
Solidny fundament to podstawa – to ustaliliśmy w poprzednim artykule, w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego. Skoro więc podstawę już mamy, to pora na dalsze prace. Dziś będzie o montażu poszczególnych elementów nagrobka.
Jednakże, abyśmy się lepiej rozumieli, muszę zacząć od nazewnictwa, które bywa różne w różnych regionach naszego kraju. Norma Nagrobkowa, a dokładniej „Wytyczne Branżowe – wyroby z kamienia naturalnego – nagrobki”, (do pobrania: www.kurierkamieniarski.pl/normanagrobkowa/ – przyp. red.) obejmuje także nazwy poszczególnych elementów składowych typowego nagrobka. Chodzi o to by w miarę możliwości usystematyzować je. Ma to nam ułatwić porozumiewanie się wewnątrz naszej wspólnej branży kamieniarskiej i nie tylko.

Elementy typowego nagrobka:
A – wykładzina (posadzka, rama leżąca,
podłoga, rama dolna)
B – krawężniki (skrzynia, rama górna, korytko)
C – płyta nakrywowa (płyta główna, nakrywa)
D – baza (gradus, cokół, półka, parapet)
E – płyta napisowa (napisówka, attyka, tablica)
Montaż wykładziny (A)
Wykładzina powinna leżeć i przylegać całą swoją spodnią powierzchnią do ramki. W żadnym wypadku nie należy przyklejać jej na tak zwane placki. Aby wykonać to poprawnie, należy użyte spoiwo – klej lub zaprawę – nałożyć i posmarować dosłownie na całej powierzchni łączącej wykładzinę z ramką. Przyklejenie wykładziny do betonowej ramki fundamentowej scala i wzmacnia podstawę nagrobka.
Oczywiście cały czas należy pamiętać o zachowaniu odpowiedniego wypoziomowania. Uzyskujemy to przy pomocy klinów montażowych i sprawdzamy poziomicą. Kliny usuwamy po zakończonej pracy. Jest to ważne ze względów estetycznych, a w przypadku klinów drewnianych również ze względów konstrukcyjnych. Drewniane kliny pęcznieją po kontakcie z wilgocią, a ewentualne przymrozki potęgują to zjawisko. Konsekwencji, jakie wywołuje to zjawisko, nie muszę chyba tutaj nikomu tłumaczyć.
Czasami, zamiast z czterech elementów, wykładzinę wykonujemy z całej płyty. Jest to dobre rozwiązanie, które eliminuje fugi na tejże wykładzinie i pozytywnie wpływa na ogólny wygląd. Zdarzają się klienci, którzy wyraźnie sobie życzą, aby zastosować takie rozwiązanie. Nie ma w tym niczego złego pod jednym warunkiem: że pod tego typu wykładziną zastosujemy odpowiedni fundament. Najlepszym wyjściem jest zastosowanie ramki fundamentowej, osadzonej na legarach (opisywałem to w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego).
Montując nagrobek, jego części konstrukcyjne i stawiając je jedne na drugich, musimy pamiętać o tzw. punkcie podparcia. Ramka fundamentowa pod wykładziną z płyty jest niezbędna. Bezpośrednio na płytę stawiamy przecież krawężniki, na których z kolei kładziemy kolejne elementy, a obciążenie sukcesywnie przy tym wzrasta. Wydawać by się mogło, że jest to oczywiste, a mimo to ilekroć spotykam nagrobki z wykładziną w formie jednej płyty, zawsze pod nią brakuje odpowiedniego fundamentu. O zgrozo, zazwyczaj nagrobek z taką wykładziną stoi na czterech kostkach brukowych lub nawet połówkach cegieł. Komentarz na ten temat zostawiam na inną okazję.
Montaż krawężników (B)
Krawężniki, analogicznie do elementów wykładziny, muszą być posadzone na wykładzinie całą swoją powierzchnią roboczą. Oznacza to, że przy założeniu, iż dany element krawężnika posiada grubość 5 cm i długość 150 cm, to całe 750 cm2 (5 x 150 = 750) powinno stać na elemencie wykładziny. Wszystkie elementy konstrukcyjne w nagrobku – a krawężniki się do nich zaliczają – winno się montować
w sposób kombinowany. To znaczy za pomocą zapraw/klejów oraz mechanicznie za pomocą kotew, klamer lub innych łączników. W tym miejscu ważna uwaga: elementy te (kotwy, klamry itp.) powinny być wykonane ze stali nierdzewnej.
Montaż powinien być wykonany za pomocą środków niebarwiących i dedykowanych do montażu wyrobów z kamienia. Ustawienie krawężników wykonujemy na tak zwaną cegiełkę. W podobny sposób, jak byśmy budowali mur z cegieł. Element znajdujący się wyżej powinien opierać się na dwóch sąsiadujących ze sobą elementach poniżej – spoiny pionowe nie powinny nakładać się.
Płyta nakrywowa (C)
Na krawężnikach kładziemy płytę nakrywową. Jest to jedyny element składowy nagrobka, którego nie należy mocować na trwałe za pomocą zapraw lub klejów. Czasami można zauważyć na cmentarzu zjawisko tak zwanego „pocenia się” płyty nakrywowej. Objawia się to tym, że środek płyty jest wilgotny i ciemniejszy, a jej brzegi, stanowiące okap, są suche i jaśniejsze (pisaliśmy o tym na łamach Kuriera Kamieniarskiego w cyklu „Nagrobki: najczęstsze błędy montażowe” – przyp. red.). Aby temu zapobiec, płyta nie powinna szczelnie przylegać do krawężników. Zapewnienie 2-3 milimetrowej szczeliny między tymi elementami skutecznie zapobiegnie powstawaniu w/w zjawiska. Chodzi o to, że przyłożenie płyty nakrywowej do krawężników „zamyka” możliwość odprowadzania wilgoci z podłoża, na którym stoi nagrobek – głównie dotyczy to nagrobków stawianych na mogile ziemnej.
Płyta napisowa (E)
Montaż płyty napisowej, potocznie zwanej „napisówką”, wykonujemy w sposób kombinowany. Wspominałem już o tym przy montażu krawężników. Płytę napisową osadzamy na gwintowanym pręcie ze stali nierdzewnej. Zakotwienie pręta w tablicy powinno wynosić minimum 100 mm, a zastosowana kotwa musi być o długości i średnicy dostosowanej do wymiarów tablicy. Ciężkie, a zwłaszcza wysokie, tablice wymagają dłuższych i grubszych kotew.
Baza (D)
Baza jest podporą dla tablicy napisowej. Najlepsze połączenie bazy i tablicy napisowej nie będzie spełaniało swojej roli, jeśli sama baza nie będzie stabilna i dobrze przymocowana.
Po pierwsze: środek ciężkości bazy i napisówki nie może znajdować się poza obrysem krawężnika. Po drugie: sama baza powinna być trwale połączona – z użyciem przynajmniej jednej kotwy – z płytą nakrywową. Tylko spełnienie tych dwóch warunków gwarantuje, że napisówka nie przewróci się pod wpływem działania sił zewnętrznych (np. przypadkowego oparcia się przechodnia lub naporu wiatru).
Sama, nawet najodpowiedniejsza, kotwa to nie wszystko. Musimy pamiętać też o gnieździe montażowym, które powinno być o 2 mm większe niż średnica kotwy. Wynika to przede wszystkim z efektu rozszerzalności cieplnej, jak również niezbędnego miejsca na zastosowanie spoiwa. Kotwa nie może być zbyt luźno ani zbyt ciasno osadzona lub – co gorsza – wbita na siłę w otwór, a takie przypadki też spotykałem.
Czasem wydaje mi się – z racji wykonywanych czynności i zawodu – że w kwestii sposobu montażu widziałem już wszystko. Życie oczywiście wciąż lubi zaskakiwać i nadal przeraża mnie to, co spotykam na cmentarzach. Mam tu na myśli np. zwykły gwóźdź (!), jako element kotwiący tablicę napisową.
Więcej i bardziej szczegółowo o samym kotwieniu tablic napisowych napiszę przy omawianiu Normy Nagrobkowej.
#dariuszchrzanowski

Włochy to jest moje miejsce na ziemi. Włoska mentalność, włoskie wino, jedzenie i rozmowy o jedzeniu. A kamień to pasja, która nadal wywołuje gęsią skórkę.
Jaka była moja droga do kamienia? Pochodzę z okolic Krakowa. Tam chodziłam do szkoły i zawsze ciągnęło mnie do nauki języków. Po skończeniu liceum wybrałam anglistykę, ale zawsze podobał mi się węgierski, więc tuż przed złożeniem dokumentów na studia naszła mnie myśl, żeby zmienić kierunek na hungarystykę. Okazało się jednak, że język węgierski mnie nie pokochał – to piękny, ale jednak bardzo trudny język. Poddałam się i porzuciłam studia. Z tamtego okresu zostało mi kilku świetnych znajomych, z którymi do dzisiaj utrzymuję kontakt.
Był 1998 rok. Trzeba było zacząć pracę. Trafiła mi się praca w Rzymie. Miałam szczęście, bo spotkałam tam świetnych ludzi – mimo to coraz bardziej odczuwałam brak rodziny i znajomych. Wróciłam do Polski, ale gdzieś wewnętrznie czułam, że Włochy to jest moje miejsce na ziemi. Zaczęłam pracę w firmie Mota-Engil. Tam pracowałam z Portugalczykami. No i spotkałam swojego męża. I tak w 2000 roku pojechałam do Włoch.
Uczyłam się wcześniej włoskiego, ale nauka języka, a posługiwanie się nim na co dzień to spora różnica. Tym bardziej, że tu ludzie często mówią w dialekcie werońskim. To był okres, kiedy bycie obcokrajowcem w innym kraju nie było łatwe, szczególnie tym ze Wschodu. Jeszcze były potrzebne pozwolenia na pobyt i inne formalne wymogi. Dodatkowo ludzie w tym rejonie byli dość zamknięci w swoim środowisku i obcokrajowcom trudno było odnaleźć się w takim otoczeniu. Dopiero poprzez rodzinę, dzieci można się było łatwiej zaadoptować i wtopić w ich świat. Ważnym etapem w relacjach był też moment, kiedy syn zaczął chodzić do szkoły. Dzięki temu poznałam wiele osób i kontakty z otoczeniem stały się dużo lepsze.
Teraz sporo się zmieniło. Mocno rozwinęła się turystyka i Włosi już akceptują obcokrajowców, nawet tych ze Wschodu. Mimo to i tak są środowiska, w których obcokrajowcy z określonych rejonów Europy czy świata, przebywający na stałe traktowani są jako ci, którzy odbierają pracę rodowitym Włochom. To poprawiło się, bo i sami Włosi wyjeżdżają do pracy za granicę – również do Polski.
Sporym ułatwieniem jest to, że Polacy dla Włochów stali się specjalnym narodem. Włosi nie lubią Francuzów, Niemców i jeszcze kilku innych narodowości, ale do nas mają dużo lepsze nastawienie. W znacznym stopniu za sprawą papieża-Polaka, ale pewnie też dzięki naszej mentalności: chęci do kontaktu, rozmowy.
Jak trafiłam do branży? Pracowałam w pewnym momencie w firmie logistycznej. Przyjaciółka, z którą tam pracowałam, dała mi znać, że jeden z kontrahentów szuka do pracy kogoś polskojęzycznego – do obsługi klientów z Europy Wschodniej. Poszłam na rozmowę, i tak trafiłam do Grein Italia. Nawiasem mówiąc, to przyszłam tam na miejsce mającej polskie korzenie Marty Zuliani, która przeniosła się do Antolini Luigi.
W Grein Italia przepracowałam 11 lat i to była dobra szkoła, a zarazem miejsce, w którym kamienie stały się dla mnie również pasją. Nie bez znaczenia było to, że wtedy Grein stawiał mocno na materiały ekskluzywne. Było sporo kamieni budzących emocje. Często, kiedy przychodziły nowe dostawy, nowe materiały, chodziłam na magazyn i podziwiałam te dzieła sztuki natury.
Zaczynałam jako asystentka, ale dość szybko zaczęłam jeździć do Polski, by odwiedzać klientów i realizować zlecenia. Wtedy u klientów decyzje podejmowało jeszcze starsze pokolenie i kontakty były bardzo serdeczne.
Kiedyś spotykaliśmy się na targach i to była okazja, żeby się poznać, porozmawiać, zrozumieć wzajemnie swoje potrzeby. Teraz młodzi wolą bardziej uproszczoną komunikację. To pokolenie Internetu i komunikatorów, gdzie cała komunikacja jest skrajnie uproszczona. Dla mnie kontakty z otoczeniem – czy prywatne, czy służbowe – są bardzo ważne, a z tym jest coraz gorzej. Wydaje mi się też, że młodzi z pokolenia Internetu, komórek i uproszczonej komunikacji są mniej odporni na problemy. Nie potrafią dyskutować i z zasady unikają konfrontacji. W kontaktach z klientami to spory problem. Jest im ciężko wymienić się poglądami i w przypadku rozbieżności uzgodnić jakiś kompromis. Ci najmłodsi handlowcy często uważają, że jeśli pojadą do klienta, przedstawią się, zaprezentują ofertę, to wystarczy, by uzyskać zamówienie. Niestety, to tak nie działa.
Wracając do mojej pracy i kontaktów. Pracując w Grein Italia miałam szczęście poznać wielu fantastycznych ludzi z polskich firm. Dzięki temu, kiedy skończyłam pracę w Grein Italia w 2014 roku, praktycznie od razu podjęłam współpracę z EGA. Moim zadaniem nadal jest szukanie nowych dostawców, nowych materiałów, sprawdzanie jakości materiałów. Od niedawna pomagam też we wprowadzaniu na polski rynek produktów – nomen omen – Antolini Luigi.
Firmę oczywiście wszyscy znają, ale kojarzą ją z nie najniższymi cenami. A to nie zawsze jest prawdziwy pogląd. Dla mnie bogata gama kamieni Antoliniego, to ogromna frajda wyszukiwania propozycji dla klientów szukających materiałów innych, nietypowych.
Jedno jest pewne: po tych latach pracy z kamieniem nie wyobrażam sobie życia zawodowego bez kamienia i kontaktów w naszej branży. Dla mnie kamień naturalny ma duszę. Czasem idąc przez magazyny, widząc jakąś płytę nagle dostaję gęsiej skórki. Kamień naturalny to prawdziwa SZTUKA.
Środowisko kamieniarskie jest fantastyczne, chociaż kiedyś to był bardzo męski świat i kobietom było trudno wyrobić sobie markę fachowca. Wtedy zdarzało się, że gdy rozmawiałam z branżystami, sprawdzali, czy wiem cokolwiek o kamieniu. Teraz nas kobiet jest trochę więcej i rzadziej nas panowie tak postrzegają i testują.
Czas wolny? To dość oczywiste – mieszkam we Włoszech, w rejonie Werony, a jak mówiłam na początku rozmowy, Włochy to moje miejsce na świecie. Tu w okolicach jeziora Garda, są piękne tereny, jest gdzie chodzić i jeździć. Do tego włoskie jedzenie i wino. Ze znajomymi mamy kilka fantastycznych miejsc, w których się spotykamy.
Do Polski przyjeżdżam teraz rzadziej niż na początku współpracy z EGA – raz na dwa, trzy miesiące. To dlatego, że tu, na miejscu, mam sporo pracy. Od jakiegoś czasu przyjeżdża z Polski wielu architektów i klientów, i trzeba się nimi zająć na miejscu.
Mieszkam blisko centrum przemysłowego, i czasem słychać pracujące traki– czasem na ten szum trochę narzekam, ale kiedy była pandemia Covid i wszystko zamarło, to brak tych odgłosów był przerażający.
Wracając do tematów kulinarnych to – jako Polka we Włoszech – myślę, że Włosi mają jakiś gen, dzięki któremu odczuwają smaki jedzenia i wina w specjalny sposób. To też oczywiście tradycja. Ja się przez te lata nauczyłam od nich zwracać uwagę na to, co jem i co piję.
Wyobraź sobie, w święta w większym gronie siedzą przy stole, jedzą i jeszcze rozmawiają o jedzeniu. Tego też się nauczyłam. Teraz, jak jestem z kimś w restauracji, to dla mnie jest oczywiste, że ktoś powinien powiedzieć, czy mu smakuje, co czuje. Jak nie mówi, to dopytuję: „Co sądzisz o makaronie? A jak sos?” Włosi nauczyli mnie delektować się tym, co się spożywa. Zrozumiałam też, że na problemy i stresy najlepsze lekarstwo to świetne jedzenie, lampka dobrego wina i rozmowa ze znajomymi.

G682 to granit popularny zarówno na naszym, jak i światowym rynku. Złoże tego materiału znajduje się w Shijing w prowincji Fujian. Materiał jest wysoko ceniony za ciepłą i żywą kolorystykę, obejmującą całą gamę złotych i żółtych odcieni z charakterystycznymi żyłkami i wzorami.
Dominującym kolorem granitu G682 jest kolor złoty lub rdzawożółty. Złote odcienie mogą mieć różną intensywność, tworząc dynamiczną i atrakcyjną wizualnie powierzchnię.
Granit G682 charakteryzuje się średnio- lub gruboziarnistą teksturą, która dodaje głębi i charakteru jego wyglądowi. Kamień może posiadać żyłki, plamy czy fale w różnych odcieniach brązu, czerni czy szarości, tworząc intrygujący kontrast na złotym tle. Te naturalne różnice sprawiają, że każda płyta granitu G682 jest inna, podnosząc jej atrakcyjność estetyczną i czyniąc ją częstym wyborem projektantów i architektów.
Jedną z godnych uwagi cech granitu G682 jest jego wszechstronność. Nadaje się zarówno do zastosowań wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Czyni go to popularnym wyborem do podłóg, blatów, okładzin ściennych, a nawet nawierzchni zewnętrznych.
Jest to twardy kamień, który wytrzymuje intensywne użytkowanie – nadaje się do obszarów o dużym natężeniu ruchu. Odporność na zarysowania powoduje długotrwałe zachowanie estetycznego wyglądu nawet przy regularnym użytkowaniu i minimalnej konserwacji.
Ciepłe odcienie sprawiają, że granit G682 jest często wybierany do miejsc mających sprawiać wrażenie przytulnych zarówno w pomieszczeniach mieszkalnych, jak i komercyjnych. Pasuje do różnych stylów projektowania: od tradycyjnych po współczesne.
Należy pamiętać, że w przypadku granitu G682 mogą występować różnice w kolorze, żyłkowaniu i fakturze. Zaleca się obejrzenie i wybranie rzeczywistych płyt.
Roczne wydobycie to około 100 tysięcy metrów sześciennych. Materiał poddaje się dowolnym obróbkom powierzchni.
Najczęściej spotykane nazwy handlowe:
G682, Yellow Pink, Golden Peach Granite, Běndì Xiùshí, G3582 Granite, Rusty Yellow Granite, Giallo Rusty Granite, Yellow Rust Granite, Desert Gold Granite, Giallo Fantasia Granite, Giallo Ming Granite, Ming Gold Granite, Giallo Padang Granite, Giallo Rustic Granite, Gold Leaf China Granite, Golden Cristal Granite, Golden Crystal Granite, Padang Golden Leaf Granite, Golden Sand Granite, Golden Yellow Granite, Light Golden Sand Granite, Ming Yellow Granite, Padang Amarillo Granite, Padang Gelb, Padang Giallo Granite, Padang Yellow Granite, Palace Sand Granite, Dawa Yellow Granite
Na rynku lokalnym:
本地秀石,黄锈石 (Běndì Xiù Shí,Huáng Xiù Shí)
Dane techniczne G682:
Gęstość: 2533-2670 kg/m3
Nasiąkliwość: 0,43 %
Wytrzymałość na zginanie: 11,8-16,2 MPa
Wytrzymałość na ściskanie: 160-170 MPa
Odporność na ścieranie (HSD*): 97
*) Skala twardości Shore’a
Skład:
SiO2 – 78,67%
Al2O3 – 11,11 %
CaO – 0,60%
MgO – 0,07%
Fe2O3 – 0,75%
Na2O – 3,34%
K2O – 3,96%
MnO – 0,09%
P2O5 – 0,01%
TiO2 – 0,11%
L.O.I – 0,57%

W trakcie procesu projektowania architekci wypracowują sobie jasno określoną wizję, którą starają się przekształcić w rzeczywistość poprzez stworzenie projektu nowego obiektu. Jednakże są ograniczeni przepisami Prawa Zamówień Publicznych, co uniemożliwia im wskazanie konkretnego materiału. Wiele z tych regulacji – mających na celu ujednolicenie rynku – staje się obciążeniem, ograniczając swobodę realizacji architektonicznej wizji. W takich sytuacjach naturalne jest poszukiwanie wsparcia w branży.
Wówczas sprawa trafia do specjalistów.
kamień
Projektanci polegają na fachowcach z danej dziedziny (a dlaczego mieliby nie polegać?), którzy mogą wskazać materiał, nie wymieniając go wprost z nazwy, ale opisując jego cechy użytkowe. W specyfikacji często znajdują się informacje dotyczące materiałów kamiennych, które są trudne do zrealizowania lub niemożliwe do zweryfikowania, ponieważ są deklarowane, zaokrąglane lub opisywane w sposób niewłaściwy. A także podawane w innych jednostkach niż te stosowane do badania właściwości materiałów zgodnie z przyjętymi w Polsce normami.
W pamięci pozostaje historia z jednej budowy, gdzie podano bardzo dziwne wymagania dotyczące wapienia:
• wytrzymałość na zginanie 63 MPa,
• odporność na ścieranie 32 g/cm2,
• nasiąkliwość 0,0002 %
Śledząc losy tego zapisu okazało się, że pochodzą one od jednego z branżowych fachowców, który przekazał do biura projektowego dane oczekiwanego materiału kamiennego. Niestety nie potrafił ich zweryfikować i ta część specyfikacji była całkowicie bezużyteczna i niemożliwa do spełnienia.
Po pierwsze: fachowiec z branży nie widział różnicy pomiędzy wytrzymałością na zginanie i wytrzymałością na ściskanie i w trakcie tłumaczenia badań nie zauważył, że pomieszał wyniki, stąd absurdalnie zawyżony wynik pomiaru tej cechy.
Po drugie: dane pochodziły z dalekiej zagranicy, gdzie obowiązują inne normy, w tym normy dotyczące sposobu badania materiałów. Takie dokumenty nakładają na nas również posługiwanie się odpowiednimi jednostkami. W przypadku odporności na ścieranie wskazano tu ilość startej masy przypadającej na jednostkę powierzchni (w Polsce właściwą jednostką jest cm3/50 cm2, czyli objętość startego materiału na określoną powierzchnię ścieraną). Nie mamy nawet pewności co do zastosowanej metody badania – badanie o tej samej nazwie może być wykonane w różny sposób.
Po trzecie: zgodnie ze stosowanymi w Polsce wytycznymi nasiąkliwość dla kamienia naturalnego zaokrąglamy do 0,1 %. Większa szczegółowość nie ma najmniejszego sensu i stanowi poważną nieprawidłowość, ponieważ powstaje wysokie ryzyko błędu pomiarowego.
Przy tego typu specyfikacji nie można w zasadzie dostarczyć elementów kamiennych, ponieważ albo nie ma takich materiałów (parametry nieosiągalne dla opisywanego kamienia), albo nie możemy sprawdzić ich zgodności (zastosowanie metod badawczych niezgodnych dla obowiązujących norm lub brak opisu metody badawczej). „Fachowiec” być może chciał zapewnić sobie monopol na dostawę materiału, ale niestety stworzył sytuację bez wyjścia.
Michał Firlej, autor tekstu, jest doradcą w zakresie oznakowania CE wyrobów z kamienia naturalnego,
biegłym sądowym z zakresu kamieniarstwa,
rzeczoznawcą ds. jakości produktów lub usług przy Dolnośląskim Inspektorze Inspekcji Handlowej oraz Biegłym Skarbowym.
Kontakt do autora:
tel. 695 164 288,
firlej@stoneconsulting.pl
www.stoneconsulting.pl
#michalfirlej

Z Rafałem Pożyczką – prezesem zarządu WKG sp. z o. o. – o małych i mikroprzedsiębiorstwach, o jednoosobowych działalnościach gospodarczych, które są motorem napędowym gospodarki – rozmawiał Paweł Szambelan
WKG znane jest w branży ze swoich usług w obróbce kamienia i jako dostawca kamienia. Wielu klientów WKG to drobni przedsiębiorcy. Jak sobie radzą w obecnej sytuacji?

Będę chwalił naszych kamieniarzy, a także wszystkie inne małe i mikroprzedsiębiorstwa w każdej branży. Bo to jest potęga naszej gospodarki. Wszyscy ci przedsiębiorcy, tak mocno dociśnięci przez współczesne regulacje – skomplikowany system podatkowy, biurokrację, składki, daniny, opłaty– stają się coraz mniej konkurencyjni na rynku. Wysokość danin wypływająca z ich kont jest ogromna. Gdybym ja miał te pieniądze w kieszeni, to kupiłbym nowe maszyny, zatrudnił więcej osób, a przez to wytworzył więcej dóbr i rozwinął swój biznes. Jednoosobowi przedsiębiorcy to ludzie bardzo pracowici, często pracują bez wytchnienia cały rok, nie jeżdżą na wakacje. Proszę mi pokazać przedsiębiorcę jednoosobowego, który spędza więcej niż dwa tygodnie w roku na wakacjach. To są nieliczne osoby. Statystyczny przedsiębiorca zasuwa po 16 godzin na dobę, 365 dni w roku. To są pasjonaci pracy. I właśnie tym ludziom najbardziej dokopano i odebrano motywację do pracy.
To dla tych najmniejszych biznesów powinny być najniższe podatki. Tu powinny być największe motywacje gospodarcze czy fiskalne. Gdyby zachęcić ludzi do tworzenia jednoosobowych przedsiębiorstw, to wyszłoby to z korzyścią dla całej gospodarki. Przecież tu człowiek się uczy księgowości, uczy się finansów, rachunkowości, uczy się przepisów prawa. Bo musi się ich uczyć. I taka osoba jest dużo lepiej ogarnięta gospodarczo niż pracownik etatowy. Przedsiębiorca nie pracuje od 7.00 do 15.00, nie siedzi o 15.00 w szatni gotowy do wyjścia. Gdyby wszyscy myśleli jak przedsiębiorcy, to cała branża byłaby dużo, dużo silniejsza. I motywacja do pracy byłaby inna.
Sytuacja takich przedsiębiorstw nie jest łatwa. Rosnące koszty energii i rosnące koszty pracownicze zwiększają koszty produkcji. Zresztą dotyczy to każdego przedsiębiorstwa, każdej wielkości, nie wyłączając spółek takich jak WKG. Dodając regulacje dotyczące ochrony środowiska narzucone przez Unię Europejską widzimy, że kamień do Polski – nie tylko w blokach, ale nawet w gotowych produktach – zaczynają dostarczać dostawcy zagraniczni. A walka z konkurencją międzynarodową zaczyna wykraczać poza możliwości dostępne poszczególnym przedsiębiorcom. Tu należałoby się zastanowić nad rozwiązaniami systemowymi, na poziomie rządu, poprzez odpowiednie rozwiązania legislacyjne.
Z czego wynika niska konkurencyjność polskich firm?
Energia elektryczna w Afryce jest śmiesznie tania, w Indiach jest dwukrotnie tańsza niż w Polsce. Również siła robocza jest dużo tańsza. O ile mi wiadomo, w Angoli litr paliwa kosztuje, w przeliczeniu, 70 gr, a miesiączne wynagrodzenie pracownika to 20 dolarów. Czy mamy szanse konkurować z kamieniem płynącym choćby z tych dwóch kierunków?
Jako WKG działamy w dwóch branżach: wapienniczej i kamieniarskiej. Dzięki temu mamy szersze spojrzenie na rynek. Podobną sytuację do kamieniarskiej mamy na rynku wapienniczym. Ceny wapna w krajach ościennych – np. Białoruś czy Ukraina – są o wiele niższe niż w Polsce. Główna różnica powstaje z konieczności ponoszenia opłat za emisję dwutlenku węgla. Za każdą tonę emisji polskie zakłady muszą płacić olbrzymie sumy – w tej chwili są to sumy rzędu 70 euro za tonę. A już nasi wschodni sąsiedzi nie będący w systemie ETS (unijny system handlu uprawnieniami do emisji, np. CO2) , nie ponoszą tego wydatku, więc produkcja u nich może być dużo tańsza.
Dziś, kiedy koszt dostawy kamienia ma już mniejszy wpływ na jego cenę, trzeba mieć świadomość, że wszyscy konkurujemy na rynku ogólnoświatowym. Niestety nie jest to konkurowanie na równych zasadach. Koszty pracy, koszty energii, koszty ochrony środowiska – to składowe, którymi w innych regionach świata nikt się nie przejmuje, więc tylko dla nas stanowią one zauważalny koszt.
Przy okazji dwa słowa o egzekwowaniu prawa. Każdemu się zdarzy popełnić błąd. A nie daj Boże, że ten kamieniarz jeszcze wykonuje jakieś operacje międzynarodowe. Ściąga płyty czy bloki z zagranicy, niedokładnie policzył kubiki, źle wypełnił formularz albo przegapił jakiś termin. Aparat celno-skarbowy zaraz go dopadnie. I nie będzie to: „Popełnił pan błąd, prosimy o korektę.” Raczej: „Mamy cię, przestępco gospodarczy. Płacisz.” Urzędy nas tylko kontrolują. Nie ma mowy o wspieraniu, ani tym bardziej o edukacji. W zasadzie żyjemy w przekonaniu, że kontrola i kara będą na bank – kwestia tylko, jak dużo trzeba będzie zapłacić. Trudno jest funkcjonować w takiej przestrzeni i jeszcze konkurować z podmiotami działającymi na innych warunkach i w innych realiach.
Co możemy w tej sytuacji zrobić?
Głośno wołać. I liczyć.
Działalność WKG w branży wapienniczej pozwoliła mi zauważyć, że tam działają prężne stowarzyszenia, które reprezentują interesy tych branż. Są aktywne zarówno wewnątrz swoich struktur, jak i na zewnątrz: spotkania z urzędnikami na różnych szczeblach nie wyłączając ministerialnych, proponowanie zmian prawa, które podnoszą konkurencyjność na rynku. Takich działań nie widzę w stowarzyszeniach skupiających firmy kamieniarskie. Nie słyszałem o działaniach na poziomie rządu czy parlamentu, o rozmowach z poszczególnymi posłami, o działaniach pro legislacyjnych. A może warto by pomyśleć o cłach na sprowadzane płyty czy gotowe nagrobki, o jakiejś pomocy dla przedsiębiorstw związanej z nierówną konkurencją?
Jestem daleki od tego, żeby oczekiwać, że państwo będzie udzielało jakiejś pomocy bezpośredniej. Wystarczyłoby, żeby nie przeszkadzało. Przecież to my, przedsiębiorcy, jesteśmy dla państwa partnerami, klientami. Ja wychodzę do swoich klientów z pytaniem: „Czego wam potrzeba? Co mogę dla was zrobić?” – podobnych działań oczekiwałbym od rządzących. Jak możemy wam pomóc, żeby wam się łatwiej funkcjonowało, żebyście tworzyli więcej miejsc pracy, żebyście płacili więcej pracownikom?
Nie uważam, żebyśmy byli słabsi od wapna czy cementu – musimy się tylko zjednoczyć, bo uważam, że jest nas więcej. Przecież w każdej gminie jest kilku, kilkunastu kamieniarzy. To są małe rodzinne przedsiębiorstwa, zwykle jednoosobowe działalności gospodarcze, które ryzykują całym swoim majątkiem. I oni zrobią wszystko, żeby tylko wyprodukować i sprzedać produkt, bo od tego zależy, czy ich rodzina będzie miała co jeść. Nie mamy innego wyjścia, jak zjednoczyć się.
Druga sprawa to brak świadomości kosztów. Po prostu w małych firmach nie zlicza się wszystkich wydatków wpływających na wysokość kosztów. Przede wszystkim nie liczy się kosztów własnej pracy. To bardzo proste. Pieniądze, które są na koncie firmowym, to są moje pieniądze, więc zrobię wszystko, żeby na koncie te pieniądze były. I tyle.
A przecież wypłata dla właściciela niczym nie różni się od wypłaty dla pracownika. Jest obciążona tymi samymi podatkami i składkami, w ten sam sposób wpływa na bilans całej firmy. W dużych przedsiębiorstwach w koszty wliczane są wszystkie elementy – nie wyłączając narzędzi, amortyzacji, kosztów pracowniczych, wypłat dla pracowników produkcyjnych, biurowych i zarządu, wyposażenia warsztatu i biura czy znaczka na list lub przysłowiowej zapałki do odpalenia palnika do promieniowania.
Stowarzyszenia wapiennicze pewnie mają większe środki. Co my, branża kamieniarska – często bardzo rozdrobniona – mamy szansę zrobić?
To nie jest tylko kwestia pieniędzy. Możemy aktywnie działać w stowarzyszeniu – to wybuduje siłę tego stowarzyszenia – a z silnym partnerem trzeba się liczyć w rozmowach. Wspólne dążenie do wspólnych celów. Działać, po prostu działać – to najprostsza odpowiedź. Przecież my Polacy jesteśmy najsprytniejsi. Zawsze musieliśmy jakoś sobie dać radę. Przez lata zaborów, okupację, komunizm, początki kapitalizmu rozwinęliśmy w sobie ogromny spryt. Mamy to w genach, musimy mieć tylko możliwość do jego pokazania. Byle tylko nikt nam nie przeszkadzał i nie tworzył kolejnych przeszkód.
Te małe przedsiębiorstwa są potęgą naszej gospodarki. One tworzą ekosystem gospodarczy, w którym działamy. To one powinny być najsilniej wpierane. Tylko muszą zostać usłyszane.
Takie możliwości daje współpraca wszystkich przedsiębiorców. Działanie w stowarzyszeniu i apelowanie do władz na wszystkich szczeblach, aby traktowali przedsiębiorców jako swoich klientów. Przecież żyjemy w symbiozie – bez nas nie ma gospodarki, bez gospodarki nie ma biznesu. Niech władza spojrzy na nas jak na swoich klientów, niech zadba jak o swoich klientów. Na poziomie ogólnokrajowym: by zabezpieczyć zdrową konkurencję międzynarodową. Oraz na poziomie lokalnym: jak uprościć procedury i ułatwić życie. Czasem wystarczy dostarczyć brakujące media, zadbać o odprowadzenie ścieków, może poprawić infrastrukturę drogową, wybudować jakieś małe rondo, znieść ograniczenie na lokalnym mostku. Wiele takich małych rzeczy, które można zrobić dla lokalnego przedsiębiorcy po to, aby on mógł ograniczyć swoje koszty produkcji i mógł wygrać w globalnej konkurencji, na rynku światowym.
Dziękuję za rozmowę.