmach, że wystawiają DWU do każdej faktury za wyrób. Przy dużych organizacjach dochodzi do tego, że powstają całe segregatory z dokumentami. Istnieje również przeświadczenie, iż klient musi otrzymać oryginał deklaracji.

Nie ma to najmniejszego sensu. Przepisy dokładnie wskazują, iż producent sporządza jedną deklarację na jeden wyrób i przekazuje dalej kopie dokumentu w formie papierowej lub elektronicznej. Nową DWU sporządza się dopiero wtedy, gdy zmieniają się cechy produktu (np. użyty materiał, wymiary, kształt) lub mija okres ważności badań na dany wyrób.

Deklarujemy dowolne właściwości? Nie.
Niekiedy spotykam się z wpisywaniem do tabeli z właściwościami wyrobów informacji dotyczących nieistotnych dla danego wyrobu informacji. Na przykład dla dokumentu dotyczącego płyt stosowanych na elewacjach wpisywana jest odporność na ścieranie. Czy ktoś będzie po tym chodził? Brakuje natomiast informacji dotyczących siły, jaka jest potrzebna do wyrwania kołka montażowego. Wygląda to troszkę tak, jakby autor deklaracji wpisywał wszystko, co posiada na temat tego materiału.
Nie jest to ani prawidłowe ani profesjonalne. Zawsze deklarujemy w oparciu o jeden z załączników norm zharmonizowanych – konkretnie załącznik ZA. To on precyzuje, jakie parametry powinny być opisane w DWU dla konkretnego wyrobu. Inne więc będą parametry dla kostki, inne dla płyty chodnikowej, a inne dla płyty elewacyjnej.

Deklaracja jest dobrowolnym dokumentem? Nie.
Jeśli coś jest wyrobem budowlanym, czyli zostanie „wyprodukowane i wprowadzone do obrotu w celu trwałego wbudowania w obiektach budowlanych lub ich częściach, którego właściwości wpływają na właściwości użytkowe obiektów budowlanych w stosunku do podstawowych wymagań dotyczących obiektów budowlanych”1) i w przypadku wyrobów objętych normami zharmonizowanymi2) jest obowiązek wystawienia DWU przez producenta.
Istnieją jednak pewne odstępstwa od obowiązku sporządzania DWU. Dotyczy to niektórych wyrobów jednostkowych, produkowanych na budowie lub produkowanych w sposób tradycyjny związany z konserwacją zabytków (por. Art. 5 Rozporządzenia).

Deklaracja powstaje tylko dla wyrobów eksportowanych? Nie.
Pewnym niezrozumieniem tematu jest inny przypadek. Producenci uważają, że tylko przy eksporcie poza granice kraju mają obowiązek sporządzenia Deklaracji.
Mam wrażenie, że często tu zapominają o członkostwie Polski w UE. Więc również wyroby dostarczane na rynek polski muszą mieć aktualną DWU.

Papier wszystko przyjmie. Czy nikt tego nie sprawdzi?
Ekstremalnym mitem jest podejście dowolnego wpisywania dowolnych – często wykluczających się – danych do DWU. Takie stanowisko to efekt przemożnego przekonania, że i tak nikt tego nie sprawdzi, że na budowach chcą po prostu jakiekolwiek dokumenty, więc jakikolwiek dokument się fabrykuje.
W większości przypadków jakoś to przechodzi. Jednak w sytuacji, gdy rozpoczyna się postępowanie reklamacyjne lub następuje wyrywkowa kontrola wyrobów przez Urząd Nadzoru Budowlanego, dostarczone dokumenty są wnikliwie sprawdzane. Skutkiem tego mogą być nałożone kary lub może nastąpić wycofanie wyrobu z obrotu (np. z budowy).

W DWU możemy powołać się na jakikolwiek dokument? Nie.
Deklaracja Właściwości Użytkowych może zostać sporządzona w oparciu o normę zharmonizowaną lub europejską ocenę techniczną. Przy czym muszą to być dokumenty aktualne w ocenie zgodności – należy się powoływać na obowiązujące obecnie normy.
Nie wolno powoływać się na stare dokumenty, na przykład na wycofane krajowe normy. A takie praktyki często spotykam. Producenci nazbyt często przywołują w wystawionych DWU normy z lat 80 i 90 XX wieku. Nie jest to prawidłowe działanie i może skutkować podważeniem ważności wystawionej deklaracji.

 


Skoro mamy 10 rocznicę wprowadzenia konieczności używania Deklaracji Właściwości Użytkowych w przypadku wyrobów budowlanych z kamienia, to może jest to okazja do przypomnienia jej sobie? Do aktualizacji własnej wiedzy, przypomnienia sobie o istnieniu DWU – jej wyglądu, zawartości i terminów badań.
Zachęcam do przeczytania do poduszki Ustawy o wyrobach Budowlanych i Rozporządzenia 305/2011. Temat samej Deklaracji poruszałem też wielokrotnie na łamach Kuriera Kamieniarskiego. Wystarczy zajrzeć na stronę www.kurierkamieniarski.pl i w prawym górnym rogu wpisać w pole wyszukiwarki frazę: „deklaracja właściwości użytkowych”.

 

 


 

1) por.: Art. 2 Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 305/2011 z dnia 9 marca 2011 r. ustanawiające zharmonizowane warunki wprowadzania do obrotu wyrobów budowlanych i uchylające dyrektywę Rady 89/106/EWG
2) w naszym przypadku to normy: EN 1341, EN 1342, EN 1343, EN 1469, EN 12057, EN 12058

przeczytaj cały artykuł

Czy wszystkie spory muszą być rozstrzygane przez sądy?

Autor: Monika Hernik-Oka   |   Data publikacji: czwartek, 27 lipca 2023 21:35

kk124_font.jpg

„Fontanna Wadowice. Na ławie oskarżonych wadowickiego sądu zasiądzie niebawem kamieniarz, a zarazem jeden z właścicieli firmy, która zbudowała nową fontannę na placu Jana Pawła II w Wadowicach. (...) Prokuratura oskarża mężczyznę o napaść na urzędnika i zabór dokumentów.” (lipiec 2013 r.) 1)
2022: „Sąd bezlitosny dla Wadowic. Po latach miasto słono zapłaci kamieniarzom za fontannę.”2)

Co się wydarzyło? W 2012 roku Wadowice przeprowadzały remont placu Jana Pawła II. W ramach remontu na placu budowana była fontanna. Zakończenie prac zostało zgłoszone przez wykonawcę do odbioru i ostatecznie odebrane bez uwag 6 maja 2013 roku. Protokół powykonawczy został przedstawiony inwestorowi, jednak według inwestora stawki zostały zawyżone, wobec czego odmówił zapłaty części wynagrodzenia. Doszło do sporu pomiędzy stronami. Wykonawca wielokrotnie zwracał się do inwestora o zapłatę wynagrodzenia, jak również kierował do sądu wnioski o zawezwanie do próby ugodowej. Jednak nie podjęto żadnych działań, które pozwoliłyby na zakończenie sporu na drodze polubownej. W styczniu 2018 roku wykonawca skierował do Sądu Okręgowego pozew o zapłatę zaległej kwoty. W lutym 2018 roku Sąd Okręgowy wydał nakaz zapłaty, od którego sprzeciw wniosła Gmina. Wyrok zapadł 17 lipca 2020 roku i uwzględnił powództwo wykonawcy. Gmina wniosła apelację, jednak w dniu 1 kwietnia 2022 roku Sąd Apelacyjny apelację Gminy oddalił.

Czy ta sprawa musiała tyle trwać? W artykułach można przeczytać, że czterokrotnie proponowane było magistratowi załatwienie sprawy na drodze ugodowej. Tu należy zaznaczyć, że przed 2017 rokiem nie było przepisów dotyczących mediacji w administracji publicznej. Można przypuszczać, że w dzisiejszym stanie prawnym, gdyby strony podjęły próbę mediacji, sprawa ta nie ciągnęłaby się 10 lat. I w rezultacie nie kosztowałaby tak dużo, nie tylko pieniędzy, które magistrat musiał wyłożyć, ale również stresu i nerwów, które doprowadziły do postawienia wykonawcy zarzutu napaści na urzędnika i zabór dokumentów.

Zacznijmy zatem od początku i przybliżenia pojęcia mediacji.

Mediacja jest jedną z alternatywnych metod rozwiązywania sporów. Alternatywnych dla sądu. Podkreślić należy, że jest to metoda, dzięki której spór jest rozwiązywany, a nie rozstrzygany. Rozwiązywany przez strony. To strony decydują, w jaki sposób rozwiązać dany problem, zaś rolą mediatora jest pomoc stronom w znalezieniu akceptowalnego dla nich rozwiązania.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron. Wynika to z podstawowych zasad mediacji: bezstronności i neutralności. Mediator ma obowiązek być bezstronnym, a gdyby zachodziłyby okoliczności, które mogłyby mieć wpływ na jej utratę, np. jest w relacjach koleżeńskich z jedną ze stron, ma obowiązek poinformować o tym strony i powinien wyłączyć się z prowadzenia mediacji, chyba że strony mając o tym wiedzę zgodzą się, aby dalej mediację prowadził.

Mediacja jest dobrowolna. Oznacza to, że strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również, że w każdej chwili mogą z niej zrezygnować. Dobrowolność dotyczy także osoby mediatora – strony mają prawo zdecydować, kto nim ma być.
Co bardzo istotne, mediacja jest poufna. Mediator i strony są związane tajemnicą. Mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji, chyba że obie strony zgodzą się na jego przesłuchanie. Również strony nie mogą się powoływać przed sądem na informacje czy ustalenia poczynione w trakcie mediacji, w sytuacji gdy nie doszło do zawarcia ugody.
Kiedy można zawnioskować o mediację? W każdej chwili. Przed złożeniem pozwu – wtedy mamy do czynienia z mediacją umowną na wniosek jednej bądź obu stron. Po złożeniu pozwu na każdym etapie postępowania sądowego, w obu instancjach.
Dlaczego warto? Przede wszystkim dlatego, że w mediacji możemy poczynić ustalenia, które nie byłyby możliwe przed sądem. Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, gdyż to one same znalazły rozwiązanie, które obie zaakceptowały. Z wyniku postępowania sądowego nierzadko obie strony nie są zadowolone, bo często nie uzyskują tego, czego oczekiwały.

Mediacja pozwala na wyjaśnienie okoliczności, które wpłynęły np. na opóźnienia w zapłacie czy opóźnienie wykonania zlecenia, i spojrzenie z drugiej strony na przyczyny powstania sporu. Mediacja pozwala zatem na zachowanie relacji zawodowych na przyszłość.
Z przytoczonej na początku historii można wysnuć, że wykonawca był zadowolony z rozstrzygnięcia sądu, gdyż w rezultacie uzyskał większą kwotę niż  kwota początkowa. Zapewne tak, ale przypomnijmy, że sprawa trwała w sumie 10 lat. W tym czasie wykonawca został postawiony przed sądem z zarzutem napaści na urzędnika. I patrząc przez pryzmat kosztów, nie tylko materialnych, można przypuszczać, że gdyby udało się rozwiązać ten problem na drodze mediacji, obie strony poniosłyby zdecydowanie mniejsze straty.
W kolejnych artykułach, na konkretnych przykładach, przybliżę mediacje w sprawach gospodarczych, w sprawach cywilnych i w sprawach rodzinnych.

1) https://wadowice.naszemiasto.pl/fontanna-wadowice-kamieniarz-idzie-pod-sad/ar/c1-1925317
2) https://www.wadowice24.pl/nowe/wydarzenia/18334-sad-bezlitosny-dla-wadowic-po-latach-miasto-slono-zaplaci-kamieniarzom-za-fontanne.html

 


 

mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 37 z 230

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.